Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy

Wydawnictwo: Znak
7,18 (146 ocen i 28 opinii) Zobacz oceny
10
12
9
12
8
30
7
50
6
30
5
7
4
2
3
2
2
0
1
1
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324032204
liczba stron
208
słowa kluczowe
odżywianie, zdrowie, potrawy, ekologia
język
polski
dodała
Ag2S

Proste przepisy na jedzenie bez chemii! Ponad 40 tysięcy sprzedanych egzemplarzy „Zamień chemię na jedzenie”! Julita Bator zmieniła nawyki żywieniowe Polaków. Pokazała jak jeść bez chemii i nie zbankrutować. Teraz przedstawia książkę pełną prostych i praktycznych przepisów sprawdzonych na własnej rodzinie. Autorka myślała, że nie ma rady na choroby jej dzieci. Wystarczyła jednak zmiana...

Proste przepisy na jedzenie bez chemii!

Ponad 40 tysięcy sprzedanych egzemplarzy „Zamień chemię na jedzenie”!

Julita Bator zmieniła nawyki żywieniowe Polaków. Pokazała jak jeść bez chemii i nie zbankrutować. Teraz przedstawia książkę pełną prostych i praktycznych przepisów sprawdzonych na własnej rodzinie.

Autorka myślała, że nie ma rady na choroby jej dzieci. Wystarczyła jednak zmiana sposobu żywienia. Teraz sama piecze bułki orkiszowe i przyrządza domowy jogurt bez chemicznych dodatków. Małymi krokami wprowadziła rewolucyjne zmiany i nie martwi się już antybiotykami ani wizytami u lekarzy.

Odpowiadając na potrzeby czytelników proponuje praktyczną książkę złożoną z 80 nowych przepisów na dania bez polepszaczy i sztucznych barwników.

W książce znajdziesz proste i niedrogie pomysły na:

• własne pieczywo,
• drugie śniadanie do pracy i szkoły,
• nietypowe potrawy na przyjęcia dla dzieci,
• desery dla łasuchów,
• dania świąteczne,
• zdrowe przekąski dla małych i dużych sportowców.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
helmans książek: 229

Zupa otruła recenzenta!

Po raz kolejny w moje ręce trafiła książka kucharska. Gdy Monika (nasza koordynatorka recenzencka) zaproponowała mi zrecenzowanie kulinarnego tworu, pomyślałem sobie, że to zamach na moje życie, gdyż w moich myślach momentalnie pojawiły się takie zwroty jak „rozstrój żołądka”, „ostre zatrucie pokarmowe”, „szpital” oraz „śmierć w męczarniach”. Później pomyślałem o nagłówkach w gazetach: „zupa zabiła recenzenta”, „źle przygotowana potrawa przyczyną tragedii”, „amputacja ręki podczas przygód kulinarnych”! Moja wyobraźnia zaczęła mnie przerażać, więc pocieszając samego siebie, wziąłem się w garść i zacząłem gotować. Pichciłem starannie, mieszałem dokładnie, ugniatałem z największą rozkoszą. Powołując się na słynne słowa Juliusza Cezara „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem” ja „ugotowałem, zjadłem, przeżyłem”. Nie obyło się oczywiście bez komplikacji, ale o tym za chwilę.

Książki kucharskie są niesamowitym tworem. Zachęcają potencjalnego nabywcę przepięknymi obrazkami potraw na okładkach, różnorodnymi przepisami i recepturami, a także wyzwalają w człowieku chęć zaimponowania nową potrawą znajomym, którzy przez długi okres czasu będą wychwalać nasze zdolności kulinarne pod niebiosa i przed samymi wszystkimi świętymi. Osobiście przechodzę koło nich obojętnie, gdyż gdy mam jakiś problem w kuchni, dzwonię do matecznika, gdzie zawsze otrzymam szczegółowe instrukcje i zapewnienia, że „sobie poradzę” (mhm). Na recenzję książki „Zamień chemię na jedzenie” zgodziłem się z bardzo...

Po raz kolejny w moje ręce trafiła książka kucharska. Gdy Monika (nasza koordynatorka recenzencka) zaproponowała mi zrecenzowanie kulinarnego tworu, pomyślałem sobie, że to zamach na moje życie, gdyż w moich myślach momentalnie pojawiły się takie zwroty jak „rozstrój żołądka”, „ostre zatrucie pokarmowe”, „szpital” oraz „śmierć w męczarniach”. Później pomyślałem o nagłówkach w gazetach: „zupa zabiła recenzenta”, „źle przygotowana potrawa przyczyną tragedii”, „amputacja ręki podczas przygód kulinarnych”! Moja wyobraźnia zaczęła mnie przerażać, więc pocieszając samego siebie, wziąłem się w garść i zacząłem gotować. Pichciłem starannie, mieszałem dokładnie, ugniatałem z największą rozkoszą. Powołując się na słynne słowa Juliusza Cezara „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem” ja „ugotowałem, zjadłem, przeżyłem”. Nie obyło się oczywiście bez komplikacji, ale o tym za chwilę.

Książki kucharskie są niesamowitym tworem. Zachęcają potencjalnego nabywcę przepięknymi obrazkami potraw na okładkach, różnorodnymi przepisami i recepturami, a także wyzwalają w człowieku chęć zaimponowania nową potrawą znajomym, którzy przez długi okres czasu będą wychwalać nasze zdolności kulinarne pod niebiosa i przed samymi wszystkimi świętymi. Osobiście przechodzę koło nich obojętnie, gdyż gdy mam jakiś problem w kuchni, dzwonię do matecznika, gdzie zawsze otrzymam szczegółowe instrukcje i zapewnienia, że „sobie poradzę” (mhm). Na recenzję książki „Zamień chemię na jedzenie” zgodziłem się z bardzo prostego powodu: przeważnie nie odżywiam się zdrowo, więc chciałem zmienić swoje nawyki żywieniowe na trochę bardziej zoptymalizowane i pozbawione tytułowej „chemii”. Publikacja Julity Bator doskonale spełnia się w tej kwestii i mam nadzieję, że niejednokrotnie będę do niej wracał. Nie jest to również typowa książka traktująca o gotowaniu potraw, bowiem znalazły się w niej wywody autorki i czytelników na różnorodne tematy kulinarne. Jest to bardzo frapujący element publikacji, pozwalający spojrzeć na „kuchenny świat” z innej, czasami filuternej perspektywy.

Podobnie jak poprzednim razem, postanowiłem zrobić uroczysty obiad dla czterech osób, lecz w tym wypadku postawiłem sobie poprzeczkę wyżej – wykonałem aż pięć dań! Pięć różnorodnych przepisów, aby zaspokoić podniebienia wymagających gości! Po kilkudniowych rozważaniach, wybór padł na zupę z porów, roladę serową z pieczarkami, sałatkę makaronową z indykiem, drożdżówki orkiszowe z masą serową i kokosanki. Gdy wszystkie potrzebne ingredienty zostały zakupione, w kuchni nastał chaos! Zupa z porów zawierała w sobie kaszę jaglaną, którą (aż wstyd się przyznać) jadłem pierwszy raz w życiu i już teraz wiem, że nie zagości w mojej diecie na długo. To była niechęć od pierwszego wejrzenia! Nie dość, że w smaku przypominała zupełnie nic, to ponadto miała skłonności do przypalania się w garnku. Jednak w ostatecznym rozrachunku, połączona z porowym wywarem stworzyła bardzo smaczną mieszankę. Chociaż zupa wyszła ciut za gęsta, pieściła podniebienie ekscytującym smakiem.

Drugie danie okazało się moim największym nemezis. Ser „latał” po całej kuchni, pieczarki zostały pokrojone za grubo i trzeba było dokonać korekty, a kości z pierś z kurczaka (przy przygotowywaniu) niejednokrotnie, nieprzyjemnie wbijały się w moje dłonie. Lecz to nic w porównaniu z samym procesem tworzenia rolady! Jej zwijanie okazało się niebywale trudne, gdyż rozpuszczony ser nie jest do końca najlepszym materiałem na zewnętrzną ścianę potrawy. Tak naprawdę główne danie było dziwną wariacją kotletów devolay z odwróconymi proporcjami. Sama pieczeń była wybornie dobra, gdyż połączenie sera, mięsa i pieczarek jest czymś, czym mógłbym zajadać się w nieskończoność. Dodatkowym atutem rolady był fakt, że można było ją podawać zarówno na ciepło, jak i na zimno. Do obiadu zaserwowałem makaronową sałatkę z indykiem, która pomimo niepozornych składników była jedną z lepszych jakie jadłem (ale nic nie przebije maminej sałatki jarzynowej przygotowywanej na święta! Sorry Julita!). Jej przygotowanie było dziecinnie proste, a smak naprawdę zjawiskowy.

Orkiszowe drożdżówki oraz kokosanki zagościły na stole w porze deserowej. Te pierwsze wymagały poświęcenia trochę większej ilości czasu, lecz rekompensowały zarówno wyglądem jak i smakiem. Delikatne ciasto wraz z masą serową to coś do czego mają skłonność nawet największe niejadki. Deser ten podbił serca wszystkich gości, którzy z prędkością światła przepisywali i fotografowali przepis, aby czym prędzej wykonać go w swoich domowych zaciszach. Nie ma co się im dziwić, gdyż drożdżówki Julity były wyśmienite i zostały pochłonięte w mgnieniu oka. Kokosanki natomiast okazały się niczym innym, jak bezami z dodatkiem wiórków kokosowych. Niewyobrażalnie słodkie, kruche i szybkie w przygotowaniu. Jednak czułem się trochę zawiedziony tym przepisem, gdyż wydał mi się zbyt prosty i niegodny znalezienia się w jakiejkolwiek książce kucharskiej. Ubić białka z cukrem i wiórkami potrafi nawet trzyletnie dziecko, więc nie do końca rozumiem takie przepisy, a nadmienię, że jest ich sporo w recenzowanej pozycji, ale o tym za chwilę.

Sposób przedstawienia przepisów i receptur jest czytelny, dobrze rozmieszczone zdjęcia współgrają z całością publikacji, a dodanie przepisów podstawowych i „kuchennych sztuczek” okazało się strzałem w dziesiątkę. Jak na typową książkę kucharską przystało, każda recepta została oznaczona stopniem trudności przyrządzanych dań oraz orientacyjną ilością wytworzonych potraw. Natomiast największym błędem publikacji jest pominięcie orientacyjnego czasu przyrządzania poczęstunku. Nie rozumiem tego zabiegu, gdyż robiąc wybraną przez siebie potrawę, chciałbym wiedzieć ile czasu zajmie mi jej przygotowanie. Drugą bolączką książki są niektóre jej przepisy, które w moim mniemaniu są zbyt proste i mogłyby z powodzeniem zostać pominięte (autorka we wstępie pisze, że jej dania są proste w wykonaniu, ale na litość boską bez przesady). Receptury jak przyrządzić suszone owoce na choinkę (!), chrupiące kawałki kurczaka (nuggetsy z płatków kukurydzianych) czy chociażby przepis na frytki, to coś, o czym nie chciałbym czytać nawet w Internecie, gdyż nawet taki laik jak ja w sferze kulinarnej, wie jak przyrządzić smażone ziemniaki czy pokrojoną, chrupiącą kurę. Ponadto dodam, że poczułem się obrażony czytając poradnik zatytułowany „jak zapakować kanapkę, żeby nie wypadały okruchy?”, który również znalazł się w recenzowanej publikacji. Szkoda, gdyż te przerywniki są zwykłymi zapychaczami stron.

Niewątpliwą zaletą książki jest promocja zdrowego odżywiania i zmiana nawyków żywieniowych, które na dłuższą metę zaowocują lepszym samopoczuciem i zdrowiem. Autorka radzi, których składników unikać, a na które zwracać uwagę. Praktycznie każdy potrzebny do potrawy ingredient musi zostać staranie wyselekcjonowany ze sklepowej półki, gdyż w dzisiejszych czasach nawet jajka, warzywa i owoce są narażone na skażenie niepotrzebnymi chemikaliami. Zakupy takich produktów nie są zadaniem prostym, ale na pewno w przyszłości organizm odpłaci nam świetną formą i dobrym przystosowaniem do trudów codziennego życia.

Pomimo kilku wad, jest to książka wyjątkowa i godna polecenia, ponieważ przepisy w niej zawarte są smaczne, a o to przecież chodzi w tego typu publikacjach. Przyrządzanie potraw - pomimo, że zajęło mi to o wiele więcej czasu niż zakładałem - było dla mnie świetną zabawą, a zadowolenie na twarzy moich królików doświadczalnych utwierdziło mnie w przekonaniu, że Julita Bator przekazuje wiedzę w sposób zrozumiały, gdyż jako amator zdołałem uszczęśliwić swoich gości. Polecam wszystkim fanom zdrowego odżywiania i nie tylko. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie.  

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (594)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1132
Hanna | 2016-01-07
Przeczytana: 2015 rok

Druga książka Julity Bator, tym razem mniej teori, więciej gotowania:)
Przedstawione są bardzo fajne przepisy, które nie są skomplikowane, nie wymagają też poświęcania mnóstwa czasu. Ja osobiście jestem bardzo zadowolona, ponieważ już niejednokrotnie korzytałam z tych właśnie przepisów. Polecam naleśniki wg Julity Bator, są pyszniutkie i delikatne, moja rodzina się zajadała:). Przetestowałam prawie wszystkie receptury i naprawdę szczerze mogę polecić to jedzenie bez chemii:)

książek: 594
Marija | 2016-03-05
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 05 marca 2016

Piękne wydanie (papier, fotografie, twarda oprawa). Może cieszyć oko na półce i zachęcać dość chwytliwym tytułem. Jeśli chodzi o treść, przysłowiowej "Ameryki" w tym przypadku kulinarnej ja nie odkryłam. Ale kto wie, co Wy odkryjecie........:)

książek: 829
Kiti | 2014-09-24
Na półkach: Przeczytane

Julia Bator postanowiła zmienić nawyki żywieniowe, swoje i rodziny. Dzięki temu powstało wiele nowych przepisów, które Julia Bator postanowiła uwiecznić w swoich książkach. ,,Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy" to już druga pozycja z dawką zdrowych receptur.

Całość została podzielona na wiele rozdziałów. Są one jednak dość nietypowe i wyróżnia je to z pewnością spośród innych książek tego typu. Znajdziemy tu takie kategorie, jak Chleb i co do chleba?, Co do szkoły?, Co do pracy?, Przemycanie wartości odżywczych, Co na Boże Narodzenie?, Co na Wielkanoc?, Słodycze i desery, Co na kinder party?, Zdrowy fast food, Kawa czy herbata?. Sami przyznacie, że już nazwy rozdziałów zachęcają do zagłębienia się w nie.

Wewnątrz publikacji znajduje się naprawdę wiele przepisów na zdrowe dania. Całość została bardzo dokładnie objaśniona krok po kroku, napisany jest także stopień trudności oraz ilość porcji. Przepisy z pewnością są nietuzinkowe, a przy tym proste w wykonaniu. Ich smak także...

książek: 180
LMA | 2014-10-07
Na półkach: Ulubione, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 07 października 2014

Pisałam tu na pewno, że „Zamień chemię na jedzenie” znacząco wpłynęło na moje życie. Zaraz po lekturze rzeczywiście zabrałam się za kuchenną rewolucję. Nie wprowadziłam drastycznych zmian, ale stopniowo odeszłam od produktów, które szkodziły mi najbardziej. Teraz, przy okazji wydania uzupełnienia pierwszej książki o nowe przypisy, ogłaszam wszem i wobec, że Julicie Bator można wierzyć. Schudłam, nie stosując żadnej wyczerpującej diety, żadnych ograniczeń, a przy okazji czuję się świetnie. Bardzo się cieszę, że w moje ręce trafiają nowe przepisy do wypróbowania. Wiem, że będą proste, smaczne i przede wszystkim zdrowe. Duży plus za porządne wydanie książki – będzie dużo używana. ;)

książek: 772
Miss_Bovary | 2014-12-29
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 grudnia 2014

Cóż mogę powiedzieć? Książka raczej mnie rozczarowała. ..

Zacznę może od najbardziej subiektywnych spostrzeżeń, z którymi zapewne wiele osób się nie zgodzi. A mianowicie: szata graficzna, która wg mnie jest totalnym niewypałem. Książka ta z założenia miała chyba być kontynuacją części pierwszej i swoistym jej dopełnieniem (część 1 = teoria, część 2 = przepisy ), więc wspólnie powinny tworzyć taką spójną miniserię. Dlaczego więc nawet format jest inny?! Pierwsza część aż zachęcała, żeby wziąć ją do ręki – wygodna, miękka okładka, świetny patent z zaokrąglonymi rogami i kremowy matowy papier - być może wiele osób powie, że to taka niskiej jakości makulatura, ale do mnie jakoś bardziej przemawia, szczególnie gdy tematyka książki jest taka eko naturalna. Osobiście, nie lubię błyszczącego, białego papieru, więc szata graficzna drugiej części po prostu mi się nie podoba, ale, jak napisałam na początku, to rzecz gustu i książki jako takiej nie dyskwalifikuje.

Przejdźmy zatem do...

książek: 300
Monika | 2016-10-03
Przeczytana: 02 października 2016

Barwniki, aromaty, wzmacniacze smaku i konserwanty znajdują się już we wszystkim, co jemy, dlatego warto samodzielnie przygotowywać potrawy i ograniczyć ilość spożywanej przez nas chemii. Właśnie o tym jest ta książka.

Książka składa się z 10 rozdziałów. Znajdziecie tutaj zdrowe przepisy na dania obiadowe, pomysły na drugie śniadanie, desery, napoje itp. Każdy przepis zawiera informację o stopniu trudności (od łatwego do średnio trudnego), a przy niektórych składnikach sugestie dotyczące zakupu (np. jakiego dodatku chemicznego nie powinien zawierać ten produkt). Na końcu książki zamieszczono podział przepisów na wegetariańskie, wegańskie, bezglutenowe itd. Książka została bardzo ładnie wydana – twarda okładka, a przy każdym przepisie zdjęcie potrawy.

Dla mnie jest to świetna książka zawierająca zdrowe, smaczne i niezbyt trudne przepisy (większość została wypróbowana przeze mnie i moją rodzinę). Polecam wszystkim, którzy interesują się tematem zdrowego odżywiania albo dopiero...

książek: 339
leśna | 2018-01-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 07 stycznia 2018

Dobra książka. Przydatna. Mądrze napisana.
Nie chcesz, żeby twoje dziecko świeciło w ciemności od nadmiaru nafaszerowania tzw. chemią, ugotuj/upiecz/przyrządź wedle wskazówek autorki.
Jest prosto, bezpretensjonalnie, bez udziwnień, mądralowania i popisywania się.
Czego zabrakło, bym oceniła tę pozycję choć nieco wyżej?
Ano, skoro autorka tego, jak by nie było poradnika kulinarnego, okrasza swoje propozycje przepisów zastrzeżeniami typu 'łyżeczka soli (bez żelazocyjanku potasu E 536' bądź też '50 dag żółtego sera (bez annato E160b, azotanu potasu E252, natamycyny E235, lizozymu 1105)' dobrze by było gdyby przy okazji klarownie i treściwie wyłożyć zgubne skutki spożywania tych przeróżnych E z cyferkami.
Nie zaszkodziłoby też podawanie wartości kalorycznej proponowanych dań, czego w tej książce kompletnie brak.
Ale, by nie czepiać się zbyt mocno, przepisy są sensowne, nie trzeba rujnować domowego budżetu na cudawianki z eko-sreko-sklepów z pozłacanymi cenami, do tego piękne zdjęcia...

książek: 1706
Boisfarine | 2014-09-20

Książka "Zamień chemię na jedzenie" jest naprawdę bardzo dobra. A ta już niestety nie. Wstawki między przepisami - naprawdę w znakomitej większości mogłoby ich nie być (historia przyjaciółki, która nie mogła się napić kawy, no naprawdę dramat). Okropne zdjęcia, bardzo słabe. Autorka zaznacza, że nie jest to książka kucharska ale książkę z przepisami zazwyczaj "jada się wzrokiem" i zdjęcia muszą być piękne. Te są beznadziejne. No ale nie o zdjęcia w tym wszystkim chodzi, część przepisów na pewno można wykorzystać i to jest plusem tej książki. Lepiej by było zrobić "suche" przepisy, bez zbędnych opisów.

książek: 66
marzkaaa | 2014-10-20
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 20 października 2014

Czy jest to kontynuacja bardzo fajnego przewodnika Julity Bator? Chyba nie do końca. Owszem niezbędne wydaje się pewne obeznanie z tematem, bądź lektura pierwszej części. Niemniej ta publikacja miała chyba być po części książką kucharską, a po części zbiorem opinii osób które podjęły decyzję o zmianie sposobu żywienia. Czy ten miszmasz się udał chyba nie do końca. W książce na 208 stronach jest tylko 80 przepisów, opatrzonych dokładną listą składników, sposobem przygotowania, stopniem trudności i fotografią. Fotografie mają w sobie ten urok, ciepło i utrzymane są w codziennej, domowej konwencji. Poprawiła się jakość wydania - twarda oprawa, papier, strony szyte. Osobiście liczyłam na to, że w tej książce znajdę trochę więcej treści. Mimo wszystko polecam większość przepisów naprawdę jest warta przetestowania i do tego smaczne.

książek: 1835
Moni | 2014-10-21

Trochę tych przepisów jest, ale według mnie to już czysta komercja i już uleciała gdzieś ta misyjność uzdrawiania Polaków. Może jestem niesprawiedliwa, ale jakoś tak mi tu coś zgrzyta. Mam nadzieję, że choć przepisy warte swojej ceny, bo chciałabym kilka wykorzystać.

zobacz kolejne z 584 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd