Infekcja

Tłumaczenie: Łukasz Dunajski
Cykl: Infekcja (tom 1)
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
6,54 (199 ocen i 27 opinii) Zobacz oceny
10
14
9
10
8
35
7
51
6
41
5
19
4
11
3
16
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Infected
data wydania
ISBN
9788361386025
liczba stron
410
słowa kluczowe
horror, morderstwa, tajemnica, infekcja
kategoria
horror
język
polski
dodał
Philip

Seria tajemniczych i wyjątkowo okrutnych morderstw wstrząsa Stanami Zjednoczonymi. Ich sprawcami są zwykli ludzie. Jakby jakaś niewidzialna siła kazała im pozabijać swoje rodziny i siebie samych. Jakby byli czymś zarażeni... Amerykański rząd stara się ukryć sprawę przed społeczeństwem, żeby nie wywoływać paniki, a jednocześnie jak najszybciej unicestwić zagrożenie. Do akcji wkracza Dew...

Seria tajemniczych i wyjątkowo okrutnych morderstw wstrząsa Stanami Zjednoczonymi. Ich sprawcami są zwykli ludzie. Jakby jakaś niewidzialna siła kazała im pozabijać swoje rodziny
i siebie samych. Jakby byli czymś zarażeni...

Amerykański rząd stara się ukryć sprawę przed społeczeństwem, żeby nie wywoływać paniki,
a jednocześnie jak najszybciej unicestwić zagrożenie. Do akcji wkracza Dew Phillips, specjalny agent rządowy, którego zadaniem jest pojmanie choć jednej ofiary żywcem. To jedyna szansa, aby dowiedzieć się, jaka tajemnicza siła sprawia, że normalni obywatele zamieniają się w krwawe bestie.
Coraz więcej oznak jednak wskazuje na to, że prawdziwe zagrożenie pochodzi nie od ofiar, ale od źródła śmiercionośnej Infekcji, która zalęga się w ich ciałach...

W tym samym czasie Perry Dawsey, była gwiazda futbolu amerykańskiego, budzi się pewnego ranka i zauważa, że na jego ciele pojawiły się dziwne obrzęki. Obrzęki przeobrażają się w pasożyty w kształcie trójkątów, które zżerają go od środka. Wkrótce potem próbują przejąć we władanie jego myśli, Perry słyszy głosy i walczy z niekontrolowanymi atakami wściekłości... dopadła go Infekcja.

 

źródło opisu: okładka

źródło okładki: strona wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 242
karpatkadobra | 2017-07-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 lipca 2017

Szukając mocnego, wdzierającego przestrach i dogłębne przytłoczenie do ludzkich ciał horroru, nie starałem się usilnie wygrzebywać skądś typowego klimatycznego thrillera, w którym doświadczanie wydarzeń ze strony na stronę tego wybranego gatunkowo dzieła jest tylko scaleniem się pewnych momentów, wszystkich mniejszych i większych wątków wokół psychiki danego bohatera. W ten sposób w takowym ,,dreszczyku” dostajemy przykładne studium ludzkiej psychiki, lecz ja szukałem jednak czegoś innego – swoistego Świętego Graala, a posługując się swoim czytelniczym doświadczeniem i przypomniawszy sobie, że przecież nie tak dawno poddawałem się lekturze „Badacza potworów” autorstwa Ricka Yancey’a, postanowiłem, że chciałbym ponownie – tym razem bez lekko przygodowego zacięcia – przeżyć momenty, w których z powodu nagromadzonego w powieści i realnie przedstawianego obrzydzenia, rozkładu i totalnej kloaki żółć przepełniała całe ciało i podchodziła mi do żołądka. Być może spowodował to efekt motyla, czy czysty przypadek bez żadnych konsekwencji, bo będąc w Publicznej Bibliotece moje uwagę przykuło: nie tytuł powieści „ Infekcja” Scotta Siglera lecz jej dobijająca okładka, przedstawiająca chwytającego się za głowę, krzyczącego w agonalnym uniesieniu człowieka, którego górną część ciała pokrywały napęczniałe żyłki, jakby tętniące własnym życiem, próbujące wyjść ze skóry tego nieszczęśnika o spopielałym kolorze budulca. Zadałem sobie od razu pytanie: czym jest, czym będzie i czym zaskoczy mnie ta literacka ,,Infekcja”?


Zanim pojawią się przerażające, nie podlegające żadnym logicznym prawom „trójkątne narośle”, ukaże się nam najpierw krótki trójstronicowy prolog, przed rozpoczęciem którego widnieje poszarpany przy brzegach, wściekle postrzępiony trójkąt, wysięk z którego wnętrza spogląda „wszechoko” – obserwujący czytelnika byt. Sprytny i bardzo dobry chwyt, gdyż nie dość, że ów zabieg dawał jakieś wyobrażenie o tych wyzwalających u nosicieli pierwotny szał i gniew organizmach, to przygotowywał ,,książkowego mola” na dziką furię , skrajne odczucia i wyobcowaną bezwzględność tego czegoś, czymkolwiek to było o ile ono rzeczywiście istniało, i jeśli jego istnienie dałoby się wyjaśnić w jakichkolwiek kategoriach bytu. Diabelskie Nasienie, a może coś innego? W takim razie czym mogą być ,,trójkąty”? Na łamach około 400 stron niniejszej powieści ,nie wyjawiono ostatecznie jak należy pojmować te pasożytnicze, wydawałoby się inteligentne „wypryski”, a sam koniec zdradza jedynie niepewność, gdyż Margaret – doświadczona epidemiolożka z CZZC, agent Clarence Otto i równie waleczny członek służb specjalnych Dew Phillips: wygrali jedynie małą bitwę pośród morza czekających ich potyczek w jednej specyficznej brudnej grze, która zaczęła się od teoretycznie niewinnej niby zwykłej ,,infekcji” by przejść do sytuacji rodem z hollywoodzkiego klasyku : ,,Inwazji Porywaczy Ciał”, w którym to zwyczajni ludzie zastępowani są odczłowieczonymi, pozbawionymi uczuciami klonami.


Drastyczne i kładące nacisk na paranoję mordercy opisy kobiety zabijającej w szale swoją rodzinę i jedną przypadkową osobę, mocno rozpoczęły ,,Infekcję” Scotta Siglera. Wystarczyły proste, ale porażające chłodem i bezwzględnością, stanowiące o pozbawionym empatii zachowaniu zdania by zaskoczyć czytelnika, który w końcu sam musiał zdecydować czy koniecznie i to na własną odpowiedzialność brać się dalej za to niełatwe, co się później okaże – do przyswojenia dzieło. Krótki zbitek słów, który bez owijania w bawełnę ukazywał dzikość i jakiś zbrodniczy atawizm już wtedy opanowanej przez „Trójkąty” zbrodniarki, brzmiał mniej więcej tak: ,,Zrobiła to co zrobić musiała. Trzy kulki dla Luisa, jedna dla dziecka, jedna dla faceta z samochodem. Została jeszcze jedna.”

Skoro Prolog wydawał się wyciskać nerwy i stroszyć ciało by wywołać gęsią skórkę i ambiwalentne odczucia u czytelnika, to aż samo zastanawiało: co równie lub o wiele bardziej odrażającego wydarzy się w całej, a dopiero zaczętej powieści? Co najciekawsze wszystkim rozdziałom w głównym konstrukcie literackim powieści ,Sigler nadawał odosobnione nazwy, jakby torujące drogę naukowo niewytłumaczalnym, obscenicznie innym „Trójkątom”. Pierwszy z głównych aktów miał nazwę: ,,Kapitan Grzmot” i rzeczywiście ostrym tąpnięciem i z porządnym hukiem rozpoczęła się ta historia. Ktoś zwyczajnie, bez zastanowienia jakby pod wpływem po-zabójczej katatonii, podczas jednej z audycji radiowych otwarcie przyznaje się do: „zabicia ich wszystkich”. Wtedy po raz pierwszy poznajemy wspomnianego wyżej Dew Phillipsa – agenta rządowego, który wciąż nie może zostawić za sobą bolesnej przeszłości, w której w formie kłujących psychikę wspomnień, siedzi śmierć przyjaciela ze służby. To Dew staje się pierwszym członkiem Teamu stworzonego z myślą o nowym zagrożeniu, o jak się okazuje później – tajemniczych ,,Trójkątach”, które korzystając z DNA człowieka i komórek macierzystych wtapiają się w nasz organizm i zaczynają biologicznie rosnąć. Strukturą przypominają komórki rakowe, a ogólną fizjologią pasożyty i rośliny. A jak zmieniają człowieka w żądną krwi, opętańczą i pełną szału zabijania osobę? Robią to poprzez wywoływanie zaburzeń w wydzielaniu neuroprzekaźników: Dopaminy i Serotoniny, które odpowiadają za prawidłową pracę mózgu, a głównie za równomierny przepływ impulsów nerwowych z jednego neuronu do drugiego. „Trójkąty” dodatkowo zwiększają ilość hormonów walki we krwi: adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu. Podsumowując, taki zwyczajny Kowalski zaatakowany przez te formy życia, po jakimś czasie wychodzi z siebie, stając się zwyrodnialcem godnym największych psychopatów w dziejach. Niestety, nie przypomina już dawnego siebie. Taki odosobniony i agresywny ,stawał się powoli Perry Dawsey – była gwiazda futbolu amerykańskiego, a teraz pracownik działu IT w jednej z wielu potężnych korporacji. Mimo to nie poddawał się, i jeden za drugim, zaczynał wydłubywać te zaropiałe i gnijące ,,Trójkąty”. I tak z 7-miu w pewnym momencie został się tylko jeden. Perry jakoś przeżył to całe zamieszanie i nakazywaną przez trójkątne, niebieskawe narośle migrację. Do Wahjamega dotarł, lecz ledwo uszedł z życiem.


Jedne z najbardziej obskurnych i wbijających w fotel momentów, chwil z powodu których chciało się od książki jak najszybciej oderwać i zapomnieć o mulących i przyprawiających o gulę w gardle opisów były sytuacje, w których przez całe strony - i to po kilka z rzędu - otrzymywaliśmy „barwną w szczegóły” walkę Dawsey’a z ,,Trójkątami”- ich wydłubywanie i związane z tym aktem reagujące fizycznie ciało. Tego chyba od ,,Infekcji” Siglera oczekiwałem. Chciałem skrajności to ją dostałem. Nie chciałem klimatycznego horroru tylko mięcha krwi i śledztwa, to je otrzymałem.


Syndrom "Morgellonki", który w tej powieści dokładnie przedstawiła nam dr Margaret Montoya, i który autor świetnie dostosował do tajemniczych ,,Trójkątów” rzeczywiście istnieje i jest to dokuczliwe zaburzenie, które objawia się występowaniem podskórnych wysięków i różnokolorowych jakby celulozowych włókien. Nauka do dziś nie może się z tym uporać, a niektórzy specjaliści przypisują to ingerencji Obcej Cywilizacji, która w ten sposób testuje układ odpornościowy ludzkich organizmów. Jedyne wobec czego można byłoby się w tej powieści przyczepić to ,,Trójkąty”, które wylęgły się z ciała człowieka i przybrały w końcu swoją materialną postać. Zostały pokonane, lecz moim zdaniem spokój będzie chwilowy, jak zwykle … do czasu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Człowiek, który zabił Lucky Luke'a

LUCKY LUKE JAKIEGO NIE ZNACIE Październik to zdecydowanie miesiąc Lucky Luke’a. Nie dość bowiem, że na rynku ukazało się na raz więcej tomów z jego p...

zgłoś błąd zgłoś błąd