AKasiaCzyta 
cowartoczytac.blogspot.com, https://www.facebook.com/coczytac
Kocham książki od zawsze. Kocham ich zapach, szelest kartek, ciężar. Jestem książkowym ćpunem. To moje jedyne uzależnienie.Nie chcę się z niego leczyć :)
32 lat, kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 4 godziny temu
Teraz czytam
  • Arystokratka na koniu
    Arystokratka na koniu
    Autor:
    Trzecia część literackiego sitcomu! Rozpoczynają się wakacje, a załoga zamku Kostka ma nadzieję na najlepszy sezon w historii. Lecz złośliwy los jak zwykle niweczy wszystkie plany. Arystokratka Mari...
    czytelników: 628 | opinie: 65 | ocena: 7,12 (366 głosów)
  • Francuskie lato
    Francuskie lato
    Autor:
    Poruszająca i inspirująca opowieść dla wszystkich, którzy zakochali się w powieściach Jojo Moyes. Zmęczona niedojrzałością swojego chłopaka, Jessica opuszcza Adama wkrótce po tym, gdy na świat przych...
    czytelników: 303 | opinie: 29 | ocena: 7,29 (52 głosy)
  • Papierowa księżniczka
    Papierowa księżniczka
    Autor:
    Życie Elli Harper nie przypomina bajki – dziewczyna nie ma ojca, często przeprowadza się z miasta do miasta, ciężko pracuje i codziennie walczy, by związać koniec z końcem. Jedynie marzenia o lepszym...
    czytelników: 2083 | opinie: 134 | ocena: 7,1 (729 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-05 20:39:26
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-08-05 20:38:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Nowakowie (tom 1)

Nazwisko Barbary Sęk nie było mi obce. Jakiś czas temu czytałam “Miłość na szkle” tej autorki i pamiętam, że książka zrobiła na mnie dobre wrażenie. Kiedy więc dowiedziałam się o premierze jej kolejnej powieści, nie mogłam się oprzeć i musiałam ją przeczytać.

Krzysztof i Małgorzata Nowakowie mają wszystko, o czym marzy przeciętny Polak – zdrowe dzieci, piękny dom, drogi samochód i dużo...
Nazwisko Barbary Sęk nie było mi obce. Jakiś czas temu czytałam “Miłość na szkle” tej autorki i pamiętam, że książka zrobiła na mnie dobre wrażenie. Kiedy więc dowiedziałam się o premierze jej kolejnej powieści, nie mogłam się oprzeć i musiałam ją przeczytać.

Krzysztof i Małgorzata Nowakowie mają wszystko, o czym marzy przeciętny Polak – zdrowe dzieci, piękny dom, drogi samochód i dużo pieniędzy. Ich życie wygląda jak piękny sen. Czworo potomków, w tym trójka już prawie dorosłych, dobrze prosperująca kancelaria prawnicza i piękna zadbana żona – Krzysztof ma się czym pochwalić. W życiu tej prawie idealnej rodziny jest jednak pewne pękniecie, które z dnia na dzień robi się głębsze, żeby kiedyś wreszcie stać się prawdziwą przepaścią. Krzysztof bowiem od kilku lat prowadzi podwójne życie. Swój czas dzieli pomiędzy Małgorzatę a Monikę, z którą romans już dawno zamienił się w coś więcej. Kiedy dzieci przypadkiem widzą ojca z inną kobietą, na światło dzienne zaczynają wychodzić sprawy, o których dotąd nie mieli pojęcia. Wzór jaki widzieli w osobie taty nagle stanie się kimś, kogo tak naprawdę nie znali. W ciągu kilku dni cały ich świat się zmieni. Dokąd zaprowadzi to Nowaków i czy rodzina przetrwa?



Barbara Sęk po raz kolejny udowodniła mi, że potrafi pisać bardzo dobre i wartościowe powieści. Chylę czoła przed autorką za tak realistyczną kreację bohaterów i nieprzesłodzoną, bardzo życiową fabułę książki.

Nie ukrywam, że początkowo język pisarki trochę mi przeszkadzał. Wydawał się zbyt kanciasty, trochę ciężki i toporny. Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron przywykłam i dałam się ponieść lekturze.

Historia Nowaków być może rozgrywa się gdzieś w sąsiedztwie, a być może nawet w naszym domu. Opowieść, którą raczy nas Barbara Sęk to zdarzenia z życia wzięte. Mamy tu szarą codzienność, problemy, nieidealne charaktery bohaterów, z których decyzjami często się nie zgadzamy. Wbrew pozorom, postać zdradzanej Małgorzaty, nie budzi w czytelniku aż takiego współczucia, jak można by się spodziewać. Pani Nowak od lat pracowała na to, co ją spotkało ze strony męża. Gdybym chciała określić po czyjej stronie w tym sporze stoję, powiedziałabym, że dzieci. Bo małżeństwo Nowaków od początku dążyło ku przepaści. Cała ich historia, od momentu poznania się, do chwili wyjawienia prawdy o Krzysztofie, krzyczała wręcz, że ten związek to pomyłka. Jakimś cudem jednak udało im się spłodzić czwórkę dzieci i trwać w małżeństwie przez dwadzieścia lat.

Zatrzymajmy się jeszcze chwilę przy wspomnianej już przeze mnie, doskonałej kreacji postaci. W tej książce nie znajdziecie bohatera idealnego. Każda osoba tutaj jest jak żywcem wyjęta z polskich realiów. Nikt tu nie jest doskonały, każdy ma swoje “za uszami”. Nie ma tu bohatera, któremu kibicuję – trzymam kciuki za wszystkich, by życie ułożyło się dla nich jak najkorzystniej. Krzysztof, choć to właśnie on jest przyczyną całego zamieszania, nie jest wcale jednoznacznie zły, podobnie jego kochanka Monika. W drugą stronę jest podobnie – Małgorzata, choć pokrzywdzona, nie jest wcale bez winy i momentami naprawdę jej nie lubiłam. To wszystko świadczy o doskonałym kunszcie pisarskim autorki.

Nie wiem, czy wiecie, ale “Nowakowie. Kruchy fundament” to rozszerzona i zmieniona wersja książki znanej jako “Dlaczego ona?”. Cieszę się, że Barbara Sęk zdecydowała się rozbudować tę historię i nie mogę się doczekać jej kolejnych tomów. Jestem bardzo ciekawa w jakim kierunku to wszystko pójdzie, bo ciężko mi to przewidzieć.

Jeżeli chcecie sięgnąć po dobrą polską literaturę, nie ociekającą lukrem i schematami, polecam serdecznie “Nowaków”. Książka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i z pewnością zapamiętam ją na długo.

pokaż więcej

 
2018-07-29 16:55:26
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-07-29 15:56:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Wszyscy, którzy systematycznie tu zaglądają, wiedzą że nie potrafię krytycznie ocenić książek autorstwa Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Nie ma znaczenia, czy chodzi o ich pozycje pisane w duecie, czy te solowo. Kocham ich miłością ślepą, nie wydaje mi się, żeby to uczucie kiedyś wygasło, więc jeśli oczekujecie od tego wpisu krytyki, czy może nawet hejtu, z pewnością się... Wszyscy, którzy systematycznie tu zaglądają, wiedzą że nie potrafię krytycznie ocenić książek autorstwa Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Nie ma znaczenia, czy chodzi o ich pozycje pisane w duecie, czy te solowo. Kocham ich miłością ślepą, nie wydaje mi się, żeby to uczucie kiedyś wygasło, więc jeśli oczekujecie od tego wpisu krytyki, czy może nawet hejtu, z pewnością się rozczarujecie.Powieści tej pary pisarzy nigdy mnie nie rozczarowały, zawsze dostarczają mi wielu pozytywnych emocji,a ich lektura to dla mnie prawdziwe święto. Nie inaczej było z “Biurem M”, pokochałam tę książkę od pierwszego zdania.



“Biuro M” opowiada historię dwójki młodych ludzi. Ona – typowa szara myszka w za wielkim swetrze. Jedynym mężczyzną w jej życiu jest kot o wdzięcznym imieniu Puszysław. Po kilku niepowodzeniach miłosnych Baśka nie wierzy już w miłość i związki, nie chce słyszeć o randkach
i o facetach w ogóle.

On – życiowy nieudacznik. Pech to jego codzienny towarzysz, za jego przyczyną Jacek nie może znaleźć pracy,a wszystko czego się dotknie zamienia się w kupkę gruzu.

Oboje zostają zatrudnieni w pewnym specyficznym biurze matrymonialnym. Choć początkowo wydaje się, że taka praca to przecież nic trudnego, na ich drodze pojawi się kilka niemałych wyzwań. Szefowa rodem z koszmaru, dziwne sąsiedztwo biura i jeszcze dziwniejsi klienci to gwarancja wielu wrażeń i porządnej dawki śmiechu.

Osoby, które miały już do czynienia z twórczością autorów zapewne wiedzą czego po ich książce się spodziewać. Rogoziński i Witkiewicz po raz kolejny udowodnili, że potrafią rewelacyjnie pisać. Przyjemny, lekki język, charakterystyczne poczucie humoru i cudowni bohaterowie to elementy, które zawsze pojawiają się w ich powieściach. Kiedy zaczynałam lekturę “Biura M”, wiedziałam że nie odłożę jej dopóki nie przeczytam ostatniej strony. Nie potrafię dawkować sobie tych książek. Żadne nie relaksują mnie tak mocno, jak te pisane przez Alka lub Magdalenę.

“Biuro M” to druga powieść autorstwa duetu Rogoziński&Witkiewicz i muszę przyznać, że choć ” Pudełko z marzeniami” (pierwszą ich powieść) uwielbiam, to właśnie historia Basi i Jacka jest moim numerem jeden. Książkę tę czytałam podczas podróży autobusem, co było błędem, ponieważ współpasażerowie nieufnie na mnie spoglądali, gdy kwiczałam ze śmiechu przerzucając kolejne strony.

Bardzo dużym plusem było dla mnie zakończenie historii, które nie trzymało się typowych dla tego gatunku schematów, a poszło we własnym, bardzo mnie satysfakcjonującym kierunku.

Podsumowując, “Biuro M” to powieść idealna, gdy chcecie się zrelaksować. Gwarantuję wam, że będziecie się przy niej świetnie bawić i nie raz uśmiejecie się do łez. Polecam zabrać ze sobą na wakacje, lub poczytać, gdy dopadnie was gorszy nastrój. Poprawa nastroju jest pewna! Ja z nadzieją czekam, że moi ulubieni pisarze po raz kolejny zdecydują się na duet i znów pokażą, na co ich stać.

pokaż więcej

 
2018-07-18 19:52:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Tytułowa Kirke to postać, którą możecie kojarzyć z mitologii greckiej. Jest córką Heliosa, mieszkała na wyspie Ajaja i przez rok gościła Odyseusza, gdy wracał do Itaki. Jeśli nie wiecie tego z mitów, przeczytacie o tym dość szczegółowo w książce. Kirke, jaką przedstawia autorka, to czarna owca w rodzinie Heliosa. Nie ma żadnych szczególnych zdolności, jest słaba i jest celem częstych docinek... Tytułowa Kirke to postać, którą możecie kojarzyć z mitologii greckiej. Jest córką Heliosa, mieszkała na wyspie Ajaja i przez rok gościła Odyseusza, gdy wracał do Itaki. Jeśli nie wiecie tego z mitów, przeczytacie o tym dość szczegółowo w książce. Kirke, jaką przedstawia autorka, to czarna owca w rodzinie Heliosa. Nie ma żadnych szczególnych zdolności, jest słaba i jest celem częstych docinek ze strony rodzeństwa i matki. Wszystko się zmienia, gdy nasza bohaterka zakochuje się w śmiertelniku. To właśnie miłość sprawia, że Kirke odkrywa w sobie pewne umiejętności, których boją się nawet bogowie z Olimpu. Nierozważna i lekkomyślna wykorzystuje nowe zdolności w celu, który sprowadza na nią karę Zeusa. Tym sposobem Kirke zostaje wygnana dożywotnio na wyspę Ajaja, gdzie ma mieszkać w samotności.Od czasu do czasu do brzegów jej samotni dobija łódka z zagubionymi żeglarzami, a pewnego dnia zjawia się tam też wspomniany już wcześniej Odyseusz z załogą. Ta wizyta odmieni dotychczasowe życie bohaterki i odkryje jej nowe oblicze.



Po skończeniu “Kirke” czułam lekkie rozczarowanie, a to wszystko przez to, że oczekiwałam bardziej dynamicznej akcji. Bohaterka, z jaką miałam do czynienia w tej książce to postać, której charakter nie zapewnia morza emocji. Czekałam na moment, kiedy Kirke, doprowadzona do skraju cierpliwości przez matkę i podłe rodzeństwo, wreszcie się zbuntuje i pokaże, na co ją stać. Jednak dziewczyna cały czas pokornie pozwalała na siebie pluć i zupełnie na to nie reagowała. Nawet gdy po latach, kiedy Kirke jest już czarownicą i zna swoje siły, ma okazję zemścić się na siostrze, nadal pozostaje bierna i nic się nie dzieje. Wiele razy zastanawiałam się, czy zachowanie bohaterki to po prostu anielska cierpliwość, czy nieziemska głupota. Gdy spojrzę na tę postać z perspektywy znajomości całej powieści, chylę czoła przed Madeline Miller. To prawda, Kirke irytuje i wyprowadza z równowagi, ale jednocześnie jest bardzo dokładnie i realistycznie wykreowaną bohaterką. Widać, że pisarka włożyła wiele serca w stworzenie głównej postaci. Ile łatwiej byłoby napisać powieść o Zeusie, Atenie, czy chociażby samym Heliosie, niż skupiać się na mało znanej, niewiele potrafiącej czarownicy. Nie mam wątpliwości, że Madeline Miller potrafi pisać, pokazała tutaj bardzo dobry warsztat pisarski i umiejętność budowania ciekawej, choć niespiesznej, fabuły.

“Kirke” to książka, która miejscami nuży. Akcja jest powolna, niewiele się dzieje, ale pomimo tego powieść czytało mi się przyjemnie. Oczekiwałam czegoś zupełnie innego, idącego bardziej w kierunku młodzieżowej fantastyki. To, co dostałam jest na pewno na o wiele wyższym poziomie literackim, niż popularne młodzieżówki, a jednocześnie czyta się trudniej i więcej wymaga od czytelnika. Kiedy więc macie ochotę na coś niezobowiązującego, “Kirke” nie będzie dobrym wyborem, ale jeśli macie ochotę na Literaturę przez duże “L” – możecie śmiało sięgać po tę historię.

Powieść Madeleine Miller będzie strzałem w dziesiątkę dla osób, które uwielbiają mitologię. Ja sama wiele lat temu zachwycałam się Parandowskim i chętnie sięgałam po mity greckie. “Kirke” była dla mnie trochę jak powrót do domu, miło było poczytać o greckich bogach, którzy u Miller dostali nowe twarze, zalety i wady.

Podsumowując, mogę powiedzieć, że ta książka pod przepiękną okładką skrywa ciekawą i wartą uwagi treść. Przyznaję, że początkowo nie do końca wiedziałam jak tę powieść ocenić, czy mi się podobała, czy też nie do końca. Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że ten niedosyt, który odczuwałam, był spowodowany jedynie tym, że nastawiłam się na lekką opowiastkę, a dostałam mięsisty kawał literatury i naprawdę nie powinnam na to narzekać. Mało tego, jeśli Wydawnictwo Albatros zdecyduje się wydać drugą książkę autorki, z przyjemnością ją zakupię. Szczególnie, jeśli zostanie wydana w taki sposób, jak “Kirke”, która jest chyba najpiękniejszą pozycją w mojej biblioteczce.

pokaż więcej

 
2018-07-08 15:35:02
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Arystokratka (tom 3)
 
2018-07-08 15:34:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Mam nie lada problem z recenzją “Srebrnej dziewczyny”, dlatego książka leży na półce już od dwóch tygodni i czeka, aż wreszcie coś o niej napiszę. Bo jak ocenić powieść, która jest dobrze napisana, a jednocześnie zupełnie nie trafiła w mój gust? Nie jest to łatwe wyzwanie, ale w końcu muszę je podjąć.

Bohaterką i jednocześnie narratorką książki jest dziewczyna, której imienia autorka nie...
Mam nie lada problem z recenzją “Srebrnej dziewczyny”, dlatego książka leży na półce już od dwóch tygodni i czeka, aż wreszcie coś o niej napiszę. Bo jak ocenić powieść, która jest dobrze napisana, a jednocześnie zupełnie nie trafiła w mój gust? Nie jest to łatwe wyzwanie, ale w końcu muszę je podjąć.

Bohaterką i jednocześnie narratorką książki jest dziewczyna, której imienia autorka nie podaje. Wiemy o niej, że pochodzi z niezamożnej rodziny, ma bogatą przyjaciółkę i za grosz poczucia własnej wartości. W miarę jak jej opowieść się rozwija poznajemy nowe fakty z jej życia i kolejne, często zaskakujące twarze bohaterki.
“Srebrna dziewczyna” jest promowana przez wydawcę jako książka “o czymś”, ma być szczerze, trudno, a historia ma wgniatać w fotel. Hmmmm. Trudno jest na pewno. Do tego stopnia, że dobrnęłam do połowy, po czym nieskończoną powieść odłożyłam na półkę i zapomniałam o niej na dwa tygodnie.

Na pierwszy rzut oka książka zapowiada się świetnie. Widać, że Leslie Pietrzyk potrafi pisać, jej językowi nic nie można zarzucić. Pomimo tego nie zagrało pomiędzy nami. Kiedy zaczęłam czytać, bardzo szybko poczułam znużenie. Początkowo zrzuciłam to na karb zmęczenia i nieprzespanych nocy, jaki przy małym dziecku zdarzają się często. Przez ponad tydzień próbowałam czytać “Srebrną dziewczynę” w każdej wolnej chwili, jednak musiałam się do tej lektury zmuszać. Nie byłam ciekawa co wydarzy się dalej i z pewnością nie poczułam się wgnieciona w fotel, jak szumnie zapowiadała promocja tej książki.

Po przeczytaniu połowy powieści nadal nie umiałam powiedzieć o czym ona jest i nadal nie interesowało mnie co wydarzy się dalej. Niezmiennie czułam się znużona za każdym razem, gdy zaczynałam lekturę.

Zanim zaczęłam pisać tę recenzję, postanowiłam zorientować się, co inni sądzą na temat “Srebrnej dziewczyny”. Okazuje się, że większości ta książka się podobała. Żałuję, że nie mnie. Dawno już żadna książkowa pozycja nie budziła we mnie tak ambiwalentnych odczuć. Z jednej strony powieść jest napisana ładnym, dość wymagającym językiem i z pewnością daleko jej do typowego “gniota”. Z drugiej, nie dałam rady jej skończyć, a to przecież mówi samo za siebie.

Sami widzicie, że nie łatwo jest mi napisać cokolwiek o tej pozycji. Boję się zrazić Was do lektury, bo być może Wam, tak jak większości ta książka się spodoba, jednak nie chcę też pisać nieszczerej opinii, tym bardziej, że rzadko odkładam na półkę coś niedoczytanego do końca.

Nie będę mówić o kreacji bohaterów, ani w żaden sposób analizować fabuły z racji tego, że nie znam historii w całości. Niejednokrotnie już trafiałam na powieści, w których z biegiem akcji perspektywa i postrzeganie pewnych wydarzeń zupełnie się zmieniały. Nie chcę Was wprowadzać w błąd i po prostu odsyłam do lektury.

Podsumowując, “Srebrna dziewczyna” okazała się książką zupełnie nie dla mnie. By przekonać się, czy powieść trafi w Wasz gust, musicie sprawdzić sami.

pokaż więcej

 
2018-06-26 08:46:23
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Królewska (tom 1)
 
2018-06-26 08:32:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

“Pokuta” to powieść, którą od dawna mam na swojej liście “must read”. Słyszałam o niej wiele dobrego i do lektury zasiadałam pełna oczekiwań. W ostatnim czasie unikałam książek trudnych, nie było mi po drodze z literaturą piękną, jednak McEwana nie potrafiłam odpuścić. Czy było warto? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń z lektury.

Pewnego dnia trzynastoletnia Briony Tallis przypadkiem...
“Pokuta” to powieść, którą od dawna mam na swojej liście “must read”. Słyszałam o niej wiele dobrego i do lektury zasiadałam pełna oczekiwań. W ostatnim czasie unikałam książek trudnych, nie było mi po drodze z literaturą piękną, jednak McEwana nie potrafiłam odpuścić. Czy było warto? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń z lektury.

Pewnego dnia trzynastoletnia Briony Tallis przypadkiem podgląda scenę miłosną pomiędzy swoją starszą siostrą, Cecilią, a synem sprzątaczki, Robiem. Dziewczynka błędnie interpretuje całe zdarzenie i tworzy w swojej głowie historię, która już niedługo, wypowiedziana na głos, zrani jej siostrę i doprowadzi do zerwania kontaktów z rodziną. Kilka lat później Briony zaczyna rozumieć, co naprawdę widziała tamtego dnia i jaką krzywdę wyrządziła Cecilii i Robiemu.

“Pokuta” to powieść, którą czytało mi się wolno i ciężko. Zachęcona jednak pozytywnymi recenzjami postanowiłam się nie poddawać. Lektura szła mozolnie, nie można było sobie pozwolić na rozkojarzenie, bo łatwo było stracić wątek. Choć sposób, w jaki “Pokuta” została napisana, wymagał ode mnie stuprocentowego skupienia, czytanie było przyjemne. W każdym zdaniu tej książki czuć, że to coś więcej niż pospolite “czytadło”.

Akcja toczy się powoli, daje czas na przemyślenia i powoli “wtapia się” w czytelnika, by zostać w jego sercu wiele tygodni po przeczytaniu ostatniej strony. Wydarzenia zostały opowiedziane z perspektywy kilku różnych bohaterów, co dało bardzo obrazowe i wnikliwe portrety psychologiczne postaci.

Gdyby ktoś spytał mnie o to, o czym jest ta książka, nie potrafiłabym jednoznacznie odpowiedzieć. To historia miłosna z wojną w tle, jednocześnie jest to opowieść o winie i o tytułowej pokucie właśnie. To romans, dramat i powieść historyczna w jednym.

Ian McEwan pokazał w “Pokucie” prawdziwy pisarski kunszt i chylę przed nim czoła, ale z przykrością muszę też przyznać, że pomimo tego, że książka mi się podobała, jej zakończenie mnie rozczarowało. Zabrakło mi w nim emocji, jakiegoś wzruszenia, zaskoczenia. Czuję przez to niedosyt i nie jestem do końca usatysfakcjonowana lekturą. Z pewnością wynika to z tego, że rzadko sięgam po tak wymagającą lekturę. Przywykłam do lekkich, niewymagających, ale jednocześnie dynamicznych książek.

Podsumowując, “Pokuta” to powieść godna uwagi. Przez wielu nazwana wybitną, ja powiem tylko, że jest dobra. Nieidealna, ciężka w odbiorze, ale warta poświęconego jej czasu. Polecam!

pokaż więcej

 
2018-06-17 13:43:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam w zapowiedziach nową książkę Augusty Docher, zaintrygowana jej opisem, postanowiłam ją przeczytać. Dawno temu miałam chwilową styczność z twórczością autorki , jednak wtedy jej powieść, czy raczej fragmenty, które miałam okazję poznać nie przypadły mi do gustu. Cieszę się, że dałam pisarce drugą szansę, zostałam bowiem pozytywnie zaskoczona, a “Cała ja” do dziś... Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam w zapowiedziach nową książkę Augusty Docher, zaintrygowana jej opisem, postanowiłam ją przeczytać. Dawno temu miałam chwilową styczność z twórczością autorki , jednak wtedy jej powieść, czy raczej fragmenty, które miałam okazję poznać nie przypadły mi do gustu. Cieszę się, że dałam pisarce drugą szansę, zostałam bowiem pozytywnie zaskoczona, a “Cała ja” do dziś siedzi w mojej głowie.

Cała historia jest opowiedziana z perspektywy dwóch młodych dziewczyn – Mileny i Pauli. Naprzemiennie poznajemy historię każdej z bohaterek. Milena to bogata panienka, której świat obraca się wokół pieniędzy, znajomości i układów. Pewnego dnia dziewczyna całuje starszego o dwadzieścia lat przyjaciela rodziny. Żadne z nich nie spodziewa się, że się w sobie zakochają. Kiedy wydaje się, że wszystko zmierza do szczęśliwego końca, dzieje się coś, o czym nie śnili w najgorszych koszmarach.

Paula to przeciwieństwo Mileny. Zaradna i pracowita, bardzo zamknięta w sobie. Widać, że przeżyła w przeszłości traumę. Kiedy w jej życiu pojawia się Paweł, dziewczyna z całych sił broni się, żeby nie dopuścić go do siebie zbyt blisko i się w nim nie zakochać.

Okazuje się, że te dwie pozornie różne młode kobiety coś łączy. Obydwie skrywają pewną tajemnicę, klucz do przeszłości i do przyszłości. Jak zakończy się ta historia? Ja tego Wam z pewnością nie powiem, musicie przeczytać sami!

“Przywołałam wspomnienia, wywlekłam je wszystkie niczym ciuchy z szafki i usypałam z nich wielki stos na środku pokoju. Teraz powinnam zająć się sortowaniem. Odrzucić stare i niepasujące na mnie – a raczej do mnie – i zostawić tylko te dobre, a powstałe wolne miejsca zapełnić nowymi.”

Z młodzieżówkami zwykle jest tak, że mnie nie powalają. Czyta się je przyjemnie i nic poza tym. Z “Całą ja” jest jednak inaczej. Ta powieść doprowadziła mnie do łez, a musicie wiedzieć, że bardzo rzadka zdarza mi się płakać przez książkę. Augusta Docher sponiewierała moje serce i jestem jej za to wdzięczna.

Żeby nie było, “Cała ja” to nie jest książka idealna. To nie żadne arcydzieło, a nadal po prostu młodzieżówka. Jednak po dwóch tygodniach od jej przeczytania nadal mam ją w sercu, pamiętam imiona bohaterów i całą historię, a to nie zdarza się często.

Fabuła wciągnęła mnie od samego początku, nie umiałam oderwać się od lektury i iść spać. Zachłannie przekręcałam kolejne strony i zaangażowaniem zagłębiałam się w opowieść. Im byłam dalej, tym ciężej było przerwać czytanie.

Historia, choć niesamowicie wciągająca i chwytająca za serce, wydaje się być miejscami mało realna. Milena przejawia dziwną logikę myślenia i jej niektóre decyzje i zachowania powodowały mój wewnętrzny sprzeciw. Ciężko mi uwierzyć, że ktoś mógłby tak zachowywać się w rzeczywistości, gdyby odkrył taką tajemnicę, jaką odkryła bohaterka. Pamiętam, że podczas mojego pierwszego spotkania z twórczością autorki, również miałam zastrzeżenia do głupiego zachowania bohaterki, w tym względzie nic się, niestety, nie zmieniło.

Pomimo tego, że zachowanie Mileny mało ma wspólnego z realnym życiem, powieść bardzo mi się podobała. Zapewniła mi kilka godzin prawdziwych emocji, jakich już dawno nie znalazłam w książce. Augusta Docher pisze prostym, bardzo przyjemnym w odbiorze językiem. Na książce nie trzeba się skupiać, ona wręcz sama się czyta. Nie jest to thriller, a jednak chwilami napięcie sięga zenitu. Kiedy przeczytałam ostatnie zdanie, poczułam że jestem naprawdę usatysfakcjonowana lekturą.

Podsumowując, “Cała ja” to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie miałam okazję czytać. Prawdziwy rollercoaster emocji sprawia, że książka prawie uzależnia i ciężko o niej zapomnieć. Cieszę się, że dałam Auguście Docher drugą szansę, bo wykorzystała ją bardzo dobrze i z pewnością sięgnę po inne książki jej autorstwa. Jeśli macie ochotę na przyjemną, a jednocześnie trudną książkę, “Cała ja” świetnie się sprawdzi. Bardzo polecam!

pokaż więcej

 
2018-06-06 20:04:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Twórczość Richarda Paula Evansa to dla mnie nowe terytorium. Do tej pory czytałam tylko jedną jego książkę i był to “Hotel pod jemiołą". Ponieważ moje pierwsze spotkanie z pisarzem było naprawdę udane i powzięłam wtedy postanowienie przeczytania wszystkich jego powieści, z wielkim zainteresowaniem sięgnęłam po “Sprzedawcę marzeń”. Jak się okazało, zostałam zaskoczona, bo ta książka to zupełnie... Twórczość Richarda Paula Evansa to dla mnie nowe terytorium. Do tej pory czytałam tylko jedną jego książkę i był to “Hotel pod jemiołą". Ponieważ moje pierwsze spotkanie z pisarzem było naprawdę udane i powzięłam wtedy postanowienie przeczytania wszystkich jego powieści, z wielkim zainteresowaniem sięgnęłam po “Sprzedawcę marzeń”. Jak się okazało, zostałam zaskoczona, bo ta książka to zupełnie inny kaliber i tematyka.



Bohaterem i tytułowym “Sprzedawcą marzeń” jest Charles James, mężczyzna którego świetnie opisuje hasło “od zera do milionera”. Charles miał trudne dzieciństwo, pełne przemocy i głodu. By przeżyć, często grzebał w kontenerach ze śmieciami, a powrót agresywnego ojca do domu kojarzył się tylko ze strachem przed kolejnym laniem. Pomimo tego, chłopak był bardzo ambitny i zdolny. Kiedy pewnego dnia trafia na seminarium na temat “Jak zostać bogatym” otwiera się dla niego nowa furtka. Charles dostaje pracę jako asystent popularnego mistrza sprzedaży. Od tego momentu wszystko się zmienia, a szczęście i pieniądze wreszcie są na wyciągnięcie ręki.

Wiele lat później znany w całym kraju sprzedawca marzeń Charles James opowiada swoją historię przypadkowo spotkanemu mężczyźnie. Życie, które miało być bajką zaczęło tracić kolory, a to co uchodziło do tej pory za szczęście nagle przestało cieszyć. Mężczyzna zaczyna powoli uświadamiać sobie, że pobłądził i pomylił priorytety. Po drodze skrzywdził wielu ludzi, a błędy trudno będzie naprawić. Zanim jeszcze całkowicie otworzy oczy na rzeczywistość, zdarzy się coś, co być może okaże się szansą, by zacząć od nowa. Pytanie, czy Charles będzie potrafił to wykorzystać i naprawić swoje życie.

“Zapomniałem, co daje człowiekowi prawdziwe szczęście.Zapomniałem, czym jest prawdziwa radość. Błędnie zakładamy, że będziemy szczęśliwi dzięki dobrom materialnym, i tak się wplątujemy w gąszcz swoich pragnień, że zapominamy, że szczęście to coś więcej niż luksusowy samochód i gruby portfel.”

Jak wspominałam na początku recenzji, moje pierwsze spotkanie z Evansem to “Hotel pod jemiołą” – lekki i przyjemny romans, zupełnie niezobowiązujący, idealny na reset. Kiedy więc sięgałam po “Sprzedawcę marzeń” zupełnie nie spodziewałam się refleksyjnej książki, pełnej życiowych przemyśleń i dylematów. Początkowo czułam się przez to trochę skonsternowana i ciężko było mi się wciągnąć w lekturę. Nie spodziewałam się, że autor w swoim dorobku ma tak różnorodne tytuły.

Charles James to postać intrygująca. Mogłoby się wydawać, że ciężkie dzieciństwo, naznaczone głodem i przemocą sprawią, że chłopak utknie w tej biedzie na zawsze. Te wczesne lata jego życia wyrobiły w nim jednak niezwykle silne pragnienie stania się “kimś”. Ta determinacja i siła sprawiły, że udaje mu się zrealizować wszystko, co sobie zaplanował. Niestety, pieniądze i sława sprawiły, że po drodze stracił panowanie nad swoim życiem, zniszczył rodzinę, a jego priorytetem stała się praca. W wirze sukcesów nawet tego nie zauważył i zabrnął w ślepy zaułek, z którego wrócić z pewnością nie będzie łatwo.

Postać Charlesa budzi we mnie skrajne uczucia. Z jednej strony są to podziw i zazdrość, że jako młody chłopak siłą swoich pragnień i charyzmy spełnił swoje marzenia. Na chwiejnych fundamentach trudnego dzieciństwa zbudował królestwo. Z drugiej jednak strony okazał się słabym i zepsutym człowiekiem. Oszukał i okradł wielu ludzi, niektórych doprowadził tym do śmierci. Nie docenił też pięknej miłości jaka go spotkała, po latach liczyły się dla niego tylko pieniądze, których przecież i tak miał za dużo. Wszystko to świadczy o bardzo dobrym kunszcie pisarskim Evansa. Niewielu pisarzy potrafiłoby tak realistycznie wykreować postać bohatera. Wszystkie wady i zalety Charles’a sprawiają, że mógłby to być człowiek, który żyje obok nas, to moglibyśmy być my.

Początek “Sprzedawcy marzeń” jest najeżony refleksjami i mądrymi radami w stylu Paulo Coelho. Wiem, że wielu czytelnikom bardzo się to podoba, mnie jednak drażniło i sprawiało, że chwilami miałam ochotę odłożyć książkę na bok. Lubię, gdy cała powieść niesie ze sobą morał i skłania do przemyśleń, jednak powinno być to subtelne i dawać szansę dojścia do pewnych wniosków samodzielnie. Na szczęście po przebrnięciu przez początkowe rozdziały jest lepiej i można wreszcie spokojnie cieszyć się lekturą.

Kiedy skończyłam książkę, nie wiedziałam co o niej sądzić. Podobała mi się, ale pozostawiła niedosyt. Może dlatego, że jest to dopiero pierwszy tom serii. Świeżo po lekturze nie czułam potrzeby sięgania po kolejne tomy, wydawało mi się, że wiem jak to wszystko się skończy. Teraz, dwa tygodnie po przeczytaniu, widzę że ta historia wciąż we mnie siedzi i bardzo dobrze ją pamiętam, a to oznacza, że czas poświęcony powieści nie był czasem zmarnowanym. Nie może być chyba lepszej rekomendacji dla “Sprzedawcy marzeń”. Kolejne spotkanie z Richardem Paulem Evansem uważam za udane.

pokaż więcej

 
2018-05-15 21:14:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Debiutancka powieść Anny Płowiec przyciągnęła moją uwagę piękną okładką. Nasycone kolory, zjawiskowa dziewczyna i tytuł wypisany artystyczną czcionką sprawiły, że zechciałam dowiedzieć się o czym jest ta książka. Gdy z tyłu okładki przeczytałam, że akcja rozgrywa się częściowo w latach 90. byłam kupiona. Jako że urodziłam się w roku 1986, okres ten wspominam z rozrzewnieniem, było to... Debiutancka powieść Anny Płowiec przyciągnęła moją uwagę piękną okładką. Nasycone kolory, zjawiskowa dziewczyna i tytuł wypisany artystyczną czcionką sprawiły, że zechciałam dowiedzieć się o czym jest ta książka. Gdy z tyłu okładki przeczytałam, że akcja rozgrywa się częściowo w latach 90. byłam kupiona. Jako że urodziłam się w roku 1986, okres ten wspominam z rozrzewnieniem, było to przecież moje dzieciństwo.



Bohaterką książki jest śliczna młoda studentka Alicja. Dziewczyna tkwi w związku z zaborczym typem, który ją wykorzystuje i żyje za jej pieniądze. Pewnego wieczoru Alicja poznaje Janka, który wydaje się być zupełnym przeciwieństwem jej narzeczonego Leszka. Janek to bardzo spokojny, dobry i opiekuńczy chłopak. Gdy ścieżki tych dwojga się przecinają, świat jaki dotąd znała Ala gdzieś ginie. Rzeczywistość nagle wygląda zupełnie inaczej, dziewczyna dostrzega, że jej związek to niezdrowa relacja, która z pewnością nie doprowadzi jej do szczęśliwego zakończenia. Nie wie jeszcze, że wybory których wtedy dokona i decyzje, które podejmie, będą miały skutki, które ona i wiele bliskich jej osób będzie odczuwać jeszcze przez wiele lat. Jak zakończy się ta historia? Czy Alicja doczeka się happy endu?



Książki debiutantów mają to do siebie, że podchodzi się do nich ostrożniej niż do powieści znanych autorów. Sięgając po debiutancki utwór ryzykujemy, że trafimy na totalny niewypał, jednak bywa i tak, że odkrywamy coś, czego lekturę będziemy wspominać tygodniami. Do której kategorii zaliczyłabym „ W cieniu magnolii?”



Przyznaję, że początkowe strony nie zachęciły mnie do lektury. Irytowała mnie postać Alicji, coś zgrzytało w języku, jakim jest napisana powieść. W którymś momencie nawet pomyślałam, by odłożyć niedoczytaną książkę na półkę. Bardzo się cieszę, że jednak tego nie zrobiłam! Gdy przebrnęłam przez pierwsze sto stron, dalej poszło gładko. Akcja powieści niesamowicie mnie wciągnęła, pokochałam Janka i z całej siły zaczęłam mu kibicować. Przywykłam też do języka autorki i lektura powieści stała się dla mnie bardzo przyjemna, nawet nie zauważyłam kiedy przeczytałam ostatnie zdanie i z pustką w sercu musiałam zamknąć książkę. Żal było rozstawać się z tą piękną historią i z cudownym męskim bohaterem, jakim był Janek.



O ile męska postać w powieści mnie zachwyciła i sprawiła, że zamarzyłam, by taki ktoś istniał naprawdę, tak Alicja irytowała mnie od początku do końca. Jest to bohaterka niezdolna do podejmowania racjonalnych decyzji, pozbawiona siły charakteru, a przez życie udaje jej się iść tylko z pomocą przyjaciółki i rodziny. Alicja często zastanawia się, co w danej sytuacji pomyślałaby sobie jej mama, jest od niej w dziwny sposób uzależniona, tak jakby miała pięć lat, a nie była dorosłą studentką. Wiem, że gdybym poznała ją w realnym życiu, nie polubiłabym jej, a jej brak zdecydowania również w rzeczywistości byłby dla mnie trudny do zniesienia.



„W cieniu magnolii” to książka wyjątkowa. Polska literatura kobieca od kilku lat jest mało różnorodna i mocno schematyczna, nie ma w niej zaskoczeń, za to często jest tona cukru i nieżyciowe sytuacje. Anna Płowiec wniosła na księgarniane półki coś nowego. Jej opowieść to codzienność. Życie na kartach „W cieniu magnolii” potrafi dokopać. Nie ma tu dramatów rodem z telenoweli, które miałyby „kupić” czytelnika, jest po prostu proza dnia codziennego, plany, które nie zawsze uda się zrealizować, rozczarowania, złamane serca. Jest tutaj też mnóstwo nadziei na lepsze jutro, ciepło i dojrzała miłość. „W cieniu magnolii” to z pewnością nie jest bajka, jednak jej lektura daje więcej satysfakcji i przyjemności niż przeczytanie niejednej baśni. To odsłona literatury kobiecej, po którą chcę sięgać i liczę na to, że Anna Płowiec pozwoli mi jeszcze cieszyć się nią w kolejnych powieściach swojego autorstwa. Bardzo serdecznie Wam polecam!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
724 227 2481
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (56)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd