7,03 (631 ocen i 99 opinii) Zobacz oceny
10
30
9
45
8
151
7
210
6
129
5
37
4
13
3
13
2
1
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Bringing Up Bébé
data wydania
ISBN
9788308050279
liczba stron
408
słowa kluczowe
dzieci, Paryż, wychowanie
język
polski
dodała
Versatile

Reportersko-poradnikowa opowieść amerykańskiej dziennikarki, mamy, która na kilka lat trafia do Paryża (rodzi tu swoją pierwszą córkę, a następnie synów –bliźniaków) i ku swojemu zaskoczeniu odkrywa, że francuskie dzieci śpią smacznie, jedzą z apetytem, potrafią być cierpliwe i spokojne, a ich rodzice są stosunkowo zrelaksowani. Autorka postanawia więc zgłębić ten fenomen, opisać go i w ...

Reportersko-poradnikowa opowieść amerykańskiej dziennikarki, mamy, która na kilka lat trafia do Paryża (rodzi tu swoją pierwszą córkę, a następnie synów –bliźniaków) i ku swojemu zaskoczeniu odkrywa, że francuskie dzieci śpią smacznie, jedzą z apetytem, potrafią być cierpliwe i spokojne, a ich rodzice są stosunkowo zrelaksowani.

Autorka postanawia więc zgłębić ten fenomen, opisać go i w ten sposób przekazać rodzicom - nie Francuzom metody i rady z „francuskiej szkoły wychowania”.

W Paryżu dzieci nie grymaszą to nie tylko dawka porządnej praktycznej wiedzy na temat wychowania, to także bardzo autentyczne świadectwo przeżywania macierzyństwa, zmagania się z jego trudnościami, oczekiwaniami otoczenia, wpajanymi od lat stereotypami, świadectwo umiejętności odnalezienia własnej, indywidualnej macierzyńskiej, rodzicielskiej drogi.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie, 2013

źródło okładki: www.wydawnictwoliterackie.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
porządekalfabetyczny książek: 2800

Tajemniczy spokój francuskich matek

Ten literacki korowód zmęczonych matek, wielki coming out. Wiem, że to było konieczne i dla samych Matek Polek, i dla obserwujących. Ok, zajmowanie się małym dzieckiem jest wyczerpujące. Byłyście zmęczone, ja też byłam zmęczona, teraz na niewyspaną wygląda moja sąsiadka. Możemy o tym porozmawiać, niektóre z nas piszą o tym bloga, inne książki. Możemy się nad sobą poużalać albo razem pośmiać. Ale, prawdę mówiąc, ten lament przypomina mi licytowanie się starszych pań w kolejce do lekarza i prowadzi donikąd. 

Zamiast czytać o tym, że ktoś inny też jest zmęczony, wolę się wyspać. A precyzyjniej: dowiedzieć się, jakim cudem matka dwójki dzieci - najlepszej koleżanki mojej ośmioletniej córki, i małej naręcznej istoty w wieku wczesnoprzedszkolnym - jest wyspana i spokojna. Widuję ją co rano w szkole, bo jej córka ma szafkę obok szafki mojej córki. Tak, jest Francuzką. I jedyną znaną mi matką, która wie coś, o czym ja najwyraźniej nie mam pojęcia. 

Na przeszpiegi wysłałam Pamelę Druckerman, która miała okazję obserwować nie jedną, ale setki francuskich matek, bo od ośmiu lat mieszka w Paryżu. Druckerman szybko zorientowała się, że jej sposób bycia nie sprawdzał się w Paryżu. Jeśli Nowy Jork faworyzuje kobiety, które roztrząsają błędy przeszłości i próbują się odnaleźć w swoich emocjach, to Paryż preferuje takie, które - przynajmniej na zewnątrz - niczego nie żałują. We Francji powiedzieć o sobie 'neurotyczna' nie jest na poły potępianiem się, a na poły przechwalaniem - to...

Ten literacki korowód zmęczonych matek, wielki coming out. Wiem, że to było konieczne i dla samych Matek Polek, i dla obserwujących. Ok, zajmowanie się małym dzieckiem jest wyczerpujące. Byłyście zmęczone, ja też byłam zmęczona, teraz na niewyspaną wygląda moja sąsiadka. Możemy o tym porozmawiać, niektóre z nas piszą o tym bloga, inne książki. Możemy się nad sobą poużalać albo razem pośmiać. Ale, prawdę mówiąc, ten lament przypomina mi licytowanie się starszych pań w kolejce do lekarza i prowadzi donikąd. 

Zamiast czytać o tym, że ktoś inny też jest zmęczony, wolę się wyspać. A precyzyjniej: dowiedzieć się, jakim cudem matka dwójki dzieci - najlepszej koleżanki mojej ośmioletniej córki, i małej naręcznej istoty w wieku wczesnoprzedszkolnym - jest wyspana i spokojna. Widuję ją co rano w szkole, bo jej córka ma szafkę obok szafki mojej córki. Tak, jest Francuzką. I jedyną znaną mi matką, która wie coś, o czym ja najwyraźniej nie mam pojęcia. 

Na przeszpiegi wysłałam Pamelę Druckerman, która miała okazję obserwować nie jedną, ale setki francuskich matek, bo od ośmiu lat mieszka w Paryżu. Druckerman szybko zorientowała się, że jej sposób bycia nie sprawdzał się w Paryżu. Jeśli Nowy Jork faworyzuje kobiety, które roztrząsają błędy przeszłości i próbują się odnaleźć w swoich emocjach, to Paryż preferuje takie, które - przynajmniej na zewnątrz - niczego nie żałują. We Francji powiedzieć o sobie 'neurotyczna' nie jest na poły potępianiem się, a na poły przechwalaniem - to wyłącznie określenie choroby psychicznej. Tak więc nasza pani detektyw, próbująca odkryć sekret spokoju francuskich matek, próbuje być mniej podobna do Carrie Bradshaw, a bardziej do Catherine Deneuve. Na szczęście, nie rezygnuje z nowojorskiego poczucia humoru. 

Razem z nią porównujemy francuskie („Dziewięć miesięcy w Spa”) i amerykańskie („peany na cześć spodni na gumce”) magazyny dla kobiet w ciąży, szpitale, żłobki, przedszkola, rodzinne obiady. Dowiadujemy się, co to jest 'cadre', co francuscy rodzice mają na myśli mówiąc o 'éducation' i 'équilibre'. Kto to jest 'maman-taxi', jaka jest różnica między 'byciem grzecznym' a 'sage' i co to jest pauza. Wszystko to robicie już od dawna, jeśli udało wam się zachować zdrowy rozsądek. Ale, jak wiadomo, o to teraz najtrudniej.

Po przeczytaniu książki Druckerman stwierdziłam, że chociaż wychowuję córkę w podobny sposób, jak robią to Francuzki, byłam w 'amerykańskiej' ciąży i w taki też sposób urodziłam i karmiłam moją córkę, gdy była mała. Od babci (typowej niedzielnej matki) dostawałam inne rady niż od mojej mamy (która zrezygnowała na wiele lat z pracy, by wychować dzieci), co innego mówiły mi panie z przedszkola mojej córki. Zazdroszczę więc Francuzkom tej zgody, która, wg Druckerman, panuje we francuskim społeczeństwie co do sposobu, w jaki należy wychowywać dzieci. I, przede wszystkim, tego, w jaki sposób Francuzki radzą sobie z poczuciem winy. Podczas gdy ja po pół roku zajmowania się wyłącznie dzieckiem fantazjowałam o pójściu na manicure i dowiedziałam się, że powinnam a) raczej pomyśleć o pójściu do pracy (babcia) b) raczej nie zostawiać dziecka nawet na chwilę (mama), Francuzka na moim miejscu zrobiłaby to, na co miałaby ochotę, bo jej dziecko byłoby w żłobku. Można by w tym momencie ciężko westchnąć ale nie chcę dosiadać się do narzekających pań w kolejce. Zamiast tego opowiem wam coś innego. Zapytałam moją niedoścignioną Francuzkę, jak podoba jej się polskie przedszkole, do którego chodzi jej córka. Spodziewałam się niezadowolenia z menu i z braku 'cadre'. Zamiast tego usłyszałam: „Panie są bardzo dobre i czułe. We francuskim przedszkolu nikt by tak M. nie przytulał, bo wszyscy obawiają się oskarżenia o molestowanie”. Sytuacja jest więc nieco bardziej skomplikowana niż w książce Druckerman. Nic nie jest proste, a już na pewno nie wychowywanie dzieci. Nie jest proste, ale jak pisze Druckerman, mogłoby być nieco przyjemniejsze. Francuzki uważają, że wychowywanie dzieci jest przyjemnością. Amerykanki, udręczone przez liczne wykluczające się koncepcje wychowawcze, już mniej. A Polki? Polki mogłyby nauczyć się od Francuzek, jak zejść z karuzeli niepokoju i poczucia winy

Kasia / porządekalfabetyczny

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1421)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1963
Ola | 2014-08-02
Przeczytana: 02 sierpnia 2014

Moje dzieci są już nieco starsze i etapy, które opisuje autorka mam już od jakiegoś czasu za sobą. Nie zmienia to jednak faktu, że czytając "W Paryżu dzieci nie grymaszą" bawiłam się przednio. Opisane różnice w wychowywaniu dzieci w sposób amerykański i francuski są duże. W Polsce chyba jednak dominuje model zza oceanu, mnie jednak bliższy jest nasz europejski. Niestety stosując pewne jego elementy często młode mamy słyszą, że są wyrodnymi matkami. Fajnie, że młoda matka z dystansem spojrzała na te różnice i uwydatniła je. Nie zawsze model "matki polki" jest najlepszy. A przynajmniej nie dla każdej z nas. Autorka wykonała kawał dobrej roboty, bo pokazuje czytelniczkom, że można inaczej bez moralizatorstwa, nudy i patetycznych tekstów. Czytając świetnie się bawiłam, zauważyłam rzeczy, których wcześniej nie zauważałam albo zauważałam i mnie irytowały. Uważam, że to świetna książka dla młodych lub przyszłych mam, które widzą wychowanie dzieci odrobinę inaczej niż "po...

książek: 905
BeataBe | 2015-03-21
Przeczytana: 21 marca 2015

Świetnie napisana. Pochłonęłam w jeden dzień. Chociaż może trochę tendencyjna. Wręcz bałwochwalczy zachwyt wobec francuskich mam trochę mnie uwierał. Ale znalazłam tam kilka naprawdę cennych wskazówek i spostrzeżeń. Książka na pewno daje do myślenia, ale tylko tym myślącym i mądrym mamom:)

książek: 513
Dama_Karo | 2013-12-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 31 sierpnia 2014

Ach ten Paryż! Cudowne powietrze, aura tajemniczości, piękna architektura… W Paryżu nawet dzieci nie grymaszą! Właśnie na tę wyjątkowo zaskakującą cechę zwróciła uwagę Pamela Druckerman, która przeniosła się do tego pięknego miasta i zaintrygowana nie mogła zrozumieć dlaczego dzieci są takie grzeczne! Na każdym kroku porównywała z nimi swoją córkę i popadała w coraz większe przygnębienie. Ku jej irytacji żadna z francuskich mam nie potrafiła jej wytłumaczyć co robi źle! One to po prostu mają we krwi, a zagubiona Amerykanka może jedynie załamywać ręce nad swoją wrzeszczącą pociechą. Pamela Druckerman była do tego stopnia zirytowana odmiennością swojego dziecka, że postanowiła obserwować inne kobiety i ich zachowanie wobec swoich latorośli. Wszystkie spostrzeżenia, ciekawe sytuacje i własne przemyślenia skrupulatnie notowała i w ten oto sposób powstała ta przewrotnie napisana książka o wychowaniu dzieci.

Muszę przyznać, że Pamela Druckerman wciągnęła mnie w swój szalony świat i...

książek: 858
ani_anka | 2014-03-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 lutego 2014

Ogólnie książka ciekawa, dowcipna, rzetelna. Zwróciłam uwagę na to, że autorka bardzo podkreśla status społeczny kobiet, które udzielały jej informacji na temat swoich sposobów na wychowanie dziecka. Taka mama "nikt" chyba nie miałby prawa do wypowiedzi na łamach tej książki. Druga rzecz to zastanawiam się jak to możliwe, żeby rzesze inteligentnych ludzi nie dostrzegały związków pomiędzy zachowaniem swoich dzieci a brakiem zasad w domu. Mam na myśli tych rodziców, którym nie przyszło do głowy nauczyć dziecka podstawowych zasad zachowania: dziękuję, proszę, dzień dobry czy dowidzenia. Rodziców którzy nie siadają z dziećmi do wspólnych posiłków. Rodziców którzy nie potrafią wygospodarować czasu na własne życie ponieważ ciągle są na usługach dziecka. Trzeba, aż książki żeby dowiedzieć się jakie to ważne?

książek: 1294
ira | 2018-05-09
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 07 maja 2018

Jestem matką dwójki dzieci i pomimo, że nie mieszkam we Francji, moje dzieci też śpią i jedzą bez problemów.
Z jednej strony wiem, że to wypadkowa wielu czynników (czego pani autorka wydaje się nie przyjmować do wiadomości), a z drugiej nie byłam nigdy obłożoną poradnikami "jak żyć" kobietą i kieruję się głównie zdrowym rozsądkiem.
Dlatego też "W Paryżu dzieci nie grymaszą" nie była dla mnie ani odkrywcza, ani zabawna. Dość rozwlekłe i nudne zachwyty niezbyt chyba inteligentnej Amerykanki nad życiem Francuzek to nie rozrywka dla mnie.

książek: 1488
sigma122 | 2016-08-30
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 września 2014

Dostałam tę książkę w prezencie po urodzeniu dziecka, od koleżanki (bezdzietnej) i w sumie zanim się zebrałam do czytania to pierworodny zdążył już ukończyć 3 miesiąc życia. Ale zaparłam się i chciałam poczytać co robią paryskie matki, że ich dzieci są takie grzeczne. I klapa...nie dość, że czytało mi się to okropnie- napisane tragicznym językiem, to jeszcze w sumie nie dowiedziałam się nic nowego. Okazało się, że większość wskazówek już znałam, a resztę uznałam za bezwartościowe i nieprzydatne w naszym przypadku.
W ogóle w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że autorka jako Amerykanka w Paryżu na jakiś kompleks, bo w sumie wszystkie porównania wychodzą na korzyść Francji. Cała książka pełna jest peanów na cześć Francji, Francuzek i francuskiego społeczeństwa, stylu życia i wychowywania dzieci - i mnie osobiście strasznie to drażniło.

książek: 688
knigoholiczka | 2014-06-29
Przeczytana: 28 czerwca 2014

Książka posiada ładną i miłą w dotyku okładkę. Takie lubię. Bardzo podoba mi się obrazek na niej.
Myślę, że warto przeczytać tą książkę. Można zobaczyć i porównać różne sposoby wychowania. Kto wie, może ktoś wykorzysta któryś przedstawiony w książce sposób? Mamy do czynienia z francuskim i amerykańskim poglądem na wychowanie.
Pamela Druckerman, dziennikarka pisząca książkę z mężem szuka swojego miejsca na ziemi i trafiają do Paryża. Po urodzeniu dziecka dostrzega, jak różnią się jej poglądy i zachowanie jej dziecka od poglądów i dzieci Paryżanek. Próbuje dowiedzieć się dlaczego jej córeczka nie przesypia nocy, nie słucha się, a francuskie dzieci są tak grzeczne i ładnie śpią. Dla mnie też jest to trudne do uwierzenia: np żeby dziecko same zasypiało trzeba (o ile dobrze pamiętam) nie podchodzić do dziecka na każde zapłakanie. Wydaje mi się to trochę trudne do wykonania. Pozwolić, żeby kruszynka leżała sama w łóżeczku? Taka nauka powinna trwać od urodzenia, a dziecko noce przesypiać...

książek: 422
kortas10 | 2016-07-18
Na półkach: Przeczytane

No nie mogłam przebrnąć przez tę książkę... Chociaż bardzo chciałam, czytałam do przeszło dwusetnej strony, ale tylko po dwa rozdziały, bo te są długie i... po prostu męczyła mnie ta lektura. Stwierdziłam w końcu, że odpuszczam (a bardzo nie lubię nie doczytać książki do końca).
Moim zdaniem publikacja powinna zainteresować tylko te mamy, które planują żyć i wychowywać dziecko we Francji, bo o tym jest ta książka. Dowiemy się, że w tym kraju żłobki i przedszkola są finansowane przez rząd, ale panie tam pracujące pozostawiają trochę do życzenia. Dowiemy się również, że Francuzki wracają do pracy (i figury) już 3 miesiące po porodzie i jest to zupełnie naturalne, a także jakie mają podejście np. do niecierpliwych czy wręcz histeryzujących dzieci.
Książka pełna jest francuskich zwrotów, a przypisy są wyjaśnione na samym końcu książki (męczyło mnie przerzucanie stron). Miałam wrażenie, że kolejny akapit jest o tym samym co poprzedni, tyle że napisany innymi słowami...

książek: 147
Ewoosia | 2013-11-15
Przeczytana: październik 2013

Już po przeczytaniu pierwszych linijek wiedziałam, że ta książka jest dla mnie: tzn. dla mamy, która nie pamięta kiedy ostatnio zjadła w spokoju obiad w restauracji z mężem (aktualnie wygląda to tak jak u autorki: jedno usiłuje jak najszybciej pochłonąć zawartość talerza i nerwowo zerka na zegarek, drugie biega za małym blondynkiem usiłując zapobiec totalnej demolce w restauracji, potem zmiana... - KOSZMAR, Panie, KOSZMAR!). W każdym razie, książka od początku mnie wciągnęła, w wielu momentach czułam się, jakbym czytała o sobie i swojej rodzinie. Nie traktowałabym jej jednak jako poradnika, bo autorka nie podaje czytelnikowi na tacy gotowych rad, bardziej jako reportaż porównujący dwa odmienne systemy wychowania: amerykański i francuski - a raczej paryski. Polski system - jeżeli coś takiego istnieje, ustawiłabym gdzieś pośrodku. Ciekawa jestem czy przeciętne paryskie dziecko (dodajmy - małe dziecko) jest faktycznie takie jak opisuje autorka: nie grymasi przy jedzeniu, a wręcz jest...

książek: 149
Marta | 2014-01-09
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Jako matka dwójki dzieci czasami lubię zapoznać się z innym punktem widzenia - może za granicą mają jakieś wspaniałe patenty na wychowanie dzieci bez nadmiernego stresowania rodziców? :-)

Książka jest napisana po prostu zdroworozsądkowo, bez udziwnień, ale, jako matka-Polka znalazłam kilka rzeczy, które chętnie próbuję wdrażać u siebie. Niekoniecznie chodzi mi o zniwelowanie grymaszenia dzieci (właściwie nie grymaszą), ale dla chwilę oddechu dla mnie samej :-)
Genialnie odkrywczym jest dla mnie nauczenie dziecka czekania. To działa! Dzięki temu ja spokojnie kończę to, co robiłam, gdy dziecko zwróciło się do mnie z jakąś prośbą, a dziecko wie, że moja prośba o poczekanie nie jest atakiem na nie/ignorowaniem próśb - po prostu ja sygnalizuję, że gdy skończę, skieruję swoją uwagę na potrzeby pociechy.

Przeczytałam tę książkę i odetchnęłam z ulgą :-) polecam wszelkim zestresowanym matkom - oczywiście niekoniecznie należy wszystko wdrożyć, ale warto poznać inne niż polskie sposoby...

zobacz kolejne z 1411 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd