Illuminae. Illuminae Folder_01

Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Cykl: The Illuminae Files (tom 1)
Wydawnictwo: Moondrive
8,29 (748 ocen i 143 opinie) Zobacz oceny
10
195
9
194
8
162
7
109
6
45
5
22
4
10
3
6
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Illuminae. The Illuminae Files_01
data wydania
ISBN
9788375152371
liczba stron
598
słowa kluczowe
dystopia
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Rok 2575. Kolejny zwykły dzień w kolonii Kerenza, założonej przez megakorporację KWU, by wydobywać rzadkie surowce. O poranku Kady Grant rzuca swojego chłopaka Ezrę Masona i postanawia, że już nigdy się do niego nie odezwie. Nie spodziewa się jednak, że za kilka godzin będzie świadkiem inwazji BeiTechu, która ją i tysiące innych osób pozbawi domu. Tych, którym udało się przeżyć, ewakuują trzy...

Rok 2575. Kolejny zwykły dzień w kolonii Kerenza, założonej przez megakorporację KWU, by wydobywać rzadkie surowce. O poranku Kady Grant rzuca swojego chłopaka Ezrę Masona i postanawia, że już nigdy się do niego nie odezwie. Nie spodziewa się jednak, że za kilka godzin będzie świadkiem inwazji BeiTechu, która ją i tysiące innych osób pozbawi domu.

Tych, którym udało się przeżyć, ewakuują trzy statki kosmiczne: Alexander, Hypatia oraz Copernicus. Ściga je wrogi pancernik Lincoln. Jego zadaniem jest uciszyć świadków brutalnego ataku na planetę. Tymczasem na pokładzie Copernicusa rozprzestrzenia się śmiertelnie niebezpieczny wirus, a system sztucznej inteligencji sterujący Alexandrem staje się... największym wrogiem ocalałych.

Kady włamuje się do zaszyfrowanej pamięci statków i odkrywa przerażającą prawdę o wydarzeniach dziejących się na jej oczach. Tylko jedna osoba może powstrzymać zagładę – jej (były!) chłopak Ezra.

Illuminae to powieść, która wprowadzi cię w XXVI wiek. Zamiast klasycznej narracji –niezwykłe dossier: tajne raporty wojskowe, e-maile, plany i schematy, odczyty z procesorów komputerowych. Czytając je, poczujesz się, jakbyś był w samym centrum wydarzeń!

 

źródło opisu: moondrive.pl

źródło okładki: moondrive.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 600
Klaudia Gorczyca | 2017-08-12
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2017
Przeczytana: 12 sierpnia 2017

Możliwe spojlery (duh.)

O rany, jak dobrze, że już skoczyłam. Chyba jednak to nie jest książka dla mnie, bo trochę z nią walczyłam i w sumie średnio mi ta walka szła. Trochę narzekania było po drodze, na goodreads, a teraz mam ochotę wypluć z siebie cały ten jad w jednej spójnej opinii. Naprawdę, gdy zobaczyłam zbiórkę na fejsie, to nie myślałam, że książka mi się nie spodoba. Nie żałuję pieniędzy, bo zbieranie się na książki to szlachetny cel, ale nie mogę powiedzieć, żeby to, co przeczytałam, mi się podobało.
Przede wszystkim - zostajemy wrzuceni w sam środek fabuły i o co chodzi? Nie mamy normalnej historii z narracją, tylko zebrane pliki, które powoli zbierają się w całość, ale dopiero koło 70 strony, gdy pojawił się dziennik głównej bohaterki, poczułam że jakaś historia się dzieje. Wcześniej wszystko było bezosobowe, wczuć się było ciężko, bo nie wiadomo kogo lubić, a kogo nie. Poza tym to ja chyba jednak bym wolałam normalną narrację, albo połączenie plików z narracją - coś takiego było w Nocnym Filmie i wyszło genialnie. Tu wyszło tak sobie, bez szału, na dodatek nie mieliśmy żadnego wprowadzenia.
Po drugie - bohaterowie. Ja nie wiem, co jest z tą modą, żeby bohaterami robić osoby w wieku 17 lat. Czy to jakaś magiczna liczba? Walczący 25-Latkowo nie wzbudzają emocji? Trochę mnie denerwuje ta moda na super-uzdolnionych, niezawodnych nastolatków, bez których świat sobie nie poradzi. DLACZEGO? Tyle lat sobie radził. Uh. Poza tym pierwszą rzeczą, którą dowiadujemy się o bohaterach, jest fakt, że ze sobą zerwali - powinno mnie to obchodzić? Czy to ma budować jakieś napięcie, fabułę, czy co ma robić, bo głównie to mnie denerwowało, bo nie wprowadzało niczego. Skoro bohaterowie dość szybko się pogodzili i zaczęli sobie jeść z dzióbków. Nie są oni ani jakoś wybitnie sympatyczni, ani charakterystyczni. Ezra to typowy, prosty jak budowa cepa, chłopaczek, który ma promieniować ciepłem i ludzie powinni go lubić. Kady ma charakter odpychający, ale jest taka bardzo cool, że o boże klękajcie narody, powinno się oddawać nerki na jej cześć. Generalnie są bardzo stereotypowi, żadne z nich nie jest wybitne nieugięte, chyba że w swojej głupocie. Na dodatek część ich udanej współpracy, to promyk szczęścia od Odyna chyba - co zresztą było opisane w jednym z raportów, gdzie piszący skomentował, że mieli więcej szczęścia niż rozumu. Aha, i bohaterkę nazywają "gwiezdną księżniczką". Wieczna nienawiść - odhaczyć.
Po trzecie - serio, ta świrnięta maszyna, sorry sztuczna inteligencja, która w sumie nie jest aż taka świrnięta i dba o główną bohaterkę - klisza. Źle użyta dodatkowo. Miałam nadzieję, że jednak mylę się co do Aidena, że jednak będzie dobrym psychopatą, ale właściwie to chyba tylko starałam się okłamać samą siebie. Uh. Serio, można było tyle zrobić z tym wątkiem, a tak naprawdę został on użyty w najbardziej schematyczny i żałosny sposób, w jaki się dało. Nie wprowadzał właściwie NIC. No dobra, poza bajeranckimi stronami, których nie dało się przeczytać.
Po czwarte - bajerancki format. Rozumiem, że mamy czasy nowoczesne, że dążymy do czegoś nowego i oryginalnego, ale na litość Thora, od kiedy bajerancki wygląd książki powinien odbijać się na fabule? Jestem w stanie zrozumieć pliki, czaty, raporty, dzienniki etc. Jestem nawet w stanie zrozumieć te czarne strony, że niby wyciągnięte z AIDEN-A. Ale część tych stron, która zawierała szlaczki z tekstu, albo skumulowane dialogi kilku postaci na raz - tragedia. Tego się czytać nie dało, nie wyciągałam z tego żadnej treści, a moim jedynym uczuciem (przy czytaniu, nie przy przeglądaniu książki, kiedy było to super-ładne) była irytacja. Poza tym przepraszam. "AAAAAAA" napisane na papierze zawsze będzie dla mnie tylko "AAAAAAA" napisanym na papierze, nie krzykiem i ułożenie tego w biały szlaczek na czarnej kartce tego nie zmieni. Efektywność a efektowność to niestety dwie różne rzeczy (i w Illuminae żadna nie jest dobrze zagrana).
Z plusów, to naprawdę szybko się czytało (chociaż ciężko, żeby czytało się długo, skoro nie niosło to za sobą prawie żadnej treści), historia była ciekawa (a byłaby ciekawsza, jakby to była normalna powieść) i mnie wciągnęła (a ja nie znoszę space-story, bo mnie bardzo nudzą). Przy ilości hajtu i jadu, który z siebie wylałam, to w sumie mało wychodzi.
Mam baaaaaaardzo mieszane uczucia do tego dzieła, bo ciężko mi to nazwać książką. Jest niby okej, da się to wszystko przeżyć i przebrnąć i nawet jakąś przyjemność z tego czerpać. Ale z drugiej strony chyba będę staroświecka i chciałabym, żeby książki miały normalny tekst, a nie były zbiorem jakiś wyrwanych z dupy raportów. Od połowy książki fabuła zresztą denerwowała, bo nie trzymała się kupy.
UWAGA SPOJLERY, bo muszę to z siebie wylać, po prostu olejcie ten akapit jak coś. Oznaczę Caps Lockiem koniec spojlerów.
To, że Kady i Ezra przeżyli, jest bardzo kiepskim żartem. ONA OBERWAŁA ATOMÓWKĄ. Już kij z Ezrą, on jest w sumie mało ważny, kolejny żołnierzyk, który służy wielkiemu planowi, ale ona jako główna bohaterka nie powinna była przeżyć. Ale to oczywiście MŁODZIEŻÓWKA, więc musi. AGHR. Nawet jak dostaniesz śmiertelną falą promieniowania, które powinno z ciebie zrobić zbiór atomów. Bardzo niezintegrowanych atomów. Poza tym pozdro dla AIDAN-a, który się ocalił na TABLECIE, chyba tylko w celach resocjalizacji i dalszej miłości dla "gwiezdnej księżniczki". Jakie. To. Było. Głupie.
Poza tym, a propos zakończenia i wielkiego plot-twistu, że szef tej całej organizacji, co wywołał tę wojnę, jest matką Ezry - no naprawdę? W sensie nie znam się na związkach rodzinnych, moje są całkiem zakręcone, ale jak ostatnim razem sprawdzałam, to wysadzanie bomby na planecie, na której żyje twój syn, żeby odbudować wasze relacje, nie znajdowało się na liście "10 najlepszych sposobów na powiedzenie przepraszam". Naprawdę. Skąd autorzy wzięli ten durnowaty pomysł? Może oni to zakończenie pisali pod przymusem, bo ktoś im kazał?
KONIEC SPOJLERÓW.

Nie wiem, nie podobało mi się, nie polecam, ta książka prezentuje się bajerancko, jest ładnie wydana i w ogóle - ale lepiej już chyba spędzić czas czytając 52 raz Harry Pottera, niż pierwszy raz Illuminae. Lepiej się prezentuje na półce, niż w praktyce, wybaczcie.
Jeśli kiedykolwiek wyjdą kolejne części będę pewnie miała ból dupy i dylemat życia, bo z jednej strony ładnie będzie wyglądała na półce, a z drugiej bardzo nie chce marnować sobie kolejnych 10 godzin na taką kupę. Ale pewnie przeczytam, bo wtedy będę mogła z czystym sumieniem mówić, że mój hejt to konstruktywna krytyka, bo przecież przeczytałam.
Pozdrawiam z planety wiecznego hejtu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Szepty dzieciństwa

Poddalam się na 57 stronie. Szkoda mi na nią czasu. Książka jest banalna i nudna. Jak dla mnie przewidywalna. Nie polecam

zgłoś błąd zgłoś błąd