rozwińzwiń

Lark i Kasim. Czas na rewolucję

Okładka książki Lark i Kasim. Czas na rewolucję autora Kacen Callender, 9788367551724
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Lark i Kasim. Czas na rewolucję
Kacen Callender Wydawnictwo: We need YA literatura młodzieżowa
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura młodzieżowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Lark & Kasim Start a Revolution
Data wydania:
2023-06-14
Data 1. wyd. pol.:
2023-06-14
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367551724
Tłumacz:
Zofia Sawicka
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lark i Kasim. Czas na rewolucję w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Wyróżniona opinia i

Lark i Kasim. Czas na rewolucję



książek na półce przeczytane 769 napisanych opinii 767

Oceny książki Lark i Kasim. Czas na rewolucję

Średnia ocen
6,5 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Lark i Kasim. Czas na rewolucję

avatar
131
124

Na półkach:

Na blogu prowadzonym przez Larka, jego były przyjaciel, Kasim, zamieszcza post o miłości. Szkoda czasu.

Na blogu prowadzonym przez Larka, jego były przyjaciel, Kasim, zamieszcza post o miłości. Szkoda czasu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
22
7

Na półkach:

Dużo wątków, ale przez to książkę ciekawie się czyta i czytelnik szybko się nie nudzi. Główny bohater jest trochę irytujący, ale dzięki temu jest autentycznym nastolatkiem. Książkę się czyta przyjemnie i szybko. Dla mnie jest ok

Dużo wątków, ale przez to książkę ciekawie się czyta i czytelnik szybko się nie nudzi. Główny bohater jest trochę irytujący, ale dzięki temu jest autentycznym nastolatkiem. Książkę się czyta przyjemnie i szybko. Dla mnie jest ok

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2934
90

Na półkach:

"Felix..." mi się całkiem spodobał, więc Larkowi też postanowiłem dać szansę... czego bezsprzecznie żałuję. To chyba najbardziej irytujące bohaterze, jakie w książkach spotkałem. Cała pozycja jest przeidealizowana, stara się poruszyć za dużo wątków, przez co spłyca je wszystkie a współczesnych amerykańskich nastolatków przedstawia jako głupie dzieciaki, co może i jest prawdą, ale tego akurat nie wiem. A wisienkę na torcie i na dobicie stanowi przekonanie Lark, że jest neuroróżnorodne, bo gnębili je w szkole i ma dużo myśli w głowie... Już mnie nie dziwi, skąd ten zalew autodiagnoz. Jasne, w powieści są osoby neuroróżnorodne, ale Lark po 1. - nie ma diagnozy, po 2. - raczej do nich nie należy. Poza tym bohaterowie są strasznie... sprzeczni. Z jednej strony na zajęciach z pisarstwa wygłaszają górnolotne monologi (będące tak naprawdę potwornie naiwne i niespójne) a poza salą zajęć wygłoszenie zdania złożonego zdaje się ich przerastać. Niby fajnie, że w końcu czasem w powieściach są osoby transpłciowe i niebinarne, ale jeśli ktoś to przeczyta i odniesie do całej społeczności - będzie miał bardzo zaburzony ogląd.

"Felix..." mi się całkiem spodobał, więc Larkowi też postanowiłem dać szansę... czego bezsprzecznie żałuję. To chyba najbardziej irytujące bohaterze, jakie w książkach spotkałem. Cała pozycja jest przeidealizowana, stara się poruszyć za dużo wątków, przez co spłyca je wszystkie a współczesnych amerykańskich nastolatków przedstawia jako głupie dzieciaki, co może i jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

