Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Mam na imię Lucy

Tłumaczenie: Bohdan Maliborski
Wydawnictwo: Wielka Litera
6,62 (645 ocen i 119 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
40
8
112
7
203
6
155
5
79
4
28
3
12
2
2
1
3
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
My Name Is Lucy Barton
data wydania
ISBN
9788380321014
liczba stron
224
słowa kluczowe
Strout, Olive Kitteridge
język
polski
dodała
Ag2S

Najnowsza, doskonała powieść jednej z najważniejszych pisarek ostatnich lat, nagrodzonej Pulitzerem autorki powieści Olive Kitteridge, przeniesionej na ekran w serialu HBO. Powieść zachwycająco prosta i powściągliwa... Rzeczy, o których trochę wiedzieliśmy, ale nie potrafiliśmy ich wyrazić, zostały nam wreszcie wytłumaczone. Czujemy ulgę, czujemy się zrozumiani. Myślimy sobie wtedy: „To...

Najnowsza, doskonała powieść jednej z najważniejszych pisarek ostatnich lat, nagrodzonej Pulitzerem autorki powieści Olive Kitteridge, przeniesionej na ekran w serialu HBO.

Powieść zachwycająco prosta i powściągliwa... Rzeczy, o których trochę wiedzieliśmy, ale nie potrafiliśmy ich wyrazić, zostały nam wreszcie wytłumaczone. Czujemy ulgę, czujemy się zrozumiani. Myślimy sobie wtedy: „To właśnie to. Tak wygląda życie”.
- National Public Radio

Elizabeth Strout dowiodła po raz kolejny, że jest mistrzynią w tworzeniu niezapomnianych postaci. Jej opowieści otwierają się przed czytelnikiem w sposób, który wydaje mu się znajomy i może się z nimi utożsamiać, ale wtedy Strout uderza i można jedynie zachwycić się jej talentem
– The Post and Courier

Lucy Barton, dojrzałą kobietę, pisarkę wychowującą dwójkę dzieci, podczas przedłużającego się pobytu w szpitalu odwiedza niewidziana od lat matka. Niewinne rozmowy o ludziach z przeszłości otwierają furtkę do bolesnych wspomnień: biedy, wykluczenia i rodzinnych tajemnic. W oszczędnej narracji Strout buduje kruchą nić porozumienia pomiędzy kobietami, dla których ta niespodziewana pięciodniowa wizyta staje się najintymniejszym momentem ich relacji. Strout misternie konstruuje, wydawać by się mogło, uporządkowany świat, który na naszych oczach się rozpada. Nie znajdujemy w tym jednak dramatu, lecz cichą akceptację i zrozumienie dla ludzkich słabości.

 

źródło opisu: www.wielkalitera.pl

źródło okładki: www.wielkalitera.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
jusola książek: 3300

Mam na imię Lucy

Kim jest Lucy? Dziś - pisarka i spełniona w drugim małżeństwie matka dwu córek. A wczoraj? Córka krawcowej, dziewczyna z głębokiej prowincji Illinois, z domu, który śmierdzi. Z silnym poczuciem inności i odizolowania.

Jaką drogę przeszła, by móc z odwagą i wiarą w siebie powiedzieć: ,,Nazywam się Lucy Barton", dowiadujemy się z pierwszoosobowej narracji, która stanowi materiał jej własnej książki. Punktem wyjścia do niej jest wspomnienie z lat 80.: Kiedyś, wiele lat temu, zdarzyło się, że musiałam pójść na dziewięć tygodni do szpitala. To było w Nowym Jorku. Nieoczekiwanie odwiedziła ją w tym szpitalu matka, której nie widziała od wielu lat. Ta wizyta uruchomiła przeszłość i swego rodzaju wewnętrzną podróż bohaterki w świat, który bywał wypierany. Dorosła Lucy, zastanawiając się nad wydarzeniami z przeszłości i rodzinnym domem, mówi: ...myślę sobie, że nie było aż tak źle. Może i nie było. Ale zaraz dodaje: Ale zdarza się też, że (...) nieoczekiwanie wypełnia mnie mrok tak wielki..., że przed nim trzeba natychmiast uciekać do ludzi, do banalnych nawet rozmów z nieznajomymi o nowym fasonie swetra. Lawirowanie we wspomnieniach to duży temat tej powieści. One „przecież” nie mogą być prawdziwe. Czytelnikowi zostaje tym samym zadana refleksja do rozważenia, czy to małe słówko „przecież” odnosi się do lęku, do chęci odgrodzenia się od traumatycznych wspomnień, czy jedynie jest przekonaniem, że nie da się pamiętać prawdziwie?

Lucy i jej matka rozmawiają podczas kilku szpitalnych...

Kim jest Lucy? Dziś - pisarka i spełniona w drugim małżeństwie matka dwu córek. A wczoraj? Córka krawcowej, dziewczyna z głębokiej prowincji Illinois, z domu, który śmierdzi. Z silnym poczuciem inności i odizolowania.

Jaką drogę przeszła, by móc z odwagą i wiarą w siebie powiedzieć: ,,Nazywam się Lucy Barton", dowiadujemy się z pierwszoosobowej narracji, która stanowi materiał jej własnej książki. Punktem wyjścia do niej jest wspomnienie z lat 80.: Kiedyś, wiele lat temu, zdarzyło się, że musiałam pójść na dziewięć tygodni do szpitala. To było w Nowym Jorku. Nieoczekiwanie odwiedziła ją w tym szpitalu matka, której nie widziała od wielu lat. Ta wizyta uruchomiła przeszłość i swego rodzaju wewnętrzną podróż bohaterki w świat, który bywał wypierany. Dorosła Lucy, zastanawiając się nad wydarzeniami z przeszłości i rodzinnym domem, mówi: ...myślę sobie, że nie było aż tak źle. Może i nie było. Ale zaraz dodaje: Ale zdarza się też, że (...) nieoczekiwanie wypełnia mnie mrok tak wielki..., że przed nim trzeba natychmiast uciekać do ludzi, do banalnych nawet rozmów z nieznajomymi o nowym fasonie swetra. Lawirowanie we wspomnieniach to duży temat tej powieści. One „przecież” nie mogą być prawdziwe. Czytelnikowi zostaje tym samym zadana refleksja do rozważenia, czy to małe słówko „przecież” odnosi się do lęku, do chęci odgrodzenia się od traumatycznych wspomnień, czy jedynie jest przekonaniem, że nie da się pamiętać prawdziwie?

Lucy i jej matka rozmawiają podczas kilku szpitalnych dni głównie o innych, przeważnie sąsiadkach z miasteczka, którym przydarzyły się - można by powiedzieć - zaskakujące warianty losu. Ciekawe jest to, jak odmiennie interpretują te postaci i to, co im się zdarzyło. Rzadko rozmawiają o sobie wzajemnie, a jeśli już, to są to właściwie zaledwie muśnięcia tematu. Lucy czeka na słowa, których matka nigdy nie wypowie. Matka zaś, choć mówi o innych chętnie, jakby przez lata dusiła emocje, słowa, spostrzeżenia, to jednak tego, co stanowiło świat przeżyć i doświadczeń jej córki , jakby nie dostrzegała? nie rozumiała? nie współodczuwała? Ich wspomnienia są inne. Obie pamiętają dobrze biedę, ale tego, co w relacjach międzyludzkich - już nie. Sfera przeszłości Lucy jest więc nie w pełni oczywista i pełna zagadek. Obraz furgonetki jest efektem dziecięcego wyolbrzymienia strachów czy zupełnego braku wrażliwości matki? A kim jest surowy ojciec, którego dorosła Lucy chce za wszelką cenę widzieć inaczej niż za młodu? A brat? Dewiant czy skrzywdzony przez bliskich wrażliwiec?

Historia rodzinna to nie jedyny temat powieści. Jest nim także wewnętrzne dojrzewanie pisarki. Od postawionego sobie w tajemnicy w młodości celu: Będę pisać i ludzie nie będą się czuli tacy samotni!, poprzez inspirujące spotkania z popularną, ale zawstydzoną sobą pisarką Sarah Payne, po sukces czytelniczy prowadzi nas Lucy do przekonania, jaką moc ma literatura. Wydaje się szansą na wewnętrzne uporządkowanie nawet najbardziej traumatycznego świata wewnętrznego.

Taki porządek odzwierciedla bardzo prosty styl i jasny narracji. Wydaje się, że „Nazywam się Lucy” to lektura na jeden wieczór. Zaledwie 200 stron zadrukowanych dość dużą czcionką. Łatwe i szybkie czytanie. A jednak to złudne, bo w tej opowieści regularnie pojawiają się trudne pytania o najgorszą stronę ludzkiej osobowości, o sposoby, [jakie znajduje człowiek] by czuć się kimś lepszym od innej osoby lub grupy. Takiej pogardy, a czasem wręcz obrzydzenia w stosunku do siebie i innych Lucy doświadczała wielokrotnie. Skutkowało ono szukaniem akceptacji u innych, idealizowaniem wizerunku tych, którzy się nią zainteresowali, ale i wrażliwością na los wykluczonych.

Powieść „Nazywam się Lucy” pokazuje, jak bardzo czasem bliscy sobie ludzie mogą żyć w różnych światach i jak poważne ma to skutki. Jednak powieść ma dla mnie wydźwięk optymistyczny. Mimo że przeszłości się nie rozjaśni, to można ją wyciszyć. Czasem to bardzo dużo.

No i jest literatura.

Justyna Radomińska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1755)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 705
Jolanta | 2016-07-15
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2016
Przeczytana: 15 lipca 2016

To książka o godności i pozbyciu się wstydu.
Miłość dzieci do rodziców jest bezwarunkowa, nawet jeżeli ich dzieciństwo to głód, bieda, odruchowe bicie, brak czułości, zamykanie w furgonetce. Samotność. W domu Lucy, wrażliwej i zdolnej dziewczynki tak właśnie było. Z powodu biedy, ona i jej rodzeństwo ciągle mieli poczucie izolacji. Wokół nich nie było wiele dzieci, koleżanek czy kolegów. Nie mieli telewizora, czasopism ani książek. Takich przeżyć się jednak nie zapomina. Życie Lucy zmieniło się jednak od momentu przeczytania pierwszej książki, powieści, w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Dzięki książkom poczuła się mniej samotna. Zamarzyła zostać pisarką - "będę pisać i ludzie nie będą się czuli tacy samotni". Nie wiedziała, że to będzie takie trudne.
Lata 80. Nowy Jork. Lucy, dojrzała już kobieta, mężatka i matka, niestety przed debiutem trafia do szpitala na 9 tygodni. Jest już początkującą pisarką. Nieoczekiwanie odwiedza ją dawno nie widziana matka, prosta kobieta. Jest...

książek: 932
Alicja | 2016-09-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 września 2016

" Istnieją takie detale, które determinują nasze decyzje. Rzadko umiemy je odnaleźć, lub dokładnie wskazać" (str 28)
I z takich detali składało się życie Autorki. Smutne dzieciństwo, bieda, głód, izolacja, brak przyjaciół i środków medialnych. Odczucie samotności w młodości i w dorosłym życiu mimo pozornego spełnienia.Ucieczka w świat książek, by uniknąć osamotnienia, a jednocześnie poznawać i odkrywać świat. Pragnienie miłości i uczucia ze strony najbliższych. Odwaga by wyrwać się z dotychczasowego życia i rozpocząć jej na nowa, stawiając czoła czekającym wyzwaniom. Życie teraźniejsze przeplata się ze wspomnieniami z przeszłości. Powracają zapomniane dawno wydarzenia, postaci, momenty istotne i te mniej ważne.

książek: 205
zolzowata_franca | 2016-06-27
Przeczytana: 24 czerwca 2016

"Mam na imię Lucy" z pozoru taka sobie 200-stronicowa książeczka. Faktycznie powieść pełna głębi, motywująca do myślenia i spojrzenia w siebie.

Świat widziany oczami narratorki, Lucy - pisarki, matki dwojga dzieci, która w związku z wielotygodniowym pobytem w szpitalu ma czas na przeprowadzenie dokładnej analizy swego życia, a pomaga jej w tym jej mama, z którą dotychczas nie potrafiła rozmawiać. Mama poproszona przez męża Lucy, przyjeżdża do szpitala, by trwać przy łóżku chorej córki przez pięć dni. Pięć dni rozmów, wracania w trudne czasy dzieciństwa Lucy i jej rodzeństwa. Niewinne rozmowy o sąsiadach, rodzinie, mimo, iż przywołują niechciane wspomnienia, przełamują mur milczenia i budują na nowo więź między matką a córką.

Przepięknie napisana powieść, która z pewnością zostanie gdzieś we mnie na długie lata. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś z siebie, a kto ma do uporania się z demonami przeszłości znajdzie początek drogi, by tego dokonać. Polecam!

Powieść napisana przez...

książek: 578
adb | 2016-12-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 grudnia 2016

Minimalizm powieści Elizabeth Strout jest wręcz niewiarygodny. "Mam na imię Lucy" to powieść o... no właśnie o niczym szczególnym dla odbiorcy, natomiast o sprawach najistotniejszych z punktu widzenia piszącego, bo o tych wydarzeniach z życia narratorki, które ją stworzyły, ukształtowały. I nie jest to lista kataklizmów i wydarzeń spektakularnych, a raczej zwyczajnych, takich, które wywierają na nas wpływ w sposób niemal niezauważalny. Albo raczej jest to seria kataklizmów nieopowiedzianych i niedopowiedzianych.

W psychologii popularna jest ostatnio psychologia narracji, a "Mam na imię Lucy" świetnie pokazuje jak autonarracja kształtuje narratora. To opowieść o konstruowaniu siebie w opozycji do innych, o ciągłym ocenianiu i porównywaniu, stąd te "plotki" - opowieści o znajomych, wspomnienia szkoły, porównania z rodzeństwem. Pojedyncze wydarzenia, przypadkowe spotkania i sposób opowiadania o nich tworzą charakter, albo przynajmniej tożsamość człowieka. O tym właśnie jest powieść...

książek: 984
Zuba | 2016-09-12
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 12 września 2016

Och, jaka szkoda! Po tylu entuzjastycznych opiniach moich znajomych byłam pewna, że czeka mnie parę godzin czytelniczej przyjemności.
Lubię proste historie, temat relacji matka - córka jest mi bardzo bliski, i wreszcie ludzki rozmiar tej powieści - wszystko to przemawiało za tym, że "Mam na imię Lucy" trafi w mój gust.
Niestety stało się coś wprost przeciwnego. Powieść ta uświadomiła mi, jakie książki zupełnie do mnie nie przemawiają. Ascetyczne, cierpiące na niedobór słów, obrazów, postaci. Czytane jak przez matową szybę. Bezbarwne, bez emocji.
Miałam wrażenie, że czytam jakąś wprawkę pisarską, wersję beta, którą ktoś złośliwie wypuścił w świat.
Zupełnie nie trafiła autorka w moją wrażliwość. Trudno, zdarza się.

książek: 0
| 2016-11-06

Prosta i przygnębiająca historia, będąca formą oczyszczenia i terapii bohaterki. Niczym w sesji na kozetce u psychoanalityka Lucy rozpamiętuje wydarzenia z jej 9-tygodniowego pobytu w szpitalu, krótkiego wspólnego kontaktu z matką po wielu milczących i obojętnych latach, cofając się także do wspomnień z dzieciństwa. Rozmowy, odkurzone osoby, słowa, które nie padły - wszystko to staje się szczególnie ważne i nośne w dalszym życiu Lucy. Traumy, doznane krzywdy i poniżenia, "TO COŚ" i niedomyte buźki córeczek - wszystko odciska się na całym życiu, czasem nieświadomie, bo tkwi gdzieś w zakamarkach umysłu i wbija się jak kolec. By zrozumieć więc samego siebie, zaakceptować i odzyskać wspólny język z bliskimi po latach odosobnienia trzeba z siebie wszystko wyrzucić i przerobić. Jak więc poradzi sobie sama Lucy, do czego się przyzna i jak ułoży się jej dalsze życie? Jak wiele wspomnień pogodzić trzeba z tęsknotą i miłością, której nie dane było dać upustu.

Ta niepozorna książeczka może...

książek: 4095
Wkp | 2016-11-12

PISAĆ BY LUDZIE NIE BYLI SAMOTNI

Taki cel przyświecał bohaterce niniejszej powieści, kiedy odkrywszy uroki literatury sama zaczyna marzyć o pisaniu. I taka jest właśnie ta powieść. Powieść o samotności, ale i z samotnością walce. O byciu między ludźmi, ale nie byciu z nimi. O alienacji, ale także odnowieniu więzi i odnalezieniu się z innymi. Bo w końcu książki są po to, by ludzie nie byli samotni.

Lucy trafia do szpitala. Prosty zabieg usunięcia wyrostka robaczkowego pozornie się udaje, ale ze zdrowiem kobiety zaczyna źle się dziać. Bakteria? Być może, ale nikt nie jest w stanie jej zidentyfikować. Zanim udaje się jej pomóc, Lucy spędza w szpitalu dziewięć tygodni. Z dnia na dzień ułożony pisarka i matka traci siły i kilogramy, a uczucia wypełniające ją i jej bliskich zmieniają się diametralnie. I wtedy przy jej łóżku zjawia się matka. Trudne relacje między nimi dwiema nie odzwierciedlają się w wymianie banalnych plotek i opowieści o znanych im ludziach, ale w Lucy powracają...

książek: 389
Papusza | 2016-06-24
Przeczytana: 24 czerwca 2016

W książce „Mam na imię Lucy” Elizabeth Strout opisana jest Lucy która pragnie zostać pisarką. Decyzję o napisaniu książki podejmuje po przypadkowym spotkaniu znanej i cenionej przez nią pisarki Sarah Payne. Życie Lucy naznaczone bólem i cierpieniem sprawia, że wcale nie jest pewna czy będzie potrafiła zostać pisarką. Ona, wychowana w nędzy, której życie nie rozpieszczało, często zadaje sobie pytanie czy faktycznie może zostać pisarką będąc kobietą z takim bagażem doświadczeń.
Imię Lucy nic nam nie mówi, więc przyszła pisarka chce wypełnić to imię treścią. Opowiada o swoim małżeństwie, córkach i trudnym dzieciństwie. Stara się to zrobić używając tylko niezbędnych słów. Ale te słowa nie mają aż takiego znaczenia jak kryjące się za słowami emocje, strzępy wspomnień których wprost wypowiedzieć nie potrafi. Wierzy, że kiedy już ją dostatecznie poznamy to treść jej książki będzie dla nas tak samo prawdziwa jak ona sama.
Elizabeth Strout pięknie opisała relacje między matką a córką,...

książek: 1105
almos | 2016-07-02
Przeczytana: 27 czerwca 2016

Krótka książka pozornie bez treści: oto do kobiety leżącej w szpitalu przyjeżdża na kilka dni matka. Obie kobiety mają unikalną okazję pobyć ze sobą, szczerze porozmawiać, wyjaśnić swoje relacje. To książka o braku porozumienia między matką a córką, nadają na różnych falach, mówią innymi językami. A przecież jakoś się kochają, potrzebują, wspierają. Fascynująco oddała Strout kulawe dialogi obu kobiet, to wstrząsająca, wybitna, oszczędna, proza. Znakomita literatura

Ostatnio lubię krótką prozę, odstręczają mnie i przerażają opasłe tomiszcza. Zadaję sobie wtedy pytanie, czy autor mógłby to samo powiedzieć w krótszym utworze. Często tak jest ale autorowi się nie chce wyrzucać zbędnych zdań czy akapitów, cyzelować słowa. Tutaj mamy krótką powieść, ale jakże pełną treści, uczuć, każde słowo jest na swoim miejscu, każde zdanie waży, każde ma swoją wartość. No tak, oszczędność materiału wymusza na (wybitnych) autorach świetną formę.

Fabuła jest prościutka, młoda kobieta, tytułowa...

książek: 1979

Mam taką słabość do książek, gdzie fabuła opiera się na zwyczajności, że 'Mam na imię Lucy' od razu zdobyła mnie w całości.
Książka Elizabeth Strout, prawda, może wydawać się dziwna, ale taki jest jej urok. Tutaj nie ma wielkich tragedii czy wydarzeń, które zmieniają bieg historii, jest codzienność oraz szara rzeczywistość. Nie sądziłam, że umieszczenie akcji w szpitalu, gdzie bohaterka rozmawia z matką i wspominają dawne czasy, tak bardzo mnie zainteresuje. Przeczytałam 'Mam na imię Lucy' w trzy dni, aż sama jestem zdziwiona. Przyznam się, że wątki dorastania Lucy wydawały mi się niekiedy przerysowane, ale ostatecznie pasował do całości. Podobnie też odbierałam rozmowy matki z Lucy - takie wymuszone, sztuczne, aż silące się na uprzejmość. Potem jednak uświadomiłam sobie, że w tej książce relacja matka-córka musi być specyficzna, zwłaszcza w kontekście ich przeszłości.
'Mam na imię Lucy' to książka pełna dziwnego uroku. Niby nic ciekawego się nie dzieje, wszystko już było - trudne...

zobacz kolejne z 1745 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Rok wśród książek

Ci, którzy dużo piszą, najczęściej są również osobami, które dużo czytają. Kogo więc prosić o czytelnicze rekomendacje jak nie pisarzy? Co czytali znani autorzy w mijającym roku? Oto wybrane książki, które towarzyszyły im w 2016 roku i które gorąco polecają.


więcej
„Bracia Burgess” – opowieść o dynamice rodzinnych relacji

O Elizabeth Strout pisano, że ożywia codzienność z zadziwiającą mocą i ma wspaniały dar uczłowieczania bohaterów. W ręce polskich czytelników trafiają właśnie „Bracia Burgess” – powieść uchodząca za najlepszą w dorobku pisarki. Na jej podstawie Robert Redford produkuje miniserial dla telewizji HBO.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd