Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dyskretne symetrie

Tłumaczenie: Anna Bernaczyk
Seria: Salamandra
Wydawnictwo: Rebis
5,68 (94 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
4
8
4
7
20
6
24
5
19
4
9
3
9
2
1
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Gut Symmetries
data wydania
ISBN
9788375101492
liczba stron
228
słowa kluczowe
seks, duchowość, nauka, religia, klimat
język
polski
dodał
Franciszek

Na pokładzie jachtu, pod rozgwieżdżonym niebem, zbiegają się losy trójki bohaterów. Dwoje fizyków, żonaty Jove i niezamężna Alice, nawiązuje romans, który owocuje nieoczekiwanym rozwojem wypadków. Alice zakochuje się w jego żonie, poetce Stelli. W brawurowej, wizjonerskiej narracji Winterson pokazuje ten trójkąt pożądania z punktu widzenia wszystkich jego uczestników, sprawiając, że...

Na pokładzie jachtu, pod rozgwieżdżonym niebem, zbiegają się losy trójki bohaterów. Dwoje fizyków, żonaty Jove i niezamężna Alice, nawiązuje romans, który owocuje nieoczekiwanym rozwojem wypadków. Alice zakochuje się w jego żonie, poetce Stelli. W brawurowej, wizjonerskiej narracji Winterson pokazuje ten trójkąt pożądania z punktu widzenia wszystkich jego uczestników, sprawiając, że małostkowość ludzkich spraw nabiera wymiaru kosmicznego. W powieści o seksie i duchowości, światach rzeczywistości i wyobraźni, mężczyzn i kobiet, nauki i religii, a także o miłości z jej słabościami i nadmierną intensywnością, zawarła pisarka cały wszechświat - od Nowego Jorku po Liverpool, od kwarków po kosmos - wraz z rozmaitymi teoriami na jego temat - od idei starożytnych Greków po teorie wielkiej unifikacji popularne we współczesnej fizyce.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 74
marquez | 2010-08-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 sierpnia 2010

Powieść trzeszcząca w szwach
Odkładam „Dyskretne symetrie” na półkę z poczuciem ulgi. Jutro pewnie przyjedzie A… i zabierze mi tę książkę, zostawiając w zamian okrzyk oburzenia, że nie chwaliłem się jej posiadaniem. A wpadłem w to posiadanie jak śliwka w kompot. Kilka razy obiecywałem sobie, że nie wezmę do ręki (i do pociągu) Jeanette Winterson, bo nie lubię ludzi aż tak bardzo, żeby zgłębiać tajemnice ich wzajemnych interakcji na takim poziomie wiwisekcji, jak oferuje je brytyjska pisarka.
Na szczęście (pominę nieistotne elementy tej narracji mówiące o tym, jak przekonałem sam siebie do lektury) obliczalność Winterson okazała się niekompletna. To znaczy, znów jest o emocjach, o jednostce, zagubionym „ego” przerażonym własnej samotności i natarczywym poszukiwaniu drugiego człowieka. Znów mnożą się metafory samotności. Ale zdolność do nicowania tkanki ludzkich uczuć w tej książce zastępuje delikatne podglądactwo. Mimo pierwszoosobowej narracji nie ośmieliłbym się mówić do bohaterów powieści (Jove’a, Stelli, Alice przede wszystkim) na „ty”. Używając brutalnej metafory: zamiast zwykłego noża do krojenia swoich bohaterów wszerz i wzdłuż celem odkrycia uczuć najgłębiej ukrytych, tym razem pisarka posłużyła się zestawem odczynników, które – dzięki sile kontrastu – pokazują, jak dalece człowiek jest istotą wszechogarniającą.
W „Dyskretnych symetriach” samotność przyjmuje postać zachłanności. Jak kto woli: zachłanność jest metonimią samotności. Człowiek pozbawiony naturalnej więzi z kosmosem, zostaje uwięziony wewnątrz samego siebie. Czas i przestrzeń gubią swoją wymiarową powinność i zapętlają się w człowieku, który jest zbyt słaby, by nad nimi panować. Fizyka, której tak wiele w powieści, nie daje odpowiedzi na pytanie, jak poradzić sobie z rozpadającym się modelem zbudowanych z tradycyjnych wymiarów, który wali się jak domek z kart.
Pozornie książka opowiada historię miłosnego trójkąta dwóch fizyków (Jove, Alice) i poetki (Stella). Wierzchołkiem tego trójkąta jest Alice, który ma romans z obojgiem pozostałych bohaterów. Mężczyzna znajduje swoje miejsce w rogu zwanym kątem rozwartym – to on rozdaje role, doprowadzając do ekscytującego (dla niego) spotkania swych seksualnych partnerek, z których jedna, tak się składa, jest osobistą żoną. Symboliczny ze wszech miar akt kanibalizmu, który w finale dokonuje na swej żonie jest wymowną deklaracją dotyczącą męskiej dominacji, postponowaniem maskulinocentryzmu.
Znamienne, że w trójkąt relacji erotycznych wpisane zostają narracje rodzinne wszystkich trojga bohaterów na kilka dziesięcioleci wstecz. Każda z nich jest hiperbolizowana, każda jest na etapie, kiedy nie wiadomo, czy to jeszcze legenda, czy już mit. Opowieści z pogranicza fantastyki (zwróciłbym uwagę na wagę mitu początku, który podkreślany jest cudownymi okolicznościami narodzin obojga kobiecych bohaterek) stanowią w jakimś stopniu tło wydarzeń rozgrywających się tu i teraz pomiędzy trojgiem kochanków. Żadne z nich nie jest znikąd, przybyli do Ameryki z genetycznym obciążeniem swych europejskich przodków, z Wysp Brytyjskich, Włoch, nazistowskich Niemiec. W nowym świecie wydarzają się stare historie, gorzej tylko z dekoracjami – zostały w kufrach stojących na strychach starych domów w monumentalnej Europie. Amerykę trzeba oswajać jak wszechświat, szukać do niej klucza. Wszyscy bohaterowie powieści próbują znaleźć własny. Ameryka to też metafora, świadomie mało wyszukana. Ameryka to też archetyp obcego lądu, terra incognito. Jest ich w powieście jeszcze kilka, przede wszystkim woda wedle słowników symboli kojarzona z pierwiastkiem żeńskim. Feministyczne przeciążenie powieści w takich ramach jednak nie razi.
Czy, w zasadzie niestreszczana, książka Winterson to wciąż powieść? Gatunek podpierany sławą Dickensa i Zoli? Od samego początku walczący z konwencjonalnością gatunku kopią Don Kichote’a? Powiedziałbym raczej, że szkic powieści. To, co wydawca nazwał na okładce wizyjnością prozy, jak określiłbym bezmiarem wątków, który sprawny redaktor winien obciąć przed wypuszczeniem na rynek. I pewnie zrobiłby tak, gdyby od początku nie chodziło o grę z literackością, o podważanie zasadności zdań ciągnących się od kropki do kropki, zahaczających o opisy dialogów. Dostrzegam, może na wyrost, w nowowydanej książce autorki „Kamiennych Bogów” chęć manipulacji formą. Dostajemy tedy suchy materiał literacki, jeszcze niepoddany obróbce. Wciąż spojony pępowiną z myślą autora. Dostajemy przedpowieść, która niesie przesłanie o funkcji literatury jako zbioru wszystkiego naraz. O jej [literatury] granicach rozciągliwych aż po najnowocześniejsze teorie rozszczepiania atomu. O tym, że literatura jest wszystkim, a wszystko jest literaturą.
I nie wiedzieć czemu w obliczu tej konstatacji właśnie popełnionej zrobiło mi się smutno.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kate. Księżna Cambridge

To laurka, a nie książka. Źle się ją czyta, zdania dosłownie opływają lukrem - a w treści nie ma niczego, co nie byłoby już w internecie. I w sumie to...

zgłoś błąd zgłoś błąd