Ignacy Karpowicz, „Cicho, cichutko”. Wspólny nurt książek z dopływami

Remigiusz Koziński
08.04.2021

Zaczęło się od „Niehalo”. W 2006 roku. Z przytupem. Od nominacji do „Paszportu Polityki”. Potem tych nominacji do różnych nagród było sporo, w tym i takie z towarzyskimi skandalami w tle, co rozruszało odrobinkę dość nobliwe literackie środowisko. „Cicho, cichutko” to najnowsza powieść Ignacego Karpowicza, właśnie wkraczająca na księgarskie półki i ekrany czytników. Premiera w roku niepodobnym do żadnego z wcześniejszych. Strumień jednak płynie swoim nurtem, koronoodpornym, choć nie do końca. Czasem wezbrany, czasem ledwie skrzy się między kamieniami. Ale płynie… Z wolna…

Ignacy Karpowicz, „Cicho, cichutko”. Wspólny nurt książek z dopływami
Reklama

 Ignacy Karpowicz. Wątek główny – uwaga na gwałtowne wezbrania

Skąd hydrologiczne skojarzenia? Gdy spojrzeć na twórczość autora „Cicho, cichutko” całościowo – rysuje się główny nurt. Czasem, jak górski strumień po ulewie – rozhukany, toczący na pozór zbyt ciężkie, niezmienne jak kamienie, frazeologiczne związki słów.

Kartki wypełnione są słowami po brzegi. Słowami, które zdają się nieokiełznane. Zdania porywają, biada śmiałkowi, który spróbuje przejść przez strumień. Jeśli będzie zastanawiał się nad każdym krokiem, przewróci się, poobija o kamienie, może nawet utonie w na pozór niegroźnym cieku. Jeśli spróbuje zaczerpnąć wody garścią, kucając na brzegu, zamoczy buty i poczuje jedynie smak gliny przyniesionej gdzieś z oddali. Jeśli natomiast podda się sile słów, wezbrany nurt głównego wątku poniesie go nad kamieniami, trzeba tylko pozwolić się porwać. Tu tkwi sekret powieści Ignacego Karpowicza. Lepiej ich nie analizować, tylko, jak szaleni rafterzy w pontonach, dać się ponieść przez językowe bystrzyny... Aż do utraty tchu. Oczywiście, kiedy nie ma opadów strumień łagodnieje, woda sączy się między kamieniami. Im niżej, tym nurt strumienia bardziej przewidywalny. Może nawet z racji dopływów nie strumień to już, lecz rzeczka. Czy jednak jeśli woda nie huczy potężnie, tylko szemrze łagodnie, znaczy to, że nie daje ochłody? Oczywiście, że orzeźwia, nawet jeśli kamienie, które przyniosła z wysokich gór, stały się już łagodnymi w dotyku otoczakami. Zdania tworzą melodię. Wystarczy się wsłuchać.

Wątek autobiograficzny, który pojawia się w powieściach, niesiony z prądem słów, wynurza się ze spienionego nurtu, podobny do górskiego kajaka na bystrzynie. Można go wypatrywać od czasu do czasu, domyślając się miejsca, w którym znów będzie można go zobaczyć. Tak jest w „Niehalo”, które swą wrażliwością na mutujący błyskawicznie (dlatego słowo „ewolucja” tu nie pasuje) język ulicy przypomina „Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej (Nike zdobyta przez Masłowską przebojem, a jakże, w roku wydania „Niehalo”, czyli 2006). Sylwetka autora wynurza się między wersami w groteskowym „Cudzie”, naznaczonym lekkim cieniem „Świata według Garpa” (dla uważnych lub przewrażliwionych), w „Balladynach i Romansach” (czy tylko piszący te słowa dostrzega zarys sylwetki Rogera Żelaznego?), w „Ościach” czy wreszcie w najnowszym „Cicho, cichutko”.

Ignacy Karpowicz

Strumień zasilają dopływy

Kiedy woda opada, wystarczy jedna, nieco bardziej wezbrana odnoga, aby siła nurtu znów była w stanie ponieść w dół wszystko, co napotka na swej drodze. Te dopływy to książki, w których Ignacy Karpowicz próbuje empirycznie nowych sposobów przekazu. Zmienia styl, pozbywa się (auto?)ironicznej maniery, skraca dystans. Tak jest w „Gestach”. Oczywiście, aby nie zbłądzić, pamiętać należy o różnicy między autorem i narratorem. Istoty żyjące w głębokich leśnych jarach mogły zstąpić w boskich postaciach z dowolnej mitologii. Jeśli współdziałali Jezus z Ozyrysem i Lucyferem ( „Balladyny i Romanse”) to przecież i ci nieco pośledniejsi – jak wodniki, utopce czy prześliczne rusałki też mogą mieć coś do powiedzenia i wyprowadzić Bogu ducha (może bogu Ducha) winnego czytelnika na literackie manowce... (tu autor tekstu dostrzega, że grzęźnie w dygresjach i nadludzkim wysiłkiem wydobywa się z młaki, by spłynąć z nurtem)... Istoty żyjące w strumieniach mogą więc, używając pierwszoosobowych zaklęć, zatrzeć różnicę między Autorem a Narratorem. Strzeżcie się ich, czytelnicy.

Reklama

Innym literackim dopływem jest „Sońka”, absolutnie wyjątkowa i wzruszająca historia z czasów, gdy miłość nie miała szans, a jednak kwitła – wbrew logice, wbrew rzeczywistości, wbrew przyzwoitości i samozachowawczemu instynktowi. „Nowy kwiat cesarza” – strumień faktów z gładką na pozór powierzchnią, którą bełtają co jakiś czas zanurzające się w toni gałązki odautorskich komentarzy i wtrętów, czy wreszcie „Miłość” na pozór niespójna, a wiążąca wiele wątków i tych z głównego nurtu, i tych z pobocznych.

„Cicho, cichutko” – ciepło, delikatnie, ale nie ckliwie

To pożegnanie… Narratora… Pisarczyka (ech, to odżegnywanie się od bycia pisarzem pełną gębą – czyżby kokieteria?). To też nauka miłości, przywiązania, przeżywania odchodzenia osoby bliskiej. Pożegnanie, w którym znaleźć można klucz do tych roztaczanych przez przystojnych wodników i przecudne rusałki, pierwszoosobowych, mamiących czytelnika wizji… Narrator i Pisarczyk opowiadają jedną historię z różnych perspektyw, a może dwie różne historie tym samym stylem. Delikatny tytuł i delikatne pisanie o śmierci. Dużo łatwiej pisać pięknie, gdy pisze się delikatnie. Muśnięcie może dać więcej rozkoszy niż namiętny uścisk. Chociaż przecież i na jedno, i drugie jest czas… Który kiedyś się skończy.

I nie zostanie nic. Tylko brzeg strumienia, osuszające z wody słoneczne promienie zapomnienia, nawiązania (Stokrota i Anna – kto przeczyta „Miłość” i „Cicho, cichutko” ten pojmie porównanie lub ulegnie złudzeniu zrozumienia). W pewnym momencie trzeba stanąć na brzegu. Popatrzeć w dół biegu już dojrzałej rzeki... To już nie jest rozhukany na chwilę po deszczu strumyk. Trzeba wejść do wody, odbić się od dna i spokojnie popłynąć… Dalej...

Książka „Cicho, cichutko” jest dostępna przedpremierowo wyłącznie w Legimi.

Artykuł we współpracy z Legimi

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
197
48
08.04.2021 12:56

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd