Rącze konie

Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Cykl: Trylogia Pogranicza (tom 1)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
7,39 (694 ocen i 77 opinii) Zobacz oceny
10
44
9
99
8
189
7
209
6
97
5
38
4
8
3
5
2
2
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
All The Pretty Horses
data wydania
ISBN
9788308048474
liczba stron
424
słowa kluczowe
proza amerykańska
język
polski
dodał
Snoopy

Pierwsza część słynnej „Trylogii pogranicza”. Na drugim brzegu Rio Grande zaczyna się przygoda, i można tam znaleźć szczęście i wielką miłość. Ale może też być inaczej. Dla trójki młodocianych uciekinierów z południa Stanów Zjednoczonych Meksyk – dziki, bezkresny, romantyczny - staje się krainą, w której za marzenia trzeba płacić krwią, a bycie kowbojem oznacza najczęściej kłopoty z...

Pierwsza część słynnej „Trylogii pogranicza”.

Na drugim brzegu Rio Grande zaczyna się przygoda, i można tam znaleźć szczęście i wielką miłość. Ale może też być inaczej. Dla trójki młodocianych uciekinierów z południa Stanów Zjednoczonych Meksyk – dziki, bezkresny, romantyczny - staje się krainą, w której za marzenia trzeba płacić krwią, a bycie kowbojem oznacza najczęściej kłopoty z prawem.

Rącze konie są opowieścią o dojrzewaniu, utraconej niewinności, pierwszych męskich decyzjach i przyjaźni, z której trzeba zdać egzamin. W 2000 r. powieść została przeniesiona na duży ekran przez Billy’ego Boba Thorntona. Główne role zagrali Matt Damon i Penelope Cruz.

 

źródło opisu: www.wydawnictwoliterackie.pl

źródło okładki: www.wydawnictwoliterackie.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
lapsus książek: 1676

Tylko koni żal

Konie pędzące przez pustynny krajobraz pogranicza Teksasu i Meksyku – jeśli ten obraz jest dla czytelnika dobrym pretekstem do sięgnięcia po książkę, to nie zawiedzie się na pewno. „Rącze konie” – pierwsza część „Trylogii Pogranicza” autorstwa Cormaca McCarthy’ego – łączy klasyczny western z powieścią drogi i powieścią inicjacyjną. Mamy tutaj wszystko, czego potrzeba dobrej książce tego typu, ale mamy też coś więcej. Cormac nie byłby sobą, gdyby do typowych wątków nie dodał głębszej perspektywy, skłaniającej do refleksji. Ta historyczno-filozoficzna myśl czai się nieustannie za fabularną warstwą powieści. A jeśli i tego za mało, to pozostaje jeszcze język – czysty, niemal ascetyczny, a jednak w swej prostocie poetycki. To, czego już u Cormaca doświadczałem nie raz, a co stanowi o istocie jego pisarstwa, to udane połączenie odległych literackich brzegów – powieści popularnej i prozy w swej strukturze zbliżającej się do poezji.

U Cormaca McCarthy’ego nie mamy zbyt wiele uśmiechu. Jeśli już go znajdziemy, to w charakterystycznym, groteskowym zniekształceniu, obnażającym zmaterializowane zło. Podobnie świat ukazany w „Rączych koniach” jest bardzo serio. Powiedziałbym, że jest to świat fundamentalny, świat podstawowych wartości, które ukazane są w kontekście rzeczywistości amerykańskiego Południa lat pięćdziesiątych. Bohater to 16-letni chłopak, John Grady Cole, który po śmierci dziadka wyrusza z rodzinnego Teksasu szukać szczęścia. Towarzyszą mu dwaj chłopcy, z którymi...

Konie pędzące przez pustynny krajobraz pogranicza Teksasu i Meksyku – jeśli ten obraz jest dla czytelnika dobrym pretekstem do sięgnięcia po książkę, to nie zawiedzie się na pewno. „Rącze konie” – pierwsza część „Trylogii Pogranicza” autorstwa Cormaca McCarthy’ego – łączy klasyczny western z powieścią drogi i powieścią inicjacyjną. Mamy tutaj wszystko, czego potrzeba dobrej książce tego typu, ale mamy też coś więcej. Cormac nie byłby sobą, gdyby do typowych wątków nie dodał głębszej perspektywy, skłaniającej do refleksji. Ta historyczno-filozoficzna myśl czai się nieustannie za fabularną warstwą powieści. A jeśli i tego za mało, to pozostaje jeszcze język – czysty, niemal ascetyczny, a jednak w swej prostocie poetycki. To, czego już u Cormaca doświadczałem nie raz, a co stanowi o istocie jego pisarstwa, to udane połączenie odległych literackich brzegów – powieści popularnej i prozy w swej strukturze zbliżającej się do poezji.

U Cormaca McCarthy’ego nie mamy zbyt wiele uśmiechu. Jeśli już go znajdziemy, to w charakterystycznym, groteskowym zniekształceniu, obnażającym zmaterializowane zło. Podobnie świat ukazany w „Rączych koniach” jest bardzo serio. Powiedziałbym, że jest to świat fundamentalny, świat podstawowych wartości, które ukazane są w kontekście rzeczywistości amerykańskiego Południa lat pięćdziesiątych. Bohater to 16-letni chłopak, John Grady Cole, który po śmierci dziadka wyrusza z rodzinnego Teksasu szukać szczęścia. Towarzyszą mu dwaj chłopcy, z którymi łączy go miłość do koni. Gdy przekraczają granicę Meksyku muszą stanąć twarzą w twarz z największymi niebezpieczeństwami. John Grady Cole musi przejść próbę dojrzałości. Staje też w obliczu wielkiego uczucia, które w świecie brutalnych praw nie może zaistnieć.

To wszystko brzmi znajomo, ale tak ma być. McCarthy reanimuje w swojej prozie mit o świecie prostych wartości i wierności zasadom. W tym kontekście „Rącze konie” to powieść bardzo męska, która pokazuje młodego człowieka w świetle wyborów, które mają pozwolić mu stać się mężczyzną. Uczciwość, honor, bezwzględna szczerość wobec samego siebie i zdolność do podejmowania trudnych decyzji oraz ponoszenia ich konsekwencji – w swej warstwie ideowej powieść McCarthy’ego jest niemal klasyczna. Z jednej strony przywołuje ona archetypiczny wzorzec męskości, z drugiej mówi jednak, że współczesny świat pogrąża się w bagnie konsumpcyjnej chciwości, w której mężczyzna to tylko pieniądz i władza, a nie ma w niej miejsca na uczciwość i szczerość. Podstawowym rysem stylistycznym „Rączych koni” jest nostalgia za światem minionych, prawdziwych wartości.

Brakowało mi tego metafizycznego dygotu, na który natrafiamy w „Krwawym południku” czy przede wszystkim w książce „Outer Dark”. Czekałem na te ociekające bólem wewnętrznym fragmenty, które przeniosą czytelnika w nierozpoznany ogrom nieuświadomionych, pierwotnych lęków. Tego tutaj nie znajdziemy. Chociaż ujrzymy w powieści mroczny pejzaż ludzkiego zła, to przeciwstawiona mu zostanie jasność głównego bohatera. Moim skromnym zdaniem właśnie o to chodziło McCarthy’emu, aby przełamać ten zwierzęcy lęk w sytuacji zwanej przez egzystencjalistów graniczną i wskazać na zapomniany heroizm człowieczeństwa. „Rącze konie” w całej swej złożoności to powieść, będąca apoteozą wolności – wolności, której symbolem są tytułowe konie.

Sławomir Domański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (2083)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 97
Pirate_Ship | 2019-01-05
Przeczytana: 25 stycznia 2019

„RACZE KONIE” to pierwsza część „Trylogii Pogranicza” i pierwsze moje spotkanie z autorem C. McCarthy. Z okładki dowiedziałem się że to jedna z największych amerykańskich powieści wszech-czasów, zaliczana to prozy przejrzystej i twardej jak kamień, dlatego po nią sięgnąłem, aby zmierzyć się z klimatem który nigdy nie należał do moich ulubionych, mam tu na myśli Dziki Zachód i wszystko co jest z nim pośrednio lub bezpośrednio związane. Nigdy nie pociągała mnie literatura z tego gatunku, nie mówiąc już o filmach westernach, które zupełnie nie są moją bajką, więc obawy miałem przeogromne i zastanawiałem się czy ta historia mnie porwie.

No cóż na wstępie napiszę, że nie odpowiada mi styl w jakim autor prowadzi narrację, od strony technicznej miało to szeroki wpływ na mój odbiór książki ponieważ nie czytało mi się jej komfortowo, czasami gubiłem się w opisach bo nie wiedziałem lub nie miałem pewności do kogo się odnoszą, to pierwszy minus, który odczułem już po przeczytaniu...

książek: 2684
onika | 2014-05-03
Przeczytana: kwiecień 2014

Początek nie był obiecujący. Najpierw musiałam się oswoić ze specyficznym sposobem pisania McCarthyego. I zanim się spostrzegłam pisarz najzwyczajniej w świecie uwiódł mnie swoim oszczędnym, ale jakże poetyckim językiem.

W „Rączych koniach” autor odmalował obraz świata, który znika, świata prostych wartości, do których w jakiś sposób większość ludzi podskórnie tęskni. Umieścił w nim bohatera, który musi zweryfikować swe dziecięce marzenia i naiwne postrzeganie świata z prozą życia, dlatego wysłał go w drogę, która z chłopca zrobi mężczyznę. Dał mu towarzysza podróży, z którym można stawić czoło wszelkim przeciwnościom losu, nawet tym najokrutniejszym. John Grady Cole i jego kuzyn Rawlins dostali od pisarza proste, czyste dusze – kłopoty nie są ich specjalnością, w dodatku wzbudzają sympatię u napotkanych ludzi. Trzeba więc było magnesu na kłopoty. Niech przyczepi się do chłopców jak rzep do psiego ogona, niech będzie na pozór do nich podobny, niech zmusi ich do przyjęcia...

książek: 1391

Świat jest bezwzględnym miejscem i szybko odsiewa marzenia od rzeczywistości, nawet wbrew naszej woli. Czyha na nas pomiędzy życzeniem, a spełnieniem.
<<< ( str. 334 ) >>>

Jesteśmy jak kukły. Ja jestem kukłą. Wy jesteści kukłami. Wszyscy nimi jesteśmy.
Plączemy, kręcimy, mieszamy, drażnimy, rozszarpujemy, niszczymy, przeciążamy sznurki powiązanych grubszymi bądź chudszymi więzami relacji z innymi ludźmi..
Nie za wszystkie sznurki powinniśmy pociągać. Proste, że nie na wszystko mamy wpływ, bo czasami inni czepiają się nie swoich sznurków. Zaczepiają, plączą, rozcinają, rozrywają, nie mogą żyć jak czegoś nie zrobią. Robią to perfidnie, z nienawiścią i złością wymalowaną na twarzy albo nieświadomie, przypadkowo, nie wiedząc, że w ogóle coś robią.
Nasze działania na własnych i obcych sznurkach pociągają za sobą określone konsekwencje. Komunikacja i relacje nimi połączone są naciągnięte, sflaczałe, poprzerywane, trwałe, wytrzymałe albo słabe.
Wszyscy razem jako ludzkość tworzymy sieć...

książek: 203

Z C. McCarthy było tak, że chodzi sobie człowiek czasem po świecie i nagle łup, jakby w niego piorun strzelił. I nagle olśnienie i się wie, że się trafiło na coś, co ma posmak geniuszu. Wciąga się człowiek w tę prozę, tak do końca, na przepadłe. I przypomina sobie ludzka istota jak to jest trafić na dobrą książkę.

Kiedy przeczytałam 30 stron (a po tej ilości kartek już nie miałam żadnych, ale to absolutnie żadnych wątpliwości, że dorwę i pochłonę każdą książkę tego autora) znalazłam na LC artykuł M. Cetnarowskiego pt. "Przeprawa przez McCarthy’ego", który sprowadzał się do problemu pt: co ma począć wielbiciel McCarthy`ego, który przeczytał wszystkie książki tego autora, a głód beletrystyki dalej ssie pod czaszką…? Czytając ten tekst (zresztą według mnie bardzo dobry) czułam dziką radość, że ja mam jeszcze do przeczytania wszystkie jego książki poza 30 stronami "Rączych koni".

Co przesądza o wartości książek C. McCarthy? Ciężko opisać ale zarówno forma jak i treść są...

książek: 951

Mówicie, że męska, chcielibyście, jest też moja!
Nie wiem jak można ocenić na mniej niż 10. Ja kocham Cormaca, to fakt niezaprzeczalny, ale próbuję patrzeć obiektywnie i w żaden sposób mi nie wychodzi mniej.

Kowboje, uwielbiam, wśród nich TEN jeden, John Grady Cole (żadnej jego cechy celowo nie wymienię), aż trudno uwierzyć, że ma dopiero 16 lat. Pozostali bohaterowie również niepełnoletni. Meksyk. I dzikie konie. Cudownie. Ależ McCarthy ma ogromny wachlarz możliwości. Za każdym razem pokazuje coś nowego, za każdym razem mnie zadziwia. Jest przepięknie. Cóż mogę rzec więcej, należę do jego wielbicieli, z każdą kolejną książką jestem przez niego (literacko) zniewalana. Jest nieokiełznanie. Taki jest Meksyk, konie i miłość (nigdy wcześniej o miłości u autora nie czytałam, a tu taki piorun).

książek: 880
Lilian | 2016-10-08
Przeczytana: 07 października 2016

Już od pierwszych zdań wiadomo, że autorem je McCarthy.
Piękne opisy, krótkie, zwięzłe dialogi i cała gama uczuć.

To powieść o przyjaźni, niezależności i wolności duchowej. To także miłość, ta trudna i naznaczona bólem do kobiety, oraz piękna, bezwarunkowa i całkowicie odwzajemniona do koni.

I pomimo, że podczas podróży chłopców Meksyk wydaje się pełen kurzu i czerwonego piasku, to McCarthy tak to przedstawia, że koniecznie chce się ten tajemniczy kraj odwiedzić. Poznać tę kulturę, tych ludzi, niby obcych i rządzących się własnymi prawami, ale jednocześnie życzliwych, pełnych wiary w dobro i honorowych...

książek: 259
Dominik T | 2013-04-16
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 11 kwietnia 2013

Zawsze, kiedy wydaje mi się, że poznałem już wszystkie literackie sztuczki, że rozpracowałem metody, którymi posługują się pisarze, by wzbudzić w nas emocje i przykuć uwagę do kolejnych stronic - zawsze wtedy trafiam na książkę, wobec której jestem bezradny, wobec której okazuje się, że nic o pisarstwie nie wiem. "Rącze konie" są tego przykładem, bo to książka która przyciąga jak magnes. A przecież nie powinna - mało tu sensacji, nagłych zwrotów akcji, nie ma szkatułkowej konstrukcji, niedopowiedzianych tajemnic etc. W dodatku styl autora może początkowo drażnić, gdyż nie ma w nim miejsca na myślniki i średniki, więc wydawać by się mogło, że ta książka będzie trudna w odbiorze. A jednak jest wręcz przeciwnie.

W miarę lektury okazuje się bowiem, że ów styl nie wynika z chęci autora do utrudniania czy udziwniania tekstu na siłę. Cormac McCarthy pisze po prostu stylem gawędziarza i posługuje się na tyle barwnym i pięknym językiem, że nadmiar interpunkcji przeszkadza mu snuć...

książek: 1185
Visenna | 2014-03-01
Przeczytana: 27 lutego 2014

Bardzo podoba mi się język Mc Carthy’ego w tej książce – niby oszczędny, ale niepozbawiony poetyckości, która pozwala powiedzieć autorowi wszystko to, co gra w duszach jego małomównych bohaterów.

A jeśli już o nich mowa: John Grady Cole to stuprocentowy mężczyzna - mimo swego bardzo młodego wieku – który dobrze wie, co chce robić w życiu. Pragnie kilku rzeczy: wolności i ukochanej kobiety – i zmierza najkrótszą drogą do zdobycia ich. To urodzony przywódca, pragnący znaleźć swoje miejsce w świecie, ale tylko na swoich zasadach. I tu ma pecha, bo Ameryka twardych kowbojów rozkochanych w swych koniach właśnie dogorywa na jego oczach.

Mc Carthy nie epatuje czytelników tanimi efektami fabularnymi – nie jest to proza w stylu „zabili go i uciekł” - on wikła swych bohaterów w prawdopodobne do bólu sytuacje i każe im dokonywać wyborów. Przez to łatwo mi myśleć o nich jak o prawdziwych ludziach, z krwi i kości.

Podobają mi się słowa, których Mc Carthy nie dał nam poznać, a które ...

książek: 2619
VenusInFur | 2014-04-16
Przeczytana: 16 kwietnia 2014

"Okiełznać konie i ocalić siebie"

„Rozpalili ognisko, obdarli królika ze skóry i nadziawszy go na świeżą gałązkę, położyli przy ogniu i piekli. John Grady otworzył poczerniałą, płócienną torbę obozową, wyjął z niej mały, emaliowany dzbanek do kawy i poszedł do źródła po wodę. Siedzieli i wpatrywali się w ogień i cienki rogalik księżyca, wiszący ponad czarnymi wzgórzami na zachodzie. Rawlins skręcił papierosa, zapalił go rozżarzonym węgielkiem i oparł się o siodło.
Coś ci powiem.
Mów.
Mógłbym tak żyć do końca.”
„Rącze konie” to powieść inicjacyjna. To chyba najprostsze, najbardziej narzucające się określenie, jakie przychodzi do głowy po lekturze. Owszem, przedstawia szeroko pojęte dojrzewanie głównego bohatera, ale wydaje mi się, że dosięga także, a może przede wszystkim, obszarów bardziej ogólnych i uniwersalnych. Narracja inicjacyjna w powieści Cormaca w niewielkim stopniu służy uwypukleniu niemal elegijnej drogi od kresu dzieciństwa ku wstępowaniu na ścieżkę zbyt wczesnego...

książek: 1340
Leeloo_Dallas | 2015-09-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 18 września 2015

Jego świat się zmienia: farma, którą kocha idzie pod młotek, pojawia się coraz więcej wież wiertniczych, coraz więcej samochodów ale znikają konie. A on je kocha. Jedzie więc tam, gdzie będzie ich pod dostatkiem i gdzie będzie żył wolny i niezależny. Do Meksyku.
„Rącze konie” to powieść drogi. A jak to zwykle bywa, w podróży zdobywa się doświadczenie, trzeba stawiać czoła przeciwnościom i dokonywać różnych wyborów. W podróży się dorasta. I o tym właśnie jest ta książka. I już kolejny raz mogłam przeczytać historię napisaną przez Cormaca McCarthe’go w szczególny sposób; prostymi ale celnymi słowami i z genialnymi w swej prostocie dialogami:
„…Bracie?
No?
Tak było kiedyś z kowbojami, co nie?
Taa.
Długo chciałbyś tu zostać?
Ze sto lat. Śpij….”
I teraz to, co najważniejsze; historia tylko z pozoru jest prosta. Głębię tej powieści trzeba wydobyć sobie samodzielnie.
Czyta się świetnie.
Polecam.
Taa....

zobacz kolejne z 2073 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Dziesięć najlepszych książek według Stephena Kinga

„Czytaj cztery godziny dziennie i pisz cztery godziny dziennie. Jeśli nie masz na to czasu, to nie oczekuj, że będziesz dobrym pisarzem” – stwierdził kiedyś Stephen King. I żeby nie być gołosłownym, sporządził właśnie listę dziesięciu swoich ulubionych lektur. Wśród nich są: „Władca much” Williama Goldinga i „Krwawy południk” Cormaca McCarthy'ego.


więcej
17 wielkich amerykańskich powieści

W Stanach trwa długi weekend – Amerykanie 4 lipca świętują Dzień Niepodległości. To daje nam dobry pretekst do tego, by celebrować literaturę piękną w wydaniu amerykańskim. To też dobry moment, by zadać sobie jedno bardzo ważne pytanie: czy istnieje jeszcze coś takiego jak wielka amerykańska powieść?


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd