Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
5,81 (36 ocen i 7 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
3
7
9
6
9
5
8
4
2
3
3
2
0
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Tim
data wydania
ISBN
83-05-12622-6
liczba stron
208
język
polski
dodała
krewetka

Mary i Tima dzieli wszystko - wiek, intelekt, uroda, status społeczny. Mary to kobieta dojrzała, mądra, bogata, ale bardzo samotna. W jej monotonne życie powoli i niepostrzeżenie wkrada się miłość do Tima, który ma wspaniałe młode ciało i umysł delikatnego, pełnego zaufania dziecka. To uczucie gruntownie odmieni jej świat, przyda nowych, nieznanych barw dotychczasowej szarej...

Mary i Tima dzieli wszystko - wiek, intelekt, uroda, status społeczny. Mary to kobieta dojrzała, mądra, bogata, ale bardzo samotna. W jej monotonne życie powoli i niepostrzeżenie wkrada się miłość do Tima, który ma wspaniałe młode ciało i umysł delikatnego, pełnego zaufania dziecka. To uczucie gruntownie odmieni jej świat, przyda nowych, nieznanych barw dotychczasowej szarej codzienności.

Książka pełna ciepła i świeżości, umacnia wiarę w dobro natury człowieka, odkrywa tajniki ludzkiej wrażliwości, opowiada o niezniszczalnej sile miłości.

Na podstawie powieści nakręcono film, w którym główną rolę zagrał słynny hollywoodzki aktor Mel Gibson.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 120
Renegi Grene | 2017-04-25
Na półkach: Przeczytane

Osobiście nie jestem fanką romansów. Po książkę Coleen McCullough sięgnęłam ze względu na film, który przypadł mi do gustu kilka lat temu. Niestety, często to co w filmie jest niepotrzebne, w książce znaleźć się musi - i odwrotnie. "Tima" można opisać dwoma słowami: zmarnowany potencjał. Sam pomysł, by uczynić bohaterami romansu dojrzałą bizneswoman i młodego, niepełnosprawnego umysłowo robotnika wydaje się naprawdę ciekawy, głównie ze względu na różnice między postaciami - dzięki temu mogą nawzajem ofiarowywać sobie to, czego im brak. Dopełniać się na tej samej zasadzie jak przyjaciele z francuskich "Nietykalnych". Niestety, żeby coś takiego miało miejsce, bohaterowie muszą posiadać chociaż zalążki osobowości. U McCullough postacie są wybitnie płaskie, pozbawione głębi. W dodatku sprawiają wrażenie naszkicowanych, stworzonych jakby na kolanie. Mary fascynuje się głównie wyglądem Tima i to jego ciało ją przyciąga. Z kolei osobowości Tima nie widzimy prawie wcale. Jeden z kolegów z pracy Mary mówi, że zmieniła się ona i trudno tego nie dostrzec - ja nie dostrzegłam, bo zarówno nowa, jak i stara Mary nie zostały w zasadzie jakoś mocno odkryte przede mną.

Do płytkich postaci znakomicie pasuje mało urozmaicony, usiany oklepanymi połączeniami język. Pani McCullough nie obawia się używać wyświechtanych zwrotów: pełno tam "ust, które szukały jej ust" i innych równie znajomo brzmiących zbitek - zwłaszcza, gdy opisuje aparycję Tima. Młody robotnik wygląda jak "grecki Bóg", jest umięśniony i mógłby robić za modela dla Fidiasza. Podnosi nawet na rękach i bez trudu dźwiga po mieszkaniu pulchną Mary. W dodatku autorka zdaje się podkreślać fizyczne atrybuty Tima z podziwu godną regularnością, co we mnie akurat wzbudziło wybuchy śmiechu. Z kolei zażenowanie bądź złość wywoływały we mnie sceny, gdy Mary mówiła o Timie jak o dziecku bądź o zwierzątku domowym. Zresztą, nawet specjalista od osób upośledzonych intelektualnie, porównuje tego bohatera do psa. Mary zresztą też zwraca się do Tima jak do dziecka. Jedyne momenty, gdy jest inaczej, dotyczą sfery fizycznej, gdy bohaterka popada w zachwyt nad umięśnioną sylwetką i cudownymi loczkami.

Między innymi dlatego atmosfera stworzona przez McCullough zupełnie mi nie podchodzi. Z jednej strony pachnie mocno harlekinem, z drugiej - pełna jest dziwnych, paramedycznych teorii na temat niepełnosprawności intelektualnej, jak choćby pomysł, że kobiety po 40. rodzą upośledzone dzieci. Gdy już zaczyna być w miarę słodko i uroczo, autorka wyskakuje z pomysłami takimi jak aborcja czy podwiązywanie jajowodów. Być może to naleciałości epoki, w której powstała książka. Tak samo jak niezrozumiałe dla mnie uparte nazywanie Mary starą panną (45 lat?!). Osobiście jestem mocno "Timem" rozczarowana - zwłaszcza po filmie, który o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Niestety, książka pani McCullough to dowód na to, że nie zawsze film jest gorszy od książki. Czasami bywa zgoła odwrotnie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Czarna Madonna

Rety, rety!! Czytam opinie Znajomych z LC, Znajomych, których bardzo cenię i aż mi się robi głupio. Bo ja jestem w stanie dać "Czarnej..." j...

zgłoś błąd zgłoś błąd