Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
czytankianki 
czytankianki.blogspot.com
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 18 książek i 15 cytatów, ostatnio widziana 2 dni temu
Aktywności
2017-06-21 12:52:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017

Jak na osobę, która studiowała dziennikarstwo, filologię polską i hiszpańską, do tego mieszkała w Barcelonie przez 6 lat, to dość słaba książka. Po pierwsze, mam wrażenie, że do całego zbioru na siłę dopisuje się tezę, byle powiązać wybrane teksty. Po drugie, mówiąc oględnie – poziom ich atrakcyjności bywa różny: od b. ciekawych i mówiących coś nowego o Hiszpanii (np. Macho o ruchu kobiecym)... Jak na osobę, która studiowała dziennikarstwo, filologię polską i hiszpańską, do tego mieszkała w Barcelonie przez 6 lat, to dość słaba książka. Po pierwsze, mam wrażenie, że do całego zbioru na siłę dopisuje się tezę, byle powiązać wybrane teksty. Po drugie, mówiąc oględnie – poziom ich atrakcyjności bywa różny: od b. ciekawych i mówiących coś nowego o Hiszpanii (np. Macho o ruchu kobiecym) po totalnie rozczarowujące (np. relacja z wizyty u znanego pisarza – doprawdy materiału starczyło tylko na trzy strony?). Niektóre teksty są chaotyczne (niektórzy nazywają to reportażem literackim), niektóre niepotrzebnie rozwleczone. Hiszpania zdecydowanie zasługuje na lepsze traktowanie.

pokaż więcej

 
2017-06-02 14:45:11
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017

Zgoda! Trzeba mieć w sobie pewną dozę szaleństwa, aby tworzyć opowieści, i być może tytuł całego zbioru powinien brzmieć mniej dwuznacznie – „Opowiadanie: niemożliwe”. [s. 89]

Nawet jeśli Tommaso Landolfiemu (1908-1979) szaleństwo było obce, to sądząc po Morzu Karaluchów, które co chwila zaskakuje i wprawia w konsternację, miał z pewnością dużą dozę przekory i dziwaczności. Wyszukany język...
Zgoda! Trzeba mieć w sobie pewną dozę szaleństwa, aby tworzyć opowieści, i być może tytuł całego zbioru powinien brzmieć mniej dwuznacznie – „Opowiadanie: niemożliwe”. [s. 89]

Nawet jeśli Tommaso Landolfiemu (1908-1979) szaleństwo było obce, to sądząc po Morzu Karaluchów, które co chwila zaskakuje i wprawia w konsternację, miał z pewnością dużą dozę przekory i dziwaczności. Wyszukany język sugeruje, że mamy do czynienia z literaturą na wysokim poziomie. Przejęty swoją rolą narrator usłużnie objaśnia to i owo, jakby chciał dowieść, że jest pełen dobrej woli. Wszystko to pozory. Prędzej czy później okazuje się, że czytelnik został wpuszczony w maliny, a dokładniej – w dość osobliwy świat.

I tak czytamy na przykład o żonie Gogola, która była lalką nadmuchiwaną stosownie do upodobań męża (pisarz w rzeczywistości był kawalerem), o piórze, które na bieżąco oceniało wychodzące spod niego utwory poety, albo o mężczyźnie, który nauczył się nieistniejącego języka obcego i zaczął w nim tworzyć wiersze. Co rusz przez stronice przemykają pająki, karaluchy albo gekony, od czasu do czasu ustępując miejsca natrętnym zjawom, a w najgorszym wypadku – rozmaitym obwiesiom, sadystom i zabójcom. Przyjemnie nie jest, na dodatek gdzieś w tle wciąż daje się słyszeć złośliwy chichot.

Landolfi ma fantazję co się zowie, czego dowodzi także zróżnicowana forma opowiadań. Są pastisze powieści historycznej i awanturniczej, biografii, rozprawki oraz powiastki filozoficznej. Ta różnorodność po części wynika prawdopodobnie z wyboru tekstów dokonanego przez Annę Wasilewską, mimo to imponuje. Przyznam, że dawno żadna książka nie zdezorientowała mnie tak jak Morze Karaluchów: z jednej strony odstręcza, z drugiej każe sprawdzić, jakie jeszcze pomysły zalęgły się w wyobraźni autora i znalazły ujście na papierze.

http://czytankianki.blogspot.com/2017/04/morze-karaluchow.html

pokaż więcej

 
2017-06-02 14:43:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017

Według niepotwierdzonych szacunków podczas II wojny światowej z Polski wywieziono do Niemiec ok. 200 tys. dzieci „poprawnych rasowo”. Najpierw w ośrodkach Lebensbornu były poddawane germanizacji, później trafiały do rodzin niemieckich. Program wymyślony przez Himmlera zakładał, że z czasem staną się pełnoprawnymi obywatelami Rzeszy. Po wojnie do kraju wróciło ok. 15-20% uprowadzonych. To... Według niepotwierdzonych szacunków podczas II wojny światowej z Polski wywieziono do Niemiec ok. 200 tys. dzieci „poprawnych rasowo”. Najpierw w ośrodkach Lebensbornu były poddawane germanizacji, później trafiały do rodzin niemieckich. Program wymyślony przez Himmlera zakładał, że z czasem staną się pełnoprawnymi obywatelami Rzeszy. Po wojnie do kraju wróciło ok. 15-20% uprowadzonych. To zaledwie suche fakty i liczby, które w żaden sposób nie oddają koszmaru ofiar.

Wydawać by się mogło, że powroty oznaczały szczęśliwy finał rodzinnych dramatów, a przecież nie zawsze tak było, co doskonale pokazuje zbiór wywiadów Anny Malinowskiej. Owszem, zdarzały się cudowne odnalezienia jak w przypadku sióstr Witoszek, wywiezionych przez hitlerowców jako kilkulatki i rozdzielonych. Bywało też zupełnie inaczej: matka nie chciała przyjąć syna, bo założyła już nową rodzinę; odnaleziony chłopiec okazał się „niewłaściwym” Zdzisławem, więc został oddany do sierocińca; dziewczynka wróciła, niestety z powodu nieustalonej tożsamości do dzisiaj nie znalazła rodziców.

Co zrozumiałe, pojawiały się też bardziej prozaiczne trudności, głównie związane z adaptacją: powracający często nie znali języka polskiego, pogarszały się ich warunki bytowe, spotykali się z szykanami w szkole. Niejednokrotnie odnalezieni nie mogli zaaklimatyzować się we własnej rodzinie, dochodziło do nieporozumień, a w konsekwencji do zerwania więzi. Żeby nie uderzać w zbyt ponury ton, warto podkreślić mniej oczekiwane i szczególnie pozytywne zakończenia: niektóre polskie i niemieckie rodziny nawiązywały kontakt, odwiedzały się.

Brunatna kołysanka składa się wyłącznie z ciekawych historii, każdy życiorys nadawałby się zapewne na osobną książkę. Ale to nie wszystko – Malinowska przybliżyła również działalność Lebensbornu oraz postać adwokata Romana Hrabara, dzięki któremu tysiące dzieci wróciły do Polski. Dobrze się stało, że autorka zdołała dotrzeć do kilkanaściorga z nich, obecnie zaawansowanych wiekiem staruszków – ich świadectwo jest nie do przecenienia.

http://czytankianki.blogspot.com/2017/04/brunatna-koysanka.html

pokaż więcej

 
2017-06-02 14:36:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
Autor:

Zaczęłam tłumaczyć, po co mi nazwiska.
Żeby zostały.
Nie mają nagrobków, niech będą w książce. [ s. 24]

Adam S. z Nowego Jorku nosi w sobie duszę przyrodniego brata, którego nigdy nie poznał, ponieważ ten zginął podczas wojny w getcie. Chory na AIDS Peter z Holandii przygotował dokładny program własnego pogrzebu, z datą śmierci włącznie. W czasie marszu na Umschlagplatz do wozu z więźniami...
Zaczęłam tłumaczyć, po co mi nazwiska.
Żeby zostały.
Nie mają nagrobków, niech będą w książce. [ s. 24]

Adam S. z Nowego Jorku nosi w sobie duszę przyrodniego brata, którego nigdy nie poznał, ponieważ ten zginął podczas wojny w getcie. Chory na AIDS Peter z Holandii przygotował dokładny program własnego pogrzebu, z datą śmierci włącznie. W czasie marszu na Umschlagplatz do wozu z więźniami podchodzi elegancka kobieta i proponuje matce z kilkuletnią córeczką, że pojedzie zamiast nich. Każdego ranka stary, brodaty Żyd z Targowej po powrocie z synagogi kładzie się do łóżka i zbiera siły, aby wstać na wieczorną modlitwę. Od ponad 30 lat wybiera się do Izraela.

Te historie nie zostały zmyślone dla efektu, miały miejsce naprawdę i według Hanny Krall są w swej niewytłumaczalności dowodem na boskie istnienie. Reporterka zbiera te opowieści od lat, nawet jeśli czasami, a w zasadzie bardzo często, docierają do niej zaledwie strzępy życiorysów. Skoro nie zachowały się urzędowe dokumenty i nie przeżył nikt z rodziny ofiar, niech chociaż zostaną odnotowani na stronach książki, tak jak ich zapamiętano: ruda Pesia Safir ze sklepiku z wodą sodową i ciastkami, Maurycy Apfelbaum, najlepszy kuśnierz w Warszawie, nauczyciel czytania i pisania Josł Kraus, szklarz Chain, który uciekł z obozu i ukrywał się kolejno w szesnastu domach, w których przed wojną wstawiał szyby. I wielu, wielu innych.

Najlepszy w zbiorze jest moim zdaniem Hamlet, w którym reporterka zwraca się wprost do głównego bohatera, uznanego pianisty oraz kompozytora, i opowiada mu o jego własnym życiu. Można powiedzieć: frapująca postać otrzymała godną siebie oprawę literacką. Nie wszyscy bohaterowie mieli to szczęście, niektóre teksty są nijakie, niektóre mają w sobie coś wręcz drażniącego (np. Dybuk). Czytać jednak warto i chyba nawet trzeba, ku pamięci.

http://czytankianki.blogspot.com/2017/04/dowody-na-istnienie.html

pokaż więcej

 
2017-06-02 14:34:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017

Dla mnie najciekawszy w tej publikacji jest Broniewski jako literat-celebryta: bardzo często jeździł na spotkania z czytelnikami albo robotnikami w fabrykach, reprezentował polskich twórców za granicą, mógł wyjeżdżać prywatnie na Zachód. Do tego niezłe dochody, dobre auto, willa w nagrodę od państwa, wczasy w Bułgarii. Dla takich właśnie smaczków warto przeczytać książkę o Broniewskich.... Dla mnie najciekawszy w tej publikacji jest Broniewski jako literat-celebryta: bardzo często jeździł na spotkania z czytelnikami albo robotnikami w fabrykach, reprezentował polskich twórców za granicą, mógł wyjeżdżać prywatnie na Zachód. Do tego niezłe dochody, dobre auto, willa w nagrodę od państwa, wczasy w Bułgarii. Dla takich właśnie smaczków warto przeczytać książkę o Broniewskich. Opracowanie pozostawia nieco do życzenia, na szczęście nie ono jest tu najważniejsze, ale dokumenty.

Więcej tu:

http://czytankianki.blogspot.com/2017/04/zgubiem-okulary.html

pokaż więcej

 
2017-06-02 14:32:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
Autor:

Koło książki z taką okładka jak Ćma nie sposób przejść obojętnie – czerń w połączeniu z kwiatami i szkieletem intryguje. Na dodatek setna rocznica uzyskania niepodległości przez Finlandię skłoniła mnie do przejrzenia bibliotecznych półek z literaturą tego kraju. Oględnie mówiąc, jest skromnie, szczególnie jeśli mowa o prozie najnowszej; Katja Kettu jest wyjątkiem, bo doczekała się przekładu aż... Koło książki z taką okładka jak Ćma nie sposób przejść obojętnie – czerń w połączeniu z kwiatami i szkieletem intryguje. Na dodatek setna rocznica uzyskania niepodległości przez Finlandię skłoniła mnie do przejrzenia bibliotecznych półek z literaturą tego kraju. Oględnie mówiąc, jest skromnie, szczególnie jeśli mowa o prozie najnowszej; Katja Kettu jest wyjątkiem, bo doczekała się przekładu aż (sic) dwóch książek.

W jej Ćmie Finlandii jest niewiele, ponieważ główna bohaterka już w pierwszym rozdziale ucieka do Związku Radzieckiego. Jest rok 1937 r., toteż młodziutka Irga zostaje uznana za szpiega i skazana na 25 lat więzienia w jednym z obozów Workuty. Równolegle do jej historii śledzimy losy innej Finki, Verny, która w 2015 r. w zupełnie innych okolicznościach trafia z niezbyt przyjemną misją do wioski w republice Mari El. Wątki pozornie bardzo odległe, u Kettu zaczną się zgrabnie zazębiać. Będzie dramatycznie, romantycznie, sensacyjnie i szamańsko – mieszanka wprost wybuchowa, dosłownie i w przenośni.

Ćma jest bardzo sprawnie napisaną powieścią z ambicjami, niestety nadmiar „atrakcji” całości zaszkodził, a zabrakło najważniejszego: głębi. Nie pomogły ani plastyczne opisy surowej przyrody, ani egzotyczna obrzędowość Maryjczyków, zgrzytało również zakończenie w iście amerykańskim stylu. Nie wątpię, że książka będzie cieszyła się dużym powodzeniem, osobiście wolę jednak bardziej wyważoną prozę.

http://czytankianki.blogspot.com/2017/05/motylek.html

pokaż więcej

 
2017-06-02 14:30:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
Autor:

Psalm 44 to cieniutka książeczka, wydawać by się mogło - do przeczytania w jeden wieczór. A jednak tak się nie da: opowieść Danilo Kiša przytłacza i męczy, zmusza do częstego zaczerpywania tchu. Nie dlatego, że opowiadając o Holokauście, autor epatuje brutalnością, bo tego nie robi. Przeciwnie, okrucieństwo oddaje półsłówkami i rozkłada na raty.

Fabuła powieści koncentruje się wokół ucieczki...
Psalm 44 to cieniutka książeczka, wydawać by się mogło - do przeczytania w jeden wieczór. A jednak tak się nie da: opowieść Danilo Kiša przytłacza i męczy, zmusza do częstego zaczerpywania tchu. Nie dlatego, że opowiadając o Holokauście, autor epatuje brutalnością, bo tego nie robi. Przeciwnie, okrucieństwo oddaje półsłówkami i rozkłada na raty.

Fabuła powieści koncentruje się wokół ucieczki dwóch więźniarek z Auschwitz, ale to nie obozowa rzeczywistość najbardziej porusza. Największą siłę rażenia mają wspomnienia Marii z Węgier: pierwszy szok wywołany antysemickim atakiem, gwałtowny wykład ojca o nazizmie, masakra nad Dunajem, odwiedziny u koleżanki ukrywającej się w warsztacie stolarskim. Ten ostatni epizod szczególnie intensywnie przemawia do wyobraźni: dziewczyna przesypia całe dni w trumnie, a kiedy wybudza się z letargu, gra mozartowskie Requiem na paciorkach pamiątkowych korali.

Węgierskie doświadczenia w pewien sposób zaimpregnowały główną bohaterkę na okropieństwa wojny, zapewne dlatego wydaje się wyzuta z emocji. Wiemy, że się boi, co zresztą nie dziwi – ma kilkutygodniowe dziecko, za które czuje się odpowiedzialna. Z Marią mam jednak duży problem, ponieważ jej postać zupełnie mnie nie przekonuje. Jest nieznośnie nijaka, albo gorzej – gapowata. Nawet jeśli autor tak ją sobie wymyślił, nawet jeśli miała być antybohaterką, nie wzbudza niestety żadnych emocji, trudno się do niej przywiązać.

Oczywiście nie przekreśla to powieści, którą nomen omen sam Kiš po latach krytykował, nie bez powodu, za patos. Mimo uchybień Psalm 44 pozostaje wciąż dobrą prozą: z licznymi odniesieniami do Biblii, rwaną narracją, która z czasem stanie się dla pisarza charakterystyczna, oraz błyskotliwymi skojarzeniami. Jak na debiut naprawdę nieźle.

http://czytankianki.blogspot.com/2017/04/psalm-44.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
776 687 4416
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (41)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd