Pióropusz

Seria: Proza
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
5,88 (241 ocen i 47 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
17
8
18
7
55
6
59
5
43
4
16
3
17
2
8
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-08-04421-6
liczba stron
320
język
polski

Znakomita powieść autora cenionego za twórcze łączenie prozy „nurtu chłopskiego” z tradycją gombrowiczowską. Historia dotyczy powojennego dzieciństwa zadziornego bohatera pochodzącego z rodziny wiejskich „biedniaków” i złodziei. Niepiśmienny ojciec za eksces z nauczycielem oraz kradzież i zniszczenie tablicy szkolnej zostaje – jako wróg ludu – zamknięty do stalinowskiego więzienia. Chłopiec i...

Znakomita powieść autora cenionego za twórcze łączenie prozy „nurtu chłopskiego” z tradycją gombrowiczowską.

Historia dotyczy powojennego dzieciństwa zadziornego bohatera pochodzącego z rodziny wiejskich „biedniaków” i złodziei. Niepiśmienny ojciec za eksces z nauczycielem oraz kradzież i zniszczenie tablicy szkolnej zostaje – jako wróg ludu – zamknięty do stalinowskiego więzienia. Chłopiec i jego matka dochodzą sprawiedliwości. Paradoksalnie, konieczność pisania podań w tej sprawie rodzi w bohaterze kult słowa pisanego. Symboliczny dar od ojca – kradzione pióro ze złotą stalówką – przesądza o jego dalszych losach.

 

źródło opisu: nota wydawcy

źródło okładki: wydawca

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
lapsus książek: 1649

Podróż do źródeł języka. Impresja po-Nike

Jak funkcjonuje dziś polska wieś w naszej świadomości kulturowej? Bo ważny jest to motyw w naszej literaturze niewątpliwie od zawsze. Widać to, jeśli rzut okiem wykonać na wskroś naszej tradycji literackiej - od Reja i Kochanowskiego, od Biernata z Lublina, Szymonowica, ale też, ze względu na tego Filona i tę Laurę pod Jaworem, Soplicowo – „centrum polszczyzny”, przez Norwida „Polskę Kołodziejów” i Wyspiańskiego „chłop potęgą jest i basta”, przez Orzeszkową, Konopnicką, naszego literackiego noblistę i jego „chłopski epos”, przez nawłociańskie włości Wielosławskich, aż po nurt chłopski w literaturze powojennej, którego reprezentantami byli Harasymowicz, Nowak, Kawalec, Hołuj. Dziś tematyka owa jest także bogato reprezentowana przez takich tuzów naszej literatury jak Redliński czy Myśliwski. I do tego nagroda „Nike 2011” dla Mariana Pilota – wydaje się, że trudno nie docenić znaczenia kultu czarnoleskiej lipy w polskiej kulturze.

A przecież Polska wieś dziś tak często pokazywana jest z pijaną mordą, z disco-polowym młóceniem, które wcale nie przypomina młócenia zboża, ze słabą młodzią, która jeszcze została nie wiadomo po co, bo reszta już pojechała za chlebem do Londynu, do Rotterdamu i jak czasem wraca, raz do roku, do rodziny, to stawia napitki. „Arizona” i „Czar PGR-u” płyną wartkim strumieniem pod sklepem. Sam zwiedzam nieraz okoliczne festyny i przyglądam się ludziom, bawiącym się przy łup-cup, pseudo-folklorystycznych rytmach i zadaję sobie pytanie o tę polską...

Jak funkcjonuje dziś polska wieś w naszej świadomości kulturowej? Bo ważny jest to motyw w naszej literaturze niewątpliwie od zawsze. Widać to, jeśli rzut okiem wykonać na wskroś naszej tradycji literackiej - od Reja i Kochanowskiego, od Biernata z Lublina, Szymonowica, ale też, ze względu na tego Filona i tę Laurę pod Jaworem, Soplicowo – „centrum polszczyzny”, przez Norwida „Polskę Kołodziejów” i Wyspiańskiego „chłop potęgą jest i basta”, przez Orzeszkową, Konopnicką, naszego literackiego noblistę i jego „chłopski epos”, przez nawłociańskie włości Wielosławskich, aż po nurt chłopski w literaturze powojennej, którego reprezentantami byli Harasymowicz, Nowak, Kawalec, Hołuj. Dziś tematyka owa jest także bogato reprezentowana przez takich tuzów naszej literatury jak Redliński czy Myśliwski. I do tego nagroda „Nike 2011” dla Mariana Pilota – wydaje się, że trudno nie docenić znaczenia kultu czarnoleskiej lipy w polskiej kulturze.

A przecież Polska wieś dziś tak często pokazywana jest z pijaną mordą, z disco-polowym młóceniem, które wcale nie przypomina młócenia zboża, ze słabą młodzią, która jeszcze została nie wiadomo po co, bo reszta już pojechała za chlebem do Londynu, do Rotterdamu i jak czasem wraca, raz do roku, do rodziny, to stawia napitki. „Arizona” i „Czar PGR-u” płyną wartkim strumieniem pod sklepem. Sam zwiedzam nieraz okoliczne festyny i przyglądam się ludziom, bawiącym się przy łup-cup, pseudo-folklorystycznych rytmach i zadaję sobie pytanie o tę polską tradycję „złotopszczołą” z „domem modrzewiowym wiejskim”, która według słów Norwida brzmiała z muzyki Chopina. A nad głową mi Bayer Full bucha.

„Piórpusz” to kolekcja, zbiór połamanych piór, które wiejski dzieciak z mozołem eksploatował, pobierając szkolne nauki. Te kleksy paskudne – tak zwane „żydy”, błędy dziwne, takie co pokazują przepaść między mową, a pismem, że są to dwa różne języki - naturalny i wyuczony - to świat powieści Mariana Pilota, traktującej o świecie naturalnego języka, języka poza kontrolą. Dziś mówimy o wtórnym analfabetyzmie jako problemie społecznym, sprowadzamy język tylko do prostej komunikacji, wspieranej przez obraz i zapominamy, że jeszcze nie tak dawno istniała mnogość języków, że każda wieś miała swą własną odmianę polszczyzny, a co za tym idzie swój odrębny charakter.

Powieść Mariana Pilota przywołuje wiele kontekstów kulturowych i literackich. Kontekst ojca – dzisiaj to puste miejsce, ojciec nieobecny, pozbawiony swojej pozycji w świecie, niechętny, by podjąć się swojej roli. Najbardziej kojarzy mi się postać ojca z bohaterem „Sklepów cynamonowych” . Z kolei kontekst wsi – jest to obraz wsi powojennej - prymitywnej, pozbawionej edukacji, zamkniętej społeczności - znanej nam choćby z „Konopielki”, „Kamienia na kamieniu” czy „Tańczącego jastrzębia” Kawalca. Następny istotny trop to świat dziecka, świat dziwny, tajemniczy, nieopisany, taki, który jest jedynie próbą języka – tu widzimy charakterystyczną dla takiego opisu hiperbolizację czy wręcz monstrualizację rzeczywistości, widoczną na przykład w „Malowanym ptaku” Kosińskiego. I jest jeszcze próba ocalenia języka – języka sprzed epoki telewizji, sprzed epoki szkoły powszechnej, a nawet sprzed epoki pisma; próba okiełznania samoistnego żywiołu, która czyni z prozy Mariana Pilota poemat.

„Pióropusz” oscyluje między tymi wszystkimi możliwościami literatury, ale nie idzie do końca w żadną ze stron i dzięki temu nie zatraca swej integralności. Jakie jest zatem literackie miejsce „Pióropusza”? Jest to opowieść o dzieciństwie, rozliczenie ze światem, ale przede wszystkim próba ocalenia języka – języka naturalnego, języka nieopisanego, rzec można językowego żywiołu, z którego jako coś wtórnego wyłania się opowieść. Na tym polega jednostkowość, oryginalny byt tej, mimo wszystko, powieści, że wdziera się ona pod podszewkę procesów językowych i opisuje świat, który umarł. W tym sensie jest „Pióropusz” literacką etnografią, która pozwala przeżyć językowi przodków. W ten sposób literatura nie jest opisem świata, ale opisem języka, który ten świat przedstawia. Tutaj nie chodzi do końca o sensy, o przesłanie, o refleksję egzystencjalną, ale o wejście w strukturę tworzenia aktu mowy. To, co najlepiej udało się Marianowi Pilotowi, to stworzenie przekonującej kreacji narratora, wejście w potencję opisania świata przez małego chłopca, który z tymże językiem się zmaga, próbuje go zorganizować, by opisać niepojętą rzeczywistość i dzięki temu zaangażowaniu sam staje się władcą piór – pisarzem.


Nie możemy podejść do tej książki jak do klasycznej narracji, bo ominie nas to najważniejsze. Spróbujmy potraktować „Pióropusz” jak poemat prozą, wsłuchajmy się w dźwięki, w szum potocznej mowy, dajmy uwieść się melodii i odkrywajmy ojczyznę zaklętą w języku – dopiero z tej tkaniny, na którą spojrzymy z dystansu, zaczną wylegać magiczne obrazy utkane z przędzy słowa. Dla mnie uhonorowanie „Pióropusza” nagrodą „Nike” jest wielką radością, bo to nie tylko docenienie książki, ale także wybór określonego sposobu myślenia o literaturze – rozumienie literatury jako pamięci języka. Pamiętam oburzenie wielu, gdy nagrodę za utwór „Paw królowej” otrzymała Dorota Masłowska, jakby nie chciano dostrzec, jak autorka zwycięsko zmierzyła się z żywiołem mowy potocznej i nadała mu poetycki wymiar. I to nie jest tak, że wygrały pretensjonalne wywody. Wygrał język, a dla mnie język to najgłębszy sens literatury. Nie opowieścią, intrygą, przesłaniem stoi dzieło literackie – wszystko to są rzeczy drugorzędne wobec „sztuki słowa”.

Sławomir Domański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (690)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 416
Łokieć_Pana_D | 2016-06-08
Na półkach: Przeczytane

Ojciec i syn. Cwaniak i dureń. Obaj złodzieje małego kalibru. Stary siedzi, bo połamał szkolną tablicę. Młody albo bije albo ucieka na drzewo. Takie jego z ludźmi relacje. We wsi brak innych normalnych. Wszyscy skretynieli.
Niech będzie, że jest oryginalnie. Że język wyobracany, na lewo wywleczony. Że ujęcie niebanalne. Jest jednak wstrętnie. Mentalna gnojówka. A ja takiej nie lubię. Bohaterów ze spłaszczonymi uczuciami, którymi kierują instynkty. Ograniczonych i ciasnych. Nie wszystko można głęboką komuną objaśnić. I sobie tłumaczę: Aurland kochany, to taka symbolika. A może stylistyka. Przerysowania jak u Gombrowicza. I nic. Dalej mi się nie podoba. Cóż - takie osobiste spaczenie, że irytuje mnie głupota. Także chłopska. Nawet gdy jest w kolorycie.

książek: 678
Bosy_Antek | 2011-10-25
Na półkach: Przeczytane

W nocy wpadłem na ciekawą metaforę - czytanie książek przypomina bliskie spotkania z wodą. W tekstach płaskich i miernych ledwie możemy zamoczyć stopy. Woda jest brejowata i letnia. Nieco lepsze książki - wody po kolana. Po pas to już całkiem do rzeczy literatura i wystarczy się nieco "obniżyć", by poczuć "pełną" satysfakcję obcowania z solidną literaturą popularną.

Czujecie? Książki wielkie to już głęboka woda, tu trzeba umieć pływać, tu nie ma dna, które możemy wymacać wielkim paluchem u stopy. Tu jest w czym się unosić...

A laureat Nike 2011?

Gorsza sprawa...

...zachęciły mnie recenzje (oczywiście teraz widzę ich podejrzaną ogólnikowość i zachowawczość), klimaty prowincjonalne, powinowactwo z Gombrowiczem...

Otwieram, czytam i pierwsze sto stron (1/3 książki) męczyłem się niemiłosiernie. Czytanie "Pióropusza" to pływanie w głębokiej, ale mętnej i zalewającej twarz wodzie.

Autor podtapia czytelników mieszaniną gwary, neologizmów, wyliczeń. Usidla nas poplątaną składnią,...

książek: 1986
Wojciech Gołębiewski | 2016-06-30
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 czerwca 2016

Marian Pilot (ur. 1936), dziennikarz, "Pióropusz" napisał w 2010; w 2011 dostał za niego "Nike"; niedobrze, bo jestem zrażony do laureatów tej nagrody; a nic jego wcześniej nie czytałem.
Zacząłem czytać, cholernie ciężko szło, to sięgnąłem do recenzji. Najdokładniej wytłumaczył mnie zalety tej oryginalnej prozy Dariusz Nowacki, którym się często wspieram. Adres:
http://wyborcza.pl/1,81826,10273585,Nike_2011__Slowa_maja_sile.html

Niestety, tym razem tyle mądrości Nowacki napisał, że ja, prosty inżynier, niewiele zrozumiałem. Bo dyrdymały o ważności słowa mnie śmieszą, bo słyszałem kiedyś o Logosie od Sokratesa, a potem ks. J. Tischner przedstawił mnie je, tzn Logos, jako jedynego ukochanego Syna Bożego inkorporowanego (wcielonego) w Jezusa (A Słowo Ciałem się stało). Tak więc tytuł recenzji Nowackiego „Słowa mają siłę” odkrywczy nie jest.
Wychwalany obecnie, po wręczeniu ...

książek: 1429
vandenesse | 2012-01-08
Na półkach: Przeczytane, 2012
Przeczytana: 08 stycznia 2012

Nie będę ukrywać, że czytało się bardzo trudno. Trudno też docenić kunszt języka i wartości jakie wnosi. Momentami było ciężko ale momentami było także bardzo zabawnie. Ja przynajmniej ubawiłam się przy tej książce (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Znalazłam tu zupełnie inną realność - momentami trochę oderwaną od rzeczywistości... ciężko mi to wyjaśnić.
Podobała mi się ale uważam też, że jeżeli nagrody i wyróżnienia mają być jakimkolwiek wyznacznikiem dla ludzi - po jakie książki warto sięgnąć - to gratuluję... Czytelnictwo w Polsce raczej nie wzbije się na wyżyny...

książek: 1649
lapsus | 2011-11-14
Na półkach: Ulubione, Przeczytane, Posiadam

Pióropusz

http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje/290/podroz-do-zrodel-jezyka-impresja-po-nike

książek: 270
Herbi | 2013-10-31
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: styczeń 2012

Nie jest to książka łatwa. Ale jak ktoś chce łatwej książki, to naprawdę nie ma problemu ze znalezieniem takowej.

Ja natomiast lubię czasem się pomęczyć, popotykać z językiem i potknąć się o język, bo czasem tylko potykając się jesteśmy zmuszeni coś zauważyć, na co wcześniej uwagi jakoś nie zwróciliśmy, bo nasze nogi do tej pory tę niedostrzegalną przeszkodę omijały.

A Pilot rzeźbi w języku aż miło, a czasem aż się język plącze i słychać płacz i zgrzytanie zębów. Przy tym opowiada ciekawą historię wiejskiego chłopca i tego, jak rodził się w nim pisarz.

Dla szukających językowych inspiracji lektura obowiązkowa. Dla miłośników prostych i prosto opowiedzianych historii - flaki z olejem. Sam osobiście uwielbiam.

książek: 856

Trudno wytrzymać ten język w takiej ilości, a młodsi czytelnicy chyba ze słownikami muszą to czytać, bo tylko z jednym, etymologicznym się raczej nie da. Cała ta naturszczykowatość mocno naciągana i fałszywą nutą mi dźwięczy, a literacka wartość, to chyba tylko taka, że w jednej książce zebrał autor sporą ilość słów, których już dzisiaj nawet co zacniejsze matki i ojcowie nie pamiętają, a na pewno nie ci (wy)chowani w mieście. Literaci, poloniści, językoznawcy itp. humaniści, maja tu orne pole językowe do uprawiania sztuk swoich.
Ale żeby nie było - to nie jest zła książka, to jest wymagająca lektura, na pewno dla cierpliwych.

książek: 572
gorzka | 2015-05-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: maj 2015

Książka Mariana Pilota z pewnością jest czytelniczym wyzwaniem. Warstwa językowa, o której tyle już napisano, nie należy do najłatwiejszych, choć trzeba dodać, iż nie ma powodów żeby demonizować gwarę narratora, gdyż po pierwszych stronach można do niej przywyknąć i dalej czytanie „idzie jak z płatka”:).
Książka wywarła na mnie duże wrażenie, a właściwie jej główny bohater. Po lekturze pozostał mi wewnętrzny niepokój: w większości książek czytelniczym oczekiwaniom staje się zadość i fabuła zmierza do pewnej równowagi, tzn.: dobro na końcu zwycięża, złe losy się odmieniają jak nie w jednym, to chociaż w kolejnym pokoleniu itd. a w powieści M. Pilota nie ma o tym mowy.
Życie narratora to niekończące się pasmo udręki i cierpień, dźwiga je niczym krzyż. Kiedy staje się dorosły mamy nadzieję na pozytywną odmianę, liczymy, że bohater zostanie wewnętrznie uszlachetniony po tylu krzywdach, a przynajmniej sam nie będzie zadawał bólu innym. Jak się okazuje, nie dzieje się lepiej. Po...

książek: 563
GrzesiekLepianka | 2012-03-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

kolejna ksiazka niedoczytana. wypalilem sie w trakcie - okolo polowy. przestalo mnie to interesowac. nie rozpoznalem w tym zadnej historii. spod pieknych zdan i jezyka (to najwieksza zaleta ksiazki), ktory probuje uchronic siebie samego, zieje, jak dla mnie, pustka. bo po co czytac cos, o czym musze przeczytac notke, aby cos z tego w ogole zrozumiec? nie wiem czy kiedykolwiek do tego wroce...

książek: 3085
nellanna | 2012-03-18
Na półkach: Przeczytane, Czytam polskie
Przeczytana: 18 marca 2012

Byłam ciekawa tegorocznego "nikeisty", o którym wcześniej jakimś cudem udało mi się nie mieć pojęcia. Jak jest wiele superlatyw a mało wyrazista treść, to zawsze nastawiam się negatywnie. Wielokrotnie przekonałam się, że krytycy sobie a czytelnicy sobie i nie mam tu na myśli armii snobów i snobek, którzy ochoczo wyruszają na łów zaraz po ogłoszeniu wyników. Obserwuje to pospolite ruszenie także w bibliotekach, kiedy to panie emerytki, czytające dotąd Danielle Steel chcą koniecznie poznać Masłowską...Niczego nie wartościuję, broń mnie Panie Boże, chcę tylko tym przykładem pokazać, że jednak gust nie podlega dyskusji a nasi rodzimi czytelnicy często i gęsto sięgają po książki, bo o nich się mówi i oni słyszeli. Czasem bezpiecznie jest zapoznać się głębiej z nieznanym dotąd autorem, aby uniknąć rozczarowania lub robienia na silę dobrej miny, po fakcie.
Marian Pilot jest moim krajanem poniekąd, wywodzi się z Wielkopolski i chętnie posługuje tamtejszą gwarą. Jako rodowita poznanianka...

zobacz kolejne z 680 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Nagroda Nike 2011 dla Mariana Pilota!

Marian Pilot został tegorocznym laureatem literackiej nagrody Nike za powieść Pióropusz.


więcej
Dla kogo Nagroda Literacka NIKE?

Znamy już 7 finalistów tegorocznej Nagrody Literackiej Nike. Prezentujemy wybrane opinie użytkowników LC o nominowanych książkach. Kto 2 października odbierze statuetkę i czek na 100tys. złotych?


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd