pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Excalibur
Nic nie jest już w stanie ochronić Brytanii przed zalewem wrogów. Metoda poróżniania dwóch konkurencyjnych ze sobą saskich wodzów, Cedyka i Aelle'a, przestaje być skuteczna, przejrzeli oni bowiem grę... Nic nie jest już w stanie ochronić Brytanii przed zalewem wrogów. Metoda poróżniania dwóch konkurencyjnych ze sobą saskich wodzów, Cedyka i Aelle'a, przestaje być skuteczna, przejrzeli oni bowiem grę przeciwnika i wszystko wskazuje na to, że - wcześniej czy później - zjednoczą swe siły. Kolejną plagą nękającą Brytów, zwłaszcza tych, którzy nie chcą rezygnować z dawnych wierzeń, jest szerzące się niczym zaraza chrześcijaństwo. Wydaje się więc, że przejście starzejącego się Artura na nową wiarę jest tylko kwestią czasu. pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
355sprzedam/wymienię książki archiwalny 5 (zamknięty)
-
498sprzedam/wymienię książki archiwalny 4 (zamknięty)
-
104
Opinie czytelników
„Excalibur” to ostatni tom przygód Artura. Niestety ostatni. Mam duży sentyment do Cornwella, ponieważ dzięki jego książkom, a zwłaszcza dzięki Trylogii Arturiańskiej, przekonałam się do lektur historycznych.
W tej części Derfel kończy spisywać historię Artura i swoją oraz dowiadujemy się zakończenia niektórych wątków, które ciągnęły się już od wcześniejszych tomów. Autor ponownie przeniesie nas w mroczne, zamierzchłe czasy i pokaże, że zdrada i niewierność czyhają tylko na chwilę, aby się ujawnić. Kto okaże się przyjacielem a kto wiernym sługą i powiernikiem? Na domiar złego Saksoni, żądni władzy i ziemi napierają na wschodnią granicę Brytanii. Czy da się uniknąć rozlewu krwi? Do tego dołącza się problem Druidów i Magów, którzy są przeciwnikami religii chrześcijańskiej a Artur musi opowiedzieć się po którejś ze stron. Kogo wybierze? Pogan czy chrześcijan?
Książkę czytałam przez ostanie kilka, dawkując sobie przyjemność. W końcu to ostatni tom, więc spieszyć się nie powinno:). Oczywiście i tym razem Cornwell mnie nie zawiódł. Szybkie zwroty akcji, napięcie i oczekiwanie na to, co będzie dalej zdecydowanie podtrzymały poziom poprzednich tomów. Były bitwy i ostatnie starcia a zwycięstwo i wygrana do końca nie były przesądzone. Cały czas również utrzymano mroczny, tajemniczy klimat, co jest zdecydowanym plusem.
Książkę polecam oczywiście osobom, która już zapoznały się z poprzednimi częściami. Z pewnością i tym razem się nie zawiedziecie. Pasjonacie historii natomiast, którzy nie mieli okazji poznać opowieści o królu Arturze i jego niesamowitych przygód, powinni czym prędzej zabrać się do czytania Trylogi Arturiańskiej. Warto!! Polecam i pozdrawiam:)
Moja ocena: 5/6
http://miqaisonfire.wordpress.com/2011/08/21/59-excalibur-bernard-cornwell/
http://zaginionyalmanach.blogspot.com/2011/03/excalibur-bernard-cornwell.html
Podobnie jak w "Zimowym Monarsze" i "Nieprzyjacielu Boga" także w tej części występuje narracja pierwszoosobowa - rzeczywistość przedstawia Derfel - jeden z wojowników Artura, który w dzieciństwie "przez przypadek" uniknął śmierci z rąk Druida. Jego prywatne historie, uczucia i wątpliwości poruszają czytelnika, który często zastanawia się, jak zachowałby się w podobnej sytuacji.
Jedyną nadzieją na lepsze życie poddanych jest Artur, ale jak może pomóc potrzebującym, skoro król Bretanii - Mordred - wciąż żyje? Oprócz wojsk nieprzyjaciela pojawia się kolejny problem - druidzi i magowie (wraz z czarownikiem Merlinem) są przeciwni wykluwającej się religii chrześcijańskiej. Artur staje więc przed trudnym wyborem - czy nadal stać po stronie chrześcijańskiego ludu i zdać się na własną potęgę, czy zaufać poganom i otworzyć sobie dostęp do sił o wiele potężniejszych niż największy na świecie wojownik.
Książka pełna zwrotów akcji! Podobnie jak w poprzednich częściach, urzekły mnie obrazy stworzone przez Cornwella i ten niezwykły, magiczny klimat. Do tego plusem jest ogólny wygląd książki - przyjemna okładka, przemyślany druk i mapka przedstawiająca miejsca opisywane w książce. Opowieść wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie - myślę, że jest godna bycia zakończeniem trylogii. Z chęcią jeszcze kiedyś do niej wrócę :)
To było moje ostatnie spotkanie z cyklem o królu Arturze w odbrązowionej wersji Bernarda Cornwella. Szkoda, że się już skończyło, bo powieść wydała mi się niezwykle prawdziwa. Wiem, że król Artur jest postacią legendarną i tak naprawdę niewiele jest o nim wzmianek w źródłach historycznych, a dowodów na jego panowanie - żadnych. A jednak Cornwellowi udało się stworzyć obraz człowieka wielkiego duchem, skromnego, uczciwego, a jednocześnie nieco naiwnego, łatwowiernego idealisty. Człowieka niesprawiedliwie potraktowanego zarówno przez jemu współczesnych jak i potomnych.
Wartość powieści nie leży tylko w obrazie samego Artura. Obraz epoki namalowany przez Cornwella jest zachwycający. Wojny, wojsko, życie codzienne zwykłych ludzi, powszechne zwyczaje jakże odległe nam, ludziom XXI wieku - brak higieny, sposoby leczenia, sposoby na przetrwanie zim - to wszystko oddane jest tak sugestywnie, że naprawdę po zamknięciu książki żałowałam, że już się skończyła.
Oczywiście jak na trzeci tom cyklu wypada - przez całość przebijała się nuta smutku - wiedziałam, że w tym tomie musi się skończyć życie Artura i jego wojów i podświadomie czułam, że zakończenie nie będzie wzniosłe i pełne chwały. Pamiętajmy, że historię zapisują zwycięzcy, a skoro o Arturze jest tak niewiele wzmianek, to znaczy, że ktoś się postarał, żeby ich nie było. Albo ktoś nie uznał jego postaci za godną zapamiętania.
Czas Artura to czas krystalizowania się chrześcijaństwa, które rywalizowało z pogaństwem, a Artur nie umiał się określić, kim jest. Widział i rozumiał siłę chrześcijaństwa, rozumiał też pogan i ich wiarę w różnych bogów. Chciał być dobrym władcą dla wszystkich i to chyba go zgubiło? Bo żadna ze stron nie czuła się przez niego chroniona, a co za tym idzie - każda uważała go za swojego wroga.
Książkę polecam z całego serca - jeden z lepszych tematów. Zupełnie odmiennie została tu ukazana Ginewra i Lancelot, Merlin, Morgana - marginalnie, Vivianna natomiast jest postacią znaczącą i ważną (mam porównanie tylko z "Mgłami Avalonu" Zimmer-Bradley). Polecam tym, którzy lubią takie historyczno-legendarne cykle, polecam tym, którzy polubili "Mgły Avalonu" - uważam, że należy skonfrontować oba cykle.
Ja jestem zachwycona.
Pierwszą rzeczą, którą dostrzegłam po przeczytaniu paru stron „Excalibura” była delikatna zmiana stylu- jakkolwiek drobne zmiany nie wpływają na ogólny odbiór lektury o tyle denerwowały mnie na początku powieści. Być może wynika to z faktu, że tomy czytałam bezpośrednio po sobie i w pamięci wciąż miałam świeży obraz narracji z „Nieprzyjaciela Boga”? Na szczęście po kilkudziesięciu stronach style się wyrównały (albo ja się przyzwyczaiłam).
Przyznaję, że byłam dosyć zmęczona nieustannymi opisami bitew- Cornwell ma dar przelewania na papier niezwykle dynamicznych opisów, jednakże, mówiąc otwarcie, nie jestem ogromnym miłośnikiem zmagań batalistycznych.
Nie mogłabym pominąć mojej opinii na temat zakończenia cyklu. Zawsze z zaciekawieniem czekam na koniec lektury, zwieńczenie całego cyklu. Wielokrotnie czułam się zawiedziona takim a nie innym obrotem sprawy (nie szukając daleko- rozczarował mnie „Harry Potter”). Na szczęście Cornwell stanął na wysokości zadania, a jego finał jest w mojej opinii najlepszym z możliwych. Nieco filmowym, może nazbyt hollywoodzkim, aczkolwiek zdecydowanie adekwatnym.
Cykl arturiański mogę polecić osobom lubiącym powieści historyczne- trzeba mieć w sobie nieco zacięcia żeby przebrnąć przez stronice zapełnione bitwami :) Niemniej jednak zdecydowanie warto.
Niedawno recenzowałam „Zimowego monarchę” i „Nieprzyjaciela Boga”, które wchodziły w skład Trylogii Arturiańskiej spod pióra Bernarda Cornwella. Autor niejednego czytelnika zainteresował legendą o wspaniałym wojowniku imieniem Artur, który starał się zapanować nad swoim państwem, pogrążającym się w coraz większym chaosie. Mężczyzna nieraz poznał gorzki smak zdrady i rozczarowania, które były wynagradzane faktem, iż posiadał wiernych przyjaciół, którzy byli gotowi zrobić dla niego niemal wszystko. „Excalibur” to trzecia i ostatnia część przygód Artura, pokazującego po raz kolejny swoje męstwo.
Armia Lancelota została stłumiona, co jednak nie oznacza, że to koniec kłopotów i zawirowań. Brytania ponownie przeżywa trudny okres, a dotychczas sprawujący władzę Artur nie można korować się na króla, ponieważ jego brat, Mordred, prawowity dziedzic tronu nadal żyje. W dotychczas pogańskim państwie decydujący wpływ zaczyna mieć chrześcijaństwo, które coraz bardziej szerzy swoje wpływy, ku udręce czarownika Merlina. Artur do końca nie wie, czy powinien przyjąć wiarę w Chrystusa i zdać się na własne zdolności czy nadal polegać na działaniach celtyckich bogów, którzy mogą dać mu siłę i potęgę, przydatną do pokonania nieprzyjaciół. Zza wschodniej granicy zaczynają atakować saksońskie wojskie, które nie spoczną dopóki nie wygrają wojny. Wojownicy pod dowództwem syna Uthera walczą o dobre imię ojczyzny, zarazem obawiając się, że ich trud może zakończyć się porażką. Sam Merlin, Największy z Druidów, orzekł, że bogowie opuścili Brytanię. Życie Derfla, towarzysza Artura, a zarazem narratora powieści, również zaczyna się komplikować, gdy dawni przyjaciele zaczynają przypominać sobie o jego obecności. Ostatni tom przygód arturiańskich otwiera przed czytelnikami drzwi do wydarzeń, które nawet magom się nie śniły.
Przyznam, że „Excalibur” będę najlepiej wspominać z całej trylogii, która bardzo przybliżyła mi postać legendarnego Artura oraz państwa Brytów na przełomie piątego i szóstego wieku. W tejże części Bernard Cornwell główną swoją uwagę skupił na bohaterach i szerzącym się chrześcijaństwie, które różnie było odbierane przez każdą z postaci. Roztargnienie Artura, z powodu zdrady Ginewry, potrafiło wstrząsnąć i pokazać, jak miłość zarazem potrafi uskrzydlić duszę człowieka, ale też i całkowicie dobić, skazując na cierpienie. Pomimo swych miłosnych rozterek, nieślubny syn Uthera zachował zdrowy rozsądek i umiejętnie kierował swoim państwem, nie dopuszczając do jego zagłady. Podziwiam władcę, iż potrafił w chwilach dramatycznych odstawić własne uczucia na bok, próbując rozwiązać ważne sprawy, które niekiedy przerastały wszystkich uczonych. Wieczne problemy z nową wiarą oraz saksońskimi najazdami sprawiały, że komplikacje powiązane z dziedziczeniem tronu były jeszcze trudniejsze do zakończenia. W „Excalibur” ogromną rolę odkrywa Derfel, który po raz kolejny pokazuje swoją determinację i siłę walki. Mężny wojownik od samego początku wykazywał się ogromnym zaangażowaniem w sprawy państwowe, zarazem zachowując pewnego rodzaju dystans, który sprawiał, że ciężko było niekiedy go zrozumieć. Jego miłość do żony i dzieci była piękna – na pewno jeden mógłby od Derfla uczyć się, jak powinna wyglądać miłość i prawdziwe przywiązanie. Zemsta Nimue, dawnej towarzyszki tego woja, miała jedynie spowodować śmierć małżonki Derfla. Jednak jak się okazuje – związek tworzą dwie osoby, dlatego uczciwy mąż musiał poświęcić swoje własne ciało, by uratować swą drugą połowę. Zakończenie tej historii jest na pewien sposób nostalgiczne i cudowne – na pewno będę tęsknić za cichym i stonowanym Arturem.
Bernard Cornwell posiada lekki i miły dla czytelniczego oka styl. Swoimi słowami potrafi z łatwością przenieść odbiorców do starożytnej Brytanii, w której nie brakuje bohaterskich wojowników czy też wydarzeń, które sprawiają, że ciężko oderwać się od tej lektury. W piórze autora można wyczuć pewnego rodzaju lekkość oraz przede wszystkim – pasję, która powoduje, że widać, iż pisanie całej Trylogii Arturiańskiej było dla tego pisarza przyjemnością. Bardzo przywiązałam się do wszystkich postaci i na pewno będzie brakowało mi wydarzeń z życia Artura, do którego od połowy drugiego tomu czuję ogromną bliskość. Pan Cornwell wspaniale ukazał jego uczucia i stan, który stopniowo ulegał poprawie. Szalone było to, że nie tylko Artur cierpiał, ale też i jego żona, która dopiero po fakcie zrozumiała, jak wiele zła uczyniła.
Tym, którzy lubią historię opisaną w przyjemnym i lekkim stylu, serdecznie polecam cała Trylogię Arturiańską. Bernard Cornwell posiada ogromną wiedzę i wyobraźnię, która sprawia, że łatwo poczuć się jak starożytny mieszkaniec Brytanii. Postać Artura jest legendarna, więc wydarzenia opisane przez autora niekoniecznie muszą być prawdziwe. Mam jednak nadzieję, że „Zimowy monarcha”, „Nieprzyjaciel Boga” i „Excalibur” obrosną w legendę, przynajmniej takiego formatu jak postać króla Artura.
Ostatni tom Kronik Pana Wojny odrobinę odstaje poziomem od dwóch poprzednich. Historia zaczyna się nieco powtarzać – po każdym zwycięstwie przychodzi przegrana, przyjaciel okazuje się zdrajcą... Czytelnik zaczyna odczuwać lekkie zmęczenie konfliktem Brytów z Saksonami, a nieco większe postawą Artura, który nieco zgorzkniał, ale niczego się nie nauczył. Wciąż wierzy w śluby i przysięgi, choć doskonale wie, że w tej wierze jest osamotniony i w chwili zagrożenia i tak zostanie sam, co prawda z najwierniejszymi przyjaciółmi, lecz bez armii.
Bohater trylogii, Derfer Cadarn, próbuje czytelnikom tłumaczyć sens owego zachowania, jednakże coraz trudniej przychodzi nam wierzyć w sens dochowywania ślubów w świecie, w którym rządzi zawiść i przemoc. Przez pierwsze dwa tomy cyklu Cornwell ukazywał świat kompletnie inny od tego, który znamy z legend, bez papierowych bohaterów, za to z mocno zarysowanymi postaciami, a każda ma swój cel, i nigdy nie jest nim jakaś abstrakcyjna idea w stylu: zapewnić pokój Brytanii czy dbać o ludność i być sprawiedliwym. Tu, w tomie trzecim, jakby od tego założenia odchodzi, pozwalając, by górę wzięły właśnie idiotyczne idee, zamiast twarda konsekwencja w postępowaniu. Można zrozumieć, że słabe umysły poddadzą się silniejszym, ale że silne postaci stale dochowują słowa danego przed wielu laty, choć od dawna wiadomo, że cała Brytania przez to cierpi i cierpieć będzie? Trudno to przyjąć.
Na szczęście mimo to książka wciąż posiada inne cechy, które tak bardzo odróżniają tę trylogię od konkurencyjnych opowieści o tamtych czasach. Świat przedstawiony jest niezwykle brutalny, Merlin i Nimue wciąż szastają sztuczkami na lewo i prawo, oszukując lud i wciskając mu brednie o bóstwach i innych nadprzyrodzonych idiotyzmach, a Derfel ponownie będzie musiał zmierzyć się z licznymi wrogami i poprowadzić armię Artura ku zwycięstwu lub śmierci w chwale.
Ostatnio zaniedbywałam pisanie, ponieważ w pełni poddałam się pasji czytania. Zastanawiacie jaka książka pochłonęła mnie do tego stopnia, że totalnie oderwałam się od świata, a zatraciłam w fikcji. Nie będę dłużej zwlekać, winę za moją niemal tygodniową nieobecność mogę zrzucić na Bernarda Cornwella, autora Trylogii Arturiańskiej. Zaczęło się całkiem niewinnie, jako osoba wielbiąca się w literaturze obyczajowej, nie przewidziałam konsekwencji i sięgnęłam po pierwszy tom, Zimowego monarchę. Przepadłam.
Począwszy od pierwszej części trylogii Arturiańskiej przenosimy się w V wiek po Chrystusie do Bretanii, która nękana jest wojną i najazdami wroga. Ówczesny władca Uther musi wybrać swojego następcę, nie mając dużego wyboru, władcą Brytanii zostaje kilkumiesięczne dziecko, niestety kalekie. Artur nieślubny syn Uthera musi podjąć się wyzwania, aby uratować kraj przed zagładą. Tak zaczyna się legenda o walecznym Arturze. Zimowy Monarcha, Nieprzyjaciel Boga i Excalibur to znakomita trylogia, dzięki której oczami wyobraźni znajdziemy się na polu bitwy.
Pewnie niejednokrotnie czytaliście o czym jest ta seria nie będę więc powtarzać, a nie chcę też powiedzieć zbyt wiele, aby nie zepsuć lektury. Wole opowiedzieć o swoich wrażeniach. Jakby mnie ktoś w biegu zapytał czy mi się ta seria podobała to bez zastanowienie bym powiedziała, że bardzo, ponieważ wyróżnia się na tle innych lektur, zapada w pamięć, jest dobrze skonstruowana i przemyślana. Cała fabuła jest spójna i interesująca. Nie można przyczepić się do wydawcy, ponieważ wydanie pięknie prezentuje się na półce i warto zastanowić się czy nie sprezentować komuś takiej serii. Gdybym jednak dała sobie czas na przemyślenia, a nie czytała jak opętana. 554+566+550 w ciągu 5 dni, podczas których również pracowałam mówi samo za siebie. Patrząc wstecz mogę powiedzieć, że byłam opętana fabułą, tak opętana to chyba najlepsze słowo opisujące mój ówczesny stan. Wracając do przemyśleń, po zakończeniu ostatniej części, mimo iż palce same rwały się do klawiatury dałam sobie dzień odpoczynku, aby ostudzić moje wrażenia.
Malutki minus dała bym za przydługie opisy, zdarzały się momenty, które tylko przeleciałam wzrokiem, ponieważ na tle innych wydarzeń wydawały mi się nieistotne. Mam tu na myśli opisy otoczenia, przyrody. Miejsca i imiona bohaterów były na tyle charakterystyczne i szybko zapadały w pamięć, że nie miałam problemu z ich zapamiętaniem.
Książkę czyta się płynnie, lubię kiedy w fabule zachowana jest kolejność zdarzeń. Warto wspomnieć o języku jakim napisana jest Trylogia Arturiańska, narratorem jest Derfel. Towarzyszy nam od początku do końca, to jego oczami widzimy minione wydarzenia.Nie potrafię tego lepiej określić, ale język jest adekwatny do zdarzeń, zdania rozbudowane, ale niezbyt wyszukane. Czyta się lekko i z dużą przyjemnością.
W pewnym momencie książki pojawia się nawet wątek miłosny, co więcej jesteśmy świadkami szokującego wydarzenia, które miało miejsce pod koniec części Nieprzyjaciel Boga. Autor udowodnił, że lekkie pióro, rozległa wiedza historyczna, spora dawka wyobraźni potrafią splątać różne wątki tak, aby książka nie była skierowana tylko do jednej płci odbiorców.
Największe wrażenie zrobiła na mnie ostatnia część serii, wszechobecne zło, zdrada, okrucieństwa, fałsz, mroczny klimat. W tej części widoczny jest kontrast między Arturem pełnym ideałów, a mężczyzną, wojownikiem jakim stał się Artur. Wszystkim niezdecydowanym osobom z czystym sumieniem mogę polecić tą serię, na długie leniwe wieczory. Nie warto się długo zastanawiać, ponieważ Cornwell to mistrz scen batalistycznych, więc nawet najbardziej wymagający czytelnik będzie usatysfakcjonowany.
Tytuł: Trylogia Arturiańska - Zimowy monarcha, Nieprzyjaciel Boga, Excalibur
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Instytut wydawniczy Erica
Liczba stron:554+566+550
Moja ocena: 4+/5
Wiedziałam doskonale, że pewnego dnia zmuszona będę pożegnać z tym rewelacyjnym cyklem. Zmuszona do rozstania z legendarnym Arturem, średniowieczną Brytanią, saksońskim wojownikiem Derflem czy innymi, równie odważnymi i wojowniczymi postaciami. Nie przypuszczałam jednak, że będzie tak bardzo mi szkoda końca.
Derfel kończy swoją historię, po stłamszonej rebelii Lancelota dochodzi do ponownego ostrzenia włóczni i mieczy. Na wiosną Brytania spodziewa się kolejnego ataku Saksonów. Pomimo połączenia i pokoju w Brytanii armia ma duży uszczerbek i nie jest w stanie sprostać ogromnie Saksonów.
Podróż Merlina dobiegła końca w poprzednim tomie - odnaleziono wszystkie skarby Brytanii. Wystarczy poczekać teraz na odpowiednią noc, przygotować ludzi na przyjęcie prawdziwych bogów Brytanii. Druid wraz z Nimue spróbuje przewrócenia dawnych bogów, którzy najwyraźniej odwrócili się od krainy.
Po raz kolejny Brytania potrzebuje Artura, nadchodzi ponownie ciężki okres. Okres walk, nieporozumień, intryg i snucia planów, coby zająć tron. W ostatnim tomie przygód legendarnych postaci rozwiążą się niedopowiedzenia z poprzednich tomów, będzie krwawo, brutalnie, znajdzie się domieszka religii i uroków.
Pozostaje nadal zauroczona tym cyklem, tak sprawnie skonstruowanym, przemyślanym i zgrabnie opisanym. Cornwell tak realistycznie oddaje czasy średniowiecza, aż czasem ma się wrażenie, że słychać stukot kopyt, wrzaski z pola bitwy czy też bojowe pieśni. Nie mniej sprawnie zbudowane są postacie, pełne ambicji, wad, zalet czy charakterystycznych zachowań. Opowieść snuta jest tak, żeby nie oceniać nikogo, pozostawić wybór dobrego i złego nam, czytelnikom, lecz także, aby poznać charakter każdego z bohaterów. Pomimo tego, że ta opowieść budowana jest na legendach, pogłoskach czy domniemaniach, poparta jest również badaniami i źródłami. Zbudowanie czego tak dobrego czy tak małej ilości informacji jest dla mnie niezwykłe i bardzo cenię pracę autora, który przedstawia rzetelną i być może bliską prawdy wersję.
Podoba mi się tutaj przedstawienie spotkania dwóch religii, czyli pogaństwa oraz chrześcijaństwa, od czasu pierwszego tomu chrześcijaństwo bardzo się rozrosło. Podoba mi również pokazanie, że spisana historia może być różnie tłumaczona w zależności od tego, kto dostanie ją w ręce - przykład pierwszy: spisywanie przez Derfla historii, wielokrotnie Igraine wspomina, że tak ta sytuacja nie może się zakończyć; przykład drugi: opisywanie zasług przez bardów, niektórym wystarczyła odrobina złota i śpiewali pieśń opiewającą kogoś zupełnie innego. Zadowolona jestem z przedstawienia postaci, bowiem taki Artur najbardziej odpowiada moim wyobrażeniem, prawy, lojalny, lecz nieskory do władzy. Bohaterem nikt się nie rodzi, bohaterem się zostaje.
Oczywiście styl powieści nadal pozostaje przyjemny i lekki, pomimo tak wiernego oddania realiom ówczesnej epoki. Autor wciąga czytelnika w swoją powieść serwują bardzo przemyślaną i dobrze napisaną historią.
Jestem zachwycona cyklem, polecam go każdemu kto lubi powieści historyczne, dobre powieści z nutką fantastycznych obrazów, legendy o Arturze i rycerzach okrągłego stołu oraz tym, którzy pragną odpocząć od zbyt wyniosłych opowieści, chcących posłuchać bardziej realnej wersji wydarzeń i faktów.
''Excalibur'' to ostatnia część Trylogii Arturiańskiej, napisana przez Bernarda Cornwella, pisarza thrillerów i powieści historycznych, który mieszka na stałe w USA. Trylogia ma wielu fanów na świecie, a ja jestem jedną z nich. Biorąc pierwszy tom do ręki nie sądziłam, że tak mi się spodoba i będzie jedną z ulubionych serii, trylogii. Tak więc ''Excalibur'' to moje ostatnie spotkanie z odważnym, samotnym Arturem.
Merlin chce, aby bogowie wrócili do Brytanii. Odnalazł trzynaście skarbów i zamierza w święto Samain wezwać bogów na Mai Dun. Przeszkadza mu w tym sam Artur, ponieważ Nimue zabrała jego syna, aby ofiarować go bogom. Tymczasem po nieudanym wezwaniu bogów zza wschodniej granicy atakują Saksoni w celu zdobycia nowych ziem. Czy prawdą jest, że bogowie opuścili Brytanię? Czy uda się Arturowi odeprzeć atak Saksonów? Czy Nimue osiągnie to czego najbardziej pragnie? Drodzy czytelnicy, zachęcam Was do lektury tej książki. Będziecie mieli możliwość odpowiedzieć na pytania, które zadawaliście sobie w pierwszym tomie. W ''Excaliburze'' czeka Was wiele niespodzianek. :)
''Excalibur'' został napisany na takim samym poziomie jak poprzednie dwa tomy. Tutaj najważniejszy był miecz Artura, wezwanie bogów. Mimo to szlachetny Derfel, Artur i inni wojownicy walczyli odważnie w bitwach, chcąc by w Dumnonii panował pokój. Szybkie zwroty akcji sprawiają, że nie można się nudzić czytając tę książkę. Kilka nowych postaci, wiele ujawnionych wiadomości, klątwy ubarwiają tę powieść.
Bernard Cornwell stworzył niezwykłą opowieść o królu Arturze, jego wojownikach i mrocznych dziejach Brytanii. W ostatnim tomie miałam możliwość zobaczyć jak zakończyła się ta opowieść i ze łzami w oczach odkładałam ''Excalibura'' na półkę.O takiej Trylogii nie da się zapomnieć. Polecam tę książkę przede wszystkim tym, którzy zapoznali się z dwoma pierwszymi częściami. A Ci, którzy nie zaczęli czytać opowieści o Arturze, powinni zacząć! Polecam. :)
"Nieprzyjaciel Boga" to druga część trylogii arturiańskiej ,więc zarazem kontynuacja "Zimowego monarchy".
Nadal trwa nieustanna walka Chrześcijaństwa z pogaństwem,a Artur wciąż zaparcie broni Brytanii w imieniu swojego przyrodniego brata Mordreda.Merlin zaś poszukuje trzynastu skarbów Brytanii ,które zgodnie z jego wiarą mają oddać kraj pod opiekę dawnych bogów ,co mogłoby zaprowadzić upragniony spokój w Saksonii.Jednak dotychczasowe zdobycze bohatera zostają skradzione i mogą zostać wykorzystane w nieodpowiedni sposób i przez to wywołać katastrofalne skutki.Narratorem powieści nadal zostaje Derfel ,który nareście odnajdzie swoją prawdziwą miłość.Jak oczywiście można się domyślić akcję przeplata dużo więcej zaskakujących wątków,które razem dostarczają czytelnikowi naprawdę niezłą porcję wrażeń.
CYTATY:
„-Bogowie nienawidzą porządku - bruknął [Merlin]. - Porządek, Derfel, niszczy bogów, bogowie zatem muszą zniszczyć porządek.”
„Do Cadarn przybędą dwaj królowie, ale będzie tam władał człowiek, który królem nie jest. Martwi zostaną sobie poślubieni, zagubiony zostanie odnaleziony, a miecz będzie na gardle dziecka. (Nimue)”
"Excalibur" to już ostatnia część trylogii arturiańskiej. To właśnie tutaj Derfel kończy spisywać historię Artura i informuje nas o rozwiązaniu większości wątków poruszanych w poprzednich tomach serii.Jak wiadomo z poprzedniego tomu wszystkie skarby Brytanii zostały odkryte ,teraz wystarczy tylko czekać na odpowiednią noc i przygotować się na oddanie krainy w ręce bogów.
Co więcej dowiemy się jak zginęli najważniejsi i najwięksi bohaterowie całej serii.Jednak przed tym Artur stanie przed naprawdę trudnym wyborem .Saksonie zaczną napierać z całych sił na wschodnią granicę Brytanii,a na domiar złego do tego wszystkiego dołączy się problem Druidów i Magów ,którzy są przeciwnikami Chrześcijaństwa.Kogo więc wybierze Artur - poganów czy Chrześcijan ?
CYTATY:
„Na naukę nigdy nie jest za późno. (Sagramor)”
„- Wygląda na to, że przybył mi kolejny wróg - rzekłem, przyglądając się Argancie, pogrążona w rozmowie z druidem, którego niewątpliwie nakłaniała do rzucenia na mnie klątwy. - Jeśli mamy wspólnego wroga, Derfu, to dzięki temu jesteśmy wreszcie sprzymierzeńcami - powiedziała z uśmiechem Ginewra. - To mi się podoba.”
„- Dziś rano widziałam jelenia z jednym rogiem - powiedziała Igraine. - To zła wróżba, Derflu. - My, chrześcijanie, nie wierzymy we wróżby. - Ale widziałam, że gładzisz gwóźdź w twoim stole. - Nie zawsze jesteśmy dobrymi chrześcijanami.”
Pewnie pierwszym pytaniem jakie się wam teraz nasuwa jest to dlaczego postanowiłam zestawić te dwie książki razem w jednej recenzji .Odpowiedź jest dla mnie bardzo prosta , po prosu odebrałam je bardzo podobnie i uznałam ,że nie ma sensu pisać dwóch recenzji ,które będą wyglądały praktycznie identycznie.
Jak być może niektórzy pamiętają byłam zachwycona pierwszą częścią trylogii arturiańskiej - "Zimowym monarchą" i tak naprawdę mało się w tym temacie zmieniło ,z tym że teraz jestem zachwycona całą serią i kunsztem literackim autora.Podobnie jak tom pierwszy ,dwie kolejne powieści są napisane świetnym i dobrze dopracowanym językiem w niesamowitym stylu. Ja oczywiście miałam problem z ogarnięciem wszystkich nazw ,nazwisk i imion oraz miejsc ,ale widocznie mój typ tak ma :D Jednak jeśli jesteście tym właśnie typem nie martwcie się - autor też o nas zadbał i na początku książki serwuje nam spis wszystkich miejsc ,nazw itp wraz z wyjaśnieniami i oczywiście z dodatkową wizualizacją ,czyli mapką.Na uwagę zasługują też oczywiście przepiękne wydania wszystkich trzech powieści. Książki są pięknie oprawione ,czcionka jest odpowiednia i co najważniejsze bardzo klimatyczna -należą się za to ogromne brawa dla Instytutu wydawniczego Erica :-) Na koniec jeszcze o tym co jest największym atutem tych książek ,a mianowicie o fabule.Oczywistym wydaje mi się fakt ,że w książkach takiego mistrza jakim jest Cornwell fabuła poprostu powala i nie pozwala się podnieść ,aż do skończenia czytania całej powieści. Gwarantuję ,że podczas czytania tych książek żaden większy lub mniejszy miłośnik historii nie będzie się nudził .
Gorąco polecam :-)
Trzecia część Artura sagi
Zaczyna się w momencie,
Gdy prastary proces magii
Na Mai Dun się odbędzie.
No i przed takim wyzwaniem Cornwell postawił Merlina i Nimue. Oczywiście połowa Brytów modli się, aby bogowie zstąpili z góry, a druga połowa (chrześcijanie) błaga o rychły koniec tych obrzędów.
Co więcej oprócz tych wydarzeń mamy do czynienia z kolejnym atakiem Saksonów, nieugiętości Meuriga i surowym Arturem, który po pewnych wydarzeniach z drugiej części zmienił się nie do poznania.
A czytanie tej historii, to czysta przyjemność. Mamy tu wszystko, czego dusza zapragnie. I wreszcie ciekawość czytelnika zostaje zaspokojona, bo na samym końcu dowiadujemy się jak Derfel trafił z kikutem ręki do klasztoru Sansuma, którego wątek zostaje przypomniany przed każdą z części powieści.
Magiczny duet historię chciał stworzyć,
Lecz Nieprzyjaciel Boga, co Excaliburem władał,
Chciał ból swego syna szybko ukorzyć
I zamiast ofiary, to Merlin gadał...
Choć niestety mam też smutne wieści dla każdego fana Trylogii Arturiańskiej - w trójce mamy za dużo do czynienia z magią, niewyjaśnionymi zdarzeniami, przez co staje się ona lekko fantastyczna i nierealna. Pewnie wiele osób powie, że dodało to świeżości i polotu dziełu Cornwella, ale moim zdaniem tylko zepsuło ogólny efekt, że to człowiek ma władzę w rękach, a nie jest tylko maszyną w rękach konkretnych bogów. Przed tą częścią powieść była ponad podziałami i nawet gorliwy chrześcijanin nie powinien zgorszyć się na wyzwiska rzucane pod adresem jego wiary, bo obie religie były wywyższane, jak i lekko utemperowane przez autora. W "Excaliburze" stery, choć nie do końca w oczywisty sposób, przejmuje jedna wiara, która schylając się ku zatraceniu, spowoduje smutek i gniew u niektórych czytelników.
Niestety Bernardowi chyba skończyły się już pomysły na dalszy rozwój wydarzeń. Choć mamy tu oblężenie, wspaniałe widowisko świetlne i kolejne knucia, to powieść straciła na polocie. Bitwa przeciągała się przez wiele stron i choć ciagle coś się dzialo, odniosłem wrażenie, że poprzednie opisy były zdecydowanie ciekawsze. Może jest to też spowodowane, że Derfel w dużej mierze przebywa sam (np. podróżując) przez co zabrakło tu porywających dialogów, a mamy więcej opisów otoczenia i uczuć.
Nie można jednak zarzucić autorowi ograniczony zasób słów. Już w pierwszym rozdziale Cornwell bombarduje nas całą masą ciekawych, niestandardowych epitetów i zgrabnych porównań. Z pewnością można byłoby mu przyznać tytuł "Mistrza Języku", gdyby nie fakt, że dostał już od królowej Elżbiety II Order Imperium Brytyjskiego. Poza tym jest uznanym pisarzem, który dożył już 80 lat, mając na koncie wiele ciekawych, wart polecenia pozycji.
W ten właśnie sposób zakończyła się moja przygoda z Arturem, Derflem i innymi bohaterami, którzy zaskarbili sobie moją przyjaźń bądź emanują wrogością i złem. Dawno nie przeżywałem tak bardzo czytając tą sagę. I mam wrażenie, że ciężko będzie mi zapomnieć o humorze Merlina, a waleczność Derfla i Galahada wpisze sie w moją pamięć na zawsze.
I choć sceptycy powiedzą, że nagła przemiana Ginewry była sztuczna, a osoba Nimue wpleciona bezpodstawnie, to ja odrzucę te oskarżenia. Bo pan Cornwell wykreował na podstawie legend świat, który przestał być mroczny, a za pomocą Skarbów Brytanii zawładnął fanami w całej Polsce, choć z Anglikami łączą nas jedynie mecze futbolowe...
Brytanii kres, tej historii już pora.
Łza cieknie, na myśl o ich losach.
Saga czeka na nowego adoratora.
Żeby tylko nie była to kosa....
Excalibur to ostatnia część trylogii arturiańskiej.
Historia zmierza ku końcowi. Ponieważ czytelnik poznaje całą historię jako retrospekcję, domyśla się jaki będzie koniec, ale uwierzcie mi i tak akcja i zakończenie były dla mnie totalnym zaskoczeniem, po prostu szczęka mi opadła. Książka trzyma w napięciu od pierwszej strony do ostatniej powieści. Zastanawiam się co napisać o tej książce, coś co wyróżnia ją od dwóch poprzednich, na pewno większy dramatyzm, więcej, więcej zwrotów akcji o 180 stopni. Wszystko poszło w kąt. Musiałam skończyć czytać. Niesamowicie autor stworzył klimat, mroczny i ponury…
Moim zdaniem ukoronowanie trylogii.
Myślę że to najlepsza cześć całej trylogii. Co prawda pewnym minusem może tutaj być pewne podobieństwo do poprzednich części, jednak w Excaliburze akcja tak się zapętla że nadaje tej książce dużo smaku. Nie jest to akcja przewidywalna jak (niestety) w pierwszej części, tutaj już nie jest jasne kto przyjaciel a kto wróg. Artur wreszcie wyciągną pewne wnioski i czegoś się nauczył(chociaż nie za wiele , ale pewien postęp jest).Największa bitwa w tej powieści była tak relacjonowana przez autora ze przyznam że do końca(no może prawie do końca) nie wiedziałem kto okaże się zwycięzcą.Całym urokiem książki jest jej nieco mroczny klimat;mianowicie czasy w których toczy się cała akcja nie należą do świetlanych.
Kolejnym atutem jest interesujące zakończenie powieści, chociaż autor niestety nie zakończył pewnego wątku co daje pewien niesmak i aż trudno się jest rozstawać z Excaliburem.
Bernard Cornwell zyskał uznanie dzięki trylogii arturiańskiej, która przysporzyła mu dużo słusznej sławy. W dowód uznania dla twórczości, został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego przez samą królową Elżbietę II i myślę, że ten order został przyznany najwłaściwszej osobie.
„Excalibur”, to już ostatni tom trylogii i muszę przyznać, że troszkę mi z tego powodu smutno, gdyż bardzo przywiązałam się do Derfla, Ceinwyn, Artura, czy innych barwnych postaci.
Początek nie zapowiadał się dla mnie zbyt przyjemnie i myślałam, że się zawiodę, gdyż dobry i zawsze uśmiechnięty Artur po ostatnich wydarzeniach, całkiem zmienił swoje łagodne oblicze i stał się władcą z prawdziwego zdarzenia, co zupełnie mi do niego nie pasowało.
Na szczęście później, zostałam wciągnięta w wir wojny z Saksonami, a tam prym wiódł Derfel oraz Ginewra, która wreszcie zyskała sobie troszkę mojej sympatii.
W „Excaliburze” prym zdecydowanie wiedzie wojna, która roi się praktycznie w każdym większym rozdziale. Nawet sam koniec książki unurzany jest we krwi. Te wątki bardzo mnie interesowały, chyba najbardziej lubiłam właśnie je, chociaż nasycone są krwią, potem i łzami. Właśnie te fragmenty najbardziej trzymają w napięciu, nigdy do końca nie możemy stwierdzić, jakim wynikiem skończy się bój.
W końcu dowiedziałam się, co stało się z ręką Derfla i dlaczego wylądował w klasztorze, choć musiałam na to czekać do samego końca książki. Zdecydowanie nie spodziewałam się takiej wersji wydarzeń i to zaskoczenie zdecydowanie zaliczam na plus.
Tom skończył się tak szybko i nieprawdopodobnie, że chwilkę siedziałam wpatrując się w ostatnią stronę i właściwie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Zakończenie jak najbardziej trafne, pozostawiające taki nieuchwytny niedosyt, który wbrew pozorom nie jest zły.
Ogółem, ostatnią część oceniam wysoko, pomimo troszkę przygnębiającego początku. Tu nie znalazłam tylu błędów, co w „Nieprzyjacielu boga” i czytało mi się zdecydowanie lepiej.
Cały cykl mogę polecić każdemu bez wyjątku. Ja myślałam, że w ogóle mi się nie spodoba, a czekało mnie miłe zaskoczenie i cieszę się, że miałam okazję poznać Trylogię Arturiańską, do której pewnie jeszcze wrócę.
Zwieńczenia historii opowiadanej przez Derfla Cadarn, o losach Brytanii, gdy rządzący nią dawni bogowie odwrócili od niej wzrok.
Artur stłamsił rebelię Lancelota, ale to nie koniec jego problemów- zawsze pozostaje mu jeszcze ta jedna bitwa do wygrania, aby osiągnąć tak upragniony przez niego pokój z sprawiedliwość.
Na horyzoncie pojawił się nowy wróg- Sasi. którzy zjednoczoni pragną podbić Dumonię i Artur raz jeszcze musi stanąć na czele wojsk, ale czy ostatni... ?
Dodatkowy problem stanowią chrześcijanie, przez których bogowie stali się głusi na błagania pogan, aby zjednać ich do siebie musi zostać odprawiony przez Merlina i Niume krwawy rytuał, lecz czy stary druid jest w stanie go dopełnić??
Odpowiedzi na te oraz na wiele innych pytań powstałych podczas czytania dwóch poprzednich części "Trylogii Arturiańskiej" znajdują się w "Excaliburze"
Zachęcam do poznania historii Artura, Ginewry, Lancelota i Merlina innej niż ta, którą znamy z legend :D
Najlepszy tom z całej trylogii. Rewelacyjnie wykreowani bohaterowie, ciekawa akcja i wierne oddanie realiów życia na przełomie V i VI wieku.
Stało się! Nieuchronne nadeszło i przyszło mi sięgnąć po ostatni tom opowieści Derfla. Nie mogłam powstrzymać się od smutnej myśli, ze wszystko co dobre musi mieć swój kres. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, ze w tej części swego żywota dokona większość bohaterów, z którymi , co tu ukrywać, zżyłam się podczas lektury poprzednich części trylogii Arturiańskiej. Mam wrażenie, ze jest to najbardziej przygnębiająca i mroczna część cyklu. Oczywiście nie nie wpływa to na fakt, że czyta się ją jednym tchem. A to dzięki zgrabnie, jak to zwykle u Cornwella bywa, ułożonej fabule, licznym i nad wyraz niespodziewanym zwrotom akcji oraz temu czemuś, co tylko u Cornwella znaleźć można.
Wszelkie wątki podjęte w poprzednich częściach w "Excaliburze" znajdują swoje zakończenie. W końcu dowiadujemy się również jak to się stało, że Derfel - nasz przewodnik po legendzie Artura - porzucił swój wcześniejszy światopogląd i został chrześcijaninem.
W książce nie brakuje charakterystycznych dla powieści autorstwa Cornwella scen batalistycznych - niejednokrotnie krwawych i okrutnych , ale nad wyraz realistycznych. Właśnie w "Excaliburze" znalazłam chyba najbardziej realny obraz "mrocznych wieków" . Nie wiem czy sprawił to ogólny nastrój powieści , walka druidów z nową religią czy może żywo przedstawiony obraz brutalnej ekspansji chrześcijaństwa. Wiem, powiecie, że w Wojnach Wikingów również mamy podobną walkę , ale nie jest to jednak to samo. To co Cornwell przedstawił w "Excaliburze" w jakiś sposób mną potrząsnęło.
Przez trzy tomy cyklu zastanawiałam się jak zakończy się opowieść. Czy autor zaserwuje nam zupełnie inne zakończenie legendy czy też zwróci się ku najbardziej spopularyzowanej wersji mitu o Arturze. Kombinowałam na różne sposoby po czym zostałam kompletnie zaskoczona. Nie tego się spodziewałam...
Niestety muszę wspomnieć również o tłumaczeniu.Zwykle nie zwracam uwagi na tłumaczenie jednak w "Excaliburze" coś mi nie pasowało. Wydawało mi się, że zmienił się styl. Faktycznie - zmienił się tłumacz, pojawiło się więcej zwrotów stylizowanych na średniowieczne, co początkowo strasznie mnie irytowało ponieważ w połączeniu ze współczesnymi zwrotami stanowiło dość dziwny zlepek. Pomimo jednak tej niewielkiej wpadki( w końcu przyzwyczaiłam się do zmienionego stylu ) nie potrafiłam oderwać się od lektury, choć powiem szczerze - postanowiłam delektować się ostatnim tomem cyklu i czytałam książkę znacznie dłużej niż zwykle.
Reasumując - "Excalibur", moim zdaniem najlepsza powieść cyklu, jest również najmroczniejszą i najbardziej magiczną częścią opowieści o Arturze. Zaskakuje, zasmuca, wywołuje refleksje. Polecam każdemu kto jeszcze nie miał okazji przeczytać. Radze jednak zaopatrzyć się od razu w całą trylogię ponieważ koniec każdego z tomów powoduje nieodpartą chęć na jeszcze.
Zapraszam na http://moniczyta.blogspot.com
Równie wspaniała jak poprzednie części, jednak słabsze tłumaczenie(a przynajmniej mi nie odpowiadało).
Na półkach
Cytaty z książki
- „Nie miażdży się muru tarcz rozsądkiem i umiarem, lecz boskim huraganem szaleństwa i wyciem na usta...” - 1 osoba to lubi

Selkar
Matras
Empik
Weltbild
Albertus
Zinamon

















