Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 230 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Kiedy ulegnę

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Andrzej Leszczyński
tytuł oryginału: The Surrendered
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: marzec 2011
ISBN: 978-83-247-1925-9
liczba stron: 496
słowa kluczowe: los, wojna, zbrodnia
język: polski
typ: papier
6.9 (69 ocen i 22 opinie)
 
Kup książkę
Cena od 27,90 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 35,90 zł

Zapadająca w pamięć historia zaczyna się od losów dziewczynki osieroconej wskutek wojny koreańskiej, lecz dalej zaczyna oscylować w czasie w przód i w tył, przenosząc czytelnika z Korei do New Jersey,... Zapadająca w pamięć historia zaczyna się od losów dziewczynki osieroconej wskutek wojny koreańskiej, lecz dalej zaczyna oscylować w czasie w przód i w tył, przenosząc czytelnika z Korei do New Jersey, do Mandżurii i Włoch. June Han jest tylko małą dziewczynką, gdy wojna koreańska zabiera jej rodziców i rodzeństwo. Hector Brennan to młody szeregowiec, który uciekając od błahych dramatów rodzinnego miasteczka zaciąga się do wojska. Po zakończeniu wojny ich ścieżki schodzą się w koreańskim sierocińcu, gdzie oboje zaczynają rywalizować o względy Sylvie Tanner, pięknej, lecz odznaczającej się wątłym zdrowiem żony amerykańskiego misjonarza, której nieosiągalna miłość wszystko odmienia. Dopiero trzydzieści lat później i na drugim końcu świata June z Hectorem muszą się zejść na nowo, zmuszeni do konfrontacji własnych tajemnic z przeszłości, zdumiewających aktów miłości oraz przemocy, które kiedyś ich do siebie zbliżyły.

Powieść "Kiedy ulegnę" to szokująca historia o tym, jak miłość i wojna nieodwracalnie odmieniają życie tych, których dotykają - elegancka w formie, pełna napięcia i niezapomniana. To wnikliwe studium natury bohaterstwa i poświęcenia, potęgi miłości oraz dróg prowadzących do miłosierdzia i zbawienia.
pokaż więcej.


źródło opisu: opis od wydawcy

źródło okładki: okładka od wydawcy



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (9)

Opinie czytelników
Przeczytana: 09 marca, 2011

Są powieści, które można czytać jednym tchem, a jednocześnie wcale nie chce się ich nigdy skończyć. "Kiedy ulegnę" jest właśnie tego typu powieścią. Jest to książka, którą chce się przeczytać jak najszybciej, aby znać ją całą. Ale jednocześnie ogromnie żal się z nią rozstać.

Czytając "Kiedy ulegnę", a w szczególności pierwszy rozdział, często miałam wrażenie, że nie jestem w stanie jej czytać. Autor opisuje chwilami tak straszne rzeczy, że chce się aż oderwać wzrok od tych nieszczęść, bo nie jest się aż w stanie ich unieść i wytrzymać. Lecz jednocześnie wątki są tak przejmujące, że współczucie oraz więź łącząca nas z bohaterami nie pozwala zarzucić lektury nawet na chwilę - by ochłonąć.

O Chan-Rea Lee wcześniej nie słyszałam i nie jestem pewna czy sięgnęłabym po tę powieść (przynajmniej nie od razu), gdyby nie rekomendacja Świata Książki. Wiem natomiast, że dużo bym straciła, gdyż jest to jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam oraz jakie przeczytałam w ogóle. Autor jest niezwykle dobrym i utalentowanym pisarzem.

Zwróciłam uwagę na porównania Chang-Rea Lee do Vladimira Nabokova, którego uwielbiam. Sama nie doszukałam się zbytnio wielu podobieństw. Obaj ci autorzy są jednak niezwykle dokładnymi twórcami powieściowego świata. U Chang-Rea Lee, podobnie jak u Nabokova, wszystko ma znaczenie. Informacje o bohaterach serwowane są nam stopniowo, jednocześnie z nieprzerwanym uczuciem, że autor zna swoje postaci i historię doskonale, a jedynie bawi się z naszą niecierpliwością i naszym głodem lektury. Sposób prowadzenia narracji jest przemyślany i precyzyjnie podawany czytelnikowi. Niewątpliwie jest to lektura do wielokrotnego czytania; powieść, którą można czytać w nieskończoność, uczyć się jej na pamięć i odkrywać jej liczne warstwy (pozafabularne), jak u Nabokova właśnie.

Historia skupia się wokół trzech głównych postaci: June, Hectora i Sylvie. Każdy z tych bohaterów posiada dramatyczne doświadczenia życiowe obciążające jego wspomnienia. W gruncie rzeczy są to jednak zupełnie różne osoby, które los łączy ze sobą bardzo trudną relacją. Ich doświadczenie sprzed ich spotaknia, oraz w trakcie wydarzeń w Korei jest czymś niezwykłym. Tym bardziej kontrastuje z tym zwyczajne życie June w Nowym Jorku, jako matki i włascicielki sklepu z antykami, a przede wszystkim życie Hectora, bezbarwnego człowieka, chwytającego się wielu prostych prac i niewyróżniającego się niczym z tłumu. Losy Hectora i June ponownie się łączą. I ponownie to połączenie sprawia, że znów patrzymy na nich, jak na niezwykłe jednostki.

"Kiedy ulegnę" to opowieść o próbach i doświadczaniu, którym poddawani są ludzie. Bohaterowie Chang-Rea Lee to silne postaci, które są w stanie wiele wytrzymać. Granica ludzkiej wytrzymałości jest jednak niebywale cieńka i kwestią czasu pozostaje tylko pytanie kiedy nie będzie się już w stanie wytrzymać. W pewnym sensie także i czytelnik poddawany jest podobnym próbom - znosi wszystkie te wydarzenia, przez które ciężko mu było z początku przechodzić. Wsiąka w powieść, zatraca się i ulega...


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: czerwiec, 2011

Kiedy dostałam w swoje łapki książkę „Kiedy ulegnę” autorstwa Chang-Rae Lee nawet zbliżający się ważny egzamin nie mógł mi przeszkodzić w zatopieniu się w tę niezwykłą powieść. Od zawsze ceniłam w literaturze poruszanie ważnej, życiowej tematyki oraz zagłębianie się w psychikę bohaterów, dlatego ta pozycja tak bardzo przypadła mi do gustu i z pewnością nie raz do niej wrócę…

Wojna koreańska. Młoda June właśnie traci wszystkich swoich bliskich i to w makabryczny sposób. Sama też o mało nie umiera w wyniku śmierci głodowej, ale na swej drodze spotyka amerykańskiego żołnierza Hektora. Razem zmierzają do sierocińca, gdzie poznają żonę pastora Sylvie. Tych troje bohaterów, których los obdarzył niełatwym życiem i połączył potrzebą miłości będziemy bacznie obserwować. Ich zmagania z brutalną rzeczywistością, skomplikowana sieć zależności, decyzje, które na zawsze odmienią ich świat… A w środku tego wszystkiego silne uczucia, emocje kipiące z każdej strony i niezwykła fabuła, które urzekanie Was i wciągnie z niezwykłą siłą. Mimo, że książka jest bogata w treść, nie chcę odbierać Wam przyjemności z zagłębiania się w tę nieszablonową opowieść, dlatego nie zdradzę już nic więcej:)

Akcja powieści toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych, w latach pięćdziesiątych oraz współcześnie. Będziemy obserwować ludzi, którym przyszło żyć w czasie wojny oraz przekonamy się jakie piętno odcisnęła ona na ich życiu. Ludzie z trudną przeszłością, naznaczeni bólem, wewnętrznie rozdarci i zagubieni… Czy istnieje szansa, że cokolwiek może być już normalne? Jak żyć, kiedy w środku już tylko pustka pozostała? Czy los szykuje tym ludziom coś pozytywnego?

Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To czego będziemy świadkami, z pewnością nas przerazi, zszokuje i da do myślenia. W książce bowiem nie zabraknie ludzkich dramatów i decyzji, których konsekwencje będą się ciągnąć za bohaterami przez całe lata. Miłość, wstyd, przebaczenie, wyobcowanie, poczucie win, samotność... A to nawet nie ułamek emocji i uczuć, z jakimi nasi bohaterowie będą się zmagać. Mną ta lektura wstrząsnęła, wycisnęła łzy i skłoniła do głębokich przemyśleń.

„Kiedy ulegnę” jest piękną, wielowątkową powieścią podejmującą ważne tematy i dotykającą niezliczonych problemów, takich jak dramaty ludzi, którym los nie szczędził cierpień. Nie sposób przejść obok niej obojętnie, ponieważ wzbudza silne emocje i nie pozwala o sobie zapomnieć. Wszystkich ceniących „życiowe” wątki oraz literaturę wysokiej jakości zapraszam na spotkanie z tą piękną książką i jej bohaterami. Z pewnością się nie zawiedziecie. Polecam!!

Moja ocena: 6/6


Przeczytana: 25 kwietnia, 2011

Seledynowa, przyciągająca wzrok okładka ukazująca piękno wody i potęgę deszczu, a na okładce intrygujące zdanie: "miłość może zranić bardziej niż wojna". Czy to możliwe? - zapyta zapewne niejedna osoba, niejedna się pewnie oburzy, wszak wojna i jej skutki to najokrutniejsze, co może się człowiekowi przytrafić. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy miłość nie może być bardziej wyrachowana? Czy może tak dotkliwie zranić, że okrucieństwo wojny wydaje się być nieporównywalne?

Chang-Rae Lee pokusił się o trudną tematykę i udało mu się stworzyć prawdziwy powieściowy majstersztyk. Nie jest to z całą pewnością książka na leniwe i przyjemne popołudnie. Autor nie "cacka się" z czytelnikiem i już w pierwszym rozdziale odziera go z jakichkolwiek złudzeń, jakoby za tą przyjemną, acz tajemniczą okładką kryło się coś lekkiego.

Wojna koreańska, będąca kanwą powieści, krzyżuje ze sobą ścieżki trojga bohaterów, obierając za punkt ich spotkania koreański sierociniec. Poznajemy June - jedenastoletnią dziewczynkę, której wojna zabrała najbliższych, Hectora - dwudziestokilkuletniego amerykańskiego żołnierza, który po wojnie pracuje w sierocińcu oraz Sylvie - ponad trzydziestoletnią żonę pastora, która wraz z mężem sprawuje opiekę nad wojennymi sierotami. Wszyscy oni niosą ze sobą bagaż wojennych doświadczeń, każde na swój sposób przeżywa to co ich spotkało, a całą trójkę, pomimo różnicy wieku, łączy jeden cel - każde pragnie za wszelką cenę być kochane.
Autor serwuje nam dosłowny koktajl emocji, od skrajnej rozpaczy,strachu, bólu i cierpienia do miłosnych uniesień, wiary i nadziei na lepsze jutro, stawiając jednocześnie retoryczne pytanie, co się stanie kiedy ulegniesz...

Lee świetnie operuje czasem odkrywając karty stopniowo, niczym zawodowy gracz. Nic tu nie jest podane na tacy, nie poznajemy historii od A do Z, jesteśmy zmuszeni dać się wciągnąć w tę grę. Akcja lawiruje przenosząc czytelnika raz do sierocińca, w którym mała June zmaga się z życiem, a raz do współczesności, kiedy dorosła już kobieta walczy z nowotworem i dopadającymi ją duchami przeszłości.
Wydawać by się mogło, że ciągła retrospekcja będzie męcząca i wprowadzi chaos, nic bardziej mylnego. Lee poradził sobie po mistrzowsku! Powieść jest spójna, każdy najdrobniejszy szczegół zostaje czytelnikowi wyjaśniony, żadne pytanie, czy też pojawiający się wątek nie zostają bez odpowiedzi, Autor panuje nad piórem spinając wszystko w całość mocną klamrą.

Nie jest to łatwa lektura, nie jest też lekka, ani nazbyt przyjemna, trudno zrecenzować ją jednoznacznie, ale to moim zdaniem jej dodatkowy atut, bo z całą pewnością nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Polecam!


Na półkach: Przeczytane, Moje własne
Przeczytana: 11 kwietnia, 2011

Czasami niemal 500 stron to za mało, ja przynajmniej czuję się niezaspokojona. Chciałabym dalej dać się unosić absorbującej narracji Lee, dalej przyglądać się stworzonemu przez niego światu, towarzyszyć jego bohaterom... Chciałabym móc dalej niepostrzeżenie przewracać kartki i podróżować po przenikających się płaszczyznach czasowych i przestrzennych. Niestety przeczytałam już ostatnią... Bardzo dobra powieść.
Lee stworzył dzieło wielowątkowe, wykreował nietuzinkowe postaci, dopieścił każdy najmniejszy wątek poboczny, a to wszystko oparł na niebanalnym pomyśle. Jako odbiorca czułam się ze wszech miar dopieszczona.
Tłem powieści Lee jest wojna koreańska, która nie tylko rani ludzi fizycznie i odbiera im bliskich, ale również naznacza ocalałych cieniem spaczonej psychiki. Gorzknieją, tracą sens życia, wspomnienia dezorganizują ich egzystencję i mają destrukcyjny wpływ na przyszłe kontakty międzyludzkie. Szukając ukojenia wikłają się w coraz większe tragedie, szukając stabilizacji rujnują spokój innych, dążąc do zacieśnienia więzi niszczą innym związki.
Obrazy wojenne Lee konstruuje tak realistycznie, nie szczędząc drastycznych i naturalistycznych opisów, iż niejednokrotnie chciałoby się wprost krzyknąć "Przestań, oszczędź go/ją, nie każ umierać!", wojna jednak nie zna litości, odarta jest z patosu i jakichkolwiek ideologicznych podpórek. Bohaterowie Lee umierają, bo światem rządzi przemoc i okrucieństwo. Głód, bezlitosna walka o przetrwanie, brak skrupułów i sentymentów - oto owoce wojny, one ukształtowały głównych bohaterów - młodą Chinkę June Han, która straciła całą rodzinę, która musiała patrzeć na śmierć matki i starszej siostry w eksplozji, a potem uściskała straszliwie okaleczone ciałko młodszego brata w stanie agonii. Mając jedenaście lat poznała już reguły walki o przetrwanie, musząc wybierać między staraniem o własne przetrwanie, a towarzyszeniem mu w ostatnich chwilach jego życia. Ukształtowała Hectora, amerykańskiego żołnierza, któremu wrodzona wrażliwość nie pozwalała zabijać, wojnę spędził on więc na rejestrowaniu zabitych żołnierzy i wygrzebywaniu ich zwłok w rozmaitych stadiach rozkładu w celu pochówku.

"(...) otacza go poświata niczym jakiegoś świętego z renesansowego malowidła, ale spod niej, jak spod starej zaprawy wyłaniał się ledwie uchwytny obraz człowieka upadłego, kładący się na nim mało wyraźnym, ale złowieszczym cieniem."**

Dzieckiem wojny jest też córka misjonarzy, Sylvie Tanner. Widziała ona okrutną rzeź swych rodziców i przyjaciół, a doświadczenia te były tak silne, iż kazały jej omotać się płaszczem nałogu dającym złudne zapomnienie. Wszystkich ich wojna odmieniła, wyjałowiła ich radość życia, pozbawiła zdolności odczuwania uczuć wyższych, niż instynkt przetrwania i samozaspokojenia.

"(...) zamykali się we własnych światach, jak owady w kawałkach bursztynu".***

Wszyscy oni spotykają się w koreańskim sierocińcu. June, Hector i Sylvie tworzą trójkąt wzajemnych oczekiwań, złudzeń i zawodów. Ranią się nawzajem, ale są jednocześnie w tajemniczy sposób od siebie uzależnieni swymi chorymi namiętnościami. O ile jako postaci indywidualne są już osobowościami dość tragicznymi o tyle ich fuzja nieuchronnie prowadzi do tragedii, nie tylko ich samych, ale również ludzi w jakikolwiek sposób z nimi powiązanych. Hector i Sylvie wplątują się w zakazany romans za oczami wielebnego Tannera, June roi nadzieję na adopcje jej przez parę amerykańskich misjonarzy, lecz jej uczucia do przyszłej matki w niczym nie przypominają rodzinnych, są skażone dziką żądzą June, co z kolei zdaje się wcale nie przeszkadzać Sylvie. Relacje tej trójki, pełne groźnych napięć i wcale nie oczyszczających wyładowań prowadzą w końcu do tragedii, gdzie śmierć w pożarze sierocińca ponosi jedno z nich.
Mija trzydzieści lat i drogi June i Hectora schodzą się ponownie. A wszystko za sprawą poszukiwań ich wspólnego syna Nicholasa. June jest poważnie chora na raka, jej dni są policzone; Hector nieudolnie próbuje posklejać swoje dotychczasowe życie hulaki, podejmuje pierwsze kroki ku stabilizacji u boku kobiety... I znowu połączenie ich losów okazało się opłakane w skutkach. Muszę przyznać, iż wątek efektu ponownego spotkania tej dwójki bardzo mnie zaskoczył.

"Zostali już tylko we dwoje, byli jak para zbłąkanych dusz zamkniętych w jednej beczce niesionej prądem ku ujściu rzeki, chwilowo jeszcze w spokojniejszym nurcie, ale już rwącym coraz szybciej, jako że zbliżali się do wodospadu."****

Wymowna jest również ostatnia scena powieści. Hector wnosi na rękach do kościoła na Solferino umierającą June i, spodziewając się ujrzeć tam piękne i kojące widoki, widzi stosy ludzkich kości. Miejsce do którego zmierzali w swej pielgrzymce przez ocean i po Europie ma dla nich okrutną i poniżającą niespodziankę - wasze życie na zawsze pozostanie już robaczywe, nie dla was uroki życia, wieczne dzieci wojny, zdaje się mówić. Aż słychać złowieszczy chichot losu.
"Kiedy ulegnę" to powieść pełna smutku, melancholii, marazmu. To opis życia w najgorszej jego odsłonie, życia w którym nadzieja okazuje się naprawdę matką głupich i naiwnych. Lee ukazuje skutki porażającego ludzkiego egoizmu, ulegania pokusom, własnym słabościom i innym ludziom. Jednak jest w tej książce coś nurtującego, jakiś magnes przyciągający wciąż myśli jeszcze długo po skończonej lekturze.
*s. 404
**s.333
***s. 344
****s. 384


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 kwietnia, 2011

Gdybym miała napisać o powieści „Kiedy ulegnę” w sposób metaforyczny, przyrównałabym ją do otwartej rany, która mimo iż spięta klamrą (okładką), delikatnie owinięta stronicami, nadal sączy się krwią i potrafi sprawić ból… Ja – czytelnik, mogłam jedynie ofiarować swoje towarzystwo, współczucie, refleksję. Choćbym chciała dopomóc bohaterom, ulżyć im w smutku i cierpieniu, w jakiś magiczny sposób uleczyć tą jedną wielką ranę –nie udało by mi się to. Dlatego, że wojna pozostawia piętno już na zawsze. Ukryte gdzieś głęboko, wszczepione, zagnieżdżone. Piętno, które co dzień na nowo daje o sobie znać i powoli, bez pośpiechu, niszczy, aż do momentu kiedy ulegniesz…

Chang-Rae Lee jest autorem bestsellera „Native Speaker” oraz laureatem wielu nagród. Jego twórczość usytuowała go w gronie najbardziej obiecujących powieściopisarzy nowego pokolenia. Tytułuje się go następcą Nabokova. Polscy czytelnicy mogą go poznać, dzięki publikacji „Kiedy ulegnę” (ukazała się nakładem wydawnictwa Świat Książki).

Powieść ta, potrafi chwycić za serce. Na niemalże pięciuset stronach ukazane są jednostkowe dramaty ludzi, którzy przeżyli wojnę. Każde z nich na swój sposób mierzy się z koszmarami przeszłości. Całość rozpoczyna historia June Han, która w chwili wybuchu wojny koreańskiej jest jeszcze dzieckiem. Kolejno traci ona członków swojej rodziny. Pozostawszy z dwójką młodszego rodzeństwa, o wszystko musi się troszczyć sama. Ich losy znaczy głód, nieustająca tułaczka i niepewność jutra. W ostatecznym punkcie wspólnej poniewierki, June staje przed wyborem – agonia w gronie bliskich, czy ratunek tylko dla siebie…? Za ten wybór pozostanie jej płacić do końca dni. Drugim bohaterem, jakiego poznajemy, jest Hektor –amerykański żołnierz, który zaciągnął się do wojska, by ukarać samego siebie. Podczas służby zetknął się chyba z każdym możliwym wymiarem okrucieństwa. Tych dwoje –June i Hector spotyka się w drodze do sierocińca „Nowa Nadzieja”. Tam poznają trzecią bohaterkę - Sylvie Tanner –żonę amerykańskiego misjonarza, która wraz z mężem prowadzi sierociniec. Niewielu wie, że ona także nosi w sobie wspomnienia wojennych bestialstw. Na wszelkie sposoby próbuje wymazać z pamięci koszmarną przeszłość –przez co jej życie zamienia się w narkotyczny trans i zgubną wegetację. Na plecach tej trójki nieustannie spoczywa widmo WOJNY, które dodatkowo niesie ze sobą tajemnice, okrutne, ale i pełne czułości sceny i nieomal zwierzęcy instynkt, po to by w końcu dostać rozgrzeszenie.

Lee w swojej książce próbuje odpowiedzieć na pytania, czy bohaterowie poddali się wobec życia po wojnie, czy też potrafili stawić czoła dawnym demonom i przeżyć swój żywot godnie. Buduje pełne napięcia relacje, porusza wątek miłości w wielu jej wymiarach, oraz ukazuje granice ludzkiej wytrzymałości. Niektóre opisy są nad wyraz sugestywne –nie brak w nich krwi, łez, bestialstwa, tortur, ale i pożądania, miłości fizycznej i duchowej, ciepła, przyjaźni, a także współczesnej codzienności.

"Kiedy ulegnę" zyskuje inny wymiar, gdy zagłębimy się w biografię autora. Wówczas jawi się ona jako próba rozliczenia z widmami przeszłości, odpokutowania za imigracyjny azyl (Lee urodził się ponad dekadę od zakończenia wojny i wraz z rodziną wyemigrował do Ameryki, o koreańskich dramatach jednak nie zapomniał). Gdy o wojnie koreańskiej pisze Azjata, dla którego ważne są etniczne korzenie, z pewnością jest to bardziej wymowne i szczere, tudzież intymne.

Choć powieść autorstwa Chang-Rae Lee nie należy do lektur łatwych i przyjemnych, to ma w sobie jakiś specyficzny rodzaj magnetyzmu, który przyciąga i wzbudza emocje. Z pewnością warto po nią sięgnąć. To książka, która zapada w pamięć na długo, skłania do refleksji i pozwala docenić uroki życia – życia naznaczonego wolnością, a nie przekleństwem wojny…


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 21 kwietnia, 2011

Wszyscy zdajemy sobie sprawę jak wojna krzywdzi ludzi. Wiemy, że przynosi mnóstwo cierpień i bólu. Czasem zmienia człowieka nie do poznania. Wojnę mogą przetrwać tylko najsilniejsi, słabi nie mają szans na przeżycie. W końcu to nie tylko starcie ludzi, którzy próbują coś zyskać w ten sposób, ale i niewinni ludzie, którzy starają się przetrwać. Czy jest coś, co może skrzywdzić bardziej? Czy miłość, tak piękne uczucie, jest w stanie ranić bardziej niż wojna?

June straciła praktycznie wszystko oprócz życia. Dzięki swojemu uporowi i sile przetrwała ciężki czas wojny i trafiła do sierocińca. Hektor także przeżył. Po skończonej wojnie, nie był już potrzebny w wojsku, więc wyruszył dalej i trafił do sierocińca, gdzie pomagał w utrzymaniu czystości i naprawiał wszelkie usterki. Ich ścieżki skrzyżowały się na polnej drodze, gdzie ona szukała wody, a on wędrował do sierocińca. Te ścieżki miały przeplatać się ze sobą już do końca życia.

June i Hektora łączyła miłość do Sylvie Tanner, żony amerykańskiego misjonarza. Oboje rywalizowali o jej względy, choć każdemu z nich chodziło o zupełnie inne miejsce w jej życiu. June pragnęła, żeby Tannerowie ją adoptowali, Hektor pragnął miłości tej pięknej kobiety. Oboje wierzyli w spełnienie swoich pragnień, choć w głębi wiedzieli, że to jest niemożliwe. June pod wpływem żony pastora zmieniła swoje usposobienie. Z niegrzecznej, niesfornej i pełnej żalu i goryczy dziewczyny stała się cicha, posłuszna i nadzwyczaj opanowana. Wierzyła, że w ten sposób przekona wielebnego i Sylvie, żeby ją adoptowali. Hektor przy Sylvie czuł się bezbronny, jakby nagi. Przez cały jej pobyt w Korei romansowali ze sobą pod nieobecność wielebnego Tannera. Młody mężczyzna wbrew logice wierzył, że Sylvie zostanie z nim już zawsze. Oboje, June i Hektor, pragnęli mieć ją dla siebie, co sprawiło, że ich rywalizacja o względy żony pastora stała się wręcz niezdrowa.

Długo po opuszczeniu sierocińca główni bohaterowie znów się spotykają, kiedy to schorowana June potrzebuje pomocy Hektora w odnalezieniu syna. Dopiero wtedy tak naprawdę będą mogli poznać bliżej siebie nawzajem.

"Kiedy ulegnę" to przepiękna powieść, która niejednego chwyciłaby za serce. Nie tylko obrazuje skutki wojny, ale i drugą stronę miłości. To pierwsza książka, od której nie mogłam się oderwać, jednocześnie nie mogąc zbyt długo czytać. Niektóre fragmenty powodowały u mnie tak silne emocje, że musiałam robić przerwy. Nie jest to łatwa książka, przyznaję. To nie jest lektura od tak sobie. To prawie pięćset stron z wyraźnym, głębokim przesłaniem. Ta książka pozwala uzmysłowić sobie jak długo tak naprawdę trwa wojna.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2011 rok

Długo zwlekałam z napisaniem tej recenzji. Szukałam słów, które mogłyby oddać mój zachwyt i jednocześnie pasowałyby do tematyki wybranej przez Changa-Rae Lee.
„Kiedy ulegnę to książka, która wkradła się do mojego serca i niekiedy sprawiała, że pękało na miliony kawałków, nie dając przy tym żadnej recepty na klej, którym mogłabym ponownie je złączyć.
Pisarz w niezwykle przejmujący sposób przedstawia dotąd nieznane większości oblicze wojny. To już nie są jedynie statystyki przytaczane przez gazety. Wojna to ludzie, ich historie i cierpienie, rany, które będą im towarzyszyć do końca życia. Widać, że każdy człowiek nosi w sobie jądro ciemności, które wyjdzie na zewnątrz jeśli tylko będą sprzyjać temu okoliczności. Na przykładzie jednej z bohaterek wdać, że wszelkie misje humanitarne to nie darmowe wakacje tylko miejsca, gdzie największą i najdłuższą walkę toczy się z samym sobą, z uczuciami, kiedy wychodzi na jaw prawda, że całego świata nie można zbawić, zaś dobrymi chęciami niekiedy piekło jest brukowane.
To również powieść o pozorach, które stwarzamy na co dzień. Często robiąc to w celu ochrony własnego ego. Nieodłącznym uczuciem, które towarzyszy bohaterom jest samotność. Stan niezależny od nacji i szerokości geograficznej, który pozwala czytelnikowi na empatię wobec postaci a niekiedy nawet identyfikację w niektórych przypadkach.

Od strony technicznej jestem pełna podziwu dla warsztatu autora. Powieść można porównać do piosenki obcojęzycznej. Składa się ona z pięknej melodii, która od razu wpada do ucha oraz z tekstu, którego zrozumienie wymaga czasu. Każde kolejne odsłuchanie to nowe słowo, które jesteśmy w stanie przetłumaczyć i zupełnie nowe znaczenie.
Chang-Rae Lee pokazuje czytelnikowi barw, jakie towarzyszą człowiekowi przez całe życie, ujmuje subtelnością i przenikliwością.
Bez wątpienia to jeden z najważniejszych debiutów literackich na polskim rynku w roku 2011.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 20 marca, 2011

Moja pierwsza opinia w tym serwisie, więc pozwólcie, że zrobię to na swój sposób - może nie do końca poprawny, ale inaczej nie potrafię.

Książka zachęciła mnie nazwiskiem autora - jestem fanką wszystkiego co koreańskie. Nie przeczytałam nawet opisu, a już wiedziałam, że muszę tę książkę posiadać. Jak się dodatkowo dowiedziałam, że porusza ona temat wojny, nie mogłam jej nie zamówić. Po dodatkowym przejrzeniu opinii w internecie, wiedziałam, że kupno tej książki to dobra decyzja.

Wymagania miałam wysokie - jak to bywa po przeczytaniu tak fantastycznych opinii. Lee Chang-Rae mnie nie zawiódł. Otrzymałam od tej książki wszystko, czego oczekiwałam. Dawka brutalności, subtelności, skomplikowanych więzi i ucieczki przed przeszłością. Książka należy do tych, które kradną czas na sen. Byłam bardzo niezadowolona, gdy musiałam przerwać czytanie ze względu na naukę.

Książka jest napisana achronologicznie - mamy więc do czynienia z tajemniczością. Powoli odkrywamy przyczyny wydarzeń z teraźniejszości, które jak możemy się spodziewać po książce o wojnie - miały swoje miejsce w przeszłości. Czytając kolejne strony nie jesteśmy ciekawi jedynie tego, co się wydarzy, ale również tego, co już się wydarzyło i ma duże znaczenie dla całego obrotu sprawy.

Co najbardziej mi się w tej książce podobało? Chyba skomplikowana więzi między June, Hectorem i Sylvie. Szczególnie między dwoma kobietami. Do tej pory nie wiem, czy jest to relacja matka-córka, czy jest to relacja między dwiema przyjaciółkami, czy może kochankami?
Hector jest bardzo ciekawą postacią. Nieokiełznane żądze nieraz biorą nad nim górę, ale jednocześnie jest opiekuńczy i skory do pomocy.

Książkę polecam przeczytać każdemu. Warta jest poświęcenia kilku godzin naszego życia. Co prawda nie jestem w stanie stwierdzić, czy czegoś mnie nauczyła, ale na pewno wywarła we mnie spore emocje.


Na półkach: Przeczytane, Z biblioteki
Przeczytana: 23 lutego, 2012

Sięgnęłam po tą książkę spontanicznie, pod wpływem dobrych recenzji. Byłam jej ciekawa. Dobrze wiedziałam, że opisuje wojnę w Korei, ale nie sądziłam, że będzie aż tak ciężka do przełknięcia... (ciężka nie oznacza wcale kiepska!)

"Kiedy ulegnę" to złożona opowieść opowiadająca historię kilkorga bohaterów, których losy w jakiś niepojęty sposób łączą się ze sobą. June straciła w wojnie całą rodzinę, a piętno, które odcisnęły na niej wydarzenia, których była świadkiem, na zawsze zmieniły ją. Hector zaciągnął się do wojska nie mając innego pomysłu na swoje życie. Uratował June i sprowadził ją do sierocińca, który powstał by zaopiekować się osieroconymi dziećmi. Tam June i on sam znaleźli swój azyl. I tam poznali Sylvie Tanner, żonę pastora. Wprowadziła ona promyk nadziei i miłości do ich małego świata. Los Sylvie nie był dla niej łaskawy... bardzo szybko straciła rodziców, sama próbowała dorównać im swoją chęcią pomocy innym i miłosierdziem...

Każdy z bohaterów "Kiedy ulegnę" został ciężko naznaczony przez życie. Każdy z nich przepełniony cierpieniem, przepełniony żalem próbowało żyć i znaleźć swoje własne miejsce na świecie. Czuło pustkę i samotność- wszakże gdy cierpimy, zostajemy sami ze swoim cierpieniem.
"Miłość może zranić bardziej niż wojna" - hasło reklamowe wskazywałoby na to, że to opowieść o miłości niespełnionej, przynoszącej smutek i ból. Moim zdaniem jednak jest to książka o popełnianiu błędów i żałowaniu tego, co się zrobiło, albo i nie zrobiło. Ciężko malujący się obraz zmarnowanego życia, tak maluje się przede mną ta książka. Zapis zmarnowanego życia, napiętnowanego przez złośliwy los... i ludzi, którzy są zbyt słabi by naprawić wyrządzone zło.

Ciężko mi było dokończyć tą książkę, nie dlatego, że była kiepska... nie, było w niej jednak coś, co sprawiło, że odkładałam ją na bok i nie chciałam czytać więcej. Sprawiała, że zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem, czułam przeszywający ból... Mimo to były momenty, kiedy wracałam do niej z utęsknieniem.

Muszę przyznać, że okładka jest niezwykła. Melancholijna. I przykuwająca wzrok.

Polecam, bo warto.

Moja ocena: 5-


Przeczytana: 24 kwietnia, 2011

Przyznaję rację wszystkim tym, którzy określają ją mianem „jednej z najważniejszych książek tego roku”. Jest to z pewnością arcydzieło. Jak wiadomo żadna recenzja nigdy nie odda emocji, które towarzyszą podczas lektury, ale spróbuję Was zachęcić do sięgnięcia po tą pozycję.
Chang-Rae Lee stworzył przepełnione emocjami dzieło, które na długo pozostaje w pamięci. Przejmująco mówi o istocie uczuć i moralności, ale przede wszystkim o poczuciu winy i wielkim bólu zdrady. Z jednej strony jest przepełnione miłością, a z drugiej – brutalnością wojny. Autor tak wyraźnie akcentuje tą ciemniejszą stronę ludzkiej natury, że czasem brakuje tchu.
Poznajemy małą June, której dzieciństwo przypadło na czas wojny koreańskiej. Zapytacie jak wiele bólu i poniżeń może znieść istota ludzka? Czytając o perypetiach tej małej dziewczynki twierdzę, że wiele. Ojciec jedenastolatki został rozstrzelany, starszy brat wcielony do wojska, by już nigdy nie powrócić. Matka zabrała dzieci i ruszyła z uchodźcami do Pusanu, czyli tam, gdzie miało być bezpieczniej. Niestety, starsza siostra z matką zginęły od wybuchu bomby na oczach małej June. Została sama z malutkimi bliźniakami, siostrą i bratem. Zadecydowała, aby dalej podróżować pociągiem, bo będzie szybciej. Ten właśnie wybór przesądził o jej losie, bo została całkiem sama. Opis śmierci rodzeństwa był wstrząsający, a decyzja June … cóż chyba jednak nie mam prawa głosu, nigdy nie byłam w takiej sytuacji (i oby tak pozostało). Jak wiele bólu, poniżeń i ciosów może znieść człowiek, który ma tylko jedno pragnienie - żyć? Krwawe obrazy, które pojawiają się w naszych myślach mają nas zmusić do refleksji, budować atmosferę oraz przygotować na to, co najtrudniejsze.To wszystko wstrząsnęło mną dogłębnie, czytałam, a potem patrzyłam na moje 6-letnie dziecko i do oczu napływały łzy.
June, kiedy krańcowo wycieńczona i głodna, spotyka na swojej drodze samotnego amerykańskiego żołnierza Hektora nie wie jeszcze, że spotkanie to zmieni życie obojga już do końca. Jak głębokie są rany, zadane podczas owej trzyletniej wojny, wiedzą tylko oni sami. Zarówno June, jak i Hektor nigdy nie otrząsnęli się z wojennego koszmaru. Ona - sama wychowywała ich syna Nicholasa, nie umiejąc dać mu ciepła rodzinnego. On - nadużywający alkoholu, zniszczony psychicznie, bez celu…
W historię tych dwojga, pozornie ocalałych z katastrofy, autor wplata jeszcze jedną opowieść. Sylvie, która zmuszona była uczestniczyć zarówno w rozstrzeliwaniu przyjaciół, jak i pełnym bestialstwa zabójstwie rodziców, wolała zatracać się w narkotykach niż spróbować poskładać swą psychikę. Została tak głęboko zraniona, że pomimo miłości męża nie była w stanie żyć, życiem prostym i normalnym.
Pretekstem do poznania przeszłości bohaterów jest choroba June, która zmaga się z rakiem, wypełniającym jej żołądek. Kobieta coraz bardziej uzależnia się od leków przeciwbólowych, które pozwalają jej przetrwać tą ostatnią podróż do Włoch. Nie chce jednak odejść i kurczowo trzyma się życia w nadziei na odnalezienie swojego syna Nicholasa. Towarzyszy jej odnaleziony po trzydziestu latach Hector. Ten ponowny kontakt staje się motywem do wspomnień i wyznań prawdy, która okazuje się bardzo bolesna.
Jest to wnikliwa psychologicznie powieść o ludziach naznaczonych na zawsze przez brutalny los. Przejmująca historia o niespełnionej miłości, braku poczucia bezpieczeństwa i okrucieństwie wojny. Z całą odpowiedzialnością przyznaję, że na chwilę obecną jest to mój numer jeden w tym roku. Wiem, że jest dopiero kwiecień, ale nie przypuszczam aby to uległo zmianie. A ja uległam magii tej powieści bez reszty…


Przeczytana: kwiecień, 2011

Wojna. Jedno słowo, a tak wiele znaczeń. Zło. Krzywda niewinnych ludzi, krew i całkowity brak jakichkolwiek wartości. Odczłowieczenie. Ale wojna to nie tylko pole działania armii, karabiny, żołnierze i śmierć. To także ludzie, którym udało się ją przeżyć. Osoby z okaleczoną psychiką, niezdolne do wykrzesania z siebie głębszych uczuć, nieczułe na otaczającą ją rzeczywistość. Niezdolne do pełnego zaufania drugiemu, nieufne, napiętnowane.

June i Hectorowi się udało. Mimo otaczającego ich pola zniszczeń i ogromu napotkanego na swojej drodze życiowej okrucieństwa przetrwali ten jakże trudny dla całego społeczeństwa okres. Ona – osierocona w tragicznych okolicznościach, pozbawiona swoich najbliższych wędruje wraz z pozostałymi uchodźcami w poszukiwaniu lepszego jutra. Jutra, w którym będzie mogła najeść się do syta, zasnąć bez obaw, wyzbyć się nieustannego lęku. On – obwiniający samego siebie o pewne traumatyczne przeżycia z przeszłości, żołnierz amerykański na misji w Korei. Ich drogi krzyżują się ze sobą w sierocińcu. Pewno nawet nie zwróciliby na swoją obecność specjalnej uwagi, tak trwaliby gdzieś obok siebie – krnąbrna, zamknięta w sobie nastolatka, w zasadzie dziecko jeszcze, i małomówny, obciążony psychicznie mężczyzna. Pojawia się jednak w ich świecie ktoś, kto sprawia, że obojętność zmienia się we wzajemną niechęć i rywalizację posuniętą do granic – i to ostatecznych. Los postanawia przerwać tą rozgrywkę, i parze głównych bohaterów udaje się ze sobą zetknąć dopiero po długich latach, kiedy to śmiertelnie chora kobieta poszukuje wybaczenia i pragnie rozliczyć się ze swoją przeszłością. A czasu na to pozostało jej tak niewiele…

Tyle fabuła. Muszę przyznać, że gdybym natrafiła na tę pozycję na półce księgarni czy też w bibliotece, pewno prześlizgnęłabym się po niej obojętnie wzrokiem i ruszyła dalej w poszukiwaniu czegoś lżejszego, łatwiejszego, mogącego umilić mi godziny spędzane w autobusie czy deszczowe popołudnia. Stało się jednak inaczej – i dziś już wiem, jak wiele bym straciła, nie poświęcając tej książce kilku ostatnich dni. Tak właśnie – poświęcając, bo „Kiedy ulegnę” potrafi zawładnąć umysłem, oderwać się od otaczającej rzeczywistości, pozwala na całkowite zatracenie się. Niewiele jest lektur, przenoszących czytającego w inny świat do tego stopnia, iż wydaje się mu, jakby naprawdę współdzielił z bohaterami ich los. W tym konkretnym przypadku nie są to jednakże realia, w których chciałby się znaleźć ktokolwiek – mnóstwo tu cierpienia, kalectwa, ubóstwa, niesłusznie poniesionych kar i wyrządzonych krzywd. Autorowi udało się to przedstawić tak dogłębnie i poruszająco, że wiele fragmentów z całą pewnością pozostanie w pamięci czytelnika. Ta książka to prawdziwe mistrzostwo, majstersztyk w swoim gatunku. Nie można jej przeczytać i odłożyć na półkę, by przykrył ją kurz – jej zawartość jest na to zbyt cenna. Na zawsze postawi ona ślad w umyśle każdej osoby, której było dane zapoznać się z historią June i Hectora.

Na pewno warto po nią sięgnąć, niesie bowiem ze sobą głębsze przesłanie i pozwala uświadomić sobie, jak bardzo człowiek może skrzywdzić bliźniego, do jakiego stopnia można kogoś poniżyć i jak silne zezwierzęcenie wśród ludzi mogą szerzyć działania wojenne. Bo wojna to nie tylko tych kilka lat, podczas których toczą się bitwy – to wirus, epidemia który na zawsze pozostaje w tych, których psychika była na ten rodzaj okrucieństwa kiedykolwiek narażona.


Przeczytana: 14 grudnia, 2011

Bardzo rzadko się zdaża, że odkładam książkę zanim ją dokończę. Tak było niestety z Kiedy ulegnę. Zapowiadało się nawet całkiem nieźle ale potem... Nie dałem rady tej książce, porzuciłem ją przy około dwusetnej stronie. To nie moje klimaty. Nie potrafię znieśc opisu, kiedy gość przez pięć stron maluje ławkę. Wiem, można mi zarzucić brak zrozumienia i brak wszelkich odczuć. Jednak stwierdzam, że ta pozycja do mnie nie przemawia całkowicie.
Z drugiej jednak strony pozostaje pewien niedosyt. Przychodzi taka myśl, może dalej byłoby lepiej? Pozostawiłem w jej wnętrzu zakładkę, w miejscu, do którego dobrnąłem. Może kiedyś do niej wrócę?


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: lipiec, 2011

Kilka bardzo pozytywnych recenzji spowodowalo ze naychmiast kupilam te ksiazke z nadzieja na fascynujace przezycia podczas lektury.Tymczasem byla to droga wyboista i trudna do przebycia.Ilosc opisow i porownan, zmiany czasu historii z terazniejszosci na przeszlosc oraz zbyt bogata tresc zmeczyly mnie bardzo. W efekcie bylo to lekkie rozczarowanie jak dla mnie. Nie powiem, pozycja warta uwagi ale nie tego oczekiwalam...Moze sie podobac, mnie jednak srednio przypadla do gustu. Opinie zostawiam wam drodzy czytelnicy-jedno jest pewne to nie lektura na letnie sloneczne dni-przygnebia...


Na półkach: Przeczytane, Pożyczone, 2011
Przeczytana: 04 lipca, 2011

Pacyfistyczna książka, napisana pięknym językiem,ocierającym się o arcydzieło.
Książka nie o wojnie a o jej ofiarach, szczególnie tych całkowicie niewinnych: cywilach, dzieciach, kobietach. Książka jest też o wyrzutach sumienia, o tym jak bardzo zmieniają , determinują życie i wybory . Jest to tez książka o pragnieniu młości, samotności, poszukiwaniu akceptacji.
Miejscami okrutna, zawierające wstrząsające opisy, czasami trudna, ale niewątpliwie pozycja warta przeczytania.


Na półkach: Przeczytane

Niezwykła, wielowątkowa opowieść o miłości, samotności, przebaczeniu i tym, jakie piętno w psychice ludzkiej pozostawia po sobie wojna. O granicach ludzkiej wytrzymałości.

Akcja książki toczy się w latach pięćdziesiątych i współcześnie, te dwie płaszczyzny cały czas przeplatają się ze sobą, pozwalając czytelnikowi zrozumieć jakie powody kierowały bohaterów do takich, a nie innych zachowań. Bo mnóstwo tu cierpienia, bólu, okrucieństwa tak silnego, że momentami musiałam przerywać czytanie, bo łzy stawały mi w gardle.
Nie jest to lektura lekka, którą czyta się jednym tchem, raczej trudna, wymagająca skupienia. To książka, która szokuje, przeraża, a jednocześnie wzrusza i skłania do refleksji, chwyta ze serce. Nie sposób o niej zapomnieć. Z całą pewnością jest arcydziełem swojego gatunku.


Na półkach: Chcę przeczytać

Nie ma to jak dobra reklama...


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: kwiecień, 2011

na poczatku bardzo ciekawa. Pelna literackiego i jezykowego kunsztu, w miare czytania zrobila sie meczaca.Zbyt jednostajna iloscia negatywnych emocji, smutnych i okrutnych historii i braku nadzieji. Zadnego powiewu, sam zaduch.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 lipca, 2011

Bardzo lubię takie książki - rozległe powieści napisane ciekawym językiem. Nie ma tu żadnego pozytywnego bohatera, a jednak jest się po stronie wszystkich...


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 maja, 2011

Zawiodłam się