Sprawa Hoffmanowej

Wydawnictwo: Znak
7,87 (172 ocen i 60 opinii) Zobacz oceny
10
18
9
34
8
55
7
39
6
24
5
2
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324048229
liczba stron
416
słowa kluczowe
literatura polska
kategoria
literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Góry strzegą tajemnic lepiej niż ludzie. „Co stało się pod Lodową Przełęczą?” „Tajemnicza śmierć trzech osób!” „Dwie noce przy zwłokach” – takimi nagłówkami wita zakopiańskich turystów sierpniowy poranek 1933 roku. Kilka dni wcześniej w góry wyrusza prokurator Hoffman z dwunastoletnim synem i żoną – byłą gwiazdą warszawskich kabaretów, budzącą pożądanie i zazdrość przepiękną Mirą. Do...

Góry strzegą tajemnic lepiej niż ludzie.

„Co stało się pod Lodową Przełęczą?” „Tajemnicza śmierć trzech osób!” „Dwie noce przy zwłokach” – takimi nagłówkami wita zakopiańskich turystów sierpniowy poranek 1933 roku.

Kilka dni wcześniej w góry wyrusza prokurator Hoffman z dwunastoletnim synem i żoną – byłą gwiazdą warszawskich kabaretów, budzącą pożądanie i zazdrość przepiękną Mirą. Do Zakopanego wraca tylko ona, a na Lodowej Przełęczy ratownicy znajdują ciała jej męża, pasierba i młodego mężczyzny. Opinia publiczna nie ma wątpliwości – Hoffmanowa jest winna. Ona sama jest w szoku, niczego nie pamięta, nie potrafi się bronić.

Jaką straszną tajemnicę kryją góry, a jaką sama Mira? Co się stało podczas wyprawy? Dlaczego Hoffmanowa nie zeszła po pomoc i spędziła przy zwłokach dwie noce?

Przedwojenne Zakopane, tajemnica z przeszłości i historia wstrząsająca bardziej niż słynna sprawa Gorgonowej.

Powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
krosciucha książek: 3845

Paradoks Hoffmanowej

„W górach jest wszystko, co kocham” – brzmiałoby dosyć makabrycznie w ustach Miry Hoffmanowej. Tytułowa bohaterka powieści Katarzyny Zyskowskiej straciła najbliższych w tajemniczych okolicznościach podczas wyprawy na Lodową Przełęcz… ale nie tylko ich. Zgubiła tam też swoje „ja”.

„Sprawa Hoffmanowej” to powieść zainspirowana prawdziwym wydarzeniem, które miało miejsce w Tatrach w sierpniu 1925 roku. Wtedy to podczas wyjątkowo złej pogody w pobliżu Żabiego Stawu Jaworowego zginęło jeden po drugim trzech mężczyzn – jedyną osobą, która przeżyła, była Waleria Kasznicowa, żona jednej z ofiar i matka drugiej. Pani Kasznicowa spędziła przy zwłokach 36 godzin i dopiero 5 sierpnia zeszła z gór, szukając pomocy. Sprawa poruszyła swą niezwykłością całą Polskę, wzbudzając podejrzenia wobec jedynej ocalałej osoby. Jakim strasznym zrządzeniem losu zginęło na raz trzech z pozoru zdrowych mężczyzn? Co jej kazało zostać na dwie noce przy trupach, w kompletnej, oszałamiającej samotności, pośród górskich szczytów? Jaki sekret skrywa Kasznicowa? I czy w ogóle jest jakiś sekret? Góry strzegą swoich tajemnic…

Prawie podskoczyłam z radości na wieść, że powstaje książka o tym tajemniczym zdarzeniu. A nie wiedziałam o nim prawie nic – poza tym, że to taki nasz polski odpowiednik „zagadki Przełęczy Diatłowa”. Miałam zamiar zostawić sobie odkrywanie sekretów dopiero na czas lektury. Czytając wywiad z autorką, byłam jeszcze bardziej zachwycona: wydaje jej się, że „wie, co się stało na Lodowej...

„W górach jest wszystko, co kocham” – brzmiałoby dosyć makabrycznie w ustach Miry Hoffmanowej. Tytułowa bohaterka powieści Katarzyny Zyskowskiej straciła najbliższych w tajemniczych okolicznościach podczas wyprawy na Lodową Przełęcz… ale nie tylko ich. Zgubiła tam też swoje „ja”.

„Sprawa Hoffmanowej” to powieść zainspirowana prawdziwym wydarzeniem, które miało miejsce w Tatrach w sierpniu 1925 roku. Wtedy to podczas wyjątkowo złej pogody w pobliżu Żabiego Stawu Jaworowego zginęło jeden po drugim trzech mężczyzn – jedyną osobą, która przeżyła, była Waleria Kasznicowa, żona jednej z ofiar i matka drugiej. Pani Kasznicowa spędziła przy zwłokach 36 godzin i dopiero 5 sierpnia zeszła z gór, szukając pomocy. Sprawa poruszyła swą niezwykłością całą Polskę, wzbudzając podejrzenia wobec jedynej ocalałej osoby. Jakim strasznym zrządzeniem losu zginęło na raz trzech z pozoru zdrowych mężczyzn? Co jej kazało zostać na dwie noce przy trupach, w kompletnej, oszałamiającej samotności, pośród górskich szczytów? Jaki sekret skrywa Kasznicowa? I czy w ogóle jest jakiś sekret? Góry strzegą swoich tajemnic…

Prawie podskoczyłam z radości na wieść, że powstaje książka o tym tajemniczym zdarzeniu. A nie wiedziałam o nim prawie nic – poza tym, że to taki nasz polski odpowiednik „zagadki Przełęczy Diatłowa”. Miałam zamiar zostawić sobie odkrywanie sekretów dopiero na czas lektury. Czytając wywiad z autorką, byłam jeszcze bardziej zachwycona: wydaje jej się, że „wie, co się stało na Lodowej Przełęczy”. Powinnam była jednak zwrócić baczniejszą uwagę na słowo „inspirowana”. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Nie jest więc dziwne, że poczułam się kompletnie oszukana, gdy przyszło do czytania. To zupełnie nie jest to, czego się spodziewałam.

Ale przecież książki nie ocenia się tylko na podstawie tego, czy spełniła oczekiwania! Byłoby to idiotyczne – książki są też po to, aby zaskakiwać. I „Sprawie Hoffmanowej” się udało. Dla mnie to ten typ publikacji, o której można naprawdę wiele powiedzieć.

Generalnie powieść pani Zyskowskiej wpisuje się w nurt – albo raczej trend – tzw. herstory, to jest opowieści o kobietach z kobiecego punktu widzenia. Pewną odmianą są swoiste reinterpretacje dawnych zagadek kryminalnych, w których podejrzaną i morderczynią jest kobieta. Wydawało mi się, że podobnie będzie w tej sytuacji – sądziłam, że zagadka Lodowej Przełęczy to sprawa kryminalna, ale tak nie jest. To znaczy były podejrzenia wobec wspomnianej już Walerii Kasznicowej, ale nie przekształciły się one nigdy w oskarżenie – nie było procesu, nie było wyroku, przynajmniej nie oficjalnie. Bo nieoficjalnie… nieoficjalnie zagadka wciąż funkcjonuje w umysłach jako sprawa podejrzana. Społeczność uważała, że Kasznicowa coś ukrywa i oskarżono ją o to w gazetach, więc poniekąd pasuje to na powieść reinterpretującą zagadki kryminalne.

A nie. Bo tu dochodzimy do czegoś, co nazwałabym „paradoksem Hoffmanowej”. Zyskowska zmienia w swej powieści nie tylko imiona i nazwiska bohaterów, ale nawet czas akcji. Najbardziej jednak zmienia – i to kompletnie, totalnie, absolutnie – główną osobę dramatu. Mira Hoffmanowa, śliczniutka młoda żona znanego prokuratora Hoffmana, była aktorka kabaretowa, to wręcz sztampowy do bólu przykład femme fatale. Nie ma w sobie niemal nic z osoby, na której była wzorowana. Powieść Zyskowskiej jest więc herstory, która zupełnie pomija prawdziwą osobę, żyjącą kobietę, aby dać głos tej wyimaginowanej – co wydaje się jednocześnie ciekawe, zabawne i… trochę smutne. Opowiadać herstorię kobiety, która nie istnieje, zamiast tej istniejącej! Pomijać jedną, zbyt zwyczajną, aby dać głos tej „bardziej złożonej” (słowa autorki z ww. wywiadu)!

Ale to jest prawo, które przysługuje każdej autorce. Może ona zrobić, co chce z opowieścią. Mam jednak wrażenie, że stawiając na nową wersję heroiny, zatraciła coś bardzo ważnego: zagadkę Lodowej Przełęczy. Dostajemy w zamian inną, ale niestety w formie odgrzanego kotleta. Jeżeli czytało się przedtem powieści typu „Grace i Grace” Margaret Atwood, „Gorączkę” Mary Beth Keane czy „Podejrzenia pana Whichera” Kate Summerscale, to nie będzie się zaskoczoną prawie (słowo klucz!) niczym w „Sprawie Hoffmanowej”. Autorka bardzo zgrabnie wprowadza wątki i motywy doskonale znane i ograne do bólu – robi to umiejętnie, ale nie porywająco.

„Sprawa Hoffmanowej” rozgrywa się w dwóch porządkach czasowych – w pamiętnym roku 1933, roku tragedii, oraz pięć lat później, gdy w ciągłych retrospekcjach zamkniętej w zakładzie dla umysłowo chorych Hoffmanowej przyglądamy się całemu jej życiu. A życie to jest zupełnie takie, jakiego byśmy oczekiwali, biorąc pod uwagę realia epoki. Biedna dziewczyna marzy o podbiciu scen Warszawy. Każdy z nas może sobie wyobrazić, jak to mogło wyglądać. Źle. Ciężko. Młoda Mira szybko traci złudzenia – dla wszystkich do samego końca liczy się tylko jako piękna kobieta, zabawka, igraszka, obrazek, obiekt zachwytu, ale też oszczerstw i kpin. Zyskowska buduje jej losy ze znanych nam tragedii – znanych choćby dzięki akcji #metoo, pokazującej m.in. to, jak show-biznes traktuje kobiety. Ten zlepek oklepanych wątków to jakby podsumowanie wszystkiego, czego się spodziewamy po tamtych czasach, po środowisku aktorskim i kabareciarskim. Podobnie – tworząc swoisty patchwork ze zdarzeń, które kiedyś komuś się przytrafiły (np. różnym aktorkom), i łącząc je w jedną herstorię – wygląda rzecz w komiksie „Anastazja” Magdaleny Lankosz i Joanny Karpowicz. To wręcz niesamowite, jak są do siebie podobne te dwie pozycje pod względem miksowania powszechnie znanych, ogranych wątków w nową opowieść. Tworzenia swoistych kwintesencji, szablonowych życiorysów charakterystycznych dla czasów czy środowisk, w których się dzieją.

„Sprawa Hoffmanowej” to także miks motywów charakterystycznych dla swego rodzaju popłuczyn po powieści psychologicznej, z wykorzystaniem jakiejś formy strumienia świadomości. Liczne retrospekcje, przywidzenia, zakład dla umysłowo chorych, psychoanaliza, przystojny doktor i hipnoza, no i ciągła, nachalna demonizacja kobiecego erotyzmu – wszystko to już było, niestety lepiej rozegrane, w „Grace i Grace” Atwood. Szerokie tło społeczne, chwilami przesadnie, bo powoduje spadek napięcia – życiorys naszej Miry, jej wzloty i upadki – przybliża natomiast powieść do podobnie rozbuchanej obyczajowo „Gorączki” Keane. A wątek publicznego linczu bohaterki to w zasadzie kwestia stale obecna w reinterpretacjach herstorii.

Wydaje mi się frapujące to, jak „Sprawa Hoffmanowej” plasuje się pomiędzy innymi opowieściami o zagadkach kryminalnych a reportażami w stylu „Koronkowej roboty. Sprawy Gorgonowej” Cezarego Łazarewicza. Jest to powieść tylko trochę oparta na faktach. W większości wymyślona, ale tak przecież jest i w przypadku „Grace i Grace”. Zyskowska jednak zdaje się kompletnie zmieniać wymowę całej tajemnicy. Tu zagadką nie jest śmierć mężczyzn, ale sama Mira. To właśnie decyduje o „herstorowości” powieści, o jej sile. Oczywiście punkt ciężkości przenosi na kwestię tego, jak postrzegano Mirę – fascynację jej osobą, gorączkowe śledzenie i komentowanie każdego jej kroku aż po ogólne oburzenie jej zachowaniem. Tak się właśnie robi z kogoś kozła ofiarnego. Wymyślając taką, a nie inną bohaterkę, femme fatale do kwadratu, powiedziałabym aż parodystyczną jej wersję, autorka stara się udowodnić, że postacie takie były prawdziwymi ludźmi. Jednocześnie poprzez otwarte zakończenie przeprowadza na czytelnikach test: a ty co myślisz i jak myślisz o Mirze Hoffmanowej?

Niestety przez to nagromadzenie sztampowych wątków i skupienie się na osobie Miry gubi się gdzieś magnetyzująca zagadka Lodowej Przełęczy. W wersji Zyskowskiej wydaje się albo tandetną sprawą szantażu i zdradzonego kochanka, albo oczywiście jedną wielką pomyłką. Byłam zmęczona ślimaczym tempem opowieści i nieustannymi retrospekcjami. Denerwowało mnie niezdecydowanie autorki – czy powieść ma być nieprzenikniona i stanowić do końca pytanie bez odpowiedzi, czym teoretycznie pozostaje, ale jest zbyt łatwo napisana, aby naprawdę zmusić do zastanowienia, czy przepsychologizowanym życiorysem kobiety fatalnej. Bardzo mieszane uczucia wzbudził we mnie nieoczekiwany zwrot akcji, wielka tajemnica dotycząca miłości Miry… Brawa za zagranie fair i naprawdę szokującą wiadomość, która też ukazuje jasno, jak łatwo nam oceniać innych według schematów – prawda może być o wiele trudniejsza do przełknięcia. Z drugiej strony to ukoronowanie sztampowości wątków, wisienka na torcie tandeciarstwa i zagranie żywcem wyjęte z telenoweli. W pewien przedziwny sposób pasuje do całej tej „przesadzonej” wersji femme fatale.

Trzeba także pochwalić autorkę za ogrom pracy, jaki wykonała, aby oddać realia Zakopanego z tamtych lat. Oczywiście wymienianie nazw kawiarni nie czyni jeszcze książki klimatyczną, a wrzucenie do powieści na siłę Witkacego piorunującego czytelnika cytatami ze swoich dziełek także nie pomaga, ale przyznaję, że mogę być stronnicza: Zakopanego nie znoszę.

„Sprawa Hoffmanowej” stanowi dla mnie paradoks – była dla mnie zawodem czytelniczym i jednocześnie przyczynkiem do ciekawych przemyśleń. To interesująca herstoria, niebędąca stricte reinterpretacją zagadek kryminalnych, która właśnie przez swoją fikcyjność wpisuje się w ich poczet. Przedziwny miraż realiów i ułudy – bazujący na hipnotyzującej zagadce górskiej, ale wybierający tandetną hipnozę w zakładzie dla umysłowo chorych. A także powieść, która najlepiej pokazuje, że to kobieta, Mira Hoffman, jest zagadką – a nie śmierć trzech osób w górach. Jest to założenie ryzykowne, ale trzeba przyznać, że niesamowicie odważne.

Agata Majchrowicz

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (610)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1077
marcin | 2019-04-19
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 19 kwietnia 2019

Rewelacyjna książka, inaczej nie da się tego określić, po prostu majstersztyk. Katarzyna Zyskowska napisała książkę, która powala,obok której nie można przejść obojętnie. Klimat lat trzydziestych ubiegłego wieku przedstawiony w książce jest po prostu urzekający, czlowiek aż czuje powiew minionej epoki,obrazy same przesuwają się przed oczyma. Świetna, dwutorowa narracja,poprowadzona tak,że aż momentami ciarki chodzą po plecach, autorka naprawdę potrafi opowiadać, budować napięcie jak również tworzyć aurę tajemnicy,która do ostatniej strony nie pozwala oderwać się od książki. Opisy przedstawionych wydarzeń są bardzo realistyczne,bardzo plastyczne,niektóre aż do bólu ,mimo iż
cechuje je pewna surowość, tym bardziej oddają autentyzm sytuacji.
"Sprawa Hoffmanowej " to naprawdę niesamowita powieść, bardzo wciągająca i fascynująca, ale również bardzo poruszająca i bolesna w swojej wymowie. Koniecznie!!!!

książek: 615
Marzena | 2019-04-23
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 kwietnia 2019

Powieść inspirowana prawdziwymi, tragicznymi w skutkach wydarzeniami, które rozegrały się w 1925 roku, a które po dziś dzień spowite są oparami tatrzańskiej mgły.
Powieść niezwykle wciągającą, w której klimat lat 30 wydaje się być wręcz namacalny. Wraz z nim wisi w powietrzu aura tajemnicy, której ujawnienie na ostatnich kartach powieści  powoduje, że całość przeżywa się raz jeszcze.
A nie jest to lekka historia.
Ładunek emocjonalny, jaki wzbudza postać bohaterki jest ogromny.
O "Sprawie Hoffmanowej", mówili wszyscy, każdy miał swoją wersję wydarzeń, swoją prawdę, więc nikt tak naprawdę nie chciał jej poznać. O Mirze Hoffman, człowieku nie myślał nikt. Nikogo nie interesowało z jakimi demonami musiała żyć, przez co przeszła, czym było, a po tragedii w Tatrach stało się jej życie. Ważna była tylko "Sprawa Hoffmanowej" rozkręcona przez ówczesne media do nieprawdopodobnych rozmiarów, które pierwsze uznały ją za winną...Co działo się później?
Przeczytajcie koniecznie.

Dziś...

książek: 623
Kiwi_Agnik | 2019-04-27
Przeczytana: 27 kwietnia 2019

"Wszystko rozumiem i nic nie pojmuję"

Niebanalna, interesująca, przewrotna i bezpruderyjna powieść, oparta na wydarzeniach autentycznych, która hipnotyzuje niezwykłym klimatem, zachwyca literackim językiem i niesłychanie wciąga.

Przepiękne opisy gór przedwojennego Zakopanego niezwykle inspirują, czytając aż się chce zdobyć Lodową Przełęcz.

Nie mogłam oderwać się od czytania, powieść przeniosła mnie w inny świat, innych lat i innych czasów.

Co naprawdę się stało pozostanie tajemnicą Gór.

Polecam bezsprzecznie.

książek: 552
katala | 2019-06-02
Przeczytana: 01 czerwca 2019

Dawno nie czytałam tak dobrej polskiej książki. Fakt, do polskiej twórczości podchodzę z dużą ostrożnością, nie ukrywam też, że głównie do kobiecej, ale minął już czas, kiedy odmawiałam lektury z powodu narodowości autora. Po lekturze Sprawy Hoffmanowej mogę powiedzieć, że gdyby książki były takie jak rzeczona, nie trzeba byłoby mnie namawiać, sama prosiłabym o propozycję.
Historia opowiedziana przez Katarzynę Zyskowską oparta jest na wydarzeniach do jakich doszło latem 1925 r. w Tatrach kiedy to rodzina Kaszniców wybrała się na wycieczkę, która doprowadziła do śmierci dwóch mężczyzn i jednego chłopca. Kasznicowa przeżyła. Tak jak Hoffmanowa. A może powinno być odwrotnie.
Zyskowska w fantastyczny sposób wpisuje się ze swoją historią, ze swoją próbą wytłumaczenia niewytłumaczonych do tej pory wydarzeń, w prawdziwą historię. Nadaje całej opowieści dodatkowego wymiaru. Utrzymując tło czasowe, wprowadza przeszłość we wspomnieniach chorej kobiety i przedstawionych z dystansu...

książek: 919
Nina | 2019-05-28
Na półkach: Przeczytane, Ebook, 2019
Przeczytana: 24 maja 2019

Majstersztyk!
Sprawa Hoffmanowej nie schodziła z czołówek gazet w latach trzydziestych, za sprawą Pani Katarzyny głośno stało się o niej i teraz. Historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, urozmaicona wyobraźnią autorki i ogromem pracy włożonej w powstanie tej książki. Za to wielki szacunek.
Świetna narracja, wspaniały portret głównej bohaterki przed i po wypadku na Lodowej Przełęczy, gdzie zginął jej mąż, pasierb, współtowarzysz wędrówki, a być może także ktoś jeszcze. I tylko Ona, Mira Hoffmanowa przeżyła, spędziwszy wcześniej 2 dni z ciałami swojej rodziny. Dlaczego ocalała? Dlaczego zginęli pozostali? Tym żyła ówczesna Polska, a każdy snuł swoje teorie. Oczywiście opinia publiczna winą obarczyła Hoffmanową. A jaka była prawda? Czy autorce udało się do niej dotrzeć? Czy stworzyła swoją teorię na temat wypadku na Lodowej Przełęczy? Przeczytajcie sami. Ja nie mogłam się oderwać od lektury, czego i Wam życzę.

książek: 1965

Doskonały kryminał retro, zainspirowany prawdziwym zdarzeniem w Tatrach.
Akcja rozgrywa się w 1925 r. i w przedwojennych latach 30-ych.
Oprócz niezmiernie wciągającej historii, doskonale ukazany klimat przedwojennej Warszawy i Zakopanego.
Książkę "pochłonęłam" w ciągu jednego dnia.
Dla mnie rewelacja ! Polecam !

książek: 1364

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA.

„Sprawa Hoffmanowej” Katarzyny Zyskowskiej to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.
Jest sierpień 1933 roku. Była gwiazda warszawskich kabaretów, wciąż piękna i budząca pożądanie Mira, obecnie żona prokuratora Hoffmana spędza urlop wraz z mężem i pasierbem w Zakopanem. Pewnego dnia wyruszają w góry. Towarzyszy im Julian Skrzyński, który właściwie sam się wprosił by wraz z Hoffmanami iść na Lodową Przełęcz. Mira go zna, bardzo dobrze zna. Pewna, że zniknął z jej życia na zawsze pomimo wewnętrznego oporu przekonuje męża, że w większej grupie raźniej i bezpieczniej. Antoni widzi mężczyznę pierwszy raz w życiu, a jednak nie potrafi sprzeciwić się żonie. W czasie wyprawy zdecydowanie pogarszają się warunki pogodowe. Antoni chce wracać do pensjonatu. Mira namawia męża, który jest w bardzo złej kondycji do kontynuowania wyprawy.
Sprzymierzeńca ma w dwunastoletnim pasierbie. Marzeniem Władzia jest dotrzeć do Lodowego Szczytu by móc pochwalić się...

książek: 306
biruta | 2019-04-09
Na półkach: Przeczytane, Moja
Przeczytana: 09 kwietnia 2019

Uwielbiam książki Autorki. Jej język, styl, klimat. Ta jest też niesamowita. Czytelnik przenosi się do międzywojnia. Do stolicy Tatr, miejsca bywania śmietanki towarzyskiej ówczesnej Polski. I tajemnica jest też. Dwutorowa akcja. Podwójna narracja. Tatry. Ich surowość i piękno. Trzeba ją przeczytać. Jednym tchem. Naprawdę!

książek: 802
GochaZet | 2019-05-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: maj 2019

No cóż, brak mi słów ...
Tak opowiedzianej historii ani się nie spodziewałam, ani nie oczekiwałam zakładając, że za głośno i za dużo mówi się o tej książce.
Tymczasem powala na kolana - genialna dwutorowa narracja, Mira Hoffmanowa i wszystko co los rzucił jej w twarz, pod nogi i wbił w serce, całe jej piękno, a także brud, w którym ją zanurzono ...
Porywa klimat tamtych lat, wciąga ... i już jesteś na parkiecie, już czujesz zapach mydła i wody toaletowej, czujesz gładkość jedwabnej sukienki, sięgasz po papierosa w cieniutkiej lufce, a nocą ... no prawie wychylasz kielonka z Witkacym ;).
Jest mocno dramatycznie, nie można pozostać obojętnym i przez to właśnie, tak łatwo i tak trudno wchodzi się w tę historię, z tego powodu też nie można jej zapomnieć.
Gorąco polecam

książek: 1148
Sargento_Garcia | 2019-06-17
Na półkach: Przeczytane, Ebook
Przeczytana: 17 czerwca 2019

Doskonale przemyślany, zaplanowany i przedstawiony kryminał retro, zainspirowany prawdziwym zdarzeniem mającym miejsce w Tatrach w roku 1925.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie, akcja jest wartka i obfituje w ciekawe zwroty kierunku oraz nagłe skoki napięcia. Język bohaterów, ich sposób bycia i zachowania sprawiają, że czytelnik dosłownie przenosi się w czasie do lat 20-tych ubiegłego wieku i uczestniczy w toczących się wydarzeniach.

Gorąco polecam!

zobacz kolejne z 600 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd