
Cudzoziemiec w Olondrii

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Seria:
- Uczta Wyobraźni
- Tytuł oryginału:
- A Stranger in Olondria
- Data wydania:
- 2014-11-07
- Data 1. wyd. pol.:
- 2014-11-07
- Liczba stron:
- 344
- Czas czytania
- 5 godz. 44 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788374804578
- Tłumacz:
- Michał Jakuszewski
- Inne
Jevick, syn handlarza pieprzu, wychowywał się na opowieściach o Olondrii, odległej krainie, gdzie ksiąki – niezwykle rzadkie w jego ojczyźnie – są czymś często spotykanym. Po śmierci ojca Jevick wyrusza zamiast niego na coroczną wyprawę handlową do Olondrii. Jego życie wydaje się bliskie doskonałości, ale gdy raduje się Świętem Ptaków, zaczyna go prześladować duch niepiśmiennej dziewczyny z jego ojczyzny.
Zdesperowany Jevick szuka pomocy u olondryjskich kapłanów i staje się pionkiem w rozgrywce między dwiema najpotężniejszymi frakcjami w imperium. Pojawia się groźba wojny domowej. Jevick musi stawić czoło duchowi i poznać jego historię. Ta próba stanowi wyzwanie dla jego wyobrażeń o sztuce i życiu, o domu i wygnaniu...
"Zwróćmy uwagę na tę oszołamiającą i świetnie napisaną powieść. Debiutancka książka Sofii Samatar jest jednoczeście fascynującą epicką fantasy, jak i wyrazem miłości do opowieści, poezji oraz języka. Samatar pisze jak dziedziczka Ursuli K. LeGuin oraz Gene’a Wolfe’a" – Kelly Link
"Opowieść o duchach i książkach, o zdradzie i tajemnicy, niezwykle pomysłowa i pięknie napisana" – Jeffrey Ford
"Wspaniały styl, piękny, zmysłowy i precyzyjny – historia o duchach w stylu Prousta" – Paul Witcover
Kup Cudzoziemiec w Olondrii w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Cudzoziemiec w Olondrii
Poznaj innych czytelników
639 użytkowników ma tytuł Cudzoziemiec w Olondrii na półkach głównych- Chcę przeczytać 429
- Przeczytane 210
- Posiadam 177
- Uczta Wyobraźni 29
- Fantastyka 27
- Fantasy 11
- Ulubione 9
- Uczta wyobraźni 9
- Kolejka 4
- Seria: Uczta Wyobraźni 4

































OPINIE i DYSKUSJE o książce Cudzoziemiec w Olondrii
Kiedy zabieram się za jakąś książkę bardzo często zwracam uwagę na styl. Często da się ocenić, który autor jest rzemieślniczym wyrobnikiem, a który słowem potrafi stworzyć nie tylko fabuły ale również poczucie obcowania z literaturą przez duże L, potrafi uczynić czytanie doświadczeniem prawdziwej sztuki. Bez dwóch zdań Sofia Samatar należy raczej do tej drugiej kategorii. Problem jednak polega na tym, że to wcale nie oznacza pasjonującej lektury.
“Cudzoziemiec w Olondrii” to powieść momentami zachwycająca językiem, tocząca się bardzo powoli. Charakterystyczne dla stylu autorki są rozliczne metafory, porównania jakie nie sposób spotkać w większości książek fantastycznych. To zabawa słowem jednocześnie odmalowująca pejzaż krainy, którą Sofia Samatar tworzy, zabawa mająca podkreślić piękno, wyjątkowość, baśniowość Olondrii. Odbieranie autorce wyjątkowo kunsztu w tym zakresie byłoby nieuczciwie. Czy to jednak rzeczywiście wystarcza, aby stworzyć udaną powieść?
Bo o ile przez moment możemy się zachwycić, to finalnie brakuje w tym jakiejś materii. Główna historia nie jest ani szczególnie oryginalna, ani zaskakująca. Bohaterowie nie mają jakiejś szczególnej głębi psychologicznej. Tak wiele opiera się tutaj na lirycznej narracji, że niekiedy popada to w czysty kicz. W założeniu te wszystkie piękne opisy Olondrii i jej legend miały nas zachwycić, pobudzić naszą wyobraźnię do granic, ale faktycznie trudno powiedzieć by było w tym coś oryginalnego.
Jednym z głównych motywów fabularnych są również książki oraz czytelnictwo - główny bohater jest wręcz zafascynowany możliwością czytania. I w tym kontekście świat również wydaje się być szalenie bogaty - mamy bowiem opowieści w opowieściach, spisane legendy, ogrom nazw własnych, całą mitologię krainy i jej historię spisaną w tej czy tamtej księdze. Niewątpliwie autorka chciała wyrazić i tym swoją pasję do słowa oraz liryki. Znów jednak wracamy tutaj do poprzedniego zarzutu - to wszystko ostatecznie jedna wielka wydmuszka.
Problem “Cudzoziemca…” polega na tym, że są autorzy którzy może i posługują się słowem w bardziej techniczny sposób, może i nie uciekają się do tak lirycznych metafor, ale jednocześnie potrafią dużo bardziej uchwycić istotę i piękno światów, jakie tworzą. U Sofii Samatar wszystko wydaje się jakieś takie niewiarygodne, nawet nie baśniowe tylko właśnie przeintelektualizowane.
Owszem da się tą książką delektować, czytając powoli każde zdanie i chłonąc klimat tej powieści. Dla mnie jednak nie jest to wystarczające by dać dziełu Samatar wysoką ocenę, zbyt często podczas lektury cisnęło mi się na usta słowo “nuda” i myśl, czy to wszystko w ogóle do czegoś zmierza.
Kiedy zabieram się za jakąś książkę bardzo często zwracam uwagę na styl. Często da się ocenić, który autor jest rzemieślniczym wyrobnikiem, a który słowem potrafi stworzyć nie tylko fabuły ale również poczucie obcowania z literaturą przez duże L, potrafi uczynić czytanie doświadczeniem prawdziwej sztuki. Bez dwóch zdań Sofia Samatar należy raczej do tej drugiej kategorii....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDotrwałam jakoś do połowy. Koncept ciekawy, język bardzo ładny, ale sama powieść jest potwornie nudna. Nie mówię, że każde fantasy musi zawierać epickie sceny walki, ale brakuje mi tutaj jakiejś intrygi czy bardziej rozbudowanych dialogów. Mam wrażenie, że czytam ściany tekstu, w których nic się nie dzieje.
Dotrwałam jakoś do połowy. Koncept ciekawy, język bardzo ładny, ale sama powieść jest potwornie nudna. Nie mówię, że każde fantasy musi zawierać epickie sceny walki, ale brakuje mi tutaj jakiejś intrygi czy bardziej rozbudowanych dialogów. Mam wrażenie, że czytam ściany tekstu, w których nic się nie dzieje.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie napisana fantastyka liryczna. Fabuła stanowi tu tylko pretekst do eksploracji świata stworzonego przez autorkę z całym jego kulturowym bogactwem. Takie książki trzeba lubić, inaczej zanudzi. Ja jestem na tak.
Pięknie napisana fantastyka liryczna. Fabuła stanowi tu tylko pretekst do eksploracji świata stworzonego przez autorkę z całym jego kulturowym bogactwem. Takie książki trzeba lubić, inaczej zanudzi. Ja jestem na tak.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJevick pochodzi z krainy w której nie ma książek. Gdy jego ojciec, bogaty handlarz pieprzem, umiera, młody mężczyzna przejmuje jego rolę i wyrusza w podróż do Olondrii. Po lokalnym święcie zaczyna zaś widzieć ducha zmarłej dziewczyny.
Sofia Samatar to profesor nadzwyczajna na jednym z amerykańskich uniersytetów, która w swoim dorobku literackim ma wiele opowiadań, trochę poezji, literaturę faktu i dwie powieści fantasy osadzone w jednym świecie. Pierwszą z nich jest jej debiut, który zgarnął w roku wydania sporo nagród, czyli „Cudzoziemiec w Olondrii”, u nas wydany przez wydawnictwo Mag w ramach serii wydawniczej Uczta Wyobraźni.
Już od pierwszych stron widać, że jest to fantasy, które aspiruje do miana Literatury przez duże „L”. Styl autorki jest raczej gęsty, ze sporą ilością opisów, za to niewiele tu dialogów. Gdy już się zaś pojawiają nie raz i nie dwa przeradzają się w monologi, czasem traktujące o świecie przedstawionym, pozwalając go czytelnikowi lepiej zrozumieć i poznać. W pewnym sensie kojarzy mi się ta proza z Ursulą Le Guin, chociaż to właśnie bardziej skojarzenie związane z ładnym, bardzo sprawnym stylem, niż to, że twórczość tych autorek jest identyczna. Bo nie jest.
Tego typu styl sprawia, że jest to książka z wyższym progiem wejścia. Nie jest to typowo rozrywkowe fantasy; ma w sobie coś nieco więcej. W „Cudzoziemcu w Olondrii” nie brakuje też eksploracji trudnych tematów, takich jak niepełnosprawność w rodzinie czy żałoba. W opisach widać potężną miłość do książek, które bezustannie towarzyszą głównemu bohaterowi. Spokojna narracja sprawia zaś, że nawet pościgi i „sceny akcji” wydają się być w jakiś sposób powolne. Na pewno jest więc to tytuł ciekawy, choć wymagający nieco większego skupienia się w trakcie czytania, niż standardowe, lekkie historie, jakich na półkach księgarni co do zasady można znaleźć najwięcej.
Przy tym wszystkim książka, mimo wszystko, zawiera elementy przygody typowe dla książek fantasy. Dostajemy świat inspirowany Afryką Wschodnią i Północną; autorka, w połowie Somalijka, pisała zresztą tę historię, będąc w Sudanie. Główny bohater, gdy zaczyna widzieć ducha zmarłej dziewczyny, z pewnych względów musi zacząć podróżować przez nieznany sobie kraj, ufając ludziom, którym może niekoniecznie powinien. Moim zdaniem mocno wyczuwalne w tej książce jest jego pewne zagubienie, zupełnie normalne w tej sytuacji.
Pisząc to wszystko i naprawdę doceniając, czym „Cudzoziemiec w Olondrii” jest, muszę jednak przyznać, że… mi w tej historii jednak zabrakło czegoś, co mocniej związałoby mnie z nią emocjonalnie. To książka bardzo ładna i wartościowa literacko, ale jednocześnie sama nie czuje dużego przywiązania do bohatera, świata czy opowieści snutej przez autorkę mimo że dostrzegam, jak umiejętnie opisuje ona pewne relacje pomiędzy ludźmi oraz ich emocje związane z wydarzeniami, jakie mają miejsce na kartach powieści. Nie jest to jednak przytyk do książki; po prostu moje osobiste wrażenie.
„Cudzoziemiec w Olondrii” to dość wyjątkowe fantasy, które bez wątpienia jest po prostu literaturą ciekawą. Jeśli komuś brakuje takich historii, w których to język gra pierwsze skrzypce, w których faktycznie są warstwy, a autor ma do przekazania coś dla niego ważnego to myślę, że warto dać mu szansę. Jednocześnie warto mieć w pamięci to, że nie jest to historia w pełni, tylko i wyłącznie, rozrywkowa, co będzie widoczne w jej stylu i np. osoby zupełnie nieprzyzwyczajone do takiego prowadzenia narracji mogą poczuć się trochę przytłoczone.
Jevick pochodzi z krainy w której nie ma książek. Gdy jego ojciec, bogaty handlarz pieprzem, umiera, młody mężczyzna przejmuje jego rolę i wyrusza w podróż do Olondrii. Po lokalnym święcie zaczyna zaś widzieć ducha zmarłej dziewczyny.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSofia Samatar to profesor nadzwyczajna na jednym z amerykańskich uniersytetów, która w swoim dorobku literackim ma wiele opowiadań, trochę...
W języku kropel deszczu przemawia ta książka, w cieniu winnic, szepcząc w liściach, jak harfa eolska, wiatr cudów niesie echo starożytnych pieśni. Na każdej stronie muzyka konchy, oddech drzewa, woń jaśminu i cisza, co pozostaje po burzy. W podróży. Morze usiały liczne wyspy. Przez krainę świętych rzek niczym Wędrowiec z księżycem na ramieniu, w poszukiwaniu Komnaty Słów, gdzie duchy czytają swoje życia od końca, szyfrując samotność w snach snujących się pod dachami miasta. Ulice to wiersze a słowa wiją się jak strużki pary nad herbatą, magiczne głosy nawołujące ze swych domów z welinu. Życie poety piękną i śmiertelną jest drogą, na której nawet kurz i kamienie są sercu drogie. Książka jest fortecą, miejscem płaczu, kluczem do pustyni, rzeką bez mostu, ogrodem włóczni. Na Skraju Nocy naśladowaniem ptaków. Słucham słodkich westchnień południa zapatrzony w sieć gwiazd na niebie, otoczony krainą delfinów. Zamknięte kwiaty budzą się ze snu.
W języku kropel deszczu przemawia ta książka, w cieniu winnic, szepcząc w liściach, jak harfa eolska, wiatr cudów niesie echo starożytnych pieśni. Na każdej stronie muzyka konchy, oddech drzewa, woń jaśminu i cisza, co pozostaje po burzy. W podróży. Morze usiały liczne wyspy. Przez krainę świętych rzek niczym Wędrowiec z księżycem na ramieniu, w poszukiwaniu Komnaty Słów,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo chciałem doczytać do końca…, nie dałem rady. Być może nie potrafiłem jej w pełni doświadczyć? Początek fascynujący, język wspaniały - niestety z biegiem czasu było tylko gorzej, a kwieciste pióro coraz bardziej męczyło. Brak akcji i sensu nudził i powodował, że czytanie szło jak po grudzie. No nic - może po prostu nie dla mnie.
Bardzo chciałem doczytać do końca…, nie dałem rady. Być może nie potrafiłem jej w pełni doświadczyć? Początek fascynujący, język wspaniały - niestety z biegiem czasu było tylko gorzej, a kwieciste pióro coraz bardziej męczyło. Brak akcji i sensu nudził i powodował, że czytanie szło jak po grudzie. No nic - może po prostu nie dla mnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStałem w kolejce w ,,stokrotce". Coś się zacięło. Bez entuzjazmu zacząłem przeglądać książki w ,,koszu" obok.
Cudzoziemiec nie spodobał mi się. Okładka kojarzyła mi się z Francją XIX wieczną, za czym nie przepadam.
Na szczęście to była jedna z nielicznych książek z fantastyki, do tego cena 9,99 przekonała mnie.
Kupiłem i odłożyłem na półkę jako pozycje 248 w kategorii ,,kiedyś przeczytam".
Covid zmusił mnie do spędzenia w jednym pokoju dłuższego czasu.
Nic ciekawego nie było, więc ,,Cudzoziemiec..." po roku leżakowania doczekał się swego czasu.
Początek:
Dziecko, ojciec, podróże w tle.
Myślę: przyzwoicie, ale bez fajerwerków.
Potem było już tylko lepiej.
Książka wywarła na mnie niewyobrażalne wrażenie!
To było to!
Coś innego, Coś nowego, Coś intrygujacego!
Czy porwała mnie fabuła? Czy akcja niepozwalała na chwilę wytchnienia?
Nic bardziej mylnego.
Było leniwie.
Leniwie, smutno, płynnie, pięknie.
Delektowałem się.
Delektowałem się każdą stroną, każdym zadniem.
Dawkowałem sobie ,,Cudzoziemna", bo kiedyś musiał się skończyć. Dawki były coraz mniejsze, żeby na dłużej starczyło.
Pamiętam jak w pewnym momencie pomyślałem sobie (serio!) Ta babka nie powinna pisać fantastyki, tylko wiersze. Powinna zająć się literaturą piękną!
Koniec.
Przeczytałem książkę do końca.
Wiecie jaką miałem satysfakcję, kiedy doczytałem, że autorka na codzień pisze wiersze a to był jej debiut?!?!?!
Łał.
Myślę sobie: napiszę super recenzję. Ciut ją rozpromuje. Zasłużyła!
Czas leci a ja zastanawiam się ciągle-jak napisać dobrą opinię tej książki.
Mijają kolejne miesiące i wiecie co?
Nie napiszę idealnej recenzji.
Ona nie istnieje.
Nie wyrażę wszystkiego choćbym nie wiem jak chciał, bo nie nazywam się Samatar.
Nie polecam.
Książka specyficzna.
Dałbym sobie za nią rękę uciąć, ale nie polecam wszystkim.
Specyficzna. Piękna.
Więc lepiej nie czytaj, bo mógłbyś dać ocenę złą.
Dla mnie jedna z nielicznych WYJATKOWYCH!
Stałem w kolejce w ,,stokrotce". Coś się zacięło. Bez entuzjazmu zacząłem przeglądać książki w ,,koszu" obok.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudzoziemiec nie spodobał mi się. Okładka kojarzyła mi się z Francją XIX wieczną, za czym nie przepadam.
Na szczęście to była jedna z nielicznych książek z fantastyki, do tego cena 9,99 przekonała mnie.
Kupiłem i odłożyłem na półkę jako pozycje 248 w kategorii...
Książka kłopotliwa w ocenie. Startuje w miarę przyzwoicie, choć przez dłuższy czas rozczarowuje brakiem fantastyki (jeśli pominiemy odmienną geografię),rozkręca się opornie, finiszuje natomiast w bardzo przyzwoitym stylu, z głęboko rysującą się psychologią postaci i bogatym tłem, również tym kulturowym. Przez ten porządny finisz powieść sporo zyskuje na odbiorze, ale jednocześnie nie jest on w stanie załatać szeregu kreacyjnych dziur, które powodują, że cała ta historia jest czymś w rodzaju pretensjonalnej wydmuszki.
Otóż mamy obcy świat, z obowiązkowo dorysowaną wedle nieśmiertelnego kanonu fantasy mapką (można sobie było darować jej skrobanie, ale co tam),mamy mnóstwo obcobrzmiących nazw, mamy rozmaite obce słowa, obce potrawy i obce obyczaje, ale już rośliny i zwierzęta są absolutnie takie same, jak u nas, i - co więcej - tak samo się nazywają. Poza wspomnianymi w JEDNYM zdaniu, i to zupełnie mimochodem, ptakami, na których można latać. Autorka więc wzięła naszą rzeczywistość, tylko rozpisała ją na inne kontynenty oraz wrzuciła przygarść cwanie brzmiących słów z dużą liczbą "y" oraz "h", i wuala, mamy wspaniałą fantasy. No więc nie. Nie mamy.
Drugi problem to magia. W wielu miejscach świata są tak silne zabobony, że nawet na widok obcego czyni się gusła, żeby bóg czy złe nie spojrzało krzywo. W domach natomiast trzyma się "jut", czyli figurki ponoć magiczne, które nawet nie wiadomo, do czego służą. Jednak ani razu - podkreślam: ani razu - nie trafia się nadprzyrodzone zjawisko. To tak, jakby wziąć nasz świat i wsadzić do niego ludzi na co dzień obcujących z gniewem bogów, klątwami i resztą tego typu rzeczy, tyle że nie umieszczać w nim jednocześnie żadnego boga czy maga. Skąd zatem wzięły się te zabobony, zwłaszcza że nie za bardzo można złapać autorkę na opisaniu jakiegoś zbornego ruchu religijnego? No - wzięły się i już. Same z siebie.
Trzeci problem to historia. Wielokrotnie jest tu mowa o zamierzchłych zdarzeniach, które doprowadziły do tego czy tamtego, i to zdarzeniach na poły legendarnych, po czym okazuje się, że większość z tych zdarzeń miała miejsce pół wieku wcześniej, w najlepszym wypadku wiek. Żadna z historii, nawet tych okropnie legendarnych, nie sięga więcej niż sto lat wstecz. W tej sytuacji ciężko brać na serio całą kreację. Odnosi się po prostu wrażenie, że autorce zabrakło wyobraźni na stworzenie pełnego, istniejącego tysiące lat świata, i zadowoliła się wrzuceniem w znany jej szkielet dość skromnej czasowo historii Ameryki (tej nowoczesnej, nie-indiańskiej) garści elementów obcych, dzięki żonglowaniu którymi miała nadzieję zamaskować płytkość kreacji.
Ten brak wyobraźni widać jaskrawo na przykładzie czwartego problemu - książek. Na wyspach, skąd pochodzi bohater, książek nie zna się W OGÓLE. Ale dostajemy informację, że w Olondrii wynaleziono druk (zdaje się, że też niedawno),więc... są tam liczne księgarnie, po prostu zawalone STOSAMI KSIĄŻEK. Tanich, sprzedawanych przez młodocianych sprzedawców. Jak to wpływa na mieszkańców Olondrii? Zdaje się, że nijak, bo wszyscy żyją tak, jak w feudalnym średniowieczu. Bo oczywiście żadnej wyrafinowanej techniki tu nie ma i trzeba posługiwać się świecami, konnymi wozami i statkami pełnymi wioślarzy. No ale są drukowane książki, i to w dużej mierze z poezją. Kto niby to kupuje? Kto to czyta? No nie wiadomo, bo większość ludzi musi od świtu do zmierzchu zasuwać na własny kawałek chleba, a nie oddawać się czytelnictwu. No ale książki są powszechne, bo tak wymyśliła sobie autorka. Przy czym chodzi o powszechną dostępność, a nie użycie, bo tu mało kto cokolwiek czyta.
Trochę się więc dziwię, że "Cudzoziemiec w Olondrii" dotarł aż do listy finałowej Nebuli, ale nie będę ukrywał, że książka jest napisana dobrze - przynajmniej jeśli chodzi o stronę literacką. Bo sam świat jest po prostu boleśnie tekturowy.
Aha - ponieważ tłumaczył to Michał Jakuszewski, rzecz czyta się płynnie, co nie znaczy, że od czasu do czasu nie trafiają się różne językowe potknięcia. Ciekaw jestem, czy jest w "Uczcie Wyobraźni" choć jedna książka, która przeszła więcej niż pobieżną redakcję i korektę...
(Esensja.pl)
Książka kłopotliwa w ocenie. Startuje w miarę przyzwoicie, choć przez dłuższy czas rozczarowuje brakiem fantastyki (jeśli pominiemy odmienną geografię),rozkręca się opornie, finiszuje natomiast w bardzo przyzwoitym stylu, z głęboko rysującą się psychologią postaci i bogatym tłem, również tym kulturowym. Przez ten porządny finisz powieść sporo zyskuje na odbiorze, ale...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo książka dla ludzi, którzy kochają książki.
Oczywiście, można lubić czytać książki i lubić literaturę, ale w miłości do książek, która spływa z kart "Cudzoziemca w Olondrii" czuć coś więcej. Coś głębszego. To miłość do słowa pisanego, do chropowatych, pożółkłych stronic i połamanych grzbietów, do słów, które falują pod ludzkim spojrzeniem, psotne i sprytne, ale pozwalające się okiełznać.
"- Już wiem, czym jest vallon [książka] - oznajmiła. - Vallon to jut [dusza zewnętrzna]."
Tak, Jissavet, książka to właśnie dusza.
Proza Sofii Samatar jest niesamowita. Może porwać, ale może też się wydać nadęta, górnolotna i pusta. Wszystko zależy od tego, z jaką życzliwością do niej podejdziemy.
"Potrzeba odwagi, żeby wybrać nie to, co daje nam szczęście, ale to co jest cenne."
Może to nie była najlepsza powieść, jaką przeczytałam w tym roku, a już na pewno nie w tym życiu, ale uderzyła w struny mego serca, niczym utalentowany minstrel.
Mam nadzieję, że księgi Olondrii, a przynajmniej większość z nich, przetrwały i otworzyły się przed niepiśmiennymi.
To książka dla ludzi, którzy kochają książki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOczywiście, można lubić czytać książki i lubić literaturę, ale w miłości do książek, która spływa z kart "Cudzoziemca w Olondrii" czuć coś więcej. Coś głębszego. To miłość do słowa pisanego, do chropowatych, pożółkłych stronic i połamanych grzbietów, do słów, które falują pod ludzkim spojrzeniem, psotne i sprytne, ale...
Kolejna porzucona książka. Początek zarysował się ciekawie, ale odpadłam po jakimś czasie, gdy bohater faktycznie dotarł do Olondrii. Ten oniryczny, lekko psychodeliczny klimat absolutnie do mnie nie trafił. Znudziłam się i zrezygnowałam. Dla fanów gatunku.
Kolejna porzucona książka. Początek zarysował się ciekawie, ale odpadłam po jakimś czasie, gdy bohater faktycznie dotarł do Olondrii. Ten oniryczny, lekko psychodeliczny klimat absolutnie do mnie nie trafił. Znudziłam się i zrezygnowałam. Dla fanów gatunku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to