Lucy i morze

Okładka książki Lucy i morze autora Elizabeth Strout, 9788383600444
Okładka książki Lucy i morze
Elizabeth Strout Wydawnictwo: Wielka Litera Cykl: Lucy Barton (tom 4) literatura piękna
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Lucy Barton (tom 4)
Tytuł oryginału:
Lucy by the Sea
Data wydania:
2024-03-27
Data 1. wyd. pol.:
2024-01-01
Data 1. wydania:
2022-09-20
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383600444
Tłumacz:
Ewa Horodyska
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Lucy i morze w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lucy i morze

Średnia ocen
6,9 / 10
162 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Lucy i morze

avatar
1386
790

Na półkach:

To najsłabsza z pozycji w dorobku autorki. Niby kontynuacja losów bohaterów z poprzednich książek, jednak dla mnie osobiście zbyt przyziemna i bez polotu.

To najsłabsza z pozycji w dorobku autorki. Niby kontynuacja losów bohaterów z poprzednich książek, jednak dla mnie osobiście zbyt przyziemna i bez polotu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
167
88

Na półkach:

Myślę, że 7/10 to odpowiednia ocena. Znów prosty język jak w „Mam na imię Lucy”. Historia potrafi wciągnąć. Książka ma w sobie bardzo dużo emocji.

Myślę, że 7/10 to odpowiednia ocena. Znów prosty język jak w „Mam na imię Lucy”. Historia potrafi wciągnąć. Książka ma w sobie bardzo dużo emocji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
347
31

Na półkach: ,

Przyznam, że Mam na imię Lucy była dla mnie jakaś miałka. Ta, LUCY i MORZE jest od pierwowzoru o wiele lepiej napisana. Być może to, że opisywała czasy pandemii i jak sobie radzili w niej ludzie, było podobne dla większości krajów na świecie. I dla mnie również. Stąd może taka nić łącząca odczucia ludzi z tego pandemicznego okresu.
Książka opisuje spokój. Nikt w niej się nie spieszy. A przede wszystkim opisywane są przemyślenia na jakie ludzie mają czas podczas tego okresu. Świat wówczas zwolnił. I ja również czytając książkę nigdzie się nie spieszyłem. Dużo jest też w niej o przemijaniu.

Przyznam, że Mam na imię Lucy była dla mnie jakaś miałka. Ta, LUCY i MORZE jest od pierwowzoru o wiele lepiej napisana. Być może to, że opisywała czasy pandemii i jak sobie radzili w niej ludzie, było podobne dla większości krajów na świecie. I dla mnie również. Stąd może taka nić łącząca odczucia ludzi z tego pandemicznego okresu.
Książka opisuje spokój. Nikt w niej się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

326 użytkowników ma tytuł Lucy i morze na półkach głównych
  • 194
  • 132
68 użytkowników ma tytuł Lucy i morze na półkach dodatkowych
  • 25
  • 22
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Elizabeth Strout
Elizabeth Strout
Jest autorką bestsellera „New York Times” Olive Kitteridge, powieści, za którą dostała nagrodę Pulitzera (2009). Napisała też Nie odstępuj ode mnie oraz Amy and Isabelle (nagroda „Los Angeles Times” Art Seidenbaum i „Chicago Tribune” Heartland Prize). Była finalistką nagrody PEN/Faulkner i londyńskiej Orange Prize, do której jest ponownie nominowana za swoją najnowszą powieść Mam na imię Lucy. Mieszka w Nowym Jorku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kiedy ptaki powrócą Fernando Aramburu
Kiedy ptaki powrócą
Fernando Aramburu
"Kiedy ptaki powrócą to książka, przy której można się zasmucić, ale też i uśmiechnąć. Głowny bohater z jednej strony irytuje, a z drugiej wzbudza współczucie. Tony to ponad pięćdziesięcioletni nauczyciel. Mężczyzna jest rozgoryczony, rozżalony, rozczarowany swoim nieudanym życiem, a nawet samym sobą. Ma wrażenie, że odniósł porażkę w każdej dziedzinie swojego życia. Nic go nie cieszy, nie widzi sensu dalszej egzystencji. Pewnego dnia postanawia, że dokładnie za rok, zakończy swój marny żywot. Zaczyna prowadzić zapiski, jednak nie są to tylko notatki z tego, jak minął mu kolejny dzień, przede wszystkim są to jego wspomnienia. Tak więc dowiadujemy się więcej o nim, o jego rodzinie, o wcześniejszych latach. Tony od dłuższego czasu dostaje anonimowe listy, wraz z nim próbujemy też odgadnąć,kto jest tajemniczym nadawcą. Czytając ten album wspomnień Tony'ego, jego zapiski z ostatniego roku, jego wspomnienia i rozważania, czytelnik zastanawia się nad swoim, pewnie lepszym życiem. Fabuła toczy się dość powoli, a jednak w pewnym momencie zaskoczona zorientowałam się, jak bardzo mnie wciągnęła. Z czasem ten ponury i pełen narzekania nastrój przybiera nieco pogodniejsze oblicze. Książka jest podzielona na dni i miesiące, co sprowadza się do (chyba) 365 rozdziałów, z których niektóre są naprawdę króciuteńkie. Pomyślałam, że teoretycznie mogłabym czytać ją przez cały rok, jednak przeczytanie jej zajęło mi raptem kilka dni. To moje pierwsze spotkanie w twórczością tego hiszpańskiego pisarza. Czuję się zachęcona do sięgniecia po kolejne jego książki. Bardzo polecam wam ten tytuł.
Euka - awatar Euka
oceniła na71 dzień temu
Zwykłe ludzkie ułomności Megan Nolan
Zwykłe ludzkie ułomności
Megan Nolan
Druga powieść Megan Nolan, „Zwykłe ludzkie ułomności”, to duszny, osadzony w Londynie lat 90. dramat, który potwierdza, że autorka jest jedną z najciekawszych obserwatorek mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki. Nolan odchodzi od autobiograficznego tonu swojego debiutu na rzecz gęstej, niemal dickensowskiej panoramy społecznej, w której tragiczne zdarzenie staje się soczewką skupiającą klasowe uprzedzenia i bezwzględność tabloidowej machiny. Moja ocena to 7/10 – to książka bolesna, precyzyjna i zostawiająca czytelnika z poczuciem głębokiego dyskomfortu. Punktem wyjścia jest makabryczne odkrycie: na osiedlu socjalnym znalezione zostaje ciało małego dziecka. Podejrzenie pada na dziesięcioletnią Lucy, pochodzącą z rodziny irlandzkich imigrantów, Greenów. To wystarczy, by Tom, ambitny i cyniczny dziennikarz brukowca, zwęszył temat życia. Izoluje rodzinę w tanim hotelu, rzekomo by ich chronić, a w rzeczywistości po to, by wydusić z nich najbardziej intymne i brudne sekrety, które sprzedadzą nakład. Nolan po mistrzowsku kreśli obraz „medialnego hienizmu”, gdzie cudza tragedia staje się towarem, a prawda jest jedynie przeszkodą w budowaniu chwytliwej narracji. Największą siłą powieści jest jednak portret psychologiczny rodziny Greenów. Nolan cofa się w czasie, by pokazać losy matki Lucy, Carmel, oraz dziadka, Johna. Autorka analizuje mechanizm „zwykłych ułomności” – alkoholizmu, milczenia, emocjonalnego chłodu i wstydu, który przekazywany jest z pokolenia na pokolenie jak genetyczna choroba. Greenowie nie są „złymi” ludźmi; to postacie tragiczne, zmiażdżone przez okoliczności i własną niezdolność do komunikacji. Ich wyobcowanie w brytyjskim społeczeństwie, wzmocnione przez piętno imigrantów, czyni ich idealnymi ofiarami dla kogoś takiego jak Tom. Dlaczego 7/10? Mimo niewątpliwego kunsztu, „Zwykłe ludzkie ułomności” to lektura, która momentami staje się wręcz nieznośna w swoim pesymizmie: Brak odkupienia: Nolan nie daje nadziei. Każda postać jest w jakiś sposób złamana, a finał nie przynosi oczyszczenia, lecz raczej potwierdzenie beznadziei ich położenia. Jednowymiarowość Toma: Dziennikarz jest postacią tak skrajnie odpychającą i pozbawioną skrupułów, że momentami ociera się o karykaturę „złego redaktora”, co nieco osłabia realizm przedstawionego konfliktu. Emocjonalny drenaż: To proza, która fizycznie boli. Nolan z chirurgiczną precyzją wbija szpilki w najbardziej czułe punkty, co sprawia, że czytanie książki „jednym tchem” jest praktycznie niemożliwe. Reasumując, Megan Nolan stworzyła mocny, dojrzały traktat o moralności w czasach pogoni za sensacją. To książka o tym, jak łatwo jest osądzić „ułomności” innych, nie dostrzegając własnej potworności. Siedem punktów za odwagę, genialny styl i bezlitosną diagnozę społeczną, która – mimo osadzenia w latach 90. – wydaje się przerażająco aktualna również dzisiaj. To lektura dla tych, którzy nie boją się patrzeć w otchłań.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na75 dni temu
Drabina Eugenia Kuzniecowa
Drabina
Eugenia Kuzniecowa
Drabina to książka pozornie cicha, a w istocie boleśnie głośna. Nie krzyczy, nie oskarża wprost, nie domaga się współczucia. Zamiast tego cierpliwie układa kolejne szczeble doświadczenia, po których czytelnik musi wspinać się sam, bez poręczy, bez gwarancji, że na górze czeka jakiekolwiek ocalenie. Niczym Tolik ( główny bohater )wchodzący do swojej sypialni po drabinie ... No właśnie. To proza o wojnie, ale pozbawiona wojennej retoryki, o uchodźstwie, ale bez sentymentalnych skrótów, o stracie, która nie potrzebuje wielkich słów, bo i tak wypełnia wszystko. Kuzniecowa pisze o świecie rozszczelnionym. O rzeczywistości, w której normalność przestała być stanem trwałym, a stała się chwilowym przywilejem. Drabina nie opowiada o heroizmie ani o wielkich gestach. Interesuje ją codzienność pęknięta na pół, życie „pomiędzy”: pomiędzy domem a obcym miejscem, pomiędzy językiem ojczystym a obcym, pomiędzy pamięcią a koniecznością zapomnienia, żeby w ogóle przetrwać. Tytułowa drabina nie jest tu obietnicą awansu ani drogi ku górze. To raczej konstrukcja prowizoryczna, chwiejna, zbita z doraźnych decyzji, kompromisów i strat. Niczym te pomidory w fontannie, które skradły moje serce. Każdy szczebel kosztuje tutaj: energię, godność, poczucie ciągłości własnego życia. Wspinaczka nie daje satysfakcji, nie prowadzi do triumfu, jest raczej ruchem wymuszonym, próbą utrzymania się nad przepaścią. Język autorki jest prosty, ale nie banalny. Zdania są klarowne, pozbawione ornamentów, a jednocześnie nasycone emocją, która nie potrzebuje podkreśleń. Autorka nie moralizuje, nie tłumaczy świata czytelnikowi, pokazuje go takim, jaki jest: nieuporządkowany, niesprawiedliwy, pełen drobnych okrucieństw i jeszcze drobniejszych aktów czułości. To właśnie ta powściągliwość sprawia, że Drabina działa tak silnie: dramat rozgrywa się w półtonach, w niedopowiedzeniach, w rzeczach, które „po prostu się dzieją”. Relacje międzyludzkie przedstawione w książce są kruche i niestabilne, jak wszystko, co powstaje w warunkach zagrożenia. Bliskość bywa chwilowa, pomoc niepewna, a solidarność często obciążona zmęczeniem i strachem. Kuzniecowa nie idealizuje ani ofiar, ani tych, którzy pomagają. Pokazuje ludzi zmęczonych, zagubionych, czasem egoistycznych, czasem zaskakująco dobrych, zawsze jednak prawdziwych. Szczególnie przejmujące jest to, jak Drabina opowiada o tożsamości. O tym, jak łatwo ją stracić, gdy trzeba porzucić miejsce, język, rytm życia. Bohaterowie noszą w sobie dawny świat jak ciężki bagaż: nie mogą go zostawić, ale też nie potrafią z nim iść dalej bez bólu. Pamięć nie daje ukojenia, raczej przeszkadza, potyka, ciągnie w dół. To książka pozbawiona łatwego finału. Nie oferuje katharsis, nie zamyka ran. Zostawia czytelnika w stanie zawieszenia, dokładnie tam, gdzie znajduje się jej świat. Drabina nie próbuje dawać nadziei na siłę. Jeśli jakaś nadzieja się tu pojawia, jest cicha, nieśmiała, związana z trwaniem, nie z wygraną. To jedna z tych książek, które czyta się z poczuciem, że literatura spełnia swoją najważniejszą funkcję: nie pozwala odwrócić wzroku. Bez patosu, bez oskarżeń, bez manifestu. Po prostu pokazuje, jak wygląda życie, gdy grunt usuwa się spod nóg, a człowiek mimo wszystko próbuje się wspinać. Dziękuję Wydawnictwu ZNAK za egzemplarz recenzencki z roku 2024 :)
Mariola Sternahl - awatar Mariola Sternahl
ocenił na72 miesiące temu
Kiedy byłyśmy ptakami Ayanna Lloyd Banwo
Kiedy byłyśmy ptakami
Ayanna Lloyd Banwo
Książka "Kiedy byłyśmy ptakami" autorstwa Ayanny Lloyd Banwo to debiut, który uderza w czytelnika z siłą tropikalnego szkwału, a jednocześnie otula go gęstą, oniryczną atmosferą Trynidadu. Moja ocena to mocne 8/10. Autorka stworzyła dzieło wymykające się prostym klasyfikacjom gatunkowym – to jednocześnie saga rodzinna, mroczny romans i przejmująca opowieść z nurtu realizmu magicznego, w której granica między światem żywych a krainą przodków jest cienka niczym pajęczyna. Dziedzictwo śmierci i pieśń życia Fabuła splata losy dwóch poturbowanych przez życie postaci: Yejide i Darwina. Yejide dorasta w cieniu niezwykłego rodzinnego dziedzictwa – kobiety z jej rodu pełnią rolę przewodniczek dusz, pomagając zmarłym przejść na „drugą stronę”. Gdy umiera jej matka, Yejide musi przyjąć na siebie ten ciężar, co wiąże się z bolesną transformacją. Z kolei Darwin, wychowany w surowych religijnych rygorach, łamie najświętsze przykazanie swojej matki i podejmuje pracę jako grabarz na gigantycznym, labiryntowym cmentarzu Fidelis w Port-of-Spain. To właśnie tam, wśród nagrobków i szeptów przeszłości, ich ścieżki się przecinają. Głos wyspy i realizm magiczny Największym atutem powieści jest jej niesamowity, nasycony zmysłami język. Lloyd Banwo nie tylko opisuje Trynidad; ona pozwala go poczuć, usłyszeć i powąchać. Autorka genialnie wykorzystuje lokalny dialekt i rytm mowy, co nadaje narracji autentyczności i niemal hipnotycznej jakości. Realizm magiczny nie jest tu jedynie ozdobnikiem – to fundament świata przedstawionego. Ptaki, cienie i głosy zmarłych są tu tak samo realne jak bieda, kurz czy palące słońce. Autorka z ogromnym wyczuciem porusza tematy żałoby, traumy międzypokoleniowej i wyzwolenia spod wpływu dominujących matek. To opowieść o tym, jak odnaleźć własny głos w chórze przodków, który nieustannie domaga się uwagi. Ocena „osiem” wynika z odwagi, z jaką autorka podejmuje trudne tematy, oraz z niezwykłej plastyczności jej prozy. Banwo unika sentymentalizmu, serwując nam historię surową, a momentami wręcz brutalną, która jednak niesie w sobie potężny ładunek nadziei. Darwin i Yejide to bohaterowie z krwi i kości, których lęki i pragnienia są nam bliskie, mimo egzotycznego i metafizycznego sztafażu. Niewielki spadek punktowy bierze się jedynie z faktu, że tempo akcji w drugiej połowie książki bywa nieco nierówne, a niektóre wątki magiczne mogłyby zostać nieco szerzej wyjaśnione dla czytelnika spoza kręgu kulturowego Karaibów. Podsumowując, "Kiedy byłyśmy ptakami" to literacka perła, która udowadnia, że opowieści o duchach mogą być najgłębszymi historiami o życiu. To książka o przełamywaniu klątw, o sile miłości rodzącej się w cieniu śmierci i o tym, że każdy z nas musi kiedyś nauczyć się latać o własnych siłach. Ayanna Lloyd Banwo zadebiutowała z rozmachem, wprowadzając do współczesnej literatury powiew świeżości i magii, której tak bardzo potrzebujemy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na818 dni temu
Nad morzem Abdulrazak Gurnah
Nad morzem
Abdulrazak Gurnah
Losy afrykańskich imigrantów w prozie Abdulrazaka Gurnaha, laureata Nagrody Nobla, nigdy nie są jednowymiarowe – to skomplikowana mozaika ułożona z traumy, nostalgii i dojmującego poczucia obcości. Powieść „Nad morzem” rozpoczyna się od obrazu całkowitego wykorzenienia z kraju dzieciństwa, Zanzibaru, który dla głównego bohatera, Saleha Omara, stał się miejscem niemożliwym do życia. Omar przybywa na lotnisko Gatwick jako starszy człowiek, niosąc ze sobą jedynie niewielki bagaż i mahoniowe pudełko z drogocennym kłączem kadzidła – ostatni materialny ślad świata, który musiał opuścić. To bolesne przejście z statusu szanowanego kupca do bezimiennego azylanta, który w akcie desperacji udaje, że nie zna angielskiego, stanowi fundament tej niezwykle głębokiej opowieści, którą oceniam na solidne 7/10. Spotkanie dwóch rozbitków Główna oś fabularna opiera się na przypadkowym, choć brzemiennym w skutkach spotkaniu Saleha z Latifem Mahmudem – młodszym od niego mężczyzną, który również pochodzi z Zanzibaru, ale od lat żyje w Londynie jako uznany akademik. Ich losy splotły się przed dekadami w ojczyźnie w sposób tragiczny, pełen wzajemnych krzywd, długów i rodzinnych animozji. Gurnah po mistrzowsku pokazuje, jak bagaż przeszłości, który imigranci niosą przez granice, determinuje ich nowe życie w Europie. To nie tylko historia o asymilacji w Wielkiej Brytanii, ale przede wszystkim o próbie odzyskania własnej narracji w świecie, który widzi w nich jedynie statystyki lub problem socjalny. Język i milczenie Niezwykle istotnym motywem powieści jest rola języka. Saleh Omar decyduje się na milczenie, by ochronić resztki swojej godności, wiedząc, że słowa w obcym kraju mogą stać się pułapką. Gurnah z chirurgiczną precyzją opisuje chłód angielskiego systemu azylowego, który kontrastuje z gorącem i zapachami wspomnień z Zanzibaru. Autor nie idealizuje jednak Afryki – obrazuje korupcję, przemoc polityczną i brutalność kolonialnego dziedzictwa, które zmusiło jego bohaterów do ucieczki. „Nad morzem” to studium melancholii, w której morze jest symbolem zarówno drogi do wolności, jak i przepaści oddzielającej człowieka od jego własnej tożsamości. Choć proza Gurnaha jest olśniewająca stylistycznie i nasycona mądrością, tempo powieści bywa momentami nużące. Długie, dygresyjne monologi dotyczące zawiłości rodzinnych sporów sprzed lat mogą sprawić, że czytelnik straci z oczu główny wątek. Niemniej jednak, jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, co czuje człowiek, który stracił wszystko poza własną pamięcią. Gurnah udowadnia, że wykorzenienie to rana, która nigdy się nie goi, a dom to nie miejsce na mapie, lecz suma opowieści, które decydujemy się zachować. To książka cicha, dostojna i pełna smutku, która zmusza do refleksji nad ceną, jaką płaci się za bezpieczeństwo w obcym świecie. Wyjątkowy portret ludzi, którzy żyją „pomiędzy” – nie należąc już do przeszłości, a nie czując się u siebie w teraźniejszości.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na76 dni temu
Śpiew ptasich serc Viktoria Lloyd-Barlow
Śpiew ptasich serc
Viktoria Lloyd-Barlow
„Komu głośne dźwięki i sztuczne światło nie sprawiają bólu, ten nie pozna subtelnej ulgi ciszy, szarości. Znam dobrze oba te stany. Nauczyłam się, jak przetrwać chaos i doczekać nagrody bezruchu, bo wiem, że w końcu do mnie przyjdzie.”. „Śpiew ptasich serc” to książka, dzięki której możemy przyjrzeć się doświadczeniom osób neuroróżnorodnych, napisana z perspektywy samotnej matki w spektrum autyzmu. W swoim debiucie powieściowym Viktoria Lloyd-Barlow opisuje niełatwe relacje Sunday z nastoletnią córką Dolly, które komplikują się jeszcze bardziej, kiedy pojawiają się bogaci i ekscentryczni nowi sąsiedzi. Po intrygującym początku dość szybko pojawiło się u mnie znużenie i gdyby nie fakt, że to jedna z 25 książek, które wpisałam na mój tegoroczny tbr i chciałabym go zrealizować, to pewnie porzuciłabym czytanie gdzieś przed połową lektury. Jakże się cieszę, że tego nie zrobiłam, bo później coś kliknęło i odnalazłam w tej książce emocje, których już się nie spodziewałam. Przepięknie nakreślona relacja matka – córka, pełna zmian, które dla jednej z nich są jak powiew świeżego powietrza, a dla drugiej jak stąpanie po kruchym lodzie. To piękna powieść o miłości matki do dziecka, próbie dopasowania się do otoczenia i społecznych konwenansów, ale i potrzebie wolności, zgodzie na zmienność rzeczy i wdzięczności za to, co jest. Bardzo cieszę się, że powstała ta książka, a ja nie zniechęciłam się i poznałam historię Sunday. „Bo myśmy się nawzajem uformowały, ot tak, znikąd. I ja zachowałam stałość, a ona się regularnie przeobrażała i z każdą przemianą, po każdym tanecznym obrocie stawała się coraz bardziej odległa”.
ISavedTheBookToday - awatar ISavedTheBookToday
ocenił na68 miesięcy temu
Rozbite lustro Mercè Rodoreda
Rozbite lustro
Mercè Rodoreda
Do przeczytania książki Merce Rodoredy przekonały mnie dwie rzeczy: to, że jeszcze nigdy nie rozczarowała mnie literatura hiszpańska, oraz zachęta wydawcy, że oto przede mną katalońskie Downton Abbey. Autorka w posłowiu pisze o książce tak: „Rozbite lustro to powieść, w której każdy zakochuje się, w kim nie powinien, a ten, komu brak miłości, chciałby ją otrzymać za wszelką cenę: na godzinę lub choć na chwilę.” Początkowo trudno było mi się przyzwyczaić do konstrukcji tekstu, w którym nie ma tradycyjnie wydzielonych dialogów, a wszystkie wypowiedzi przytaczane są w formie cytatów. Utrudniało to lekturę, ale po około 100 stronach udało mi się przywyknąć. Cieszę się, że mnie to nie zraziło, bo z każdą kolejną stroną coraz mocniej wsiąkałam w opowieść o rodzinie Valldaura. To opowieść o barcelońskiej socjecie z początku XX wieku. Obserwujemy obraz życia rodzinnego, gdzie pod powierzchnią skrywane są liczne sekrety i przemilczenia. Miraże i koligacje, zdrady i nieślubni potomkowie – wszystko to znajdziecie, ale przedstawione nie jako tania sensacja, a nostalgiczna opowieść. Bohaterowie połączeni są niewidzialnymi nićmi, które prowadzą czytelnika od rozdziału do rozdziału, ukazując kolejne perspektywy i fragmenty życia rodziny – nie tylko głównych członków rodu, ale też służby i innych osób z ich otoczenia. Czuć tętniący pod skórą niepokój, a towarzyszy mu przeświadczenie, że wkrótce wydarzy się coś złego. Możemy snuć na ten temat przypuszczenia, co dodaje lekturze napięcia i odrobiny dramatyzmu. Bo też nie brak tu nieszczęśliwych splotów okoliczności, które naznaczają ród Valldaurów. Ostatecznie sposób narracji, gdzie zmieniamy punkty widzenia, nie tylko bardzo mi się spodobał, ale też zostawił mnie z przekonaniem o kunsztowności tej powieści. Ostatni rozdział, bardzo dekadencki, z innej perspektywy i z inną wrażliwością, świetnie to dopełnił. To także piękna opowieść o przemijaniu – dóbr doczesnych, rodów, uczuć, nas samych. Tę książkę być może docenicie dopiero, gdy przeczytacie ostatnie zdania i zamkniecie okładkę. Warto dać się porwać tej literackiej przygodzie.
KsiążkowaBaronowa - awatar KsiążkowaBaronowa
oceniła na710 miesięcy temu
Kolonia Audrey Magee
Kolonia
Audrey Magee
❓Czym jest kolonializm we współczesnym świecie? Anglik – jeszcze w łodzi rzyga jak kot. Jest malarzem, nie rybakiem, jest usprawiedliwiony. Na miejscu wciąż szuka dobrego światła i nigdzie nie może go znaleźć. Rybitwa ma za małą głowę, a mewa za dużą... James ma lepsze oko, ale to jeszcze dziecko, jest naiwny. Łapanie królika to nie to samo co nie danie się wystrychnąć na dudka Anglikowi, któremu przyświeca jeden cel – by półżona znów stała się żoną, a on znów był na ustach wszystkich znawców sztuki. Francuz – jak to Francuz, ma bzika na punkcie języka, ale tym razem dla odmiany nie własnego. Ma misję, pragnie ocalić przed zapomnieniem język irlandzki, dogląda go jak zatroskany gospodarz i źle reaguje na Irlandczyków, którzy kalają się angielszczyzną. Sacrebleu! Anglicy wyrządzili im tyle krzywd, a oni co?! Doskonale wie, o czym mówi – sam pochodzi z Algierii, z którą Francja zrobiła dokładnie to samo. Dziś przemierza zieloną wyspę z magnetofonem na ramieniu i nagrywa język irlandzki, nim ten zniknie w odmętach morskiej piany, podobnie jak wielu Irlandczyków. Irlandia – w powieści jest nie tylko spokojną, zieloną wyspą. Targają nią wstrząsy i zamachy, a śmierć zbiera swoje żniwo. Echa wielkich wydarzeń wybrzmiewają nawet na maleńkiej wysepce, na której albo jesteś rybakiem, albo nikim. Możesz wyemigrować, ale to oznacza, że przestajesz być wyspiarzem. Możesz też żyć z turystów, ale nikomu to chluby nie przynosi, zwłaszcza gdy trafią się takie elementy jak Anglik i Francuz, którzy nie mogą znieść swojego towarzystwa. Niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Irlandczycy nie gęsi, iż swój język mają – język dumy, odwagi i niezależności. „Kolonia” to gęsta, ironiczna i politycznie czujna powieść o spotkaniu sztuki, języka i przemocy historii, która nigdy nie pozostaje tłem. Autorka z chirurgiczną precyzją pokazuje, jak łatwo zachwyt nad autentycznością przeradza się w zawłaszczenie nawet u tych, którzy uważają się za wrażliwych i postępowych. O sile książki stanowią oszczędny styl i wyraziście skontrastowane postacie. "Kolonia" nie opowiada historii Irlandii, ale zmusza do zastanowienia się, kto i po co ją opowiada.
radoslaw rutkowski - awatar radoslaw rutkowski
ocenił na93 miesiące temu
Domek z piernika Jennifer Egan
Domek z piernika
Jennifer Egan
„Jeśli wszyscy wciąż żyją, można naprawić wszystko”. A gdyby tak wystarczyło założyć zestaw słuchawkowy i trzymać się za ręce, by zyskać bezpośredni dostęp do świadomości dotykanej osoby i dzielić z nią cierpienie, poczucie zagubienia lub radość. Albo wgrać swoją pamięć, by dostać nieograniczony dostęp do wspomnień innych ludzi. Zdecydowalibyście się? Przecież już i tak udostępniamy w sieci znacznie więcej niż powinniśmy, dzielimy się wszystkim – od rzeczy błahych po ważne, chodzimy wszędzie przywiązani do naszych smartfonów, a nasze twarze ciągle rozjaśnia niebieska poświata. Lubimy wystawiać na widok publiczny szczegóły swojego prywatnego życia i chcemy poznać jak najwięcej szczegółów z życia innych. W „Domku z piernika” możemy przyglądnąć się naszej przyszłości, zastanowić się nad odpowiedzialnością za technologie, które tworzymy i konsekwencjami naszych wyborów. „Domek z piernika” Jennifer Egan to lektura zawiła (trochę mnie wymęczyła!),wymagająca skupienia i odstawienia wszelkich rozpraszaczy. Z uwagi na liczbę bohaterów i łączące ich powiązania z pewnością znacznie trudniejsza do ogarnięcia, ale równie ciekawa i pobudzająca do myślenia, co inna powieść w tym temacie – „Antyświat” Nathana Deversa. Obie bardzo podobne w wątpliwościach, z którymi zostawiają czytelnika: wpływ mediów społecznościowych na nasze życie i cena, jaką przychodzi nam zapłacić za złudne poczucie bliskości z innymi samotnymi bytami.
ISavedTheBookToday - awatar ISavedTheBookToday
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Lucy i morze

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lucy i morze