Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

2666

Wydawnictwo: Muza
7,7 (135 ocen i 26 opinii) Zobacz oceny
10
18
9
30
8
34
7
27
6
14
5
5
4
2
3
3
2
1
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
2666
data wydania
ISBN
9788377582688
liczba stron
1008
język
polski
dodała
Ag2S

Pisząc 2666, Bolano zapewne zdawał sobie sprawę, że umiera. Dlatego warto czytać tę książkę jak testament pisarza, który zna swoją wartość i wie, co ma do przekazania światu. Ale jako mistrz niedopowiedzenia i otwartych zakończeń nie komunikuje tego wprost. Musimy sami zrozumieć, jaka ukryta logika łączy badacza nieeuklidesowej geometrii, na poły mitycznego niemieckiego pisarza i okrutne...

Pisząc 2666, Bolano zapewne zdawał sobie sprawę, że umiera. Dlatego warto czytać tę książkę jak testament pisarza, który zna swoją wartość i wie, co ma do przekazania światu. Ale jako mistrz niedopowiedzenia i otwartych zakończeń nie komunikuje tego wprost. Musimy sami zrozumieć, jaka ukryta logika łączy badacza nieeuklidesowej geometrii, na poły mitycznego niemieckiego pisarza i okrutne morderstwa kobiet na pograniczu meksykańsko-amerykańskim.

Czworo młodych literaturoznawców: Jean Claude’a Pelletiera (z Francji), Piera Moriniego (z Włoch), Manuela Espinozę (z Hiszpanii) i Liz Norton (z Anglii) łączy przyjaźń oraz fascynacja dziełem Benna von Archimboldiego, którego literacka sława jest równie wielka jak tajemnica otaczająca jego osobę: należy on do gatunku pisarzy zaginionych, których nikt go nigdy nie widział. Na wieść o tym, że Archimboldi podobno przebywa w Meksyku, krytycy postanawiają wyruszyć na jego poszukiwanie. Tam, w Santa Teresa (zwierciadlane odbicie Ciudad Juarez okrytego niechlubną sławą „miasta-mordercy kobiet”) dowiadują się o niekończącej się serii okrutnych zabójstw kobiet, gwałconych, torturowanych, których ciała są porzucane następnie na pustyni i miejskich wysypiskach, zbrodni z którymi policja i władze nie mogą albo nie chcą się uporać. To właśnie Santa Teresa, jak również postać zaginionego pisarza są klamrami spinającymi w nierozerwalną całość pięć części powieści, które mogą być czytane jako odrębne historie.

W wydanym pośmiertnie 2666, znajdziemy wszystko, co najbardziej charakterystyczne dla Bolano - otwarte zakończenia, niedopowiedzenie, szkatułkowy i meandryczny sposób snucia opowieści, polifoniczną narrację wchłaniającą i mieszająca rozmaite głosy, przeróżne rejestry czasem pozornie niemożliwe do pogodzenia - wszystko, co, cytując Susan Sontag, uczyniło z niego „najważniejszego i najbardziej podziwianego powieściopisarza języka hiszpańskiego jego pokolenia”.

Jeden z bohaterów powieści, kupując leki dla córki, wdaje się, jak to bywa u Bolano, w literacką dyskusję z aptekarzem, a potem zastanawia się: „Jakiż to smutny paradoks, pomyślał Amalfitano. Już nawet oświeceni farmaceuci nie mają odwagi sięgnąć po wielkie dzieła, niedoskonałe, gwałtowne, te, które torują drogę w nieznane. Wybierają doskonałe wprawki wielkich mistrzów. Chcą widzieć wielkich mistrzów podczas szermierczych sesji treningowych, ale nie obchodzą ich prawdziwe batalie, gdzie wielcy mistrzowie walczą z tym czymś, z tym czymś co przeraża nas wszystkich, tym czymś, co nas paraliżuje i bierze na rogi, i jest krew, i śmiertelne rany, i smród”.

2666 jest właśnie taką właśnie książką – gwałtowną, niedoskonałą, torującą drogę w nieznane, prawdziwą i ostatnią batalią Bolano z tak doniosłymi tematami jak zło i szaleństwo, miłość i śmierć.

 

źródło opisu: http://www.muza.com.pl/

źródło okładki: http://www.muza.com.pl/?module=okladki&id=42174

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Róża_Bzowa książek: 5701

Epicentrum zła

W czasie gdy Bolaño pisał swoją monumentalną powieść „2666” wisiało już nad nim widmo śmierci i pisarz był tego doskonale świadomy. Nie sposób o tym zapomnieć w czasie lektury książki, której każde słowo przenika tajemnica śmierci, życia, miłości i zła. Autor odszedł wskazując finalne wersje powieści, którą opublikowano w 2005, rok po jego śmierci, co sprawia, że głównym wątkiem dzieła staje się również nieprzenikniona natura literatury i fatum losu jej twórcy, który z perspektywy swej śmiertelności wydaje się być tylko marnym jej pionkiem i niedoskonałym narzędziem, choć czasem tworzącym coś bliskiego doskonałości. Nie ma pewności, czy powieść w swym obecnym kształcie spełniła wszystkie zamierzenia jej twórcy, wiadomo jednak, że jest to dzieło niedoskonałe, różnorodne, wielowątkowe, zaskakujące, stawiające wiele pytań i nie udzielające jednoznacznych odpowiedzi. Struktura – powieść składa się z pięciu odrębnych części, które pisarz chciał wydać jako pojedyncze tomy – i forma utworu – wielogłos, narracja często przyjmuje formę szkatułkową, a sposób opowiadania przypomina błądzenie w labiryncie – sprawiają, że utwór ma charakter otwarty i nieostateczny, choć jest doskonale spójny.

Zarówno forma, jak i treść dzieła oraz główne miejsce akcji nawiązują do poprzednich powieści pisarza, zwłaszcza do „Dzikich detektywów” i „Amuletu”, w których autor zawarł już zaczątki powieści, nad którą myślał wcześniej, ale znacznie je rozwijają. Mamy zatem kilka osób szukających zaginionego...

W czasie gdy Bolaño pisał swoją monumentalną powieść „2666” wisiało już nad nim widmo śmierci i pisarz był tego doskonale świadomy. Nie sposób o tym zapomnieć w czasie lektury książki, której każde słowo przenika tajemnica śmierci, życia, miłości i zła. Autor odszedł wskazując finalne wersje powieści, którą opublikowano w 2005, rok po jego śmierci, co sprawia, że głównym wątkiem dzieła staje się również nieprzenikniona natura literatury i fatum losu jej twórcy, który z perspektywy swej śmiertelności wydaje się być tylko marnym jej pionkiem i niedoskonałym narzędziem, choć czasem tworzącym coś bliskiego doskonałości. Nie ma pewności, czy powieść w swym obecnym kształcie spełniła wszystkie zamierzenia jej twórcy, wiadomo jednak, że jest to dzieło niedoskonałe, różnorodne, wielowątkowe, zaskakujące, stawiające wiele pytań i nie udzielające jednoznacznych odpowiedzi. Struktura – powieść składa się z pięciu odrębnych części, które pisarz chciał wydać jako pojedyncze tomy – i forma utworu – wielogłos, narracja często przyjmuje formę szkatułkową, a sposób opowiadania przypomina błądzenie w labiryncie – sprawiają, że utwór ma charakter otwarty i nieostateczny, choć jest doskonale spójny.

Zarówno forma, jak i treść dzieła oraz główne miejsce akcji nawiązują do poprzednich powieści pisarza, zwłaszcza do „Dzikich detektywów” i „Amuletu”, w których autor zawarł już zaczątki powieści, nad którą myślał wcześniej, ale znacznie je rozwijają. Mamy zatem kilka osób szukających zaginionego pisarza, pojawiają się wątki ucieczki, podróży, zła. Zresztą ilość i ważkość poruszanych w powieści tematów, miejsc akcji oraz przestrzeni czasu, w jakiej rozgrywają się wydarzenia przyprawia o zawrót głowy. Autor bowiem zamierzył stworzenie powieści totalnej. Opisywane wydarzenia obejmują zatem okres od pierwszej wojny światowej do końca XX wieku, a nawet początków XXI i rozgrywają się w USA i Meksyku, a ponadto w wielu krajach europejskich, m. in. w Niemczech, Włoszech, Grecji, Rumunii, Rosji, Francji, Anglii, Polsce i na Ukrainie. Oprócz najważniejszych dla utworu kwestii: literatury, życia (w jego różnych odcieniach) i zła, znajdziemy wątki drugiej wojny światowej, Holocaustu, nazizmu, komunizmu i socjalizmu, życia akademickiego, rynku książki, tłumaczy i badaczy literatury, snu, religii, fobii, chorób psychicznych, dziennikarstwa, pracy policji, polityki, praw kobiet, sztuki, narkotyków, boksu i wielu innych. Ich ilość sprawia, że nie sposób ich wszystkich zapamiętać i przy każdym wertowaniu książki trafiamy na takie kwestie, które gdzieś umknęły przy lekturze i teraz o sobie przypominają. Zresztą geniusz pisarski autora sprawia, że książka, napisana ze znacznie większą dyscypliną niż np. „Dzicy detektywi”, stanowi bardzo zwartą, misternie skonstruowaną całość, która stopniowo odsłania przed nami wszystkie tropy i wątki, które choć odmienne, prowadzą nas do jednego celu, co – nawiasem mówiąc – nie przeszkadza w fragmentarycznym czy wyrywkowym czytaniu powieści.

Celem tym jest miasto Santa Teresa (zwierciadlane odbicie rzeczywistego miasta - Ciudad Juárez) w Meksyku, miasto - morderca kobiet, w którym od 1993 giną straszną śmiercią setki kobiet. Postaci z wszystkich pięciu części powieści w ostateczności tam wreszcie się udają, powiązani w rozmaitych sposób z odbywającym się tam spektaklem zła. Warto przy tym zaznaczyć, że każda z tych opowieści ma swoją odmienną narrację, dynamikę, styl i klimat. Pierwsza to elegancka powieść akademicka z życia kręgów profesorskich, delikatna i dyskretna, choć nie wolna od emocji. Następna stanowi coś pomiędzy marzeniem sennym, wspomnieniami, powieścią psychologiczną i monologiem człowieka w odmiennym stanie świadomości, a jej bohaterem jest meksykański intelektualista, co prawdopodobnie doskonale tłumaczy klimat opowieści. Kolejna to realistyczna opowieść o czarnoskórym amerykańskim dziennikarzu, napisana w klimacie pulp fiction wymieszanego z historią noir ze szczyptą powieści drogi. Czwarta, najobszerniejsza, najmroczniejsza i najważniejsza, to opowieść o morderstwach kobiet w Santa Teresa, z początku przypominająca kryminał, ale w miarę upływu czasu i postępów w lekturze staje się jasne, że suchy, reporterski styl, zwłaszcza we fragmentach dotyczących kolejnych znajdowanych ciał kobiet, jak i wszechogarniający czytelnika mrok i zło wynikają z oszczędnego, stylizowanego na literaturę faktu, a nawet raporty policyjne, języka jakim pisarz dokładnie opisuje historie ponad stu (z ponad dwustu udokumentowanych w latach 1993 – 1997) zamordowanych kobiet. Ostatnia wreszcie historia, pełna rozmachu, stanowi mieszankę powieści przygodowej z niezwykłą biografią pisarza, którą odczytywać można również jako symbol dwudziestowiecznej historii Europy. Zakończenie tej części, a więc i całego dzieła jest lekkie, pogodne i otwarte, co bez wątpienia doceni każdy czytelnik, który przebrnie przez ciemności poprzedniej opowieści. Ciekawostkę stanowi fragment, skreślony ręką pisarza, znaleziony w jego notatkach i oznaczony jako fragment do zakończenia powieści, zamieszczony w posłowiu, który podsuwa nowe tropy i każe postawić pytanie o zgodność ostatecznego kształtu powieści z zamiarem jego twórcy.

Przyznam, że przebrnięcie przez wspomnianą wyżej czwartą część powieści, nazwaną „Część zbrodni” wymagało ode mnie dużej odwagi bynajmniej nie z powodu stylu czy niejasności narracji – te były doskonałe – ile ze względu na wszystkie emocje, myśli i refleksje, jakie wywołują. Rzadko bowiem zdarza się trafić w literaturze pięknej, bądź co bądź, na tekst liczący ponad trzysta stron i zawierający tak stężony opis zła, zła tak wszechogarniającego i całkowicie bezkarnego, bowiem do tej pory nie rozwiązano zagadki ogromnej większości tych okrutnych morderstw. Prawdziwą radością okazała się dla mnie być po zakończeniu jej mrocznej lektury możliwość śledzenia zgoła innych wątków w kolejnej, ostatniej części, w której – uczciwie przyznajmy – też nie brak opisu okrucieństw i zła, zwłaszcza w czasie wojny, ale sąsiaduje ono z chwilami radości bohatera i jasnymi stronami jego życia. Mimo tego jednak, kilka dni po przeczytaniu książki, zaczęłam szukać informacji na temat morderstw kobiet w Ciudad Juárez, o których moja wiedza przez lekturą była raczej skąpa.

Najbardziej w tej sprawie zatrważające są trzy kwestie: skala zbrodni a także bestialstwo jej sprawców wobec kobiet, również po ich śmierci, całkowita bezkarność sprawców wspierana przez celową jawną bezczynność i nieefektywność organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, prezentowana na oczach całego świata oraz fakt, iż duża część ofiar nie została nawet zidentyfikowana – nikt nie zgłosił ich zaginięcia lub nikt nie zgłosił się do identyfikacji, przez co zostały bezimiennie pochowane w zbiorowym grobie lub ich ciała oddano do ćwiczeń studentom medycyny. Według Amnesty International1 od roku 1993 liczba zamordowanych kobiet wyniosła ponad 370. Inne źródła podają liczbę 340 udokumentowanych ofiar w okresie od 1993 do 2003 roku2. Dopiero w 2011 roku w Meksyku uznano kobietobójstwo (hiszp. feminicidio czyli zabicie kobiety przez mężczyznę z powodu tego, że jest kobietą3) za oddzielne przestępstwo i określono karę na 60 lat pozbawienia wolności (o 10 lat więcej niż za morderstwo).

Znalezione artykuły i opracowania tematu pozwoliły mi nie tylko pogłębić wiedzę, ale również zdać sobie sprawę z ogromu przedsięwzięcia, jakim było dla powieściopisarza przedstawienie tego tematu w książce. Bolaño doskonale sfabularyzował znalezione informacje: przypuszczalne motywy sprawców i ich bezkarność, opisy ofiar, bezczynność policji i sądu, reakcje społeczeństwa, organizacje pozarządowe zainteresowane tą sprawą bardziej niż organy ścigania, wojny narkotykowe, powiązania między władzami miejskimi, policją, osobami piastującymi wysokie stanowiska i zorganizowanymi grupami przestępczymi, kultura macho (machismo i marianismo), warunki życia w dzielnicach biedy, klimat przygranicznego miasta i jego maquiladoras (fabryki) na przedmieściach, zatrudniające tanią siłę roboczą i słynące z łamania podstawowych praw człowieka, często dotykających kobiety, które stanowią większość zatrudnionych osób. Zdumiewa zwłaszcza pieczołowitość, z jaką opisał każdą z ofiar, opierając się na zebranych opisach, co jest godne podziwu, nawet jeśli w powieściowych sprawozdaniach więcej jest fikcji literackiej niż faktów. W ten bowiem sposób próbował dać im to, czego im odmówiono – indywidualność oraz uwagę i troskę. W powieści znaleźć można również kilka enigmatycznych szczegółów: autor z nieznanego powodu (przez nieuwagę?) zmienił imię przyjaciółki jednej z ofiar; w trzech częściach, w których jest mowa o zaginionym pisarzu (o nazwisku niesłychanie podobnym do nazwiska znanego włoskiego malarza) znajdujemy tytuły zupełnie innych książek jego autorstwa, wymienionych jako ważne; dwukrotnie pojawia się niepokojący wątek dwóch luster, które odbijają same siebie; pisarz posłużył się wreszcie nazwą miasta Santa Teresa, położonym również w Sonorze, w Meksyku – dlaczego nie jest to po prostu Ciudad Juárez, tylko miasto ze świętą patronką i kobietą w nazwie?

Inną godną odnotowania rzeczą jest zamysł, aby poprzez opisywanie detali, drobiazgów z życia mężczyzn we wszystkich częściach powieści pokazać kształtowanie w ich umysłach obrazu kobiety, często wykoślawianego przez patriarchalny model życia, mizoginię lub zwykły lęk. Pisarz przez opis różnych sytuacji wspaniale pokazał, jak powoli rozprzestrzenia się i rozrasta pogarda i nienawiść wobec kobiet. Ostatecznym tego wyrazem jest miasto śmierci, Santa Teresa, w którym wirus zła wydaje się rozprzestrzeniać z coraz większą siłą. Znaczące jest to, że dotyka większość mężczyzn, również tych, którzy zajmując się wyjaśnianiem morderstw lekceważą lub nienawidzą kobiety, co skutkuje małą skutecznością i zaangażowaniem w dochodzenie. Jedynym wyjściem i sposobem ucieczki przed złem wydaje się być silne wcześniejsze doświadczenia życiowe, mobilizujące do pomocy, wyjazd z miasta (co czyni bohaterka pierwszej części) lub nieinteresowanie się tematem i wyłączenie emocji w relacjach z innymi (tak zrobiła dyrektorka szpitala psychiatrycznego w części opisującej zbrodnie). Mężczyznom trudniej uchronić się przed wirusem zła i śmierci.

Zastanawiać może enigmatyczny tytuł książki. Czytelnicy znający inne dzieła pisarza znajdą jednak tropy pomagające w jego wyjaśnieniu podsuwane w innych utworach, zwłaszcza w Dzikich detektywach i Amulecie. Pierwszy z nich zawiera wskazówkę, jaką jest opisana rozmowa zaginionej poetki Cesárei Tinajero z jej koleżanką, w której obie oglądają naszkicowany przez tę pierwszą plan fabryki w Santa Teresa. Poetka pracuje tam w pierwszej połowie dwudziestego stulecia (a jest to jedna z fabryk, której pracownice pół wieku później zaczną znikać a później ich zmasakrowane ciała będą odnajdywane na pustkowiach, pustyni lub wysypisku śmieci). Cesarea wydawała się mieć przeczucie nadchodzących czasów, które określiła jako (…) mniej więcej w roku 2600. Dwa tysiące sześćset coś.4 Inny trop podsuwa Auxilio Lacouture - postać, która pojawiła się pierwotnie w Dzikich detektywach, a potem pisarz oddał jej ponownie głos w Amulecie - jako rok powiązany z zapomnianym cmentarzem, który przypomina nocą jedna z niebezpiecznych ulic stolicy Meksyku5. Mnie nasuwa się jeszcze – dość oczywista – hipoteza roku 2666 jako czasu Szatana: 666 kojarzy się jednoznacznie z ojcem zła, zaś początkowy rok dwutysięczny wskazuje na aktualność tej daty i odniesienie do dzisiejszych czasów.

Anglosascy krytycy i badacze twórczości Roberto Bolaño przywołują diagram w formie trójkąta, nazywany „wszechświatem Bolano” obrazujący związek między poszczególnymi dziełami autora. Zgodnie z nim, trzy powieści pisarza: „Dzicy detektywi”, „Amulet” i „2666” właśnie stanowią jeden z boków trójkąta, który jest jednocześnie jego podstawą. Wydaje się zatem, że ta właśnie triada niejako dźwiga i niesie całą twórczość chilijskiego autora. Wśród nich „2666” jest dziełem najbardziej uwierającym i niezapomnianym. Można uznać ją za znak czasów, wyraz niepokoju pisarza ogromem zła na świecie, literacki eksperyment będący hybrydą gatunków czy wreszcie za jego literacki testament. Z pewnością jednak można stwierdzić, że dzieło to jest niejako postumentem pomnika nieśmiertelności pisarza w panteonie literackich geniuszy. Warto odnotować doskonały przekład, sprzyjający lekturze, który wymagał od tłumaczy Katarzyny Okrasko i Jan W. Rajtera wielomiesięcznej, żmudnej pracy, której rezultat mamy przed sobą. Nie można nie przeczytać.

Jowita Marzec

1 Informacja z artykułu „Female homicide In Ciudad Juárez” w anglojęzycznej Wikipedii, en.wikipedia.org/wiki/Female_homicide_in_Ciudad_Juárez, [dostęp 25.10.2013]

2 Artykuł „Female homicide In Ciudad Juárez” w anglojęzycznej Wikipedii, en.wikipedia.org/wiki/Female_homicide_in_Ciudad_Juárez, [dostęp 25.10.2013]

3 Tłumaczenie własne definicji z artykułu „Female homicide In Ciudad Juárez” w anglojęzycznej Wikipedii, en.wikipedia.org/wiki/Female_homicide_in_Ciudad_Juárez, [dostęp 25.10.2013]

4 R. Bolaño, "Dzicy detektywi", przełożyli Tomasz Pindel i Nina Pluta, Warszawa, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2010, ISBN 978-83-7495-796-0

5 R. Bolaño, "Amulet", przełożył Tomasz Pindel, Warszawa, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2011, ISBN 978-83-7495-943-8

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1170)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 73
Rita | 2013-02-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 08 lutego 2013

Kilka miesięcy temu w "Wybiórczej" napisali, że absolutny must have i że człowiek inteligenty przeczytać musi, bo to jedna z TYCH powieści stulecia. Wielka, totalna, absolutna doskonałość. Lektura arcytrudna, ale i hipnotyzująca. Oto mamy współczesnego Dostojewskiego i Kafkę w jednym.
Taaa ... pamiętam jak to samo pisali o Phamuku i ja ten kit łyknęłam niczym młody szczupak. Kupiłam, pełna zapału zasiadłam do czytania i mina rzedła mi z każdą stroną. W końcu dzieło świeżo upieczonego noblisty porzuciłam, by już nigdy do niego nie wracać. Przy tym darowałam sobie również rozważania, czy powodem mojej klęski jest to, że książka była kiepska, a uznano ją za dobrą, bo raz jakiś krytyk napisał, że dobra i reszta zaczęła papugować, czy też nie dość inteligentnam by docenić wartość.

Dlaczego więc skusiłam się na "2666"?

Po pierwsze recenzje były tak niezachęcające, że książkę tę po prostu musiałam nabyć. Wybitny chilijski poeta i prozaik? Szkatułkowa opowieść o sensie wszystkiego?...

książek: 5371
Mako | 2015-06-20
Przeczytana: 22 maja 2015

Monumentalne dzieło, napisane z rozmachem, a jednocześnie niesłychaną prostotą. Nie czyta się tego łatwo, bo jak zwykle u Bolano prawda literaturoznawcza przeplata się tu z fikcją literaturoznawczą w stylu całkowicie dowolnym. Kiedy jednak te tysiąc stron dobiegło końca, czułam niedosyt.
Księga składa się z pięciu części, pozornie niezależnych, połączonych jednak cieniuteńkimi nićmi fabuły. Część z nich widać od razu, część dopiero po przeczytaniu całości, a część myślę, że mi umknęła.
Aby lepiej zrozumieć tę książkę warto sięgnąć do posłowia, które wiele wyjaśnia, chociaż też trochę komplikuje. Przyznaję, że nie zrozumiałam interpretacji tytułu powieści:
"Ta enigmatyczna cyfra: 2666 - w rzeczywistości data - pełniąca funkcję punktu zbieżności, do którego dążą poszczególne części powieści. Pozbawiona tego punktu perspektywa całości pozostałaby niepełna, nieprzemyślana, zawieszona w próżni. 2666 ma stanowić sekretne centrum, spinające klamrą całą powieść."
Przerosło to na ten...

książek: 1834
Ola | 2014-02-13
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 13 lutego 2014

"2666" - dzieło niezwykłe, nietuzinkowe, wydane po śmierci autora, stanowiące mentalny testament. Książka właściwie o wszystkim, jakby zebrane zostało wszystko to, co autor chciał przekazać wiedząc, że umiera. Jednocześnie ofiarowuje czytelnikowi swój przekaz w sposób nienachalny. Nie narzuca się, a jednak mówi to, co ma do powiedzenia. To, co najbardziej mi się podobało, to niedopowiedzenia i otwarte zakończenia. Tak, jakby autor zostawił miejsce w swoim dziele dla czytelnika, aby ten mógł stworzyć z powieścią relację komplementarną. Pomimo obszerności książki i przekazania swoich przemyśleń jest jeszcze miejsce dla odbiorcy, na jego własne przemyślenia. Jak dla mnie "2666" to bardzo ciekawe doświadczenie.

książek: 495
bewelka86 | 2014-06-26
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 czerwca 2014

Po dość długiej przerwie wróciłam do książki Bolaño i tym samym do specyficznego klimatu literatury latynoamerykańskiej.

"2666" to powieść niezwykła, pełna niedopowiedzeń i pozostawiająca wiele niedomkniętych drzwi. Takie stwierdzenie przeczytamy niemal w każdej opinii czy streszczeniu książki. Bo to prawda.
Na całość utworu składa się pięć rozdziałów, z których każdy mógłby być osobną powieścią. Jeśli ktoś nie widział jeszcze "2666" na żywo, to ostrzegam: książka ta liczy 1000 stron. Nie należy ona więc do lekkich lektur - i dosłownie i w przenośni.
Nie zmienia to jednak faktu, że każdy z rodziałów, czy też każdą z historii czyta się z niemałym zainteresowaniem. Najwięcej miejsca Autor poświęca opowieści o zbrodniach w Santa Teresa, mieście, które jest odzwierciedleniem meksykańskiego Ciudad Juarez. Praktycznie cały IV rozdział to szczegółowe i beznamiętne opisy zmasakrowanych kobiecych zwłok. Jednak Bolaño potrafi tak to ubrać w słowa, że mimo iż czujemy niesmak lub wręcz...

książek: 1422
Lagrema | 2013-10-09
Na półkach: Przeczytane, 0-9, 2013

W notce od wydawcy napisano, że książka, zgodnie z życzeniem autora, miała zostać wydana w częściach. Po zamknięciu ostatniej strony odetchnęłam głęboko, że jednak z tego zrezygnowano...
Ta książka jest jedną wielką zagadką. Niby każda z kolejnych części się ze sobą wiąże, ale ma się czasem wrażenie, że autor chyba nie do końca wiedział, o czym chce pisać. Tak wiele mamy tutaj wątków, które wyskakują nagle z wątków pozornie głównych, aby w następnej chwili znowu zaskoczyć czytelnika nową historią.
Bo pomimo tego, że pierwsze skrzypce gra historia zaginionego pisarza, mamy tutaj tak wiele treści, przesłań, przemyśleń, elementów powieści sensacyjnej, romantycznej, obyczajowej, niekiedy i fantastycznej, że nie sposób się przy tej lekturze nudzić.
Ale powiem Wam szczerze, że ta książka jest tak dziwna, że nie mogłam się od niej oderwać. Chciałam ją przeczytać i zasmakować jej w całości.
Bardzo polecam. :-)

książek: 1248
Artur Kiela | 2012-11-29
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 11 grudnia 2012

Uhm, no tak.

książek: 253
cavaliero | 2016-04-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 kwietnia 2016

Dzieło! Kolejne w kolekcji, opus magnum autora, o którym nic nie słyszałem. Sama otoczka powstawania powieści jest niezwykła i wzruszająca. Ciężko mi tworzyć zdania o "2666", jest to literatura wyższych lotów w przystępnej jednak formie. Jestem pewien że mi się podobało, jestem dumny, uszlachetniony że przez te 1000 stron, 3 tygodnie obcowałem z niebanalnymi historiami mr. Bolano. Ale pewnie nie tylko ja mam szczyptę goryczy, niedosytu, jakiegoś szczegółu brakło do spełnienia. Choć uczucie niedosytu zawsze jest lepsze niż przesytu. Chciałoby się wyjaśnienia z cyklu:"kawa na ławę" kliku tajemnic, np. zabójstw w Meksyku. Tymczasem u Bolano jest pisanie z cyklu: opisuję, nie oceniam, daję wskazówki, reszty jeśli chcesz domyślaj się sam ( co jest dobre). Powieść jest bardzo równa, wszystkie historie mają innych głównych bohaterów, inne motywy przewodnie a jednak wspaniale się zazębiają, szczególnie widać to na końcu. Mogę tylko przyklasnąć i gorąco polecić!

książek: 0
| 2014-02-13
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 13 lutego 2014

Chciałem tak: "Na początku był hype". I tak dalej, mądrość za mądrością, prawda, coś tam, coś tam, et cetera, że niby rozczarowanie, że przesyt, że niedosyt, że awers, że rewers i tak dalej, dalej, żeby na koniec wrzucić coś supercool i luzik à la: "Podparłbym tym chwiejący się fotel, czy tam stolik, gdyby nie było tak opasłe i do podłożenia się nadawało, i gdybym akurat miał chwiejący się fotel, czy tam stolik". I jeszcze, w stylu oj-oj-jestem-taki-hip: "A może podpiłować?" - w sensie, że niby ten fotel, czy tam stolik. Prawda, że słabo? Powiem więc tak: Tam, gdzie z tekstu "wychodzi" Márquez, Cortázar, Céline, czy też Cela, to ja owszem, tentego, bardzo-bardzo. Tam, gdzie "wychodzi" David Lynch ("Zagubiona autostrada" plus "Dzikość serca" plus, a jakże!, Laura-Palmer-wiecznie-żywa), to ja nawet bardziej-bardziej. Bez tego, z grubsza, nuda i ziewanie, a miejscami nawet, och!, masochizm (mimo że narracja oj-oj-jaka-dobra, a wcale-nie-takie-znowu-nieliczne fragmenty...

książek: 1037
Joanna Janowicz | 2014-07-29
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 29 lipca 2014

Kapitalna książka, dzieło totalne, wielka literatura – powiedzieć mniej to karygodne zaniedbanie. Jest to też, trzeba dać to ostrzeżenie, nudna powieść, wlokąca się żmudnie. Gdyby był to film, to wielu nazwałoby go takim, w którym nic się nie dzieje. Wiele osób wyszłoby z kina. Ale dla mnie to nie wada, w końcu wiele najlepszych filmów można w ten sposób spuentować. Trzeba przebrnąć przez te pustynie nudy, by dotrzeć do jądra horroru. Takiego miejsca, w którym można przestraszyć się snów, siebie, podróży, przeznaczenia, codzienności, ciemnych zakamarków, życia i poezji. Wszystkiego. Ale nawet w tym strachu widać blask czegoś pięknego. Złowieszczo pięknego.

książek: 0
| 2013-06-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2013
Przeczytana: 26 czerwca 2013

Przeczytałem 300 stron i się poddałem. Jeśli przez ten czas nie znalazłem w książce nic ciekawego to chyba nie ma sensu męczyć się przez następne 700. Po wszystkich ochach i achach spodziewałem się czegoś dużo lepszego, wyjątkowego. Wyjątkowa okazała się tylko szalona cena tej książki. Nie jest to badziew ale za to książka do bólu nudna, bohaterowie w ogóle nie wywołują emocji, akcji w zasadzie brak, jakiś głębszych przemyśleń również. Słowem nie znalazłem niczego co uzasadniałoby zachwyt mediów nad tą książką i nazywanie jej "powieścią totalną".

zobacz kolejne z 1160 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Roberto Bolaño o tworzeniu opowiadań

Jego powieści – zwłaszcza dwie – przypominają serial „Detektywi”. Albo poprawniej: serial „Detektywi” oddaje nastrój dominujący w jego twórczości. Ale – żeby nie było żadnych wątpliwości – serial „Detektywi” to nie ekranizacja „Dzikich detektywów”. Choć mógłby nim być. Mowa o Roberto Bolaño, geniuszu. Dziś ten chilijski autor podpowiada przyszłym pisarzom czytającym LC, jak pisać.


więcej
Amerykanie wybierają najważniejsze powieści pierwszych 15 lat XXI wieku

BBC Culture, czyli kulturalny dział międzynarodowej strony BBC, przepytał kilkudziesięciu amerykańskich krytyków literackich, prosząc ich o wytypowanie najważniejszych książek, które zostały wydane w do tej pory w XXI wieku w pierwszej dwudziestce znalazły się książki Zadie Smith, Hilary Mantel i Iana McEwana.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd