Beta

Tłumaczenie: Berenika Janczarska
Cykl: Annex (tom 1)
Wydawnictwo: Czarna Owca
6,71 (612 ocen i 116 opinii) Zobacz oceny
10
41
9
53
8
101
7
158
6
138
5
53
4
30
3
21
2
11
1
6
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Beta
data wydania
ISBN
9788375546095
liczba stron
316
słowa kluczowe
antyutopia, klonowanie,
język
polski
dodała
raven

Porywająca i niezapomniana historia o odwadze i miłości w niemoralnym świecie. Elizję stworzono po to, by służyła mieszkańcom Dominium, rajskiej wyspy, na której mieszkają najbogatsi ludzie na Ziemi. Szesnastolatka jest klonem bez emocji, które mogłyby ją odrywać od bycia opiekunką dzieci gubernatora. Kiedy jednak spotyka Tahira, wspaniałego, enigmatycznego młodzieńca, pochodzącego z jednej...

Porywająca i niezapomniana historia o odwadze i miłości w niemoralnym świecie.

Elizję stworzono po to, by służyła mieszkańcom Dominium, rajskiej wyspy, na której mieszkają najbogatsi ludzie na Ziemi. Szesnastolatka jest klonem bez emocji, które mogłyby ją odrywać od bycia opiekunką dzieci gubernatora.

Kiedy jednak spotyka Tahira, wspaniałego, enigmatycznego młodzieńca, pochodzącego z jednej z najbardziej wpływowych rodzin, niespodziewane emocje zaczynają pojawiać się w jej umyśle. Elizja nie rozumie, co się z nią dzieje, nie wie, jak sobie radzić z czymś, czego nigdy się nie spodziewała.

Jeżeli inni dowiedzą się o tym, że Elizja potrafi kochać, czeka ją przerażający los. Ale pożądanie do Tahira jest zbyt silne, by móc je ignorować. Gdy okrutny los ich rozdziela, dziewczyna postanawia uciec, bez względu na koszty!

 

źródło opisu: www.czarnaowca.pl

źródło okładki: www.czarnaowca.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 615
Whisper | 2013-11-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2013
Przeczytana: 28 listopada 2013

Nie istnieje już świat, jaki jest nam znany. Nie ma Europy, Azji, Ameryk, ani innych kontynentów. Wszystko zostało zniszczone w wyniki Wojen Morskich. Ukształtował się nowy układ geopolityczny, a po jakimś czasie również i Dominium – wyspa, którą równie dobrze można by nazwać Rajem. Łagodne powietrze, bez chociażby mikrośladu zanieczyszczenia, woda w odcieniu fioletu łagodząca cerę i – uwaga – czekolada o niskiej zawartości kalorii! Niestety, nawet i w tak wspaniałym miejscu zdarzają się pewne niedogodności. Niesamowity urok wyspy wpływa na ludzi tak bardzo, że odechciewa im się wykonywać jakąkolwiek pracę. Co więc zrobić? Dom się sam nie posprząta, jedzenie samo nie ugotuje, nie wspominając już o pracy fizycznej. Na szczęście, w wieku takich wspaniałości jak rajska wyspa udoskonalono też inne dziedziny nauki – w tym tworzenie bezdusznych klonów. I nie mam tu na myśli ich nieczułości. Klony naprawdę nie mają duszy. A to znaczy, że nie mają też uczuć. Tworzą więc rasę doskonałą. Narzędzia, będące ludźmi, a jednocześnie stworzone tylko po to by ludziom służyć. Bogaci mieszkańcy wyspy nie pragną niczego więcej, bo nie ma nic lepszego niż nienarzekający pracownik.

„- Mogę jej pokazać pokój? Bardzo proszę…
- Nie – rzuca mama. – Od tego są klony kochanie. To one pracują.”

Elizja jest klonem, do tego nie byle jakim. Jako jedna z niewielu jest klonem – nastolatką. Niesie to za sobą plusy i minusy. Może być maskotką swojej nowej rodziny albo jej utrapieniem, bo nigdy nie wiadomo, co sklonowanemu nastolatkowi może strzelić do głowy. Szczególnie, gdy jest to egzemplarz próbny, jeden z pierwszych. Jednak Elizja wcale nie chce być kłopotem dla swoich nowych właścicieli. Chce im służyć najlepiej jak potrafi, zadowalać i być klonem perfekcyjnym.
A przynajmniej tak było na początku.
Świat burzy się gdy Elizja dostrzega w wodzie twarz wspaniałego blondyna i czuje coś do niego, mimo, że nie powinna. Później jest tylko gorzej. Odkrywa smak czekolady i innych potraw, rozkoszuje się przyjemnością, jaką daje jej pływanie oraz zakochuje się w chłopaku. Jest tylko jedno wyjaśnienie jej zachowania – jest defektem i musi to ukryć.

Czy polubiłam Elizję? Nie. Z początku była dla mnie idealnym robotem i w tym udało się Rachel Cohn doskonale przedstawić to, co chciała, czyli istoty bezduszne. Póki Elizja nie odczuwa, jest perfekcyjną służącą, mówi, to co jej właściciele chcą usłyszeć, robi dokładnie to, co jej każą, nawet jeśli zagraża to jej życiu. Czasami doprowadza to do zabawnych sytuacji. Gdy zdaje sobie sprawę, że coś jest z nią nie tak, doskonale to ukrywa i stara się nie przywiązywać do tego wagi. Cieszy się każdą minutą spędzoną na błogim i dostatnim życiu towarzyszki zabaw. Później następuje przełom i Elizja się zakochuje. A wtedy moja sympatia do tej zagubionej, niedocenionej przez los dziewczyny gaśnie. Elizja staje się buntownicza, momentami jest wręcz egoistką, skupioną tylko na swoim dobrze. Nie sądzę przy tym, że jej zachowanie jest błędne, bo jak najbardziej powinno takie być. Traktowano ją jak istotę podrzędną, której jedynym zadaniem jest usługiwać. Jej prawem było się zbuntować! Ale, przynajmniej moim zdaniem, robiła to momentami w tak dziecinny sposób, że stawało się to niemal irytujące.

Sam pomysł na książkę, uważam za bardzo ciekawy. Nie czytałam jeszcze nic o klonach, dlatego był to dla mnie temat nowy i chłonęłam każde wykreowane przez panią Cohn zdanie, nie kryjąc ciekawości. A było ich całkiem sporo. Przez połowę książki Elizja poznaje nowy świat, w którym przyszło jej żyć, a czytelnik, jako dodatkowy uczeń robi to razem z nią. Dlatego, gdy dziewczyna zadawała coraz to nowsze pytania byłam wdzięczna autorce, za stworzenie tak dociekliwej postaci.
Ma to też swoją drugą stronę. Akcja rozwija się bardzo powoli. Nie skłamie chyba, gdy powiem, że przez dwieście stron książki tej akcji nie ma. Wszystko dzieję się wokół pewnego planu, Elizja poznaje Dominium, Elizja poznaje uczucia, Elizja się zakochuje. I nagle, gdy zaczynamy się zastanawiać, do czego w tej powieści dążymy (a wątki poboczne wskazują na to, że do czegoś bardzo konkretnego) wir wydarzeń spływa na czytelnika niczym huragan wrażeń. Nie mogę tu nic napisać nie zagłębiając się w fabułę, ale gwarantuję, że autorka nie daje bohaterce chwili wytchnienia aż do ostatniej strony. A może nawet szczególnie do kilku ostatnich.

Nie przedłużając bardziej, przeczytajcie, oceńcie sami. Dla mnie nudnawa, zaskakująca, irytująca i fascynująca. Tyle sprzeczności! Chyba mam szczęście, że to dopiero pierwsza część. Z ciekawością czekam, co przyniesie druga.

„Przysięgam sobie: gdy nadejdzie właściwa pora, gdy ponownie przytłoczy mnie gniew i poczucie niesprawiedliwości, nie padnę nieprzytomna na podłogę. Będę walczyć.”

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Royal. Kraina z jedwabiu

Recenzja pochodzi z bloga: http://whothatgirl.blogspot.com/2018/07/royal-tom-2-kraina-z-jedwabiu-valentina.html Reality show trwa dalej! Przed...

zgłoś błąd zgłoś błąd