Wyspa i inni ludzie

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Seria prozatorska pod redakcją Piotra Mareckiego
- Data wydania:
- 2020-11-30
- Data 1. wyd. pol.:
- 2020-11-30
- Liczba stron:
- 214
- Czas czytania
- 3 godz. 34 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788366571211
Kiedy na pewnej śródziemnomorskiej wyspie nagle pojawia się niezidentyfikowane stworzenie, które zaczyna niszczyć uprawy, w mieszkańcach tej zamkniętej enklawy odzywają się tłumione dotąd lęki, pragnienia i przyzwyczajenia. Wyspa jako miejsce akcji jest tu tylko pretekstem, aby oddać skomplikowane relacje międzyludzkie, specyficzną atmosferę zamknięcia i ograniczenia, ale także przyjrzeć się społeczeństwu jak w soczewce.
To historia brutalnie realistyczna i do bólu rzeczywista, choć zanurzona w pozornie łagodnym śródziemnomorskim klimacie i owiana łagodną bryzą od morza.
Kup Wyspa i inni ludzie w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Wyspa i inni ludzie
Ha!art zaskoczył mnie już wielokrotnie. Był przecież biszkoptowy labrador o imieniu Borys Szyc, Polka zakochana w białej małpie, ludzie onanizujący się grzybami i tak dalej. Można tę listę ciągnąć bardzo długo. Przyzwyczaiłem się już, że sięgając po kolorową okładkę z grafiką Bolesława Chromrego dostaję coś dziwnego. Coś, czym inne wydawnictwa po prostu się nie interesują. Mniej więcej w takim nastroju ściągałem z półki „Wyspę i innych ludzi” Macieja Piotra Prusa. Kilka stron później, wiedziałem że Piotr Marecki i spółka, znowu zrobili mnie w konia. O co poszło tym razem? Otóż o prozę gatunkową. Tak, „Wyspa i inni ludzie” to taki socjologiczny kryminał, podszyty grozą niesamowitości. Nie ma piętrowych odwołań do aktualnej sytuacji politycznej w kraju, brakuje symboliki czy postmodernizmu. Prus tworzy za to opowieść, tak po prostu zajmującą, wciągającą od pierwszej, do ostatniej strony. Wszystkie te popularne frazesy jak „nie mogłem odłożyć jej choćby na chwilę”, „od napięcia ręce mi się pociły” czy „nie mogłam spać po nocach”, są tu jak najbardziej na miejscu. Chociaż jest też inna wiadomość dla sympatyków Chmielarza czy Małeckiego – Prus w tej prostej formie, zamyka coś jeszcze. A więc się da. I chyba właśnie dlatego książkę wydaje Ha!art, a nie powiedzmy Marginesy czy Czwarta Strona. Najważniejsza w książce jest wyspa. Jest z nią trochę jak z Łodzią czy Sosnowcem – to taki stan umysłu. Życie toczy się tu na swoich prawach. Choć całkiem niedaleko jest ląd i można do niego dotrzeć promem, niewielu się na to decyduje. Do miasta jeździ Adam, prowadzący jedyny sklep na wyspie, a także okoliczny dziwak i niedoceniony malarz w jednym. Ten jednak ma zupełnie inne pobudki – szuka dziewczyny. I to mu się udaje, chociaż jego romans z Zo trudno nazwać płomiennym. Czasami sobie pobaraszkuje, zabierze wybrankę do hotelu, pogada o nastroju. Nie wiąże z nią przyszłości, przynajmniej do czasu. Wspominam o tym romansie głównie dlatego, że jedną z niewielu wad książki jest właśnie sposób kreowania stosunków damsko-męskich. O ile jeszcze ten związek mogę uznać za ciekawy, o tyle już narodziny dziecka z nieprawego łoża nie mają fabularnego czy społecznego uzasadnienia. Podobnie sytuacja wygląda z Vukiem i jego nagłą zmianą ze spokojnego i wyważonego zapijaczonego łowcy, w bawidamka i agresora. Na tym jednak zarzuty kończę i przechodzę do rzeczy ciekawszych. Jak już napisałem, mamy tu wyspę. Nie jest to dżungla Goldinga, ani surowa przestrzeń Björnsdóttir. Prus tworzy miejsce przede wszystkim odosobnione. Jest kilka plaż i klifów, lasy, wzgórza i opuszczone domki. Jest też namiastka wioski, w której mamy policjanta, wójta i kilku opojów. Fakt, że policjant jest emerytowany i nadał sobie to stanowisko sam, oraz że wójt też już wójtem nie jest, właściwie nie ma tu większego znaczenia. Dla innych to właśnie te osoby mają autorytet, ich należy słuchać. Jest więc sobie taka wyspa, która żyje przede wszystkim ze spotkań. Ludzie obgadują się nawzajem, wymyślają historię, czasami zastanawiają się, co tam w dużym świecie słychać. Problem pojawia się, gdy jedno z pól kukurydzy zostaje zniszczone. Początkowo jest to nawet kłopot marginalizowany, spychany na dalszy plan. Wszak poszkodowanym jest dziwak. Gdy jednak odnotowuje się kolejne niecodzienne przypadki, troska przybiera zupełnie inny wymiar. Zaczynają się narady, polowania, układy, a wreszcie pada kluczowa decyzja – czas nająć łowcę spoza wyspy. Maciej Piotr Prus bardzo ciekawie operuje tekstem. Niby żadnych ornamentów nie stosuje, a jednak czyta się to z fascynacją. Przede wszystkim potrafi dużo rzeczy przemilczeć, a jednocześnie czytelnik nie ma wrażenia, że ta gra jest nierówna. Czytając książkę lubię mieć coś do powiedzenia, chciałbym być także jej współautorem. Być może dlatego mam taki problem z kryminałami, gdzie to pisarz jest guru decydującym o wszystkim. Wyspa Prusa jest inna w tym sensie, że mamy tu naprawdę sporo wątków i ich rozwinięcie autor pozostawia czytelnikowi. Nie ma sztucznego dopowiadania, wymyślania na prędce alibi, zabaw w chowanego. Dostajemy za to relację widzianą wieloma oczami i opowiedzianą co najmniej kilkoma głosami. Najlepiej widać to w końcowej scenie, gdzie mieszkańcy wyspy, których już uznaliśmy za swoich, w obliczu spotkania z obcymi, zachowują się cokolwiek groteskowo. Mogę śmiało powiedzieć, że czas spędzony z „Wyspą i innymi ludźmi”, był dobrym czasem. Trochę się pośmiałem, trochę postresowałem, o kilku problemach zapomniałem. Chociaż wydźwięk tej książki jest ważny i pozwala spojrzeć na swoje otoczenie z innej perspektywy, cenię tę powieść przede wszystkim za niespieszne tempo i klimat. To lektura dobra do relaksu, niegłupia, interesująca, właściwie skomponowana, domknięta. Ha!art nawet jak wydaje coś gatunkowego, to jest to inne. I bardzo dobrze, za to ich lubię. Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2021/02/recenzja-wyspa-i-inni-ludzie-maciej.html
Oceny książki Wyspa i inni ludzie
Poznaj innych czytelników
156 użytkowników ma tytuł Wyspa i inni ludzie na półkach głównych- Przeczytane 94
- Chcę przeczytać 62
- Posiadam 11
- Audiobook 10
- 2021 6
- 2024 5
- Literatura piękna 5
- Audiobooki 3
- Literatura polska 2
- 2020 2














































OPINIE i DYSKUSJE o książce Wyspa i inni ludzie
Podobno autor wykorzystał w tej opowieści elementy rzeczywistej historii, która wydarzyła się na wyspie Molat w Północnej Dalmacji.
Życie na powieściowej Wyspie toczyło się spokojnie. Mała społeczność - licząca zaledwie 35 osób - była pełna dobrze znanych twarzy i przyzwyczajona do funkcjonowania bez pomocy ludzi z lądu. Lekarz odwiedzał ich raz w roku, a jedyny na Wyspie sklep raz w tygodniu zaopatrywany był we wszystkie potrzebne produkty.
Wyspa ze stałym lądem miała tylko połączenie promowe, które nie było zbyt częste, a i tak - ze względów finansowych - urzędnicy planowali je drastycznie ograniczyć.
Nieliczni mieszkańcy Wyspy, którzy zdecydowali się tam żyć, uważali, że są samowystarczalni. Każdy z nich miał albo niewielkie pole uprawne, małą winnicę lub chociażby skromny warzywniak. Dzięki temu niczego im nie brakowało. Jeden był w stanie pomóc drugiemu i choć nie wszyscy darzyli się sympatią, to Wyspa wolna była od przestępstw czy poważnych sporów.
Jednak niespodziewanie bezpieczna równowaga, do której wszyscy byli przyzwyczajeni, została zachwiana i wtedy okazało się, że w tym sielankowym miejscu, gdzie do tej pory ludzie sobie ufali, trudno było ufać komukolwiek.
Wydarzenia, które rozegrają się później na Wyspie będą meandrowały między tym, co uznajemy za realność oraz tym co ma związek ze starymi wierzeniami, które mocno tkwiły w mentalności mieszkańców Wyspy oraz między tym, co działo się naprawdę a tym co żyło jedynie w wyobraźni ludzi, wspomaganej czasem przez niektórych alkoholem lub roślinnymi halucynogenami. Czytelnik zgłębiający się w świat tej powieści będzie aż do jej końca zastanawiał się nad tym, czy autor przekroczy cienką granicę między realizmem a fantastyką i wprowadzi do fabuły wątki nadprzyrodzone.
A zakończenie?
No nie wiem.
Nie zaprzeczę, że mnie zaskoczyło, ale...
przeczytajcie i oceńcie sami :).
Atutem tej historii jest niezwykła atmosfera jaką udało się wykreować pisarzowi jak również to, że ten thriller psychologiczny skupia jak w soczewce obraz ludzkich postaw pojawiających się w sytuacji zagrożenia w małej, odizolowanej i zamkniętej na świat zewnętrzny społeczności.
Podobno autor wykorzystał w tej opowieści elementy rzeczywistej historii, która wydarzyła się na wyspie Molat w Północnej Dalmacji.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻycie na powieściowej Wyspie toczyło się spokojnie. Mała społeczność - licząca zaledwie 35 osób - była pełna dobrze znanych twarzy i przyzwyczajona do funkcjonowania bez pomocy ludzi z lądu. Lekarz odwiedzał ich raz w roku, a jedyny na...
Do słuchania książki podchodziłem dosyć sceptycznie, ale niepotrzebnie. Okazało się, że „Wyspa” to powieść na miarę zagranicznych tekstów o hermetycznie zamkniętych społeczeństwach.
Wyspa, niegdyś zamieszkała przez kilkaset osób, obecnie liczy około 35 mieszkańców. Ludzi łączy z portowym miastem na kontynencie jedynie prom kursujący dwa razy na dzień.
Dzięki temu, że Prus przedstawił zamknięte społeczeństwo, jak na dłoni widzimy relacje międzyludzkie – jednostkę w społeczeństwie, ale także jednostkę jako taką – samotną, zawieszoną w próżni.
W końcu na wyspie pojawia się tajemnicze stworzenie, które zjada owce, niszczy winnice, przez co straszy autochtonów – choć czy na pewno wszystkiemu winna jest bestia? Czy ona w ogóle istnieje? Prawda zdaje się zupełnie inna. Najgorszą bestią jest… istota stworzona na podobieństwo Boga – Człowiek.
Ciekawie obserwuje się kontakty mieszkańców wyspy z ludźmi spoza społeczności. Takich spotkań jest kilka. Dopóki wyspiarze czują się bezpieczni, dopóty są pewni, znają swe ziemie jak własną kieszeń, wydaje im się, że wiedzą wszystko o sąsiadach – tych bliższych i dalszych. Kiedy jednak podejmują się interakcji z obcymi, bądź kiedy ci obcy wtargną na wyspę, wyspiarze tracą rezon. Stają się zamknięci, niepewni, nie wiedzą, czego się spodziewać, a zasada gościnności nagle przestaje obowiązywać, bo pojawia się wrogość.
Te relacje ze światem zewnętrznym są specyficzne. Z drugiej strony mieszkańcy sami dążą do kontaktów, ale muszą się liczyć ze zmianami. Nie można otworzyć się na innych na własnych zasadach – zawsze nas coś zaskoczy. Emerytowany policjant staje się nieudolnym detektywem, a szary przeciętniak – artystą miary światowej. Ot, przewrotność polegająca na zależnościach międzyludzkich. Człowiekowi dopiero społeczeństwo pokazuje, kim jest naprawdę. Czysty Gombrowicz i jego Forma.
Dziwna jest atmosfera panująca na wyspie. Granica między realnością a wyobraźnią i fantastyką zaciera się albo raczej jest płynna – czasami realne jest to, co niesamowite i nieprawdopodobne. Przyczyna? Wyspa – wytwarza aurę tajemnicy, której mieszkańcy strzegą. Można powiedzieć, że związana jest z czymś prastarym, nieokreślonym. Gdzieś przewija się historia o wiedźmie i diable, a także o pewnej roślinie – mającej działanie halucynogenne, czy może jednak likwidująca barierę, przez którą człowiek nie może poznać świata w całości, przekroczyć transcendentności?
Polecam – być może i Was Maciej Piotr Prus zaskoczy!
Do słuchania książki podchodziłem dosyć sceptycznie, ale niepotrzebnie. Okazało się, że „Wyspa” to powieść na miarę zagranicznych tekstów o hermetycznie zamkniętych społeczeństwach.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyspa, niegdyś zamieszkała przez kilkaset osób, obecnie liczy około 35 mieszkańców. Ludzi łączy z portowym miastem na kontynencie jedynie prom kursujący dwa razy na dzień.
Dzięki temu, że Prus...
brak konkretnego bohatera i trudno mi było wczuć się akcję, bo nie było tej wiodącej postaci do śledzenia
brak konkretnego bohatera i trudno mi było wczuć się akcję, bo nie było tej wiodącej postaci do śledzenia
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzez cały czas nad Wyspą wisi coś, potencjalnie złowrogiego, krwawego, brutalnego. I to coś przejmuje władzę nad mieszkańcami wyspy. Nad ich zachowaniem, emocjami, popędami. Tylko że nie o tym jest ta książka. Bohaterem jest zbiorowość, każdy z osobna i wszyscy razem. No i Wyspa. Magiczna, choć zwykła. Nienazwana. Dom namawiający mieszkańców do zostania, a nielicznych przybyszów do osiedlenia. Dom, który broni swoich.
Nie jest to horror, chociaż myślałem, że będzie.
Przez cały czas nad Wyspą wisi coś, potencjalnie złowrogiego, krwawego, brutalnego. I to coś przejmuje władzę nad mieszkańcami wyspy. Nad ich zachowaniem, emocjami, popędami. Tylko że nie o tym jest ta książka. Bohaterem jest zbiorowość, każdy z osobna i wszyscy razem. No i Wyspa. Magiczna, choć zwykła. Nienazwana. Dom namawiający mieszkańców do zostania, a nielicznych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówną bohaterką książki jest wyspa, wyspa piękna, malownicza, ale odosobniona, na której żyje niewielu mieszkańców i oni też nie tęsknią jakoś za resztą świata. Wiodą bardzo spokojny żywot i są praktycznie samowystarczalni, rzadko udają się na ląd, sklepikarz od czasu do czasu pływa po zaopatrzenie, uważany za dziwaka Peter umawia się na nieliczne randki, ale ogólnie są odludkami. I nagle w ten spokojny i uporządkowany świat wkracza tajemnicza bestia, która pod osłoną nocy niszczy uprawy. Początkowo mieszkańcy nie reagują, ale na dłuższą metę stwierdzają, że zagrożenie jest poważne i muszą coś przedsięwziąć.
Powieść napisana jest prostym wręcz lakonicznym językiem, ale jest to świetna książka, bardzo dobrze ukazuje rysy postaci, relacje międzyludzkie, mentalność i ludzką naturę. To powieść nieoczywista gdzie wszystko jest pozorne i z podtekstem, z rewelacyjnym klimatem, odrobiną grozy i refleksją, że często rzeczy czy ludzie wcale nie są tacy, jacy się wydają. Bardzo polecam.
Główną bohaterką książki jest wyspa, wyspa piękna, malownicza, ale odosobniona, na której żyje niewielu mieszkańców i oni też nie tęsknią jakoś za resztą świata. Wiodą bardzo spokojny żywot i są praktycznie samowystarczalni, rzadko udają się na ląd, sklepikarz od czasu do czasu pływa po zaopatrzenie, uważany za dziwaka Peter umawia się na nieliczne randki, ale ogólnie są...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobrze mi się czytało, język jest prosty,naturalny, przyjemny, dobrze oddający nastrój . Jest to opowieść kameralna, ze szczyptą realizmu magicznego, z ciekawymi historiami zwyczajnych ludzi, z których każdy ma w sobie coś co ukrywa przed innymi. Zaczyna się od wątku tajemniczego niszczyciela o którym trudno powiedzieć czy to człowiek zwierzę a może jeszcze coś innego....Mieszkańcy małej wyspy muszą współpracować by odkryć tę tajemnicę. Autor na dłużej zatrzymuje się przy niektórych postaciach, ale wyspa jest łączącą wszystko przestrzenią. Końcówka jest otwarta i miałam wrażenie jakby autor zatrzymał pewne wątki , by wrócić do nich w potencjalnej następnej części.
Bardzo dobrze mi się czytało, język jest prosty,naturalny, przyjemny, dobrze oddający nastrój . Jest to opowieść kameralna, ze szczyptą realizmu magicznego, z ciekawymi historiami zwyczajnych ludzi, z których każdy ma w sobie coś co ukrywa przed innymi. Zaczyna się od wątku tajemniczego niszczyciela o którym trudno powiedzieć czy to człowiek zwierzę a może jeszcze coś...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudownie oddany klimat adriatyckiej wyspy, bardzo ciekawi bohaterowie i wciągająca historia - trochę magiczna, odrobinę przerażająca,
Cudownie oddany klimat adriatyckiej wyspy, bardzo ciekawi bohaterowie i wciągająca historia - trochę magiczna, odrobinę przerażająca,
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna się zanurzyć w Wyspę, utożsamiac się z bohaterami, czytać z zainteresowaniem. A jednocześnie zostać uderzonym przez jakąś nierealnosc świata przedstawionego. Który miał być z założenia odrealniony, ale nie w sposób uderzający, a raczej fascynujący.
Można się zanurzyć w Wyspę, utożsamiac się z bohaterami, czytać z zainteresowaniem. A jednocześnie zostać uderzonym przez jakąś nierealnosc świata przedstawionego. Który miał być z założenia odrealniony, ale nie w sposób uderzający, a raczej fascynujący.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyspa, ze względu na swoją specyfikę, czyli odosobnienie, oddalenie od większych skupisk ludzkich, a tym samym od jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, doskonale sprawdza się jako miejsce akcji powieści. Mam tu na myśli nie tylko nieśmiertelnego już „Władcę much” Williama Goldinga, ale też napisany dużo później przez Stephena Kinga „Sztorm stulecia”, czy też „Wyspę Tokio” Natsuo Kirino. Bohaterowie, uwięzieni na niewielkim skrawku ziemi, zdani tylko na siebie, stają w obliczu nieznanego zagrożenia. Albo „Wyspa” S. H. Bjornsdottir, gdzie ludzie zostają całkowicie odcięci od reszty świata i nie mają pojęcia, czy on nawet dalej istnieje, czy też pozostali już tylko oni, mieszkający na niewielkiej Islandii. Wspomnę jeszcze moje niedawne miłe zaskoczenie – Andresa Ibaneza i jego „Lśnij morze Edenu”.
Maciej Piotr Prus, autor wcześniej wydanej znakomitej „Przyduchy”, w swojej nowej książce „Wyspa i inni ludzie” również zamknął niewielką społeczność na malutkiej wyspie i kazał jej zmierzyć się z niepokojącą zagadką. Dodatkowego smaczku przydaje tu fakt, że wykorzystał elementy rzeczywistej historii, jaka wydarzyła się na wyspie Molat w Północnej Dalmacji.
Pewnego ranka jeden z mieszkańców Wyspy budzi się i widzi, że jego pole kukurydzy zostało doszczętnie zniszczone, zryte i rozkopane. Kolby kukurydzy, po części ogryzione, rozrzucono dookoła. Resztę połamano. Istny obraz nędzy i rozpaczy, niczym po przejściu huraganu. Od tej pory nic już na Wyspie nie jest takie , jakie było do tej pory. Dewastowane są kolejne uprawy, zawalona szopa, rozbite ule. Ludzi ogarnia niepokój. Tym większy, że giną również zwierzęta, pozostawiane z rozprutymi brzuchami. Czyja to może być sprawka? Zwierząt mogących poczynić takie szkody na Wyspie nie ma. Może jakiś dzik przypłynął wpław z lądu. A może legendarny wilkołak to nie bajka. Poczucie zagrożenia narasta. Mieszkańcy próbują zorganizować się do walki.
Mamy wrażenie, że to rasowy thriller, a może nawet horror. Napięcie eskaluje, autor umiejętnie je dawkuje i zręcznie manipuluje emocjami czytelnika. Kiedy wstrzymujemy oddech, niepokój powoli zaczyna opadać, a gdy już wydaje się nam, że nic więcej się nie wydarzy – znów zaczyna się rollercoaster. Brawo dla autora. Uwielbiamy taką huśtawkę. Jest to także znakomite studium psychologiczne niewielkiej społeczności, która miotana lękiem, zaczyna powoli tracić zdrowy rozsądek i ukazuje swoje drugie oblicze. Okazuje się, że tajemnicę skrywa nie tylko Wyspa. Oddalona o godzinę drogi promem od lądu, a jakby wiele lat świetlnych od toczącego się gdzie indziej normalnego życia. Młodzi w większości ją opuścili. Uciekł lekarz i nauczyciel, ksiądz zrezygnował z kapłaństwa na rzecz małżeństwa. Tak więc Wyspa ma szkołę, w której nie odbywają się już lekcje, przychodnię, w której nikt nie leczy i kościół, gdzie nikt nie odprawia już mszy. Przed wojną na Bałkanach tłumnie odwiedzana przez turystów, teraz powoli pustoszeje. Z pięciuset mieszkańców zostało może trzydziestu. I niemal każdy z nich głęboko pogrzebał w sercu jakąś trudną przeszłość, historię, od której uciekł tu, na odludzie, chcąc, by świat o nim zapomniał. Mieszkańcy Wyspy radzą sobie sami z prawie wszystkim, zarówno z przestępstwami, jak i chorobami. Nawet poród umieją przyjąć bez pomocy lekarza. Przez ludzi z lądu traktowani są podejrzliwie, jak dziwacy, z którymi lepiej się nie zadawać. Tak, jak w tytule jest więc Wyspa i inni ludzie z zewnątrz, obcy, nieprzyjaźni i niepotrzebni. O ile wyspiarze muszą czasami płynąć na ląd, chociażby po zaopatrzenie, to ruch w drugą stronę właściwie nie istnieje. Nikt Wyspy nie odwiedza. To wyspa wybiera swoich mieszkańców i żyje z nimi w doskonałej symbiozie. Ale rzadko kogo akceptuje. I tak jest dobrze.
Nieznane niebezpieczeństwo wzbudza lęk, ludzie przestają po zmroku wychodzić z domów, zamykają drzwi na klucz, przymykają okiennice, spuszczają psy. Na uwagę zasługują świetnie zarysowane sylwetki wyspiarzy. U początkowo tak gościnnych i dobrodusznych ludzi zaczynamy dostrzegać brzydkie rysy, wychodzą na wierzch skazy i pęknięcia, jakich nigdy byśmy się nie spodziewali. Jeden kamyk potrafi uruchomić lawinę. Czy to Wyspa przyciąga takich osobników, czy też sama ich tworzy. Czy zło zrodziło się tutaj, a może zostało na Wyspę sprowadzone z zewnątrz.
Już widzę film, a może nawet serial, jaki mógłby powstać na kanwie tej znakomitej powieści. Czuć w niej moc tajemnicy i talentu autora. Czekam na kolejne powieści Macieja Piotra Prusa. Jak również na to, by zrobiło się o nim głośno, jak o innych polskich współczesnych utalentowanych pisarzach. Bo przecież w niczym im nie ustępuje. Abyśmy zaczęli świadomie poszukiwać jego powieści, a nie trafiali na nie przypadkiem, jak ja teraz.
Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
Wyspa, ze względu na swoją specyfikę, czyli odosobnienie, oddalenie od większych skupisk ludzkich, a tym samym od jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, doskonale sprawdza się jako miejsce akcji powieści. Mam tu na myśli nie tylko nieśmiertelnego już „Władcę much” Williama Goldinga, ale też napisany dużo później przez Stephena Kinga „Sztorm stulecia”, czy też „Wyspę Tokio” Natsuo...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa niewielkiej wysepce, pośród pięknych plaż i klifów, zalesionych wzgórz i w upalnym słońcu, życie toczy się niespiesznym rytmem. Każdy zna każdego, a sąsiedzi mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji. Nie ma internetu, z zasięgiem też kiepsko, w wiosce jest tylko jeden sklep, żaden turysta nie zakłóca spokoju. Brzmi zachęcająco?
Sielanka trwa jednak tylko do czasu... Pewnego dnia na Wyspie zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Kto burzy spokój mieszkańców? Tajemnicza bestia kryjąca się w lesie, czy siły nadprzyrodzone znane z miejscowych legend?
"Wyspa i inni ludzie" to wciągająca, nietuzinkowa opowieść przepełniona bałkańskim klimatem. Niemal na każdej stronie czuć tę specyficzną, "duszną" atmosferę rozgrzanego słońcem powietrza. Jednak "Wyspa..." to przede wszystkim opowieść o ludziach. O ich relacjach, lękach i ukrytych pragnieniach. O tym, jak wygląda życie w hermetycznym środowisku i o tym, jak zmieniamy się w sytuacji zagrożenia.
Na niewielkiej wysepce, pośród pięknych plaż i klifów, zalesionych wzgórz i w upalnym słońcu, życie toczy się niespiesznym rytmem. Każdy zna każdego, a sąsiedzi mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji. Nie ma internetu, z zasięgiem też kiepsko, w wiosce jest tylko jeden sklep, żaden turysta nie zakłóca spokoju. Brzmi zachęcająco?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSielanka trwa jednak tylko do czasu......