pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
W szponach mrozu
Nazywam się Rose Hathaway. Mam siedemnaście lat i szkolę się w ochronie wampirów i zabijaniu strzyg. Jestem beznadziejnie zakochana w niewłaściwym mężczyźnie, a moja najlepsza przyjaciółka wykazuje zd...
Nazywam się Rose Hathaway. Mam siedemnaście lat i szkolę się w ochronie wampirów i zabijaniu strzyg. Jestem beznadziejnie zakochana w niewłaściwym mężczyźnie, a moja najlepsza przyjaciółka wykazuje zdolności magiczne, które mogą doprowadzić ją do obłędu.
Cóż, nikt nie powiedział, że szkoła średnia to bułka z masłem.
Zuchwały atak strzyg na szanowaną rodzinę morojów wstrząsnął uczniami Akademii. Nadchodzi przerwa świąteczna i by zapomnieć o tragedii, wszyscy wyruszają do luksusowego kurortu narciarskiego. Rose jednak trudno myśleć o wakacjach. Do grona nauczycieli dołączyła legendarna strażniczka… jej matka. Na domiar złego Dymitr interesuje się inną kobietą, Mason nie ukrywa, że z chęcią zamieniłby przyjaźń na coś więcej, a tajemniczy i arogancki nieznajomy wpada na dziewczynę częściej, niżby sobie życzyła.
Pośród sennych zimowych krajobrazów kryje się jednak niebezpieczeństwo. Czy Rose zdoła w porę je dostrzec?
"Akademia wampirów" to cykl powieściowy, który pokochali wielbiciele "Zmierzchu" Stephenie Meyer.
pokaż więcej.
źródło opisu: Nasza Księgarnia, 2010
źródło okładki: http://www.nk.com.pl/akademia-wampirow-w-szponach-mrozu/940/ksiazka.html
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
227
-
386
-
895
Opinie czytelników
Zanim przeczytałam książkę, zerknęłam na opis. Jedno zdanie przede wszystkim rzuciło mi się w oczy i wywołało tak wielką rządzę mordu, o jaką się nawet nie podejrzewałam. "Na domiar złego Dymitr interesuje się inną kobietą...". W zasadzie chyba nawet nie byłam zła na to, że jest inna kobieta. Najbardziej denerwowała mnie myśl, że Rose i Dimka (swoją drogą uroczo to brzmi) nie mogą być razem, choć oboje tego pragną. Opis ten, a szczególnie to krótkie zdanie, jedynie spotęgowało moją ciekawość odnoście owej książki i marzyłam, by jak najszybciej zatopić się w lekturze. Chyba doskonale znacie to uczucie...?
"W szponach mrozu", kontynuacja Akademii Wampirów, na tle pierwszej części wypada wybornie. Często jest tak, że druga część nie wychodzi już tak dobrze, w porównaniu z pierwszą. Tutaj jednak książka ta sprostała moim oczekiwaniom. Więcej - wiele razy mnie zaskakiwała. Jest naprawdę dużo zabawnych momentów, które osadzone są na tle niebezpieczeństwa i groźby czyhającej na zewnątrz. W drugiej części jest już mniej kolorowo, choć humorem nie ujmuje ona Akademii Wampirów. Lekki i przyjemny język sprawia, że czyta się tę książkę płynnie, zupełnie zapominając o realnym świecie. Przynajmniej ja czytałam ją jak nieprzytomna. Myślałam tylko o tym, co właśnie dzieje się w czytanej przeze mnie książce lub co może się wydarzyć. Próbowałam odgadywać, przewidywać różne sytuacje, lecz nigdy mi się to nie udało. To właśnie sprawia, że książka ta jest tak ekscytująca. Nie sposób przewidzieć, co się później wydarzy.
Rose ma teraz pełne ręce roboty. Nie dość, że jest beznadziejnie zakochana w pewnym mężczyźnie, który znów przejawia zainteresowanie inną kobietą, to na dodatek musi mieć cały czas na uwadze swoją przyjaciółkę, Lissę. W dziewczynie zaszła duża zmiana, porównując jej zachowanie do pierwszej części. Stała się ostrożniejsza, poważniejsza i w pewien sposób bardzo dorosła. Co prawda charakterek nadal ma zacięty i ostry, a temperament wybuchowy, jednak nie jest już tą samą rozszalałą dziewczyną, którą miałam możliwość poznać w Akademii Wampirów. Są oczywiście momenty, w których jej niepełna dorosłość bierze górę, lecz coraz częściej się kontroluje. Jeżeli chce zostać strażniczką swojej przyjaciółki, musi dorosnąć i stać się ostrożniejsza. Ta zmiana bardzo mi się podoba.
Dodam jeszcze, że jestem wprost oczarowana zakończeniem. Nawet sobie takiego nie wyśniłam, lecz gdy tylko je przeczytałam, poczułam się niesamowicie szczęśliwa i zadowolona z takiego obrotu sprawy. Wczoraj miałam nieprzyjemność dowiedzieć się, jaki lost spotka mojego ukochanego bohatera w dalszych częściach, jednak teraz, po tak cudownym zakończeniu, wierzę, że jeszcze wszystko może zakończyć się dobrze. Mam wielką nadzieję, nie przyjmuję do wiadomości innej opcji. Tak więc jeżeli ktoś szuka książki, przy której może się rozerwać i mile spędzić czas, serdecznie polecam tę, jak i pierwszą część Akademii Wampirów.
Obiecałam sobie, że przez kilka kolejnych dni nie sięgnę po nic co miałoby jakikolwiek związek z wampirami. Zbyt dużo tego typu literatury przeczytałam, więc postanowiłam skupić się na nieco innych tematach. Niestety, gdy wzięłam do ręki "W szponach mrozu" mój plan spalił na panewce. Oczarowana pierwszą częścią sagi wręcz nie mogłam się powstrzymać, by nie przedstawić Wam kolejnych przygód Rose i jej przyjaciół.
W Akademii świętego Władymira panuje ponura atmosfera. Złowrogie strzygi we współpracy z ludźmi atakują kolejne rodziny królewskie morojów. Dodatkowo w szkole pojawia się ciotka Christiana, która podczas nadarzającej się okazji wygłasza swoje zdanie na temat uczestnictwa wampirów - u boku swoich strażników - w walce ze złem. Dla głównej bohaterki Tasza Ozera była osobą sympatyczną i odważną, jednak nie zmieniało to faktu, że Rose strasznie zazdrościła jej licznych chwil spędzanych z Dymitrem. Chcąc zapomnieć o nieszczęśliwiej miłości dampirka szuka pocieszenia w ramionach swojego przyjaciela. Ostatecznie chce wyjawić chłopakowi prawdę, jednak jest za późno. Mason umiera z rąk potwornej strzygi podczas zaplanowanej przez siebie i znajomych akcji...
Muszę powiedzieć, że po przeczytaniu tej lektury czułam pewnego rodzaju niedosyt. Książka już dawno skończyła się, a ja mogłabym ją czytać i czytać. Z pewnością wina leży po mojej stronie, gdyż przeczytałam całość dopiero po powrocie do domu z kolonii, a wcześniej podczytywałam ją jedynie fragmentami.
Duże wrażenie zrobiły na mnie relacje Rose z matką, która pojawiła się w szkole wraz ze swoim podopiecznym. Początkowo kobieta była względem swojej córki oschła i surowa, jednak ostatecznie okazało się, że wszystko to co powiedziała młodej dampirce wygłoszone zostało dla jej dobra. Pani Hathaway nie chciała bowiem, by jej jedyne dziecko popełniło te same błędy co ona...
"W szponach mrozu" podobnie, jak poprzednia cześć Akademii wampirów została napisana prostym językiem i moim zdaniem nadaję się na lekturę nie tylko dla młodzieży. Obiektywnie rzecz biorąc jest to chyba najlepsza saga o wampirach, z którą możemy spotkać się na dzień dzisiejszy
W szponach mrozu jest już drugą częścią cyklu Akademia wampirów. Książka ta dorównuje poziomem poprzedniej części. Można wysunąć opinię, że jest nawet lepsza. W tej części autorka od początku nie pozwala się nam nudzić, wprowadza wiele akcji, jak i kilka nowych postaci. Sięgając po tę pozycję oczekiwałam naprawdę dużo i nie zawiodłam się. Lektura ta zawiera więcej powagi niż poprzednio, lecz pomimo że w poprzedniej części prawie cały czas utrzymana była radosna atmosfera, w tej części także nie brakuje zabawnych, pełnych humoru, a czasem ironicznych dialogów. Richelle Mead skupia się bardziej na Rose niż Lissie. Poznajemy jej problemy w sytuacjach dla swej osoby nowych.
Rose musi poradzić sobie z wieloma problemami. Po pierwsze do szkoły przyjeżdża chłodna i wyrafinowana strażniczka, jej matka, z którą nie miała kontaktu. Po za tym Rose nadal jest beznadziejnie zakochana w swoim mentorze, który spotyka swoją znajomą sprzed lat, z którą nadzwyczaj dobrze się dogaduje. Lecz Rose nie ma zamiaru zatracać się tylko w swoich problemach, gdyż jak zawsze ma na uwadze Lissę, jej najlepszą przyjaciółkę, zarazem mojorkę i ostatnią przedstawicielką swego rodu. Rose jednak wykazuje, że dorosła. Podejmuje zwykle dojrzałe decyzje, jednak niekiedy nie wytrzymuje i dział pochopnie, według swej młodzieńczej natury.
W szponach mrozu jest wspaniałą lekturą, odpowiednią dla wszystkich. Lekki język autorki sprawia, że lekturę czyta się bardzo przyjemnie i umożliwia zatracenie się w świecie przedstawionym przez Richelle Mead. Przy czytaniu książki zauważamy także zmiany w charakterze bohaterów, powodowane dorastaniem, bądź innymi, bardziej drastycznymi środkami. Czytając tę książkę nie mogłam oderwać myśli od wartkiej akcji zapisanej na kartach księgi o świecie stworzonym dla nas, lecz niedostępnym. Książkę gorąco polecam, zachęcam do przeczytania jej, chociażby zaraz.
Moja ocena 10/10.
Uwielbiam tę książkę. Na polskie wydanie jeszcze trzeba poczekać ale ja mam już tą pozycję za sobą. Ta akcja, uczucie pomiędzy Rose i Dymitrem. Ta książka jest zachwycająca. Jeszcze lepsza niż Akademia Wampirów
„W szponach mrozu” to druga część „Akademii Wampirów” tak samo rewelacyjna i zapierająca dech w piersiach jak poprzednia. Ciągła akcja nie pozwala Czytelnikowi na nudę. Richelle Mead piszę w prosty sposób, ale jakże zaskakujący. Uśmiercenie drugoplanowego bohatera, jakże ważnego dla głównej bohaterki pokazuje, że pisarka nie boi się zrobić niczego. Wiadomo już, że nie skończy się wszystko miło i przyjemnie z wszystkimi bohaterami po boku, że autorka nie tylko zabija złe i czarne postaci, ale także i te działające po stronie dobra. Tym sposobem robi powieść bardziej realistyczną. Choć wampiry, strzygi, damipry i magia nie należą do naszego świata, to sytuacje i uczucia owszem takie jak np. bezgraniczna miłość Rose i Dymitra, która nie może rozwijać z powodu tego kim są i kim chcą być. Muszą w przyszłości oddać się służbie księżniczki Wasyli ostatniiej spadkobierczyni rodu Dragomirów, która ma niezwykłą moc. Do pewnego dnia myślała, że nie wybrała jeszcze specjalizacji w danym żywiole ognia, wody, ziemi lub powietrza. Ale okazuję się, że jednak specjalizuje się w potężniejszym żywiole – żywiole ducha. Potrafi wskrzeszać umarłych i uzdrawiać ludzi, zwierzęta i rośliny. Jednak więź, która łączy ją i Rose działa w jedną stronę. Lecz okazuje się, że może wnikać również do snów czego dowiedziała się od Adriana Iwaszkowowa, który jak się okazuje specjalizuję się w tym samym żywiole.
Książka jest nie do przebicia. Już się nie mogę doczekać kiedy sięgnie po kolejne części. Polecam wszystkim! Nawet tym, którzy nie lubią książek o Wampirach. Kto wie? Może dzięki tej serii się do nich w jakimś stopniu przekonacie? ;) Warto spróbować. :)
Kocham, uwielbiam, ubóstwiam!!! Pierwsza część też oczywiście rozpaliła moje zmysły, ale to jest mistrzostwo. A co dopiero będzie w 3. części?! Namiętność, walka, seks, krew, poświęcenie, śmierć,... Znowu jest wszystko. Ale czy to możliwe, że więcej od wszystkiego? Widocznie tak!
Jest niewielka grupa książek, po których czuję dreszcz, że mimo że jestem syta, chcę więcej. Ta oficjalnie zalicza się do tej grupy. Co więcej, ma w niej honorowe miejsce.
naprawdę polecam, polecam, POLECAM!!! Jeśli szukasz spełnienia a jednocześnie niedosytu, sięgaj po nią! (Ale od razy ubezpiecz się w następną cześć!)
Trudno mi ocenić tą książkę. Początek był dla mnie istną męczarnią. Zupełnie nie mogłam się wciągnąć w historię, a kiedy to zrobiłam ktoś lub coś wytrącało mnie z równowagi. Przez pierwsze dwa dni przeczytałam może dziesięć stron. Potem gdzieś tak po setnej stronie akcja rozkręciła się na dobre przykuwając mnie do książki. Końcówka po prostu mnie rozanieliła. Coś wspaniałego. Z niecierpliwością czekam na możliwość dostania w swoje ręce kolejnej części. Trzeba przyznać, że wątek Adriana jest bardzo ciekawie napisany i mam nadzieję, że w kolejnym tomie zostanie rozwinięty, przede wszystkim dlatego, że pozwoli nam też zrozumieć umiejętności Lissy. Podobał mi się również wątek Rose i jej matki, oraz Taszy ciotki Christiana. W pewnym momencie przestałam za nią przepadać z powodu jej zachowania względem Dymitra. Jednak na końcu wszystko zostało wyjaśnione.
Jeżeli młodzieżowa seria o wampirach to tylko, jedynie, wyłącznie ta! Nie będę porównać do "Zmierzchu", bo po co mam wzbudzać negatywne emocje...? ;)
Książka, tak jak poprzednia, jest niesamowita. Ciągle wyczuwa się napięcie i specyficzny, panujący w niej nastrój. Akcja toczy sie tu bardzo szybko, przez co nie ma chwili na nudę. Poprostu wciąga. Gdyby nie to, że zmusiłam się do snu, książka byłaby już skończona wczoraj.
Rzadkością jest równiaż to, że ani jeden, zaznaczam, ani jeden bohater mnie nie irytuje, za co dziękuję pani Mead ;)
Polecam i z niecierpliwością czekam na dalsze części :)
Rose wyjeżdża do legendarnego strażnika wampirów, Artura Schoenberga, by pod jego okiem zdawać ważny egzamin. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że do domu, w którym służył egzaminator, ktoś się włamał. Dziewczyna i towarzyszący jej mentor Dymitr odkrywają w środku zwłoki rodziny Badiców i ich opiekunów. Wszystko wskazuje na atak zespołowy strzyg i ludzi. Taki układ jest bardzo niebezpieczny, gdyż oba wrogie gatunki łączą swoje siły, tworząc straszną mieszankę. Tragedia wstrząsa społecznością wampirów i dampirów, które postanawiają urządzić wycieczkę w góry. Uczniowie Akademii i ich rodzice dobrze się bawią w luksusowym ośrodku, kiedy zdarza się kolejny atak. Tym razem wiadomo już, iż jest powiązany z poprzednim. Grupa zabójców próbuje zlikwidować rodziny królewskie, zagrażając tym samym jedynej dziedziczce rodu Dragomirów, przyjaciółce Rose, Lissie. Nie jest to jedyny kłopot jej przyjaciółki: Dymitr, w którym się zakochała, otrzymał propozycję chronienia Taszy, cioci Christiana. Oferta wydaje się nie do odrzucenia: kobieta jest ładna i wyraźnie nim zainteresowana. Również Dymitr nie sprawia wrażenia obojętnego na jej wdzięki. Rose szuka ukojenia w związku z Masonem, lecz po pewnym czasie stwierdza, że nie uda jej się zapomnieć o swojej prawdziwej miłości. Zraniony chłopak ucieka wraz z garstką przyjaciół z kurortu, idąc nieświadomie na spotkanie wielkiemu niebezpieczeństwu...
W części drugiej cyklu „Akademia Wampirów” doczekało się rozwinięcia wiele wątków. W tomie pierwszym Autorka koncentrowała się bardziej na przyjaźni i niesamowitej więzi między Lissą a Rose. Tym razem wyeksponowała rolę miłości w życiu Rose. Fani Dymitra mogą już zacierać ręce: Richelle Mead skupiła się na wyjaśnieniu ich uczucia, także nie zabrakło odpowiednich rozmów i scen. Do wielbicieli Rose dołączył również tajemniczy członek rodziny królewskiej, Adrian Iwaszkow, cieszący się niezbyt pochlebną reputacją kobieciarza, więc życie emocjonalne dziewczyny robi się coraz bardziej skomplikowane. Pomimo tego nie uważam miłości w tej pozycji za motyw przerysowany.
W związku z napiętą sytuacją pomiędzy strzygami a morojami pojawiły się głosy za stosowaniem magii ofensywnej. Wampiry mogłyby się skutecznie bronić, lecz większość dalej jest przeciwna takiemu zabiegowi. Spodobało mi się rozwinięcie tego wątku, gdyż dowiedziałam się dużo więcej na temat mocy magicznych i kto jaką moc posiada.
Język pani Mead się nie zmienił: ociekające sarkazmem wypowiedzi głównej bohaterki często wywoływały na mojej twarzy uśmiech. Za plus uważam też znikomą ilość opisów otoczenia, które mnie zazwyczaj nudzą. Autorka potrafi opisać okolicę dobrze za pomocą kilku słów. Nie mogłam narzekać na brak akcji; przez książkę przemknęłam w tempie ekspresowym. Wydaje mi się nawet, że szybciej niż w części pierwszej, bo pani Mead nie musiała już tracić czasu na charakteryzowanie poszczególnych gatunków. Kładzie za to nacisk na wydarzenia, nie zagłębiając się już tak w tematy psychologiczne.
Dzięki książce „W szponach mrozu” utwierdziłam się w przekonaniu, iż „Akademia Wampirów” to jedna z lepszych wampirzych sag dostępnych obecnie na rynku. Autorka udowodniła, że taka tematyka nie zawsze wiąże się z brakiem pomysłowości.
"Nie wszystko złoto, co się świeci"
Richelle Mead to znana między innymi z "Akademii Wampirów" i "Melancholii Skuba" powieściopisarka. Jej książki skierowane są głównie do kobiet i nastolatek, choć nie sądzę by chłopcy pogardzili jakąkolwiek z nich.
Rose kontynuuje naukę w Akademii św. Władimira, jednak trudno skupić się na nauce, kiedy strzygi atakują zuchwale szanowaną rodzinę morojów. Nadchodzi przerwa świąteczna i wszyscy wyruszają do luksusowego kurortu narciarskiego. Lecz wakacje wcale nie cieszą Rose. Do Akademii przybyła jej matka, która już na początku swojej wizyty zdążyła ją upokorzyć. Nagle też okazuje się, że jej życie uczuciowe staje na głowie, bowiem Dymitr wydaje się zainteresowany inną kobietą, a Mason, jej dobry przyjaciel, próbuje jej dać do zrozumienia, że chce czegoś więcej niż przyjaźń, zaś tajemniczy Adrian Iwaszkow nawiedza ją nie tylko na jawie.
Wampiry początkowo wzbudziły moje zainteresowanie. Wywołały sensację i niesamowicie zawróciły mi (i nie tylko) w głowie. Początkowo, im częściej pojawiały się w filmach, czy książkach, tym byłam bardziej zafascynowana, jednak im dłużej to trwało, tym coraz bardziej byłam znudzona, aż w końcu stwierdziłam, że to nie dla mnie. Dlaczego więc sięgnęłam po kolejną część "Akademii Wampirów" pt. "W szponach mrozu", skoro już sama nazwa serii wskazuje na opowieść o tych istotach?
Bo czytając o nich mam wrażenie, że o nich nie czytam! Zapominam, że właściwie moroje i strzygi to wampiry, a dampiry są nimi w połowie. To dziwne, lecz prawdziwe.
Polubiłam bohaterów książki Richelle Mead i niesamowicie się za nimi stęskniłam. Polubiłam Rose za jej gorący temperament i zamiłowanie do działania. Jej cięty język bardzo umilał mi lekturę. Ponadto pozostałe postacie są również warte uwagi i nie dają o sobie zapomnieć. Niesamowite zdolności Lissy dostarczają wrażeń, a jej charakter uzupełnia znakomicie charakter Rose. Dymitr też różni się od innych. Mimo, że jest ukochanym Rose, wcale nie jest prostym nastolatkiem, przekonanym o swojej wspaniałości. To dojrzały mężczyzna, który postępuje odpowiedzialnie i zna konsekwencje swoich czynów. Za to sprzeczki Rose z Christiana są bardzo interesujące i obfitują milionem ciętych ripost przydatnych w życiu.
W tej części pojawia się kolejny bohater, które zwraca na siebie uwagę. Jest nim lubiący imprezować, a zarazem tajemniczy, Adrian Iwaszkow. Okazuje bardzo duże zainteresowanie Rose i próbuje się do niej zbliżyć. Jego zachowanie jest lekko dziwne, ale sposób bycia i poczucie humoru wynagradzają to w ostateczności. Pojawia się w interesujących momentach i dostarcza niezapomnianych wrażeń.
Nastrój jest bardzo tajemniczy. Bardzo świetnie zgrywa się z całą historią. Brawurowa akcja i świetna fabuła to wielkie plusy tej książki. Autorka z niezwykłą łatwością opisuje losy bohaterów, którzy są jak najbardziej podobni do nas. Miałam wrażenie, że moje uczucia są uczuciami głównej bohaterki i odwrotnie. Pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia głównej bohaterki dodaje tempa i emocji, nie pozbawiając też czytelnika opisów.
Akcja nie dzieje się w Rosji, jednak ja odniosłam takie wrażenie. To znacznie podsyca atmosferę i przybliża nas do bohaterów. Rosyjskie imiona i nazwiska, nazwy miejsc, ulic, kultura, a nawet wiara, czynią tę serię niezapomnianą i wyróżniającą się. Autorka nie omija takich tematów jak Bóg, tylko dlatego, że pisze o wampirach. To ważne, bo jednak istnienie sił wyższych, jak też wiara w nie, ma wielki wpływ na ukształtowanie charakteru i uosobienia postaci.
Bohaterowie z każdą kolejną stroną dostają od życia kopa w tyłek, a jednak czerpią też z niego garściami. Niesamowicie wciągające przygody Rose pozwoliły mi się oderwać od rzeczywistości i przeżyć niezapomniane chwile. To naprawdę niesamowita książka, lekko wzruszająca i pełna akcji. Jedna z najlepszych opowieści o wampirach, podczas czytania której, zapomniałam o czym czytam i wręcz nie mogę się doczekać kontynuacji!
Książka „W szponach mrozu” urzeka, ale już nie atmosferą czy sposobem prowadzenia narracji, a pomysłami na kreowanie wampirzego świata. W porównaniu z pierwszym tomem lekko złagodzone zostało pożądanie – na rzecz mocno podkreślanego buntu nastolatki.
Powraca tu kwestia trudnego uczucia między główną bohaterką, Rose, a jej instruktorem – przyszli strażnicy Lissy z różnych względów nie mogą być razem, w dodatku koło Dymitra zaczyna się kręcić atrakcyjna kobieta: Rose musi się zmierzyć nie tylko z własnym rozgoryczeniem, ale też z zazdrością, próbuje zwalczyć beznadziejne uczucie związkiem ze swoim rówieśnikiem. Na dalszy plan schodzi natomiast więź, jaką Rose czuje ze swoją przyjaciółką, Liss. Dziewczyny oddalają się od siebie, choć echa dawnego oddania powracają w najmniej spodziewanych momentach. Motywem całkowicie nowym jest konflikt bohaterki z matką – legendarną strażniczką, która pomaga kadrze szkoły.
Warto zaznaczyć, że bohaterka cały czas dąży do poznania siebie oraz uczy się kontrolować odruchy i eliminować niepożądane reakcje. Analizuje swoje uczucia i ocenia siebie, czasem tylko korzystając z uwag innych.
Książka wciąga zarówno ze względu na przebieg wydarzeń ( podczas lektury niczego nie można się domyślić, nie ma banalnych rozwiązań) jak i z uwagi na świetną narrację. Plusem jest to, że wszystkie wątki uzupełniają i wzajemnie się tłumaczą, przy czym każdy jest tak samo wazny i żaden z nich nie dominuje.
Pierwsza część przyniosła mi niemałe zaskoczenie i kawał wciągającej, przemyślanie napisanej lektury. Nieciekawe wrażenie jakie wywołał tandetny tytuł szybko stał się wspomnieniem. Mead dopracowała nie tylko fabułę, ale rysy charakterologiczne bohaterów, którzy reprezentowali coś więcej niż urodę i siłę. W powieści dużo się działo, ponieważ fabuła została oparta na wielu wątkach i założeniach. Moim błędem było rozpoczęcie drugiego tomu tuż przed zaśnięciem, bo przeczytałam całość i zarwałam kawałek nocy. To nie znaczy, że "W szponach mrozu" jest lepsza od pierwszej części, wręcz przeciwnie - w dużej mierze rozczarowuje.
Rose Hathaway jedzie na test kwalifikacyjny poza teren szkoły. Wsiada do Hondy pilot, którą prowadzi Dymitr Bielikow, jej mentor, przyjaciel i miłość życia. Nie pozostaje jej nic innego jak tłumić uczucia, ale widok rzezi na rodzinie Badiców nie pozwala jej myśleć o niczym innym jak o wymordowaniu wszystkich strzyg. Dodatkowym szokiem było odkrycie współudziału ludzi. Ochrona morojów stała się jeszcze większym wyzwaniem, a strażników już dla wszystkich nie wystarcza. W związku z atakiem uczniowie zostają w Akademii na czas świąt, ale nie minęła doba jak postanowiono wszystkich przenieść do luksusowego kurortu morojów. Wizja szaleństw na stoku, luksusów i blichtru wyższych sfer w jakiś sposób złagodziło pojawienie się pewnej osoby - w Akademii pojawiła się Janine Hathaway, niewidziana od 5 lat matka Rose. O tym, że atak na Badicach nie był przypadkowy świadczy masakra rodu Daszkowów. Tak oto małymi krokami wkraczamy w świat wampirzej polityki, gdzie nad działaniem dominuje krótkowzroczność, kłótliwość i własny interes. Pojawienie się Taszy Ozer i jej praktycznego podejścia do magii i samoobrony morojów tylko to uwypukla.
Biorąc pod uwagę, że "Akademię wampirów" przeczytałam pod koniec września, prolog otwierający drugą część naprawdę doceniłam. Kiedy już odświeżyłam zasady świata morojów, dampirów i strzyg oraz wydarzenia z poprzedniej części, zaczęłam czytać. Kartki fruwały mi przed oczami, czytało się szybko i tym samym straciłam poczucie czasu. Pomimo tego nie sposób nie odczuć rozczarowania porównując z pierwszym tomem. Jakby Mead straciła część weny, pisała chwilami pod przymusem. Niby mamy niełatwe relacje Rose z matką, jej oddalenie od Lissy, która spędza więcej czasu z Christianem. Nad wszystkim dominuje chemia między Dymitrem a młodą Hathaway, co niestety spłyca czy też marginalizuje inne wątki. Jakby Mead uwielbiała o nich pisać i w dużej mierze odbębniała resztę. Oboje się kochają, ale w imię obowiązku trzymają na dystans. Najlepszym lekarstwem na złamane serce jest inna osoba. Kiedy Dymitr rozważa propozycję Taszy, Rose idzie jego przykładem dając nadzieje Masonowi. Pewnych uczuć nie da się łatwo ujarzmić i nie brakuje głupich zachowań, decyzji, prowokacji. To stanowiło esencję "W szponach mrozu" i tym samym działało na niekorzyść książki, która prosiła się o dopracowanie. Gdzie ta zadziorność, celność, wielowątkowość i napięcie parujące z "Akademii wampirów"?
Właśnie spogląda na mnie trzecia część kryjąca się pod tytułem "Pocałunek cienia". Richelle Mead zaplanowała sześć tomów, a niedawno została wydana czwarta część. Mam nadzieję, że "W szponach mrozu" to wypadek przy pracy, bo szkoda by było zmarnowanie potencjału historii oraz samej pisarki.
Kolejna część Akademii i kolejny raz książka mnie zachwyciła doborową akcją i wykreowanymi postaciami. Najbardziej podobało mi się zakończenie - po prostu doborowe i wspaniałe. Nic, tylko polować na kolejną część i zabierać się do czytania. A czyta się naprawdę szybko.
Podzielam zdanie większości - druga część zdecydowanie lepsza od pierwszej. Przy tej lekturze nie miałam czasu na nudę, wiecznie się coś działo, wartka akcja sprawiła, że "W szponach mrozu" przeczytałam w ciągu jednego dnia.
"Nazywam się Rose Hathaway. Mam siedemnaście lat i szkolę się w ochronie wampirów i zabijaniu strzyg. Jestem beznadziejnie zakochana w niewłaściwym mężczyźnie, a moja najlepsza przyjaciółka wykazuje zdolności magiczne, które mogą doprowadzić ją do obłędu. "
Akademia wampirów to miejsce, w którym uczą się wampiry i dampiry. Tam mieszkają i uczą się nasz główne bohaterki. Lisa i Rose są przyjaciółkami. łączy ich niezwykła więź, o której wiemy już z poprzedniej części. Jest ona między nimi od wypadku, w którym zginęli rodzice i brat Lisy. Jej przyjaciółka nie miała szansy przeżyć, a jednak żyje. Jak to możliwe? Lisa nie ma żadnych z czterech żywiołów sobie obranych, ale ma inny, zapomniany już dawno. Jej specjalizacja to duch.
To ona powróciła do życia swoją przyjaciółkę. Tak bardzo pragnęła jej obecności. To jedna z jej umiejętności, ale więcej dowiedzcie się sami. Od tamtej pory jest między nimi więź. Działa jednak tylko w jedną stronę. Jedynie Rose odczuwa emocje Lisy. Jej strach, niepokój, podniecenie.
Pewnego dnia Rose wyjeżdża z Dymitrem na rozmowę z innym strażnikiem, potrzebną do zdania testu. Gdy są na miejscu zauważają, iż jest coś nie tak. Okazuje się, że tam gdzie się wybrali, ktoś ich uprzedził. Zginęli wszyscy. Strażnik, który miał rozmawiać z dziewczyną, jaki inni strażnicy i rodzina z rodu królewskiego, Badicowie. Rose przeżyła szok. Później w szkole jakoś jej szło, ale nie mogła skończyć o tym myśleć. Na szczęście ogłoszono, że wszyscy wyjadą na wyjazd na narty do luksusowego kurortu dla morojów. Wszyscy tym ucieszeni, gadają tylko o tym. W końcu i nasza dampirka się rozweseliła.
Wszystko jednak nie zrobiło się lepsze. Był kolejny atak strzyg na ród królewski i wiele ofiar. Jak widać strzygi współpracowały z ludźmi, co oznaczało wielkie kłopoty. Po pewnym czasie wszystko nabiera zawrotnego tempa. Miłość, smutek, strach, nienawiść, rozterka, chęć pomocy, ucieczka. Młodzi nowicjusze chcą wziąć w swoje ręce sprawy. Jednak zostają złapani przez strzygi. Czy skończy się to dla nich dobrze? Przekonajcie się sami.
Co mi się w tej książce podobało... Na pewno wstęp, w którym mogliśmy sobie odświeżyć pamięć o wydarzeniach z pierwszej części. Ci którzy jej oczywiście nie przeczytali mieli ułatwione zadanie wtajemniczenia się w sytuacje bohaterów. ;) W tej części było wiele momentów, na które zwróciłam więcej uwagi, co daje im wielki plus. Bohaterowie byli naprawdę kochani ;) i w tej części polubiłam trochę bardziej Mię, co jest dla mnie zaskoczeniem. Polubiłam też Adriana. Nie było o nim mowy w pierwszej części, z tego co pamiętam, ale to fajna osoba. Taka dziwna, no ale takie postacie też są potrzebne. Może wystarczy tych pochwał już ;)
Co mi się nie podobało.. Stosunek jaki miała Rose do matki. Był taki oschły, że aż trochę było mi żal, tylko tu problem, bo nie mam pojęcia kogo. O właśnie i tu jest też plus. Pokazany był stosunek dziewczyny do matki, czyli więzi jakie ją z nią łączyły. Powiem, że to mnie bardzo zaciekawiło i cieszę się, że w tej części zaistniał taki temat. Jakie minusy.. no nie wiem sama. Było ich mało, chociaż nie przeczę, że nie było. Może to, że jakoś miejscami nie było tego wciągnięcia w akcję. Czasem miałam wrażenie, że książka mnie nudzi.
Podsumowując uważam, że książka jest godna uwagi, tak jak pierwsza część. Chyba zacznę uwielbiać losy Rose i Lissy ;) Te dziewczyny są od siebie różne, a łączy je ta niesamowita więź. Po prostu weszły mi chyba do serca te postacie, bo z każdą mam coś wspólnego. Myślę, że większość odnosi podobne wrażenie po przeczytaniu ;) Polecam wszystkim serdecznie.
Wciąż towarzyszymy Rose, która jest jednocześnie narratorką. Bardzo dobrą, trzeba by tu dodać. Rose Hathaway ma siedemnaście lat, jest zakochana w niewłaściwym mężczyźnie, a jej najlepsza przyjaciółka wykazuje zdolności magiczne, które mogą doprowadzić ją do obłędu. Lecz to tylko suche zdanie. Co tak naprawdę oznacza?
Hathaway – to nazwisko przywodzi wszystkim dampirom i morojom na myśl jedynie Janine Hathaway, osławioną strażniczkę, pogromczynię strzyg i jednocześnie matkę Rose. Ta ostatnia ma jej za złe, że zajęła się karierą i opuściła swoją córkę. Jak poczuje się ta uczennica akademii, gdy w progi szkoły zawita znienawidzona przez nią kobieta? Z pewnością nie rzuci się jej na szyję. Pyskówka na oczach całej szkoły stanowi niezły początek.
Siedemnaście lat to wiek młody, a jednocześnie bliski dojrzałości. Rose jest zagubiona w swoich uczuciach, ma mętlik w głowie i nikt nie ułatwia jej żadnego zadania.
Co byście zrobiły, gdyby Wasze serce przepadło dla kogoś starszego o jakieś pięć, sześć lat? Na dodatek gdyby ten ktoś udzielałby Wam korepetycji, odwzajemniał Wasze uczucie i jednocześnie je odrzucał? W takiej właśnie sytuacji z Dymitrem w roli głównej znalazła się panna Hathaway. Kolejny problem.
Lissa Dragomir włada żywiołem ducha, który osłabia ją, a nawet chwilami sprawia, że dziewczyna popada w obłęd. Rose, jako jej przyjaciółka i przyszła strażniczka, bierze do siebie całą tą sprawę. Wrażenie to potęguje więź, która je łączy. Nowy problem do wpisania na listę. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Szczególnie, że najgorsze dopiero przed Rose.
Kocham charakter Rose. Ta dziewczyna jest silna, uwodzicielska, pewna siebie, zorganizowana, ale także momentami okazująca słabości. Wspaniała mieszanka zaskarbiająca sympatię czytelników. Mason jest uroczy, choć nie dorównuje charyzmą Adrianowi. Uwielbiam takich, jak ten rozpuszczony przystojniak z królewskiego rodu. Z kolei Dymitr ma ciekawą osobowość, acz jego włosy wciąż mnie odstraszają. Co poradzę. Lissa jest w moich oczach neutralna. Sama nie zaprzyjaźniłabym się z dziewczyną taką jak ona – jest zbyt… nijaka – tylko że o gustach się nie dyskutuje. Podsumowując, mamy tu całą paletę różnorakich postaci wartych poznania.
Zwykle trudno jest recenzować kontynuacje, choć z tą nie miałam większego problemu. Czytając „W szponach mrozu”, po prostu zanurzyłam się w lekturze, zapominając o Bożym świecie. Owszem, jest wiele powiązań z pierwszym tomem, jednak nie sprawiają one, iż pisząc o wydarzeniach z drugiej książki, zdradzam całość pierwszej.
Jeśli ktoś miał okazję czytać „Akademię Wampirów” i jeszcze nie przeczytał kontynuacji, zaganiam go do lektury, a tych, którzy wciąż i wciąż mają wątpliwości, czy rozpoczynać przygodę z tą serią mogę tylko zganić i nakazać pędzić do księgarni. Z czystym sercem daję „W szponach mrozu” Richelle Mead najwyższą notę 10/10. Polecam!
o Boże ta książka jest po prostu niesamowita! Nie mogłam przestć jej czytać! No cóż, były chwile grozy, smutku i rozpaczy, śmierć kilku osób. Ważnych dla Rose osób. Ale wszystko skończyło się dobrze, bo w końcu odnalazła miłość, której szukała... chyba.
Nie mogę doczekać się kolejnej części. Mam nadzieję, że romans zakwitnie ;)
Kolejna , druga, część Akademi Wampirów podobnie jak pierwsza jest pełna niezwykłego klimatu, tajeniczosci, emocji i sprawia ,ze nie mozna się od niej oderwać. Czyta się jednym tchem, a po zakonczeniu chce sie więcej i więcej. Osobiście kilka godzin po tym ,jak skonczyłam czytałam ponownie ulubione fragmenty.
Ta część jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej! Jest więcej napięcia, stresu, niewyjaśnionych sytuacji… No i pojawia się wreszcie bohater, którego brakowało od samego początku Akademii Wampirów – taki, który podnosi ciśnienie, wywołuje mimowolnie uśmiech, nie można doczekać się, aż znów się pojawi :) (ale o tym później) Opinie, iż w tej serii następuje wraz z kolejną kontynuacją tendencja zwyżkowa są jak najbardziej prawdziwe. Czytając ‘W szponach mrozu’ na początku znów miałam mieszane uczucia, bo niby mi się podobały, ale wciąż to nie było TO, czego oczekiwałam. Do czasu moi drodzy, pierwsze sto stron, choć także wprowadzają w klimat i wieją atmosferą grozy, były ciszą przed burzą. Im dalej ze stronami, tym lepiej. Na końcu tradycyjnie – jak przy dobrej lekturze – po prostu nie mogłam się oderwać. Autorka zapewniła przerażający, łzawy koniec. Nie mogę kłamać, iż się nie wzruszyłam. Choć można go uznać za widowiskowy, ale jest także zręcznym pozbyciem się jednej z ‘niewygodnych’ postaci w bieżącej emocjonalnej sytuacji. Autorka zapewne z zamysłem dokonała takiego rozwiązania akcji, lecz… nie mogę mieć w tych okolicznościach żadnych pretensji. Zrobiła to brawurowo, w piękny sposób. Wyciskający kilka łez, a także dający tą ulgę, którą się odczuwa na końcu tylko najlepszych lektur.
Cała część jest logiczną, świetnie zaplanowaną kontynuacją. Nie odczuwa się ani jakiś luk w fabule, ani niekonsekwencji w prowadzeniu postaci. Wszystko jest takie, jakie być powinno, a wręcz można rzec – iż jeszcze lepsze. Autorka miała dobre, zgrabnie poprowadzone pomysły. Nic nie irytuje, ani nie zniechęca. Przeciwnie – zasysa do dalszego czytania :)
Co do postaci: Rose choć wciąż ma w sobie coś, co przyprawia mnie o ból głowy, jednak pod koniec ‘W szponach mrozu’ nabrałam do niej trochę sympatii. Ta dziewczyna nie tyle, że nie ma ogłady, ona jest… po prostu strasznie infantylna i zadufana w sobie. Nie są to pożądane przeze mnie cechy charakteru, lecz nie przeszkadzałyby mi, gdyby nie ujawniałyby się w sposób taki, jaki ona prezentuje. Nie jest nareszcie nieśmiałą, zakompleksioną bohaterką charakterystyczną dla tego gatunku? Owszem, ale ona przegina w drugą stronę i to także nie działa na korzyść. Zgadzam się w tej jednej kwestii z Dymitrem – jest wciąż dzieckiem. Lecz czuję, iż końcowe wydarzenia zmienią ją na lepsze i dlatego nie mogę doczekać się trzeciej części. Mam nadzieję, że zostawi w sobie trochę tej iskry, ale także przestanie być taka bezczelna i egocentryczna :) Co do Dymitra nie zmieniłam zdania od pierwszej części, dalej je podtrzymuję. Jest dojrzały, spokojny, silny psychicznie, cierpliwy itd., ale w tym wszystkim… jest po prostu mdły i nużący. Całkowicie mi obojętny, choć muszę przyznać, iż ostatnia scena, kończąca tą książkę była ujmująca i trochę przychylniej spojrzałam na związek Rose z Dymitrim.
Jakiego zaskoczenia doznałam, kiedy wreszcie na arenę wskoczył nowy bohater! Kiedy tylko wypowiedział pierwsze słowo – od razu poczułam do niego tą silną więź, jaką się ma z ulubionymi bohaterami. Adrian Iwaszkow. Słodki drań, tak różny od Dymitra – i to właśnie w nim uwielbiam. Ale pomimo tej swojej specyficznej aury, nie wydaje się być niebezpiecznym bohaterem, nie wydaje mi się, aby mógł kogokolwiek z premedytacją zranić, a przede wszystkim mam tu na myśli Rose. Ich chemia była odczuwalna, i to bardzo :)
Muszę przyznać, że dopiero kiedy Adrian się pojawił, od razu odkryłam czego tak notorycznie brakowało mi w Akademii Wampirów, a także w początku W szponach mrozu – postaci takiej jak on, która by sprawiała, że nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam o nim coś więcej… Sprawił tą serię magiczną i automatycznie odrzuciłam myśli, aby porzucić dalszą lekturę kolejnych części. Nie wycofam się w tej chwili, kiedy się pojawił!
Podsumowując. W szponach mrozu jest zdecydowanie lepsze od poprzedniczki, wciąga w serię w taki sposób, że nie można sobie wyobrazić, aby nie sięgnąć po kontynuację – a czytając opinie, iż jest jeszcze lepsza… Oszaleję, jeśli w niedługim czasie jej nie przeczytam :)
Wydaje się, że wszystko w Akademii Świętego Władimira wróciło do dawnego porządku. Najlepsze przyjaciółki Rose i Lissa chodzą na zajęcia, mają swoją grupkę przyjaciół , a co najważniejsze - Wasylisa zyskała pogodny nastrój i nie ma depresji, która zdawała się ją niszczyć od środka kawałeczek po kawałeczku. Szkolną sielankę psuje jednak wieść o tym, że jedną z książęcych rodzin zaatakowały strzygi. Tym razem działały grupowo, a co jeszcze dziwniejsze - pomagali im ludzie. Teraz żaden moroj nie może czuć się bezpieczny...
"Cóż, nikt nie powiedział, że szkoła średnia to bułka z masłem."
Rose, Lissa, Christian, Mason, a nawet Mia cieszą się na wieść o nieplanowanych zimowiskach. Oficjalnie zostały one zorganizowane, by umieścić jak najwięcej morojów w jednym miejscu i zapewnić im najlepszą możliwą ochronę. Oprócz tego życia uczuciowe obydwu przyjaciółek w końcu przestają tkwić w jednym punkcie i rozwijają się, dziewczyny odzyskują pewność siebie. Niestety, jak się pewnie domyślacie, bohaterom nie będzie dane taplać się w jacuzzi i jeździć na nartach w nieskończoność. Zdarzy się jakaś tragedia...
Drugi tom "Akademii wampirów" nie rozczarował mnie chociażby jednym rozdziałem. Znów mogę pochwalić panią Mead za niezwykłą plastyczność języka, umiejętność pisania dialogów i przede wszystkim za pomysł. Jak to było przy pierwszej części - koniec i początek książki dosłownie kipią akcją, a środek jest jak dobre nadzienie w czekoladce. Fabuła znów nie stoi w miejscu - Mead nie skupia się na szkolnym życiu i jest ono tylko miłym (w tym przypadku) dodatkiem do odrobiny sensacji i thrillera kryminalnego, które w tym tomie znajdziemy. W książce nie ma dłużyzn, dlatego połyka się ją w mgnieniu oka i nie sposób od niej odejść na krok. Tak więc przestrzegam każdego, kto ma dużo do roboty - niech najpierw zrobi, co ma zrobić, a dopiero później zabiera się za czytanie.
Co mnie urzekło w książce, a czego brakuje w wielu young adultach w dzisiejszych czasach, to przemiana bohaterów. Rose dorośleje, staje się odpowiedzialna i w końcu przestaje traktować walkę ze strzygami jako zabawę. Lissa zaczyna walczyć o swoje i realizować marzenia. Obie cały czas popełniają błędy, ale uczą się na nich i wyciągając wnioski - rozwijają.
Niestety nie byłabym sobą, gdybym nie skarciła pisarki za takie, a nie inne potraktowanie Dymitra. Strażnik stracił swój urok, nie rozsiewa już swojej aury tajemniczości. Stał się pantoflarzem, potulnym barankiem, mdłym chłopakiem. Tak jakby to, co stało się pewnej nocy między nim, a Rose zabrało całą jego pewność siebie i otuliło go kokonem ogłupienia i przywiązania. A fu!
Na szczęście nijakiego Dymitra przyćmiewały dwie inne postaci - urocza Tasza, która od razu skojarzyła mi się z Tonks z "Harrego Pottera" oraz niebezpieczna Janine Hathaway, która postanawia utemperować trochę swoją córkę. Nie wspomniałam tutaj o Adrianie Iwaszkowie, choć jego obecność wprowadziła dużo zamieszania w życie obu przyjaciółek - nie rozgryzłam jeszcze tego bohatera i z niecierpliwością wyczekuję na to, jakie też zadanie przydzieli mu pisarka.
Na półkach
Cytaty z książki
- „Pomyślałam, że nie można się zmusić do miłości. Albo jest, albo jej nie ma. Jeśli nie, trzeba umieć...” - 17 osób to lubi

Selkar
Albertus
Zinamon
Weltbild
Empik
Matras





























