Ruiny

Okładka książki Ruiny autora Scott Smith, 9788373595484
Okładka książki Ruiny
Scott Smith Wydawnictwo: Albatros Ekranizacje: Ruiny (2008) horror
399 str. 6 godz. 39 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Ruins
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
399
Czas czytania
6 godz. 39 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373595484
Tłumacz:
Danuta Górska
Ekranizacje:
Ruiny (2008)
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ruiny w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ruiny

Średnia ocen
6,6 / 10
393 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ruiny

avatar
200
200

Na półkach:

Dobry mocny trzymajacy w napieciu do konca horror.

Dobry mocny trzymajacy w napieciu do konca horror.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
22
19

Na półkach:

Prosty, mocno już zgrany koncept na slasherowy horror - dajmy dżunglę, zabójczą, myślącą roślinę i grupę młodych ludzi na wakacjach - wyrasta ponad sztampę dzięki jednej drobnej zmianie konceptu: bohaterowie myślą!

Prosty, mocno już zgrany koncept na slasherowy horror - dajmy dżunglę, zabójczą, myślącą roślinę i grupę młodych ludzi na wakacjach - wyrasta ponad sztampę dzięki jednej drobnej zmianie konceptu: bohaterowie myślą!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
721
384

Na półkach: , ,

Ach, co to była za przygoda?!
Zanim jednak przejdę do książki, chciałbym zachować chronologię w poznawaniu powyższego tytułu, bo z mojej perspektywy, "Ruiny" to przede wszystkim film z 2008 roku reżyserii Cartera Smitha. Film, który nie wybił się szczególnie i zgarnął średnie noty. Miałem już w tym czasie książkę, która czekała na swoją kolej, jednak po ekranizacji świadomie przesunąłem ją na koniec kolejki. Na później. Czy słusznie?

To opowieść o ósemce znajomych w wieku studenckim, którzy poznają się podczas pobytu na Jukatanie - dwie pary Amerykanów (Jeff, Amy, Eric, Stacy) , Niemiec (Mathias) i trzech Greków (Pablo, Juan, Don Kichot). To jednak pierwsza szóstka postanawia wyjechać w okolice Concun, by pomóc w poszukiwaniach Heinricha (brata Mathiasa),który zaginął podczas prac archeologicznych. Misja ratunkowa, która dla większości z nich miała być kolejną przygodą, okazją na poznanie niedostępnych rejonów Meksyku. Nikt wówczas nie dopuszczał możliwości, że wyjazd w niedostępne rejony dżungli, może stać się walką o własne życie.

Pierwsze rozdziały, źle... Tu nie ma rozdziałów. Jest ciąg tekstu, oddzielony widocznymi akapitami, które rozpoczynają się i kończą w swobodny sposób. W środku strony, na początku lub na samym końcu. Pierwszy raz spotkałem się z taką konstrukcją i wierzę, że perfekcjoniści pod względem ładu będą zgrzytać zębami. Mi to pasowało, a przynajmniej nie przeszkadzało. Co jakiś czas natrafiamy na czarnobiałe, pełnostronicowe ryciny, które nie podkreślają aktualnych wydarzeń, a raczej stanowią element dekoracyjny, klimatyczny.

Atmosfera w książce jest wyśmienita. Początek mocno rozrywkowy, pokazujący okoliczności poznania się bohaterów, jak również ich wzajemne relacje. Wszystko zmienia się w momencie dotarcia do miejsca poszukiwań. Od tego momentu powietrze zaczyna gęstnieć, by za chwilę móc je kroić nożem. Robi się duszno i nie tyle od wydarzeń, które same w sobie są kamieniami milowymi dla grupy, co od ciągów myślowych każdego z osobna. To co rozgrywa się w ich głowach w obliczu zagrożenia, to jak może wyglądać proces ustępowania wbrew przyjętym moralnym zasadom? Znalazłem ten tytuł zaklasyfikowany jako thriller psychologiczny, co nie wzbudza we mnie zdziwienia. Psychika ludzka, te wszystkie niewypowiedziane myśli, które są widoczne tylko dla czytelnika, to jak drugi plan. Nie dziwię, się dlaczego film wypadł tak słabo, bo odbierając mu tę strefę, przedstawiona została tylko część opowieści. Scott Smith zastosował tu jeszcze jeden świetny patent, tym razem dotyczący zmiany scen. Widzimy jedną scenę, w której następuje np. wybuch. Po chwili kadr zmienia się na innego bohatera, nie uczestniczącego w tych okolicznościach i jakby nic przenosimy się do jego ciągu wydarzeń. Po chwili jednak słyszymy z jego perspektywy ten wybuch, choć nie jesteśmy jego naocznymi świadkami. Piękne wyrównanie akcji.

Nie będę zajmował się porównaniem książki do filmu, bo tu przepaść jest ogromna. Od różnic w wyglądzie głównych bohaterów, funkcji które obejmują w grupie, po sposób prowadzenia filmowej fabuły, która grubo odchodzi od tej z książki. Finał to już zupełnie rozejście się w dwóch różnych kierunkach. W tym zestawieniu zdecydowanie wygrywa książka.

Świetna opowieść, pełna niepokoju i niewypowiedzianego na głos lęku. Niezrozumianego zagrożenia, ciężkiego do objęcia logicznym tokiem rozumowania zależności z grubsza poznanego świata. To lęk przed nieznanym, w pewnym sensie nawet fascynacja i świadomość nieuchronnego zagrożenia. Walka, zrozumienie i akceptacja.

Ach, co to była za przygoda?!
Zanim jednak przejdę do książki, chciałbym zachować chronologię w poznawaniu powyższego tytułu, bo z mojej perspektywy, "Ruiny" to przede wszystkim film z 2008 roku reżyserii Cartera Smitha. Film, który nie wybił się szczególnie i zgarnął średnie noty. Miałem już w tym czasie książkę, która czekała na swoją kolej, jednak po ekranizacji...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2189 użytkowników ma tytuł Ruiny na półkach głównych
  • 1 342
  • 829
  • 18
456 użytkowników ma tytuł Ruiny na półkach dodatkowych
  • 316
  • 49
  • 48
  • 16
  • 10
  • 9
  • 8

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Poza sezonem Jack Ketchum
Poza sezonem
Jack Ketchum
E-book #1 Poza sezonem!!! Poważnie ciężko trafić tę książkę za w miarę normalną cenę w Polsce od ludzi, a jeżeli masz ochotę na nową to nie ma już ich wcale. U nas została wręcz zakazana, bo Jack Ketchum nie wie co to litość i za mocno się w niej ponoć popisał;) Na szczęście udało mi się znaleźć e-book'a. Początkowo zostało usunięte z tej historii wiele scen, jeszcze zanim poszła w ruch. Kiedy Jack przedstawił wydawcy pierwszą wersję - wersję przedpremierową, ten stwierdził, że nie pozwoli na jej puszczenie w świat z powodu skrajnej brutalności. Ketchum musiał zmienić więc treść i ponoć usunął różne wstawki, momenty, które nie były zatwierdzone - jest na ten temat też zdanie Ketchuma, bardziej rozwinięte, w posłowiu, na końcu książki. Szóstka osób bierze sobie na kilka dni domek w nadmorskim kurorcie, można powiedzieć, że prawie na odludziu, bo mało kto mieszka tam, w Dead River, nie licząc może kilkudziesięciu mieszkańców w oddali i kilkunastu... kanibali w pobliskim lesie 😧 Wkrótce zaczął się istny horror. Książka krótka, bardzo powoli się rozkręca, ale wciąż w tle czuć troszeczkę napięcie, bo masz świadomość co się niebawem tu może wydarzyć - no i stało się, stała się masakra. Walka o przetrwanie. Podobało mi się też na pewno zakończenie, które miało być początkowo inne, bo wydawcy i o to mieli problem - i na ten temat też jest w posłowiu ;) Poza sezonem, jest to debiut autora i jeżeli byłbym zero-jedynkowy to udany. Polecam, jeżeli lubisz horror ekstremalny. Nie każdy wytrzyma tę historie.
Tranquilo - awatar Tranquilo
ocenił na710 miesięcy temu
Czas Obcych Mort Castle
Czas Obcych
Mort Castle
Jest wielu ludzi, którzy zakładają maski. I nie mam tu na myśli aktorów w teatrze. Nie myślę tu o sztuce aktorskiej gry, lecz o prawdziwym życiu, które dla ludzi o dwóch czy wielu twarzach jest grą. Czyt-NIK nie będzie Was zachęcał do wzięcia udziału w takiej grze, jednakże nasunę Wam propozycję lektury, która zdobyła moje serce. „Czas Obcych” to zdecydowanie powieść trzymająca w permanentnym napięciu, w poczuciu grozy. Jeśli lubisz się bać, i to uczucie jest w katalogu Twoich czytelniczych pożądań, to już dziś sięgnij po książkę uznanego, amerykańskiego pisarza. Pisarza, którego książka wzbogaca czyt-NIKową półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Przyznam szczerze, że po lekturze powieści „Czas Obcych” jestem w pełni ukontentowany. To był doskonale spożytkowany czas. Teraz czas na Was, abyście sięgnęli po tę książkę. A ja dodam, że poznanie Michaela Loudena była jak ostra jazda bez trzymanki. Była prawdziwym rolercoasterem. Z jednej strony poznałem ot tak zwykłego gościa mieszkającego na przedmieściach Chicago. Gościa, który ma niczym niewyróżniającą się pracę. Żonę jak każdy normalny facet. Córkę jak wielu zwykłych ojców. Z drugiej zaś strony Louden to psychopata w ludzkiej skórze. Na myśl o tym, co wyprawia, zakładając tę drugą mroczniejsza maskę, na naszym ciele pojawia się gęsia skórka, a włosy jeżą się na głowie. Zaskoczenie, niedowierzanie, szok, nieustające uczucie grozy, napięcie, strach, niezwykły klimat tajemniczości… i mógłbym jeszcze tak długo wymieniać słowa opisujące moje czytelnicze doznania podczas lektury książki Morta Castle’go. Nie chcę jednak zabierać Wam czasu. Lepiej, abyście spożytkowali go na przeczytanie tej książki. „Czas Obcych”, to groza przez duże G, to obcowanie z człowiekiem, który czeka na nadejście czasu obcych. Jeśli czekaliście na powieść grozy z górnej półki, to już nie musicie. Bo oto jest Michael Louden, bohater wykreowany przez amerykańskiego pisarza, który był kiedyś hipnotyzerem. I w rzeczy samej tą historią wprowadzi Was w niezwykły stan. Stan czytelniczego skupienia! Zatem bierzcie i