Renegi Grene 
jaki? który? czyj? ile?
34 lat, kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 42 minuty temu
Teraz czytam
  • A Little Princess
    A Little Princess
    Autor:
    Sara Crewe is a very rich little girl. She first comes to England when she is seven, and her father takes her to Miss Minchin's school in London. Then he goes back to his work in India. Sara is very...
    czytelników: 12375 | opinie: 493 | ocena: 7,51 (7465 głosów)
  • Chińskie lalki
    Chińskie lalki
    Autor:
    Długo wyczekiwana nowa powieść bestsellerowej autorki „Dziewcząt z Szanghaju”, „Miłości Peonii” i „Marzeń Joy” San Francisco, rok 1938. Trwają przygotowania do otwarcia wielkich targów i choć z oddal...
    czytelników: 898 | opinie: 52 | ocena: 6,54 (311 głosów)
  • Jane Eyre
    czytelników: 16438 | opinie: 600 | ocena: 7,82 (7491 głosów)
  • Mała księżniczka
    Mała księżniczka
    Autor:
    Uniwersalna opowieść o zmaganiu się z życiowymi trudnościami. Wzruszająca i pouczająca historia dziewczynki, która w obliczu dramatycznych wydarzeń musiała bardzo szybko dojrzeć. Nie tylko dla dziewcz...
    czytelników: 12848 | opinie: 506 | ocena: 7,52 (7661 głosów) | inne wydania: 31

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-04-19 12:28:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Lepsza od filmu po stokroć, bo dopiero przy książce widać, jak Kesey używa szpitala, choroby i generalnie całego tego entourage'u jako analogię sytuacji człowieka w świecie. I choć postrzega świat z perspektywy hippisowskiej, która jest mi wyjątkowo odległa, świetnie wychwytuje problematykę zderzenia człowieka ze społeczeństwem, robiąc to przy użyciu naprawdę wielopoziomowych metafor.

 
2019-04-19 12:28:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2019-04-19 12:27:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2019-04-19 12:26:53
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2019-04-19 12:26:33
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2019-04-18 22:38:11
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Duchowość, wiara

Brak oceny, bo nie umiem tego ocenić. Słyszałam wiele skrajnych opinii na temat "Milczenia", zarówno jeśli chodzi o film, jak i o książkę. Mówiono, że jest to książka antychrześcijańska, antyreligijna, ateistyczna. Inni z kolei przekonywali, że pokazuje wiarę, choć w oderwaniu od Kościoła. Na penwo nie jest to książka łatwa. Czytanie jej powoduje ból i napięcie, zgrzytanie zębami. Tak samo jak... Brak oceny, bo nie umiem tego ocenić. Słyszałam wiele skrajnych opinii na temat "Milczenia", zarówno jeśli chodzi o film, jak i o książkę. Mówiono, że jest to książka antychrześcijańska, antyreligijna, ateistyczna. Inni z kolei przekonywali, że pokazuje wiarę, choć w oderwaniu od Kościoła. Na penwo nie jest to książka łatwa. Czytanie jej powoduje ból i napięcie, zgrzytanie zębami. Tak samo jak film, książka również długo potem gryzie, zaczepia, prowokuje do zadawania sobie pytań. I nie są to pytania, które lubimy sobie na co dzień zadawać, bo konfrontują nas z cechami, jakich nikt nie lubi znajdować w sobie. Z pychą, z tchórzostwem. Zawstydza nas postawa japońskich chrześcijan, a jednocześnie nie możemy do końca potępić Rodriguesa, bo z tyłu głowy tli nam się świadomość, że na jego miejscu bylibyśmy jeszcze słabsi i jeszcze bardziej wyczerpani duchowo. Że bylibyśmy nie dzielną Moniką, lecz nieszczęsnym Kijichiro. Dla mnie, jako dla osoby wierzącej, jest to przede wszystkim książka o duchowej ciemności, o stanie duszy, która z jakiegoś powodu zostaje poddana cierpieniu "milczenia" ze strony Boga. Stanu tego doświadczali także święci. Dla kogoś, kto nie wierzy, może być to opowieść zgoła o czymś przeciwnym - chociażby o szkodliwości zorganizowanej religii, nawracania, misji... ale to wszystko jest kwestia czytającego. "MIlczenie" jest swoistym lustrem, w którym przegląda się nasz osobisty pogląd na kwestię wiary. Mój znajomy agnostyk zapewniał mnie, że najlepiej byłoby tą książkę czytać razem z "Ćwiczeniami duchownymi" Loyoli, bo bazuje ona na niej. Na pewno odniosłam wrażenie, że film jest bardziej optymistyczny od książki,daje więcej nadziei. Osobiście bałabym się polecić ją komuś, kto jest wrogo nastawiony do religii, bo miałabym wtedy poczucie, że ta wrogość jeszcze wzrośnie.
Przy lekturze bardzo przydał mi się komentarz Grafzero Vlog Literacki, który podlinkowuję pod spodem.
https://www.youtube.com/watch?v=Xzuphk2Hu_c

pokaż więcej

 
2019-04-18 10:12:40
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2019-04-18 10:11:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Liceum, Posiadam, Ulubione, Xix-wieczna Anglia
 
2019-04-18 10:10:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Liceum, Xix-wieczna Anglia
 
2019-04-18 10:09:32
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2019-04-17 08:07:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Chiny
Autor:

Autor, John Pomfret, obecnie znany dziennikarz, opisuje swój romans z Chinami, do których przyjechał w latach 80 jeszcze jako student i potem wielokrotnie powracal juz jako korespondent czy po prostu sinofil. Zacznę od tytułu, który w moim odczuciu jest przełożony błędnie. Chinese lessons to nie lekcje chińskiego a chińskie lekcje. I ten tytul pasuje o wiele bardziej. Przebywając w Chinach... Autor, John Pomfret, obecnie znany dziennikarz, opisuje swój romans z Chinami, do których przyjechał w latach 80 jeszcze jako student i potem wielokrotnie powracal juz jako korespondent czy po prostu sinofil. Zacznę od tytułu, który w moim odczuciu jest przełożony błędnie. Chinese lessons to nie lekcje chińskiego a chińskie lekcje. I ten tytul pasuje o wiele bardziej. Przebywając w Chinach amerykanski rozpaskudzony student otrzymuje mnóstwo cennych lekcji, głównie za sprawą ludzi, z którymi przebywa. Bohaterowie jego opowieści to Chinczycy studiujący na uczelni w Nankinie - Mała Guan, Blefiarz Ye, Stary Xu i inni. To specyficzne, trudne pokolenie. Ich młodość i dzieciństwo przypadlo na najbardziej tragiczny chyba moment w historii Chin - maoistowska rewolucję kulturalną. Epoka szaleństwa Mao uniemożliwila im normalna eduakcje, totez studiuja w wieku gdy gros ich rówieśników w Polsce juz dawno porobiło doktoraty. Pomfret opisuje historie każdego ze swoich przyjaciol na przestrzeni czasu, a powracając do Chin, powraca takze do nich i na ich przykładzie pokazuje konkretne zjawiska spoleczne zachodzące wśród Chińczyków. To oni wlasnie dają mu cenne chińskie lekcje - odpowiedzialności, dorosłości, wytrwałości ale takze i cwaniactwa, korupcji, wyrzekania sie siebie. Pomfret ukazuje niuasne ktore dla niego sa nie do pomyslenia. Jak mozna byc jednocześnie ofiarą i stawac po stronie kata; doświadczyć przeładowan i samemu znecac sie na kims albo płaszczyc przed dawnym oprawca. Pokazuje przekroj społeczeństwa, ktore ukształtowane przez komunizm przeszlo ewolucję z terroru i lęku przed partia do postawy sluzalczosci skrzyzowanej z zamiłowaniem do korupcji. Pokazuje postawy ze wszech miar szlachetne, jak Mała Guan, ale takze wyjątkowo niesmaczne, jak Ye. Kresli w ten sposob takze portret całego kraju, jego problemow wynikających z wieloletniego cofnięcia w rozwoju przez szaleństwo Mao a potem gwałtownego zachlystywania sie Zachodem, ktore doprowadziło do plagi lapowkarstwa czy dewastacji srodowiska naturalnego.
Siłą ksiazki Pomfreta jest jej prawdziwość i oparcie na żywych, miesistych historiach, bez upiększania i szkalowania ludzi ktorych zna.
Wadą jest niestety emocjonalny stosunek autora do kultury, która jest mu obca. Pomfret z jednej strony kocha i podziwia Chiny, z drugiej nie umie oprzeć sie krytykowaniu tego, co z jego perspektywy jest zle a w rzeczywistości jest po prostu kulturowo inne, np stosunek Chińczyków do seksualności czy malzenstwa. Irytuje jego krytykanctwo w tej materii i przekonanie ze amerykańska opcja jest lepsza od chińskiej. Irytuje takze pomfretowska niedojrzalosc i zachowanie rozpuszczonego chłopca, czego zdarza sie nie zauważać - latwiej przychodzi mu krytyka chinskiej tradycji niz swoich własnych przygód miłosnych, które nie ułatwily życia jego bliskim Chinkom.
Na pewno jest to ksiazka o nowoczesnych Chinach (org. Modern China) ale niekoniecznie współczesnych, gdyż ksiazka konczy sie na latach 2000. To kolejny błąd tłumacza.
Uważam ze warto po nia sięgnąć ze względu na jej wartość jako literatury faktu.

pokaż więcej

 
2019-03-29 18:10:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, ZSSR

Ta książka jest w moim odczuciu troszkę nie dla Polaków ale dla zachodniego czytelnika, i widać, że to właśnie dla niego angielska autorka kieruje swoją najnowszą książkę. Choć fakty z Polski będą większości czytelników znane, sporo można się dowiedzieć o życiu Niemców z NRD, Węgrów, Czechów, Słowaków.
Nie brakuje przy tym autorce odwagi w mierzeniu się z tym, czego Zachód bardzo nie lubi -...
Ta książka jest w moim odczuciu troszkę nie dla Polaków ale dla zachodniego czytelnika, i widać, że to właśnie dla niego angielska autorka kieruje swoją najnowszą książkę. Choć fakty z Polski będą większości czytelników znane, sporo można się dowiedzieć o życiu Niemców z NRD, Węgrów, Czechów, Słowaków.
Nie brakuje przy tym autorce odwagi w mierzeniu się z tym, czego Zachód bardzo nie lubi - wskazywania chociażby tego, jak brzydko potraktowała nas Wielka Brytania czy Ameryka w czasie wojny - stając jakby miedzy stronami, tłumacząc Polakowi motywy zachowania Churchilla czy prezydentów USA, a także wyjaśniając zachodnim czytelnikom, jak to niestety nieładnie wygląda z perspektywy Polski.
Książka ma wiele zalet, ale i wiele wad. Do zalet należą bezsprzecznie właśnie te próby spojrzenia na sprawę z obu perspektyw, wschodniej i zachodniej, co jest możliwe dzięki osobistemu doświadczeniu pisarki żyjącej w obu tych światach. Anne Applebaum wie, że nikt nie nazwie jej "prawicowym oszołomem", więc pozwala sobie na pokazywanie często tego, co bywa przemilczane. Ogromną zaletą jest m.in. pokazanie paraleli między faszyzmem/nazizmem a komunizmem, co rzadko jest mile widziane Widać to choćby na przykładzie wykorzystania obozów nazistowskich przez kolejną grupę oprawców, radzieckich. Zaletą jest przedstawienie punktu widzenia Stalina, nawet tam gdzie zdaje się to na logikę kretyńskie - jak przy zamykaniu komunistycznych działaczy sprzed wojny. Opisano bardzo dokładnie, jak wyglądało życie tuż po wojnie na przykładzie czterech krajów - Polski, Węgier, komunistycznych Niemiec i Czechosłowacji. Nie brakuje wspomnień, opisów, zarówno ze strony tych, których nowy reżim nękał, jak i tych, którzy go wspierali kierując się nierzadko idealizmem i powojennym optymizmem (choć tych drugich zdaje się być nieco więcej, a gdy mówią, że "wszystko było za darmo" czułam irytację, bo już nie wspomniano, że to "za darmo dostanięte" było ukradzione komuś wcześniej, m.in. moim dziadkom). Pani Anna nie ukrywa też np rzadko wskazywanej w publicznym dyskursie roli Służb Bezpieczeństwa w inspiracji straszliwych pogromów ludności żydowskiej i napędzaniu antysemityzmu - i też może sobie na to pozwolić bez obaw o oskrazenie o konotacje polityczne. Wskazując szkodliwe zachowania wobec mniejszości niemieckiej, rozpracowała także motywacje Eriki Steinbach, nie szczędząc faktów, które obalają jej pozycję jako liderki "wypędzonych".
Co mnie osobiście raziło, to m.in. użycie zwrotu "Auschwitz w Polsce" - w czasach, gdy tak często pojawiają się słowa "polskie obozy" dziwię się, że pani Anna, bądź co bądź mocno z Polską związana, nie pomyślała, jak może to zabrzmieć dla np Amerykanina, który skojarzy te dwa słowa ze sobą. Napisanie chociażby o okupowanej Polsce czy polskich ziemiach pod władzą niemiecką byłoby lepsze. Rozumiem, że wynika to z niedopatrzenia, ale bardzo mi się nie spodobało. Takich "skrótów myślowych" jest więcej. W rozdziale o UB i SB pani Anna pisze, że spora ilość esbeków była "katolikami" - mając zapewne na myśli, że zostali wychowani w rodzinach katolickich, w przeciwieństwie np do Żydów. Ale to też jakiś absurd, bo nie da się łączyć katolickiej wiary ze służbą w SB - zarówno formalnie, jak i mentalnie. Osoba, która dopuszczała się takich czynów, automatycznie zresztą sama zaciągała na siebie ekskomunikę. Katolik to nie ten, kto miał katolickich rodziców i kto był ochrzczony, ale ten, kto po katolicku żyje. Najbardziej zirytowało mnie chyba jednak powoływanie się, jako na źródła historyczne, na dzieła Jana T. Grossa. Osoba o tak ostrych poglądach, tak mocno według wielu szkalująca nasz kraj nie powinna być w moim odczuciu promowana jako pełnoprawny historyk, zwłaszcza na Zachodzie, bez żadnego wskazania jakichś kontratez do jego tez, bez zaznaczenia, że to autor mocno kontrowersyjny i nie należy traktować go jak typowego historyka, który opiera się wyłącznie na źródłach, a raczej publicysty. Gross to człowiek z tezą, nie szary badacz, i warto było o tym napisać - czytelnik zachodni przecież od tego nie straci okazji, by wyrobić sobie zdanie. Czy nie ma innych badaczy, z których pracy można było skorzystać?
Na pewno ogromną zaletą są zdjęcia ukazujące życie codzienne w krajach bloku wschodniego. Gdyby nie podpisy, trudno byłoby rozpoznać, które pochodzą z Polski a które np z Węgier. No, może Warszawę można od razu zauważyć (genialne zdjęcie rodziny jedzącej obiad na tle gruzów przypomniało mi setki takich podobnych zdjęć z rodzinnego albumu, które skanowałam rok temu "dla potomności" - gruzy budynków, cegły, dziury po kulach, a obok ludzie handlujący warzywami, spacerujący z rodzinami, dzieci się bawią... robi to piorunujące wrażenie). Choćby dla samych zdjęć i dla opisów warto.

pokaż więcej

 
2019-02-25 12:22:47
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-02-25 12:20:41
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-02-25 12:19:47
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Seria: Lem
 
Moja biblioteczka
159 106 555
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (16)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (7)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd