Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Dominika Rygiel 
bookiecik.pl
Zmanierowany mól książkowy. Nieustannie poszukujący skrajnych literackich doznań skorpion.
34 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 12 książek i 23 cytaty, ostatnio widziana 19 godzin temu
Teraz czytam
  • Bura i szał
    Bura i szał
    Autor:
    Mroczna i piękna historia szaleństwa, opowiedziana przez Aleksandrę Zielińską! Nowa powieść autorki Przypadku Alicji, głośnego debiutu nominowanego do Nagrody Conrada. Małą wioską wstrząsa burza, ja...
    czytelników: 377 | opinie: 24 | ocena: 6,95 (114 głosów)
  • Cztery Drogi
    Cztery Drogi
    Autor:
    Wnikliwy portret ludzi, których marzenia okazały się większe niż możliwości. Przekonująca, wzruszająca powieść o Finlandii, zwykłych ludziach, wielkich domach i niewygodnych sekretach życiach. Maria,...
    czytelników: 259 | opinie: 17 | ocena: 7,66 (68 głosów)
  • Detoks. Zdzisław Beksiński, Norman Leto. Korespondencja, rozmowa
    Detoks. Zdzisław Beksiński, Norman Leto. Korespondencja, rozmowa
    Autorzy:
    Młody malarz i uznany artysta o życiu i sztuce. Dwóch artystów. Dwie odmienne osobowości. Dwa różne temperamenty. I sztuka, która stała się początkiem przyjaźni. Młody artysta Łukasz Banach zafascyno...
    czytelników: 94 | opinie: 5 | ocena: 8,5 (8 głosów)
  • Robinson w Bolechowie
    Robinson w Bolechowie
    Autor:
    Nowa powieść Macieja Płazy, nominowanego do Nagrody Literackiej „Nike” 2016 za książkę pod tytułem „Skoruń”. Robinson w Bolechowie opowiada rodzinną historię rozpoczynającą się tuż przed wybuchem dru...
    czytelników: 250 | opinie: 10 | ocena: 7,28 (36 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-17 16:19:05
Ma nowego znajomego: katheri
 
2018-04-17 12:08:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018

Historia filozofii po góralsku pióra ks. Józefa Tischnera to książka dość nietypowa. Ten obejmujący kilkadziesiąt opowieści odwołujących się do historii filozofii zbiór napisany został gwarą góralską. Choć zdawać by się mogło, iż zarówno forma, jak i treść zebranych historii jest dla przeciętnego odbiorcy nie do przejścia, nic bardziej mylnego. Opowieści te nie dość, że przedstawione zostały w... Historia filozofii po góralsku pióra ks. Józefa Tischnera to książka dość nietypowa. Ten obejmujący kilkadziesiąt opowieści odwołujących się do historii filozofii zbiór napisany został gwarą góralską. Choć zdawać by się mogło, iż zarówno forma, jak i treść zebranych historii jest dla przeciętnego odbiorcy nie do przejścia, nic bardziej mylnego. Opowieści te nie dość, że przedstawione zostały w sposób obrazowy, to i pod względem samego języka nie sprawiają w odbiorze większych trudności.

Profesor w swoim charakterystycznym, żartobliwym stylu upraszcza zawiłości filozofii greckiej nie ujmując tym samym jej wagi. Czyni to dwoma zasadniczymi zabiegami. Pierwszym z nich jest niewątpliwie posiłkowanie się dowcipem, który dodaje opowieściom swoistej finezji i lekkości. Chwyt ten zmniejsza dystans nie tylko pomiędzy nadawcą i odbiorcą, ale i samą poruszaną tematykę czyni bliższą i bardziej przystępną. Autor przesuwa tę granicę jednak dalej, eksperymentuje nadając czołowym filozofom nie tylko imiona lokalne, góralskie, ale i twarze konkretnych, znanych okolicznym mieszkańcom osób. Przykładowo, greccy myśliciele przyjęli aparycję czołowych ludzi gór, Sokrates to Jędrek Kudasik, Pitagoras to Jędruś Waksmundzki, a Platon przyjął miano Władka Trebuni-Tutki.

Tym samym, suche i niekoniecznie zrozumiałe idee nabierają nowego wymiaru, ożywają, w ich punkcie centralnym nie stoi martwa figura, a człowiek z krwi i kości. Dlatego też adresaci tischnerowskich opowieści są w stanie wynieść z nich więcej, aniżeli z tradycyjnego podręcznika filozofii. A i same opowiadania zostały przez Autora odrobinę zmodyfikowane, odświeżone, nabrały analogicznie nowego kształtu przy jednoczesnym zachowaniu ich pełnego wymiaru i przesłania.

Wbrew pozorom, opowieści zebranych w Historii filozofii po góralsku nie odbiera się w kategorii żartu. Choć ich gawędziarski styl jest namacalny i ewidentny, czuć w nich nie tyleż ducha filozofii klasycznej, czy ducha góralszczyzny, co po prostu człowieka. Człowieczeństwo i problemy z nim współistniejące stoją jak zawsze w centrum tischnerowskich gawęd. Tak jest i w tym przypadku. W snutych historiach doszukać się można więc zagadnień związanych z demokracją, władzą pieniądza, szczęściem i nadzieją, wychowaniem, śmiercią i życiem pozagrobowym itd.

Tak jak to miało miejsce w przypadku Krótkiego przewodnika po życiu, tak i wznowienie Historii filozofii po góralsku (pierwsze wydanie książki ukazało się w roku 1997) zachwyca niebanalną oprawą. Twarda obwoluta w przepiekanej szacie graficznej odnoszącej się do ludowych dekoracji tatrzańskich cieszy oko i idealnie współgra ze wcześniejszą publikacją. Nie znajdziemy w niej niestety klimatycznych fotografii, jak to miało miejsce w przypadku Krótkiego przewodnika… Miast zdjęć, książka wzbogacona została obszernym posłowiem autorstwa Dobrosława Kota oraz Wojciecha Bonowicza, którzy to starają się dokonać merytorycznej oceny rzeczonego zbioru anegdot.

