pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Romans z trupem w tle
Jeśli kochasz książki Chmielewskiej, ta powieść Cię zachwyci.Kiedy przyłapiesz narzeczonego w łóżku – a właściwie na fotelu dentystycznym – z inną, możesz zrobić trzy rzeczy:*wybaczyć,*upić się*albo z... Jeśli kochasz książki Chmielewskiej, ta powieść Cię zachwyci.Kiedy przyłapiesz narzeczonego w łóżku – a właściwie na fotelu dentystycznym – z inną, możesz zrobić trzy rzeczy:*wybaczyć,*upić się*albo zemścić.Agnieszka Rusałka postanawia się upić. A potem zemścić. za pomocą ogrodowego krasnala. I wplątuje się w niesamowite tarapaty…Policyjne zasadzki, porwanie i pościg, Mikołaj, Superman i Mozart, kuzynka modelka i sąsiad Wiesio, nadopiekuńcza matka i złośliwa ciotka, wróżka Klara Widząca i magiczny kot, dwie zwariowane przyjaciółki i Bond. Jerzy Bond. A wszystko to w zabawnej i pełnej zwrotów akcji powieści Ewy Stec. pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
19
-
498sprzedam/wymienię książki archiwalny 4 (zamknięty)
-
67
Opinie czytelników
„ – Ja nie wsiadam. Jak usiądę, to już nie wstanę – oświadczyła Kasia, nie będąc do końca sobą po tych kilku głębszych. – Przepraszam pana… - nachyliła się nad taksówkarzem i zatrzepotała uroczo rzęsami. – Czy ma pan miejsca stojące?”
Uwielbiam książki Ewy Stec za optymizm, poczucie humoru, w miarę ciekawe wątki kryminalne, sympatyczne, a przy tym realistyczne bohaterki i te niewiarygodne happy end’y. Jej fanką zostałam już po przeczytaniu jej powieści „Polowanie na Perpetuę”, a utwierdziłam się w tym przekonaniu po lekturze rewelacyjnego „Klubu Matek Swatek”, który jest moją ulubioną książką Stec. Tej autorki po prostu nie da się nie lubić. Nie sposób też nie utożsamić się z kreowanymi przez nią postaciami i szczerze nie uśmiać się nad jej książkami. A przede wszystkim trudno po przeczytaniu którejś z jej powieści, mieć zły humor. Stec jest lepsza niż Prozac, czy jakikolwiek inny antydepresant. Zawsze stuprocentowo skuteczna – na chandrę, złe samopoczucie, samotny wieczór, zmęczenie.
Agnieszka Rusałka jest zwyczajną dziewczyną. Pracuje jako dekoratorka wnętrz i wraz z narzeczonym – Jackiem, dentystą, planuje ślub. Wszystko zmienia się diametralnie, gdy kobieta przyłapuje narzeczonego na fotelu dentystycznym, w jego własnym gabinecie, z inną kobietą, w sytuacji zgoła niepozostawiającej najmniejszych wątpliwości, co do jej charakteru. Kierowana frustracją i natychmiastową potrzebą utopienia jej w alkoholu trafia do jednego z obskurnych, krakowskich barów. Tam poznaje przystojnego ginekologa Jerzego. Jerzego… Bonda. A potem postanawia zemścić się na eks-narzeczonym. Niczego nieświadoma pakuje się w prawdopodobnie największe tarapaty swojego życia…
Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że osią kryminału może być… ogrodowy krasnal! Gapcio, konkretnie. To, co działo się z tą kiczowatą figurką przez te trzysta stron, powodowało u mnie napady niepohamowanego śmiechu. Podobnie satyryczne, perwersyjne alter ego głównej bohaterki, które podsuwało jej przezabawne wizje w najmniej odpowiednich momentach. Nie wytrzymałam, gdy Rusałka w myślach nazwała greckiego Zeusa antycznym playboyem – byłam zmuszona odłożyć książkę na bok, bo po prostu nie mogłam się uspokoić.
Obrazu dopełniają genialne przyjaciółki głównej bohaterki. Zresztą w książkach Stec pierwszoplanowa postać zazwyczaj ma do dyspozycji wręcz fenomenalne kumpele. Tutaj Agnieszce towarzyszą zabawna femme fatale, właścicielka galerii ślubnej i kolekcjonerka krasnali - Julia oraz przykładna, zdroworozsądkowa pani domu i matka bliźniaków – Kasia. Perypetie dziewczyn, szczególnie miłosne wyczyny Julii i ironiczne komentarze Kasi, sprawiły, że po raz kolejny śmiałam się do rozpuku.
