Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Lśnij, morze Edenu

Tłumaczenie: Barbara Jaroszczuk
Wydawnictwo: Rebis
7,52 (23 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
3
8
5
7
5
6
4
5
1
4
0
3
0
2
1
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Brilla, Mar del Edén
data wydania
ISBN
9788380621626
liczba stron
816
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Iska

Wielowątkowa, zręcznie napisana powieść, swoisty miks "Dzikich detektywów" Bolaño, "Władcy much" Goldinga, "Burzy" Szekspira i… serialu "Zagubieni". Książka otrzymała Premio Nacional de la Crítica, a jej autor Anders Ibanez jest uważany za najlepszego pisarza swojego pokolenia w Hiszpanii. Lecący z Los Angeles do Singapuru samolot pasażerski rozbija się pośrodku Pacyfiku, a...

Wielowątkowa, zręcznie napisana powieść, swoisty miks "Dzikich detektywów" Bolaño, "Władcy much" Goldinga, "Burzy" Szekspira i… serialu "Zagubieni".
Książka otrzymała Premio Nacional de la Crítica, a jej autor Anders Ibanez jest uważany za najlepszego pisarza swojego pokolenia w Hiszpanii.

Lecący z Los Angeles do Singapuru samolot pasażerski rozbija się pośrodku Pacyfiku, a dziewięćdziesięcioro pozostałych przy życiu rozbitków trafia na z pozoru bezludną rajską wyspę, gdzie na pozbawionych kontaktu ze światem zewnętrznym nieszczęśników czyhają najprzeróżniejsze tajemnicze niebezpieczeństwa. Wśród ocalałych są przedstawiciele różnych narodów, zawodów i stanów. Narratorem opowieści jest hiszpański kompozytor Juan Barbarín, zamieszkały w Stanach Zjednoczonych miłośnik muzyki romantycznej i kobiet. Autor w mistrzowski sposób snuje opowieść o świecie pogrążonym w kryzysie i proponuje nową ścieżkę, która rodzi się z muzyki i milczenia.

 

źródło opisu: https://www.rebis.com.pl/pl/book-lsnij-morze-edenu...(?)

źródło okładki: https://www.rebis.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1499

Niepokojące przemieszanie

Rozprawę o „Lśnij, morze Edenu” zacznę od tego, na czym nie znam się zupełnie, a czego w przypadku tej książki pominąć milczeniem nie można: okładki. Ta ilustracja przyciąga wzrok, prawda? Ba, mało tego – widziałem nawet komentarz, który sugerował, że może się ona wiązać z nieprzyzwoitą treścią samej powieści. Cóż, jakiś związek między okładką a zawartością z pewnością istnieje, bo autor tej grafiki zna „Lśnij, morze Edenu” doskonale, wszak to on ją napisał. A ja po przeczytaniu książki muszę się z krzykliwą, barwną i nieco niepokojącą interpretacją Andrésa Ibáñeza zgodzić.

Czego w tej książce (i na jej okładce) nie ma! Pojawia się spora dawka erotyki (w tym rozdział składający się tylko i wyłącznie z nazwisk kochanek głównego bohatera), którą z pewnością symbolizuje naga kobieta z pierwszego planu; pojawia się też machający z oddali Roberto Bolaño, obecny zarówno we własnej osobie, jak i za sprawą swej twórczości; pojawiają się siedzący przy fortepianie Anton Bruckner, patrzący niewidomymi oczami Shōkō Asahara, ukryta w rogu kapibara, a nawet spoglądający z góry Doktor Manhattan, znany wszystkim miłośnikom komiksu z legendarnych „Strażników” Alana Moore'a. Centralną osią zdarzeń jest oczywiście bezludna wyspa, także ukazana na okładce – to ona staje się wybawieniem dla osób poszkodowanych w katastrofie lecącego z Los Angeles do Singapuru samolotu, to ona udowadnia im, jak mało wiedzą o świecie i sobie samych.

Jestem pewien, że wszyscy czytelnicy, nawet ci niezbyt lubiący...

Rozprawę o „Lśnij, morze Edenu” zacznę od tego, na czym nie znam się zupełnie, a czego w przypadku tej książki pominąć milczeniem nie można: okładki. Ta ilustracja przyciąga wzrok, prawda? Ba, mało tego – widziałem nawet komentarz, który sugerował, że może się ona wiązać z nieprzyzwoitą treścią samej powieści. Cóż, jakiś związek między okładką a zawartością z pewnością istnieje, bo autor tej grafiki zna „Lśnij, morze Edenu” doskonale, wszak to on ją napisał. A ja po przeczytaniu książki muszę się z krzykliwą, barwną i nieco niepokojącą interpretacją Andrésa Ibáñeza zgodzić.

Czego w tej książce (i na jej okładce) nie ma! Pojawia się spora dawka erotyki (w tym rozdział składający się tylko i wyłącznie z nazwisk kochanek głównego bohatera), którą z pewnością symbolizuje naga kobieta z pierwszego planu; pojawia się też machający z oddali Roberto Bolaño, obecny zarówno we własnej osobie, jak i za sprawą swej twórczości; pojawiają się siedzący przy fortepianie Anton Bruckner, patrzący niewidomymi oczami Shōkō Asahara, ukryta w rogu kapibara, a nawet spoglądający z góry Doktor Manhattan, znany wszystkim miłośnikom komiksu z legendarnych „Strażników” Alana Moore'a. Centralną osią zdarzeń jest oczywiście bezludna wyspa, także ukazana na okładce – to ona staje się wybawieniem dla osób poszkodowanych w katastrofie lecącego z Los Angeles do Singapuru samolotu, to ona udowadnia im, jak mało wiedzą o świecie i sobie samych.

Jestem pewien, że wszyscy czytelnicy, nawet ci niezbyt lubiący wnikliwą lekturę, zauważyli w powyższym akapicie coś niepokojącego, delikatnie wyprowadzającego ze stanu równowagi: totalne pomieszanie motywów. Bo co miałoby łączyć popularnego pośmiertnie Bolaño (niech dowodem jego sławy będzie to, że w krótkim odstępie czasu w Polsce ukazują się nawiązujące do niego książki z Bałkanów w postaci „Psów nad jeziorem” oraz „Lśnij, morze Edenu” rodem z Półwyspu Iberyjskiego) z amerykańskim komiksem? A ta bezludna wyspa, żywcem wzięta z „Lost”? Toż ten serial powstał zarówno po śmierci chilijskiego pisarza, jak i prawie dwadzieścia lat po premierze „Strażników”! Okazuje się jednak, że w odpowiednich rękach tak niekoherentny materiał (mimo że nie wspomniałem nawet jednej dziesiątej szerokich inspiracji autora, a przecież liczę tylko te wyraźnie widoczne!) może przeistoczyć się w spójną i, co ważniejsze, doskonałą powieść. Udowodnił to Infante w „Trzech pstrych tygrysach”, udowadnia to Ibáñez w „Lśnij, morze Edenu”.

Hiszpański pisarz postawił sobie zadanie, które wydaje się banalne, a w istocie jest trudne niezwykle: połączyć wciągającą fabułę z literaturą piękną; i to nie w formie kompromisu, który bez wątpienia stanowi literatura środka (bardzo przeze mnie, zaznaczę, szanowana – uważam, że jej tworzenie na wysokim poziomie wymaga talentu co najmniej równie wielkiego, co tak zwana sztuka poważna), a zderzenie elementów narracji czysto przygodowej z niezredukowaną nadbudową problemową. Będzie więc czytelnik brał udział w postmodernistycznych literackich grach, kiedy mechanik stanie się doradcą wielkich pisarzy, będzie miał okazję zajrzeć do głowy tworzącego kompozytora (pierwszy rozdział o Brucknerze jest po prostu genialny!), zostanie świadkiem duchowych rozterek zniewolonego przez sektę Japończyka. Ale to tylko jedna strona medalu; druga składa się z rozwikływania tajemnic bezludnej – do czasu – wyspy, odkrywania liczącego dziesiątki lat spisku, porwań, spotkań z krwiożerczymi dzikusami. A do tego wszystkiego na sam koniec okazuje się, że „Lśnij, morze Edenu” to książka o miłości!

W całym tym zamieszaniu Ibáñez nie pozostaje bezbłędny. Nie zdarzają mu się co prawda fabularne mielizny, co jest godne podziwu, bo często wtrąca w tekst dygresje mocno spowalniające tempo akcji (inna sprawa, że mój czytelniczy gust skłaniał się mocno ku tym wtrąceniom, bo tło i dotychczasowe historie bohaterów interesowały mnie bardziej niż przygodowy wątek wyspy), ale stylistyczne potknięcia – owszem. Najpoważniejsze mają miejsce w samej końcówce, kiedy jego fascynacja mistycyzmem i ezoteryką staje się nie tyle nawet wyraźna (bo taka jest przez cały czas), a irytująca. Nagle przestaje panować nad językiem (co wcześniej zdarza mu się bardzo rzadko – doskonale radzi sobie choćby z bardzo wymagającymi scenami brutalnej operacji czy przemocy wobec jednej z bohaterek) i popada w nieopanowane gadulstwo połączone z wyjątkowo patetycznym tonem. Szkoda, że autor postanowił skupić się w finale akurat na tym elemencie; jest on rozczarowujący szczególnie, bo pewne wątki zostały potraktowane po macoszemu (przede wszystkim wtręt o Ariko, który wydaje się zwykłym ozdobnikiem, podobnie jak kilka scen z Omé i świecącym Christianem), mimo że wyraźnie domagają się rozwinięcia.

„Lśnij, morze Edenu” bez wątpienia jest powieścią monumentalną i fascynującym wynikiem przemian, jakie w ostatnich latach przechodzi światowa kultura. Andrés Ibáñez z taką samą powagą podszedł do rzeczy tak różnych jak „Przypadki Robinsona Crusoe” i „Tajemnicza wyspa”, „Zagubieni”, „Strażnicy”, „Burza” czy w końcu „VIII Symfonia” Antona Brucknera. Obok efektu jego pracy nie można przejść obojętnie – albo się go pokocha, albo znienawidzi.

Bartek Szczyżański

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (394)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 694
Izabela Pycio | 2017-06-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 czerwca 2017

"Muzyka ma wymiar ludzki i wymiar pozaludzki... Odzwierciedla w całej jego złożoności i człowieka, i kosmos, i związek między nimi. Odzwierciedla, to, co rozumiemy w istocie ludzkiej, i to, czego nie rozumiemy. Całość rzeczywistości. Całość duszy i całość świata. Oraz połączenie istniejące między duszą człowieka a duszą świata."

Świetnie relaksowałam się przez kilka dni przy tej książce, nie dość, że mega dawka wciągającego zaczytania, to jeszcze fascynująca zabawa w odkrywanie analogii do znanych powieści i produkcji telewizyjnych. Niby wszystko już było, w zasadzie nic nowego nie pojawia się na łamach stron, a jednak z wielką przyjemnością zagłębiamy się w powieść. Sprawia to niezwykły styl autora, potrafiący wkręcić czytelnika w akcję, podłożyć sporo suspensu pod przebieg zdarzeń, nadać atmosferze pożądanej niepewności, ale też w luźnej formie nakłonić do snucia przypuszczeń zakończenia tej mocno rozbudowanej i plastycznie uszczegółowionej historii.

Lekkość pióra, gładkość...

książek: 691
reptar | 2017-06-11
Na półkach: Przeczytane

Ogromne rozczarowanie!

Kiedy na okładce piszą o nawiązywaniu do takiego czy innego dzieła, spodziewam się (ewentualnie!) klimatu, ale nie plagiatu. Że samolot się rozbija, okej, to jeszcze nie są „Zagubieni”, ale już motyw z wózkiem inwalidzkim (str. 21) wywołuje konsternację, a opis Santiaga Reiny (str. 42) przepełnia czarę – w ogóle istnieją jakieś zalety aż tak małpiego kalkowania? I oto dość szybko, przy 4% na pasku postępu, dopadło mnie poczucie, że najprawdopodobniej będzie to strata czasu.

Potem te wiszące w powietrzu kamienie (str. 207, ćwierć dzieła przebrnięte) – warsztatowa żenada, ozdobnik, który zamiast świadczyć o potędze wyobraźni autora faktycznie dowodzi czegoś odwrotnego. Ot, taki niewymagający, baśniowy gadżet dla raczkujących, powierzchowna imitacja grochu z kapustą. Nie czepiam się wszystkiego w czambuł, czepiam się konkretnie tych kamieni, i może jeszcze paru innych grzybków w tym barszczu, bo bardzo skutecznie psują i tak nie nazbyt rewelacyjną...

książek: 900
bibliofilka | 2017-06-04
Przeczytana: 04 czerwca 2017

„Jakby to miejsce nie było miejscem z naszego świata, tylko czymś pośrednim, rodzajem nawiasu”.
Temat dość popularny - bezludna wyspa i garstka ludzi, którzy pragną przetrwać. „Przypadki Robinsona Crusoe”, „Tajemnicza wyspa”, „Zagubieni”, „Burza”, „Władcy much”. Można wymienić tu jeszcze kilka innych tytułów, zarówno literackich, jak i filmowych, gdzie taki motyw się pojawia.

Andrés Ibáñez, pisarz hiszpański, sam mówi w wywiadzie, że jego wyspa jest podobna i inna od serialowej. A czytelnik dostaje ponad osiemset stron wypełnionych emocjami i masą odniesień do świetnej, światowej literatury. I istotnie. Już po pierwszych stronach powieści ma się wrażenie, że to nietuzinkowe dzieło. Zachwyca tu przede wszystkim język i styl pisania. Ale po kolei.

Wszystko zaczyna się od katastrofy samolotu, który rozbija się na pozornie bezludnej wyspie. Tylko czy to na pewno jest to wyspa? Może to sen, jakaś iluzja albo inny wymiar, równoległy do naszego świta. Z biegiem akcji czytelnik sam...

książek: 329
astaldohil | 2017-06-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 czerwca 2017

Fan-fiction i literacka zrzynka z serialu "Zagubieni"? Owszem. Do tego stopnia, iż trudno wyjść z podziwu, iż autor "Lśnij, morze Edenu" nie został dotąd pozwany przez twórców serialu (brak anglojęzycznego wydania książki może być w tej materii niejaką wskazówką). Szkielet i sploty okoliczności znane widzom telewizyjnej serii znajdują tu często dokładne odzwierciedlenie. Powiązane z "LOST" wydarzenia, bohaterowie i elementy serialowej mitologii nierzadko różnią się na poziomie detali. Plagiatowanie cudzego dorobku trudno poczytywać za zaletę, jakkolwiek przyznać muszę, że ja bawiłem się przednio odnajdując kolejne elementy znane z serialu, które autor - zaskakująco często z pozytywnym wynikiem - przerobił na swoją modłę.

Jakkolwiek, obok szkieletu, jakim jest główna oś fabuły serialu, Ibanez dał tutaj upust wszystkim swoim pasjom - od nawiązań do muzyki klasycznej poprzez nawiązania do filozofii, religii i mitologii wszech rodzajów, klasyki literatury i komiksu na wszelkiego...

książek: 44
Mistrz-Maron | 2017-06-21
Na półkach: Przeczytane

No i przeczytałem tę kolubrynę. Powiem szczerze, zagubiona na oceanie wyspa, rozbitkowie, tajemnica, to brzmi bardzo kusząco. No i jeszcze rzecz jasna te chwytliwe opinie z tyłu... Spodziewałem się w związku z tym zręcznie napisanej powieści, w dodatku genialnej. A co zastałem? Cóż, faktycznie miks, powiedziałbym wręcz misz-masz, żeby nie rzec: chaos. Pełno tam różnych dziwnych rzeczy, jakichś wielkich wilków, jakichś zmartwychwstań, jakichś latających kamieni, jakichś chmur wyglądających jak statki UFO, jakichś metafizycznych Łąk, jakichś tajemniczych Panów P., w dodatku przez większą część powieści bohaterowie miotają się wśród nich (i wśród zadziwiającej różnorodności szaty roślinnej wyspy, na której się rozbili), wyprawiając się w miernie zorganizowane wypady. Ciągle ktoś ich napada, porywa, grozi śmiercią, czy wręcz strzela w nogę albo odgryza rękę. I nie powiem, motyw z nogą nawet całkiem całkiem, historie niektórych bohaterów też świetne (moją faworytką jest ta o Xóchtil)...

książek: 115
Erna Eltzner | 2017-06-04
Na półkach: Przeczytane

× www.majuskula.blogspot.com ×

Zazwyczaj lubimy otaczać się ludźmi podobnymi do nas samych. Wymieniamy doświadczenia, na identycznych polach, dzielimy opiniami, razem spędzamy wiele chwil. Jednak do czego by doszło, gdybyśmy musieli znosić towarzystwo ludzi zupełnie odmiennych? Czy można się w ten sposób nawet zaprzyjaźnić?

To miał być zwyczajny lot, jakich odbyły się już tysiące. Z Los Angeles do Singapuru. Niestety, dochodzi do rozbicia. Na dosłownym środku Pacyfiku. Dziewięćdziesiąt pasażerów przeżywa katastrofę, wszyscy trafiają na bezludną wyspę. W rajskim otoczeniu czyha mnóstwo niebezpieczeństw, nie do końca zrozumiałych. Ta sytuacja sprawia, że grupa musi przewartościować dotychczasowe egzystencje, Normalnie trudno byłoby zebrać w jednym miejscu tak bardzo różnych istnień. Między innymi chirurga, aktorkę, oszusta, milionera. A całość oglądamy oczami mężczyzny o nazwisku Juan Barbarín — kompozytora, miłośnika romantycznej muzyki i kobiet. Jak dojść do porozumienia? I czy...

książek: 439
anevita | 2017-06-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 06 czerwca 2017

Książka opowiada o rozbitkach z katastrofy samolotu ,którzy muszą zamieszkać na tajemniczej wyspie.Coś w stylu serialu ,,Zagubieni " ale według mnie w znacznie lepszej wersji ,i po trochu w stylu ,,Władcy much".
Mogłoby się wydawać że niewiele będzie się działo na z pozoru bezludnej wyspie,a jednak akcja trwa ,i czytelnik nie może się znudzić .
Świat realny, miesza się z fantasy,i ciężko stwierdzić co jest wymysłem bohaterów ,a co dzieje się na prawdę.
Świetna książka ,wbrew ilości stron,do przeczytania w kilka dni.Ciężko było się oderwać od czytania , i chyba o to właśnie chodzi ;)

książek: 572
dobrerecenzje | 2017-06-19
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 19 czerwca 2017

Akcja powieści przypomina mi trochę Robinsona Crusoe, choć wcale nie jest to bezludna wyspa.
Samolot Boeing 747 z prawie czterystoma pasażerami na pokładzie, na środku oceanu rozbija się z niewiadomych przyczyn. Maszyna, a raczej jej resztki była wbita w Ocean . Nie wiadomo ile osób zginęło, jednak spora większość uratowała się, dopłynąwszy tratwą do brzegu.
Niezależnie jednak od tego, spośród osób które przetrwały katastrofę, mniej więcej jedna czwarta zmarła wkrótce po niej.
Liczba bohaterów w tej powieści jest ogromna, każda postać ma tu swoją historię. Jest to wielki zbiór opowieści, gdzie mieszają się różne narodowości.
Jest tu bardzo bogaty Szwajcar, który chce za wszelką cenę naprawić świat, jest Japończyk, który chwali się swoim wynalazkiem oraz wielka grupa ludzi, całkiem odmiennych charakterami i pochodzeniem.
Głównym opowiadającym, czy też narratorem jest Juan Barbarin, który wspomina o swoim życiu, które jest pełne sukcesów i porażek.
To kompozytor i miłośnik...

książek: 517
NerwSłowa | 2017-06-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 czerwca 2017

Na ponad ośmiuset stronach dość trudno jest w taki sposób snuć historię, aby swojego czytelnika nie zniechęcić ani nie znużyć. Ibanezowi ta trudna sztuka niezanudzenia udaje się znakomicie. Duża objętość książki pozwala na różne ciekawe zabiegi formalne, na zmienianie stylistyki narracji, na umieszczenie - szkatułkowo - kilku pomniejszych (acz nie mniej emocjonujących) opowieści. Jest tu dużo powieści przygodowej, trochę suspensu, trochę przemyśleń. Zakończenie - choć nie wszystkim pewnie się spodoba - ze mnie wycisnęło łezkę. Mimo że czytałam tę książkę prawie dwa tygodnie (wiadomo - sesja, studia, życie), za każdym razem, gdy ją otwierałam, świetnie się przy niej bawiłam. Bardzo ciekawa propozycja na wakacje dla każdego, kto nie boi się czegoś nieco innego. I - dla mnie - maksymalna ocena; bo wszystkie nagrody, które ta książka zdobyła, są jak najbardziej zasłużone.

Pełna recenzja tylko na Nerwie Słowa: http://nerwslowa.blogspot.com/2017/06/ksiazka-zagubieni-w-wakacje-czyli.html

książek: 123
matichol96 | 2017-06-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 czerwca 2017

Magiczna mieszanka hiszpańskiego temperamentu, "Zagubionych", "Jądra Ciemności", "Władcy Much" i różnego rodzaju historii ludowych. Fantastyka przeplata się z dramatem, absurd miesza się z cynizmem. Przez prawie 800 stron Ibanez przeprowadza czytelnika przez cztery księgi kulturowe, ideologie komunizmu i hinduizm. Warte przeczytania, mimo że czasem mam słabsze momenty.

zobacz kolejne z 384 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Powiązane treści
Najlepsze, co może usłyszeć pisarz

„Lśnij, morze Edenu” – powieść, która wywołała w Hiszpanii sensację. Historia grupy rozbitków, którzy w wyniku lotniczej katastrofy trafiają na tropikalną wyspę i z czasem odkrywają, że dzieją się na niej dziwne, bardzo dziwne rzeczy. Z jej autorem Andrésem Ibañezem podczas Warszawskich Targów Książki rozmawiał Tomasz Pindel.


więcej
Patronaty tygodnia

Historia podbojów Boya-Żeleńskiego, biografia Konwickiego, powieść wyróżniona Premio Nacional de la Crítica, kolejne książki Olgi Rudnickiej i Remigiusza Mroza, przemyślana, głęboko poruszająca historia miłosna i reportaż o współczesnym ojcostwie – m.in. takie książki można znaleźć w tym tygodniu na półkach z nowościami w księgarniach. Po jakie tytuły warto sięgnąć? Sprawdźcie!


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd