Kochanie, zabiłam nasze koty

Wydawnictwo: Noir sur Blanc
5,93 (2219 ocen i 272 opinie) Zobacz oceny
10
59
9
76
8
274
7
450
6
607
5
316
4
181
3
139
2
71
1
46
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788373923935
liczba stron
160
słowa kluczowe
powieść polska
język
polski
dodała
dorsz

Tysiące wypitych kaw i herbat. Kilogramy zjedzonych czekolad. Setki obgryzionych paznokci. Jeden zniszczony laptop. Oto prawdziwe statystyki zza kulis powstawania najnowszej powieści Doroty Masłowskiej. Ostatecznie jednak- udało się. Jest. Kochanie zabiłam nasze koty to wypadkowa, jak to zwykle bywa z powieściami, przejęcia losem ludzkości i różnych osobistych udręk. W ingrediencjach znajdą...

Tysiące wypitych kaw i herbat. Kilogramy zjedzonych czekolad. Setki obgryzionych paznokci. Jeden zniszczony laptop. Oto prawdziwe statystyki zza kulis powstawania najnowszej powieści Doroty Masłowskiej.

Ostatecznie jednak- udało się. Jest.

Kochanie zabiłam nasze koty to wypadkowa, jak to zwykle bywa z powieściami, przejęcia losem ludzkości i różnych osobistych udręk. W ingrediencjach znajdą więc Państwo moje zmęczenie radioaktywnymi miastami i moje zmęczenie radioaktywną sobą. I moje urzeczenie morzem jako tworem w sposób doskonały i beztroski łączącym w sobie bezkres i ściek. Wreszcie- bezustanne zadziwienie kondycją duchową nowego człowieka. Człowieka wolnego, żyjącego poza takimi anachronicznymi, zaśmiardującymi molami kategoriami jak duchowość, religia, polityka, historia.

Człowieka w związku z tym bezjęzykowego, człowieka którego mową ojczystą jest Google Translator. Aktualnie mam więc nadzieję że będą lubili Państwo moją nową książkę.

I że zrobi ona Państwa dzień.

 

źródło opisu: Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 2012

źródło okładki: http://www.noir.pl/ksiazka/566/Dorota-Maslowska-Ko...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 53
naparstnik | 2013-09-21
Przeczytana: 20 września 2013

Masłowska, M.D.

Jest taka bajka o wnuczku, dziadku i osiołku (istnieje też wersja z młynarzem). Pewnego dnia wnuczek z dziadkiem postanawiają wybrać się na targ. Dziadek wsiada więc na osiołka, a wnuczek idzie za nimi. Kiedy docierają na miejsce, ludzie patrzą na nich spode łba i mówią do siebie: "Taki stary, a pozwala by małe dziecko za nim szło". Kolejnym razem więc dziadek sadza wnuczka na osła - "Taki młody, a staremu człowiekowi pozwala iść piechotą". Nauczeni doświadczeniem, następnego dnia obaj idą pieszo, prowadząc osiołka obok siebie: "Mają osła, a na nim nie jeżdżą". Morał tej historii jest taki, że nie ważne co zrobisz, zawsze znajdzie się ktoś kto to skrytykuje. Wystawiają się na nią więc także i pisarze.

Podobno sama Masłowska powiedziała, że jest to jej najbardziej przemyślana powieść. W takim razie myślenie musiało zaszkodzić jej na wenę. Istnieje też możliwość, że po prostu wydoroślała.

Czytając "Kochanie...", mniej więcej do połowy odnosiłem wrażenie, że jest to sprytna satyra na tłumaczenia książek amerykańskich autorów. To byłoby oryginalne, a do tego nas przyzwyczaiła. Później pomyślałem, że to działa w drugą stronę - książka napisana jest tak jakby była przygotowana do tłumaczenia na angielski, wpisując się w nurt tamtejszej literatury postmodernistycznej w stylu Chucka Palahniuka. Kiedy jednak narracja zmienia się z trzeciej osoby w pierwszą, oddając głos autorce (która jak zawsze niby śmieje się z siebie ale bardziej broni przed ewentualnymi zarzutami krytyków), wiedziałem już, że to na serio. Przebywając przez jakiś czas w Stanach z okazji promocji swoich książek i wykładów, poobserwowała sobie sąsiadów, dopisała do tego historię i postanowiła stworzyć powieść o współczesnym społeczeństwie konsumpcyjnym. I faktycznie, jest tam kilka ciekawych spostrzeżeń, zawoalowanych żartów, a warsztat literacki bardzo się wzbogacił. Jest też, najważniejsza dla mnie w każdej książce płynność, którą rzadko znajduję. Niestety na koniec, "Kochanie..." można porównać do rozgazowanego piwa.

Oczywiście w żadnym wypadku nie skreślam Masłowskiej, każdemu zdarzają się lepsze i gorsze dzieła. Obawiam się tylko, że padła ofiarą znanej w środowisku pisarzy klątwy pierwszej książki. Jak się startuje z wysokiego pułapu to ciężko później przebić swoje magnum opus. Zabawne jednak w tym wszystkim jest to, że im bardziej na lewo kieruje swoje uwagi autorka tym mocniej jej ta lewa strona przyklaskuje ("Paw królowej" zdobył przecież Nike). Widocznie krytykować mogą tylko Ci, którzy się wywodzą z tego samego środowiska. Reszta pozostaje ciemnogrodem.


//////////////

Sprostowanie do recenzji.

Po przeczytaniu książki "Dusza światowa" będącej wywiadem-rzeką z Dorotą Masłowską i uchylającą rąbka tajmnicy powstawania "Kochanie...", okazało się, że trafnie rozszyfrowałem klucz i stylistykę powieści, a więc forma "złego tłumaczenia" była zamierzona. Do tego autorka opisała fikcyjne miasto przypominające Nowy Jork zanim się pierwszy raz do niego udała - wobec tego muszę dodać jedną gwiazdkę za pomysł i wyobraźnię. I tym bardziej czekam na kolejną książkę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Szeptucha

Szeptucha to pierwsza część trylogii z serii Kwiat paproci. Jest to coś nowego i innego od tych wszystkich stereotypowych powieści, więc warto przec...

zgłoś błąd zgłoś błąd