czytajcie! Myślę, że wielu miłośników horroru doskonale zna twórczość Morta Castle’go. Przyznam się bez bicia, że „Czas Obcych” to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. I pragnę uroczyście oznajmić, że z zaciekawieniem zerkam ku innym tytułom wywodzącym się z twórczej kreatywności pisarza. Przyznam szczerze, że przeczytałem już wiele powieści grozy, lecz ta ma specyficzny klimat, który nie sposób zdiagnozować, nazwać, określić, ująć w ramy. I to chyba właśnie stanowi o wyjątkowości tej książki. Ją po prostu trzeba przeczytać. Więc na co czekacie?! Książka „Czas Obcych” ukazała się nakładem Wydawnictwa Planeta Czytelnika
CzytNIKTomaszKosik Kosik - awatar CzytNIKTomaszKosik Kosik
ocenił na911 miesięcy temu
Zarażeni Sarah Langan
Zarażeni
Sarah Langan
Książka dość długo czekała u mnie na czytniku. Średnia ocen na LC zniechęciła mnie skutecznie do czytania. Nie po raz pierwszy zostałem wprowadzony w błąd ocenami z LC. Przestanę chyba czytać opinie przed przeczytaniem książki. Powieść "Zarażeni" w 2007 roku została uhonorowaną nagrodą Stokera. I po przeczytaniu mogę stwierdzić, że jak najbardziej na taką nagrodę zasłużyła. Mamy tu do czynienia z bardzo inteligentnym horrorem. Nie ma tu więc bezsensownego rzucania mięchem i chlapania krwią. Zamiast tego autorka spokojnie buduje nastrój. Robi to niczym wytrawny Mistrz Stephen King. Przez niema pół powieści poznajemy bohaterów, ich myśli, problemy. Groza pojawia się pomału, stopniowo. I to dozowanie napięcia jest naprawdę na najwyższym poziomie. Widzę tu podobieństwa do "Miasteczka Salem" i do "Desperacji" Kinga. Myślę, że nieprzypadkowo akcja jest umieszczona w stanie Maine. W zasadzie nie jest to książka o zombie. Istoty w jakie zamieniają się ludzie pod wpływem starożytnego wirusa, są wszak świadome i w żaden sposób nie można ich określać jako zombie. To akurat dodatkowa siła książki. Spodobało mi się, że autorka nie popłynęła z popularnym w ostatnich latach nurtem zombiezmu. Zrobiła tu coś po swojemu. Książka na pewno warta przeczytania. Myślę, że spodoba się fanom Kinga, Strauba czy Ketchuma. Ale na pewno nie tylko im. Polecam z czystym sumieniem.
Krzysztof Rapcia - awatar Krzysztof Rapcia
oceniła na810 lat temu
Blues duchów Jonathan Maberry
Blues duchów
Jonathan Maberry
„Blues Duchów” to pierwsza część „Trylogii Pine Deep”, energiczny, nowoczesny „wszystko/mający” horror, z jednej strony odwołujący się do klasyki gatunku, z drugiej do nowoczesnych trendów sensacji i thrillera. + W 1976 roku miasteczkiem Pine Deep wstrząsnęła fala morderstw, głównie dzieci i nastolatków. Sprawcę zbrodni wykrył i zabił czarnoskóry robotnik rolny, zamiast nagrody jednak sam został zlinczowany po tym, jak w środku nocy dopadła go, zakrwawionego po walce z potworem, grupa ochotniczych stróżów prawa. Mija 30 lat. Uczestnicy ówczesnych wydarzeń nadal mieszkają w Pine Deep, a nad miasteczko nadchodzi niebezpieczeństwo. Trójka uciekających przed policją przestępców ma wypadek w obrębie miasteczka (ich samochód wpada na pole kukurydzy). Jeden z nich ginie, drugi jest ranny w wypadku ale trzeci…trzeci to psychopatyczny seryjny morderca. Nie zawaha się przed niczym, by zdobyć środki na dalszą ucieczkę. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Po pierwsze - „zło nigdy nie ginie” - zabity 30 lat wcześniej potwór wciąż rozciąga swój mroczny wpływ na okolicę. Ma swoich wyznawców (kultyści ! Ihaaa!),łączy się też z umysłem zbiegłego psychopaty. Burmistrza, który jako dziecko, ciężko ranny, ledwo uszedł z rąk mordercy, prześladują przerażające koszmary, w których sam zamienia się w monstrum, lokalny fanatyk religijny zaś przekracza próg szaleństwa… Przeciw rosnącemu w siłę złu staje tylko nieświadoma niczego policja oraz manager „Przerażających Przejażdżek”, lokalnego parku rozrywki… + Zacząć trzeba od podkreślenia faktu - „Blues Duchów” to nie jest samodzielna powieść ! To pierwsza część trylogii, Stephen King wszystkie jej części wydałby pod jednym tytułem jako kolejne 1000 stronowe monstrum. Wszystkie fabularne wątki są szeroko pootwierane, a na ich zamknięcie poczekać będzie do ostatniego tomu. Nie przypadkiem jednak przywołany został tutaj Stephen King. „Blues Duchów” bowiem czyni zadość standardom najlepszych powieści Króla. Niewielka społeczność, szereg ciekawie wykreowanych, pozostających w różnych wzajemnych relacjach, postaci, bardzo energiczna, przyjazna czytelnikowi narracja - to cechy typowe dla prozy wielkiego Stefana, cechy, które umiejętnie zaadaptował dla swej opowieści Maberry. „Blues Duchów” to, jak napisałem, horror „wszystkomający”: klasyczne monstra rodem sięgające do czarno białych horrorów Universalu ? - są, Złowrodzy, spiskujący, quasi-sataniczni kultyści ? - są, Powracające duchy przeszłości ? - i owszem, Współcześni psychopaci z kart powieści Thomasa Harrisa ? - no pewnie, W bonusie jeszcze brutalni przestępcy, ba, nawet dla fanów Guya N. Smitha pojawia się amerykański odpowiednik „trzęsawiska” ! Tak, fani rozrywkowego horroru bedą mieli przy lekturze „Bluesa Duchów” przednią zabawę. Powieść jest pełna brutalności, jump scare’ów, suspensu, doskonale napisana (wybornie wypadają zwłaszcza liczne sceny akcji). Powieść została wyróżniona nagrodą Bram Stoker Award w roku 2006 za najlepszy debiut. W kategorii „najlepsza powieść” Maberry musiał uznać wyższość … Stephena Kinga i jego „Historii Lisey” (zero zdziwu :-) ). Petarda, nie ma to tamto. Instant classic. Już mnie ciekawość pali, co będzie się działo w kolejnych tomach - „Song Umarłych” i „Wschód Złego Księżyca” PS. Ciekawe, że „Blues Duchów” stanowił tak naprawdę początek dużej kariery pisarskiej Maberry’ego. Maberry w momencie jej wydania miał już 48 lat (rocznik 1958),więc trudno go uznać za młodzika, niemniej od tamtej pory publikuje niezwykle aktywnie. Cała trylogia Pine Deep wydana została w Polsce w ramach tzw. „drugiej serii Amber Horror” (z lat 2008-2010, do dziś można wygrzebać w różnych Tanich Książkach). W Polsce wydany został również „Pacjent Zero”, rozpoczynający długi, do dziś pisany, cykl przygód detektywa Joe Ledgera. PPS. Aż dziw, że nikt jeszcze tego nie nakręcił. W dzisiejszych realiach spodziewałbym się jakiegoś fancy serialu na platformach streamingowych. Murowany hit.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na85 lat temu
Dziecko Rosemary Ira Levin
Dziecko Rosemary
Ira Levin
“Dziecko Rosemary” to jedna z najbardziej niepokojących i jednocześnie wciągających powieści grozy XX wieku. Choć dawno już widziałam film Romana Polańskiego na jej podstawie, to książka trafiła w moje ręce dopiero teraz. Ira Levin stworzył historię, która nie opiera się na tanich straszakach, lecz na powolnym budowaniu napięcia i narastającym poczuciu paranoi. Fabuła koncentruje się na młodym małżeństwie, które wprowadza się do starej kamienicy w Nowym Jorku. Początkowo wszystko wydaje się normalne, jednak wraz z rozwojem wydarzeń atmosfera staje się coraz bardziej duszna i niepokojąca. Główna bohaterka, Rosemary, zaczyna podejrzewać, że otaczający ją ludzie, w tym jej własny mąż, mogą skrywać mroczne tajemnice. Autor mistrzowsko nami manipuluje, stopniowo podważając poczucie bezpieczeństwa. Nie ma tu gwałtownych zwrotów akcji co kilka stron, a zamiast tego dostajemy powolne, ale konsekwentne osaczanie bohaterki. Dzięki temu zaczynamy dzielić jej lęki i wątpliwości, nie będąc pewnym, co jest prawdą, a co jedynie wytworem wyobraźni. Na uwagę zasługuje także sposób przedstawienia postaci. Rosemary jest wiarygodna i budzi empatię, a jej przemiana, od ufnej, spokojnej kobiety do osoby pełnej strachu i podejrzeń, została ukazana bardzo przekonująco. Postacie drugoplanowe są z kolei niejednoznaczne, co dodatkowo wzmacnia napięcie. Styl Levina jest prosty, ale niezwykle precyzyjny. Autor nie przesadza z opisami, dzięki czemu akcja jest płynna, a napięcie nie opada. To przykład horroru psychologicznego, który bardziej działa na wyobraźnię niż epatuje grozą. Podsumowując, moim zdaniem, „Dziecko Rosemary” to klasyka gatunku, która do dziś potrafi wywołać dreszcze. To książka dla osób ceniących subtelny, inteligentny horror, w którym najstraszniejsze jest to, co niewidoczne i niedopowiedziane. Na pewno ją docenicie. Polecam serdecznie!
Mysterybookspl - awatar Mysterybookspl
ocenił na818 godzin temu
Egzorcysta William Peter Blatty
Egzorcysta
William Peter Blatty
Są historie, które od lat funkcjonują w popkulturze jako „te, których lepiej nie oglądać po zmroku”. I dla mnie właśnie takim tytułem od zawsze był „Egzorcysta” od Williama Petera Blatty’ego. Bo prawda jest taka: horrory filmowe nigdy nie były moją bajką. Z jednego, bardzo prostego powodu – ja po prostu… nie lubię się bać. A właściwie: boję się bać 😅 Muzyka, nagłe zwroty akcji, obrazy, których nie da się „odzobaczyć” – to zdecydowanie nie dla mnie. I dlatego nigdy nie obejrzałam ekranizacji „Egzorcysty”. I szczerze? Nadal nie zamierzam. Ale książka? To już zupełnie inna historia. Bo czytanie daje pewien komfort. Można zwolnić, można na chwilę odłożyć, można… ominąć fragment, który robi się zbyt intensywny. Strach działa tu inaczej – bardziej wyobrażeniowo, ciszej, ale momentami równie skutecznie. I właśnie z tej ciekawości sięgnęłam po wznowienie tej powieści. Chciałam wiedzieć, co tak naprawdę kryje się za legendą. I teraz już wiem jedno – niektórych scen naprawdę nie chciałabym zobaczyć na ekranie. Historia Chris MacNeil i jej córki Regan zaczyna się dość niewinnie. Dwunastoletnia dziewczynka, tabliczka ouija, kontakt z „Kapitanem Howdym”. A potem wszystko zaczyna się powoli wymykać spod kontroli. Dziwne zjawiska, zmiany w zachowaniu, coś, czego nie potrafią wyjaśnić lekarze. I tu pojawia się to, co w tej książce działa najlepiej. To narastające poczucie niepokoju. To moment, w którym racjonalne wyjaśnienia przestają wystarczać. To bezsilność – matki, lekarzy, ludzi, którzy próbują znaleźć odpowiedź tam, gdzie jej nie ma. Motyw kryzysu wiary, który przechodzi ojciec Karras, też wypada bardzo dobrze. To nie jest tylko historia o opętaniu. To też opowieść o zwątpieniu, o granicach ludzkiego rozumienia i o tym, jak trudno uwierzyć w coś, co kompletnie nie mieści się w znanym nam świecie. Ale… nie będę udawać, że to była książka idealna. Bo dla mnie była bardzo nierówna. Są fragmenty naprawdę mocne, niepokojące, momentami wręcz trudne do czytania. Takie, które zostają w głowie i budują klimat grozy, z którego ta historia słynie. Ale obok nich są też długie partie, które zwyczajnie mnie wynudziły. Dużo tu medycznych analiz, rozmów, opisów, które spowalniają akcję. I choć rozumiem, że to miało budować wiarygodność całej sytuacji, to momentami miałam wrażenie, że napięcie po prostu siada. To nie jest horror, który cały czas trzyma w napięciu. To raczej historia, która falami buduje atmosferę – raz przyspiesza, raz zwalnia, czasem aż za bardzo. Czy było warto? Tak. Bo to książka, którą warto znać – choćby ze względu na jej kultowy status i wpływ na popkulturę. I mimo tych dłużyzn, mimo momentów znużenia, to doświadczenie było… ciekawe. Ale czy sięgnę po film? Absolutnie nie 😅 „Egzorcysta” to historia, która udowadnia, że największy strach rodzi się gdzieś pomiędzy wiarą a zwątpieniem. I że czasem wyobraźnia działa mocniej niż obraz. A ja zdecydowanie wolę, kiedy to ja decyduję, jak bardzo chcę się bać.
dorotbook - awatar dorotbook
ocenił na76 dni temu

Cytaty z książki Ruiny

Więcej
Scott Smith Ruiny Zobacz więcej
Scott Smith Ruiny Zobacz więcej
Scott Smith Ruiny Zobacz więcej
Więcej