Labirynt śmierci

Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
Seria: Dzieła wybrane Philipa K. Dicka
Wydawnictwo: Rebis
6,95 (426 ocen i 36 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
31
8
91
7
157
6
82
5
43
4
5
3
6
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Maze of Death
data wydania
ISBN
9788380622555
liczba stron
272
język
polski
dodał
Ciacho

Doskonała powieść, w której mroczna atmosfera skrywa morderstwa, pytania o istnienie Boga i naturę rzeczywistości. Na planetę Delmak-O przybywa czternaścioro obcych sobie ludzi. Żaden z niech nie może ufać drugiemu, a śmierć może uderzyć w każdej chwili. Nie znają czekających ich zadań, a awaria przekaźnika wyklucza możliwość sprowadzenia pomocy. Wkrótce staje się dla nich jasne, że są...

Doskonała powieść, w której mroczna atmosfera skrywa morderstwa, pytania o istnienie Boga i naturę rzeczywistości.

Na planetę Delmak-O przybywa czternaścioro obcych sobie ludzi. Żaden z niech nie może ufać drugiemu, a śmierć może uderzyć w każdej chwili. Nie znają czekających ich zadań, a awaria przekaźnika wyklucza możliwość sprowadzenia pomocy. Wkrótce staje się dla nich jasne, że są obiektem jakiegoś doświadczenia. Na rozległej planecie uwagę przyciąga budynek kryjący tajemnice pchające kolonistów ku paranoi. Ginie pierwsze z nich. Bóg albo nie istnieje, albo postanawia unicestwić swoje stworzenia.

„Dick prowadzi nas przez rzeczywistość i szaleństwo, życie i śmierć, grzech i zbawienie… jest naszym własnym Borgesem”.
– Ursula K. Le Guin

 

źródło opisu: www.rebis.com.pl

źródło okładki: www.rebis.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 663
tivrusky | 2017-10-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2017
Przeczytana: 23 października 2017

Znów Bruegel. Tym razem Wieża Babel. Koloseum dumnie wbite w niebo. Ciemne chmury rozbijają się o jego kształt, ludzie jak mrówki krążą po kolejnych kondygnacjach, spirala cegieł i mięśni, którą gigant sięgnie jeszcze wyżej. W dole zatłoczony port, praca trwa w najlepsze. Bruegel nie miał wątpliwości: nigdzie nie poszliśmy, nadal jesteśmy na wieży. Dick zdaje się, sądził podobnie i często do tej niewiary w dialog powracał.

Najbardziej jaskrawe przykłady to spisane w połowie lat pięćdziesiątych Oko na niebie, jedna z pierwszych powieści Dicka, w której autor mocno uderzył w fantastyczne tony, przenosząc grupę bohaterów do kolejnych wizji rzeczywistości, kreowanych przez następujące po sobie wyobrażenia każdego z nich. Okazuje się, że codzienność jednych, dla innych jest koszmarem. Niemożność dialogu jest także motywem przewodnim Klanów Księżyca Alfy, dość prostej powiastki wydanej w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych. To jest stale powtarzający się u Dicka motyw. Nawet jeśli nie odgrywa przewodniej roli, to przecież często jesteśmy świadkami tego, jak ambicje, duma albo emocje biorą górę w podejmowanych decyzjach, wpływając na interakcje między bohaterami. Dick i jego postaci nigdy nie zeszli z Wieży Babel. Bohaterowie niby się rozumieją, ale pragnienia, gniew i emocje, sprawiają, że mówią tak naprawdę innymi językami. Ale czy rzeczywiście chodzi tylko o te czynniki? Ta niezgodność wynika u Dicka raczej z pewnej właściwości rzeczywistości: tego, że daje się poznawać jedynie subiektywnie, z osobna. Pisarz wątpi nie tylko w dialog, ale i w samą możliwość jego zaistnienia.

W tym punkcie przejść można do Labiryntu Śmierci, nowo wydanego przez Rebis, kolejnego powtórzenia owego refrenu. Na tle wcześniejszych tytułów, ten rysuje się wyjątkowo ponuro i ciężko. Książka powstaje w okresie niesłychanej formy autora – dość powiedzieć, że jej bezpośrednimi sąsiadami są Czy androidy marzą o elektrycznych owcach z jednej i Ubik z drugiej strony. Powieści legendarne, stale wpływające na kształt science fiction jako takiego. Samemu Labiryntowi nie udało się osiągnąć ani poziomu, ani popularności swoich kuzynek; Dick nie zawsze był doskonałym pisarzem, mamy jednak to szczęście, że dość często okazywał się być autorem bardzo dobrym. Tak jak tutaj.

Książka maluje przed nami tajemniczą scenerię: grupa ludzi ląduje w eksperymentalnej kolonii, gdzie bohaterowie mają podjąć zlecone im odgórnie zadanie. W wyniku usterki wytyczne nie docierają do grupy nowych kolonistów. Wszystko zaczyna komplikować się, gdy próby nawiązania jakiejkolwiek łączności i wezwania pomocy okazują się bezowocne; całość zaczyna przypominać szczelnie zamkniętą klatkę, bez możliwości wycofania się. Sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta, gdy kolejni uczestnicy eksperymentu zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach.

Przywodzi mi na myśl motyw statku głupców. Wśród bohaterów znajdą się reprezentanci niemal wszystkich grup społecznych: ludzie młodzi, ludzie starzy, rozsądni i głupi, porywczy i spokojni… Każdy tutaj myśli, że dzierży ster, a Bogiem a prawdą, wszyscy dryfują w kierunku, na który tylko pozornie mają wpływ.

Cała ta poplątana historia, choć jej opis może sprawiać wrażenie opowieści czysto sensacyjnej, maluje się w typowo Dickowych odcieniach. Rzeczywistość w której znajdują się bohaterowie, dość szybko zaczyna przypominać mistyfikację: krążące pod nogami żuki, wyposażone są w filmujące ludzi kamerki; elementy krajobrazu okazują się być rozmywającą tuż przed nosem projekcją…

Koniec końców tak bohaterom, jak i czytelnikowi, towarzyszy mętlik w głowie. Czy dziwne wydarzenia, z którymi spotykają się bohaterowie są kwestią działania jakiejś nadnaturalnej, boskiej albo szatańskiej siły? A może są oni infiltrowani przez wojsko w jakimś dziwnym eksperymencie? Całkiem możliwe jest też, że przez izolację i wewnętrzne napięcia tracą zmysły i popadają w paranoję, w pewnym momencie okaże się bowiem, że sami są dla siebie jednym z większych zagrożeń.

Okazuje się, że jakkolwiek niesprzyjające byłyby warunki zewnętrzne, najwięcej napięć i tak zachodzi w tarciach międzyludzkich. Dick upycha grupę obcych, nieznających się ludzi w szczelnej, zacieśniającej się przestrzeni i każe im żyć razem. W krótkiej przedmowie, autor wspomina o nacisku, jaki położył na subiektywne patrzenie na rzeczywistość. I faktycznie, narracja zmienia się, przeskakuje z bohatera, na bohatera, ukazując, jak różne światy widzą kolejne postaci. Czy dialog jest możliwy? Czy czternaście osób, żyjących obok siebie, może żyć razem? Może żyć ze sobą? Dick zdaje się powtarzać dobrze już znane obrazy.

Skojarzenie z wieżą Babel wydaje mi się trafne także przez miejsce religii w świecie Labiryntu. Biblijna wieża miała być symbolem pychy, próbą sięgnięcia Boga, wkroczenia w boską rzeczywistość. Człowiek chciał dzielić świat z Bogiem, za co spotkała go kara. Tutaj dostajemy przewrotne odwrócenie tego obrazu. To Bóg dzieli świat z człowiekiem: schodzi na dół i żyją na równi. W swoich Manifestacjach kroczy ulicami miast, uzdrawia, podnosi na duchu. Chyba i tutaj można doszukiwać się źródła zgubnych tonów Labiryntu. To jest świat, z którego znikł podział na sacrum i profanum, dosłowność wyparła wiarę, a boskość stała się elementem rzeczywistym, stąpającym po ziemi, a zatem przyziemnym.

Cały Labirynt śmierci to jest cholernie trafna obserwacja. Czy my przypadkiem wciąż nie tkwimy na Wieży Babel? Ta celność nie dotyczy jedynie Ameryki późnych lat sześćdziesiątych – czy nie wydaje się wybrzmiewać z jakąś ponurością także tu i teraz? Pogubienie granicy między sacrum a profanum chyba także brzmi dziś wyjątkowo znajomo. Może stąd cały ten mrok szczelnie wypełniający książkę. Dobrze go znamy.


______________________________
https://www.facebook.com/statekglupcow/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Star Wars: Tarkin

Gdyby początek, mógłby być końcem. To odpowiednie podsumowanie tej pozycji. Wzięłam się za nią z entuzjazmem. Dowiem się więcej o Tarkinie, ciemnej st...

zgłoś błąd zgłoś błąd