Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

To już nie jest dla mnie nawet książka z kategorii guilty pleasure, to książka z kategorii: a chuj, sponiewieram się mentalnie.

No wiecie, raz na pół roku przychodzi mi ochota na zjedzie nagroszego możliwego fast fooda w okolicy, tak samo bywa z książkami - potrzebuję czasami absurdalnej rozrywki, przy której dławie się ze śmiechu nie dlatego, że jest zabawna, a dalego, że jest tak bardzo po bandzie, że nie wierze w to co czytam/słyszę.

Gratulację dla pani Jasime - chyba stała się autorką cytatu roku. Teoretycznie wiedziałam na co sie piszę, bo czytałam Herkules.Krew, ale jednak byłam w błędzie.

Przysięgam, że to nie był hate-read.

To już nie jest dla mnie nawet książka z kategorii guilty pleasure, to książka z kategorii: a chuj, sponiewieram się mentalnie.

No wiecie, raz na pół roku przychodzi mi ochota na zjedzie nagroszego możliwego fast fooda w okolicy, tak samo bywa z książkami - potrzebuję czasami absurdalnej rozrywki, przy której dławie się ze śmiechu nie dlatego, że jest zabawna, a dalego, że...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Tu jest ten rodzaj relacji, której w sumie nie ma, ale ja swoje wiem i wiem na pewno, że choć wszystko jest pisane z perspektywy Kate to pan Lew skrycie już umiera z yarningu. I słuchajcie, minęły dwa tomy, a on jej jedynie kawę zaparzył i zupę podał, ale mnie to kręci bardziej niż nie wiadomo jakie sceny miłosne w innych książkach.

Tu jest ten rodzaj relacji, której w sumie nie ma, ale ja swoje wiem i wiem na pewno, że choć wszystko jest pisane z perspektywy Kate to pan Lew skrycie już umiera z yarningu. I słuchajcie, minęły dwa tomy, a on jej jedynie kawę zaparzył i zupę podał, ale mnie to kręci bardziej niż nie wiadomo jakie sceny miłosne w innych książkach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kojarzycie te bohaterki, które będąc w niebezpiecznej, dynamicznej i wymagającej działania sytuacji, nieomieszkaja pomyśleć jaki piękny jest typ, który własnie pojawił sie na horyzoncie, serwując nam przy tym szczegóły jego wyglądu? To Kate Daniels jest ich totalnym przeciwieństwem. Alleluja!

To jest to, za co cenię bohaterki Ilony Andrews: nie mam wątpliwości, że mam doczynienia z profesjonalistką w swoim fachu, ktora jest błyskotliwe pyskata, a nie irytująca pyskata.

Magia w tym urban fantasy rzeczywiście kąsa, świat jest ciekawy, zagadka kryminalna również i jest tam jeszcze sporo do odkrycia. Może nie oczarowało mnie tak jak w przypadku Ukrytego Dziedzictwa, ale do posłuchania przy sprzątankdtu spoko. Będę kontynuować.

Kojarzycie te bohaterki, które będąc w niebezpiecznej, dynamicznej i wymagającej działania sytuacji, nieomieszkaja pomyśleć jaki piękny jest typ, który własnie pojawił sie na horyzoncie, serwując nam przy tym szczegóły jego wyglądu? To Kate Daniels jest ich totalnym przeciwieństwem. Alleluja!

To jest to, za co cenię bohaterki Ilony Andrews: nie mam wątpliwości, że mam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

CIEŃ UTRACONEGO ŚWIATA od @fabryka

Po Woli Wielu moje oczekiwania były bardzo wysokie, ale obawy również, bo ta książka jest debiutem autora. Ale o matko, życzę każdemu pisarzowi fantasy takiego debiutu!

Na pierwszy rzut oka jest to klasyczna powieść drogi, w której bohater zostaje wezwany do przygody, spotyka mentora, przechodzi próby itd. Kreacja świata jest bardzo bogata z konfliktem dobra ze złem, który w miarę rozwoju akcji zyskuje barw szarości, podobnie jak bohaterowie. Niby nic nadzwyczajnego… To dodajcie do tego krainę, w której Obdarzeni (magowie) są spętani Nakazami, ograniczającymi czary, a sami są prześladowani. W pamięci społeczeństwa są jeszcze augurzy - jasnowidzowie, którzy podobno wyginęli.

System magiczny, w którym znany motyw czerpania energii, by nasycić Esencję, został wzbogacony świeżym elementami i trikami, które wszystko cudownie zagmatwany: czytanie myśli, zmiana postaci, a żeby zawikłać to jeszcze bardziej do fabuły wjechał wątek podróży w czasie i utraty pamięci. Wyobraźcie sobie użytkownika magii, który nie dość, że może zmienić linię czasową, to jeszcze przybrać inną twarz i zmieniać bieg wydarzeń. Uwielbiam być zaskakiwana, a ta historia zwrotami akcji mogłaby obdzielić kilka innych pozycji. Spiski wylewają się niemal z każdego rozdziału.

Przy takiej mnogości wątków można by spodziewać się chaosu, ale nic takiego nie miało miejsca, a cofanie się do ważnych rozdziałów potwierdzało mi, że wszystkie elementy intryg są ze sobą spójne. No i jest jeszcze mnóstwo rzeczy do odkrycia w kolejnych tomach.

Nie byłam jedynie czytelnikiem rozkoszującym się książką. Zmieniłam się w detektywa, który z plikiem znaczników, ołówkiem i notatnikiem tropi Aarkeina Devaeda. I na Prządki, jaką ja miałam z tego śledztwa radochę! Natomiast, kiedy w połowie książki byłam przekonana, że rozgryzłam zagadkę, epilog udowodnił mi, że dałam się koncertowo wpuścić w maliny. Właśnie dla takich książek czytam fantasy.

Dlaczego nie 5 gwiazdek? Warstwa emocjonalna pod względem więzi z bohaterami trochę nie dowiozła. Nie poczułam dreszczyku zmartwienia czy radości wtedy, gdy postaci przeżywały swoje emocje. Gdy główne trio przyjaciół spotyka się po miesiącach rozłąki nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Autor bardziej informuje nas o uczuciach niż je kreuje. To jest jednak jego debut i z lektury Woli wielu wiem, że Islington poprawi tę warstwę, podobnie jak i pióro.

Z pewnością niebawem biorę się za 2 tom.
4,5 / 5

CIEŃ UTRACONEGO ŚWIATA od @fabryka

Po Woli Wielu moje oczekiwania były bardzo wysokie, ale obawy również, bo ta książka jest debiutem autora. Ale o matko, życzę każdemu pisarzowi fantasy takiego debiutu!

Na pierwszy rzut oka jest to klasyczna powieść drogi, w której bohater zostaje wezwany do przygody, spotyka mentora, przechodzi próby itd. Kreacja świata jest bardzo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

7.5
To jest swietny motyw, kiedy oszustki okazują się nie do końca takimi oszustkami. No i Marissa Meyer znowu to zrobiła: zwiodła mnie tak, że przestałam wierzyć w swoją początkową teorię, ktora jednak na końcu okazała sie słuszna. Ta autorka to mistrzyni retellingów, mimo ze znałam dobrze historię Sinobrodego to i tak mnie zaskakiwała. Bardzo fajny klimat I podejście do duchow i magii, którego mogłabym zazdrościć Phantasma.
Randka w oranżerii wśród trujących roślin i na cmentarzu - TOP.

7.5
To jest swietny motyw, kiedy oszustki okazują się nie do końca takimi oszustkami. No i Marissa Meyer znowu to zrobiła: zwiodła mnie tak, że przestałam wierzyć w swoją początkową teorię, ktora jednak na końcu okazała sie słuszna. Ta autorka to mistrzyni retellingów, mimo ze znałam dobrze historię Sinobrodego to i tak mnie zaskakiwała. Bardzo fajny klimat I podejście do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Myślicie, że to książka o nauce? Podróżach kosmicznych? Ratowaniu Ziemi przed zagładą? Poświęceniu? To też, ale dla mnie to jest przede wszystkich książka o przyjaźni! Bromance między Gracem a Rockym był wspaniały, szlachetny i uzmysłowił mi, że trochę brakuje mi książek, w których relacja między dwoma facetami była przedstawiona w podobny sposób, choćby na drugim planie.

Kwestie naukowy były w tej książce dla mnie tak abstrakcyjne, że zamiast fantastyki naukowej mogłabym jej treść potraktować jak czarną magię, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało, bo bujało niesamowicie i śledziłam wydarzenia z ogromnym zaangażowaniem. Polecam nie tylko fanom gatunku.

Myślicie, że to książka o nauce? Podróżach kosmicznych? Ratowaniu Ziemi przed zagładą? Poświęceniu? To też, ale dla mnie to jest przede wszystkich książka o przyjaźni! Bromance między Gracem a Rockym był wspaniały, szlachetny i uzmysłowił mi, że trochę brakuje mi książek, w których relacja między dwoma facetami była przedstawiona w podobny sposób, choćby na drugim...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Pierwsze, z czym kojarzy mi się ta historia to kolejny film Disneya o księżniczce, ale ten jest dla dorosłych. I wiem, że można tak powiedzieć o co drugim romantasy, ale tu adaptacja na animację pasowałabym wybitnie.

Gdyby autorka zdawała tą książką egzamin na wejście do gatunku, to jej bym jej go zaliczyła. Ta fabuła nie zmieniła mojego życia, nie pozostawiła mnie z dziurą w brzuchu, nie będę myśleć o bohaterach przez kolejnych kilka tygodni, ale dała mi jako taką rozrywkę i odprężenie, przebywając w tym bajkowym świecie.

Na tych prawie 700 stronach romans dostał sporo czasu na rozwinięcie i bardzo się cieszę, że miałam na co wyczekiwać. Jednak to, co wyszło na plus dla relacji głównych bohaterów niekoniecznie było dobre dla wątku przygodowego, bo w pewnym momencie miałam wrażenie zapętlenia: podróż-przystanek-potwór-podróż-przystanek-potwór. Ta powtarzalność w środkowej części była dla mnie nużąca, podobnie ja roztrząsanie w kółko tych samych kwestii w głowie Odessy - w prawdziwym życiu to normalne, w książce zbędne. Trzeba się też przygotować na wielokrotne wspomnienie oczu Obrońcy, które zmieniają się co rozdział.

Było tu kilka fajnych pomysłów, choć do głównej intrygi podeszłam na zasadzie nie "Czy?" a raczej "Dlaczego?" i w tym śledztwie też odnalazłam fun, bo nie sądzę, by ktoś był tu zaskoczony i myślę, że zaskoczenie nie było tu celem. Prawdziwy plot twist jest na samym końcu. Kupiłam głównych bohaterów z ich rozterkami i przyciąganiem. Autorka stworzyła im dość solidne motywy działania, które usprawiedliwiały ich zachowania. Jest poprawnie.

Pierwsze, z czym kojarzy mi się ta historia to kolejny film Disneya o księżniczce, ale ten jest dla dorosłych. I wiem, że można tak powiedzieć o co drugim romantasy, ale tu adaptacja na animację pasowałabym wybitnie.

Gdyby autorka zdawała tą książką egzamin na wejście do gatunku, to jej bym jej go zaliczyła. Ta fabuła nie zmieniła mojego życia, nie pozostawiła mnie z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Bardzo chcialam znaleźć tu jakąs skazę, przyczepić się do czegoś, ale nie jestem w stanie niczego znaleźć. Bo ten finał był epicki, a bohaterowie i antagoniści idealni dla romantasy.

Po drugim tomie, który przeorał mnie emocjonalnie, do tego podeszłam z nadzieją, że wszystko co najgorsze już się stało i teraz doświadczę momentów naprawy. No i już wątek utraty pamięci podziałał jak kroplówka z dopaminą. To prosty chwyt, ale ja biorę go w ciemno, bo zwyczajnie pozwala obserwować ponowny proces zakochiwania. Właściwie to żałowałam, że ten stan Maxa nie potrwał dłużej, bo chętnie jeszcze bym się tym podelektowała.

Ta opinia mogłaby być właściwie laurką dla Maxantariusa Farlione, jednego z najlepszych męskich bohaterów w romantasy. Na przestrzeni trzech tomów w jego rozdziałach nie było jednej krzywej myśli, ani jednego zgrzytu. Było tylko stopniowe przekonywanie się jak jest dobry i charyzmatyczny. Zielona flaga. Miejsce, w którym zaczynał i w którym kończy tę przygodę dało mi niezwykłą satysfakcję, a myśl, że jest w cieniu innych książkowych mężów uważam za niesprawiedliwość dziejową.

Drugi wątek romantyczny, choć zupełnie inny niż ten główny, był równie dobry, ale w taki bardziej mroczny, niepokojący sposób. W innym świecie to właśnie ta para antagonistów mogłaby być naszymi głównymi bohaterami i też bym ich kupiła wraz z ich niebezpieczną magią. Fakt, że domyślałam się gdzie zmierzają nie odebrał mi przyjemności z obserwowania rozwoju tej relacji. 

Dużo miejsca w tej opinii poświęciłam romansom, ale to ostateczna rozgrywka między ludźmi i feyami jest na głównym planie. W tym tomie zdarzyło się tak wiele rzeczy, ale nie miałam ani chwili poczucia, że jakieś rozdziały, czy sceny były zapchajdzurami - to wszystko gdzieś prowadziło, by na koniec spójnie się zamknąć. Akcja i tempo są idealne. Polityka, magia i zemsta ciągle się przeplatają.

Finał tej trylogii jest taki...słuszny i wiarygodny. Ta część zafundowała mi mnóstwo emocji, ale bez dewastacji jak to było w tomie drugim. Była idealna, a cała seria mimo że epicka, ma w sobie momenty luzu i rozładowywania napięcia.

Bardzo chcialam znaleźć tu jakąs skazę, przyczepić się do czegoś, ale nie jestem w stanie niczego znaleźć. Bo ten finał był epicki, a bohaterowie i antagoniści idealni dla romantasy.

Po drugim tomie, który przeorał mnie emocjonalnie, do tego podeszłam z nadzieją, że wszystko co najgorsze już się stało i teraz doświadczę momentów naprawy. No i już wątek utraty pamięci...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

DNF 27% Kompletnie mnie nie interesuje, co się tu dzieje, robię wszystko byle nie słychać tego audiobooka. Nie ma się co męczyć.

DNF 27% Kompletnie mnie nie interesuje, co się tu dzieje, robię wszystko byle nie słychać tego audiobooka. Nie ma się co męczyć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Ta sałatka najbardziej hot wątków smoczych jeźdźców, wampirów, akademii i aranżowanego małżeństwa nie zmieniła się w moje nowe ulubione danie.

Być może książka podobała mi się bardziej, gdybym nie miała za sobą kilku tomów Czwartego Skrzydła i Królestwa Nyaxii, które mają podobne wątki, ale ogrywają je lepiej.

Początek był naprawdę obiecujący, bo dzieje się w nim to, co często w finale pierwszego tomu w innych książkach romantasy. Potem fabuła zmienia się we Wredne Dziewczyny w wampirzej akademii (brakowało mi tylko tekstu „w czwartki nosimy czerwień”). Przedmioty mnie nie zaciekawiły – historia, żeby dowiedzieć się czegoś o świecie, walka, żeby głowni bohaterowie mogli się ze sobą zmierzyć, obrona przed zniewoleniem umysłu, na której po raz 12548 przeczytałam, że trzeba postawić mentalny mur. Pewnie gdybym watek szkolenia był ciekawszy, inaczej odebrałabym tę książkę.

Wprowadzenie w ten świat odbywa się płynnie, bo sama Madra jest w nim nowa i czytelnik dowiaduje się wszystkiego wraz z nią. Co nie oznacza, że wszystko jest tu ze sobą spójne. I tak np. troje osób może wejść w małżeństwo, niezależnie od konfiguracji, ale związek homoseksualny zostaje uznany za hańbę. Szczeniak, ma lepszy refleks niż wyszkolony w walce wampir. Na koniec wpadły jakieś ekrany do oglądania przebiegu Igrzysk Małżeńskich, choć to świat w którym nie ma technologii.

Spodobała mi się za to koncepcja, że smoki żyły w tym świecie, żeby równoważyć potęgę wampirów, a wampiry z kolei mogły zhakować umysł jeźdźcy, by przejąć kontrolę nad smokiem. Tylko niestety przez większość książki jedyne smoki, z jakimi mamy do czynienia, to cztery posągi na dziedzińcu akademii, więc te ciekawe koncepcje pozostały teorią.

Co do bohaterów: są młodzi i to widać. Medra było ok. Jako osoba z zewnątrz widzi wady systemu w jaki została wmanewrowana, wampiry postrzega jako oprawców, a nie bożków do wielbienia i chce stanowić sama o sobie na tyle, na ile pozwala jej sytuacja, w której jest postrzegana jako własność rodu. Nie rzuca się też w ramiona narzeczonego przy pierwszej okazji. Mam tylko problem z jej niejasną przeszłością, bo autorka rzuciła z niej kilka faktów, które prosiły się o rozwinięcie i myślałam, że będzie tam większa tajemnica do odkrycia.

Blake… nie jestem fanką. Przez większość książki był dla mnie ledwie znośny, bo opieką nad szczeniakiem i zaborczością nie zastąpi się charyzmy. Jego myśli podczas wyboru ancherona były jak z kiepskiego podręcznika do samorozwoju (jestem zwycięzcą, nikt nie rzuci mi wyzwania) i to były jedyne momenty kiedy mnie rozbawił, choć chyba nie powinien. Dopiero rywal musiał mu uzmysłowiać, że pragnie Pendragon, choć kompletnie nic nie zrobił, by ją do siebie przekonać. Właściwie to kibicowałam Kane’owi. Pewnie scena po balu podobała mi się bardziej, gdyby Kane był fajniejszą postacią.

Bohaterowie poboczni w ogóle mnie nie obeszli, a zapamiętam może tylko Regan, której jedyną cechą charakteru było to, że była wredną suczą.

Nie doświadczyłam przy tej książce zbyt wielu emocji, czy nawet rozbawienia. Styl autorki nie jest wybitny. Jako coś lekkiego do czytania może byłoby ok, ale ta książka jest napisana na serio, ma prawie 700 stron z czego połowa jest trochę o niczym. 2 tom może być lepszy, więc jeszcze zastanowię się nad kontynuacja.

Ta sałatka najbardziej hot wątków smoczych jeźdźców, wampirów, akademii i aranżowanego małżeństwa nie zmieniła się w moje nowe ulubione danie.

Być może książka podobała mi się bardziej, gdybym nie miała za sobą kilku tomów Czwartego Skrzydła i Królestwa Nyaxii, które mają podobne wątki, ale ogrywają je lepiej.

Początek był naprawdę obiecujący, bo dzieje się w nim to, co...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Mam problem z ocenieniem tej książki. Księga pierwsza, kiedy obserwowaliśmy młodziutkiego Falko, była dla mnie strasznie rozbudowanym prologiem, który wprowadzał w świat, ustawiał pionki na szachownicy i na pewno był potrzebny, by pogłębić postaci. Jednak niemiłosiernie mi sie ta część dlużła i nie była w fantastyce niczym odkrywczym.

Druga ksiega byla zdecydowanie ciekawsza, a od momentu wykucia miecza, rytuału i wejścia smoka wręcz pochłaniałam fabułę. Niestety był to już trzeci akt tej opsalej książki.

Poza tajemnicą związana z opętaniem smoków fabuła nie ma jakichś niesamowitych twistów. To takie solidne, klasyczne fantasy, z uwzględnieniem każdego punktu drogi jaką przechodzi archetyp bohatera fantasy. Ale przemiana Falko była bardzo satysfakcjonująca, a jego więź ze smokiem opisana została przepięknie. Szkoda tylko, że tak późno.

Mam problem z ocenieniem tej książki. Księga pierwsza, kiedy obserwowaliśmy młodziutkiego Falko, była dla mnie strasznie rozbudowanym prologiem, który wprowadzał w świat, ustawiał pionki na szachownicy i na pewno był potrzebny, by pogłębić postaci. Jednak niemiłosiernie mi sie ta część dlużła i nie była w fantastyce niczym odkrywczym.

Druga ksiega byla zdecydowanie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Przed przeczytaniem piątego tomu Sagi i Złotej Niewolnicy miałam tylko jedno życzenie: bym po skończeniu miała dalej ochotę kontynuować tę serię.

Obawiałam się, że nie jest możliwe, by po pięciu tomach dalej czuć zainteresowanie serią, zwłaszcza, że to kolejne romantasy o fae. A jeśli dodać do tego jeszcze fakt, że główni bohaterowie są tu całkowicie ze sobą rozdzieleni, spodziewałam się przepisu na katastrofę. Jakie jest więc moje zaskoczenie, że po 540 stronach jestem jeszcze bardziej głodna i jeszcze bardziej chcę przekonać się jak dalej potoczą się wydarzenia i jak będzie wyglądał finał.

Wątek Auren, poza samą końcówką, był w tym wszystkim dla mnie najnudniejszy. To Slade, Malinea i Osrik trzymają na swoich barkach prowadzenie fabuły. Król gnicia jest doskonały w roli mściciela, który odseparowany od ukochanej bierze odwet ze jej krzywdy. Rozdziały szorstkiego i gburowatego Osrika, szalejącego z niepokoju i bezradności, miały momenty łamiące serce.

Bardzo lubię zmieniać zdanie do co bohaterów. Z zaciekłej przeciwniczki jakiejś postaci stawać się jej fanką. Czuję się wtedy, jakby motyw enemies to friends stał się moim udziałem. I nie wiem jak Reven Kennedy to robi, ale już trzeci raz udało jej się przekonać mnie do bohaterki, której wcześniej nie darzyłam sympatią - było tak z Auren i Risą. Teraz moje odczucia co do królowej Malinei zmieniły się tak bardzo, że z przewracania oczami na widok jej rozdziałów zaczęłam ich wyczekiwać. Jej wątek odkupienia był świetny, a romans jeszcze lepszy.

Chce dobrego romantasy? To jest dobre romantasy, które stoi nie tylko romansem, ale także satysfakcjonującym rozwojem bohaterów. I piszę to jako osoba, która porzuciła już sporo takich serii. Mam nadzieję, że na finałowy tom nie będzie trzeba czekać roku.

Przed przeczytaniem piątego tomu Sagi i Złotej Niewolnicy miałam tylko jedno życzenie: bym po skończeniu miała dalej ochotę kontynuować tę serię.

Obawiałam się, że nie jest możliwe, by po pięciu tomach dalej czuć zainteresowanie serią, zwłaszcza, że to kolejne romantasy o fae. A jeśli dodać do tego jeszcze fakt, że główni bohaterowie są tu całkowicie ze sobą rozdzieleni,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jeśli ktoś dotarł już do trzeciego tomu, to prawdopodobnie podobały mu się dwie poprzednie części i tą też się nie zawiedzie, a jeśli ktoś wciąż się zastanawia to przypomnę, że Mai C. serwuje potężnie dynamiczną akcję, spiski, krótkie rozdziały, po których chce się od razu zacząć kolejny, magię opartą na artefaktach i bohaterów, którzy niepostrzeżenie kradną serce.

Wątki romantyczne, które zajmowały dość dużo miejsca w pierwszym tomie, w tym są już bardziej ich echem, a na główny plan wchodzi motyw found family. Przyjaźń i poświęcenie są tu wartościami dużo bardziej podkreślonymi i to wyniosło relacje w fabule na dużo wyższy poziom.

Ta seri stoi bohaterami, meandrowaniem wśród intryg i nie opiera całego ciężaru na elementach fantastycznych, ale autorka podchodzi do nich solidnie: artefakty dają moc, ich użycie pociąga za sobą koszty, a posiadanie kilku wszystko komplikuje. Czasami nie trzeba przekombinowywać, żeby zaangażować.

Nie mogę dać najwyższej oceny bo ważny wątek rebelii, do jakiej dochodzi w trakcie wydarzeń, był poprowadzony zbyt szybko, żeby nie powiedzieć, że napisano go na kolanie: wszystko poszło za łatwo i za słabo odbudowano go w poprzednich tomach, które chwaliłam za to, że nie miały zbędnego przedłużania. Tu jednak zabrakło mi co najmniej stu stron na to, by tę rebelię uprawdopodobnić planowaniem, sojuszami i potknięciami. Zamiast tego miałam poczucie, że bohaterowie, przejmując Różany Pałac, nie musieli się za bardzo postarać.

“Obydwoje byliśmy gotowi umrzeć, ale być może większej odwagi wymaga życie po stracie”

Z całej serii najbardziej lubię drugi tom, który mnie zaskakiwał, ten natomiast domknął najważniejsze wątki do końca. Liczyłam się z poczuciem straty na koniec, ale miałam też nadzieję na satysfakcję i to dostałam. To może nie był w stu procentach mój wymarzony finał, ale wciąż był na tyle dobry, a bohaterowie tak bardzo mi bliscy, że całą serię niezmiennie bardzo polecam.

Jeśli ktoś dotarł już do trzeciego tomu, to prawdopodobnie podobały mu się dwie poprzednie części i tą też się nie zawiedzie, a jeśli ktoś wciąż się zastanawia to przypomnę, że Mai C. serwuje potężnie dynamiczną akcję, spiski, krótkie rozdziały, po których chce się od razu zacząć kolejny, magię opartą na artefaktach i bohaterów, którzy niepostrzeżenie kradną serce.

Wątki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jeśli istnieje taka podkategoria jak soft fantasy to tę książkę bym do niej zaliczyła. Ta historia bardzo dobrze sprawdziła sie jako coś lekkiego do posłuchania w tle do innych zajęć, natomiast jeśli w trakcie jej słuchania ktoś by mi zabrał dostęp do audiobooka to jakoś szczególnie bym nie ubolewała.

Dużo tu dialogów, świat ciekawszy niż w Rodzinie Carmody, ale było też sporo scenek obyczajowych, ktore nie popychały fabuły, ale były bardziej czymś co sie pewnie spodoba fanom autorki.

Nie bardzo rozumiem jak działało to wyłączanie magii przez arcydemona. No i jak do świata jest wprowadzana postać o tak ogromnej mocy (on pozbawił magii dziesiątek ludzi w obozie!!!) to dla mnie jest pozamiatane i nie wiem po co potrzebował zgody Reagan na to by z nimi poszła. Generalnie to sami obrońcy i zaklinacze wydali mi sie mało i interesujący. Za to Fobos, demony i tylko wspomniani Książeta zaciekawili mnie dużo bardziej. Chyba im kibicuję.

Wątek romantyczny miał tę zaletę, że rzeczywiście miał czas na rozwój. Ale poza tym to był letni.

Jeśli istnieje taka podkategoria jak soft fantasy to tę książkę bym do niej zaliczyła. Ta historia bardzo dobrze sprawdziła sie jako coś lekkiego do posłuchania w tle do innych zajęć, natomiast jeśli w trakcie jej słuchania ktoś by mi zabrał dostęp do audiobooka to jakoś szczególnie bym nie ubolewała.

Dużo tu dialogów, świat ciekawszy niż w Rodzinie Carmody, ale było też...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie będę ukrywać, że rozpoczynając czytanie IV tomu serii, która stała się jedną z moich ulubionych, miałam lekkie obawy: czy czar Żniwiarza nie pryśnie? Czy perspektywy nowych bohaterów mi się spodobają? Czy chcę sobie znowu fundować ten emocjonalny rollercoaster, skoro wszystko było już dobrze i teraz znowu się spieprzy?

I wiecie co? Jest jeszcze lepiej niż zapamiętałam z poprzednich trzech części. Darrow dojrzewa, a pióra Pirce’a Browna staje się tylko lepsze. Orbitowałam w jego środkach stylistycznych jak bohaterowie książki w stanie nieważkości. Widziałam wydarzenia jakbym oglądał film. Ale warsztat byłby niczym, gdyby nie genialna, wielowątkowa fabuła i intrygi.

Układ Słoneczny po dekadzie od obalenia Imperium bynajmniej nie jest utopią. Autor do bólu prawdziwie wykreował sytuację polityczną ze wszystkimi problemami, jakie mogłoby trafić Republikę po takim czasie, i nie oszczędza bohaterów, którzy już nie podbijają, lecz są u steru rządów. Wciąż pozwala im wątpić i popełniać błędy, a oglądani okiem nizin społecznych, są wręcz tymi złymi.

Nie wytrzymam jeśli nie napiszę, że dzieciaki są absolutnie tym, czego można by się było spodziewać po zmieszaniu materiału genetycznego ich rodziców.

Dzięki rozdzieleniu narracji na cztery postaci fabuła miała świetną dynamikę, a czytelnik wgląd na różne części Układu Słonecznego i poglądy skrajnie różnych osób. Odczucia, jakie żywiłam do bohaterów zmieniały się wraz z biegiem narracji - w jednych przypadkach na plus, w innych na minus - ale jedno je łączy: wszystkie były jednakowo angażujące i miały swoje momenty.

Uwielbiam to uniwersum, jego patetyczny ton, rozdmuchaną do granic możliwości doniosłość opisów i dialogów, tytuły jakimi obnoszą się bohaterowie, legendy i przywiązanie do tradycji. I uwielbiam ciarki jakie miałam przy ostatnim zdaniu ostatniego rozdziału.

Nie będę ukrywać, że rozpoczynając czytanie IV tomu serii, która stała się jedną z moich ulubionych, miałam lekkie obawy: czy czar Żniwiarza nie pryśnie? Czy perspektywy nowych bohaterów mi się spodobają? Czy chcę sobie znowu fundować ten emocjonalny rollercoaster, skoro wszystko było już dobrze i teraz znowu się spieprzy?

I wiecie co? Jest jeszcze lepiej niż zapamiętałam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Magia się wydrenowała? Pogłaszcz kota, zafunduj sobie pysznego drinka, albo igraszki w łóżku. Praktyczny aspekt także podsycił mój apetyt: autorka ciekawie wymyśliła system zaklęć z przedrostkami i fajnie, że nie bała się wprowadzenia różdżek do tego świata. Niefajnie, że scena kupna tejże była prawie identyczna jak u Olivandera, a do tego inne elementy bardzo przypominały mi HP - fani na pewno je wychwycą.

Potrafię doceniać książkę, nawet kiedy bohaterowie mi nie siądą, ale tu mam sporo zastrzeżeń nie tyle do ich charakterów, co kreacji. To jaką Mery Sue okazał się Levan sprawiło, że aż było mi go szkoda, bo motywacje miał ciekawe. Chłop był najlepszy we wszystkim: najlepszy w zakleciach, najlepszy w teleportacji, znał stare języki, biegał, uzdrawiał, zrobił dyplom z literatury i czytał książki, które uwielbiała Saffon. Czy wspomniałam, że bzykał się, będąc umierający od rany? No ale ok, może potrzebował zaczerpnąć. To już nie jest zajebistość, tylko przerysowanie, bo ta postać dostała wszytko, podczas gdy inni poboczni bohaterowie nie dostaliśmy prawię nic.

Najgorsze jest w tym to, że o kolejnych przymiotach i umiejętnościach Levana dowiadujemy się dokładnie wtedy, kiedy wymagało tego rozwiązanie jakiegoś probelmu, co było wygodne, ale mało satysfakcjonujące.

A jeśli mowa o wygodnych rozwiązaniach to sama Saffon też jest tego przykładem: jest odporna na magię - eliksiry na nią nie działają, a klątwy się nie imają, ale, ale - sama może jej używać bez żadnych przeszkód! Dzięki temu jest w stanie pracować pod przykrywką jako detektywka, choć dla mnie bardziej inflirtuje mafię Szkarłatnych niż prowadzi jakiś dochodzenie.

I nie mogę oprzeć sie wrażeniu, że cały wątek pracy pod przykrywką byłby dużo ciekawszy, gdyby karty tak od razu nie zostały wyłożone na stół, tylko gdyby Saff miała sekret i czytelnik sam musiałby zastnawiać się i odkrywać, że to plan jej kapitanki.

Wątek romantyczny zajmuje w tej historii sporo miejsca, ale dla mnie (surprise!) potoczył sie za szybko. No i czy w świece, w którym rozkosz zasila magię nikt nie ma rozterek po seksie, czy był pożąadany, czy tylko potrzebny do uzpelnienia niedoboorów? Pod względem emocjonalnym nie poczułam zbyt wiele: postaci drugoplanowe praktycznie nie istnieją i każda kolejna śmierć nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia.

Muszę jednak oddać sprawiedliwość zakończeniu: manipulowanie czasem może nomen omen ożywić moje zainteresowanie tą serią o ile zostanie umiejętnie poprowadzone. Ostatni rozdział był pierwszym naprawdę intrygującym.

Magia się wydrenowała? Pogłaszcz kota, zafunduj sobie pysznego drinka, albo igraszki w łóżku. Praktyczny aspekt także podsycił mój apetyt: autorka ciekawie wymyśliła system zaklęć z przedrostkami i fajnie, że nie bała się wprowadzenia różdżek do tego świata. Niefajnie, że scena kupna tejże była prawie identyczna jak u Olivandera, a do tego inne elementy bardzo przypominały...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Zwyczajowy fun jaki mam z książek Ali, czyli milienialskie żarty, cudowni męscy bohaterowie i rozwój relacji, a tutaj jeszcze nowy motyw, czyli sportowcy, został mi odebrany przez dramę jaka zaistniała. Momentami bardziej mnie ona angażowała niż sam romans.

No i ok, w rom-comach od Ali zawsze jest jakiś problem do rozwiązania, jakiś czarny typek/typiara do zdemaskowania, ale to jak tutaj ta jedna postać mnie wkurzała, ile zamieszania wokół siebie robiła, ile uwagi wymagał, a to wybiło ponad skalę mojej tolerancji.

Zamiast myśleć o fajnej scenie myślałam o tym, że zaraz pewnie przerwie ją pojawienie się albo wiadomość od tej dziewuchy. Nie mogłam się tym cieszyć tak jak Scarlet ze skoków. I przez to jak główni bohaterowie dawali się wykorzystać i nie stawiali granic nie potrafię do końca ich polubić

Zwyczajowy fun jaki mam z książek Ali, czyli milienialskie żarty, cudowni męscy bohaterowie i rozwój relacji, a tutaj jeszcze nowy motyw, czyli sportowcy, został mi odebrany przez dramę jaka zaistniała. Momentami bardziej mnie ona angażowała niż sam romans.

No i ok, w rom-comach od Ali zawsze jest jakiś problem do rozwiązania, jakiś czarny typek/typiara do zdemaskowania,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Historia wielkiej miłości? Nie to historia o wścibskiej, aczkolwiek oddanej służącej, która byla dziesięć razy bardziej ogarnieta niż jej państwo.

A na poważnie, to rozumiem fenomen tej powieści i miło czasami poobcować z literaturą wysokich lotów.

Historia wielkiej miłości? Nie to historia o wścibskiej, aczkolwiek oddanej służącej, która byla dziesięć razy bardziej ogarnieta niż jej państwo.

A na poważnie, to rozumiem fenomen tej powieści i miło czasami poobcować z literaturą wysokich lotów.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Klan jest moją krwią, a filar jest jego panem."
Nie spodziewałam się, że finał Sagi o Zielonych Kościach tak mną szarpnie, i że przez te trzy tomy tak bardzo zżyję się z rodziną Kaulów na tyle, by w napięciu przeżywać ich perypetie.

W tej części mamy do czynienia z jeszcze większymi przeskokami czasowymi, które można liczyć w dekadach, jednak to zupełnie nie popsuło odbioru. Autorka lepiej niż w poprzednim tomie rozplanowała zwroty akcji, które przewijają się przez całe 800 stron i są doskonale wplecione pomiędzy momenty oddechu.

Niesamowite jest, jak bardzo ta książka sprawiła, że jako czytelnik odrzucałam moralność i bez mrugnięcia okiem akceptowałam wszystkie bezwzględne posunięcia tej mafijnej rodziny, jakbym sama była częścią klanu, lojalną aż do bólu.

Elementów fantastycznych nie ma tu za wiele, ale budowa świata stworzona wokół jadeitowych mocy, - tego wewnętrzne, jak klanowa hierarchia i konflikt rodzin i tego zewnętrznego, związanego z międzynarodową rywalizacją - jest tak realistyczna, że zaczynam się zastanawiać, czy Kekon na pewno jest zmyślony.

Rozpoczynając Sagę o Zielonych Kościach byłam przekonana, że będzie to raczej villain arc, na który będę patrzeć z fascynacją, ale na zimno. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że na ostatnich rozdziałach będę szlochać jak dziecko, to bym nie uwierzyła.

Dlaczego ta seria nie została jeszcze zekranizowana?

"Klan jest moją krwią, a filar jest jego panem."
Nie spodziewałam się, że finał Sagi o Zielonych Kościach tak mną szarpnie, i że przez te trzy tomy tak bardzo zżyję się z rodziną Kaulów na tyle, by w napięciu przeżywać ich perypetie.

W tej części mamy do czynienia z jeszcze większymi przeskokami czasowymi, które można liczyć w dekadach, jednak to zupełnie nie popsuło...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Ta historia mogłaby podobać mi się bardziej, gdyby ciężar prowadzenia fabuły był przerzucony na wydarzenia teraźniejsze w Afganistanie, a zamiast tego przez co większość czasu siedzimy w retrospekcjach, na których ja sie nudziłam.

Spodzewałam sie więcej wątku armii (ktory nie był tu zły, ale było go za mało), może jakichś intryg politycznych i więcej akcji w Afganistanie. Sam punkt zaczepienia, czyli druga szansa między żołnierzem, a polityczką, był chwytliwy, ale przeszłe wydarzenia były męczące.

Chyba miałabym ochotę przeczytać jakąś powieść szpiegowską z wątkiem romantycznym w tle, a nie romans z armią w tle

Ta historia mogłaby podobać mi się bardziej, gdyby ciężar prowadzenia fabuły był przerzucony na wydarzenia teraźniejsze w Afganistanie, a zamiast tego przez co większość czasu siedzimy w retrospekcjach, na których ja sie nudziłam.

Spodzewałam sie więcej wątku armii (ktory nie był tu zły, ale było go za mało), może jakichś intryg politycznych i więcej akcji w Afganistanie....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to