House of Marionne. Zakon tajemnic J. Elle 6,6

Ależ to była obiecująca książka i jakże okazała się słaba, niestety!
Tak wiele mi się tutaj nie podobało. Autorka się starała, wymyśliła ciekawy świat, ale samo już przekazanie tego mnie nie przekonało.
Minusy:
- mam wrażenie że bohaterka była w tej szkole z jakiś miesiąc. Reszta uczennic potrafiła się męczyć z wszystkimi trzema etapami wcielenia nawet kilka lat, a Quell udało się to w błyskawicznym czasie. W sumie nie wiemy w ile, bo nie jest to napisane, ale jak na moje to był to miesiąc, może 6 tygodni.
- relacja Quell z Jordanem. Miało być chyba enemies to lovers i nie wyszło. Bo nie wiedziałam subtelnych zmian w ich relacji, tylko nagle ona ma diadem i on na nią patrzy maślanymi oczami.
- każdy dorosły: babcia, rodzice Jordana, dyrektorki innych szkół itp wszyscy się zachowują jak tyrani, ale tacy na maksa że cię zmieszają z błotem i będą grozić śmiercią jeśli przyniesiesz hańbę rodowi. A babcia Quell to ma jakieś rozdwojenie jaźni.
- wiele relacji i zachowań między bohaterami były dla mnie niesamowicie naciągne. Quell z Abby to są najlepszymi przyjaciółkami od pierwszego dnia, Shelby/Shelly już nie pamiętam, też zaczyna się zachowywać od czapy (potem niby jest to wyjaśnione, ale tego nie kupuje).
- i całe to skupienie na etykiecie, popołudniowe herbatki, tańce na balach, jakoś nie wyglądało mi to na średniowiecze skoro bohaterka z mamą na początku książki jedzie autem, a w szkole mam wrażenie że cofnięcie o te kilkadziesiąt dekad
Dawno żadna książka nie wywołała we mnie tylu negatywnych emocji. A szkoda bo początek nie zapowiadał się źle. Po kolejną część na pewno nie sięgnę, choćby miał mi ktoś zapłacić za przeczytanie.
Nie polecam, niestety.