Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zima w Lizbonie

Tłumaczenie: Wojciech Charchalis
Seria: Seria Brazylijska
Wydawnictwo: Rebis
7,06 (67 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
8
8
17
7
20
6
6
5
8
4
4
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
El Invierno en Lisboa
data wydania
ISBN
9788380620773
liczba stron
224
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

Miłość i samotność. Alkohol, jazz i Lizbona nocą – najczęściej nagradzana powieść Munoza Moliny. Nasza przyjaźń była doraźna, nocna, oparta raczej na zbliżonych upodobaniach alkoholowych – piwo, białe wino, angielski dżin, burbon – niż na bezwstydzie jakichkolwiek wynurzeń, w jakie nigdy, no, może prawie nigdy nie zdarzało nam się popaść. Jako pijacy ze znacznym stażem obaj nie wierzyliśmy...

Miłość i samotność. Alkohol, jazz i Lizbona nocą – najczęściej nagradzana powieść Munoza Moliny.

Nasza przyjaźń była doraźna, nocna, oparta raczej na zbliżonych upodobaniach alkoholowych – piwo, białe wino, angielski dżin, burbon – niż na bezwstydzie jakichkolwiek wynurzeń, w jakie nigdy, no, może prawie nigdy nie zdarzało nam się popaść. Jako pijacy ze znacznym stażem obaj nie wierzyliśmy zbytnio w przesadną euforię i przyjaźń niesione przez alkohol i noc. Tylko raz, nad ranem, pod wpływem czterech nieroztropnych wytrawnych martini Biralbo opowiedział mi o swojej miłości do dziewczyny prawie mi nieznanej – Lukrecji – i o ich wspólnej podróży, z której właśnie powrócił. Obaj wypiliśmy zbyt dużo tamtej nocy. Następnego dnia, kiedy wstałem, okazało się, że wprawdzie nie mam kaca, ale ciągle jestem pijany, i że zapomniałem wszystko, co mi opowiedział. Pamiętałem jedynie nazwę miasta, w którym ta – tak gwałtownie rozpoczęta i zakończona - podróż miała dobiec kresu: Lizbona
- fragment powieści

 

źródło opisu: https://www.rebis.com.pl/pl/book-zima-w-lizbonie-a...(?)

źródło okładki: https://www.rebis.com.pl/pl/book-zima-w-lizbonie-a...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Bogdan książek: 1139

Zagraj to jeszcze raz, Santiago

Obecnie coraz trudniej jest domyśleć się, czy wydawnicza nowość jest gatunkowym czytadłem, czy prozą artystyczną. Wydawcy na ogół sporo podpowiadają za pomocą okładki, ale czasem ta tylko dezinformuje (najbardziej jaskrawy przykład z ostatnich lat to okładka typu kiczowata słodycz, jaką wydawca obdarzył "Genialną przyjaciółkę" Eleny Ferrante). Bywa też odwrotnie, gdy powieść promowana jako wybitne dzieło, a nawet nagradzana, okazuje się co najwyżej solidnym rzemieślniczym produktem, z literaturą przez duże L mającym jednak niewiele wspólnego.

Akurat w przypadku „Zimy w Lizbonie” Antonio Muñoza Moliny mamy do czynienia z okładką w pełni odpowiadającą treści książki. Klimatyczne, czarno-białe zdjęcie tramwaju jadącego wąską uliczką starej Lizbony przenosi nas w atmosferę powieści, której forma okazuje się co najmniej równie istotna jak treść. Głównym bohaterem jest hiszpański pianista jazzowy, Santiago Biralbo, którego spotykamy o północy w madryckim lokalu, kiedy po zakończonym występie rozmawia z narratorem. O nim z kolei dowiadujemy się jedynie tego, że jest znajomym Biralba, sporo pije, włóczy się po knajpach, gdzie można posłuchać jazzu – i niczego więcej. No, może jeszcze tego, że ma wyszukany styl pisarski i niezłą wyobraźnię, gdyż nieraz przeistacza się w klasycznego narratora wszechwiedzącego.

Przymiotnika „klasyczny” użyłem nieprzypadkowo. Powieść Moliny z roku 1987 jest bowiem napisana tak, że równie dobrze mogłaby powstać nawet pół wieku wcześniej. Jej subtelny,...

Obecnie coraz trudniej jest domyśleć się, czy wydawnicza nowość jest gatunkowym czytadłem, czy prozą artystyczną. Wydawcy na ogół sporo podpowiadają za pomocą okładki, ale czasem ta tylko dezinformuje (najbardziej jaskrawy przykład z ostatnich lat to okładka typu kiczowata słodycz, jaką wydawca obdarzył "Genialną przyjaciółkę" Eleny Ferrante). Bywa też odwrotnie, gdy powieść promowana jako wybitne dzieło, a nawet nagradzana, okazuje się co najwyżej solidnym rzemieślniczym produktem, z literaturą przez duże L mającym jednak niewiele wspólnego.

Akurat w przypadku „Zimy w Lizbonie” Antonio Muñoza Moliny mamy do czynienia z okładką w pełni odpowiadającą treści książki. Klimatyczne, czarno-białe zdjęcie tramwaju jadącego wąską uliczką starej Lizbony przenosi nas w atmosferę powieści, której forma okazuje się co najmniej równie istotna jak treść. Głównym bohaterem jest hiszpański pianista jazzowy, Santiago Biralbo, którego spotykamy o północy w madryckim lokalu, kiedy po zakończonym występie rozmawia z narratorem. O nim z kolei dowiadujemy się jedynie tego, że jest znajomym Biralba, sporo pije, włóczy się po knajpach, gdzie można posłuchać jazzu – i niczego więcej. No, może jeszcze tego, że ma wyszukany styl pisarski i niezłą wyobraźnię, gdyż nieraz przeistacza się w klasycznego narratora wszechwiedzącego.

Przymiotnika „klasyczny” użyłem nieprzypadkowo. Powieść Moliny z roku 1987 jest bowiem napisana tak, że równie dobrze mogłaby powstać nawet pół wieku wcześniej. Jej subtelny, kunsztowny styl jest współcześnie niemal niespotykany. Oto mała próbka ...od lat nie jeżdżę już do San Sebastian. Wciąż mam jednak w pamięci fasady koloru ochry, z kamiennymi balkonami pociemniałymi od deszczu, pasaż nadmorski otoczony lesistymi wzgórzami, przypominającą paryski bulwar aleję z dwoma rzędami tamaryszków, nagich zimą, a w maju ukoronowanych przedziwnymi kiśćmi bladoróżowych kwiatów wyglądających jak piana morskich fal podczas letnich zachodów słońca. Ta proza wymaga od czytelnika zarówno czasu, uwagi, jaki też wrażliwości. Tylko po spełnieniu tych warunków nie będziemy się zżymać na "opisy przyrody", ale zanurzymy się w atmosferze iberyjskich miast, gdy zapada zmrok, a kluby i bary powoli zapełniają się gośćmi, dymem i jazzem.

Jak nietrudno się domyśleć z dotychczasowego opisu, kryminalna intryga pojawiająca się w „Zimie..." ma charakter jedynie pretekstowy. Służy przede wszystkim do wprowadzania kolejnych postaci, budowania scen nawiązujących do filmów w stylu noir (słynna „Casablanca" pojawia się nawet w dialogach), a także tworzenia niepokojącego klimatu – dekadencji, egzystencjalnej pustki, ale też zranionych uczuć, gdyż romans, podobnie jak kryminał, to kolejny gatunek, po który sięgnął Molina. Dodajmy, że z powodzeniem: pojawiająca się w tym wątku postać Lukrecji to wzorcowa femme fatale, uzależniająco fascynująca i nieuchronnie destrukcyjna.

Warto sięgnąć po „Zimę w Libonie", o ile akurat nigdzie się nie spieszymy i nie szukamy efektownej rozrywki czy łatwych wzruszeń. Warto tym bardziej, że głośnych bestsellerów, opatrzonych entuzjastycznymi blurbami telewizyjnych celebrytów, jest całe mnóstwo, a tak stylowa i elegancka proza, jaką proponuje Muñoz Molina, nie zdarza się często.

Bogusław Karpowicz

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (268)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2970
Anna | 2017-01-03
Na półkach: Książki 52/ 2017
Przeczytana: 03 stycznia 2017

Ktoś w swojej recenzji, na którą trafiłam przypadkowo na jednej z internetowych stron, napisał, że "Zima w Lizbonie" przypomina mu powieść Maria Vargasa Llosy - "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki". I chyba gotowa jestem zgodzić się z tą opinią, bowiem Antonio Muñoz Molina w swej wciągającej, bardzo klimatycznej powieści, wprowadza nas, jak słynny peruwiański noblista, w świat beznadziejnej miłości, która nigdy nie ma prawa się spełnić, która pozwala jedynie cieszyć się skromnymi jej okruchami.

Historię tej trudnej, głębokiej, pozbawionej nadziei na przyszłość miłości poznajemy z opowieści Santiago Biralbo - kiedyś jazzowego muzyka, pianisty w jednym z muzycznych barów San Sebastian, dziś grającego w klubie Metropolitan w Madrycie. Opowiada ją swemu dawnemu serdecznemu znajomemu, podczas nocnego spotkania przy alkoholu, w oparach papierosowego dymu.
Początek tej historii miał miejsce w barze Lady Bird w San Sebastian, gdzie młody Santiago poznał pewnej nocy piękną Lukrecję...

książek: 327
czytający | 2014-06-08
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 07 czerwca 2014

W świetle klubowych neonów padają krople zimnego deszczu. W migotliwych odbiciach niebieskich świateł na szybach trwa rewia łzawej piosenki. Słychać trąbkę, której krzyk się niesie wyraźnie poza bar, oraz przytłumione dźwięki kontrabasu i fortepianu. Rytm wyznacza perkusja, której dudnienie uzupełnia kształt całości. To smutny jazzowy zespół gra swoją pieśń życia zanurzając się w samotności.

W atmosferze magicznej aury Munoz Molina przenosi nas do barów i lokali rozrywkowych Lizbony i Madrytu. Tu jakby wszystko wydaje się czarno białe, niczym w przedwojennym kinie. Smutne tony muzyki stanowią tło gangsterskich rozgrywek, w których jak można łatwo podejrzewać chodzi o pieniądze. Podejrzane hotele i speluny wyznaczają granice niebezpiecznych rewirów, gdzie jedynie siła i piękne kobiety mają prawo wstępu. Wymawiając hiszpańskie adios można sądzić, że wychodząc z podejrzanego lokalu nie trafimy znowu na niebezpieczne towarzystwo, gdzie wspaniały malarz Paule Cezanne będzie się...

książek: 402
maradiego | 2016-11-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 listopada 2016

Jakoś nie powaliła mnie ta opowieść. Od pewnego czasu usiłuję przekonaćsię/polubić literaturę Połwyspu Iberyjskiego...i nic. Kiszka znaczy. Dlaczego wiec próbuję? Taki nawrót do "młodzieńczej choroby....iberoamerakńskiej. Do Llosy, Cortazara, Marqueza.... . Cóz, to jednak nie to samo, "to se ne vrati". W moich poszukiwaniach jeszcze mię.... Gibraltar pozostał, taka terra incognita półwyspu. Może tam pisze ktoś kto zagada do mnie. Jakies podpowiedzi? Znacie tam kogoś?

książek: 28
Albert Brygała | 2017-02-15
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 15 lutego 2017

"Zima w Lizbonie". Powieść, którą zakupiłem w ciemno, przeglądając półki w księgarni, w poszukiwaniu intrygujących tytułów. Przyznam, że głównym czynnikiem decydującym o wybraniu przeze mnie tej pozycji, było hasło widniejące na okładce: „Miłość i samotność; alkohol, jazz i Lizbona nocą”. Słowa te rozbudziły mój apetyt na gęsty, przenikający z każdym zdaniem coraz dogłębniej, klimat, który mógłby być czymś więcej, niż jedynie tłem historii. Jak się okazało, opowieść leniwie prowadzona przez autora stanowi niejako pretekst dla wytworzenia w wyobraźni czytelnika szczegółowego, zapadającego w pamięć obrazu. Obrazu Lizbony.

I wspaniale, bo jest on głównym atutem tej książki! Nie chcę tym samym powiedzieć, że fabuła jest płytka, czy pozbawiona wyrafinowanego smaku, bynajmniej! Powiem więcej: można się w niej dopatrzyć wartościowych myśli tematycznie oscylujących wokół miłości, (nie)spełnienia czy szeroko pojętego sensu. Wydaje mi się jednak, że gdyby spróbować ją streścić, to...

książek: 106
CzytamBoWarto | 2016-10-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 10 października 2016

Książka, która intryguje nie tylko okładką, ale też i opowiedzianą historią. Portugalia, nieszczęśliwa miłość... i muzyka.

Jest to opowieść o trudnej relacji miedzy kobietą i mężczyzną.Wydają się sobie przeznaczeni. Trudno znaleźć ludzi bardziej do siebie pasujących. Niestety okoliczności im nie sprzyjają. Ciągle są w niewłaściwym miejscu i czasie. Ulotne chwile szczęścia, to tylko wspomnienia, które powodują, że mimo przeciwności losu cały czas do siebie wracają. Wszystko to dzieje się na tle pięknej Portugalii, której krajobraz oddaje osamotnienie i tak sprzeczne emocje rządzące bohaterami. Podobny nastrój tworzy wszechobecna muzyka, której tylko pozornie nie da się usłyszeć. Historię poznajemy z relacji głównego bohatera, ale też i świadka zdarzeń, obserwatora, ich przyjaciela.

Autor pokazuje również piękno męskiej przyjaźni. Widzimy, że nie trzeba tłumaczeń, wyjaśnień by sobie pomagać, wspierać się. Nie ma pretensji, pytań. Jest to co najważniejsze- drugi człowiek bez...

książek: 381
Demismo | 2016-10-09
Na półkach: Przeczytane

"Człowiekowi nigdy nie brak przenikliwości, jeśli idzie o ocenianie życia innych."

Antonio Munoz Molina, "Zima w Lizbonie"

Antonio Munoz Molina to hiszpański pisarz, w Polsce znany przede wszystkim za sprawą powieści "Beltenebros". Jednak i tu jego "sława" jest ograniczona i panuje przede wszystkim wśród starszych roczników. I pewnie tak zostanie, bo powieści Moliny choć wybitne, w dodatku ekranizowane nie są powieściami lekkimi, "kasowymi" i przyjaznymi względem czytelników gustujących w lekkiej, łatwej i przyjemnej literaturze. "Zima w Lizbonie" to powieść charakteryzująca się dużym kunsztem językowym, wyrafinowaniem i pewną smakowitą powolnością. Antonio Munoz Molina nieśpiesznie stopniuje napięcie... co bywa wadą, jak i zaletą. To książka owiana przede wszystkim smutkiem i samotnością.

"Zima w Lizbonie" to książka wydana pierwotnie w 1987 roku. To historia muzyka, Santiaga Biralba, który podczas jednego z koncertów poznaje kobietę. Kobietę tajemniczą i jak się później okaże...

książek: 115
tomasz | 2016-10-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 października 2016

Bohaterów tej kryminalnej powieści poznajemy w Madrycie, w klubie nocnym „Metropolitano”, gdzie występuje grupa Giacomo Dolphin Trio. Narrator spotyka tam Biralba po kilkuletniej przerwie, i to spotkanie jest niejako inspiracją do opowiedzenia historii muzyka. Historii, w której oprócz jazzu dużą rolę odegrała nieszczęśliwa miłość. Pojawia się Lukrecja i już samo jej imię wydaje się trochę niesamowite, trochę wzbudzające strach, że na pewno będą z nią kłopoty. I po części są to uzasadnione obawy. Lukrecja i Biralbo zakochują się w sobie, mimo iż ona jest żoną innego, Malcolma, który zresztą na początku tej historii oszukał Biralba. Jednak to miłość tych dwojga kochanków, ukrywających się ze swoim uczuciem w hotelach na godziny, namieszała sporo w dalszym biegu opowiedzianej historii. W kolejnych rozdziałach Lukrecja i pianista co jakiś czas spotykają się w różnych miejscach, a także korespondują ze sobą, gdy Lukrecja i Malcolm wyjeżdżają do Berlina. Ta korespondencja też ma...

książek: 276
Paweł Talbierz | 2017-09-24
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 24 września 2017

Książka, którą czytałem tak, jakbym oglądał film. W tak klimatyczny sposób możemy przeczytać o losach i tragedii miłosnej Santiaga Biralbo. Historia opowiedziana w książce Antonio Moliny dotyczy "toksycznego uczucia" łączącego dwoje ludzi, którzy darzą siebie miłością, miłością na wskroś bolesną, nieco nierealną, a na pewno budowaną na fundamencie sentymentów wspólnych przeżyć i spędzonych chwil. Muzą Santiaga jest piękna Lukrecja, żona angielskiego handlarza dzieł sztuki, która w Biralbo odnajduje swoją pokrewną duszę i pragnienie. Widzi w tym pianiście ucieleśnienie szczęścia, którego nigdy nie można zdobyć.

Akcja opisana jest oczyma przyjaciela Biralba, który rozmawiając z nim w różnych sytuacjach i okolicznościach poznaje losy fatalnych tęsknot tych dwojga kochanków. Idealna do przeczytania w oparach whisky, wieczorem przy świetle nocnej lampki, z klimatyczną muzyką w tle.

książek: 11
ykswar | 2017-09-26
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 września 2017

Powieść Moliny nie powala na kolana. Podobno odniosła wielki sukces, czyli prawdopodobnie sprzedała się w dużym nakładzie. Właściwie to nie wiem dlaczego. Nie jest to powieść o wartkiej akcji, choć przygód można by kilka zauważyć. Psychologii głębokiej nie ujawnia, żeby jakoś czytelnik poczuł to na własnej skórze. Siedzenie w barze i opowiadanie o nie do końca spełnionej miłości z kilkoma przestępstwami w tle to dość dziwna mieszanka. W ogóle wydaję mi się, że połączenie jazzu i alkoholu to jeszcze jakoś ujdzie, ale gdy do tego towarzystwa dołącza nijaka kobieta o imieniu Lukrecja, a za nią idzie handel obrazami, jakiś wykształcony Mulat ze swoją towarzyszką oraz zwykły rzezimieszek, z którym ta Lurecja nie wiadomo po co i dlaczego się związała, to powstaje pytanie, czy nie można wymyślić mniej skomplikowanej, a logiczniejszej powieści. Brakuje tu jeszcze szczurołapa z Hameln, który by to całe towarzystwo razem ze zbędnymi elementami wyprowadził za kulisy.

książek: 402
odSłońKulturę | 2016-11-15
Na półkach: Books
Przeczytana: 15 listopada 2016

Książkę gorąco polecam fanom „starego kina”. Historia Santiago Biralba, na co dzień podyktowana miłością i rytmem listów nadsyłanych przez Lukrecję, staje się dla nas pięknym obrazem męskiej przyjaźni i uczuć, takich jak smutek i tęsknota. Piękna i niebezpieczna kobieta w otoczeniu zadymionych barów i jazzowej muzyki w tle, to główne miejsca zdarzeń tej historii. Po życiu Biralba oprowadza nas jego przyjaciel – nie do końca szczegółowy, czasem nawet zazdrosny, ale wierny swojemu kompanowi. Całość zwieńcza ponura Lizbona – Lizbona nocą.

„Zima w Lizbonie” to książka, która niektórym może się dłużyć. Jest smutną książką, brak w niej kolorów, nadziei i optymizmu. Jest jednak piękną, ponadczasową, czasem trudną w odbiorze powieścią autorstwa jednego ze sławniejszych hiszpańskich pisarzy Antonia Munoza Moliny. Miłej lektury!

www.odslonkulture.pl

zobacz kolejne z 258 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd