Był sobie pies

Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Cykl: Był sobie pies (tom 1)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
8,15 (2248 ocen i 503 opinie) Zobacz oceny
10
525
9
408
8
624
7
405
6
195
5
62
4
12
3
12
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
A Dog's Purpose: A Novel for Humans
data wydania
ISBN
9788365506986
liczba stron
392
kategoria
przygodowa
język
polski

Ksiązka, która doczekała się ekranizacji – przedstawia losy najbardziej wyszczekanego bohatera wszech czasów. Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. To powołanie wypełnia na przestrzeni... kilku żyć. Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w...

Ksiązka, która doczekała się ekranizacji – przedstawia losy najbardziej wyszczekanego bohatera wszech czasów.

Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. To powołanie wypełnia na przestrzeni... kilku żyć.
Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego kundla odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego psiaka. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa!
Był sobie pies to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do skrajnych emocji – jest jednocześnie uroczo zabawna i dotkliwie przejmująca.
Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas. Najważniejsze przesłanie powieści głosi, że każda istota na ziemi urodziła się z misją.
WSZYSTKIE PSY IDĄ DO NIEBA... CHYBA ŻE MAJĄ NIEDOKOŃCZONE SPRAWY NA ZIEMI
_____
To napisana z ikrą, przejmująca powieść, która oczaruje nie tylko fanów zwierząt domowych. – Booklist

 

źródło opisu: www.wydawnictwokobiece.pl

źródło okładki: www.wydawnictwokobiece.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1282
Wybredna Maruda | 2017-02-02
Przeczytana: 01 lutego 2017

Zazwyczaj, jeżeli w książkach czy w filmach giną ludzie, to mnie to nie rusza. Czasem nawet jestem skłonna ponaśmiewać się ze sztucznego ketchupu wykorzystanego zamiast krwi. Ale na krzywdę zwierząt patrzeć nie potrafię. Jestem za wrażliwa. Kiedyś chciałam zostać weterynarzem. Zrezygnowałam, bo nie byłabym w stanie uśpić psa.


Zaczęło się od książki "Pies, który jeździł koleją". Nie polecam. Nigdy nie zapomnę, jak oglądałam kiedyś film "Długa podróż do domu". Nie polecam. "Mój przyjaciel Hachiko". Nie polecam. Jeżeli chcecie oddychać, zamiast krztusić się łzami - szczerze nie polecam.

Potem zobaczyłam zwiastun filmu "Był sobie pies". I niemal poryczałam się na tym zwiastunie. Wiedziałam, że będę chciała go obejrzeć, bo mam takie masochistyczne tendencje, ale najpierw koniecznie musiałam przeczytać książkę. Tak czułam. I w moich rękach znalazła się powieść o cudnej okładce, czyli "Był sobie pies" W. Bruce'a Camerona. Spodziewałam się, że w tym wypadku płaczu nie będzie ze względu na to, że jest to historia o kilku żywotach jednego psa. Skoro pies ma do wykonania konkretną misję i będzie towarzyszyć nam przez całą książkę, tylko za każdym razem odziany w inną maść i rasę i że zawsze będzie się przecież odradzał, to na pewno nie będzie smutno. Myliłam się.

Kiedy czyta się o tym, jak pies patrzy na świat, jak interpretuje niektóre wydarzenia, to naprawdę to jest tak urocze, że zaraz robi się ciepło na serduszku, gardło się zaciska i łzy się zbierają w częściach oka, których nazw nie znam, mimo że nie dzieje się nic smutnego. Ale tu ta narracja jest niezwykle prawdziwa, poczułam się, jakbym słuchała jakiegoś psiego dubbingu. Na początku słuchamy myśli głupiutkiego szczeniaczka, gdy robi coś, co podpowiada mu instynkt, gdy wydaje mu się, że ma na imię "siad", albo "zostaw", bo tak najczęściej zwracają się do niego dwunożni, albo dowiadujemy się, co czuję pies zamknięty w samochodzie w upalny dzień. Poznajemy prawdziwe psie historie, zarówno rasowców prosto z wystaw, policyjnych owczarków, jak i bezpańskich kundli. Niezwykłe jest również to, że oprócz psich żywotów, przyglądamy się także ludzkim problemom. Plusem narracji jest niepokazanie ich z punktu widzenia osoby trzeciej, obserwatora, ale samego psa, nie do końca rozumiejącego zachowanie ludzkie. Czytelnik zdaje sobie sprawę, że wyrzucenie przez kobietę błyszczącego kółka z palca oznacza rozwód, choć pies wie jedynie, że coś podpowiada mu pocieszenie właścicielki. Wiemy także, czym jest "szkoła", mimo że dla psiaka jest to okres czasu, kiedy nie ma przy nim jego najmłodszego pana.

Zazwyczaj, jeżeli w książkach czy w filmach giną ludzie, to mnie to nie rusza. Czasem nawet jestem skłonna ponaśmiewać się ze sztucznego ketchupu wykorzystanego zamiast krwi. Ale na krzywdę zwierząt patrzeć nie potrafię. Jestem za wrażliwa. Kiedyś chciałam zostać weterynarzem. Zrezygnowałam, bo nie byłabym w stanie uśpić psa.


Zaczęło się od książki "Pies, który jeździł koleją". Nie polecam. Nigdy nie zapomnę, jak oglądałam kiedyś film "Długa podróż do domu". Nie polecam. "Mój przyjaciel Hachiko". Nie polecam. Jeżeli chcecie oddychać, zamiast krztusić się łzami - szczerze nie polecam.

Potem zobaczyłam zwiastun filmu "Był sobie pies". I niemal poryczałam się na tym zwiastunie. Wiedziałam, że będę chciała go obejrzeć, bo mam takie masochistyczne tendencje, ale najpierw koniecznie musiałam przeczytać książkę. Tak czułam. I w moich rękach znalazła się powieść o cudnej okładce, czyli "Był sobie pies" W. Bruce'a Camerona. Spodziewałam się, że w tym wypadku płaczu nie będzie ze względu na to, że jest to historia o kilku żywotach jednego psa. Skoro pies ma do wykonania konkretną misję i będzie towarzyszyć nam przez całą książkę, tylko za każdym razem odziany w inną maść i rasę i że zawsze będzie się przecież odradzał, to na pewno nie będzie smutno. Myliłam się.



Kiedy czyta się o tym, jak pies patrzy na świat, jak interpretuje niektóre wydarzenia, to naprawdę to jest tak urocze, że zaraz robi się ciepło na serduszku, gardło się zaciska i łzy się zbierają w częściach oka, których nazw nie znam, mimo że nie dzieje się nic smutnego. Ale tu ta narracja jest niezwykle prawdziwa, poczułam się, jakbym słuchała jakiegoś psiego dubbingu. Na początku słuchamy myśli głupiutkiego szczeniaczka, gdy robi coś, co podpowiada mu instynkt, gdy wydaje mu się, że ma na imię "siad", albo "zostaw", bo tak najczęściej zwracają się do niego dwunożni, albo dowiadujemy się, co czuję pies zamknięty w samochodzie w upalny dzień. Poznajemy prawdziwe psie historie, zarówno rasowców prosto z wystaw, policyjnych owczarków, jak i bezpańskich kundli. Niezwykłe jest również to, że oprócz psich żywotów, przyglądamy się także ludzkim problemom. Plusem narracji jest niepokazanie ich z punktu widzenia osoby trzeciej, obserwatora, ale samego psa, nie do końca rozumiejącego zachowanie ludzkie. Czytelnik zdaje sobie sprawę, że wyrzucenie przez kobietę błyszczącego kółka z palca oznacza rozwód, choć pies wie jedynie, że coś podpowiada mu pocieszenie właścicielki. Wiemy także, czym jest "szkoła", mimo że dla psiaka jest to okres czasu, kiedy nie ma przy nim jego najmłodszego pana.



Podziwiam również autora za wiedzę. Historie, które opowiedział w tej książce, często odwołują się do jego prawdziwych czworonożnych przyjaciół z przeszłości. Jednak niektóre sceny przedstawiające i wyjaśniające zachowanie psów są tak realistyczne, że - jestem pewna - autor musiał zgłębiać tematy związane w weterynarią i behawiorystyką. Albo w poprzednim życiu był goldenem. W każdym razie wszystko, co czytamy sprawia, że inaczej zaczynamy patrzeć na nasze własne psy. W moim wypadku tak było.

Jeżeli ktoś z Was kocha psy tak bardzo jak ja to myślę, że też będzie "Był sobie pies" zauroczony. Co prawda w pewnym momencie zdałam sobie sprawie, że nie patrzę na tę pozycję z perspektywy tego, jak oceniam inne książki. Te psiaki tak zawładnęły moim sercem, że tu mogłaby być literówka na literówce, fabuła mogłaby nie kleić się zupełnie, a i tak kompletnie nie robiłoby to na mnie wrażenia. Najważniejsze były emocje i fakt, że staramy się robić wszystko, by nie zalać kolejnych stron łzami.

Zobacz także kłótnię trzech części mojego umysłu na temat tej książki:
https://www.youtube.com/watch?v=nGesH7AqP0Y

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość

Jestem pod duzym wrazeniem ksiazki a w zasadzie dlugiego wywiadu z Ks. Kaczkowskim. Byl to bardzo madry czlowiek i w sposob bardzo madry wypowiadal...

zgłoś błąd zgłoś błąd