Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?

Wydawnictwo: Muza
6,29 (34 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
7
7
10
6
6
5
5
4
3
3
1
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328703995
liczba stron
288
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
malena

Rok 1945. Po trochę jeszcze wojennej, a trochę powojennej Polsce wędruje należący do tajemniczego właściciela cyrk, a w nim galeria niezwykłych, zagadkowych postaci: karzeł Szczepan, który wciela się w rolę Hitlera, Lena – przedwojenna „kobieta-guma”, Damiel – nazista z Łodzi, udający niemowę volksdeutsch Cassiel, a przede wszystkim podająca się za wróżkę Irminę, cudem ocalała Felicja i...

Rok 1945. Po trochę jeszcze wojennej, a trochę powojennej Polsce wędruje należący do tajemniczego właściciela cyrk, a w nim galeria niezwykłych, zagadkowych postaci: karzeł Szczepan, który wciela się w rolę Hitlera, Lena – przedwojenna „kobieta-guma”, Damiel – nazista z Łodzi, udający niemowę volksdeutsch Cassiel, a przede wszystkim podająca się za wróżkę Irminę, cudem ocalała Felicja i przechrzczony Żyd Moryc. Dramatyczne, chwilami wręcz surrealistyczne losy tych ludzi splatają się w fascynującą opowieść o strachu, niepewności jutra i wielkiej potrzebie miłości. Ważna, nietuzinkowa książka autora, który już teraz w pełni zasługuje na opinię jednego z najciekawszych polskich pisarzy młodego pokolenia.

 

źródło opisu: Muza, 2017

źródło okładki: https://muza.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 873
Brulion_kulturalny | 2017-04-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 kwietnia 2017

Chciałoby się rzec: "O, roku ów!". Rzecz jednak nie dotyczy pełnego nadziei roku 1812 z "Pana Tadeusza", ale smutnego, trudnego roku 1945, bowiem tuż po wojnie dzieje się akcja najnowszej powieści Kuby Wojtaszczyka.
1945 w powieści "Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica" nie jest rokiem o smaku chwały. Z dziecięctwa pamiętam durny wierszyk, który zamieszony był w podręczniku do klasy pierwszej z okazji majowego zwycięstwa. (Leciał jakoś tak "Dzień zwycięstwa/ maj zielony/ białe kwitną bzy/ dziadek usiadł zamyślony/ wspominał wojny dni Jak z radziecką armią sławną/ w bój na wroga szedł/ działo się to tak niedawno/ a zda się, że wiek itd.) Gloryfikował chwałę bohaterów, pokonanie "Niemca" i ogólnie nastrajał refleksyjnie z naciskiem na refleksyjny patriotyzm. Przypomniał mi się ten wierszyk w czasie lektury, wyskoczył z jakiejś szufladki mojej pamięci. Dlaczego, dlaczego jeszcze w latach 80. w polskiej szkole karmiono nas takimi bajeczkami o końcu wojny? Bardzo długo żyłam w mentalnym cieniu tej "poezji" , do dziś w zasadzie hasło "koniec wojny" kojarzy mi się z żołnierzami obrzucanymi kwiatami i ogólną wesołością. Oczywiście jest to tylko częściowo prawda. Rewers tego obrazyu pokazuje nam Wojtaszczyk w swojej książce.
Osią akcji są dzieje kilku bohaterów, którzy tworzą razem osobliwy cyrk. Freak show. Festiwal odmieńców. Jest mi ten temat niezwykle bliski - tematem mojej pracy magisterskiej byli "Odmieńcy w filmach Jana Jakuba Kolskiego" i jakikolwiek przegląd szeroko pojętej "inności" jest w mojej głowie mile widziany.
W świecie pomiędzy pokojem a wojną, pomiędzy Polską a nie-Polską, pomiędzy życiem a śmiercią obracają się: karzeł Szczepan, który występował kiedyś u samego Hitlera, Fela - niewidoma dziewczyna udająca wróżkę, którą wojna dopadła w momencie, gdy się kończyła, Żyd Moryc pokazywany w klatce jako "Ostatni Żyd w Polsce", klaun Cassiel, który jest Volksdeutschem udającym niemowę (a jednocześnie kolejnym literackim klaunem dołączającym do korowodu potworów cyrkowych - pamiętacie klauna z "It" Stephena Kinga? To ten sam sort.), kobieta guma oraz Cassiel - nazista zrozpaczony przegraną ulubieńców zza Odry.
Bohaterowie Wojtaszczyka są spoza kategorii "lubić/ nie lubić". Ich osobność i osobliwość zainteresowała mnie szczególnie, narzuciła skojarzenia z poezją Leśmiana (tam też pełno ludzi "niedokończonych"). Odmieńcy z tej książki są znakiem różnorodności formy, niejednoznaczności rzeczywistości. Ba, są bohaterami z antybaśni. Ale już Bruno Bettelheim zauważył, że nierealistyczny charakter baśni (antybaśni zatem też) wskazuje na to, że chodzi głównie o przedstawienie procesów zachodzących we wnętrzu człowieka. Świat tych bohaterów jest okrutny (przemoc jest malowana grubą kreską, jak w filmach Tarantino), ale wielorakość tych istot, różne warianty ich istnienia (wiemy, kim byli kiedyś, wiemy, kim się stali), w których mieści się życie, śmierć i erotyka, jest też niezwykle sensualistyczna. Fellini byłby zachwycony.
Rzeczywistość autora uderza w schematy. W człowieku zasadniczo istnieje silna potrzeba klasyfikacji, ale w tej książce świat i człowiek to sprawy nieobliczalne. Liczne postaci dziwadeł czynią z tej literackiej estetyki turpizmu perełkę. Szczególne wartościowanie człowieka marginesu ma długą tradycję w europejskiej literaturze. Od wieków tego typu bohater przeciwstawiony jest unormowanemu społeczeństwu.Tylko czy po doświadczeniu wojny cokolwiek może być jeszcze "normalne"? Dobro i zło nie dopełniają się tak prosto. A sacrum i profanum stykają się tak blisko, że chwilami zmierza ta powieść w stronę tragigroteski. Postaci i to co je spotyka (straszna historia Feli na przykład) są przerysowane, ale hiperbolizacja ta ma na celu ukazanie - jak mniemam - fascynacji postaciami kalekimi, chromymi oraz ich relacji z wartościami, które zazwyczaj idą parami: dobro/zło, życie/śmierć, piękno/brzydota, tragizm/komizm, wina/kara, niewinność/grzech. Są to naturalnie także kategorie uniwersalne opisujące ludzkie życie.Tym razem to co "inne" pojawia się w centrum świata, nie przychodzi zza horyzontu. A typowo groteskowo motyw kalectwa (bycie niewidomym, karłowatość) staje się nośnikiem treści głębszych, to antropologia na antypodach klasycznej koncepcji człowieka pięknego i harmonijnego.
Skąd zatem tytułowe psy z Titanica? Wspomniane są w powieści tylko raz. Jako stworzenia, o których nikt nie pamięta, i których nikt nie żałuje. Piękne, rasowe psy, które bogaci zabrali ze sobą na pokład. Tu kłania się jeszcze jeden aspekt - psy te należały do upper class. A wojna, ta góra lodowa, na którą wpadło całe społeczeństwo, sprawiła, że system klasowy przestał istnieć. Wszystko w zasadzie jest post jakieś tam. Nasi bohaterowie są jak psy, co prawda to zwykłe kundle, ale o nich też nikt nie wspomina. Występują w tym swoich przedziwnym cyrku straceńców, karmią ideę homo ludens, ale ich świat jeszcze nie wykrystalizował. Trwa w zawieszeniu. Może wszystko się jeszcze wydarzy. A może już zupełnie nic.

Za egzemplarz książki dziękuję agencji Business & Culture promującej kulturę.

http://brulionkulturalny.blogspot.com/2017/04/dlaczego-nikt-nie-wspomina-psow-z.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Na krawędzi zawsze

Kolejna część przedstawiająca losy Cam i Andrew. Jednak tym razem los wystawi ich dwoje na próbę. Cam jest w stanie błogosławionym, jednak nie dane j...

zgłoś błąd zgłoś błąd