Ewa Stec z dystansem podchodzi do kreowanych przez siebie bohaterów i z przymrużeniem oka opisuje zarówno kryminalne jak i romantyczne wątki. W jej książkach nie brak zrządzeń losu i ironii życiowej. I właśnie za to tak bardzo ją lubię. Wiele osób porównuje ją do Joanny Chmielewskiej, jednak ja się z tymi porównaniami całkowicie nie zgadzam. Owszem obie autorki okraszają swoje powieści dużą dozą poczucia humoru, ale są one skrajnie różne. Mnie poczucie humoru pani Stec odpowiada zdecydowanie bardziej, niż to prezentowane przez Chmielewską w niestrawnym dla mnie „Lesiu”, ale to już jest kwestia gustu. Gorąco polecam „Romans z trupem w tle”, bo tak naprawdę jest to lektura na każdą okazję - lekka, optymistyczna, zabawna, a przy tym nie prymitywna. Poprawa humoru notowana już po kilkunastu stronach!
Zbliża się Boże Narodzenie. Agnieszka Rusałka i Jacek Żuk przygotowują się do ślubu, kiedy... Agnieszka przyłapuje narzeczonego in flagranti z pewną motylicą. Nie robi awantury, nikt nie ginie z rąk zdradzonej narzeczonej, gdyż ta idzie do baru pamiętającego jeszcze czasy PRL topić smutki w martini i zastanawiać się nad swym smętnym, trzydziestoletnim życiem. A kogo można spotkać w barze sączącego martini, jeśli nie Bonda? W tym wypadku Jerzego, ale ciągle Bonda.
Dwie najlepsze przyjaciółki, w ramach terapii, wyciągają naszą narratorkę do wróżki Klary Widzącej, która przepowiada Rusałce pecha prześladowczego. Co ma z tym wszystkim wspólnego Front Wyzwolenia Krasnali Ogrodowych? Czego uczą na kursach manicure? O czym myśli człowiek, kiedy mu przystawiają lufę pistoletu do skroni? I co o bigamistach sądzi ojciec dyrektor?
Gdybym przy ocenie brała pod uwagę, jakie funkcje literatury ta pozycja realizuje, czy też jakie wartości wnosi do mojego życia, "Romans z trupem w tle" zebrałby niskie noty. Jednak funkcja rozrywkowa w wypadku twórczości Pani Stec jest realizowana niemalże w nadmiarze. Autorka może się szczycić swoim poczuciem humoru i umiejętnością dowcipnego skomentowania i wplecenia w fabułę sytuacji z życia społeczno-politycznego, co nie każdemu się udaje.
Dziękuję za poprawienie humoru, Pani Ewo. A Wam POLECAM!
zapraszam na mojego bloga: 1magdasz.wordpress.com
Kocham książki Chmielewskiej, ale (wbrew temu, co obiecywano w opisie książki) jak na razie ta powieść mnie nie zachwyciła.(Zdecydowanie lepiej było pozostać przy Chmielwskiej) Sięgnęłam po "Romans z trupem w tle" jakiś tydzień temu i po przeczytaniu prologu i pierwszych dwóch akapitów pierwszego rozdziału odłożyłam bez żalu. Dziś (16 XII) akurat gdzieś mi się zapodział Miralles a ta sama weszła w ręce więc spróbowałam znowu. I co? I dojechałam do 14 strony i znów odłożyłam, tym razem zirytowana i zniesmaczona. Znudziło mnie tych pierwszych 14 stron. Zirytowała strata czasu i strasznie wydumana fabuła. Nie polubiłam też bohaterki.
Być może spróbuję tę książkę jeszcze trochę pomęczyć. Może potem coś będzie ciekawszego. Na razie schemat goni schemat, plus nazwiska śmieszne na siłę, plus sceneria dość głupawa, plus reakcje bohaterki dziecinne a zachowanie bohatera do bólu papierowe. Dałoby się to obronić tylko gdyby się okazało, że to sen bohaterki. Ale w to nie wierzę.
Chwilowo kończę z tą książką. Ale jeśli nie będę miała nic lepszego - wrócę. Dam jej jeszcze jedną szansę. Albo i nie :)
21 XII - wreszcie ją zmęczyłam. Głównie dlatego, że nie lubię oddawać do biblioteki nieprzeczytanych książek.
Literatura zdecydowanie niskich lotów, ja bym jeszcze dodała: "chwiejnych jak po paru głębszych". Ot fantazje podchmielonej samiczki marzącej że pojawi się prawdziwy nieziemsko przystojny Bond i spośród tysiąca piszczących fanek wybierze właśnie ją. Dlaczego ją? A któż to może wiedzieć - miłość jest ślepa.
Porównywanie tej książki do książek Chmielewskiej jest obrazą dla tych ostatnich. Być może autorka chciała naśladować Guruę, ale jest to naśladownictwo bardzo nieudolne. Książka jest nieśmieszna, próbuje być śmieszna na siłę, ale żarty mają kilometrową brodę a bohaterka jest potwornie głupia. Owszem, w książkach Chmielewskiej też pojawiały się głupie bohaterki. Ale one były, że się tak wyrażę "głupie samokrytycznie" i w rzeczywistości tylko trochę zaślepione i działające emocjonalnie. Do tego w tym swoim, jak pisze Chmielewska "zidioceniu" - zabawne. Natomiast bohaterki Ewy Stec są tylko żałosne, bo rzeczywiście głupie i do tego puste. Wszystkie postacie są tak potwornie papierowe, że aż człowieka mdli. A do tego fabuła, która się kupy nie trzyma (policyjne realia i procedury pani Stec zna wyłącznie z książek i filmów typu "ludzie Chudego", założę się, że prawdziwego policjanta widziała z bliska co najwyżej gdy wypisywał jej mandat i nie zadała sobie nawet tyle trudu ile ma brudu za paznokciem by cokolwiek sprawdzić.) W ogóle i policjanci i mafia tak stereotypowi, że bardziej chyba się nie da.
Intryga do bólu przewidywalna. Książka ma 316 stron a ja już od początku podejrzewałam a na 130 wiedziałam na 100%, kim naprawdę jest Jerzy, dlaczego jest tym, kim jest, i jak to wszystko się skończy. Autorka nie zaskoczyła mnie niczym.
Jest tylko jeden problem. Ten na siłę doklejony happy end (którego nb się spodziewałam) a który w realnym życiu i przy takich założeniach jakie przyjęła autorka nie ma racji bytu.
Niestety dziewczyny w typie charakterologicznym Agnieszki Rusałki przeczytają książkę i będą wpadać w ramiona kolejnych Bondów i dziwić się czemu nie jest tak, jak w wizji pani Stec. Czemu ciosy bolą, Bondowie wcale się w nich nie zakochują, a zbiegi okoliczności nie chcą się zbiec.
Technicznie i językowo pani Stec jest niezła. Fabularnie - ot snucie opowiastki wyssanej z palca i kieliszka martini. Nie czuję się wstrząśnięta, co najwyżej zmieszana, że coś takiego może się podobać.
Odkładam na półkę z gniotami. Strata czasu. Znalazłam w tej książce tylko JEDNO w miarę mądre zdanie, które dodaję do cytatów, choć z kolei strasznie pesymistyczne i nie do końca się z nim zgadzam. Ale jako materiał do refleksji - czemu nie. Jednak jedno interesujące zdanie na 316 stron to trochę mało. Całą resztę spokojnie można było sobie darować.
Aha, jeszcze jedno (choć to pretensja raczej do redaktora) - byłoby lepiej, żeby pani Stec ubrała sobie na święta choinkę, zamiast kazać swoim bohaterom "ubierać buty" czy "ubierać kożuszek" :P
Ewa Stec z zawodu jest tłumaczką, jednak wielokrotnie powtarzała, że zawsze chciała zostać pisarką. Na szczęście owe marzenie się spełniło i dzisiaj na księgarskich półkach można zobaczyć cztery powieści jej twórczości, z czego debiutem była książka o dziwacznym tytule „Romans z trupem w tle”. To właśnie tytuł podziałał na mnie jak afrodyzjak, tajemniczy, zabawny oraz po prostu dziwny, niestandardowy. W końcu ile mam zwykłych romansideł? Miliony, jednakże rzadko kiedy jakikolwiek czytadło tego gatunku kręci się wokół morderstw i przestępstw, ma cudownych bohaterów oraz jest po prostu przezabawne. A taka właśnie jest owa lektura o której słyszałam już wiele pozytywnych opinii, więc sama postanowiłam się przekonać czy jest w tej gadaninie albo pisaninie chociaż ziarnko prawdy.
Agnieszkę Rusałkę poznajemy na zakręcie jej pełnego niespodzianek życia. Co jest tym tragicznym wydarzeniem, które spowodowały u niej chęć upicia się ze smutku w pubie? Mianowicie złapanie swojego narzeczonego, dentysty Jacka, na miłosnych igraszkach z pewną pacjentką, nazwaną przez nią motylicą. Nie robi żadnej awantury, ze stoickim spokojem opuszcza miejsce wypadku, którym jest gabinet dentystyczny, i udaje się do zwykłego baru w celu sączenia martini oraz przeanalizowania swojego życia od początku do końca. W tej właśnie sytuacji poznaje Bonda. Jerzego Bonda, który jest czarującym, przystojnym... ginekologiem. Jednak nie takim happy end'em kończy się ta dramatyczna historia. Agnieszka nie zamierza zapomnieć o Jacku w objęciach nowego mężczyzny. Postanawia się zemścić. Zemstą zostaje nieambitny pomysł kradzieży ogrodowego krasnala przeznaczonego dla Jacka. Przez ten absurdalny wyczyn Rusałka pakuje się w ogromne tarapaty...
Nigdy nie myślałam, że będę mogła płakać ze śmiechu. A jednak! Do takiego właśnie stanu doprowadził mnie „Romans z trupem w tle”, która po pierwsze jest książką niesamowicie zabawną i powinna rozbawić prawie każdego ponuraka. Będę pełna uznania dla osoby, która ani razu nie parsknie śmiechem czytając o przemyśleniach i wypowiedziach głównej bohaterki, przygodach miłosnych przyjaciółek, wrażliwym bandycie, który gustuje w muzyce klasycznej, kuzynce, której największym zmartwieniem jest odpryśnięcie lakieru do paznokci oraz wróżce Klarze Widzącej dla której kryształowa kula jest za drogim wydatkiem i właśnie trafiła na sprzedaż. Trzeba przyznać, że Ewa Stec powinna otrzymać brawa na stojąco za same wykreowanie wszystkich postaci. Agnieszka Rusałka, Justyna, dwie zwariowane przyjaciółki, Julia oraz Kasia oraz wiele, wiele innych komicznych postaci o których długo nie mogłam zapomnieć nawet po odłożeniu powieści. Kolejną zaletą pisarstwa autorki jest lekkość stylu, który jest bardzo przyjemny i łatwy w odbiorze. Muszę go wręcz nazwać idealnym na stany depresyjne, smutki, chandry oraz łzy. Przedstawienie akcji z przymrużeniem oka było kluczem do sukcesu, aby napisać niesamowity, oryginalny romans z wątkiem kryminalnym.
W lekturze zadziwił mnie nie tylko niecodzienny tytuł, lecz również porównanie jej do książek Joanny Chmielewskiej, mistrzyni kryminałów. Osobiście nie mam dużej styczności z jej twórczością, aczkolwiek wiele o niej słyszałam, nawet we własnym domu, gdyż moja matka jest jej ogromną fanką. Nie będę tutaj podważać jej gustu, jednak po przeczytaniu samego „nawiedzonego dworu” muszę przyznać, że o wiele lepszym poczuciem humoru dysponuje Pani Ewa. Oczywiście każdy ma swój gust i może się ze mną nie zgadzać. Niekiedy to porównanie ogromnie zachęci, jednakże moim zdaniem taka błyskotliwa i utalentowana pisarka nie potrzebuje żadnej reklamy, ponieważ całokształt twórczości jest wystarczającą zachętą do sięgnięcia po jedną z jej dzieł.
Moim zdaniem Ewa Stec zasługuję na tytuł jednej z lepszych pisarek chociażby za cudne poczucie humoru i oryginalność. Na pewno w najbliższym czasie sięgnę po kolejne arcydzieła, które wyszły spod jej pióra, ponieważ bardzo trudno jej zapomnieć o takim talencie pisarskim , z którym powinniście się zapoznać.
Kolejna po "Polowaniu na Perpetuę" książka Ewy Stec i kolejna przy której płakałam ze śmiechu :D Agnieszka Rusałka zostaje zdradzona przez narzeczonego Jacka. Postanawia sie upić i będąc już w stanie nieważkości poznaje w barze cudownego mężczyznę... Bonda... Jerzego Bonda... nota bene pana ginekologa :D no i zaczynają się problemy... Rusałka wplątuje się w międzynarodową aferę narkotykową, spotykają ją same dziwne przygody i zbiegi okoliczności, a wszystkiemu winien ogrodowy krasnal :D
Z niecierpliwością oczekują "Klubu Matek Swatek"... ;)
Świetna książka. Zabawna, śmieszne dialogi, watek kryminalny, romans, seria niewytłumaczalnych wydarzeń, dziwne zbiegi okoliczności, lekkomyślna bohaterka. W sam raz na deszczowe niedzielne popołudnie.
Genialna, powtarzam, genialna książka! To powieść, która bawi do łez! Nie da się przeczytać jej obojętnie :) Nie polecam czytać w miejscach publicznych, niekontrolowane wybuchy śmiechu bardzo przyciągają uwagę przechodniów ;)
Czasami jest tak, że potrzebujemy lektury lekkiej, frywolnej, zabawnej i nieskomplikowanej. Wydawcy, księgarnie, biblioteki odpowiadają wręcz z nadwyżką na taką potrzebę. Po przeczytaniu książki pani Ewy Stec odniosłam jednak wrażenie, że albo się w gatunku oczytałam i trzeba sobie zrobić długi urlop od kryminałów a la J. Chmielewska, albo kryminały w spódnicy są w stanie osiągnąć pewien określony poziom i ani punktu wyżej. I zdradziłam się we wstępie z odczuciami, ale nie dajcie się zwieść, tak jak to zrobiła pani Ewa Stec z moją osobą. Ta powieść ma potencjał.
Jeśli chodzi o specyfikę kryminałów dla kobiet to "Romans z trupem w tle" zawiera w sobie chyba wszystkie niezbędne składniki. Kobieta - jest, broń dziwaczna - jest, absurdalne powody pogoni kryminalnej - są, zwariowane otoczenie - jest, absurd gęsto się ścielący - jest, razy dwa nawet. Dodajmy do tego nieco romansu w damskim wydaniu (marzenia o rycerzu z giwerą i nieskazitelnym charakterem, który zawsze zjawia się dokładnie tam, gdzie powinien) i voila! - mamy powieść niemal idealną. Pani Ewa Stec wszystkie te wytyczne mocno do serca sobie wzięła, składniki sprawnie zamieszała, fabułą zakręciła niczym bąkiem i ... co wyszło? Jestem klasycznie (kto mnie czyta, ten wie) rozdarta. Bo i się podobało i ... nie do końca.
Mocnym punktem jest tutaj zdecydowanie fabuła. Zakręcona niczym rosyjski termos, okraszona bardzo absurdalnymi elementami (gangster o duszy artysty, sympatyczny Wiesio rodem ze wsi, który nie potrafi zdecydować się czy chce być metroseksualny czy może woli uderzać w mocniejsze klimaty, ogrodowy krasnal jako główny element rozgrywki etc.) rozwija się sprawnie, w pewnym momencie z nieukrywaną satysfakcją zasyczałam "ależ przewidywalna!" i kilkanaście stron później pani Stec dość mocno zakręciła moim czytelniczym doświadczeniem. I dałam się zwieść niczym początkująca molica. Bardzo, bardzo w to mi graj! Troszkę (mocno!) zła jestem za wszystkie ckliwe wstawki rodem z tanich Harlequinów. No nie lubię tak w książkach, nie wzruszają mnie optymistyczne (pomimo wszystkiego) zakończenia i zakończenie fabuły w klimacie "i żyli długo i szczęśliwie ...". Patrząc ogólnie i obiektywnie - źle nie jest.
Główna bohaterka wzbudza we mnie mieszane uczucia. Agnieszka jest z jednej strony babką, której nic nie straszne, a z drugiej jak już wdepnie w jakiś kłopot to zachowuje się niczym małe dziecko. Zdaję sobie sprawę, że książki z tej półki nie stawiają sobie za cel głębokiego rysu psychologicznego bohatera. Jednak więcej wysiłku w wykreowaniu prawdziwej postaci mocno podreperowałoby ogólną ocenę książki. Postacie poboczne to doprawdy szalona plejada i kogóż tu nie ma. Wypadają dużo ciekawiej niż główna bohaterka. Pani Stec ma jednak w swoim piórze coś fajnego, bo bohaterów pobocznych opisała bardzo plastycznie.
Jest to trzecia książka pani Stec, którą czytałam. "Klub Matek Swatek" podobał się, kontynuacja dużo mniej. "Romans z trupem w tle" to jej debiut. I to było dla mnie swoiste zaskoczenie, bo patrząc na warstwę fabuły - "Romans ..." wydaje się być dużo bardziej dojrzały niż "KMS". Ponadto zauważyłam elementy wspólne dla wszystkich trzech książek - przede wszystkim postać Wróżki Klary Widzącej. W "Romansie ..." jest ona mocno poboczna i mocno delikatna w porównaniu z tym, co prezentuje w KMS i kontynuacji. Są szalone przyjaciółki gotowe duszę sprzedać, a już na pewno wolny czas poświęcić dla wplątanej w niezłe bagno koleżanki. Elementów wspólnych fabuły jest również sporo. Momentami książki pani Stec mocno feminizują, gdyż faceci przedstawieni tutaj sprawiają wrażenie pozbawionych mózgu, nieczułych zdrajców, którzy są albo bardzo źli, albo bardzo dobrzy, albo udają, że są źli, żeby pokazać jacy są dobrzy. Przy całym moim sceptycyzmie dla facetów - no aż tacy paskudni z jednej strony, lub tacy cudowni i słodcy z drugiej to też oni nie są.
Podsumowując - rewelacyjna książka jeśli nastawicie się na klasyczny babski kryminał. Krew się nie poleje, zbrodnia zostania dokonana w białych rękawiczkach, otrzymacie sporą dawkę dobrego humoru i jeszcze większą sarkazmu. Jeśli jednak naczytaliście (naczytałyście) się takich książek sporo, możecie czuć lekki niedosyt i mimo wszystko sięgniecie ponownie po Chmielewską, bez zachwytu nad Ewą Stec.
bazgradelko.pl
Ewa Stec to znana, polska autorka, która zadebiutowała w 2009 roku powieścią romantyczno-kryminalną "Romans z trudem w tle", spełniając równocześnie swoje najskrytsze marzenie. Na co dzień jest szczęśliwą żoną, matką dwójki nadaktywnych dzieci i właścicielką niesfornego psa. Uwielbia czerwone hiszpańskie wino, ludzi z poczuciem humoru, a także książki z happy endem. .
Agnieszka nie ma szczęścia w miłości o czym los nieustannie jej przypomina. Po serii nieudanych związków, wygląda jednak na to, że Aga wreszcie spotkała swoją 'drugą połówkę'. Przygotowania do ślubu idą pełną parą, kiedy dziewczyna przyłapuje narzeczonego in flagranti z pewną 'motylicą'. Aga jest rozgoryczona i załamana Wylewając smutki nad kieliszkiem martini, nie zdaje sobie nawet sprawy, że to dopiero początek serii koszmarnych zdarzeń.
Życie Agnieszki Rusałki powoli zaczyna przypominać komedię kryminalną. Tajemniczy krasnal ogrodowy z powodzeniem mógłby odegrać rolę puszki Pandory. To właśnie on staje się bowiem główną przyczyną, dla której życiem Agnieszki interesuje się już nie tylko policja, ale również gangsterzy. Kłopoty w jakie wplątuje się dziewczyną są jednak niczym w porównaniu z tymi uczuciowymi. Bo naprawdę łatwo jest oddać serce Bondowi, ale o ile trudniej jest je później odzyskać...
"On najzwyczajniej w świecie zrozumiał. Zrozumiał. Boże, gdyby oni częściej rozumieli, to życie byloby bajką"
Powieści pani Ewy Stec podbijają serce czytelnika głównie dzięki humorowi. To właśnie on sprawia, że mimo drobnych niedociągnięć po twórczość polskiej autorki sięga spore grono czytelników. Po lekturze "Klubu Matek Swatek" wiedziałam już czego mogę oczekiwać i pod tym względem się nie zawiodłam. Tak jak w przypadku dwóch innych pozycji autorki tak i teraz otrzymałam ciekawą historię, w której wątek kryminalny stanowi idealne tło dla rozgrywających się wydarzeń. Jedyne co zarzuciłabym autorce to fakt, iż porównując debiutancką powieść z kolejnymi, nie dostrzegam znaczącej różnicy. Zupełnie jakby Ewa Stec doszła do pewnego poziomu i uznając go za zadowalający nie robiła już kroku do przodu.
Tak jak i w przypadku innych pozycji, tak i tu niewąpliwie atutem pozostają bohaterowie. Pani Ewa Stec przejawia zadziwiający talent jeżeli chodzi o kreację wyrazistych i żywych postaci. Co więcej, jej talent przejawia się nie tylko odnośnie głównych bohaterów, ale także tych, które odgrywają drugie skrzypce w historii. Dla tych, którzy pokochali Klarę Widzącą mam również dobrą wiadomość. Postać znaną zapewne niektórym dzięki "Klubowi Matek Swatek" możemy również podziwiać w tej historii.
„Czasami chyba lepiej, żeby marzenia pozostały tylko marzeniami, wtedy na zawsze pozostają piękne, nieskażone prozą życia. I nikt nam ich nie odbierze.”
Zaskakującym torem podążył również wątek kryminalny. Nigdy nie przeszłoby mi przez myśl, że znaczącą rolę może odgrać krasnal. Ta niepozorna figurka stała się osiom wokół której rozgrywały się wszelakie wydarzenia. Również wątek romantyczny powinien zadowolić czytelnika. Choć niestety autorka nie uniknęła pewnej schematyczności - po raz kolejny mamy do czynnienia z dwoma bohaterami, którzy starają się o względy głównej postaci - byłam usatysfakcjonowana biegiem wydarzeń. Nie małą rolę odegrały w tym zresztą komenatrze alter ego Rusałki. To właśnie one sprawiły, że nawet najbardziej banalne zwroty nabierały odpowiedniego znaczenia i nie wzbudzały u czytelnika irytacji.
Warto również napomknąć o okładce, którą przedstawia nam wydawnictwo. Rzadko zdarza się by była ona tak dobrze dobrana do fabuły historii. Do gustu przypadło mi również zestawienie pastelowych kolorów z bardziej wyrazistymi barwami. Wszystko to sprawia, że na powieść pani Ewy Stec patrzy sie z niekłamaną przyjemnością.
Podsumowując, choć czytanie powieści pani Stec w małych odstępach czasowych może wywołać raczej negatywne odczucia, przy odpowiednim dozowaniu staje sie prawdziwą przyjemnością. Rzadko zdarza się by polscy autorzy w tak fantastyczny sposób łączyli romans z kryminałem i sporą dozą humoru. "Romans z trupem w tle" idealnie nada się jako lektura na zimne i deszczowe wieczory.
Momentami zabawna, momentami nudna. Nie porwała mnie, aczkolwiek czytało się dosyć lekko i przyjemnie.
Kiedy przyłapiesz narzeczonego w łóżku – a właściwie na fotelu dentystycznym – z inną, możesz zrobić trzy rzeczy:*wybaczyć,*upić się*albo zemścić.Agnieszka Rusałka postanawia się upić. A potem zemścić. za pomocą ogrodowego krasnala. I wplątuje się w niesamowite tarapaty…Policyjne zasadzki, porwanie i pościg, Mikołaj, Superman i Mozart, kuzynka modelka i sąsiad Wiesio, nadopiekuńcza matka i złośliwa ciotka, wróżka Klara Widząca i magiczny kot, dwie zwariowane przyjaciółki i Bond. Jerzy Bond.
Większość z nas omija powieści polskich autorów szerokim łukiem, tłumacząc to dość niskim poziomem współczesnej, polskiej literatury zwłaszcza z gatunku romansów i kryminałów. Jako,że gdybym miała do wyboru powieść polską i zagraniczną wybrałabym w 99,9% przypadków tę drugą do książki "Romans z trupem w tle podchodziłam bardzo niechętnie z wieloma wątpliwościami. Okazało się jednak, że w tym przypadku z przedstawicielką polskiej literatury nie jest tak źle.
Całość zaczyna się bardzo niewinnie rażąco przypominając typową, amerykańską komedię romantyczną, następnie pojawia się uwaga ! krasnal ogrodowy i akcja staje się stricte kryminalną. Głównym atutem powieści jest oczywiście główna bohaterka. Zwyczajna, młoda i zdeterminowana Agnieszka nieco zagubiona w świecie, który przed chwilą obrócił się dla niej o 180 stopni. Mamy również zwariowane przyjaciółki, niewiernego narzeczonego. przystojnego Bonda, nadopiekuńczą matkę i szaloną kuzynkę głównej postaci.
W moim odczuciu wielki uśmiech towarzyszył autorce przy całym procesie tworzenia tej książki, gdyż potraktowała ona swój pomysł nie do końca poważnie, ubarwiając go nutką sarkazmu, ironii i przymrużenia oka. Kreując na przykład groteskową i lekko niezdarną Agnieszkę Rusałkę, której największym problemem w obecnym czasie stanie się zwyczajny krasnal ogrodowy.
Niestety jeśli chcielibyśmy rozpatrywać walory książki Ewy Stec pod kątem cech gatunków literackich takich jak romanse, powieści obyczajowe, czy kryminały mocno byśmy się rozczarowali, gdyż powieść wypada w tym pryzmacie bardzo słabo. Natomiast jeśli ocenimy "Romans z trupem w tle" pod kątem humoru i dobrej zabawy zyska on naprawdę wysokie noty. Myślę,że taki był właśnie zamysł autorki - nie zależało jej na poprawności literackiej ,a jedynie na dostarczeniu nam naprawdę mile spędzonego czasu na lekturze tej powieści.
Jeżeli więc poszukujecie łatwej, odprężającej lektury na zimowe wieczory koniecznie zaopatrzcie się w "Romans z trupem w tle" gwarantuję wam, że nie będziecie się nudzić :-)
Cóż mogę napisać. Zakochałam się w twórczości pani Ewy. Uśmiałam po raz kolejny i będę intensywnie zmuszać męża do przeczytania tej książki. Aby nie został oporny, bo wiele straci. Jak u większości romansów, zakończenie na chybcika. Czego oczywiście nie lubię i za to -1 gwiazdka.
Nie wiem dlaczego książki tej autorki przypominają mi trochę książki Lindy Howard. Tzn rozumiem: romans/sensacja/kryminał. Oczywiście te ulotne podobieństwo bardzo mi odpowiada, ponieważ lubię tego typu literaturę. Sympatyczne, wesołe, z dreszczykiem. Nic wydumanego, nic strasznego, po prosto 100% relaks.
Wspomniano, że autorka to następczyni Joanny Chmielewskiej. No niestety do Chmielewskiej to jeszcze długa droga. Czyta się w miarę dobrze, troszeczkę za dużo zamętu, ale bywały chwile gdy uśmiałam się szczerze. Może dla tego że ja też bywam taka niepokorna i zawzięta. A przecież chodziło "tylko" o krasnala ogrodowego.
Książka, do której warto wracać co jakiś czas. Jest po prostu rewelacyjna. Napisana lekko i zabawnie. Zainteresowała mnie fabuła- jak można połączyć komedię romantyczną z kryminałem? Ewa Stec zrobiła to doskonale. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą poprawić sobie humor! Polecam. :-)
Już dawno nie uśmiałam się tak przy czytaniu książki. Jak dla mnie rewelacja. Fajna historia, napisana świetnym językiem. Pewnie zadziałało też to, że akcja się dzieje w Krakowie gdzie obecnie mieszkam i opisane są miejsca, które znam :) Polecam z czystym sumieniem :)
Lektura łatwa i przyjemna. W sam raz na czytanie na plaży jak i długie zimowe wieczory. Bardzo dobrze się czytało między innymi dzięki poczuciu humoru autorki :) Na pewno spróbuję czegoś jeszcze tej autorki :)
czyżby wreszcie pojawił się ktoś, kto będzie godzien przejąć pałeczkę od Chmielewskiej na polu kryminałów z wątkami humorystycznymi?
Zabawna z wątkiem sensacyjnym. Na zimowy wieczór idealna. Tego typu książkom nadaję status lekka i przyjemna.
Było kilka mmomentów wywołujących uśmiech.Jednak całość oceniam jako tanią, naiwną historyjkę.
Zabawna książka, przy której można płakać ze śmiechu. Wspaniale relaksuje, polecam.
Na półkach
Cytaty z książki
- „Czasami chyba lepiej, żeby marzenia pozostały tylko marzeniami, wtedy na zawsze pozostają piękne, ni...” - 7 osób to lubi

Selkar
Weltbild
Matras
Albertus
Empik
Zinamon


