214 użytkowników ma tytuł Lark i Kasim. Czas na rewolucję na półkach głównych
  • 158
  • 56
29 użytkowników ma tytuł Lark i Kasim. Czas na rewolucję na półkach dodatkowych
  • 11
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Kacen Callender
Kacen Callender
Kacen Callender to osoba autorska uhonorowana nagrodami Stonewall i Lambda Award. Powieść „Felix Ever After. Na zawsze Felix” przyniosła mu sławę za sprawą pojawiających się w Internecie opinii o niebanalności historii i świetnym przedstawieniu świata widzianego oczami transpłciowego bohatera. To opowieść o odkrywaniu siebie, przeciwstawianiu się nienawiści i o pierwszej miłości.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rozproszone światło Malinda Lo
Rozproszone światło
Malinda Lo
ig:ksiazkowyduet Aria Tang West miała mieć lato życia: przyjaciele, imprezy, trochę dramy i zero obowiązków. No cóż… zamiast tego dostała wakacje u babci. Tak, tej babci. W małej kalifornijskiej miejscowości, gdzie największą atrakcją jest prawdopodobnie sąsiad, który co tydzień myje samochód tak długo, że wygląda, jakby miał romans z gąbką. Ale uwaga, to wcale nie są stracone wakacje! Bo oto na scenę wchodzi Steph – i nagle okazuje się, że nuda to mit, a miłość ma w zwyczaju wpadać nieproszona, najczęściej wtedy, gdy człowiek jest w sandałach i skarpetkach. Aria odkrywa, że zamiast tęsknić za starymi planami, zaczyna zadawać pytania: kim jestem? Kim chcę być? I dlaczego to lato nagle pachnie mniej kompotem z rabarbaru, a bardziej… pierwszą miłością? Najlepsze chwile zdarzają się, gdy kompletnie się ich nie spodziewasz. Malinda pisze tak, że masz wrażenie, jakby babcia Aria wynajęła literackiego Netflixa – bo historia jest pełna ciepła, autentycznych dialogów i emocji, które wybijają ci szybkę w serduszku. Czy jest dramat? Jest. Czy są motyle w brzuchu? Zdecydowanie. Czy można się przy tym wzruszyć i parsknąć śmiechem? Gwarantowane. Jeśli myślisz, że „wakacje u babci” to przepis na nudę – ta książka udowodni ci, że to może być najlepsza letnia przygoda, zwłaszcza jeśli w pakiecie dostajesz trochę miłości, trochę samopoznania i dużo rozproszonego światła.
ksiazkowyduet - awatar ksiazkowyduet
ocenił na97 miesięcy temu
Nigdy do końca Edward Underhill
Nigdy do końca
Edward Underhill
Jest to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych i najbardziej wartościowych książek, jakie ostatnio przeczytałam. Pełna radości, queerforii i komfortu. Czytając ją, czułam się naprawdę żywa i przeszczęśliwa. Miałam ochotę tańczyć i skakać, a jednocześnie płakać. Musiałam zmusić się, aby ją odłożyć, bo zwyczajnie nie chciałam jeszcze się z nią rozstawać. A teraz, gdy już ją skończyłam, to chciałabym móc o niej całkiem zapomnieć, żeby przeczytać ją ponownie po raz pierwszy. Bardzo urzekł mnie wątek muzyczny. Był przedstawiony w sposób absolutnie przepiękny i po prostu magiczny. Te opisy emocji, które towarzyszyły Milesowi, gdy grał, wszystkie te doznania i odczucia, które przez niego przepływały. Jestem tym po prostu zachwycona i aż brakuje mi odpowiednich słów, aby to wyrazić. Choć sama nigdy nie grałam na żadnym instrumencie, to dzięki tym opisom dobrze rozumiałam, co czuł główny bohater. Bez problemu mogłam wyobrazić sobie, a wręcz osobiście poczuć jego bicie serca, drżenie i przyspieszony oddech. Dźwięki wypełniające mnie całą. Czułam nawet fakturę klawiszy pod palcami. Nie skłamię, jeśli powiem, że to przypominało mi fajerwerki. Pełne kolorów, wybuchowe i takie piękne. Także queerowość została tutaj przedstawiona naprawdę wspaniale. Uczucie, które towarzyszyło Milesowi, kiedy pierwszy raz zobaczył siebie w garniturze, było przepiękne, wręcz wzruszające. To jedno z tych uczuć, które sprawia, że czujecie się potężni i niepowstrzymani, piękni i żywi w swojej własnej skórze. Tutaj zostało to pokazane doskonale i nawet osoby, które nigdy nie doświadczyły euforii płciowej, na pewno teraz zrozumieją to doznanie. Jeśli chodzi o drugą stronę tej samej monety, czyli dysforię płciową, została przedstawiona wręcz boleśnie obrazowo, dobitnie. Niemiło było patrzeć na dyskomfort związany z własnym ciałem. Szczególnie, gdy poznało się to na własnej skórze. Choć bohaterów jest tutaj całkiem sporo, to każdy z nich jest wyjątkowy. Wszyscy dostali swój własny głos i charakter. Nawet postacie z tła, wyróżniały się z tłumu i były rozpoznawalne. Nikogo chyba nie zdziwi, że moje serce najbardziej skradła Stefania. Kobieta silna, przebojowa i charakterna. Babka z pazurem, która zdecydowanie nie daje sobie w kaszę dmuchać i wie, czego chce od życia. Podobało mi się także jej podejście do muzyki. Przekonanie, że chodzi w niej o coś więcej, niż tylko dźwięki i poprawną technikę. Rozumiała, że muzyka to przekazywanie emocji i wyrażanie siebie. Tworzy przestrzeń, w której można być naprawdę sobą. Podobało mi się również to, że bohaterowie nie byli jednoznaczni. Nazwałabym ich raczej moralnie szarych. Popełniali błędy, którymi ranili swoje bliskie osoby. A jednocześnie mieli siłę, aby być sobą, żyć według własnych zasad. Nie brakowało im także odwagi, aby naprawić wyrządzone szkody. No i cóż, postacie tutaj były po prostu ludzkie. Nieidealne, ale pełne głębi. Z bagażem doświadczeń i własnymi historiami. Warto też wspomnieć o ładnej reprezentacji, która znajduje się w tej książce. Mamy tu osoby o różnym kolorze skóry, różnej orientacji i pochodzeniu. A nawet pojawia się osoba z zespołem downa, co, szczerze mówiąc, miło mnie zaskoczyło. Chyba po raz pierwszy widziałam w książce taką postać, która byłaby kimś więcej niż tylko tłem. Nina, bo oczywiście o niej mowa, miała własny charakter i zainteresowania, a przy tym była po prostu przekochaną duszą. Zakończenie tej książki sprawiło, że wzruszenie we mnie wezbrało i zaczęłam płakać. Naprawdę poruszyło mnie to, jak potoczyła się ta książka. Pod koniec sama już się stresowałam wynikami tego konkursu, jakbym to ja osobiście brała w nim udział. To było... niesamowite i całkiem ciekawe doświadczenie. Cóż, na koniec powiem już tylko, że naprawdę pokochałam tę książkę. Jest ona bardzo bliska mojemu sercu i stała się jedną z moich najbardziej ulubionych queerowych historii.
teczowe_ksiazki - awatar teczowe_ksiazki
ocenił na107 miesięcy temu
Heartbreak Boys Simon James Green
Heartbreak Boys
Simon James Green
Tak jak się spodziewałem książka była bardzo lekka i luźna. Można by doszukiwać się w niej jakiejś głębi, ale to nie o to tutaj chodzi – to przyjemna odskocznia z dużą dawką humoru i ja właśnie tak ją odebrałem. Muszę przyznać, że jestem chyba już trochę za stary, bo nie udało mi się tak wczuć w te dramaty nastolatków jakbym chciał, chociaż w wielu momentach byłem w stanie znaleźć nić porozumienia z bohaterami. Ale nie ma też co ukrywać – większość postaci jest tu bardzo mocno przerysowanych. Tak naprawdę tylko Nate jest stosunkowo autentyczny i realny, a pozostali reprezentują różne stereotypy i gotowe schematy. Nie oznacza to, że te postacie są zupełnie płaskie, bo czasami autorowi udaje się dodać im trochę głębi, ale ewidentnie brakuje im naturalności i luzu – momentami są wręcz sztuczne. Przez większość książki bardzo irytował mnie Jack i mogę nawet stwierdzić, że miałem ochotę go udusić rękami Nate’a. I nawet nie chodzi o jego styl bycia (chociaż trochę też),ale bardziej o jego zachowanie. W każdym razie gdy już się z nim trochę oswoiłem, nawet go polubiłem. Niemal równie mocno irytowała mnie obecność Elliota, który od kiedy się pojawił to został już do samego końca. Sam w sobie mi nie przeszkadzał, mimo że był bardzo specyficzny, ale jego obecność po kilku rozdziałach była już zupełnie nieuzasadniona i bezsensowna, a on sam wyglądał w tych wydarzeniach jak piąte koło u wozu. Jeśli chodzi o fabułę to była całkiem niezła jak na to co było jej celem. Od początku nie miała sama w sobie prowadzić w jakimś konkretnym kierunku – tu mam na myśli wydarzenia i wątki. Chodziło o przebywanie z Jackiem i Natem oraz obserwację ich relacji. Muszę jednak przyznać, że całość była dość nierówna, momentami chaotyczna, a pod koniec brakowało ciężaru i dobrej podbudowy emocjonalnej. Nie było źle, ale też nie było na tyle dobrze, żebym się tym zachwycił. Jeśli chodzi o humor – częściowo mi pasował. Kilka razy się zaśmiałem i żarty zachęcały mnie do czytania dalej, ale generalnie to było raczej skierowane do młodszych odbiorców. Ja już nie do końca czuję takie nastoletnie klimaty. Podobnie było z całą otoczką instagramową – osobiście prawie z tego nie korzystam, więc nie do końca to do mnie przemawiało. Ale nie traktuję tego jako wadę, bo taka była koncepcja książki. Ale na pewno na duży plus w tym kontekście mogę zaliczyć to co się działo z tym wątkiem w Londynie – była to jedna z niewielu rzeczy w tej książce, która faktycznie jest głębsza i nie tylko dla żartów. Więc podsumowując książka miała lepsze i gorsze elementy. Ja nie żałuję jej przeczytania, ale jednocześnie jest wiele dużo lepszych tytułów, również w tej tematyce. To była ciekawa odskocznia i sposób na zetknięcie się z kulturą dzisiejszych nastolatków, choć zdecydowanie w mocno przerysowanej i brytyjskiej wersji.
BartekStellio - awatar BartekStellio
ocenił na79 miesięcy temu
Lato w pionierskiej chuście Katierina Silwanowa
Lato w pionierskiej chuście
Katierina Silwanowa Jelena Malisowa
„Lato w pionierskiej chuście” według mnie przyciąga nie tylko melancholijną okładką, ale też opisem, który od razu mnie zainteresował. Dlaczego? Przede wszystkim przez osadzenie historii w realiach Związku Radzieckiego oraz motyw miłości uznawanej za przestępstwo, co od razu nadaje jej głębi. Do tego dochodzi jeszcze powrót po latach w poszukiwaniu tej jednej osoby. Ponad pięćset stron równie melancholijnej historii przynajmniej w moim odczuciu. Choć zaznaczę, że mogło to być spowodowane czasem, w którym czytałam. Jednak pióro Katieriny Silwanowej oraz Jeleny Malisowej pozostawiło z tyłu głowy zachwyt nad barwnością, mimo znacznej obszerności. A to głównie dlatego, że choć występuje narracja trzecioosobowa, mogłam wyczuć emocje bohaterów oraz niemal wejść do ich głów. Owa obszerność potrafiła czasem wywołać uczucie przynużenia, jednak nie sądzę, by wpłynęło to źle na mój odbiór tej książki. Pasowało to tutaj. Trudno mi to wyjaśnić, ale dłuższe opisy w połączeniu ze sposobem napisania zgrały się z tym, co autorki chciały przedstawić – a przynajmniej tak mi się wydawało ze strony czytelnika. Zdaję sobie jednak sprawę, że taki zabieg może nie każdemu się spodobać, choć warto dać szansę! A zdecydowanie warto ją dać. Zwłaszcza jeśli lubicie tematy nawiązujące do ZSRR, niebanalne, tęczowe relacje oraz historie, które nie upupiają bohaterów. „Zupełnie nie pamiętał drogi do obozu. Ostatni raz Jura widział „Jaskółkę" dwadzieścia lat temu. Poza tym nigdy nie jeździł tam sam, zawsze go przywożono. Ale to była frajda – jechać w kolumnie jednakowych autobusów, białych w czerwone paski, oznakowanych tabliczkami „DZIECI" i proporczykami.” Cytat ze strony 12 Realia w moich oczach zostały bardzo dobrze ukazane, choćby już na początku za sprawą łapówki danej milicjantowi. I wcale nie dziwota, biorąc pod uwagę biografie autorek. Sprawiło to, że klimat oraz tło wydały się bardziej realistyczne, przyczyniając się do poczucia bliskości z książką, mimo że nie przyszło mi żyć w latach osiemdziesiątych. Pozycja ta przede wszystkim nie odrealniała, nie tworzyła idealnego, kolorowego świata. Ukazywała życie takim, jakim jest, co ogromnie doceniam. „– W czasopiśmie... Tak, mają tam takie czasopisma, których w ZSRR nigdy nie będzie” Cytat ze strony 126 Dodatkowo motyw obozu potrafi uzależnić, a Jura i Wołodia zachwycić. Miłość, która w tamtych czasach nie mogła wyjść na światło publiczne, to jeden z moich ulubionych tematów w książkach, bo ukazuje drogę zmagań i czyhających niebezpieczeństw. Książka nie cenzuruje również tematów dotyczących faszyzmu czy komunizmu, co już samo w sobie daje podłoże do nauki. To literatura młodzieżowa, z której faktycznie można wynieść wiedzę, a czytelnik w żaden sposób nie jest infantylizowany. Tutaj traktuje się go tak, jak powinno – czyli jako rozumującego człowieka, który chce czegoś mocnego i emocjonalnego. A „Lato w pionierskiej chuście” właśnie tego dostarcza w podwójnej ilości. „– Co takiego? Chcesz powiedzieć, że oczerniają faszyzm? Z była spadłeś? Co, tak bardzo wczułeś się w rolę, że uważasz, że faszyzm nie był zły? – A może jest na odwrót? Może to komunizm nie jest dobry? [...]” Cytat ze strony 297 Oprócz tego na wyróżnienie zasługuje również mapka przedstawiająca obóz pionierski „Jaskółka”, która dla wzrokowców jest świetnym ułatwieniem. Lubię się jej przyglądać, a nawet w trakcie lektury do niej wracać tylko po to, by dobrze sobie zwizualizować teren. Doceniam takie małe dodatki w książkach. Jestem zdania, że to była naprawdę dobra lektura, z wysokim poziomem przełożenia na język polski oraz dostarczająca niesłychaną ilość emocji. To literatura, którą warto czytać i której nie należy odrzucać tylko dlatego, że w internecie widnieje jako „literatura młodzieżowa”. Jeśli już raz się wciągnie, trudno będzie ją odłożyć. Dodanie pod koniec tej prostej wypowiedzi również było majstersztykiem – krótkie zdania na zakończenie uderzają mocno. Świetna historia, którą warto poznać.
Bookiecikowa - awatar Bookiecikowa
oceniła na85 dni temu
Domestic Fluff Anna Krztoń
Domestic Fluff
Anna Krztoń Weronika Łodyga
Twórczość Weroniki Łodygi pokochałam przy okazji lektury Hurt Comfort. Pamiętam, że była to jedna z lepszych powieści młodzieżowych, które przeczytałam kiedykolwiek. Do dzisiaj wracam do tej historii z uśmiechem na ustach i przymierzam się do ponownego spotkania. Jakiś już czas temu na mojej półce zagościł komiks, który jest poniekąd nawiązaniem do bohaterów tamtej powieści. Czy wypadł on równie dobrze, co właśnie tamten tytuł? O tym w poniższej recenzji. Magda jest najlepszą przyjaciółką Artura. Właśnie dowiedziała się, że jej ojciec spodziewa się drugiego dziecka ze swoją nową żoną. Dziewczyna jest dość zagubiona, ale przede wszystkim zła — bo dlaczego jej tata, który zawsze opiekował się nią i jej siostrami, ma teraz jeszcze skupiać swoją uwagę na kolejnym członku rodziny? Siostry Magdy wydaję się całkowicie pogodzone z tą informacją, a wręcz sprawiają wrażenie radosnych. Czy z Magdą jest coś nie tak, skoro wciąż nie potrafi pogodzić się z rozstaniem rodziców? Na szczęście może liczyć na Artura, który choć nie ma rodzeństwa, to sprawia, że dziewczynie jest po prostu lżej. Rozpoczynając lekturę tej pozycji, nie nastawiałam się na nic konkretnego. Tak zupełnie szczerze — chciałam podejść do tego tytułu z czystą głową, by nie kreować sobie żadnych większych oczekiwań już na starcie. Pierwsze strony jednak okazały się dla mnie dość... rozczarowujące, co przyjęłam z dość dużym smutkiem. Główną bohaterką tej historii jest Magda, która została postawiona właśnie przed faktem dokonanym – w jej życiu pojawi się nowe rodzeństwo, które zapewne całkowicie pochłonie uwagę taty. Właściwie jej uczucia są całkowicie zrozumiałe — do tej pory to właśnie ona i jej siostry były takimi “oczkami w głowie”, a sama Magda rozmawiała z nim najwięcej. Teraz kiedy sytuacja ma się zmienić, dziewczyna właściwie przechodzi przez kilka etapów żałoby — musi się pogodzić z nową sytuacją, ale nie jest to łatwe. Kreację tej bohaterki oceniam na naprawdę wysoką ocenę, ponieważ uważam, że autorka bardzo dobrze ukazała emocje i myśli Magdy. Fabuła powieści skupia się przede wszystkim na rozstaniu rodziców, które poniekąd wciąż wzbudza w dzieciach poczucie winy, smutek i taki brak zrozumienia dla tego, co się wydarzyło. Dodając do tego fakt, że jedno z rodziców zdążyło ułożyć sobie życie na nowo (do czego ma oczywiście całkowite prawo),otrzymujemy historię, która pokazuje trudność w radzeniu sobie z nową rzeczywistością, ale i która w pewien sposób daje nadzieję — że da się to wszystko pogodzić. Weronika Łodyga ma naprawdę dobre pióro, a ilustracje, które pojawiły się w tym komiksie, wyszły spod ołówka Anny Krztoń — a wyszły naprawdę dobrze. Bardzo przypadła mi do gustu kreska, jaką został narysowany ten komiks, więc lektura tego tytułu dodatkowo była miła dla oka. Jednak, żeby nie było zbyt cukierkowo, to paradoksalnie, w tym wszystkim czegoś mi zabrakło. Sama nie do końca wiem, czego, ale gdzieś umknęła mi ta cała kropka nad i, na którą czekałam. Choć nie nastawiałam się na nic konkretnego przed rozpoczęciem lektury, to z czasem zaczęłam oczekiwać czegoś, co sprawi, że tytuł ten całkowicie mnie w sobie rozkocha – niestety się nie doczekałam. Ta książka jest dobrze napisana, zawiera ważne tematy i ogólnie rzecz biorąc, jest warta uwagi, tylko że nie było to tak dobre, jak przykładowo Hurt Comfort, które to kocham. Domestic Fluff to taka pozycja, po którą warto sięgnąć, jeżeli polubiliście się z piórem autorki, jednak nie bądźcie źli, jeśli ta książka nie okaże się dla Was niczym odkrywczym. Dajcie jej szansę, bo jest szalenie ważna pod względem tematyki, a to myślę, że jest naprawdę istotne.
Inthefuturelondon - awatar Inthefuturelondon
ocenił na62 miesiące temu
99 chłopaków Micaha Summersa Adam Sass
99 chłopaków Micaha Summersa
Adam Sass
Liczyłam na bardzo słodkie boys love i poniekąd je dostałam, bo trzeba przyznać, że w tej historii jest ta niewinna naiwność oraz wiara w bajki, które mają w sobie urok. Jednak niestety te aspekty sprawiały, że momentami tytułowy Micah Summers zdawał się być całkowicie oderwany od rzeczywistości. Z jednej strony nie powinnam się tego czepiać, bo przecież Micah to wciąż dzieciak, zwykły nastolatek pełen marzeń, więc jak najbardziej powinien być dziecinny. Ale z drugiej strony to już młody dorosły, który już podejmuje swoje poważne decyzje, dlatego też trudno mi zrozumieć jego działania. Ma głowę pełną pomysłów, ale równocześnie brakuje mu wyobraźni oraz świadomości tego, że jego czyny mogą mieć konsekwencje. Podejście Micaha do tematu miłości mnie załamywało i odbierało mi wiarę w to, że ten chłopak jest zdolny do życia w społeczeństwie. A może po prostu robi się ze mnie zgorzchniała stara baba, która nie wierzy w miłość. Wierzę jednak, że problem jest w tej postaci a nie we mnie. Bo naprawdę podobała mi się bardzo relacja Micaha z Elliotem, który jest chyba najlepszą postacią w tej książce. Przyjemnie się oglądało tę dwójkę, chociaż okoliczności nie zawsze im sprzyjały. Ciekawa była też relacja Grantem, choć byłam zawiedziona tym, jak krótkie były te poszukiwania, które z całą pewnością były najlepszym momentem tej książki. Praktycznie od początku było widać lekkie czerwone flagi, ale obie strony nie są bez winy. Sądzę, że wszystko dałoby się przepracować, ale cóż, musiało się dziać. Ogólnie też wszystkie relacje przyjacielskie i rodzinne w tej książce są jak najbardziej na plus. Poboczne postaci z całą pewnością zasługują na uwagę. Wszelkie aspekty artystyczne bardzo przypadły mi do gustu. Przyjemnie się czytało o tym wszystkim, co robiły te dzieciaki i jak bardzo się starały. Ogólnie książka całkiem w porządku, jednak byłałby lepsza z innym głównym bohaterem, bo momentami naprawdę nie dawało się go słuchać.
Chodząca-Parodia - awatar Chodząca-Parodia
oceniła na62 miesiące temu

Cytaty z książki Lark i Kasim. Czas na rewolucję

Więcej
Kacen Callender Lark i Kasim. Czas na rewolucję Zobacz więcej
Kacen Callender Lark i Kasim. Czas na rewolucję Zobacz więcej
Kacen Callender Lark i Kasim. Czas na rewolucję Zobacz więcej
Więcej