Tainaron

Okładka książki Tainaron autora Leena Krohn, 9788324704675
Okładka książki Tainaron
Leena Krohn Wydawnictwo: Świat Książki fantasy, science fiction
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Tainaron : postia toisesta kaupungista
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324704675
Tłumacz:
Sebastian Musielak
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tainaron w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tainaron



książek na półce przeczytane 1686 napisanych opinii 759

Oceny książki Tainaron

Średnia ocen
6,2 / 10
173 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tainaron

avatar
38
21

Na półkach:

to chyba było o mrowisku?

to chyba było o mrowisku?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
174
82

Na półkach: , , ,

"Tainaron" to krótka książka przedstawiona w formie 30 listów pisanych przez kobietę. Adresatem jest tajemniczy mężczyzna, o którym niestety nic nie wiemy. Tytułowy Tainaron to miasto, w którym żyją owadopodobne istoty. Owady te są bardzo podobne do ludzi, mają swoje mieszkania, sąsiadów, pracę, znajomych, a nawet komunikację miejską. Z opowiadań wiemy, że kobieta pisząca listy jest człowiekiem i przybyła do Tainaronu statkiem. W listach opisuje miasto, niektóre ciekawe postacie oraz sytuacje i wydarzenia, w których brała udział.

Cała książka nie jest może ciekawa fabularnie. Nie ma tam jednej historii czy wątku ciągnącego się przez całą książkę. Listy (rozdziały) to krótkie opowiadania mające na celu przybliżyć czytelnikowi zwyczaje Tainaronian, jak i sam wygląd miasta. Niektóre opowiadania były ciekawsze, niektóre mniej, ale wszystkie były napisane w bardzo podobnym stylu, który mi osobiście odpowiadał. Wiele z nich miało w sobie nutkę filozofii. Autorka skupiła się nie tylko na stworzeniu ciekawego świata, ale także na przekazaniu myśli filozoficznych w swoich opowiadaniach. Najczęściej dotyczyły one życia i przemijania. Uważam to za duży plus, ponieważ każde opowiadanie skłaniało do chwilowej refleksji.

Czy mi się podobała? Ciężko stwierdzić. Jest to zupełnie inna książka niż większość tych co czytam na codzień. Na pewno jest nietypowa i oryginalna, ale nie należy brać jej pod uwagę jako świetną lekturę z gatunku fantastyki. Jeżeli lubicie ciągłą akcję, a skłaniające do refleksji opowiadania nie należą do waszych ulubionych to raczej odradzam. Ja osobiście nie żałuję, że po nią sięgnęłam, choć czytałam ją raczej od czasu do czasu w wolnych chwilach 🤔

"Tainaron" to krótka książka przedstawiona w formie 30 listów pisanych przez kobietę. Adresatem jest tajemniczy mężczyzna, o którym niestety nic nie wiemy. Tytułowy Tainaron to miasto, w którym żyją owadopodobne istoty. Owady te są bardzo podobne do ludzi, mają swoje mieszkania, sąsiadów, pracę, znajomych, a nawet komunikację miejską. Z opowiadań wiemy, że kobieta pisząca...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
750
266

Na półkach: ,

Tainaron to miasto. Lub łąka. Lub ich hybryda. Podobnie tainaronianie są ludźmi. Lub owadami. Lub czymś po środku. Nasza narratorka jest intruzką, a odbiorca jej listów - tajemnicą. A my, czytelnicy? Zagubionymi wędrowcami próbującymi (przynajmniej na początku) uchwycić sens i istotę, kartografami nieudolnie rysującymi mapę wędrujących fal. Tylko czy da się uwiecznić, utrwalić, zatrzymać i zrozumieć zmienność?

Kiedy rok temu czytałam Słońce życia, powieść fińską z I połowy XX wieku, zastanawiałam się, czy traktowana nieco mistycznie przyroda, mglistość i arealizm są środkami wyrazu używanymi w fińskiej literaturze w ogóle, czy to był tylko ślepy traf, coś charakterystycznego dla tego jednego autora (zresztą - noblisty!). Przy ostatniej (przed epidemią) wizycie w bibliotece nogi same zaprowadziły mnie do półki z twórczością skandynawską. Opis na okładce Tainaronu pewnie normalnie by mnie nie zaciekawił (mikrokosmos i robale to niezupełnie moje klimaty),ale myśl, by sprawdzić, jak inna fińska pisarka widzi świat przyrody, zwyciężyła. Tym bardziej, że podobnie jak Słońce życia, i ta książeczka do grubych nie należy. Najwyżej trzy godziny czytania.

Tainaron to trzydzieści listów opisujących pobyt naszej narratorki i przewodniczki, bezimiennej kobiety, w obcym mieście, które stara się poznać. Mieście? Tak je nazywa - ale nie raz miałam wątpliwości, gdzie kończy się łąka a zaczynają ulice. Niektóre kwiaty są wielkości ludzi, do niektórych można wejść jak do pokoju. Owady z wzajemnością wykorzystują kwiaty, zaspakajając swoje zachcianki, ale mają ludzki głos. Czy to opis miasta porównanego do łąki? Czy łąki porównywanej do miasta? To owady umiejące mówić? Czy to właśnie ludzie o owadzich cechach, z nogogłaszczkami czy skrzydełkami? Trudno zrozumieć, z jakiej perspektywy patrzymy - to makro- czy mikroskala? Narratorka jest człowiekiem, obcym zwiedzającym łąkę, uczłowieczającą przyrodę, czy może to, co opisuje, nie jest metaforą, a fantastyczną rzeczywistością?

Miasto gładko przechodzi w łąkę i na odwrót. Na próżno doszukiwać się naszego sensu, wcisnąć Tainaron w nasze miary, wyobrażenia i wytyczne. Tainaron to nie kolejny świat rodem z fantasy, jak Śródziemie czy Narnia. Owadzi bohaterowie to nie skrzaty, ogry lub elfy. Autorka nie tworzy słowników i encyklopedii swojego świata, nie tłumaczy różnic. Nasza narratorka nie jest jak Łucja oprowadzana po dziewiczej krainie przez fauny i lwy. Nie ma szafy rozgraniczającej światy. I to pewnie wielu będzie irytować. "Książka o niczym!", "Co tu się w ogóle dzieje?!", "Czym w końcu jest ten Tainaron?", "Co było dalej?", "Kim jest adresat listów?!"...

Ostatnio czym bardziej niejednoznaczna powieść, im więcej dróg interpretacji i odczuwania, tym lepiej mi się ją czyta. Nie nudzą Wam się czasem fabuły ograniczone prawdopodobieństwem i ludzką psychiką? Niby każda inna - a jednak to tylko kolejne historie, lepiej lub gorzej napisane. Nie jestem wielką fanką i znawczynią genologii, nie lubię grzebać w słowach w poszukiwaniu gatunków, ale zastanawiam się, do jakiej szufladki można by włożyć Tainaron. Pierwsza nasuwa się powieść epistolarna (Cierpienia młodego Wertera to zapewne pierwsze skojarzenie, dla mnie raczej przykre),ale polemizowałabym z tym. Bo czym jest powieść? To nie synonim książki. To utwór, który po pierwsze ma fabułę, zwykle rozbudowaną, wielowątkową. Jeśli wrażenia narratorki i jej spotkania z miastem i jego mieszkańcami można nazwać fabułą, to w porządku. Ale nie liczcie na porywającą historię z punktem kulminacyjnym, romansem i intrygą. Ani na to, że dostaniecie jakieś odpowiedzi.

Mam nadzieję, że w tych kilku akapitach udało mi się choć delikatnie uchwycić, na czym polega fantastyczność tej opowieści. Łatwo się jednak domyślić, że ta cała owadzia otoczka ma czemuś służyć. Tainaron porusza kwestie filozoficzne - pyta o istotę bytu, o tożsamość, o to, kim jest człowiek. Przede wszystkim zaś zastanawia się nad zmiennością. Tu może po prostu przywołam fragment:

"tainaronianie mają co najmniej dwa żywoty, które mogą się między sobą krańcowo różnić, mimo że jeden wypływa z drugiego w sposób dla mnie niepojęty. I my się zmieniamy, ale odbywa się to stopniowo. (...) Tutaj jest inaczej. Nadal jest dla mnie zagadką, co naprawdę łączy dwa kolejne żywoty tutejszych mieszkańców. Jak osoba, która zmienia się tak całkowicie, może jeszcze twierdzić, że w jakimś sensie nadal pozostaje sobą?"

Jak bardzo my się zmieniamy? Czy ja sprzed dziesięciu lat to nadal ja? Czy może ktoś zupełnie inny, ktoś, kogo ze mną łączy tylko imię? Ile mamy w sobie z owada? Podobnie jak tainaronianie zmienia się całe miasto - nagle, z sekundy na sekundę. Dlatego tworzenie mapy nie ma żadnego sensu. "Jestem miarą wszystkich rzeczy" mówi jakby za Protagorasem jeden z tainaronian, mierniczy. Czy świat jest po prostu taki, jak ja go widzę i oceniam? Czasem rozważania autorki są zbyt widoczne, za bardzo naświetlone, łopatologiczne, ale mimo wszystko dają przestrzeń do indywidualnych rozmyślań.

Tainaron to książka pełna wrażliwości nie tylko na przyrodę, ale też na człowieka. Przemawia do wyobraźni, pochłania swoją cudacznością i cudownością, W tym tekście nie wyczerpałam wszystkich tematów poruszanych przez autorkę i na pewno nie uchwyciłam całego zamysłu i uroku tej opowieści. Zostaje mi tylko zachęcić do poświęcenia chwilki na lekturę jeśli nie tej, to innej książki fińskiego autora i podzielenia się wrażeniami.

https://balladybezludne.blogspot.com/2020/03/przeobrazenia-nage-i-stopniowe-tainaron.html

Tainaron to miasto. Lub łąka. Lub ich hybryda. Podobnie tainaronianie są ludźmi. Lub owadami. Lub czymś po środku. Nasza narratorka jest intruzką, a odbiorca jej listów - tajemnicą. A my, czytelnicy? Zagubionymi wędrowcami próbującymi (przynajmniej na początku) uchwycić sens i istotę, kartografami nieudolnie rysującymi mapę wędrujących fal. Tylko czy da się uwiecznić,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

337 użytkowników ma tytuł Tainaron na półkach głównych
  • 225
  • 109
  • 3
136 użytkowników ma tytuł Tainaron na półkach dodatkowych
  • 110
  • 9
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki Pelikan. Opowieść z miasta Manuel Blázquez, Leena Krohn
Ocena 7,4
Pelikan. Opowieść z miasta Manuel Blázquez, Leena Krohn
Okładka książki Nie czytaj tej książki Inger Edelfeldt, Leena Krohn, Morten Harry Olsen, Astrid Saalbach
Ocena 4,5
Nie czytaj tej książki Inger Edelfeldt, Leena Krohn, Morten Harry Olsen, Astrid Saalbach
Leena Krohn
Leena Krohn
Studiowała na Uniwersytecie Helsińskim filozofię, psychologię i literaturoznawstwo. Zadebiutowała w 1970 r. książką dla dzieci Vihrea vallankumous (Zielona rewolucja). Jej utwory tłumaczono m.in. na szwedzki, węgierski, japoński rosyjski i angielski.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nim zajdzie słońce Johanna Sinisalo
Nim zajdzie słońce
Johanna Sinisalo
Są takie chwile w życiu żółwia, że wybiera książkę na totalne chybił-trafił, nie wiedząc kompletnie czego się spodziewać, a w rezultacie otrzymuje... coś osobliwego, można by powiedzieć. Zagadkowego. Zaryzykujmy stwierdzenie, że w pewnym sensie wyjątkowego nawet. Sponiewierany życiem (i alkoholem) młody człowiek znajduje na ulicy trolla, po czym w przypływie fascynacji oraz odpływie zdrowego rozsądku, zabiera go z sobą do domu, no bo czemu nie, kto bogatemu zabroni, a zawsze miło jest mieć jakieś zwierzątko w domu, nawet jeśli nie wiadomo co ono właściwie je. Najwyraźniej jest to świat, w którym trolle istnieją i nie dziwi to nawet weterynarzy, więc po co drążyć temat. Na pierwszy rzut oka wychodzi z tego trochę takie "Jak wytresować smoka" w wersji na trolla, czyli coś co w różnej formie i z udziałem różnych zwierzątek (a czasem dzieci i morderczych robotów z kosmosu) było już godzilion razy. Rzeczywiście tak przez pewien czas jest - skupiamy się głównie na oswajaniu i pielęgnowaniu trolla tudzież rozwoju relacji pomiędzy nim a głównym bohaterem. W pewnym momencie jednak książka odpływa w całkowicie niespodziewane rejony, atmosfera gęstnieje z każdą stroną, nawet pozornie oczywiste wątki rozwijają się całkiem zaskakująco, a zakończenie zostawia człowieka z kompletnym opadem szczęki. Oprócz człowieka i trolla, mamy tu też innych ludzi i relacje między nimi, które są często tak piętrowo manipulatorskie, że nieraz trudno było jednoznacznie orzec kto kogo bardziej wykorzystuje. Na tym tle relacja bohatera z trollem wydawała się tym bardziej urocza i grzała me serce porosłe mchem i porostem. To znaczy, żeby być ścisłym, była urocza i sympatyczna przez większość czasu... Bo w pewnym momencie autorka postanowiła wpleść tu bardzo dziwny podtekst erotyczny, który zaniepokoił mnie na tyle, że poważnie się zastanawiałam czy się natychmiast nie ewakuować. Nie wiem, być może zbyt płytko interpretuję i troll jest tu jakąś metaforą, której nie rozgryzam, ale mimo wszystko uważam, że to nie było szczególnie potrzebne. Na szczęście, jest to jednak dosyć marginalny wątek.
niedź - awatar niedź
ocenił na97 miesięcy temu
Doppler Erlend Loe
Doppler
Erlend Loe
„Wszystko, co ludzkie, jest mi obce. Przed upadkiem w lesie wieczory spędzałem w domu z rodziną. Zawsze czułem urazę do zorganizowanych form spędzania wolnego czasu. Dlatego prawie wszystkie wieczory spędzaliśmy w domu. Jedliśmy, oglądaliśmy dobranockę, kładliśmy Gregusa spać i siedzieliśmy potem przed telewizorem, przeglądając mniej lub bardziej stymulujące czasopisma, aż wybijała godzina, która przypominała nam...”( s. 61.) Erlend Loe, „Doppler”, przekł. M. Skoczko, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2006. Seria: terytoria skandynawii. Doppler - nie jest to nazwisko austriackiego fizyka, nie jest to postać fantastyczna z prozy Sapkowskiego, nie ma też związku z USG dopplerowskim. „Doppler” to powieść przyciągająca uwagę czytelnika okładką, na której widnieje rysunek naskalny, przypominający dzieje człowieka – łowcy, z prehistorii. A przecież powyższy cytat z telewizorem w roli głównej burzy zasygnalizowany porządek rzeczy. Dwie przestrzenie, dwie epoki, jeden człowiek. Interesujący, zaskakujący, ale przede wszystkim szalony pomysł bohatera wart jest uwagi, a nawet dalszego ciągu, który jest sygnalizowanym z końcem powieści. Sam bohater - to przenikliwy i niezwykle krytyczny obserwator ludzi i świata, (szczególnie współczesnego konsumpcjonizmu),ale też osobnik zabawny, mający dystans wobec siebie: „Proszę Bongo, żeby stał za krzakiem cicho jak mysz pod miotłą, a sam przez drzwi do ogrodu zakradam się do środka, czołgam się po podłodze w kuchni w stronę toblerona, w stronę olbrzymiego, żeby nie powiedzieć gigantycznego toblerona, którego całym sobą pragnę”. (s.43.) Literatura skandynawska w dobrej formie. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Fantastyczne samobójstwo zbiorowe Arto Paasilinna
Fantastyczne samobójstwo zbiorowe
Arto Paasilinna
o może się zdarzyć, kiedy przedsiębiorca-bankrut i owdowiały pułkownik spotkają się przypadkiem w pustej stodole, by - nic wcześniej nie wiedząc o sobie nawzajem - dokonać żywota na własnych zasadach? Jeden ratuje życie drugiemu, a znajomość zawarta w tak dramatycznych okolicznościach staje się punktem wyjścia do wielkiej przygody, która całkowicie odmieni ponurą egzystencję kilkudziesięciu pogrążonych w pragnieniu śmierci osób… Panowie postanawiają stworzyć grupę wsparcia dla samotnych desperatów, dają ogłoszenie w gazecie, zwołują konferencję dla przyszłych samob***ów i …historia nabiera rumieńców. Grupa śmiałków rusza nowoczesnym autokarem Szybkich Linii Korpeli w zwariowaną podróż po Finlandii, przez Norwegię i ostatecznie - po Europie, w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, w którym dokonać będą mogli ostatecznego aktu wzgardy dla godnego politowania istnienia. Czego tu po drodze nie ma? Włamanie do garażu jemeńskiego ambasadora, bijatyka z niemieckimi skinami, czyny nieobyczajne gdzieś w okolicy francuskich winnic….to tylko niektóre z przygód, jakie czekają pasażerów autokaru. “Idący na śmierć” wzbudzają podziw, szacunek i czasem strach pośród spotykanych na trasie ludzi, a niektórzy spontanicznie przyłączają się do tej niezwykłej wycieczki.Trunki leją się strumieniami, nikt nie oszczędza na smakołykach, biesiadom towarzyszy śpiew i śmiech… Nawiązują się przyjaźnie, rodzą miłości, przyszli samob***cy czują się wreszcie wysłuchani i zrozumiani. Wreszcie nikt nie jest osamotniony.🙂 Arto Paasillinna z niezwykłą czułością opowiada o swoich bohaterach, ze współczuciem i zrozumieniem opisuje trudne sytuacje życiowe, przybliża problem tak licznych przypadków depresji wśród mieszkańców tego kraju. Jednocześnie przedstawia tamtejsze społeczeństwo z przełomu lat 80-90-tych w krzywym zwierciadle satyry, bo historia aż skrzy się od typowo fińskiego czarnego humoru, który ja osobiście uwielbiam, choć domyślam się, że nie u każdego znajdzie on zrozumienie. 😉 Tym niemniej bardzo polecam, zwłaszcza tym z Was, którzy mają słabość do absurdu i groteski.
Booktywistka - awatar Booktywistka
oceniła na77 miesięcy temu
Smilla w labiryntach śniegu Peter Høeg
Smilla w labiryntach śniegu
Peter Høeg
Sięgając po książkę, wiedziałem o niej tyle, że polecił ją Stephen King w swoim słynnym "Jak pisać" (które czytałem chyba dziesięć lat temu). W pierwszych rozdziałach zaskoczyły mnie dwie rzeczy: - Wow, to jest o Grenlandii, czyli jakby na czasie (styczeń 2026 - Trump chce anektować Grenlandię) - Wow, czytam scenariusz do serialu "Rojst" młodego Holoubka (egzotyczna postać kobieca na tropie śledztwa przeciwko potężnym tego świata, której pomaga jąkający się dryblas) Potem sprawdziłem, że książka była hitem w USA i utorowała drogę na salony gatunkom murder mystery oraz nordic noir. Trzeba przyznać, że z lektury dowiedziałem się wiele: - Trochę o Grenlandii, jej związkach z "metropolią" (Danią),problemach społecznych Grenlandczyków - ale chyba nie aż tyle, ile bym chciał; też nie wiem, ile z tego to gorzkie przemyślenia europejskiego autora przypisane Grenlandii. - Że murder mystery i nordic noir są nie dla mnie. Może jestem niesprawiedliwy, ale to, co było hitem i nowością w 1992, brzmi teraz tak samo jak dziesiątki, jeśli nie setki, podobnych propozycji z tego kanonu. Muszę jednak docenić kunszt pisania, trzymanie uwagi cały czas w napięciu, przez podawanie zdarzeń od końca lub od szczegółu do ogółu, w filmowy, ostry sposób. Dostrzegłem napięcia postkolonialne i jakby odwróconą wersję conradowskiego mitu "Jądra jasności". No i uznaję z szacunkiem fakt, że to chyba pierwsza po "Anaruku" powieść z Grenlandką w roli głównej. I chyba będę szukał tego dalej, tylko może czegoś bardziej autentycznego.
kanosek - awatar kanosek
ocenił na61 miesiąc temu
Dojrzewanie Błazna Jonas Gardell
Dojrzewanie Błazna
Jonas Gardell
Autorowi nie udało powiedzieć niczego nowego o trudnym czasie dojrzewania i patologicznych rodzinach - czy to w ogóle możliwe, skoro dla wielu upokarzanie innych jawi się odwieczną potrzebą... Niemniej jednak to gorzki, wręcz brutalistyczny, rozrachunek z niższą klasą średnią, pozornie dobrze wyglądającą, gdy się patrzy z zewnątrz jej grodzonych osiedli. Chore relacje między członkami rodzin (wertykalne i horyzontalne) przekładają się w na odnoszenie się chłopców i dziewcząt do siebie, zgodnie z odwiecznymi mechanizmami hierarchii i wykluczania w ramach grupy. W równie przerażającym stopniu, jak mocno są tu ukazane postacie rodziców, tak samo, może i jeszcze dramatyczniej, zarysowane są, raczej nieprzerysowane, sylwetki dzieci. To po prostu mali dorośli z tymi samymi wadami, które czas przejścia z dzieciństwa do dojrzałości jeszcze potęguje. Zwłaszcza, że rodzice nie przepuszczą żadnej okazji, żeby swe dzieci upokarzać, obniżać wartość a raczej jej ich pozbawiać. A nikt nie może dać innemu tego, czego sam nie posiada…. Nie wiadomo tylko, komu bardziej współczuć: dziewczynom czy chłopakom. W każdym razie i tu, i tam są tacy którzy prześladując innych, wywyższają siebie - jako było na początku, teraz i na wieki wieków… Najgorzej mają nieszczęśni inni, brzydsi, słabsi, gorsi - Tomas, Jenny, także główny bohater Juha (ma matkę Finkę, co dla Szweda oznacza oczywistą niższość). To lata 70. - wszyscy dopingują Bjoerna Borga i Ingemara Stenmarka i słuchają “Sweet” i Donny Summer. Można i należy odczytywać tę książkę jako dość uniwersalną niezależnie od miejsca, czasu, wieku czy charakteru relacji. Ot, takie “zwyczajne” rodzinne, szkolne, środowiskowe piekiełko. W sumie niemal nic tu oryginalnego, acz takie postawy zawsze przerażają swą uporczywą powtarzalnością. I trochę to inna Szwecja niż ten kraj który pamiętamy jako jeden najbogatszych i progresywnych krajów świata. Cytaty tylko najmocniejsze: “Bengt krzyczy, że jedyne, czego pragnie, to w spokoju poczytać gazetę. Ritva krzyczy, że jeśli chodzi o nią, to może robić co mu się podoba, byleby tylko schował w kalesonach swoje ohydne owłosione jaja”. “Awantura przy śniadaniu - to najzupełniej zwyczajny ranek w rodzinie Lindströmów. (...) Rodzinę Lindström najlepiej opisać, opowiadając o jej drzwiach. W rodzinie Lindström panuje zwyczaj trzaskania drzwiami, kiedy się jest zdenerwowanym. Drzwi są dobre. Trzaskają z dystynkcją. Jedyną wadą jest to, że drzwi nie są w stanie długo znosić takiego obchodzenia się z nimi. Wcześniej czy później rozpadną się”. “W rodzinie Lindströmów drzwi padały jedne po drugich – jak drzewo pada pod naporem topora. A kiedy drzwi się rozpadną, znosi się je do garażu i zastępuje kwiecistymi kotarami. Niestety kotary nie trzaskają”. "W korytarzu są szklane drzwi, a mówiąc dokładniej, były”. “Bycie zabawnym to jego jedyny sposób na znalezienie sobie przyjaciół, na niczym innym się nie zna”. “Wszyscy śmieją się, że Tomas się jeszcze nie pieprzył.(...) Tomas nie odpowiada Próbuję być pusty żeby nic nie czuć. Chce być niemy i głuchy”.. “Tomas jest chłopcem, który się boi, który ma powody, żeby się bać, który setki razy Przekonał się, że ma powody żeby się bać”.. “Nareszcie się odważyła. Odważyła się i straciła. I upewniła się, że nikt nie może jej kochać. Nie dziwnego, jest przecież taka brzydka i okropna. (...) Jest lalką z mrugającymi oczami i zawsze tym samym uśmiechem, niewzruszoną i obojętną”.. “Próbuje być kimś, kim nie jest. Kimś, kogo zaprasza się na prywatki”. “Z dezaprobatą spogląda na córkę. – Wystroiłaś się jak jak czupiradło! A ona stoi z wymalowanymi na niebiesko rzęsami i w długiej do ziemi i spódniczce, ze swoją wystawioną na widok publiczny tęsknotą, a wstyd, który czuje, przytłacza ją”. “Musi być teraz sama, żeby nikt jej nie widział, bo jest brzydka, brzydsza niż kiedykolwiek przedtem”. “Ojciec woła ją: – Jeśli ci się wydaje, że jak się wystroisz, będziesz ładniejsza, to się mylisz! Jego głos rozbrzmiewa echem jak głos księdza w kościele: nie myśl sobie, że jesteś kimś nadzwyczajnym!”. “Dzieciństwo jest bez dna, a ona nieustannie traci grunt pod nogami”. “Wychowawczyni Juhy i Jenny zawsze jest zadowolona. Nawet wtedy, gdy próbuje wyglądać na zadowoloną. Ich wychowawczyni to osoba, która głównie czeka, aż minie czas. Tak jakby była nie na swoim miejscu i czekała, aż zostanie przemieszczona”. “Uśmiechać się, według niej, to z trudem zmuszać kąciki ust, aby podniosły się w górę”. “Najbardziej wspaniałomyślna rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziała w życiu o drugim człowieku, to: nie robi z siebie nikogo szczególnego!”. “Każda rodzina siedzi przed telewizorem, każda w swoim własnym domu na ulicy żywej duszy ani jednego samochodu. W każdym domu w Sävbyholm jest telewizor, a w bladym snopie tego światła siedzą mama i tata razem ze swoimi dziećmi”. W supermarkecie. “Ritva próbuje wyminąć umierającą kobietę. – Przepraszam – mówi tak miło, jak tylko potrafi – przepraszam, chciałabym przejść ale pani ręka przeszkadza. Kiedy kobieta się nie rusza, Ritva mamrocze, że to bezwstydne i przechodzi, odpychając rękę kobiety swoją lewą stopą. Po chwili pyta, jakby nigdy nic: - Słuchajcie, kto chce serek cytrynowy na deser?”. Katastrofalne przyjęcie u Tomasa. “- Ale O co chodzi? Dlaczego nie tańczycie? - krzyczy mama Tomasa. Wtedy goście odwracają się do niej plecami. A jej Tomas siedzi sam w kącie. Nikt z nim nie rozmawia”. “Żeby nie oberwać, zamknął się w toalecie. Robi tak teraz na każdej przerwie”. “Tomas nie miał siły dłużej czekać. Nie chciał dłużej tęsknić. Już teraz nigdy nie będzie się bał”. PS Kolejna tu odsłona zasady, że błazen jest postacią tragiczną....
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na73 miesiące temu
Charlotte Isabel Hansen Tore Renberg
Charlotte Isabel Hansen
Tore Renberg
O tym, jak nie organizować spotkania dziecka z kompletnie nieznanym mu ojcem. Po przeczytaniu "Człowieka, który pokochał Yngvego" czułam niesamowicie silną potrzebę poznania ciągu dalszego i nie mogłam przeboleć, że w Polsce dostępna jest jeszcze tylko jedną część. Na poważnie rozważałam nawet zakup wydań angielskich albo nawet norweskich ebooków, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć - to był ten poziom desperacji. Cóż, kontynuacja okazała się książką bardzo niepotrzebną i nieco mi zniszczyła dobre zdanie o poprzedniczce. Zacznijmy od tego, że fabuła jest dosyć pretekstowa i kompletnie nieprzekonująca już od samego zawiązania akcji - i taka pozostanie aż do ostatniej kropki. Kobieta wsadza do samolotu kilkuletnią dziewczynkę samą, żeby poleciała na spotkanie z nigdy nie widzianym ojcem, który o jej istnieniu dowiedział się kilka dni wcześniej. Przedtem nie ustala z tymże ojcem dosłownie niczego, bo przecież po co, stawia go właściwie przed faktem dokonanym. Litości, jaka istota ludzka zrobiłaby coś równie bezmyślnego? Być może osoby, które w wieku nastoletnim płodzą dzieci z kompletnie przypadkowymi ludźmi, będąc przy tym odurzone do nieprzytomności, powinny mieć niżej zawieszoną poprzeczkę, jeśli chodzi o jakąś elementarną odpowiedzialność, niemniej wciąż jest to zwyczajnie niedorzeczne. Jednak zdecydowanie największą bolączką książki jest Jarle. Nie rozumiem jak mogłam kiedykolwiek lubić tego typa. Ta książka wyraźnie obnażyła fakt, że jest z niego zwykła, parszywa kreatura bez rozumu i godności człowieka. To jest właściwie dokładnie ten sam Jarle, co w poprzedniej części. Sęk w tym, że w międzyczasie minęło jakieś siedem lat. I ten egoizm i poczucie wyższości nad wszystkimi, na które można było patrzeć z pobłażaniem, gdy chodziło o nastolatka, u dorosłego mężczyzny strasznie drażnią. Jarle jest po prostu pretensjonalnym, bufonowatym pseudointelektualistą, który nastawiony jest tylko na własną wygodę i jedyne co potrafi to smętnie pitolić o Prouście, bo to mu pozwala utrzymywać przed samym sobą ułudę bycia wielce wyrafinowaną jednostką - zresztą to smętne pitolenie na wszelkie "wzniosłe" tematy wydaje się być głównym celem książki, fabuła jest naprawdę wyłącznie pretekstowa. Nikt z poprawnie działającym mózgiem nie powierzyłby mu nawet chomika w stanie śmierci klinicznej. I choć autor w widoczny sposób nie traktuje swojego bohatera zbyt poważnie i serwuje mu rozmaite prztyczki w nos, to nie zmienia faktu, że przez całą książkę musimy znosić tego trepa. To było okropne rozczarowanie, ale zupełnie przestałam żałować, że w Polsce nie wydano kolejnych części. Można uznać, że to jakiś plus.
niedź - awatar niedź
ocenił na67 miesięcy temu
Karzeł Pär Lagerkvist
Karzeł
Pär Lagerkvist
Zło jako nieodłączny - co tam: niezbędny - instrument każdej władzy w historii i współczesności. Tak odczytuję przesłanie tej książki Pära Lagerkvista, jednej z najbardziej pesymistycznych, jaką czytałem. Nagromadzenie wszelkich zbrodni i podłości, jakie towarzyszą władzy na przestrzeni wieków - choć tu akurat sztafaż jest renesansowy - czyni z “Karła” wielki esej o naturze rządów. Bo takich ludzi jak tytułowy bohater potrzebuje każda władza zawsze i wszędzie - inaczej nie byłaby władzą. Autor znakomicie przedstawił Zło, upostaciowane tu akurat w karle (jakby tzw. zwykli ludzie byli immunizowani na to co najgorsze w naturze ludzkiej, niezależnie od ich cech przyrodzonych). W tym kontekście przyjęcie za symbol zła akurat osoby niskorosłej wydaje się uzasadnione jedynie przekonaniem o jakiejś szczególnej predestynacji tej grupy, nie tylko w dawnych wiekach - skoro w każdej społeczności jej udział jest minimalny w stosunku do “normalsów”. A zła - i w historii, i we współczesności - aż za dużo jak na tę populację…. Przekonany jest wszak o tym i sam Autor, który tak mówi do nas narratorem: “Czasami wzbudzam w ludziach lęk. Ale boją się samych siebie, sądzą, że ja ich przerażam, czyni to jednak karzeł kryjący się w nich. (...) I też są zniekształceni, choć wcale tego po nich nie widać”. Tak, to o nas to studium zła, niewątpliwie najlepsza książka Lagerkvista - trzecia moja - o naturze człowieka zakamuflowanej postacią karła. W nas wszystkich drzemie przecież komendant Treblinki…. Książka nie daje żadnej nadziei, mimo takiego, a nie innego zakończenia. Nobel dla szwedzkiego Autora - także przecież i za nią - jak najbardziej zasłużony (także za stylistykę, świetny przekład Zygmunta Łanowskiego, kogoś o pięknym życiorysie). Narrator mówi tu wiele rzeczy strasznych, a co gorsza takichże czynów również dokonuje - przeważnie nie bezpośrednio, ale za podjudzeniem “trzymających władzę”, zwłaszcza swojego księcia. choć w kilku przypadkach jest prawdziwym demiurgiem potworności. Umożliwia mu to fakt, że na relacje międzyludzkie patrzy poniekąd “z dołu”, skąd lepiej widać…. (BTW: zwrot, że liczy on sobie “20 cali wzrostu” jednak wymagałby przeliczenia na miarę używaną w Polsce). Tak czy inaczej, nawet nie dziwi, że ze wszystkich możliwych i niemożliwych powodów narrator cierpi na patologiczną manię wielkości, jakkolwiek by to brzmiało. A przejawia się to m.in. w takich słowach: “Słyszałem że my, karły, pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia dziś świat, i że dlatego jesteśmy starzy już w chwili, gdy się rodzimy. Nie wiem czy to prawda, ale w takim razie bylibyśmy praistotami. Nie mam nic przeciwko temu, by należeć do rasy innej niż ta obecna i żeby to było widać po mnie”. “Po księciu nie znać jednak żadnej osowiałości. (...) Jest spokojny, pewny i energiczny, zawsze w takim samym równym, wspaniałym nastroju. I zawsze pełen męstwa i pewności zwycięstwa. Znakomity żołnierz. W polu on i ja jesteśmy naprawdę szczególnie podobni do siebie. (...) “Lubię służyć panu, który jest imponujący. Nie przeczę, że to wielki mąż. Nikt jednak nie jest wielki dla swego karła”. Ma to jednak i drugą stronę: “Gdy idę sam przez miasto, wtedy zaraz mnie spostrzegą i obsypują obelgami. +To jego karzeł! Dając mu kopniaka kopiesz jego pana!+”. A miłość do samego siebie nie wyklucza i autonienawiści: “To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego”. I jeszcze to, czego nie wiemy o niskorosłych: “Jest wielka różnica między karłami a dziećmi. Sądzi się że to jedno i to samo, bo tak są do siebie podobne wzrostem i tak dobrze się ze sobą zgadzają, ale wcale tak nie jest. (...) Dzieci-karły nie bawią się, o ile wiem, nigdy, bo i po cóż? To prawdziwa tortura, gdy używają nas, karłów do takiego celu. Ale ludzie nic przecież o nas nie wiedzą”. “My, karły, nie płodzimy dzieci, jesteśmy bezpłodni z samej naszej natury. Nie zajmujemy się rozmnażaniem ani też go nie pragniemy. I nie potrzebujemy być płodni, gdyż ród ludzki sam rodzi swoich karłów, nie trzeba się o to troszczyć”. “Należymy do rodu ludzkiego – a przecież do niego nie należymy. Jesteśmy gośćmi w odwiedzinach. Starymi, zwiędłymi gośćmi na trwającej tysiące lat, nigdy nieprzerwanej wizycie”. “Nigdy nie próbowałem tego, co nazywa się miłością, ani też nie mam na to żadnej ochoty”. Pozbawiony miłości już jako dziecko narrator, który bardziej budzi litość niż nienawiść, musi mieć takie a nie inne poglądy na sferę uczuć… “+Czy jest coś równie odrażającego jak człowiek+ – pomyślałem” - takie ma on zdanie o ludziach niebędących takimi jak on; zapewne w rewanżu. Jako wybitny manipulant “wyspowiadał” on z grzechów córkę swego księcia, nieszczęsną istotę, w której umiejętnie pogłębił kompleksy i poczucie winy, utrwalone już przez jej wiarę. “Zaczęła wyznawać wszystkie swoje przewinienia, rozwiązły tryb życia, niedozwolone stosunki z mężczyznami, do których diabeł wzbudził w niej żądzę, i rozkosz, jakiej doznawała czując że jest naprawdę uwikłana w diabelskie sidła”. “Zmuszałem ją, aby bliżej opisywała swój grzech i swoje straszne zadowolenie z niego i aby wymieniała po imieniu tych, z którymi uprawiała występne obcowanie.... Później podziękowała mi, że byłem dla niej taki dobry”. Także jej matkę niemal wpędził w szaleństwo. “Księżna Teodora jest zależna ode mnie. (...) Nienawidzę jej grzesznego życia, chutliwych listów, które posyła przeze mnie do swoich kochanków, słów miłosnych, których żar czuję na mym sercu. Ale nie zdradzam niczego”. “Księżna (...) biczuje się mocniej niż kiedykolwiek, aby zmazać ten grzech, znowu nic nie je i błaga Ukrzyżowanego o przebaczenie. Ukrzyżowany nic nie odpowiada”. “Dziwne, jak ludzie głupio wyglądają, gdy są zakochani, a zwłaszcza, gdy kochają na próżno. Ich wyraz twarzy staje się szczególnie niemądry i nie mogę zrozumieć twierdzeń, że miłość ludzi upiększa”. “Gdyby nie była tak piękna, można by z pewnością uważać, że nie ma w niej wcale dobroci”. “Miłość i śmierć to ulubione tematy ludzi, nad którymi lubią oni sobie popłakać, szczególnie zaś gdy śmierć i miłość połączą się w jedno”. Nieco tu odniesień do Machiavellego: “Uważam za niegodne księcia, by przywiązywać wagę do tego, co myśli i czemu daje wyraz motłoch, który go otacza. Przecież oni wciąż czegoś się domagają. Gdyby miano się troszczyć o wszystko, o co woła lud, trzeba by było stosować się do wielu życzeń”. Dla księcia, u którego służy karzeł, pracuje Mistrz Bernardo, który jednoznacznie się kojarzy, skoro wykonuje fresk “Ostatniej wieczerzy” i ma rozliczne inne zainteresowania. “Interesuje go wszystko. Czy rzeczywiście wszystko jest ciekawe?” pyta retorycznie narrator. “Wszyscy uważają, iż takiej Madonny jeszcze nigdy dotychczas nie namalowano, że nigdy jeszcze nie było tak pełnej wdzięku i nadziemskiej Matki Boskiej. Najbardziej zachwyceni są ludzie zagadkowym uśmiechem igrającym na jej wargach”. “Próbuje wszystko wytłumaczyć, ale w przeciwieństwie do innych nie zawsze jest pewny, że jego wyjaśnienia są słuszne. Opisawszy długo i wyczerpująco, jak jego zdaniem jakaś sprawa wygląda, potrafi potem siedzieć w milczeniu i zadumie, by w końcu dorzucić: +Ale może nie jest tak jak mówiłem. Nie wiem, co o tym sądzić+”. Karzeł oburza się słowami Bernarda: “Wszystko jest tylko porywaniem się na coś, czego nigdy nie da się ziścić. Cała kultura ludzka jest tylko zamierzeniem czegoś zupełnie niewykonalnego. I dlatego wszystko to jest właściwie całkiem niedorzeczne. - Naturalnie że tak. Jakżeż wyglądałoby życie, gdyby nie było niedorzeczne. Niedorzeczność jest wszak samym fundamentem, na którym ono spoczywa”. Narrator wielbi wszelkie konflikty, to i wojna jest dla niego cudowna przygoda - dopóki nasi wygrywają, rzecz jasna. Z oburzeniem przyjmuje początkowy pokój między zwaśnionymi od wieków księstwami. “Świat chyba zwariował! Wieczny pokój! Nigdy więcej wojny! Co za bzdura, jaka dziecinada. Czyżby wierzono, że można zmienić porządek świata? Jakie zarozumialstwo? I jaka wiarołomność wobec przeszłości, wobec wszystkich wielkich tradycji! Nigdy więcej wojny! Krew nie ma płynąć nigdy więcej, a honor i bohaterstwo stracą wszelkie znaczenie”. Dzięki pewnej intrydze, w której złowrogą rolę odegra nasz bohater, pokoju nie ma i nie będzie. “Mord uczynił księcia bardzo popularnym. Mówią powszechnie, że jest on wielkim księciem. Nigdy jeszcze nie triumfował tak nad swymi nieprzyjaciółmi i nie był przedmiotem takiego podziwu. Są z niego dumni i uważają, że okazał niezwykłą chytrość i energię”. Najciekawsze wydaje się oblężenie Miasta przez rywalizujące księstwo, z licznymi dantejskimi scenami, skoro jesteśmy we Włoszech. Warto odnotować wiecznie aktualne odniesienia…. “W mieście mówią, że będzie się ono bronić do ostatniej kropli krwi. I gada się o tym, że jest silnie umocnione i może trzymać się bardzo długo, ba, że jest nie do zdobycia. Przecież takie są wszystkie miasta, nim zostaną zdobyte. Mam własne zdanie o tej niezwyciężoności”. Wiele tu stwierdzeń niepokojąco ponadczasowych, samopowtarzalnych jak szybkostrzelny karabin. “Uchodźcy spotykają się z coraz to większą niechęcią, bo słusznie uważa się, że to z ich winy miejscowa ludność odczuwa brak żywności. Szczególnie nielubiane są ich płaczące z głodu, brudne dzieciaki, które wszędzie się włóczą, żebrząc. Podobno kradną jak im się uda”. “Niemal wszyscy bez wyjątku są przekonani, że to uchodźcy ponoszą winę za tę straszną zarazę, toteż są oni znienawidzeni jak nigdy dotychczas. Niektórzy jednak zaczynają ponoć mówić, że to kara boża za wielkie ludzkie grzechy”. “Polują na koty, psy i szczury, uważane teraz za wspaniałe pożywienie. Mówią jednak że i one zaczynają teraz znikać i coraz trudniej na nie trafić. Zdaje się, że dostały jakieś choroby, bo znajduje się je wszędzie padłe; w ten sposób zrobiły ludziom zawód w chwili, gdy najwięcej ich było potrzeba. Nie dziwi mnie, że szczury nie mogą wytrzymać życia wspólnie z ludźmi”. “Zaraza szerzy się pośród najuboższych i najbardziej wygłodniałych, głównie wśród uchodźców, i ma chyba związek z niewiarygodnym niechlujstwem w ich obozach i wszędzie w mieście. Nie dziwi mnie, że umierają z brudu, który ich otacza”. Inne cytaty “Jest też zarówno w teraźniejszości, i jak i w przeszłości, wiele rzeczy pięknych i wzniosłych, które nigdy nie byłyby wzniosłe i piękne, gdyby ich nie opiewano”. “Opiewają oni przede wszystkim miłość, i to jest też słuszne, bo nic tak jak miłość nie wymaga, by zrobić z niej coś innego niż to, czym jest”. “Rozumiem też, że potrzebni są artyści, którzy sporządzają dla ludu obrazy świętych, aby ludzie mogli się modlić do kogoś, kto nie jest taki plugawy i marny jak oni sami. Obrazy pokazujące motłochowi, że jego Bóg jest ukrzyżowany, że został ukrzyżowany, gdy usiłował dokonać czegoś na ziemi, aby zrozumieli, iż tu, na dole, nie ma żadnej nadziei”. “Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybierają zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą”. PS Ładny neologizm "gwiaździarze" na określenie astrologów.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na96 miesięcy temu

Cytaty z książki Tainaron

Więcej
Leena Krohn Tainaron Zobacz więcej
Leena Krohn Tainaron Zobacz więcej
Leena Krohn Tainaron Zobacz więcej
Więcej