Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Balladyny i romanse

Seria: Proza
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,91 (1210 ocen i 167 opinii) Zobacz oceny
10
81
9
155
8
230
7
294
6
227
5
117
4
33
3
45
2
20
1
8
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308044940
liczba stron
526
słowa kluczowe
literatura polska, satyra
język
polski

Sprawy na Ziemi nie idą najlepiej. Starych, potężnych bogów wyparli trywialni, ale i bezwzględni bożkowie popkultury. Świat globalnej wioski nie daje poczucia stabilności i bezpieczeństwa. Osamotnieni ludzie już dawno stracili nadzieję na odmianę losu, żyją z dnia na dzień, apatyczni i znudzeni… na domiar złego zaczyna brakować kawy. W niewyjaśnionych okolicznościach znikają też...

Sprawy na Ziemi nie idą najlepiej.

Starych, potężnych bogów wyparli trywialni, ale i bezwzględni bożkowie popkultury. Świat globalnej wioski nie daje poczucia stabilności i bezpieczeństwa. Osamotnieni ludzie już dawno stracili nadzieję na odmianę losu, żyją z dnia na dzień, apatyczni i znudzeni… na domiar złego zaczyna brakować kawy. W niewyjaśnionych okolicznościach znikają też żelazka.

Pewnego dnia bogowie postanawiają działać. Dużą grupą zstępują wśród ludzi. Czy Nike, Afrodycie, Jezusowi, Ozyrysowi, Lucyferowi i innym uda się przywrócić właściwe hierarchie? Czy ludzkość jeszcze raz uwierzy? I dlaczego bogowie, mając tak wiele możliwości, na miejsce swego „zniebozstąpienia” wybrali akurat „kraj w promocji”, czyli Polskę?

Najnowsza powieść Ignacego Karpowicza, nominowanego do Nagrody Nike za Gesty, to świetnie skonstruowany, ironiczny traktat o współczesności. Zabawny i przerażający zarazem. Prowokacyjny i obrazoburczy. Jednym się spodoba. Drugim nie. I tak ma być.

 

źródło opisu: www.wydawnictwoliterackie.pl

źródło okładki: www.wydawnictwoliterackie.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 499
ewidencja | 2013-09-15
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 września 2013

Będąc w księgarni, niemal zapiałam z zachwytu na widok "Balladyn i romansów". Odkąd tylko po raz pierwszy przeczytałam tytuł tej książki, byłam przekonana, że to nie będzie bezbarwna, byle jaka lektura. Myślałam, że ktoś, kto nie zawahał się stworzyć syntezy tak śmiałej jak ta, połączenia w jedność dwóch klasycznych dzieł odwiecznych rywali, bezsprzecznie musi mieć istotny apel do przekazania. Odrobinę parafrazując Marcina Świetlickiego, ta pozycja zrobiła mi nieporządek w chaosie. Wyłoniła się spośród Masłowskiej, Żulczyka, Witkowskiego, tzw. współczesnych rozrabiaków w bieżącym świecie literatury, jak to ich sobie nazywam. Masłowską podziwiam, do Żulczyka odczuwam niekłamaną sympatię, z Witkowskim mam ogromny problem. Co z Karpowiczem i jego "Balladynami..."?
Pierwsza część eposu, czyli Balladyny, niezwykle gładko wprowadza w realia Polski XXI w., w znacznym zbliżeniu przedstawia także niuanse egzystencji różnorodnych postaci; począwszy od prawie pięćdziesięcioletniej dziewicy Olgi, a skończywszy na wykładowcy filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, Rafale. Zalewają nas opisy popkultury - popświat w pełnej krasie, homoseksualizm, dresiarze, kluby, zdrady, szybkie życie Warszawy w świetle neonów. Z rumieńcami na twarzy czytałam o tak dobrze znanych przaśnych symbolach polskiej muzyki rozrywkowej, absurdach naszej codzienności, o polskiej mentalności. Swobodny jęzk, sporo slangu, inteligentna ironia - czysty zachwyt.
Schody zaczęły się przy reinterpretacji sylwetek bogów z mitologii, ale i nie tylko - pojawił się stuningowany Chrystus, Balladyna w komitywie z Aliną (pomimo dokonanej zbrodni). Karpowicz jest niewątpliwie doskonale zorientowany, rzetelny, czuć, że w dywagowaniu o filozofii oraz wyśmiewaniu psychologii czuje się jak ryba w wodzie i rozkoszował się tworzeniem na bazie kanonu kulturowego. Tylko czy ja to kupuję? Atena z podwiązanymi jajnikami, Afrodyta niegrzesząca intelektem, skrzywdzony Eros bez dzieciństwa... Zaczął mi uciekać sens, przejrzystość i świeżość z pierwszej części przemieniały się powoli w natłok zbytecznej narracji.
Balansujemy pomiędzy światem duchowym - ultymatywnym, sławetnym miastem miast oraz Ziemią, konkretniej naszą ojczyzną "z promocji". Treść coraz bardziej traciła swoje kontury; do tej pory niedokładnie pamiętam, czym różnił się Bartek od Rafała i muszę wspomagać się wyszukiwaniem stosownych fragmentów. Z drugiej strony, reszta postaci nie była w żadnym stopniu papierowa i poniekąd przywiązałam się do kilku z nich (Olga, Paweł, Nike). Ta szekspirowska zagrywka, czyli współistnienie świata realnego z fantastycznym, chyba nie do końca spełniła zamierzoną rolę. Bogowie zstąpili, wprowadzili się między ludzi, weszli z nimi w płytsze lub głębsze interakcje, niebo zlikwidowano. Wspólnymi siłami, ludzie-Balladyny i bogowie-ludzie, będą szukać Piekła, jakiegoś punktu odniesienia. Na tym koniec, nie licząc skąpego Apendyksu, który połowicznie wyjaśnia nie-happy-end. Morał - religie mogą ulec destrukcji, nasz duch pozostanie. A to wszystko okraszone kuriozalnymi sytuacjami, ostrym dowcipem, czerpaniem garściami z ontologii, z mitologii, Biblii, podwórek, na których niesie się zawodzenie Gosi Andrzejewicz.
Sporym minusem okazała się ilość. Taak, wiem, forma eposu zobowiązuje, ale uważam, że spokojnie można by było okroić tę książkę o kilkanaście rozdziałów, a i pod względem treści powieść tylko by na tym zyskała. W pewnym momencie, szczególnie od części Romansów, pominięcie kilkudziesięciu kartek nie pozbawiłoby nas właściwie niczego wartego uwagi, bowiem akcja wlekła się niemożebnie. Z kolei miejsce dla głosów Prawdy, Czasu, Imienia etc. powinno być zdublowane - te epizody podobały mi się najbardziej. Mam jeszcze zarzut dotyczący języka - początkowo zachwycał, później rozlał się, niczym ambrozja do kieliszków bohaterów, do ust wszystkich postaci, bez wyjątku. Wkradła się monotonia, a to przecież najgorsza ujma dla literatury. Nie pomogły nawet pretensjonalne nawiasy.
Jak to rzecze jedna ze stron z wielokrotnie wspominanego Facebooka, "trochę porno, trochę wysoka kultura". Nie zaufałam tej książce, ale z pewnością o niej nie zapomnę. W połowie miałam ochotę ją porzucić, lecz tego nie zrobiłam. Jest w niej coś frapującego oraz niekonsekwentnego. Koncept wspaniały, wykonanie niestety niekoniecznie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ta książka uratuje ci życie

Kupiłam tą książkę, bo zachęcił mnie tytuł, który jednak z samą treścią niewiele ma wspólnego. Nie wiem, czy to był celowy zamysł autorki, aby nadać...

zgłoś błąd zgłoś błąd