Stancje

Seria: ...archipelagi...
Wydawnictwo: W.A.B.
6,17 (262 ocen i 48 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
8
8
27
7
66
6
85
5
35
4
21
3
5
2
5
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328045965
liczba stron
192
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodał
L_Settembrini

Nowa, niepokojąca, ale pełna humoru powieść autorki, która za swoją debiutancką powieść Guguły zdobyła nominację do International Man Booker Prize. Po maturze Wiolka przyjeżdża z rodzinnej wsi do Częstochowy na studia polonistyczne. Życie w mieście to dla dziewczyny szereg nowych wyzwań. Wzdłuż ulic nazwanych imionami świętych ciągną się sklepiki z dewocjonaliami i włóczą pielgrzymi. Świat...

Nowa, niepokojąca, ale pełna humoru powieść autorki, która za swoją debiutancką powieść Guguły zdobyła nominację do International Man Booker Prize.

Po maturze Wiolka przyjeżdża z rodzinnej wsi do Częstochowy na studia polonistyczne. Życie w mieście to dla dziewczyny szereg nowych wyzwań. Wzdłuż ulic nazwanych imionami świętych ciągną się sklepiki z dewocjonaliami i włóczą pielgrzymi.

Świat nie zna jeszcze komputerów i telefonów komórkowych. Wiolka tuła się od jednej stancji do drugiej: mieszka w podejrzanym robotniczym hotelu, klasztorze, wynajętej kawalerce. W każdym miejscu poznaje innych ludzi i ich historie, słucha opowieści o kosmosie, więzieniu, oswojonych wronach, rosyjskich zupach, narzeczonej, która oszukała i odeszła. Pozostaje otwarta na nowe doświadczenia i lektury. Stopniowo konfrontuje się ze wspomnieniami o dzieciństwie spędzonym na wsi, własnymi wyobrażeniami, swoim ciałem.

Wreszcie, zakochuje się po raz pierwszy. Powieść Wioletty Grzegorzewskiej to subtelna historia o dojrzewaniu, młodzieńczym zagubieniu, poszukiwaniu i poznawaniu samego siebie. Stancje są także luźną kontynuacją docenionego przez krytykę zbioru Guguły, wydanego w 2014 roku.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1672

Szare lata dziewięćdziesiąte

„Stancje” rozpoczynają się sceną wielką – wielką za sprawą tarcia na granicy zwykłego i niezwykłego. Zwykłe w tym przypadku oznacza codzienność, konkretniej: podróż autobusem. Można by oczywiście doszukiwać się w sytuacji protagonistki, Wioli, jakiejś magii, jakiejś szczególności, bo jedzie z rodzinnej wsi do wielkiego – stosunkowo – miasta, aby rozpocząć nowe, studenckie życie, ale Wioletta Grzegorzewska nie stara się doszukiwać w tym żadnej doniosłości; wręcz przeciwnie, zalewa szary i bez tego krajobraz strugami deszczu, stawiając raczej na zniechęcenie oraz drżącą niepewność niż wielkie oczekiwania. Gdzie w takim razie kryje się niezwykłość, o której wspomniałem na samym początku? W języku – pisarka już w pierwszych kilku zdaniach porównuje współpasażerów głównej bohaterki do ameb i zdychającego walenia. I choć pozbawione kontekstu zestawienia te mogą wydawać się absurdalne czy wysilone, to przygnębiającą otwierającą scenę „Stancji” domykają po mistrzowsku. „Stancje” rozpoczynają się sceną wielką.

Jak jest potem? Z reguły bardzo dobrze, mimo że podobny majstersztyk zdarza się chyba tylko raz – Grzegorzewska daje drugi popis przy opisie rzucania nożem, kiedy strony powoli wypełniają się tłumioną i na wpół dziką namiętnością, żeby w końcu wybuchnąć w bardzo krótkim finale, pełnym erotyzmu, który pisarka bardzo szybko, brutalnie ucina; jestem pewien, że te dwie pojedyncze sceny będą tym, co zostanie ze mną po lekturze „Stancji” najdłużej. Na pochwałę zasługują także...

„Stancje” rozpoczynają się sceną wielką – wielką za sprawą tarcia na granicy zwykłego i niezwykłego. Zwykłe w tym przypadku oznacza codzienność, konkretniej: podróż autobusem. Można by oczywiście doszukiwać się w sytuacji protagonistki, Wioli, jakiejś magii, jakiejś szczególności, bo jedzie z rodzinnej wsi do wielkiego – stosunkowo – miasta, aby rozpocząć nowe, studenckie życie, ale Wioletta Grzegorzewska nie stara się doszukiwać w tym żadnej doniosłości; wręcz przeciwnie, zalewa szary i bez tego krajobraz strugami deszczu, stawiając raczej na zniechęcenie oraz drżącą niepewność niż wielkie oczekiwania. Gdzie w takim razie kryje się niezwykłość, o której wspomniałem na samym początku? W języku – pisarka już w pierwszych kilku zdaniach porównuje współpasażerów głównej bohaterki do ameb i zdychającego walenia. I choć pozbawione kontekstu zestawienia te mogą wydawać się absurdalne czy wysilone, to przygnębiającą otwierającą scenę „Stancji” domykają po mistrzowsku. „Stancje” rozpoczynają się sceną wielką.

Jak jest potem? Z reguły bardzo dobrze, mimo że podobny majstersztyk zdarza się chyba tylko raz – Grzegorzewska daje drugi popis przy opisie rzucania nożem, kiedy strony powoli wypełniają się tłumioną i na wpół dziką namiętnością, żeby w końcu wybuchnąć w bardzo krótkim finale, pełnym erotyzmu, który pisarka bardzo szybko, brutalnie ucina; jestem pewien, że te dwie pojedyncze sceny będą tym, co zostanie ze mną po lekturze „Stancji” najdłużej. Na pochwałę zasługują także wszystkie te momenty, w których autorka skupia się na odtworzeniu atmosfery lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia: nie lekceważy czytelnika tłumacząc mu, że to nie czasy komórek i Internetu, zamiast tego zręcznie pokazuje, jak trudne mogło być znalezienie spotkanego niegdyś człowieka i jak wiele wysiłku wymagało, kiedy nikogo nie dało się wystalkować na fejsie. To oczywiście nie wszystko: poza tym powołuje – czy może przywraca – do życia handlujących po miejskich rynkach Rosjan, kilka obrazów wypełnia neonowymi kolorami automatów do gier, ubiera swoją bohaterkę w grube sztruksy i powłóczyste swetry, kojarzące się dzisiaj raczej z poszukującymi indywidualizmu za wszelką cenę hipsterami niż przeciętnymi studentami, w końcu czyni z McDonalda centrum miejskiego życia (szczególnie patrząc z perspektywy prowincjusza). Warto jednak zaznaczyć, że choć „Stancje” kojarzą się z estetyką opisaną przez Olgę Drendę w zeszłorocznej „Duchologii polskiej” i czerpią z tej estetyki pełnymi garściami, to z całą pewnością nie są kompleksowym portretem epoki – to powieść o doświadczeniach jednostki, nie o duchu czasów.

Przeżycia Wioli zresztą tworzą amalgamat bardzo niejednorodny, a niektóre ze składających się na niego elementów mocno zaskakują. Najbardziej oczywistą częścią pierwszych studenckich doświadczeń protagonistki jest zapamiętała miłość do pana Kamila: spotkany jeszcze w wiejskim domu i tam pokochany mężczyzna staje się najważniejszą osią życia bohaterki, punktem odniesienia dla każdej następnej znajomości (o czym boleśnie przekonuje się inny chłopak). Ta część portretu psychologicznego młodej kobiety odmalowana został bardzo barwnie i, to nie ulega wątpliwości, ze znajomością zagadnienia. W zmieszaniu pozostawiły mnie natomiast te fragmenty „Stacji”, które poświęcone są tematowi tytułowemu. Sceny z hotelu Wega, składające się na pierwszą połowę książki, wypadają bardzo dobrze, przede wszystkim ze względu na zawartą w nich delikatną melancholię zmieszaną w doskonałych proporcjach z kilkoma ostrzejszymi rozdziałami. Późniejszy pobyt Wioli w zakonie ocenić znacznie trudniej. Moje wątpliwości wzbudziła przede wszystkim relacja między bohaterką a siostrą Stanisławą: wątek ten zalatuje nieco powieścią gotycką, nieco zupełnie niespodziewanym historyzmem. Bez bicia przyznaję, że nie udało mi się historii o Anuli i wojnie umieścić w którymkolwiek z pozostałych kontekstów powieści, a sama w sobie, choć interesująca, pozostaje tylko szkicem – mogłaby stanowić ewentualne rusztowanie dla nowej opowieści, bo jako samodzielna całość nie porywa.

Zastanawia mnie także stosunek Wioli do studiów – a raczej jego brak. Grzegorzewska zdecydowała się na podkreślenie braku doniosłości, o którym pisałem na początku, i pokazanie lekceważenia poprzez szczątkowe wspominanie o tej, nomen omen, ważnej aktywności. Szkoda, bo choć sam w lekceważeniu studiów szkoliłem się aż do nijakiego dnia, który Amerykanie znają pod nazwą graduation (a zapewne i w Polsce dorobimy się w końcu graduacji, biorąc pod uwagę, że „Słownik wyrazów obcych” PWN twierdzi, iż póki co jest to specjalistyczne pojęcie kartograficzne), to dyskutować o nich zawsze byłem gotów. Wiola nie jest – studia w powieści to tylko pretekst, mimo że wydają się kwestią kluczową dla przemiany młodej w dojrzałą.

Wioletta Grzegorzewska przed „Gugułami” pozostawała artystką niemal niezauważoną przez szersze gremium, za to jej pierwsza powieść zdobyła nie tylko nominację do Nike i Gdyni, ale także do międzynarodowego Bookera. Mam nadzieję, że dzięki temu „Stancje” trafią do jak największej liczby czytelników, bo tak ciekawe książki w naszym kraju nie zdarzają się zbyt często.

Bartosz Szczyżański

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (574)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1938
Piotr | 2017-11-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 listopada 2017

Grzegorzewska zachwyciła mnie po raz kolejny. Przyszedł czas na historię, która może być opowieścią biograficzną. I za taką właśnie uchodzi. Narratorka Wioletta opowiada o swoim wyjeżdża na studia do Częstochowy. Od początku nic nie jest takie jak być powinno, począwszy od lokum, po sprawy natury miłosnej. Autorka pokazuje małomiasteczkowy świat u stóp Jasnej Góry, obnaża zwyczajność wszystkiego,co ją tam otacza. Wioletta co rusz zmienia swoje stancje, zatrzymując się na dłużej w Zgromadzeniu Sióstr Bezhabitowych. Tam widzi, że szaleństwo czai się wszędzie, a religia, czy tez reguły zakonne nie chronią człowieka przed przeszłością, często odległą i jednocześnie tragiczną.

"Stancja" jest w pewnym sensie opowieścią drogi, przemieszczania się młodej kobiety,która pokazuje to co widzi, a dla jednego jest to zwykły dzień, a dla czytelnika może być wielkim odkryciem. Ta historia jest opowieścią o czasach trudnych, wymagających wielkiego hartu ducha w ciele młodej istoty, ale również...

książek: 2082
Ola | 2018-11-16
Na półkach: 2018, Przeczytane, Mam, Polecone
Przeczytana: 15 listopada 2018

"Guguły" Wioletty Grzegorzewskiej bezsprzecznie skradły moje serce i pozostawiły po sobie niedosyt i chęć na więcej. Chciałam więcej i dostałam, tyle tylko, że to więcej okazało się być też znacznie słabsze. "Stancje" zdecydowanie nie dorównują "Gugułom", nie są tak przepełnione żywymi emocjami, to już nie te impresje od których robi się ciepło na duszy. W "Stancjach" autorka funduje opis perypetii związanych z miejscami zamieszkania podczas studiów bohaterki, próbuje też wplatać w to wspomnienia z domu i relacji z innymi ludźmi. Niby jej się to udaje, a jednak pozostaje wrażenie, że brakuje w tym wszystkim tego czegoś, jakiegoś natchnienia. Sama fabuła wydała mi się nudna i dość pretensjonalna. Dopiero po około dwóch trzecich coś drgnęło, jakby na chwilę kunszt pisarski poderwał się do lotu, aby na samym końcu znów opaść. Hm... może po "Gugułach" miałam wygórowane oczekiwania? Nie wiem, ale to już nie to... A szkoda...

książek: 1106
Mariolka | 2017-09-01
Przeczytana: 01 września 2017

Bardzo ładne, bardzo zgrabne, bardzo dobrze napisane, ale zupełnie mnie nie poruszyło, nie porwało. Ani na chwilę się w tym nie zatraciłam. Ot, obcowanie z ładnym, estetycznym i nic ponad to.

książek: 724
Olena | 2018-05-27
Na półkach: Przeczytane, Biografie, Inne
Przeczytana: 27 maja 2018

Zachęcona sukcesem zbioru opowiadań „Guguły” bez wahania sięgnęłam po autobiograficzną powieść W. Grzegorzewskiej pt. „Stancje”. I cóż… mam mieszane uczucia po lekturze.
Początek wydał mi się obiecujący. Połowa lat 90., Polska jeszcze nie całkiem zdjęła żałobę po nieboszczce komunie, a już stara się nadążyć za kolorowym Zachodem. Tymczasem na wsiowo-miejskim dworcu w Częstochowie pojawia się nasza Autorka – wtedy biedna dziewczyna z prowincji z małą walizką i wielkimi marzeniami o studiach polonistycznych i równie wielkiej, romantycznej miłości. Razem z nią czytelnik odwiedza kolejne stancje: hotel robotniczy, żeński klasztor, wynajmowane klitki, gdzie poznaje wiele barwnych postaci. Każda z napotkanych osób dźwiga swój bagaż doświadczeń, często zmaga się z wojenną traumą. W opowieść o studenckich latach młoda Wiola wplata również dramatyczne historie swoich dziadków z czasów niemieckiej okupacji oraz własne wspomnienia z dzieciństwa. Czasem napomyka o nudnych zajęciach na...

książek: 437
Tomasz Wojewoda | 2017-09-26
Przeczytana: 26 września 2017

ZNAD ROZLEWISK TAMIZY DO MIASTA MEDALIKÓW

Proza Wioletty Grzegorzewskiej (ur. 1974) to jeden z najciekawszych, oryginalnych, nowych głosów w polskiej literaturze. Autorkę ceniłem dotychczas jako utalentowaną poetkę, jednak wydaje się, że dopiero za przyczyną wydanej w 2014 roku debiutanckiej powieści pt. „Guguły”, zaczyna ona święcić triumfy i przeżywać swoje pięć minut (które trwają już 3 lata i niech trwają jak najdłużej). Nota bene: za tłumaczenie debiutanckiej powieści na język angielski pt. „Swallowing Mercury” (w przekładzie Elizy Marciniak) Grzegorzewska otrzymała w 2017 roku nominację do prestiżowej nagrody International Booker Prize. W tym samym roku, w zaprzyjaźnionym i znanym mi krakowskim wydawnictwie Eperons-Ostrogi ukazał się kolejny zbiór jej wierszy, pt. „Czasy zespolone”. Wioletta Grzegorzewska jest zatem kolejnym przykładem autora, wchodzącego w uniwersum prozy od strony poezji. I ten poetycki sznyt, dbałość o słowo, oryginalność rozwiązań, widać w jej prozie z...

książek: 564
wiesia | 2017-11-01
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 01 listopada 2017

"Gugułom" dałam 6 gwiazdek, tu o połowę mniej, tam udało się autorce obudzić we mnie parę refleksji, rozbawić kilkoma historiami.

Tym razem odczuwałam nudę i z trudem doczytałam do końca. Perypetie mieszkaniowe Wiolki są jakieś dziwne i mało wiarygodne, tak jak i przytaczane przez nią opowieści spotykanych przez nią ludzi.

Giną gdzieś studia, zdawkowo wspominane, kompletnie brak relacji rodzinnych. Tak miało być, w tym właśnie jest "poezja i głębia"?? Może, ale mnie to jakoś nie przypadło do gustu i choć, jak widzę z opinii, jestem w mniejszości, raczej nie sięgnę już do twórczości pani Grzegorzewskiej.

książek: 1687
lapsus | 2018-07-13
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 13 lipca 2018

Traumy gramatyki opisowej

Wiola Grzegorzewska kontynuuje swoje ludowe sylwy ku czci życia i młodości, które rozpoczęła w swoim prozatorskim debiucie "Gugułach". Kontynuacja jest wejściem bohaterki w dorosłość. Wioletka z jurajskich Hektarów wyrusza do "wielkiego miasta", czyli Częstochowy. Jest połowa lat 90-tych. Trwa pełnia transformacji ustrojowej, galopująca inflacja i miliony złotych na kontach, zdezorientowani ludzie i początki polskiego kapitalizmu. I studia polonistyczne na częstochowskiej WSP, czyli nasz wspólny wątek biograficzny. I jest cichy bohater tej powieści - profesor Bańkowski - profesor belwederski i mroczna legenda częstochowskiej WSP.

Tytułowe "Stancje" to czasowe miejsca pobytu, gdzie mieszka bohaterka - hotel "Wega" z radzieckimi gośćmi, pozostałymi tam po likwidacji jednostki wojskowej na Sabinowie, klasztor sióstr zakonnych i wynajmowana samodzielnie kawalerka, miejsce erotycznej inicjacji. Stancje to także przystanki Drogi Krzyżowej, którą przechodzi...

książek: 232
Jadwiga | 2018-10-09
Na półkach: Przeczytane

Kunszt języka literackiego mnie zachwycił.
Nie czytałam poprzedniej książki tejże autorki ale myślę,że nie gorsza od tej a jej przyznałabym nagrodę.Wybitna zwłaszcza na tle "bylejakości",która niestety w świecie literackim nas otacza.
Treść jest też niebagatelna. Intrygująca. Jak najbardziej rzeczywista.
Wiejskie wstawki wspomnieniowe zaiste przepiękne!Włącznie z gwarą!
Niszowa książka.Gorąco polecam!

książek: 700
mieszka | 2018-12-13
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 13 grudnia 2018

O ile „Guguły” – pierwsza książka Grzegorzewskiej i pierwsza „część” historii Wiolki - były o świecie trwającym, zastanym, mało zmieniającym się mimo upływu lat, to ”Stancje” są o świecie nabierającym tempa, skrobiącym pięty Wiolce i nie oszczędzającym jej przykrości, chłodu, kłopotów, poczucia braku i wszystko to w czasie jednego roku.
To dla mnie trochę opowieść drogi, gdzie może zdarzyć się wszystko, choć droga to tylko ulice Częstochowy.
Jest to opowieść o dojrzewaniu, kiedy każdy może popaść w nieliche kłopoty, bo brak nadzoru i koledzy mogą zbyt przysłonić horyzonty.
Kompozycja tej niewielkiej opowieści bardzo mi odpowiada. Jest chłodno , ale bez wielkiego dystansu. Plastyka języka i wypowiedzi taka solidna, prosta. Bohaterka - Wiolka nie jest przebojowa, ale nie jest też „króliczkiem”. Nie ucieka, czasem płynie, ale wie kiedy się wycofać. Nie jest ślepa, głupia, infantylna. Byłaby fajną koleżanką ze studiów, dla mnie.

książek: 2280
liaguszka | 2019-02-03
Na półkach: 2019, Przeczytane
Przeczytana: 03 lutego 2019

Dalsze losy Wioletty, już jako studentki. Książka dobra na pogodę za oknem - łatwo się czyta, wspominając przy tym własną młodość.

zobacz kolejne z 564 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd