Edyta Zawiła 
46 lat, status: Czytelnik, dodał: 3 książki i 4 cytaty, ostatnio widziany 5 dni temu
Teraz czytam
  • Anna Karenina
    Anna Karenina
    Autor:
    Anna Karenina wiedzie dostatnie, stabilne i nieco nudne życie u boku dużo starszego męża. Piękna młoda kobieta spełnia się jako matka, ale nie stroni też od przyjęć, jest uwielbiana na petersburskich...
    czytelników: 26866 | opinie: 607 | ocena: 7,72 (10237 głosów) | inne wydania: 37
  • Bastion
    Bastion
    Autor:
    Najdłuższa i według powszechnych ocen najlepsza powieść w dorobku autora. Przerażająca wizja opustoszałego świata, obraz apokalipsy. Supernowoczesna broń biologiczna przynosi całkowitą zagładę. Bez w...
    czytelników: 16405 | opinie: 675 | ocena: 7,96 (6445 głosów) | inne wydania: 8
  • Chłopiec z latawcem
    Chłopiec z latawcem
    Autor:
    Afganistan, lata 70. Dwunastoletni Amir, syn zamożnego Pasztuna z Kabulu, wychowuje sie w domu bez kobiet. By zyskać uznanie w oczach ojca, wygrywa zawody latawcowe. Pomaga mu w tym starszy o rok H...
    czytelników: 17518 | opinie: 867 | ocena: 8,28 (7358 głosów) | inne wydania: 13
  • Czarne światło
    Czarne światło
    Autor:
    Każde małe miasteczko skrywa swoje mroczne tajemnice. Przed złożeniem ciała do grobu ktoś je związał w kostkach. Grubym sznurem. Tam, gdzie kiedyś biło serce, teraz tkwiły kawałki po drewnianym kołku...
    czytelników: 387 | opinie: 35 | ocena: 6,11 (105 głosów)
  • Czerwona jaskółka
    Czerwona jaskółka
    Autor:
    Szokująca powieść sensacyjna bogata w szczegóły, które może znać jedynie były agent CIA. Tło książki stanowi współczesna, rządzona przez niebieskookiego, pozbawionego jakichkolwiek wątpliwości Władim...
    czytelników: 1260 | opinie: 71 | ocena: 7,09 (390 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-09 22:10:01
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2019-01-07 21:43:34
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-01-07 21:43:31
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2019-01-06 21:38:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, B.A. Paris, LITERATURA ANGIELSKA, THRILLER
Autor:

NA SKRAJU ZAŁAMANIA MI GROZI...dobrze, że się skończyło, Cass irytująca w tej swojej infantylności. Debiut pisarki był doskonały, tutaj załamuje ręce, klaustrofobiczność, szpony strachu, manipulacja...
Oczywiście czekam na najnowszą ksiąąke i mam nadzieje, że to był tylko wypadek przy pracy :)

 
2019-01-06 19:27:46
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2019-01-06 18:05:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, LITERATURA KANADYJSKA, Shari Lapeña, THRILLER
Autor:

Drugie spotkanie z autorką.
Idealne małżeństwa i pozory, tajemnice z przeszłości, zmieniona tożsamość i podstawowy problem, nic nie wiemy o naszym małżonku / małżonce. Hm...
Zwłoki mężczyzny i wypadek Karen.
Tajemniczy mężczyzna i tekst: - znam Karen z jej poprzedniego życia!
Ktoś był w ich domu i obserwuje ich ?
Ona wie, kim jest ten mężczyzna, wie również, że nie żyje!
Dwie kobiety i jeden...
Drugie spotkanie z autorką.
Idealne małżeństwa i pozory, tajemnice z przeszłości, zmieniona tożsamość i podstawowy problem, nic nie wiemy o naszym małżonku / małżonce. Hm...
Zwłoki mężczyzny i wypadek Karen.
Tajemniczy mężczyzna i tekst: - znam Karen z jej poprzedniego życia!
Ktoś był w ich domu i obserwuje ich ?
Ona wie, kim jest ten mężczyzna, wie również, że nie żyje!
Dwie kobiety i jeden mężczyzna.
Obsesja.
Dobre zakończenie w pojedynku dwóch kobiet.
Narracja "sparodiowana" z punktu widzenia bohaterów książki, detektywi z bożej łaski...
Ogólnie nie powala, ale nie jest to teŻ strata czasu.

pokaż więcej

 
2019-01-06 17:36:32
Dodał książkę na półkę:
 
2019-01-06 17:32:53
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2019-01-06 14:51:16
Ma nowego znajomego: EdytaDe
 
2019-01-06 14:50:54
Ma nowego znajomego: Anezka
 
2019-01-05 22:19:47
Seria: Biografie

Piękna i niezwykle oszczędna okładka przedstawia część twarzy malarki z zastosowaniem odcieni szarości i dla kontrastu fuksja.
Angelika Kuźniak wzbogaciła książka z bogatą dokumentacją zdjęć, listów, ułatwiając nam wejść w klimat Krakowa początku XX wieku - targ na Rynku Głównym 1910-1915 r., rodzinne fotografie Lubańskich i Stryjeńskich, bardzo ciekawa jest fotografia rodziców Zosi -Anny i...
Piękna i niezwykle oszczędna okładka przedstawia część twarzy malarki z zastosowaniem odcieni szarości i dla kontrastu fuksja.
Angelika Kuźniak wzbogaciła książka z bogatą dokumentacją zdjęć, listów, ułatwiając nam wejść w klimat Krakowa początku XX wieku - targ na Rynku Głównym 1910-1915 r., rodzinne fotografie Lubańskich i Stryjeńskich, bardzo ciekawa jest fotografia rodziców Zosi -Anny i Franciszka Lubańskich z 1891 roku wykonana w pracowni Walerego Rzewuskiego, który fotografował z natury.
Szkoła Sztuk Pięknych dla Kobiet Marii Niedzielskiej, fotografia pochodzi z 1910 roku, Zosia chodziła na kurs i jednocześnie podjęła prace na poczcie.
Kolejna ciekawa fotografia z Akademii Sztuk Pięknych w Monachium przełom 1911 /1912 rok i Zosia vel Tadeusz von Grzymala, przebrana za mężczyznę ( w tym okresie nie przyjmowano kobiet na uczelnię ), krótkie włosy, męski strój.
Zdjęcia przedstawiające dzieci Zosi i Karola Stryjeńskich : Magdy, Jasia i Jacka w różnych okres rozwoju.
Liczne prace dotyczące twórczości artystycznej malarki m.in: wykonała dekorację polskiego pawilonu na Wystawie Sztuk dekoracyjnych i Przemysłu Współczesnego w Paryżu w 1925 roku, która składała się z cyklu Dwunastu miesięcy (6 malowideł, po 2 miesiące na płótno), ukazującego prace wiejskie charakterystyczne dla poszczególnych miesięcy. Dzieło to przyniosło artystce sławę europejską i 5 nagród Wystawy światowe. Słynny " Ogień" z 1928 roku.
Projekty scenografii i kostiumów Zofii Stryjeńskiej do spektaklu "Balladyna" w reżyserii Józefa Sosnowskiego w Teatrze Miejski im. J. Słowackiego w Krakowie w 1928 roku. Projekty kostiumów do "HARNASIÓW" dla objazdowego Polskiego Baletu Reprezentacyjnego 1938/1939 r.
Charakterystyczne i niezwykle innowatorskie podejście do teki PIASTOWIE, przedstawiające Kazimierza Wielkiego z 1929 roku, dalej "OBRZĘDY POLSKIE".
Rezurekcja z teki BOŻKI SŁOWIAŃSKIE" z 1934 roku zabierają nas w pradawne siły i korzenie, mistycyzm ze światowidem, Radegastem, Dziedzielą, Perkunem, Marzanną...

"Rodziłam się u zbiegu dwóch epok.
Za późno, aby tańczyć kankana, za wcześnie,
aby podziwiać rozbicie atomu. Oscyluję więc
krańcowo między przepaścią a nadzieją"

Ten cytat świetnie obrazuje postać niezwykłej kobiety, która w Dwudziestoleciu międzywojennym odegrała ogromna rolę artystyczną na firmamencie sztuki polskiej i światowej.
Nie uznawała półśrodków, była dosłowna i uczciwa w tym co robiła, oddała się sztuce i swojej pasji, płacąc najwyższą cenę za sukces i spełnienie zawodowe. Los dał jej zaznać wielką sławę i wielką miłość, bohemę artystyczną, podróże i ukochane dzieci, dał dla równowagi nędzę, ostracyzm i schizofrenię...
Przenieśmy się do Krakowa 1907 roku, gdy Zosia Lubańska ma 16 lat i niemal bladym świtem wychodzi z ojcem na Rynek, droga zajmuje im około 20 minut.
W tym miejscu zaczyna się dla nas korowód kolorów, zapachów, ludzkich obyczajów, bogatej fonetyki i najlepszych produktów.
"...Żydki pejsate handlowały skórkami zajęczymi. Pod sukiennicami górale sprzedawali kłódki żelazne, łańcuszki, łapki na myszy. Dalej grzyby na sznurkach i wieńce cebuli..."
"...Garnki, sznury, drut, osełki, sól kamienną w blokach po dziesięć kilogramów, węgiel drzewny, popielniki, lustra, "nabożne książki", święte obrazy..."
"...Z innej strony sprzedawano kapelusze chłopskie ze świecidłami, warząchwie, sita, kołacze ze serem i rodzynkami. Niejeden raz zajeżdżały przed kościół Mariacki huczne wesela chłopskie z muzyką, a w niedzielę przed Świętą Barbarą ustawiały sie procesje z biciem w bębny. Kumoszki w krochmalonych spódnicach, bogatych koralach, gufrowanych czepcach, zawodząc litanię, dźwigały majestatycznie złocone feretrony z postaciami świętych. Gołębie fruwały, muzyka grzmiała, procesje suneły od Świętej Barbary przez Grodziską do dominikanów. Pamiętam - pisze Zosia dalej w pamiętniku - uroczyste obchody narodowe na Rynku, postacie różnych rajców miejskich, ławników ratuszowych i majstrów cechowych w odświętnych czamarach, kontuszach, kitach. Śród tego rażący zgrzyt "Targowicy" - zmiany warty austriackiej na odwachu koło ratusza: Rechts - um!Links - um!Kehrts - um!Ein, zweit!Ein, zweil!
W drodze powrotnej zachodzili na Mały Rynek na tyłach kościoła Mariackiego. Przekupki rozsiadały się tam długimi rzędami, każda w szerokiej kiecce z chustą w krakowską kratę, narzuconą na ramiona..."
"...Tu się nieraz działy przedstawienia pijackie, że do zdechu można się było uśmiać, zwłaszcza jak się przekupki pokłóciły. Kiecki fruwały w górę, a grzeszne okrągłości, podobne dyniom, błyskały nago przed amfiteatrem widzów.
- A całujże mnie pani!- I tymi nagimi tyłkami do siebie się wypinały i doskakiwały w akompaniamencie bogatej fonetyki obiecanej wzajemnych..."
Franciszek Lubański zabierając Zosię na ten korowód obyczajności i obcowania z mieszczaństwem i chłopstwem, zwracał uwagę na elementy stroju, kolory, obyczaje i tam zaczyna się fascynacja i wizja późniejszej twórczości przyszłej malarki: "...Całe życie później malowałam ten lud wiejski, tę wizję pierwszej młodości, śród której wzrastałam. Szkoda tylko, że interpretacje mych nieudolnych pędzlisków ani się umyły do rzeczywistego czaru. Na tym Rynku krakowskim zakiełkowały mi w myśli pierwsze zarysy postaci bogów słowiańskich i niejasne przeczucie wielkiej kiedyś rezurekcji Słowian, których przodownicą będzie Polska..."

I jeszcze z tych zakupów: "...Garniec kwaśnej śmietany, kilo fasoli, mirabelki, jabłka, kilka garści suszonych moreli, figi. Ze spaceru zawsze przynosili coś do domu.Franciszek kupował też demokratyczną gazetę "Nowa Reforma". I bułki, pewnie ze czterdzieści. Każdemu ze dwie , trzy na śniadanie, a dwie do szkoły - tłumaczyła Zosia- Z makiem, ze solą, kajzerki, centówki, rogale, sztangle z kminkiem..."
Czy to śniadanie , czy obiad zawsze w domu z sześciorgiem dzieci był rozgardiasz i trzeba było "lud rzymski" rozpędzać a na innych odcinakach imperium znów się uganiać. Gdy 13.00 wybijała u Lubańskich obiad podawano.
"...Mięso czy jarzynę, zupę czy leguminę zmiatało się łygą - wspomniała Zosia. - Wszyscy gadali naraz, o szkole, o tysięcznych sprawach, rozgwar był niemożliwy. Niejeden zdzielał drugiego po łbie, dla hecy podkradano sobie kąski z talerza. dorzucano podstępnie bigosu i buraków, w ogólle bachanalie Gargantuy. Kolejno biesiadnicy syci jak pijawki odpadali od stołu, to jest odchodzili do swoich zajęć, całując Mamę i Tatę w rękę i nieodmienne przyrzekając poprawę obyczajów. Na pobojowisku zostawali sami Rodzice, którym służąca podawała herbatę..."
Sklep Lubańskich znajdował się przy ulicy Świętej Anny 2, Zosia zdobiła reklamę sklepu ukazującą się w prasie, najczęściej rysunki a głównie rękawiczki. "Nowa Reforma" : "Kto się chce w tym karnawale niedrogo bawić, tego zaprasza się po rękawiczki balowe krótkie i długie do magazynu rękawicznego pod firmę F. Lubańskiego. Tamże nadstawia się rękawiczki długie zniszczone (części z palcami) tak kunsztownie, że się tego nikt nie domyśli. Wszystkie rękawiczki daje się mierzyć. Pranie rękawiczek na poczekaniu..."
Zosia kilka par rękawiczek zaprojektuje, wygoda z modernistycznym sznytem, z deseniem zgeometryzowanym.
Przyszła malarka po szkole przychodziła do sklepu ze swoim szkicownikiem, tam powstawały pierwsze portrety klientów, karykatury, psy, koty, osły, króliki, chłopców w krakuskach. Ojciec z dokładnością śledził pociągnięcia ołówkiem czy pędzlem.
"...Pierwszy (szkicownik) dostała od Franciszka sześć lat wcześniej. Rysowała wtedy sceny z życia małej dziewczynki ( nie możemy wykluczyć, że siebie samej): dziecko zrywa kwiaty, bawi się, leży w łóżku. Twarze i sylwetki, szczególnie na rysunkach kolorowych. Zosia pokazuje z oddali, bez wielu szczegółów. Jakby robiła zdjęcia nie nastawiając ostrości..."

Szczególna uwagę Zosi w sklepie po usłyszeniu dzwonka, oznajmiało przybycie klienta.
"...Starsza hrabina w czarnych koronkach, chora na kleptomanię. Za nią zawsze stał lokaj w liberii, z workiem forsy powierzonym mu przez familię, i patrzył, co hrabina buchła po sklepach. Gdy ją odstawił do powozu obwożącego ja po zakupach, wracał do sklepów i wyrównywał zapłatę za skradziony przedmiot. Co hrabina raczyła buchnąć? Nie rzeczy ważne, o nie - tu chodziło o przeżycie, o silniejsze krążenie krwi, o nabranie apetytu na obiad. Więc: rozciągaczka do rękawiczek, więc - puszka z federweisem, dwie, trzy pary rękawiczek, jakaś klamerka dla emocji..."
Niezwykła i robiącą ogromne wrażenie na Zosi był malarz Jacek Malczewski, "...pan o czarnych jak otchłań oczach, jarzących się pod obraną z sierści kopuła czaszki - tak zapamiętała. przy powitaniu raz dygał jak mała dziewczynka, innym razem udawał kulawego albo oficera. (Kucharka Malczewskich mówiła: "Dużo róznych widziałam, ale takiego najgłupiastego pana jak nasz - nigdy").
Zosia: "Był nerwowy i ponury, i jak tylko się na niego kto dłużej patrzył, choćby jaka dostojna osobistość, zaraz pokazywał język aż do brody. A przyciągał niestety ogólnie wzrok swym malowniczym a demonicznym wygladem Mefista: wysoki, w sztach własnego pomysłu, w olbrzymim jak tarcza czarnym filcowym kapeluszu włożonym na tył głowy i w szwedzkich żółtych rękawiczkach w stylu Ketlinga z mankietami do łokci (zamawiał je u Lubańskiego). Niejednokrotnie zaznałam widoku sławnego języka pod swym adresem, gdyż się na mistrza wygapiałam zza pleców Taty..."

Rok 1910 prasa rozpisuje się o możliwości uderzenia komety Halleya w Ziemie.
W maju 1913 ukazał się na łamach „Czasu” artykuł, krytyk sztuki Jerzy Warchałowski omówił obszernie dokonania Zofii Lubańskiej i tym samym wylansował młodą artystkę
Niezależna dziewczyna, wiedziała czego chce od życia, wiedziała też, jak ten cel osiągnąć. Gdy sobie wymarzyła w wieku siedemnastu lat swój ideał męski:
"...blond włosy, kształt apolliński i błękitne reflektory. Czyli "oczy, przez które widać pejzaż nieba, bo oczy brązowe to okno na otchłań parną, gdzie dusza drży przed nicością" Niewątpliwą zaletą byłoby, gdyby mężczyzna mówił po angielsku "haudujudu", po francusku "bążur" i " sa wa". Był facetem 'lekko wykolejonym" ( tu brak szerszych wyjaśnień). I miał "fiołka". Oczywiście na jej punkcie." Jej płowy lew, jej gusło to nie kto inny tylko Karol Stryjeński.
projektant wnętrz i sztuki użytkowej, grafik, studiował w Paryżu, znał francuski i był smukłym blondynem o niebieskich oczach.
"Poeta życia" w mniemaniu Iwaszkiewicza, "wielkopański cygan" to słowa Józefa Czapskiego. "Nie nosił eleganckich garniturów z alpaki ani laski z gałką z kości słoniowej. Sypia kątem. Wędruje z pudłem książek i skrzypcami, na których gra jak góral"
"Uroczy, pełen wewnętrznego ognia, o suchej, trochę indiańskiej twarzy" to słowa Ireny Krzywickiej.
Uznanie Magdaleny Samozwaniec: "Rzeźba grecka przerobiona na umorusanego i zaniedbanego andrusa. Włosy niestrzyżone, twarz najczęściej nieogolona. Portki nieprasowane."
Hanna Ostrowska - Grabska: "Promieniujący urokiem, wdziękiem, o czarującym sposobie bycia".
Felicja Lilipop - Krancowa: "Nieskrępowany, bo tak mu się podobało".
Rafał Malczewski: "Karol umiał się bawić i czarować kobiety od lat 1 do 100, wszelkiego pochodzenia: góralki, arystokratki, intelektualistki, artystki, sportmenki, zakonnice, czarownice, święte, wariatki lub zgoła normalne, społecznice, ladacznice, dziewice, półdziewice, mężatki, rozwódki".
To piorunujące spotkanie i wielka miłość narodziła się w Miejskim Muzeum Techniczno - Przemysłowym (dzisiaj Akademia Sztuk Pięknych), a potem 4 listopada 1916 roku był cichy ślub. On ma dwie miłości Tatry i Zosie, a ona wciąż obawia się, że świat jej go odebrać.
Wielka sztuka, szaleńczo pracują , rozwijają się, rodzą się dzieci, ona rozdarta pomiędzy tańcami ludowymi, rezurekcją Słowian, on projektuje, i są tarcia, kochają się i nienawidzą, on nawet podstępnie zamknie ja w szpitalu psychiatrycznym, rozwód, inne związki Artur Socha, Achilles Breza, Arkadym Fiedlerem), Genewa, dziwactwa, schizofrenia, śmierć.
Doskonale posługiwała się pędzlem ale też piórem, pozostawiła po sobie pamiętniki, liczna korespondencja, z niezwykle "piękną" polszczyzna przeplataną ciętymi ripostami, podszyte czarnym poczuciem humoru i dystansem do siebie.

Wspomnienie Barbary Stryjeńskiej, córka Jana:
"Nigdy nie żałowałam mojej babki - pisze do mnie. - Podziwiam jej prace, ale nie łączyła mnie z nią żadna uczuciowa więź. Uważam, że jej dzieci wiele przez nią wycierpiały, choć były jej bardzo oddane. Tacy są artyści - wrażliwi, ale niewrażliwi jednocześnie".

pokaż więcej

 
2019-01-05 17:18:16

"...Dom na Wzgórzu został wybudowany ponad osiemdziesiąt lat temu jako dom rodzinny, wiejska rezydencja człowieka o nazwisku Hugh Crain. Crain miał nadzieję, że jego dzieci i wnuki będą żyły w tym wygodnym luksusie, a sam liczył na to, że dokona tu swego żywota w spokoju. Niestety, Dom na Wzgórzu był domem pechowym niemal od samego początku. Młodziutka żona Craina zmarła dosłownie chwilę... "...Dom na Wzgórzu został wybudowany ponad osiemdziesiąt lat temu jako dom rodzinny, wiejska rezydencja człowieka o nazwisku Hugh Crain. Crain miał nadzieję, że jego dzieci i wnuki będą żyły w tym wygodnym luksusie, a sam liczył na to, że dokona tu swego żywota w spokoju. Niestety, Dom na Wzgórzu był domem pechowym niemal od samego początku. Młodziutka żona Craina zmarła dosłownie chwilę przedtem, zanim ujrzała ten wybudowany specjalnie dla niej dom, kiedy to powóz, którym jechała, wywrócił się na zakręcie. Młodą panią wniesiono do domu już bez życia. To wszystko sprawiło, że Crain stał się smutnym i rozgoryczonym człowiekiem, z dwiema małymi dziewczynkami, które trzeba było wychować, lecz mimo to nigdy nie opuścił Domu na Wzgórzu.
(...)Żadne ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec owego nieszczęsnego punktu, w którym dziwny zbieg linii i płaszczyzn sugeruje zło w fasadzie domu. A jednak jakieś szalone zestawienie, źle ustawiony narożnik, przypadkowe spotkanie linii dachu i połaci nieba zamieniły Dom na Wzgórzu w miejsce prawdziwej rozpaczy, tym bardziej przerażające, że fasada domu zdawała się żywa, bacznie obserwująca otoczenie z pustych okien, z odrobiną rozbawienia w gzymsowych brwiach..."

Niezwykła okładka z tajemniczą rezydencją, która znajduje się wysoka brama, "...złowieszcza i masywna, mocno osadzona w kamiennym murze otaczającym posesję ukrytą pomiędzy drzewami,(...)widoczna była olbrzymia kłódka i gruby łańcuch, mocno okręcony wokół żelaznych prętów bramy...".
Złowieszczość i przedsionek strachu u bram rezydencji ostrzegawczo pan Dudley i jego małżonka, próbują uzmysłowić gościom przybyłym do osławionego domu.
Doktor Montague zaprasza trzech gości : Eleonor, Theodor i przyszłego spadkobiercę.
Gdy przekroczymy bramę, zostajemy złapani w szpony domu i nigdy już nas stąd nie wypuści. Natarczywa gościnność Domu na Wzgórzu nie lubi wypuszczać swoich gości. Zachwycamy się niezwykłą architekturą, spójnością i harmonią, dostojnością wnętrz i wyczuciem stylu Craina, ulegamy zaburzeniom dysproporcji i złudzeniom i wypaczeniu, pojawia się chaos.
Hermetyczność utkana w sieć kłamstw, strachu, obaw, lęków, obezwładniająca siła oniryczności i odrealnienia, któremu ulegamy z bohaterami. Lęki wewnętrzne, niedowartościowanie, zaniżona samoocena, znużenie, niedostatki, niezrozumienie, swobodny styl życia, to stanowi karmę dla Domu.
Dom zaczyna żyć a wraz z nim nasi bohaterowie uwikłani w swoje historie i obawy, które zaczynają pogłębiać i przysłaniać początkowy cel doświadczenia i sił nadprzyrodzonych.
Niezwykły klimat przeszywającej i paraliżującej psychozy z powolnie budowanym napięciem i to zakończenie.
"...Ten dom jest ohydny, trawiony chorobą. Uciekaj stąd, uciekaj natychmiast!..."


"...- Czy w tym domu są dwa główne wejścia, czy też mnie się wszystko pomieszało?
Doktor uśmiechnął rozpromieniony. Najwidoczniej czekał na takie pytanie.
- To są jedyne drzwi wejściowe - odpowiedział. - To te, przez które tu wczoraj weszłaś.
Theodora zmarszczyła brwi.
- To dlaczego obie z Eleonor nie widzimy tej wieży z okien naszych sypialni? Okna naszych pokoi umiejscowione są na frontowej fasadzie domu, a mimo to...
Doktor roześmiał się i klasnął w ręce.
- Nareszcie! - wykrzyknął. - Sprytna Theodora! To właśnie dlatego chciałem, abyście zobaczyli ten dom w dziennym świetle. Chodźcie, usiądźmy na schodach, to wam wszystko wyjaśnię.
Posłusznie usadowili się na schodach, a on, przyjąwszy swą profesorską pozę, zaczął oficjalnym tonem wyjaśniać.
- Jedną z ciekawostek Domu na Wzgórzu jest jego architektoniczny plan.
- Zwariowany dom.
- No własnie. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tą wyjątkową trudnością, z jaką przychodzi nam się tu odszukać? W żadnym normalnym domu nie czulibyśmy się tak długo zdezorientowani i zagubieni..."

pokaż więcej

 
2019-01-05 14:20:01
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2019-01-05 14:19:44
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-01-05 12:29:49

Powieść gotycka uprawiana na przełomie XVIII / XIX wieku, nazywana powieścią grozy, czarna powieścią, romansem gotyckim. Racjonalizm epoki oświecenia stanowił dla powieści gotyckiej możliwość odciśnięcia piętna grozy, tajemniczości, mistycyzmu i fantastyki. Anglia stworzyła scenerię i klimat dla tych powieści, jej wyznacznikiem stała się pierwsza gatunkowa "Zamczysko w Otranto. Powieść... Powieść gotycka uprawiana na przełomie XVIII / XIX wieku, nazywana powieścią grozy, czarna powieścią, romansem gotyckim. Racjonalizm epoki oświecenia stanowił dla powieści gotyckiej możliwość odciśnięcia piętna grozy, tajemniczości, mistycyzmu i fantastyki. Anglia stworzyła scenerię i klimat dla tych powieści, jej wyznacznikiem stała się pierwsza gatunkowa "Zamczysko w Otranto. Powieść Gotycka" Horacego Walpole'a.
Polski akcent powieści gotyckiej zawdzięczamy w XIX wieku Annie Mostowskiej ( "Strach w Zameczku", "Posąg", "Salamandra" Zygmuntowi Krasińskiemu "Powieść gotycka".

Shirley Jackson również uległa fascynacji powieścią gotycką zabierając nas do dwóch powieści, które w 2018 roku zostały wydane przez Wydawnictwo Replika.
Niezwykła okładka, która wprowadza nas w klimat niesamowitości nasączonej grozą, niepokojem, obezwładniającą magicznością i chęcią przekroczenia bramy.
Ogromne, mroczne, opuszczone zamczysko o dawnej, pięknej architekturze, idąc dalej spotykamy młodą damę w czarnej sukni, jej towarzyszem jest niezwykły, tajemniczy i charyzmatyczny kot Jonasz (Rademenes) , na niebie pojawiają się ptaszyka, które zwiastują złowrogą i zapętloną atmosferę...
Książka rozpoczyna się od "...Nazywam się Mary Katherine Blackwood. Mam osiemnaście lat i mieszkam z siostrą Constance. Często myślę, że przy odrobinie szczęścia mogłam urodzić się wilkołakiem, bo dwa środkowe palce obu moich rąk są tej samej długości, ale muszę zadowolić się tym, czym obdarzyła mnie natura. Nie lubię mycia, psów i hałasu. Lubię moją siostrę Constance, Ryszarda Plantageneta i Amanita phalloides, muchomora sromotnikowego. Reszta mojej rodziny nie żyje..."

Majstersztyk pojęcia i ładunku grozy, który zaserwowała nam autorka, hermetyczność i klaustrofobiczność przepełniona strachem, obawami i niedopowiedzeniami małej społeczności kontra mieszkańców zamku (MarriCat, Constance i wuja Juliana, i tajemnicza postać, która namiesza i prawdziwe oblicze obnaży - kuzyn Charles).
Obcujemy na kilku płaszczyznach czasoprzestrzeni, życie w zamku i jej mieszkańcy, fabuła , która dzieje się w głowie MarryCat oraz antagonizm społeczność miasteczka.
Dysharmonia, konflikt, kontrowersje, napięte stosunki, niesnaski, rozdźwięk przytłacza, przygnębia i obezwładnia makabreską. Każda wizyta w miasteczku dla MarryCat jest ogromnym wyzwaniem, hipnotyzujący strach, spojrzenia przeszyte oskarżeniami, szeptanie, knucie, nagonka podsyca atmosferę i rosnące bardzo powoli napięcie wprowadza nas w matafizyczność, ezoteryczność odrealnienie, nieprzenikliwość i demoniczność w postaci kota Jonasza.
"...Myślałam o Charlesie. Mogłam go zamienić w muchę, wrzucić w pajęczynę i patrzeć, jak się miota, bezradny i uwięziony w ciele bzyczącej, zdychającej muchy; mogłam życzyć mu śmierci tak długo, aż wreszcie umrze. Mogłam przywiązać go do drzewa i czekać, aż wrośnie w pień, a jego usta pokryje kora..."
Postać MarryCat i demonicznego kota Jonasza, to niezwykły duet, w umyśle młodej damy, którą umieszczam emocjonalnie pomiędzy nastolatką a kobietą (to jest też sposób i lina prowadzenia narracji przez bohaterkę ), i to co się dzieje w jej głowie, te obrazy, złowieszczość i pomysły na niegodziwość mieszkańców miasteczka, więź z kotem, który enigmatycznością i charyzmatycznością przeszywa nas na wskroś.
Niewielka książka, która może zadowolić prawdziwego konesera powieści grozy, gotyckiej, ponieważ autorka nie ułatwia nam poruszania się w jej świecie, nic na tacy nam nie poda, niedomówienia, niedostrzegalność, ulotność, diabelskość tkwiąca w szczegółach, a każdy szczegół to trybik, który powolną machinę wprawia w ruch i zabiera nas w ucztę grozy.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
2191 445 12720
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (130)

Ulubione cytaty (133)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd