pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Listy do młodego pisarza
Czy Llosa mógł zostać kimś innym niż pisarzem?
Dlaczego każdy pisarz „żywi w swoim ciele żarłocznego solitera”?
Jakim najkrótszym opowiadaniem świata autor się zachwyca?
Według laureata literack...
Czy Llosa mógł zostać kimś innym niż pisarzem?
Dlaczego każdy pisarz „żywi w swoim ciele żarłocznego solitera”?
Jakim najkrótszym opowiadaniem świata autor się zachwyca?
Według laureata literackiej Nagrody Nobla pisanie powieści odpowiada temu, co robi striptizerka, kiedy rozbiera się przed publicznością i ukazuje swoje obnażone ciało. Powieściopisarz dokonuje tej operacji w przeciwnym kierunku.
W co zatem autor Szelmostw niegrzecznej dziewczynki „ubiera” swoje historie?
W Listach do młodego pisarza Llosa zdradza tajniki warsztatu. Szczerze mówi o obsesjach, z jakich wyrasta jego literatura. Nie boi się obnażać twórczych strategii. Przyznaje się do książkowych miłości i nienawiści. I konsekwentnie nas uwodzi, wprowadzając w mroczny świat swojej perwersyjnej wyobraźni.
pokaż więcej.
źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2012
źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3206,tytul,Listy%20do%20młodego%20pisarza
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Oficjalna recenzja
Llosa obnażony… teoretycznie
Nie wierzę, że można nauczyć kogoś tworzenia. Według mnie z takimi predyspozycjami trzeba się po prostu urodzić, a potem je w sobie pielęgnować. I nie jest to bynajmniej pochodna romantycznego widzenia twórcy, jako bożego pomazańca; nic z tych rzeczy. Myślę jednak, że to kwestia bardziej rozwiniętej wyobraźni, kwestia większej wrażliwości. Dlatego też do najświeższej na polskim rynku publikacji Llosy podeszłam nie jak do podręcznika dla adeptów sztuki słowa, ale jak do specyficznej autobiografii artystycznej. Zaostrzyłam sobie ząbki, spodziewając się wielkich wynurzeń i wyszeptanych mniejszą czcionką tajemnych trików zapewniających osiągnięcie wielkiej literackiej sławy. Miałam nadzieję zdemaskować jego talent, rozebrać go na czynniki pierwsze, poznać w czym tkwi sekret llosowskiego geniuszu. I co? I... kolejne szelmostwo.
Studiowałam filologię polską i muszę uczciwie stwierdzić, iż niewiele nowych informacji odnośnie warsztatu literackiego wniosła lektura zbiorku swoistych listów Llosy do zasobu mojej w wiedzy tym temacie. I tu rodzi się podejrzenie, iż autor nie powiedział czytelnikowi wszystkiego. Bo przecież chyba geniusz na miarę Nobla ma w zanadrzu większy arsenał środków wyrazu artystycznego, niż najlepszy nawet wykładowca akademicki. Tymczasem Llosa rozwodzi się nad aspektem czasu, przestrzeni i kreacją narratora; pisze o planach, w jakich można realizować narrację (obiektywny i subiektywny) czy w końcu o kompozycji powieści szkatułkowej (porównuje ją też do rosyjskiej matrioszki), technice "naczyń połączonych" oraz o faktach ukrytych, czyli tym, na czym każdy dobry kryminał stoi.
Kto, podobnie jak ja, liczył na podany na tacy klucz do tego, jak czytać Llosę, ten niewątpliwie się przeliczył. Może gdzieniegdzie da się znaleźć wytrych do jego literackiego świata, jakąś mglistą wskazówkę, ale nadal i tak sam się musisz czytelniku do niego włamać swą interpretacją. Autor w swych listach prowadzi jasne i klarowne wykłady o teorii formy powieściowej. Wyciąga te swoje króliki z kapelusza, ale nadal nie wiadomo jak się one tam znalazły. Mało jest stricte llosowskiej, unikatowej techniki; dużo zebranych porad ogólnych, wypracowanych na przestrzeni dziejów.
Jednak nie zawarty w książce przekaz merytoryczny był w moim przypadku czymś, co czyniło lekturę króciutkich esejów noblisty wartościowym doświadczeniem. Ja czytałam "Listy do młodego pisarza" jako zbiór myśli i poglądów Llosy na płaszczyznę literacką i wszystko, co się z nią wiąże. Bowiem w zasadniczym i bezpośrednim wykładzie czynionym wyimaginowanemu przyjacielowi-uczniowi, przemyca autor mniej lub bardziej czytelne własne przekonania dotyczące roli artysty i postrzegania poszczególnych aspektów jego twórczej działalności. Można oczywiście z nimi polemizować, jak jednak większość z nich podzielam. Zdaniem noblisty "Fikcja to kłamstwo skrywające głęboką prawdę"*, natomiast "(...) autor nie wybiera tematów, to one wybiera jego"**. Narrator jawi mu się jako "(...) postać utworzona ze słów"***, pisarze zaś jego zdaniem to ci, "(...) którzy poprzez słowo pisane potrafią stwarzać światy"****. Llosa twierdzi również, słusznie moim zdaniem, iż "Szczerość lub nieszczerość nie jest w literaturze sprawą etyki lecz estetyki"*****
Jedyne, z czym w poglądzie Llosy na literaturę bym polemizowała, to jego zdanie, iż nie istnieje coś takiego jak rozdział tematu i formy. Twierdzi on, iż są one ze sobą nierozerwalnie sprzężone i wzajemnie się determinują. Według mnie natomiast odrębną kwestią jest co się opowiada i jak się opowiada.
Interesujący jest pogląd Llosy głoszący, iż fundamentem twórczej pasji jest bunt autora wobec zastanej rzeczywistości. Przekłada się on zdaniem Peruwiańczyka na tworzenie innych światów; lepszych, właściwszych. Na potwierdzenie tej tezy autor wysuwa argument cenzurowania literatury przez wszystkich historycznych uzurpatorów, jako narzędzia siania rewolucji, jako swoistej "ambony zbuntowanych". Nie zgodzić się nie sposób. Zanegować nie można też poglądu dotyczącego talentu, jako czegoś nie danego odgórnie, lecz nabywanego poprzez pracę, dyscyplinę i wytrwałość.
Siła Llosy tkwi w plastycznej i barwnej metaforze. Dzięki niej nawet nudnawy wykład teoretyczny przeradza się w pełną wrażeń opowieść. Autor porównuje powołanie literackie do tasiemca - gnieździ się on w umyśle pisarza i podporządkowuje jego wszystkie czyny własnym żądzom; proces twórczy jawi mu się jako odwrócony striptiz dokonywany przez autora przed czytelnikiem; tu wdzięki wykwitają nie poprzez obnażenie, ale ukrycie wielu kwestii. Mocną stroną publikacji są także liczne dygresje oscylujące wokół tematu i ale wprowadzające do wywodu interesujące niuanse z kulis warsztatów literackich takich sław prozy, jak Flaubert (jego listy do kochanki Colette) czy tegoż pisarza technika doboru właściwego słowa, owocująca wykrzykiwaniem stworzonych akapitów w parkowej alejce, by wsłuchać się w ich brzmienie. Lekturę ożywiają też liczne zwroty do czytelnika, którego autor sytuuje tu w roli swego dyskutanta i przypisuje mu rzekome autorstwo wyimaginowanych listów, na które jego tekst jest odpowiedzią.
Oczywiście Llosa nie wyzbył się swej szelmowskiej przewrotności i z wielkim rozmiłowaniem i przekorą wkłada w "usta" czytelnika-rozmówcy wiele przekonań i opinii, które określają go samego, czerpiąc przyjemność z jego milczenia, niemożności wypowiedzenia się i wymuszonej pasywności.
W "Listach do młodego pisarza" Llosa często wciela się w rolę krytyka literackiego eksponując swoje przekonania odnośnie obfitej garści pozycji z literatury światowej. Koncentruje się jednak w tym procesie ilustrowania tez przykładami, w przeważającej mierze na utworach autorstwa pisarzy iberoamerykańskich (Marquez, Cortazar). Wielokrotnie odwołuje się do dzieł twórców, których już na początku tekstu wymienia jako swoich mistrzów, a są między innymi Faulkner, Hemingway czy Camus. I tak oto podrzucił mi on wiele ciekawych pozycji, których zapewne inaczej nigdy bym nie odkryła. I teraz, zamiast pouczona radami noblisty rzucić się do tworzenia, siądę i będę dalej czytać.
Marzena Molenda
Opinie znajomych
Dyskusje o książce
Opinie czytelników
Jest coś takiego w stylu Mario Vargasa Llosy, że od pierwszych słów czuję się tak bardzo pochłonięta opowiadaną przez niego historią, że mam nadzieję, iż nigdy się ona nie skończy. Jak pokazuje moje doświadczenie, nie ma znaczenia o czym jest jego książka - ważne, że wyszła spod jego pióra. Tym razem miałam przyjemność przeczytać "Listy do młodego pisarza", "esej mówiący o tym, jak rodzą się i powstają powieści". Sądząc po tytule można odnieść wrażenie, że ma ona wydźwięk nudnej akademickiej dyskusji. Prawda jest taka, że mając takiego wykładowcę jak ten laureat Nagrody Nobla 2010 żaden temat nie jest straszny. Na szczęście zagadnienia z zakresu literaturoznawstwa były zajmujące, no a prelegent - sami wiecie...
Llosa napisał "Listy..." w ciągu kilku miesięcy na podstawie notatek do wykładów i seminariów poświęconych jego ulubionym pisarzom (należą do nich m.in. Faulkner, Hemingway, Camus). Mają one charakter 7 listów pisanych do wyimaginowanego adresata, pragnącego być pisarzem, nazywanym przez autora 'przyjacielem'. Ponieważ sam Peruwiańczyk w wieku 14-15 lat marzył także o tym, by pisać, ale nie wiedział jak to zrobić, do kogo się zgłosić po rady, itd. jest w jego tekstach coś na kształt doskonałego zrozumienia i komunii między autorem listów oraz ich adresatem, a to z kolei czyni je jeszcze ciekawszymi...
Pisarz według Llosy to istota obdarzona nadludzką mocą. To mający powołanie literackie pomazaniec bogów, posiadający predyspozycje do wymyślania postaci, sytuacji, odmiennych światów, itd. Jego cechą charakterystyczną jest niewolnicze oddanie literaturze, przesłaniające wszystko inne, wypełniające jego egzystencję całkowicie. Aby nim zostać potrzebny jest jednakże czas. Talent przecież nie rodzi się sam, ale musi dojrzewać przez długie lata pracy, dyscypliny i wytrwałości, a tego często brakuje początkującym literatom. Zdaniem Llosy u źródeł wszystkich opowieści leżą przeżycia twórcy, bo "jeśli chodzi o tematy powieści - pisarz karmi się samym sobą" (str.19), często nieświadomie. Co ciekawe sugeruje on, że to nie autor wybiera tematy, ale one jego! Pisze on przecież o tym, co przeżył, będąc uczestnikiem takich, a nie innych wydarzeń. Autor "Szelmostw niegrzecznej dziewczynki" bez ogródek stwierdza, że listy bestsellerów pełne są nazwisk bardzo złych pisarzy. Być może powodem tego jest fakt, iż wybierają oni nieodpowiednią formę i nie uzyskują poprzez to siły przekonywania (a może zwyczajnie brak im talentu?)? Warto by pamiętali także, iż poprawność stylistyczna nie wystarcza, aby powieść była udana. Musi być ona przede wszystkim wewnętrznie spójna i sprawiać wrażenie naturalnej. Ta 'naturalność' o której wspomina to doskonała integracja 'treści' i 'formy', często nieosiągalna dla wielu. Llosa krytykuje także naśladowanie stylu wielkich pisarzy przez tych początkujących, co naraża ich na śmieszność. Uważa, że zamiast tego byłoby lepiej, gdyby wypracowali sobie swój własny styl i pamiętali o drobiazgach, bo to właśnie one zebrane razem przesądzają o doskonałości lub ubóstwie efektu artystycznego. Gdy powieść jest tak skonstruowana, że czytelnik nie zauważa zastosowanej techniki, bo historia jest tak wciągająca, iż wydaje się ona być prawdziwym życiem, można mówić o sukcesie i czekać na utęsknione laury.
"Listy do młodego pisarza" to książka o niewielkich rozmiarach, w epistolarnej formie, ale bogata w treści i zdecydowanie nie traktująca ich pobieżnie. Umiejętność zastosowania odpowiednich (i co ważne licznych) przykładów, wyjaśniających skomplikowane zagadnienia literackie, to dodatkowy atut tej interesującej publikacji przeznaczonej nie tylko dla tych, którzy chcą pisać, ale i tych lubiących czytać i analizować. Studiujący dogłębnie formę powieści Llosa przekonał mnie po raz kolejny. W jego słowach czuć prawdę, chęć przekazania swojej wiedzy i doświadczenia oraz pasję. Llosa twierdzi, że lepiej czytać niż dokonywać
wiwisekcji, ale pewne jest to, że aby napisać swoje "Listy..." musiał wiele książek przestudiować. Z racji tego, że "Literatura to coś najlepszego, co wymyślono dla obrony przed złym losem" (str. 18), z pewnością nie był to czas stracony.
Dziękuję, Panie Llosa, za wygłoszony wykład. Był bardzo zajmujący i wiele z niego skorzystałam. Bez wątpienia będę teraz bardziej świadomie czytać. Dla mnie jest Pan pisarzem autentycznym, którego nazwisko jest na listach bestsellerów w pełni zasłużenie i którego powołanie literackie jest widoczne gołym okiem. Mam nadzieję, że Pańska głowa pełna jest już nowych pomysłów, które ozdobione odpowiednią formą, Pańskim niekwestionowanym talentem oraz predyspozycjami zaowocują kolejną świetną powieścią. Ja już dziś na nią czekam...
Opinia opublikowana na moim blogu:
http://mojaksiegarnia.blogspot.com/
Dobrze jest wiedzieć, co czytają inni. Nie ma co się oszukiwać, zdarza mi się pomyśleć coś o danej osobie, jeśli powie mi, jakie są jej/jego ulubione książki. Jeśli jednak przychodzi mi się tego wszystkiego dowiedzieć od samego Mario Vargasa Llosy to jestem w raju. Tuż za rogiem! Na wyciągnięcie ręki, bo na mojej półce właśnie zagościł egzemplarz najnowszej książki Noblisty, noszący tytuł "Listy do młodego pisarza".
Tytuł książki jest nieprzypadkowy, bowiem Peruwiańczyk swoje wypowiedzi kieruje do każdej osoby, która chce pisać. Do wszystkich marzycieli, którzy śnią o tym, aby pewnego dnia kolejki ustawiały się po ich autograf, złożony na stronie ich powieści.
Zanim jednak wydarzą się te wszystkie wspaniałości, trzeba przysiąść i zabrać się za siebie. Za pisanie i czytanie, idąc za radą otrzymaną od samego Mistrza.
Bardzo podoba mi się to, jak Mario Vargas Llosa na konkretnych przykładach literackich pokazuje przeróżne (pozytywne i negatywne) aspekty powieści. Pozwala to nabyć pewnego rodzaju pogłębioną interpretację treści, stajemy się bardziej czuli i wrażliwi na słowa, które czytaliśmy lub zamierzamy przeczytać. Jest to element niewątpliwie niezbędny do świadomego odbioru dzieła, ale bardzo często można spotkać się z tym, jak powierzchownie niektóre książki zostają odbierane.
Noblista w listach jest konkretny i rzetelny, a w dodatku jak zwykle operuje tak ciekawym językiem, że jego słowa po prostu się pochłania. Lubię tę unikatowa umiejętność w ludziach, opowiadania o sprawach skomplikowanych w taki sposób, że mimo wszystko, mam ochotę słuchać. Tak właśnie o rzemiośle, jakim jest literatura, pisze Noblista, puszczając jednocześnie oko do czytelnika, gdy nazywa go swoim przyjacielem.
W moim odczuciu, "Listy do młodego pisarza" to unikatowa możliwość spojrzenia w inny sposób na pisarzy. Choć mam świadomość, że jest to lektura skierowana do wąskiego grona odbiorców to jednak dla przyszłych twórców może okazać się ona prawdziwą perełką, doskonałą wskazówką.
Jedno jest pewne, po sięgnięciu do "Listów..." Wasz spis książek do przeczytania znaczenie się wydłuży.Mario Vargas Llosa posłużył się tak mnogą ilością różnorodnych przykładów literackich, że wypadałoby choć część z nich przeczytać, czego Wam i sobie życzę.
[Recenzja pochodzi z bloga http://www.moje-wysypisko.blogspot.com]
Każdy mol książkowy przynajmniej raz w życiu chciał napisać własną powieść. Czasem romans, czasem dramat, a czasem kryminał by dodać sobie odrobiny adrenaliny w życiu. W najlepszym przypadku efekt prac wylądował na dnie głębokiej szuflady, w najgorszym wyściela dno wydawniczego kosza. Niezależnie od tego do której grupy się zaliczycie ( i czy w ogóle), pomocną dłoń wyciągnął do Was M. V. Llosa, który napisał „Listy do młodego pisarza”.
Jak nazwa wskazuje, forma jest epistolarna, skierowana do anonimowego czytelnika – zadanie identyfikacji zostało ułatwione. Za pomocą dzieł swoich kolegów po fachu i odniesień do codzienności (znakomita przypowieść o tasiemcu), Llosa wykłada o czasie, sposobie kreacji bohaterów, narracji, miejscu i innych związanych z warsztatem, dzięki którym biblioteczne półki nigdy nie będą puste.
Wg noblisty to bunt pcha człowieka do pisania, ten sprzeciw wobec otaczającego świata. Jednocześnie każdy z pisarzy czerpie, nie zawsze świadomie, z tej rzeczywistości. Szczególnie w przypadku relacji międzyludzkich praktycznie niemożliwe jest znalezienie tematu, które nie byłby wcześniej opisany lub na tyle oczywisty, że nikt nie chciałby podjąć się opisania go. Dopiero Llosa przekonuje, że to nie temat znaczy o wartości dzieła, ale wykonanie.
Pisarz nie jest tu człowiekiem spoufalającym się, nie będzie przyjazną duszą, której wyżalimy się, opowiemy o swoich porażkach i sukcesach. Nie bez powodu na początku użyłam słowa „wykład”. Llosa stoi na mównicy i tłumaczy, nie zawsze posługuje się przy tym zrozumiałym powszechnie językiem. Sama musiałam kilkakrotnie zajrzeć go słownika, gdyż nie rozumiałam sensu napisanego zdania.
Nie znajdziecie tu recepty, złotego środka na zostanie wielkim literatem, ulubieńcem milionów czytelników na całym świecie. Pozwoli za to uniknięcie podstawowych błędów albo w ogóle odwiedzie Was od pomysłu „rzucam wszystko i zostaję pisarzem”. Niektórzy z Was – Ci bez zamiarów rozrodczych – dzięki „Listom” spojrzą inaczej na książki, po przeczytaniu będą mogli dokładnie powiedzieć, czego oczekują od powieści i na jakiej tacy ma być to podane.
Podsumowując:
O sztuce słowa w sposób fachowy i humanistyczny, nie zapominając o tym, co najważniejsze – przyjemności.
Absolutnie wyjątkowy przewodnik po literaturze i zawodzie pisarza.
Polecam
„Listy do młodego pisarza” to książka prosta i podstawowa. Niezbędna. Może nie zastąpi człowiekowi podręcznika z poetyki, ale z pewnością wprowadzi go w tajniki literatury. Mam tu na myśli zarówno pisanie literatury, czytanie literatury i myślenie o literaturze. Doceniam fakt, że listy są napisane w tak przystępny sposób, że każdy, nawet największy na tym polu ignorant, może zdobyć niezbędną wiedzę na temat dzieła literackiego. Listów jest kilkanaście, każdy na inny temat. Pojawiają sie przykłady. Nie wiem, na ile rady Llosy przydadzą się początkującym pisarzom, jestem pewna, że przydadzą się wszystkim – bez wyjątku – czytelnikom.
Bardzo podobały mi się te listy - o wiele lepsza forma nauki niż zajęcia i wykłady. Mario Vargas Llosa w przystępny sposób przekazuje czytelnikowi swoją wiedzę z teorii literatury. Chociaż o wielu rzeczach wiem, ale pisarz zachęcił mnie do przeczytania kilku książek, jakie podawał za przykłady swoich tez.
Bardzo zdziwiło mnie stwierdzenie, że pisanie i tworzenie świata przez twórcę jest formą buntu. I powiem, że od przeczytania tego zdania inaczej patrzę na czytane przeze mnie powieści.
Może to tylko autobiograficzne poglądy Llosy, ale mi przypadły one do gustu. Dla studentów polonistyki lub marzących o pisaniu (czyli też mnie:-)) obowiązkowa pozycja!
Hi,kilka bookow tego pana czytalem i mnie zanudzily-ciotka juliaWCIAZ przeczytana do 78 str.==Te ksiazke juz mam na stole ale nie przekonuje mnie zadna opinia zeby ja chocby otworzyc.HiR
http://kamilaciesielska.blogspot.com/2012/03/mario-vargas-llosa-i-doswiadczenie.html
http://zzyciaksiazek.blogspot.com/2012/03/llosa-o-byciu-pisarzem.html#more
Na półkach
Cytaty z książki
- „(...) literatura to coś najlepszego, co wymyślono dla obrony przed złym losem".” - 2 osoby to lubią

Selkar
Albertus
Zinamon
Matras
Empik
Weltbild





