Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wicehrabia przepołowiony

Tłumaczenie: Barbara Sieroszewska
Cykl: Nasi przodkowie (tom 1)
Wydawnictwo: Cyklady
7,59 (292 ocen i 22 opinie) Zobacz oceny
10
25
9
50
8
75
7
93
6
34
5
8
4
2
3
3
2
2
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Il visconte dimezzato
data wydania
ISBN
8386859849
liczba stron
112
kategoria
klasyka
język
polski

To wirtuozowska parafraza siedemnastowiecznej powieści fantastycznej w przewrotny sposób przedstawiająca wieczną dwoistość ludzkiej natury i karkołomne konsekwencje, jakie ona ze sobą niesie.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Cyklady, 2004

źródło okładki: www.cyklady.pl

Brak materiałów.
książek: 194

Uwaga: Kto nie czytał niech przed przeczytaniem tej opinii najpierw sięgnie po tę genialną rzecz, żeby nie stracić przyjemności bycia zaskoczonym!

Książki nie da się odłożyć. Nie pije się, nie je, nie odbiera telefonów, generalnie zawiesza się funkcje życiowe aż się skończy. A że jest króciutka i czyta się ją w dwie godziny, to jej wciągająca właściwość jest całkowicie nieszkodliwa.

Ludzie piszą, że to bajka. Dla mnie to nie tyle bajka, co łamigłówka, stworzona przez niezwykle inteligentnego autora, opisana genialnym czarnym humorem, prowadząca do zaskakującej ale pięknej prawdy.

Przyznam, że po raz pierwszy w życiu autor książki mnie tak kompletnie zaskoczył. Czytałam sobie tę niby bajkę, żeby dopiero jakieś 5 minut po przeczytaniu ostatniego zdania zrozumieć, że to jest książka całkowicie o czymś innym, niż myślałam kiedy ją czytałam. Niesamowita inteligencja autora, który tez szanuje czytelnika, ponieważ nie mówi mu rzeczy jak krowie na rowie, łopatologicznie. Autor toczy swoją inteligentną grę z czytelnikiem i zaskakuje.

W książkach dużą uwagę zwracam na początek, to jest na pierwszą stronę. Jak pierwsza jest genialna, to reszta często też. A tu pierwsza strona jest genialna w swojej prostocie, czarnym humorze i uzależniająca.

Wprowadzając w treść powiem, że w pierwszych zdaniach widzimy dwóch jeźdźców, zmierzających na koniach na pole bitwy. Nisko nad ziemią polatują bociany, których białe stada prują mgliste, nieruchome powietrze.
- Skąd tyle bocianów pyta jeden z nich?
- Lecą na pobojowiska odpowiada drugi.
Przylot bocianów w tych krajach uważany jest za dobrą wróżbę pomyślał pierwszy. Chciał okazać, że cieszy się z ich widoku. Mimo woli poczuł się jednak jakoś nieswojo.
- Cóż może zwabiać te ptaki brodzące na pola bitew? - zapytał pierwszy
- Jedzą ludzkie mięso odkąd nieurodzaje wyjałowiły pola - odpowiedział drugi
Czyż nie genialne? Genialne, zwłaszcza że dialog jest znacznie ciekawszy, bo aby nie cytować całej strony skróciłam ją na kilku zdań.
I tak jest całe dwa pierwsze rozdziały - genialne obrazy i genialny humor. Obrazy z przerysowaniu są dziecinne - co tworzy genialną całość z rozwiązaniem łamigłówki.

Potem jest cały środek. Cała zawartość, poprzez którą autor prowadzi czytelnika do prawdy. Autor przekazuje swoje myśli nie łopatologicznie ale przez zabawę z czytelnikiem i udawanie przez pół książki, że pisze się zupełnie o czymś innym.

Całość ciągnie się nie wiadomo o czym i nagle w ostatnim rozdziale jest rozwiązanie.
Dokładnie jak u A. Christie!!!
Konstrukcja tej książki jest taka, że autor rzuca nam wskazówki, jak połówki przedmiotów, które mają doprowadzić do wniosków ukrytych w ostatnim rozdziale. Książka jest jak wyprawa dworzan po śladach Złego przepołowionego, kiedy pierwszy raz opuścił swoje komnaty. Idą po śladach jakie zostawia. Tu mamy ślady, które prowadzą do wniosków. Bajecznie świetnie wymyślone.

Kluczem do zagadki jest ostatni rozdział, gdzie pojawia się jakby wyjaśnienie o czym myśli autor.

Ostatni rozdział bowiem wychodzi z tonu bajki i padają kluczowe słowa:
-I człowiek ruszył zajadle przeciwko sobie mając obie ręce uzbrojone w szpady
-Stał się znowu całkowitym człowiekiem ani złym ani dobrym, mieszaniną złego i dobrego
- Bywa, że człowiek jest niepełny, a jest po prostu tylko młody
- Siedziałem ukryty w lesie i opowiadałem sobie bajki, kiedy dowiedziałem się, że jest już za późno.
- ostatnie zdanie życie to składowa odpowiedzialności i świetlików.

I nagle po przeczytaniu tej opowieści, dopiero po zakończeniu jej nagle olśniewa, że ta książka jest o czymś zupełnie innym, niż się wydawało przez całą książkę!

Dopiero w ostatnim rozdziale się NAGLE SPAJAJĄ TE DWA RÓWNORZĘDNE, CAŁKOWICIE ODMIENNE WĄTKI, JAKIMI SĄ MŁODOŚĆ I PRZEPOŁOWIENIE. BO TO JEST KSIĄŻKA WŁAŚNIE O niedojrzałości: MŁODOŚCI, w której wszystko jest albo białe albo czarne, albo dobre albo złe (mimo, że w życiu nie ma uczynków tylko dobrych albo tylko złych: wszystko ma swoje uwarunkowania i można myśleć o sobie, ze jest się dobrym a w istotnie być głupim matołem, który tego nie widzi i każe głodującym żebrakom paść całym swoim wartościowym pokarmem swoją oślą szkapę, która mogłaby się najeść byle jaką trawą - czy to jest dobro czy żałosność?).
W TRAKCIE DOJRZEWANIA (o ile komuś dane jest dojrzeć, bo niektórzy nie dostępują tej łaski przez 90 lat życia)DOCHODZI DO DOROŚNIĘCIA - OWEGO ZESPOJENIA. I DORASTAJĄC CZŁOWIEK STAJE SIĘ całkowitym człowiekiem ani złym ani dobrym. Mieszaniną złego i dobrego. Człowiek jest niepełny, zanim dojrzeje, gdy PRZESTAJE BYĆ MŁODY, może stać się całością.

Ale do tego zespolenia potrzebna jest walka, wysiłek. Do tego jest potrzebne, żeby samemu z sobą stoczyć bój!!!

ŻEBY TYLKO TEN CZŁOWIEK ZDĄŻYĆ DOROSNĄĆ PÓKI NIE UMRZE. ŻEBY NIE BYŁO TAK, ŻE BĘDZIE SIEDZIAŁ CAŁE ŻYCIE W LESIE I OPOWIADAŁ SOBIE BAJKI, KIEDY DOWIE SIĘ, ŻE PRZYSZEDŁ KRES, a on wszystko przespał (jak napisano w ostatnim rozdziale). Przespał życie które mogło być zachwycające tak, że się to nie mieściło w głowie.

I widząc, że to książka o młodości i o stawaniu się pełnym, pięknym, zamiast żałosnym pośmiewiskiem całej wsi - wiemy skąd ten przerysowany czarny humor. Toż przecież on jest dziecinny! Tak jak dziecinna jest połowiczność (mimo że ubrana w tajemniczą czarna szatę). Wszystko komponuje się w bardzo kompatybilna całość.


Natomiast druga prawda z tej książki, która mnie powaliła, bo wierzę w nią całą sobą to to, że JAK DOJRZEJEMY, TO wcale nie utracimy radości i pasji. Całkowicie nie! BO ŻYCIE JEST PIĘKNE nawet dla człowieka dojrzałego. Czasem jednak człowiek nie widzi piękna (piękno obrazowane przez statek z kapitanem Cookiem), bo opowiada sobie bajki w lesie, bo traci czas!

w ostatnim zdaniu książki autor pisze, że ŻYCIE JEST PASJONUJĄCĄ MIESZANINĄ OWYCH NIESAMOWICIE PASJONUJĄCYCH ŚWIETLIKÓW oraz Odpowiedzialności (świetliki zresztą przejawiały się niby bez sensu w treści..., a znaczą tyle co pasja, porywające, zachwycające tajemnice)

W książce tej jest tyle myśli, że analizować ją można na więcej liter niż zawiera sama książka. Nie ma tu zdań bez sensu.

bardzo ciekawa jest drugoplanowa postać lekarza. Narrator zachwyca się lekarzem, który goni za świetlikami i który jest dobrym człowiekiem, ale ucieka przed odpowiedzialnością (mimo, że umie, to nie leczy ludzi. Człowiek myśli, że on nie jest lekarzem, w pewnym momencie człowiek zastanawia się czy on może nie jest oszustem podającym sie za lekarza, że on nie umie leczyć, a on po prostu nie chce, nie czuje się za nic odpowiedzialny. Mimo ze, jak się okaże, jest geniuszem na polu medycyny. Przez to, ze nie chce być odpowiedzialny wzbudza obrzydzenie i ludzie od niego odchodzą (odchodzi narrator). Odchodzą zresztą do sekt, do złodziejaszków. Ale jak lekarz staje się odpowiedzialny i zaczyna dawać z siebie, to nie tylko narrator wraca do niego z przyjaźnią i bez wypominania, ale przede wszystkim lekarz dochodzi do pełni szczęścia: lekarz wsiada na swój okręt z kapitanem Cookiem! Piękna scena. Widzimy bowiem jak realizują się jego marzenia które są tak piękne, że są całkowicie nierealne, a one się jednak realizują. Czytelnik przez całą książkę uwierzył, że kapitan Cook to coś czego nie ma. A on jest. To też piękny przekaz; zapewnienie autora do dojrzewających: nie dajcie sobie wmówić, że Wasze pragnienia się nie zrealizują.

PRZEPOŁOWIENIE JEST PRZEPIĘKNĄ, IDEALNĄ W SWOJEJ PROSTOCIE ALEGORIĄ. cZY może być coś bardziej żałosnego niż człowiek przecięty na pół? Pośmiewisko dla wszystkich. Postrach. Książka nie jest bajką - jest alegorycznym i inteligentnym doprowadzeniem czytelnika do myśli, żeby nie być żałośnie przepołowionym, żeby nie być żałosnym, gdy można być szczęśliwym, o ile człowiek stoczy ze sobą walkę i podejmie się odpowiedzialności. Po podjęciu wysiłku całe piękno życia stanie przed człowiekiem otworem - nawet to piękno, które jest tak piękne, że aż nierealne. A ono realne jest.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Białowieża szeptem. Historie z Puszczy Białowieskiej

Są takie miejsca, których legenda pisze się od wieków i kolejne pokolenia dokładają do niej własne cegiełki, umacniając ją lub swym postępowaniem obra...

zgłoś błąd zgłoś błąd