Reasumując, Historia filozofii po góralsku jawi się jako zbiór nieprzeciętny, oryginalny i na swój sposób eksperymentalny. To jednak nie tylko swoista zabawa konwencją, ale przede wszystkim próba zbudowania pomostu pomiędzy teorią filozofii, a dialogiem o nim. Czy jest to próba udana? Jeśli w rzeczonej publikacji szukamy teorii filozofii sensu stricto, odpowiedzią będzie „zdecydowanie nie”. Jeśli zaś poszukujemy jej sedna i przełożenia na czasy współczesne odpowiedź będzie zgoła odmienna. Patrząc chociażby przez pryzmat ilości sprzedanych egzemplarzy książki (150 000) odpowiedź nasuwa się sama. I jest nią zdecydowane „tak”.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 12:07:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Moja Najdroższa jest pierwszą powieścią w dorobku Gabriela Tallenta. Przyrównana do głośnego Małego życia Hanyi Yanagihary książka nie tylko z marszu okrzyknięta została mianem bestsellera, ale i została nominowana do kilku zaszczytnych nagród literackich ( National Book Critics Circle John Leonard Prize, LA Times, Goodreads Choice Awards, International Dylan Thomas...
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Moja Najdroższa jest pierwszą powieścią w dorobku Gabriela Tallenta. Przyrównana do głośnego Małego życia Hanyi Yanagihary książka nie tylko z marszu okrzyknięta została mianem bestsellera, ale i została nominowana do kilku zaszczytnych nagród literackich ( National Book Critics Circle John Leonard Prize, LA Times, Goodreads Choice Awards, International Dylan Thomas Prize, Barry Award). W czym tkwi jej fenomen?
Turtle

Julie Alveston ma czternaście lat, białą, niemal przezroczystą skórę i wątłą sylwetkę. Prócz wieku i postury, nic nie wskazuje na to, iż jest typową, beztroską nastolatką. Mieszka sama z ojcem w zapuszczonym domu na odludziu. Miewa kłopoty z nauką, jej ulubionym zajęciem jest czyszczenie broni palnej, z którą w zasadzie nigdy się nie rozstaje i podawanie ojcu butelki piwa. W wolnych chwilach snuje się po okolicznych lasach, niestraszny jej podmokły teren, nieprzychylna aura czy inne niewygody. Nie używa swojego imienia, każe na siebie mówić Turtle, Żółw. Zdaje się być dziewczynką silną fizycznie, choć jednocześnie skrytą i zasępioną. Co lub kto stoi za tą fasadą niedostępności?
Ojciec

Mówi o niej „moja Najdroższa”, „moja Kruszynka”. Codziennie przekonuje o sile swojej miłości, utwierdza w przekonaniu, że jest jego ukochaną, jedyną córeczką. Własnością, którą należy kontrolować i izolować od otoczenia. To on pokazuje co jest dobre, a co złe. To on uczy korzystania z broni palnej, to on musztruje, szkoli, uczy przekraczać kolejne granice. I to on, za zasłoną nocy i miłości, „Najdroższą” wykorzystuje…

Tallent nie tylko uwypukla problem toksycznych relacji na linii ojciec-córka, podkreśla (po)wagę wykorzystywania seksualnego dzieci, kazirodztwa czy przemocy fizycznej i psychicznej w rodzinie, ale dalece wychodzi poza te ramy. Autor stara się wskazać na rolę sąsiedztwa, szkoły, bliższej i dalszej rodziny w niesieniu pomocy wykorzystywanych nieletnich. Julie, choć miotana niepewnością, podświadomie szuka wsparcia w otoczeniu, jednak nie znajduje go. Jedyną podporą zdaje się być dziadek, niestety z racji nadużywania alkoholu nie może być brany na poważnie. Początkowo dziewczyna zdaje się być w sytuacji bez wyjścia, jest ofiarą noszącą znamiona syndromu sztokholmskiego. Dopiero niespodziane pojawienie się w domu dziewczynki Cayenne, wymusza na Julie podjęcie stosownych działań. Inicjuje niebezpieczną grę, która wymaga od niej zwierzęcego sprytu i nie lada odwagi cywilnej…
Wykoślawiona rzeczywistość

Powieść bazuje na zdeformowanej rzeczywistości, w której zmuszona zostaje żyć Turtle. Dziewczyna zna głównie zasady, jakie ustala jej ojciec. To on jest jej drogowskazem, to jego zdaje się słuchać, jemu ufać. Mężczyzna wyznacza granice współżycia, Julie się na nie godzi. Co więcej, nawet, jeśli są mocno przesunięte, niemoralne i wynaturzone, dziewczynie wydaje się, iż są jedyne, słuszne i właściwe. Apodyktyczny, psychopatyczny profil osobowościowy ojca Turtle jest ewidentny. To człowiek, który w imię miłości ubezwłasnowolnia dziecko, osacza je, w imię iluzorycznego szczęścia czyni je nieszczęśliwym.

Tallent zestawia ze sobą piękno i potęgę natury z bezsilnością i bezbronnością kształtującej się osobowości tytułowej Najdroższej. Rola lasu zdaje się być nie do przecenienia, jest fundamentalna. Las, z jednej strony jest symbolem potęgi i niebezpieczeństwa, to za jego cienistą osłoną rozgrywa się dramat dziewczynki. Z drugiej zaś strony jest źródłem czystości i błogostanu. Daje nie tylko ukojenie, ciszę i wewnętrzny spokój, którego Julie cały czas poszukuje, ale i motywuje do działania, do podjęcia walki.

W swoją debiutancką powieścią Tallent wtłoczył kilka wyjątkowo drastycznych i kontrowersyjnych scen. Choć cała książka na nich nie bazuje, a i one same nie są przesadnie rozwlekłe, trudno o nich zapomnieć. Są prowokacyjne, ciężkie i niełatwe w odbiorze. Wywołują mieszane odczucia, przerażają by zaraz potem zniesmaczyć. Te sceny sprawiają namacalny, fizyczny ból. Tym samym mogą być postrzegane w kategoriach przesadnego epatowania przemocą, i jak chociażby w przypadku wyżej wspomnianego Małego życia Hanyi Yanagihary, odebrane jako niskogatunkowe granie na emocjach odbiorcy.

Rozczarowująco wypada niestety zwieńczenie powieści. Cała fabuła koncentruje się na trudnych doświadczeniach nastolatki wynikających z patologicznych relacji z ojcem, co za tym idzie jest kameralna, a przy tym duszna i niemal klaustrofobiczna, a jej finał jest łatwy do przewidzenia. Ten zaś zaskakuje swoim rozmachem. Poprowadzony został w iście sensacyjnym, hollywoodzkim stylu, co odbiera całości intymnego sznytu, w jakim była początkowo prowadzona akcja.

Wyjątkowa to szkoda, gdyż nie sposób odmówić młodemu pisarzowi talentu pisarskiego. Choć niejednokroć nie stroni od soczystego języka, jego proza wyróżnia się filologiczną dojrzałością i rozmyślną konstrukcją. Dobry warsztat pisarski widoczny jest również w samej kreacji bohaterów. To postaci nakreślone mocną, sugestywną kreską – wyraziste, pełnokrwiste, temperamentne, jednym słowem takie, które w nieodwracalny sposób zapadają w pamięć.

Pomimo pomniejszych mankamentów, Moja Najdroższa jawi się jako debiut naprawdę udany. Jest to powieść trzymająca w napięciu, gęsta od skrajnych emocji, wyjątkowo mroczna i dojmująco smutna jednocześnie, przede wszystkim zaś podejmująca trudną i poważną tematykę. Ta, choć podana w dość kontrowersyjny sposób, paradoksalnie chwyta za serce. A co najważniejsze – zmusza do refleksji.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 12:06:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018
Autor:

Konrad Mularz pochodzi z południowej Polski. Podejmuje studia socjologiczne w Berlinie gdzie poznaje miłość swojego życia – piękną Greczynkę. To dziewczyna zagadkowa. Inteligentna, acz wycofana. Stroni od kontaktu cielesnego. Jej enigmatyczne zachowanie pociąga Konrada, który nie odrzuca znajomości, a ją kontynuuje. Sprawy komplikuje brutalny napad tureckich bandytów, którzy mordują braci... Konrad Mularz pochodzi z południowej Polski. Podejmuje studia socjologiczne w Berlinie gdzie poznaje miłość swojego życia – piękną Greczynkę. To dziewczyna zagadkowa. Inteligentna, acz wycofana. Stroni od kontaktu cielesnego. Jej enigmatyczne zachowanie pociąga Konrada, który nie odrzuca znajomości, a ją kontynuuje. Sprawy komplikuje brutalny napad tureckich bandytów, którzy mordują braci Viki (w tym, jak się później okazuje, również jej ojca). Dziewczyna zostaje porwana do Libanu i sprzedana w niewolę. Trafia w ręce islamskich bojowników, jest wykorzystywana dla ich przyjemności. Konrad poprzysięga zemstę, pragnie odnaleźć miłość swojego życia. Wstępuje w szeregi dżihadystów, dzięki czemu udaje mu się podjąć trop i odszukać tytułową Antygonę…

Pochodzący z Chorzowa reżyser teatralny i pisarz, Marek Weiss, w swojej książce Antygona w piekle łączy ze sobą skrajnie różne światy, które w dobie otwartych granic bezwarunkowo na siebie oddziałują, nie są wobec siebie bez znaczenia. To rzeczywistość teoretycznie odległa, a jednocześnie zaskakująco i boleśnie nam bliska. Pod osłoną szczerej i żarliwej miłości, jaka niewątpliwie łączy główną parę bohaterów, autor punktuje naczelne problemy, z jakimi zderzyć się musi społeczność pluralistyczna, przesiąknięta skrajnie różną wiarą i kulturą. W powieści znaleźć można zatem kwestie związane z terroryzmem i świętą wojną oraz towarzyszących im eksterminacji. O ludobójstwie pisarz wspomina również w historycznym kontekście. Przywołuje chociażby fabryki Holocaustu, doszukuje się tym samym mentalnych źródeł ich powstania. Całość splata się z zagadnieniami dotyczącymi handlu żywym towarem i bezwzględnemu wykorzystywaniu kobiet oraz… kazirodztwem.

Weiss zestawia ze sobą zaskakująco wiele radykalnych zagadnień, dodatkowo czyni to w dosyć bezpardonowy i bezpośredni sposób. W powieści nie brak bezwzględnych, obrazowych scen (chociażby tych z wykorzystywaniem kobiet), a jej język pozostaje oschły, nad wyraz konkretny, sprany z warstwy uczuciowej. Choć Antygona w piekle łączy ze sobą klasyczne elementy powieści sensacyjnej, stylizowana została na reportaż. Czy ten ekstremizm tematyczny i stylistyczny jest figurą trafioną? Niekoniecznie. Mnogość istotnych wątków i ich niewiarygodnie ciężka waga w zestawieniu z szorstkością języka powodują, iż rzeczoną powieść odbiera się jako historię nieprawdopodobną, odrealnioną i niewiarygodną.

Niemniej jednak taką, o której nie sposób zapomnieć. Ale siła miłości tkwi również w tym, że ludzie wierzą, iż zostali sobie przeznaczeni, a mitologia dwóch połówek szukających się po świecie jest silniejsza niż racjonalność pytania o autora i przyczynę istnienia takich połówek.

Na szczęście, autor próbuje wyważyć piekło, w jakim rozgrywa się akcja Antygony… taktownym wątkiem miłosnym, który prowadzony jest z wyczuciem i, w kontekście całości, z niebywałą subtelnością pióra. Relacja, jaka łączy głównych bohaterów zdaje się być zjawiskowo czysta, a przy tym silna, szczera i bezwarunkowa. Jeśli nawet miałaby być osądzana w kontekście uczucia wyidealizowanego, przyjemnie jest podążać jej śladem.

Antygona w piekle jest historią prawdziwej miłości zagubionej w meandrach wielokulturowego piekła, świata, w którym ścierają się najróżniejsze oblicza Boga oraz najbardziej radykalne postawy. Choć Marek Weiss stworzył powieść przeładowaną tematycznie i pełną skrajności, ciężko wobec niej przejść obojętnie. Książka ukazująca realne problemy współczesnego świata, tym samym skłania do refleksji i jeszcze długo po lekturze rezonuje.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 12:04:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018
Autor:

Kiedy akcja powieści obejmuje dwa, oddalone od siebie o trzydzieści lat plany czasowe, skupia w obrębie siebie gromadkę dzieci, a trzy dekady później dorosłych już ludzi, dotyczy równie makabrycznej co tajemniczej zbrodni, ma miejsce w dusznym miasteczku, a także łączy ze sobą wątki ezoteryczne oraz bliżej nie wyjaśnione pierwiastki grozy, nie sposób książki nie przyrównać do kultowej już... Kiedy akcja powieści obejmuje dwa, oddalone od siebie o trzydzieści lat plany czasowe, skupia w obrębie siebie gromadkę dzieci, a trzy dekady później dorosłych już ludzi, dotyczy równie makabrycznej co tajemniczej zbrodni, ma miejsce w dusznym miasteczku, a także łączy ze sobą wątki ezoteryczne oraz bliżej nie wyjaśnione pierwiastki grozy, nie sposób książki nie przyrównać do kultowej już niemal powieści Kinga. O ile pisarz z Maine pobudził do życia zatrważające To, o tyle C.J. Tudor, próbując zapewne dorównać koledze po piórze, stworzyła tytułowego Kredziarza. Z jakim skutkiem?

Rys fabularny, choć bliźniaczo podobny do wspomnianego wyżej tytułu Stephena Kinga, przykuwa uwagę niemal od samego początku. Dzieje się tak za sprawą wstrząsającego wypadku w lunaparku, któremu ulega jedna z bawiących się tam dziewczynek. Brutalnie okaleczoną ratuje dwunastoletni Eddie oraz miejscowy nauczyciel. Krótko po zdarzeniu, wstrząśnięty chłopak poznaje zabawę opartą na rysowaniu kredowych ludzików. Pozornie niewinna gra nabiera zaskakującego tempa i zaprowadza Eddiego i grono jego przyjaciół w głąb lasu, gdzie chłopcy odnajdują zwłoki młodej dziewczyny. Motyw zbrodni zdaje się być oczywisty, sprawę szybko udaje się wyjaśnić, a na miasteczko spada pozorny spokój. Trzydzieści lat później, za sprawą nowych listów niemal zapomnianego już Kredziarza, dorosły Eddie wraz z ówczesnymi znajomymi powraca do zdarzeń sprzed trzech dekad, by nadać im nowego kształtu i wymiaru, by na nowo rozwikłać, rzekomo wyjaśnioną już zagadkę zbrodni.

Punkt zapalny, będący również uwerturą powieści, jakim jest bez wątpienia dramatyczny wypadek w wesołym miasteczku jest sceną zjawiskowo klimatyczną, zatrważającą, noszącą znamiona pełnokrwistej grozy. Tym bardziej więc szkoda, iż autorce nie udało się całej książki utrzymać w podobnym klimacie. Z każdą kolejną stroną ustępuje ona nieatrakcyjnie przedstawionym wydarzeniom, które miast wodzić czytelnika za nos, po prostu go nudzą. W warstwie fabularnej zabrakło nuty suspensu, pierwiastka atrakcyjnie poprowadzonej intrygi. Tak charakterystycznego dla thrillerów napięcia, zdaje się być w Kredziarzu jak na lekarstwo. Choć fabuła zdaje się być poprawna i pozornie interesująca, w odbiorze jest po prostu miałka i nużąca. Całokształtu nie ratuje kreacja bohaterów. Są to postaci bezbarwne, nijakie, niemal marionetki. Nie sposób się z nimi utożsamiać, niełatwo im kibicować, ciężko też polubić czy nienawidzić. Zarówno dzieci, jak i dorośli zdają się poddawać podobnym schematom myślenia, co sumarycznie wydaje się dosyć niewiarygodne.

Na uwagę jednak, prócz wyżej wspomnianego, tlącego się klimatu grozy, zasługuje miasteczko, w którym rozgrywa się akcja Kredziarza. To zaściankowa, hermetyczna społeczność, w której prym wiodą uprzedzenia i stereotypowe myślenie. C. J. Tudor kreśli obraz dusznej i niezdrowej mieściny, miejsca generującego poczucie niepokoju. Daje ono solidne oparcie niestety bezbarwnej fabule.

Choć hasła promocyjne krzyczą inaczej, niewiele wskazuje na to, by ten debiut pisarski komukolwiek zdołał zmrozić krew w żyłach, przerazić, czy w większym stopniu zainteresować. Zapowiadał się nie najgorzej, finalnie jest po prostu przeciętnym, niewyróżniającym się spośród morza mu podobnych tematycznie książek. Jednoznacznie trzeba orzec, iż C.J. Tudor to nie Stephen King, a Kredziarz to nie To. Zdecydowanie nie to, co przykuje uwagę na dłużej.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 12:03:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018

Nalot na Halberstadt 8 kwietnia 1945 to eksperymentalny w formie opis bombardowania niewielkiego miasteczka w Niemczech, które nigdy nie miało być celem aliantów. Wylądowało na celowniku dywizjonów z powodu panującej mgły w innym, zaplanowanym do działań militarnych, strategicznym punkcie na mapie Niemiec. Dwieście maszyn bombardujących stanęło do ataku w konsekwencji czego miasteczko stanęło... Nalot na Halberstadt 8 kwietnia 1945 to eksperymentalny w formie opis bombardowania niewielkiego miasteczka w Niemczech, które nigdy nie miało być celem aliantów. Wylądowało na celowniku dywizjonów z powodu panującej mgły w innym, zaplanowanym do działań militarnych, strategicznym punkcie na mapie Niemiec. Dwieście maszyn bombardujących stanęło do ataku w konsekwencji czego miasteczko stanęło w ogniu. Świadkiem bombardowania był trzynastoletnie Alexander Kluge.

Ten wybitny pisarz niemiecki, scenarzysta, reżyser i producent filmowy, laureat m.in. Nagrody im. Georga Büchnera czy zdobywca Złotego Lwa za obraz Artyści pod kopułą cyrku: bezradni nie skupia się jednakże wyłącznie na swoich doświadczeniach. Jego narracja w znacznej mierze pozbawiona została odautorskiego komentarza. Kluge koncentruje ją na fragmentarycznych wspominkach przypadkowych mieszkańców Halberstadt, którzy w chwili ataku powietrznego zajęci byli codziennymi sprawami i obowiązkami. Dramatyczne opowieści cywilów kontrastuje przykładowo z rozmowami wojskowych czy stanowiskami zaangażowanych w rozwój wypadków instytucji. Każdy z tych skrajnych światów wzbogacony został obrazem: zeznania mieszkańców czy strażaków podparte zostały zdjęciami i ilustracjami z miejsca bombardowania, natomiast aliancki plan nalotu dokumentują ilustracje bomb i rozstawienia formacji bojowych.

Ten artystyczny w formie opis wydarzenia z 8 kwietnia 1945 roku uzupełniony został dodatkowo o część 17 dalszych opowieści o wojnie powietrznej. Historie te nie obejmują już zdarzeń z Halberstadt, a Kluge, chociażby zahaczając o wydarzenia z 11 września 2001 roku, jakie rozegrały się w Nowym Jorku, rozpatruje wojnę powietrzną w szerszym i zdecydowanie bardziej współczesnym kontekście.

Na powieść Niemca warto zwrócić uwagę z kilku powodów. Pisarz w niebywale umiejętny sposób zderza ze sobą prawdę historyczną z fikcją literacką. Nie sposób odróżnić jednej warstwy od drugiej, razem dają one oryginalną i niekonwencjonalną całość. Ta nowatorska w formie powieść jest gęsta od emocji. Szok, niedowierzanie ból i bezradność mieszkańców w obliczu narastającej z każdą minutą tragedii mieszają się z obojętnością wojskowych strategów. Odczucia te poddane zostały stylistycznej obróbce, w której pierwsze skrzypce gra odautorski dystans, jego emocjonalna obojętność. Odnaleźć ją można w ascetycznej i nadzwyczaj skonkretyzowanej formie książki, która swoją formą przypomina reportaż.

Zapiski zdają się być fragmentaryczne, wyróżnia je ostra, niemal filmowa linia cięcia. To krótkie, rwane sceny, losowe i pozornie oderwane od siebie kadry, które charakteryzuje ascetyczny, często agramatyczny, pełen niedopowiedzeń język. Choć słowa (czy też czasem ich wymowny brak) są w tym przypadku niebywale istotne, Kluge zestawia je z sugestywnymi fotografiami i ilustracjami, które zdają się być integralną i spójną częścią tekstu. Uzupełniają jego treść i nanoszą nań kolejny, symboliczny, dosadny wymiar.

Kurt Vonnegut pisał:

Dramat Auschwitz opowiadał o nieludzkości człowieka wobec człowieka. Dramat nalotu lotniczego na ludność cywilną […] mówi o nieludzkości wielu ludzkich wynalazków wobec człowieka.

Ta właśnie problematyka jest w powieści kluczowa. Odbiorca mimowolnie skonfrontowany zostaje z moralnym aspektem prowadzenia wojny, nie tylko tej powietrznej. Autor uwypukla bezmiar cierpienia ludności cywilnej w obliczu wojennej gehenny, a między wierszami zdaje się pytać o zasadność bombardowania niemieckich miast przez aliantów i rozkład odpowiedzialności za nią.

Nalot na Halberstadt 8 kwietnia 1945 to eksperymentalny w formie, zaskakująco oryginalny i sumarycznie udany literacki kolaż. Powieść zaskakuje swoim realizmem i zachwyca stylistycznym synkretyzmem, o którym w literaturze często się zapomina. Lektura miniatur Alexandra Klugego przysporzy wielu emocji, a dzięki ich niecodziennej, mocno artystycznej formie, zapadnie w pamięć na zawsze.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 12:02:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018

Annapurna, szczyt marzeń

Ten mieszczący się w centralnym Nepalu szczyt mierzy 8091 m n.p.m. i jest dziesiątym, co do wielkości wierzchołkiem Ziemi. Choć zaliczany jest do tak zwanych niskich ośmiotysięczników, uznawany jest za jedną z niebezpieczniejszych gór świata. Nic więc dziwnego, że wejście na jego szczyt kusi nie jednego wytrawnego himalaistę, jej zdobycie zapewnia nie tylko swego...
Annapurna, szczyt marzeń

Ten mieszczący się w centralnym Nepalu szczyt mierzy 8091 m n.p.m. i jest dziesiątym, co do wielkości wierzchołkiem Ziemi. Choć zaliczany jest do tak zwanych niskich ośmiotysięczników, uznawany jest za jedną z niebezpieczniejszych gór świata. Nic więc dziwnego, że wejście na jego szczyt kusi nie jednego wytrawnego himalaistę, jej zdobycie zapewnia nie tylko swego rodzaju prestiż, ale i pewne miejsce na kartach historii. Jak potwierdzają dane statystyczne, do 2007 roku, zarejestrowano 153 ataki szczytowe. 58 z nich skończyło się śmiercią himalaisty…
Annapurna, szczyt śmierci

To masyw rozległy, odseparowany doliną. Jego geomorfologiczna specyfika wraz z częstymi opadami śniegu i wynikającym z tego faktu zagrożeniem lawinowym są czynnikami wysoce zagrażającymi życiu wspinaczy próbujących zdobyć szczyt. W chwili zejścia lawinowego, mogą zostać odcięci od dojścia do bazy.
Annapurna, tabula rasa

Kiedy w roku 1950 francuska wyprawa wspinaczkowa pod przewodnictwem Maurica Herzoga oraz Louias Lachenala wyruszała w Himalaje, zdobycie Annapurny zdawało się być szczytem marzeń. Dysponujący prymitywnymi i mało dokładnymi mapami terenu, pozbawieni butli tlenowych i lin wspinacze, o górze i warunkach nań panujących wiedzieli tak naprawdę niewiele. Urzekająca i intrygująca tabula rasa, której zdobycie wymagało nie lada zacięcia, odwagi i hartu ducha. Oraz szczęścia.
Annapurna, szczęście w nieszczęściu

Szczęścia rzeczonej ekspedycji nie zabrakło. Pomimo trudnych warunków atmosferycznych, zagrożenia lawinowego, licznych problemów psycho-fizycznych w dniu 3 czerwca 1950 ekipie Herzoga udało się szczyt zdobyć oraz – co w takich wyprawach najważniejsze – pomyślnie z niego powrócić. W wyniku odmrożeń, Herzog stracił jednak wszystkie palce u nóg i większość u rąk. Dzięki zawziętości himalaisty, szczyt Annapurny przestał być przysłowiowym lądem dziewiczym, a jego nazwisko na trwałe zapisało się na kartach historii.
Annapurna, świadectwo braterstwa

O trudach tej właśnie, jakże istotnej dla historii himalaizmu i summa summarum udanej wyprawy, w książce Annapurna opowiada sam Maurice Herzog. Opowiada dosłownie i w przenośni. Książka powstawała podczas jego pobytu w szpitalu, jej treść została z wiadomych względów przez himalaistę podyktowana a on sam, jak przyznaje, wspierał się notatkami z dziennika wyprawy, który prowadzony był przez Marcela Ichaca oraz zapiskami partnera – Louisa Lachenala. Całość podparta została wspomnieniami pozostałych członków ekspedycji. Kształt finalny wspomnieniom nadał brat autora – Gerarg Herzog. Współpraca przy powstawaniu książki wydaje się być kluczowa i wspaniale odzwierciedla tę, która zawiązała się podczas zdobywania Annapurny w 1950 roku. Tym samym, Herzog daje świadectwo braterstwa, więzi kluczowej w przypadku tak ryzykownych i niebezpiecznych przedsięwzięć, jakim jest atak szczytowy ośmiotysięcznika.
Annapurna, klasyka literatury wysokogórskiej

Wyprawa wydaje się teraz kalekim organizmem, wykrwawionym ciałem, rozciągającym się niezbyt odważnie na drogach, których bieg wymyka się naszej logice. Podtrzymuje w nas jedno pragnienie: powrócić jak najprędzej (…).

Annapurna to wyjątkowo dokładny, wsparty licznymi fotografiami zapis z wyprawy. Choć himalaista jest szczery we wspomnieniach, a one same zdają się być niebywale emocjonujące, ich autor nie dramatyzuje i nie jest nazbyt uczuciowy, nie poda w czułostkowość. Z jednej strony fachowo raportuje eskapadę, z drugiej snuje idealistyczną opowieść o lojalności i sięganiu poza granice świata, który znany jest przeciętnemu mieszkańcowi Ziemi. Relacja Herzoga jest szczegółowa. Wspinacz opowiada o technicznych trudach, bezlitosnych warunkach atmosferycznych oraz zdrowotnych ograniczeniach oraz sposobach walki z nimi. Jedyny zarzut, jaki można wysunąć w stosunku do książki, to brak pisarskiego polotu. Niemniej jednak, ze względu na podjęty temat, pozycję czyta się z nie lada fascynacją. Francuz przetarł dotąd nieznane szlaki, sięgnął szczytu marzeń i skrzętnie to zreferował. Tym samym na zawsze zapisał się na kartach historii, jako pierwszy zdobywca Annapurny, jak i jako rzetelny dokumentalista.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 12:01:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018

Dowcipny, fajny facet, z którym świetnie się rozmawia. I który nie udaje, tylko odpowiada wprost na każde pytanie.” – tak wspomina go Bożena Aksamit, reporterka Dużego Formatu. Urodzony w stanie ciężkim siódmym miesiącu ciąży, ważący zaledwie 1020g, lekarze nie dawali mu większych szans na przeżycie. „Urodził się, nie krzyknął… Po chwili zaczął oddychać”, wraca pamięcią matka, Helena... Dowcipny, fajny facet, z którym świetnie się rozmawia. I który nie udaje, tylko odpowiada wprost na każde pytanie.” – tak wspomina go Bożena Aksamit, reporterka Dużego Formatu. Urodzony w stanie ciężkim siódmym miesiącu ciąży, ważący zaledwie 1020g, lekarze nie dawali mu większych szans na przeżycie. „Urodził się, nie krzyknął… Po chwili zaczął oddychać”, wraca pamięcią matka, Helena Kaczkowska. „Zaczęliśmy go cierpliwie karmić, kropla po kropli, bo nie bardzo chciał jeść”, przypomina sobie ojciec, Józef Kaczkowski. Jan Kaczkowski, bo o nim mowa, od pierwszego oddechu parł pod prąd. Jego sylwetki przedstawiać szczególnie nie trzeba. Znany głównie z ostatnich lat swojego hiperaktywnego życia, kiedy to śmiertelna choroba trawiła jego mózg. On sam jej się do końca nie poddawał. Odważnie, na przekór wszystkiemu przedzierał się przez życie walcząc z kato-lipą i pomagając tym najsłabszym: ciężko chorym i umierającym. Do końca na pełnej petardzie.

Choć okoliczności, z racji niepełnosprawności od najmłodszych lat mu nie sprzyjały, wbrew obawom otoczenia, większość założonych sobie celów zrealizował. Ukończył Gdańskie Seminarium Duchowne, uzyskał tytuł doktora nauk teologicznych oraz ukończył studia z bioetyki, by finalnie rzucić się w wir pracy społecznej i być tuż obok drugiego człowieka. Pracował jako wikariusz w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Pucku, pełnił rolę szkolnego katechety, objął funkcję szpitalnego kapelana oraz uniwersyteckiego wykładowcy bioetyki. W każdej z wyżej wymienionych ról sprawdzał się w sposób ponadprzeciętny. Wyróżniał się charyzmą, humorem i wyjątkowo ludzkim podejściem do spraw etyki i wiary, chorowania oraz umierania. Ten ostateczny aspekt ludzkiego życia zmotywował go do założenia miejsca szczególnego – Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio, którego nomen omen sam stał się pacjentem…

Jan Kaczkowski. Życie pod prąd, to biografia księdza Kaczkowskiego, w której dziennikarz – Przemysław Wilczyński, znany chociażby z głośnego tytułu Broad Peak. Niebo i piekło, dokumentuje życienad wyraz charyzmatycznego duchownego. Nie sposób tutaj doszukać się nazbyt dokładnej chronologii zdarzeń, czy ściśle schematycznego, syntetycznego podejścia do tematu. Poprzez pryzmat szczerych rozmów z bliskimi, przyjaciółmi oraz współpracownikami księdza, autor kreśli obraz nie tyleż szanowanego kleryka, bioetyka i dyrektora hospicjum, co przede wszystkim przedstawia sylwetkę pełnokrwistego człowieka, autorytetu z całą przynależną mu paletą zalet i przywar. Dlatego też nie sposób rzeczonej książki nie odebrać w sposób emocjonalny.

Pierwsza dostępna na rynku biografia księdza Jana Kaczkowskiego napisana została z niemałą wrażliwością i odautorskim wyczuciem. Przemysław Wilczyński taktownie przedziera się przez meandry życia duchownego skupiając się głównie na jego kamieniach milowych i wspomnieniach bliskich „onkocelebryty”, jak zwykł ironicznie o sobie mawiać ksiądz. Choć biografia jawi się jako kompleksowa i obszerna, nie sposób doszukać się w niej nudnych i nieistotnych faktów. Pojawiają się jednak te mniej znane, często niewygodne czy nawet kontrowersyjne. Dziennikarz daleki jest od patosu, nie idealizuje postaci księdza, nie osądza, jest obiektywnym obserwatorem, wprawnym reportażystą, wszystko to przy zachowaniu niesłychanej lekkości pióra.

Na szczególną uwagę zasługuje wydanie biografii, które zachwyca dbałością o najmniejszy detal. Każdy rozdział rozpoczyna istotny dlań, wyłuszczony cytat, który wprowadza w klimat części, którą otwiera. Całość wieńczą chwytające za serce zdjęcia księdza Kaczkowskiego. Przedstawione zostały w odwróconej chronologii, począwszy od dnia 29 marca 2016, czyli dnia po śmierci duchownego, po lata osiemdziesiąte XX wieku. Zabieg ten, razem z inspirującym i nad wyraz świadomym życiem księdza wprowadza odbiorcę w stan pewnej melancholii, zmuszając tym samym, jeśli nie do przewartościowania swojej egzystencji, to na pewno do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad nią.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 12:01:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018

Z książką Patrioci można mieć problem. Jej autorka, Sana Krasikov, choć urodzona na Ukrainie i częściowo wychowana w Gruzji, większość swojego życia spędziła w Stanach Zjednoczonych. Fakt ten jest niebagatelny i znacząco wpływa na odbiór rzeczonej powieści. Choć jej fabuła w znacznej mierze osadzona została w Związku Radzieckim, ciężko jest się w niej doszukać typowo sowieckiego klimatu. Co... Z książką Patrioci można mieć problem. Jej autorka, Sana Krasikov, choć urodzona na Ukrainie i częściowo wychowana w Gruzji, większość swojego życia spędziła w Stanach Zjednoczonych. Fakt ten jest niebagatelny i znacząco wpływa na odbiór rzeczonej powieści. Choć jej fabuła w znacznej mierze osadzona została w Związku Radzieckim, ciężko jest się w niej doszukać typowo sowieckiego klimatu. Co więcej, nie trudno oprzeć się wrażeniu, iż solidne tło historyczne i towarzysząca mu problematyka związana chociażby z okresem zimnej wojny, antysemityzmem, czy upadkiem ZSRR i nadchodzącej transformacji ustrojowej pogrzebane zostały pod warstwą ckliwej obyczajowości, rzewnego romansu oraz niewymyślnego języka, tak charakterystycznych dla współczesnej amerykańskiej prozy rozrywkowej.

Patrioci to trzypokoleniowa saga rodzinna, której uwertura sięga lat trzydziestych XX wieku, wraz z chwilą opuszczenia przez Florence Fein rodzinnego Brooklynu. Amerykanka w pogoni za młodzieńczymi marzeniami i miłością życia udaje się do Związku Radzieckiego. Jej przyjazd daleki jest jednak od ideału, młoda żydówka staje w obliczu nieprzejadanego systemu, tak odmiennego od tego, który zna i z którym codziennie zmuszona będzie się konfrontować. Jej opowieść przeplata się z życiem jej syna, Juliana, który po latach wraca do Stanów Zjednoczonych. Pracujący w przemyśle naftowym mężczyzna, co chwila zmuszony jest do wyjazdów służbowych do Moskwy. Jest to poniekąd przyczynkiem tego, iż pragnie zgłębić historię swojej rodziny, a odtajnienie akt KGB jego matki jest okolicznością ku temu sprzyjającą…

Wyżej nakreślona fabuła, z marszu narzuca prowadzenie narracji na kilku płaszczyznach temporalnych. Nic więc dziwnego, iż Krasikov opiera konstrukcję powieści na licznych przeskokach czasowych. Zaburzona chronologia, w tym konkretnym przypadku, znacząco burzy pozytywny odbiór powieści. Przejścia są mało płynne, miast intrygować męczą. Czytelnik zmuszony jest przedzierać się nie tylko przez meandry historii, ale przez szeroko zakrojone, niewiele znaczące intymne, przy tym nudne perypetie bohaterów. Te, prócz drobnego wątku szpiegostwa, pozbawione zostały żwawego tempa akcji, jawią się, jako mało interesujące i dosyć powierzchowne. Kreacja bohaterów jest papierowa, są to osobowości miałkie, nijakie, niemal bezbarwne, pozbawione przysłowiowego pazura. Ciężko się z nimi utożsamiać, nie sposób im kibicować.

Pod warstwą błahych i niewiele wnoszących scen, przegadanych dialogów i rozwleczonej akcji niełatwo doszukać się symbolicznego przesłania i prawdziwej merytorycznej wartości, pod szyldem których, książka jest promowana. Potrzeba wiele samozaparcia, by nie dość przedrzeć się przez mnogość obyczajowych odsłon, to dodatkowo, odnaleźć pod ich nawarstwieniem obiecane idealistyczne meritum. Choć pod względem stylistycznym Patrioci są powieścią pisaną na miarę naszych czasów, nie sposób ich autorce zarzucić zbyt powierzchownego podejścia. Podczas lektury odczuwa się swoistą niepewności pisarki w temacie jaki podejmuje.

Jedynym punktem, który przykuwa uwagę jest rozmach, z jakim historia Florence Fein została nakreślona. Krasikov stawia na fabularną prężność. Mnogość wątków i rozpięcie czasowe wespół z zestawieniem ze sobą dwóch największych światowych mocarstw, jakimi są Stany Zjednoczony i Związek Radziecki mogą zdumiewać i wprawiać w zachwyt. To odważne podejście ze strony autorki. Tym bardziej więc szkoda, iż sumarycznie książkę odbiera się jako dzieło bez wyrazu, dosyć bezpłciowe, pozbawione obiecanego historycznego kolorytu i głębi za nim się kryjącego.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 11:59:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018

Trudne światło, powieść kolumbijskiego pisarza i poety Tomása Gonzáleza, jest opowieścią o bólu, tym egzystencjalnym, wynikającym z upływu czasu i poniesionych w jego wyniku strat – śmierci bliskich osób, jak i tym czysto fizycznym, największym z możliwych – bólu rodzonego dziecka i niemocy wynikającej z braku możliwości niesienia mu pomocy. Ból ten istnieje, liże ciało jak ogień, podczas gdy... Trudne światło, powieść kolumbijskiego pisarza i poety Tomása Gonzáleza, jest opowieścią o bólu, tym egzystencjalnym, wynikającym z upływu czasu i poniesionych w jego wyniku strat – śmierci bliskich osób, jak i tym czysto fizycznym, największym z możliwych – bólu rodzonego dziecka i niemocy wynikającej z braku możliwości niesienia mu pomocy. Ból ten istnieje, liże ciało jak ogień, podczas gdy niczym niezmącone życie płynie, toczy się dalej, niewzruszone. Pozostaje tylko człowiek, zamknięty w świecie bezradności, samotności i etycznych dylematów.

Kiedy myślę o tym i czuję nieobecność Sary, chłód tej nieobecności, nieuniknioną samotność ludzkiej starości, muszę się na chwilę położyć, na parę minut zgasić duszę, jakbym zdmuchiwał świeczkę, i usnąć.

Z drugiej strony, jest to historia rodzinnej zażyłości, szczerej miłości rodzicielskiej jak i małżeńskiej, uczucia pełnego wsparcia, oddania i zrozumienia. To korelacja godna pozazdroszczenia, niemal idealna. Coś kładzie się jednak na niej cieniem, nieuniknione widmo katastrofy, które przebrzmiewa już w rozdziale otwierającym powieść. Jest to frustrujące poczucie udręki i nieuniknionej straty, jaką niewątpliwie jest śmierć dziecka. To fantom bólu i bezkresnego cierpienia, skąpanego w nocnej ciszy, skrzętnie zamkniętego w splocie dłoni rodziców.

David jest malarzem. Latami zamyka swoje emocje w ramach obrazów, które tworzy. Choć szuka odpowiedniego dla nich światła, jego dzieła określane są mianem tenebrycznych. David jest uznanym artystą, zakochanym w swoje żonie Sarze, szczęśliwym ojcem trójki synów. Skąd zatem ten cyklicznie pojawiający się na jego płótnach mrok? U schyłku życia, David pragnie uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć swoją historię. Oczy odmawiają mu posłuszeństwa, już nie maluje pędzlem. Swoją opowieść kreśli nieporadnie piórem, posiłkując się lupą.

Smutek nie jest czymś nieruchomym: jest płynny, zmienny, a jego płomienie, bardziej niebieskie niż pomarańczowe i czerwone, czasem przeraźliwie bladozielone, torturują człowieka raz z jednej strony wewnątrz ciała, raz z drugiej, czasem palą całe wnętrze, i to tak mocno, że zaczynasz krzyczeć w milczeniu jak na sławnym obrazie Muncha, gdzie człowiek stojący na moście wydaje z siebie krzyk.

Narracja Trudnego światła skoncentrowana jest wokół prozaicznej problematyki nieujarzmionego fizycznego bólu, tematyki starzenia się, depresji oraz odchodzenia najbliższych osób. Skrajnie deprymujące i nieuniknione punkty życia przeplatają się z ludzką zażyłością, bezwarunkową małżeńską miłością i przyjaźnią. Wprawdzie González dotyka tematyki delikatnej, w której łatwo popaść w patos, jego powieść daleka jest od przesadnego dramatyzmu. To bezpretensjonalna opowieść, która ujmuje prostotą i skromnością słowa. Każde jedno jest wyważone i skrzętnie przemyślane.

W powieści nie brak niedopowiedzeń i dwuznaczności. Dzięki nim książka kolumbijskiego prozaika wprawia w stan duchowego odrętwienia, niepokoi i dręczy. Choć jest to historia dojmująco smutna, finalnie przebija przez nią optymizm i pogoda ducha. Jest to powieść o tym, co nieuchronne, co wisi w powietrzu i musi, prędzej czy później nadejść. I nieubłaganie nadejdzie.

Minął czas. Reszta nie była milczeniem. Nie. Milczenie nadejdzie teraz.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-17 11:58:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018
Autor:

Jesper Stein to duński dziennikarz pracujący niegdyś przy procesach sądowych. Kilka lat zajmował się krytyką kulinarną, jednak od 2015 roku koncentruje się głównie na pracy w roli dziennikarza kulturalnego i pełnoetatowego pisarza. Wydany w 2012 roku Niepokój jest jego pierwszą powieścią kryminalną. Książka otwiera czterotomowy, detektywistyczny cykl o komisarzu Axelu Steenie. Seria nagrodzona... Jesper Stein to duński dziennikarz pracujący niegdyś przy procesach sądowych. Kilka lat zajmował się krytyką kulinarną, jednak od 2015 roku koncentruje się głównie na pracy w roli dziennikarza kulturalnego i pełnoetatowego pisarza. Wydany w 2012 roku Niepokój jest jego pierwszą powieścią kryminalną. Książka otwiera czterotomowy, detektywistyczny cykl o komisarzu Axelu Steenie. Seria nagrodzona została kilkoma nagrodami branżowymi, ukazała się w 11 krajach, a do trzech pierwszych tomów sprzedano prawa do ekranizacji.

Wicekomisarz Axel Steen to postać nieszablonowa. Prywatnie boryka się z bezsennością, którą stara się zwalczyć skrętem marihuany lub okazjonalnym seksem. Jest rozwiedziony, stroni od towarzystwa. Zawodowo – bezkompromisowy, nieugięty i nieubłagany. Przy tym niesamowicie dokładny, skuteczny i szybki. Jest człowiekiem pewnym siebie, wie czego chce. Cel uświęca środki, to zasada, która zdaje się przyświecać jego wyborom. Nie krępuje się stosować wobec współpracowników ryzykownych metod psychicznego nacisku, nawet jeśli można by je określić mianem nieetycznych. Do prosektorium, ku przerażeniu byłej żony, zdarza się mu zabierać kilkuletnią córkę. Wszystko to w szczytnym celu – by jak najszybciej i z powodzeniem zakończyć prowadzone śledztwo.

Pierwszy dzień marca 2007 nie należał do spokojnych. Przez ulice kopenhaskiej dzielnicy przetoczyła się fala zamieszek spowodowanych eksmisją kultowego dla młodych Duńczyków miejsca – budynku Ungdomshuset. Ogień i dym, rozochoceni anarchiści i próbujący studzić ich emocje funkcjonariusze policji, sprawy wymknęły się spod kontroli. Co gorsza, następnego dnia, na pobliskim cmentarzu znalezione zostaje ciało. Wszystko wskazuje na to, iż policja przypadkiem zamordowała jednego z protestujących. Sprawa wydaje się być nader delikatna. Czy Axel Steen podoła zadaniu i znajdzie sprawcę?

Pierwsza w dorobku Duńczyka powieść, prócz typowego wątku kryminalnego, porusza dosyć subtelną kwestię, jaką bez wątpienia jest wielokulturowość kopenhaskiej ulicy i wynikające z niej problemy. To właśnie ona stoi u podstaw wybuchających rozruchów. Nienawiść i społeczne napięcia to znacząca strona Niepokoju. Kolejny wymiar powieści nadaje bez wątpienia nieprzenikniona osobowość wice komisarza zajmującego się sprawą. Spory z byłą partnerką, walka o dziecko – to aspekt, który nadaje książce życiowego tonu.

Niepokój to kryminał utrzymujący poziom klasycznego kryminału skandynawskiego. Jego cechą charakterystyczną jest dosyć oszczędna w emocje, oziębła, tak bardzo pod tym względem specyficzna dla literatury północy narracja. Stein dodatkowo wzmocnił narracyjny chłód o swego rodzaju naturalizm. Choć powieść nie jest na wskroś przesiąknięta brutalnymi scenami, zdarzają się obrazy dosyć dosadne, które znacząco oddziaływają na wyobraźnię. Całokształt dopełnia poharatana życiowo, nie do końca odgadniona postać głównego bohatera – Axela Steena.

Tempo powieści, choć dalekie od zawrotnego, jest miarowe, a sama intryga interesująca i przykuwająca uwagę. Krótkie, często podzielone na mniejsze fragmenty rozdziały mają moc angażującą czytelnika. Za sprawą wyrazistego języka (autor zdaje się nie przebierać w słowach), Niepokój odbiera się jako powieść spisaną konkretną, męską ręką. Lekkości dodaje jej jedynie subtelnie wplecione, dosyć sarkastyczne poczucie humoru.

Pierwszy tom cyklu o Axelu Steenie to obiecujące rozpoczęcie solidnej serii detektywistycznej. Choć brakuje jej oryginalnego sznytu konstrukcyjnego, trzeba przyznać, iż jest to przyzwoita powieść, która zapewni kilka chwil niewymuszonej rozrywki.

www.bookiecik.pl

pokaż więcej

 
2018-04-09 12:47:54
Ma nowego znajomego: Matylda
 
2018-04-09 12:46:00
Ma nowego znajomego: Paweł
 
2018-03-19 18:30:55
Ma nowego znajomego: małgosia
 
2018-03-18 11:44:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 / 2018
Autor:
Seria: Reportaż
 
Moja biblioteczka
605 406 9372
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (106)

Ulubieni autorzy (21)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (40)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd