pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Dom z papieru
Gdy Bluma Lennon, pochłonięta lekturą wierszy Emily Dickinson, ginie pod kołami samochodu, jej kolega, profesor literatury z Uniwersytetu w Cambridge, dochodzi do wniosku, że książki są niebezp...
Gdy Bluma Lennon, pochłonięta lekturą wierszy Emily Dickinson, ginie pod kołami samochodu, jej kolega, profesor literatury z Uniwersytetu w Cambridge, dochodzi do wniosku, że książki są niebezpieczne. Kilka dni później odbiera zaadresowaną do Blumy tajemniczą kopertę z Urugwaju, w której jest tylko powalany cementem egzemplarz "Smugi cienia" Conrada.
Zafascynowany tą niezwykłą przesyłką, wykładowca postanawia odnaleźć nadawcę i udaje się w podróż na drugą półkulę. Wkrótce staje oko w oko z donkiszotowskim szaleństwem, które w tym przypadku przybrało formę niepohamowanej miłości do książek i księgozbiorów.
pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
91
-
62
-
87
Opinie czytelników
Zawsze lubiłam książki o książkach, opowieści gdzie na równorzędnych prawach istnieje jako bohater (bohaterka) jakaś lektura. Tak jest właśnie w “Domie z papieru”. Cała akcja tego opowiadania krąży wokół odesłanej (od pewnego mężczyzny do Blumy Lennon) “Smugi cienia” Josepha Conrada. Jedna książka wpływa na połączenie losów różnych ludzi, wplata ich w jakąś niejasną z początku intrygę.
“Dom z papieru” to także ukazana niezwykła miłość człowieka do książek, która stopniowo zamienia się w fanatyzm i obłęd. Historia człowieka, który tak mocno pragnął książek, że pragnienie to go przerosło.
Wiele można znaleźć w “Domie z papieru” zdań, prawie sentencji, które każdego miłośnika książek zachwycą, utwierdzą w przekonaniu, że te uczucia, które żywi do książek są znane innym i, że w podobny sposób są przez nas wszystkich odczuwane.
Jest to lektura na jeden wieczór, bardzo przystępnie napisana, lekka i piękna. Niemal baśniowa. Sam obraz ogromnych zbiorów przeróżnych ksiąg, różnych autorów z różnych zakątków świata powodował u mnie motylki w żołądku. Ach, mieć kiedyś wielką bibliotekę i czytać, czytać, czytać. Jakby było pięknie!
Książka,na którą szkoda czasu.To jedna z tych lektur,których opis na okładce jest bez porównania bardziej intrygujący,niż jej zawartość.
Książka zaczyna się ciekawie,czytelnik ma wrażenie,że w zanadrzu jest ukryta jakaś niesamowita tajemnica,fascynująca zagadka,na dodatek w jakiś przedziwny i osobliwy sposób powiązana z Książkami.
Jednak nadzieja ta szybko się rozpływa w mdłym blasku nieciekawej,rozwlekłej narracji i wydumanej,dziwacznej opowieści o człowieku,którego miłość do książek doprowadziła do obłędu.
Jestem tak rozczarowana tą opowiastką (zaledwie niewiele ponad sto stron),że nie chce mi się nawet pisać recenzji.
Autor próbował przeforsować tezę,że książki mają własne życie i osobowość ;że są w stanie wpływać na ludzkie losy,a przynajmniej odciskać na nich swoje piętno ; że istnieje jakiś tajemniczy,mistyczny związek pomiędzy Książką a jej Właścicielem.
Teza - nie powiem - kusząca i nawet dość diaboliczna,jednak przedstawiona w sposób,który odbiera całą jej oryginalność i niesamowitość,dając w zamian jedynie nudę,poczucie straconego czasu spędzonego przy lekturze oraz wrażenie nieudolności autora.
Nie polecam,co więcej - odradzam.
Czyszczenie stolika nocnego trwa... Swoisty szał na tę książkę pamiętam z czasów, kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z blogowaniem. Trafiła wtedy do magicznego zeszyciku (bo były to czasy sprzed Lubimy czytać.pl i magicznej półki "Chcę przeczytać"), w którym zapisywałam pożądane kandydatki na kolejne lektury. Przypadkowo trafiłam na nią w bibliotece, a parę dni później udało się ją upolować na pierwszym, legendarnym już przTARGaj KSIĄŻKI. Wszelkie znaki na niebie i ziemi mówiły - "Przeczytaj ją!".
Książka, a właściwie książeczka (określenie bez pejoratywnego zabarwienia) wprawnemu czytelnikowi zajmie jakąś małą godzinę. U mnie czytanie rozłożyło się na dwa wieczory. Pomijając typowo poniedziałkowe otępienie, które zazwyczaj mocno obniża moje tempo pochłaniania, od pierwszej strony poczułam, że sporym nietaktem wobec autora będzie pośpiech. "Dom z papieru" to nie lada gratka dla moli książkowych. Bo to nowela o ... książkach i czytaniu. A właściwie o tym, jak nadmierna do nich miłość może ją paradoksalnie w nas zabić. Czytając ją poczułam się lekko skarcona - jeden z bohaterów, podobnie jak ja (i większość blogowiczów) maniakalnie i bez opamiętania kupował książki. Czym to się skończyło - odsyłam do lektury. Od miłości do nienawiści ... bardzo (!) cienka granica.
Autor pokazuje na kilka sposobów, jak niebezpieczna może się okazać miłość do książek. Pomijając stosy i wieże, na które natykamy się w każdym kącie naszych mieszkań, poprzez historię otwierającą, czyli przypadek Blumy Lennon, która ginie w momencie czytania. Morał jest jeden - czytanie to nałóg, jak każdy inny. I również tutaj umiar wskazany. Zapisać. Zapamiętać. Wdrożyć w życie. Pobożne życzenie ;)
Carlos Maria Dominguez pisze jak na mieszkańca Ameryki Południowej przystało. W jego stylu odnajdziemy to, co przeważnie zachwyca nas u Llosy, Marqueza czy Borgesa. Ja uwielbiam to igranie z czytelnikiem na granicy rzeczywistości i ułudy, nadawanie ogromnego wagi szczegółom i niuansom. Klimat tworzony przez pisarzy i pisarki z tego kontynentu uwodzi mnie za każdym razem. I tym razem nie poczułam się rozczarowana.
Autor wymienia wiele nawyków "molowych". Któż z nas ich nie zna? Szpiegowanie cudzych bibliotek (bez bicia - pokaż mi swoją biblioteczkę, a powiem Ci kim jesteś), głaskanie okładek.
"(...) nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której już nie będziemy czytali, ale która zachowuje w samym brzmieniu tytułu jakąś dawną i być może utraconą emocję". Tu wyznanie - ci, którzy mnie znają wiedzą, jak trudno jest pożyczyć ode mnie książkę. Ci, którym pożyczyłam jedną z moich ulubionych powieści - powinni czuć się szczerze i bardzo docenieni. To najwyższy stopień bliskości ze mną. Pomijając, jak bardzo pożyczać nie lubię i przypadkowa osoba mojej książki nie tknie. Też tak macie?
O kupowaniu absurdalnej liczby książek: "(...)ale nie udaje mi się ustrzec przed dodaniem nowej półki, następnego podwójnego rzędu woluminów, książki przesuwają się po domu milczące, niewinne. Nie potrafię ich powstrzymać". Blogerzy i blogerki książkowi pokiwają z aprobatą. Ograniczeniem dla nas jest przecież tylko miejsce w mieszkaniu ... nic innego. O maniakalnym podczytywaniu: "Pracuję od ósmej rano do piątej po południu na odpowiedzialnym stanowisku. Lecz niecierpliwie wyczekuję chwili, w której będę mógł wrócić (...) do tej Jaskini, gdzie będę mógł spędzić kilka szczęśliwych godzin". Zdecydowanie podpisuję się pod tym wyznaniem. Wszystkimi kończynami.
C. M. Dominguez ujął, a właściwie... tak! nie bójmy się tego słowa - uwiódł mnie pewnym niuansami. Myślałam, że tylko ja zwracam uwagę na coś takiego, ale ... ja również doszukuję się układów korytarzy (pionowych, ukośnych) tworzonych przez odstępy pomiędzy wyrazami. Ma to być efektem odpowiedniego rytmu. Być może - mnie to fascynuje z czysto estetycznych pobudek. To jedno z moich czytelniczych dewiacji i niniejszym przyznaję się do tego publicznie.
Książka jest pięknie wydana - dobry, lekko pożółkły papier, tasiemkowa zakładka, twarda piękna okładka, bardzo wygodny dla oczu kolor czcionki. Prawdziwa gratka. Korytarzy jednak nie ma tak dużo. Paradoksalnie.
Książka nie spodoba się każdemu. To, że jest specyficzna - to mało powiedziane. To raczej sfabularyzowany esej o czytaniu i książkach. Może być pretekstem do pewnych przemyśleń i wynurzeń, jak uczyniłam to powyżej. Polecam molicom i molom książkowym. Niejednokrotnie pokiwacie głową ze zrozumieniem. Być może potencjał fabuły został niewykorzystany - jak zarzuca się Dominguezowi w wielu recenzjach. Dla mnie był to czas spędzony na refleksji nad moją manią czytania. Jeśli kochasz książki - wsiąkniesz w tę historię. Jeśli szukasz poruszającej fabuły - to nie jest książka dla Ciebie. A ja - polecam! Chociażby dla tego czasu refleksji nad swoim czytelniczym nałogiem ...
bazgradelko.pl
To nie był dobry wybór na wakacyjną lekturę. W dodatku na początku wakacji... Ci, którzy już czytali "Dom z papieru" pewnie domyślają się o co chodzi. Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji - opowiem w skrócie, jak to się zaczęło i dlaczego żałuję, że poznałam tę historię.
Bluma Lennon, wykładowczyni hispanistyki na Uniwersytecie w Cambridge ginie pod kołami samochodu w trakcie czytania tomiku wierszy Emily Dickinson. Cóż zrobić, nieszczęśliwy wypadek. Kolega z uczelni (narrator), który ma zająć jej miejsce, kilka dni po śmierci Blumy otrzymuje zaadresowany do niej list, a w nim znajduje "Smugi cienia" Conrada ubrudzone betonem. W środku zaś widnieje dedykacja od Blumy dla niejakiego Carlosa na pamiątkę cudownie spędzonych chwil podczas konferencji w Moterrey. Nie dość, że nadawca się spóźnił, to jeszcze odesłał książkę, którą Bluma komuś podarowała. Dziwne to wszystko... Nasz narrator mimowolnie brnie w tę dziwną historię coraz dalej i dalej, prowadzi go ona do Buenos Aires i jeszcze dalej, na piaszczyste plaże Ameryki Południowej.
Nic więcej nie dodam, gdyż książeczka jest tak mikroskopijnych rozmiarów, że jeszcze chwilę, a zdradziłabym jej zakończenie. Dlaczego tak dziwna była moja reakcja? Ponieważ ta minipowieść ukazuje jak niebezpieczne może stać się dla człowieka przebywanie z książkami. Jak potrafią one zawładnąć życiem ludzkim i doprowadzić do jego upadku. Historia Carlosa, którą odkrył narrator była tego najlepszym przykładem. Zaczęłam się zastanawiać, czy aby mnie także nie owładnęła żądza posiadania dziesiątków, tysięcy, milionów książek, którym pewnie i tak nie zdążyłabym przeczytać, lecz samo przebywanie między nimi stanowiłoby sens mojego życia.
Tę historię można interpretować jako przestrogę przed niebezpieczeństwem uzależnienia od książek. Nie jest to bynajmniej proza wybitna, autor posługuje się przystępnym dla czytelnika językiem, fabuła wciąga, ale nie trzyma w napięciu jak dobry thriller. Mimo to fakt, iż C.M. Dominguez miał odwagę powiedzieć nam, że książki, czyli to, co zapewne i on kocha w życiu najbardziej (wnioskuję to po nadaniu imienia autora jednemu z bohaterów), nie zawsze są dla człowieka czymś dobrym i polecanym, spowodowały chyba tak wielkie zainteresowanie jego jedynym utworem. Dobra książka jest jak alkohol - gdy sączy się ją z umiarem i zachowuje bezpieczne dawki, nie uzależnia, lecz poprawia humor i pozwala spojrzeć na świat w innych kolorach.
Kto nie czytał, niech zrobi to w wolnej chwili. Na pewno nic nie straci, a zyskać zawsze może.
"Dom z papieru". Krótkie opowiadanie, a szkoda. Pomysł na książkę jak najbardziej doskonały, aczkolwiek byłaby o wiele lepsza, gdyby miała chociażby te kilkaset stron, a dla mola książkowego powieść jest zdecydowanie za krótka. Niebezpieczne książki, wiersze Emily Dickinson, które zabiły Blumę Lennon, jej kolega - profesor z Uniwersytetu w Cambridge, który otwiera tajemniczą kopertę, zaadresowaną do Blumy, egzemplarz książki Josepha Conrada "Smugi cienia" i człowiek, którego pragnie odszukać profesor i szaleńcza miłość do książek i księgozbiorów. Tak w skrócie opisałabym tę pozycję.
Język, którym operuje Carolos Maria Dominguez jest lekki, prosty i przyjemny, książkę szybko się czyta... jak dla mnie aż za szybko.
Jeżeli zastanawia Was tytuł książki, to nic prostszego, jak tylko kupić ją, albo wypożyczyć z biblioteki i po prostu przeczytać. A jeżeli lubicie książki o książkach, to myślę, iż to króciótkie opowiadanko Wam się spodoba, chyba nic nie stoi na przeszkodzie, by się za nią zabrać? ;> :)
Pomysł - tak, tak, tak. Wykonanie - no cóż... Już nie tak porywające.
Czytałam tę książkę chyba przez dwa albo i trzy lata i jakoś nie mogłam jej zmęczyć, choć to ledwie 110 stron. Zaczynałam kilkakrotnie, dochodziłam może do czternastej strony, potem coś mnie odwoływało i odkładałam lekturę na wiele miesięcy, nie czując żadnej potrzeby by do niej wracać. A potem oczywiście już niewiele pamiętałam i musiałam zaczynać od nowa.
"Dom z papieru" nie należy do książek, które wciągają, każą się czytać i wzywają czytelnika ilekroć choć na chwilę od nich odejdzie. Przypuszczalnie należy do gatunku tych, które potrzebują specyficznych warunków do czytania: nastroju, otoczenia, może muzyki lub wyrafinowanej potrawy czy napoju. Takie książki nie lubią być czytane w biegu czy choćby w ten sposób, jaki przyprawił o śmierć jedną z bohaterek.
Nie ma tu wartkiej akcji, fabuła jest pretekstowa. Głównie chodzi o to by się podzielić przemyśleniami autora na temat książek i moli książkowych. Przemyśleń zresztą bardzo trafnych i oczywistych w swej trafności. Każdy nałogowy czytacz odnajdzie w nich swoje własne zachowania i słabostki.
Równocześnie można zobaczyć na przykładzie wszystkich bohaterów, że natura nie znosi próżni i jeśli cokolwiek w życiu (nawet książki) zacznie się traktować jak Boga, nieuchronnie prowadzi to do nieszczęścia, szaleństwa i klęski.
Niedosyt. To właśnie czułam po przeczytaniu tej książeczki. Niewielka w swoich rozmiarach, pięknie wydana książeczka. Właśnie od niej wzięło się moje zamiłowanie do papieru o innej barwie niż biała, do druku o innym kolorze niż czarny. Temat też bardzo mi bliski. Kocham książki. Sama w domku mam pokaźnią biblioteczkę. Często i mnie porywa szaleństwo, by ustawić je według jakiegoś klucza. Ale wrodzone lenistwo bierze górę i jednak wybieram najprostsze ustawienie – alfabetyczne. Jednak sama myśl stworzenia katalogu, według którego można zaklasyfikować wszystkie książki, stworzenia domu z książek jest i wspaniała, i przerażająca w swym szaleństwie.
Powiastkę Carlosa Marii Domingueza, „Dom z papieru”, czyta się łatwo, lekko i przyjemnie. Początek daje nadzieję na głęboką refleksję na temat książek jako tworów umysłu ludzkiego, na sensację, zagadkę i dochodzenie do jej rozwikłania. Dochodzenie, które może wiązać się z ogromnym ryzykiem. Daje nadzieję na wielką przygodę. Tajemnicza śmierć wykładowczyni, nie mniej tajemnicze przesyłki od zaginionego bibliofila, historia o szaleństwie, mrożąca krew w żyłach każdego miłośnika książek. Już zacieram ręce. Będzie się działo. A tu po dwóch godzinach koniec. Wiem, naiwna jestem. Jak na takiej malutkiej liczbie stron ma się zmieścić temat tak rozległy?
Hmm… Książka napisana jest sprawnie. Jest miła w odbiorze, ale nie wyczerpuje głębi tematu. Jest tylko jego liźnięciem. Wielu porównuje „Dom z papieru” z „Cieniem wiatru” Zafona. Cóż, w moim subiektywnym odczuciu, książeczki tej nie należy czytać po „Cieniu wiatru”. I być może nie powinno się nawet porównywać tych dwóch książek, mimo że nastrój w nich panujący jest bardzo podobny. A właśnie przez to są owe porównania nieuniknione. Powiedzmy, że „Dom z papieru” to przedsmak, to aperitif, zaś „Cień wiatru” to danie główne, uczta. A mimo to polecam tę książeczkę, jeśli ktoś chce się rozsmakować…
No i mam nauczkę żeby nie oceniać książki po okładce.
Zanim się do niej zabrałam, podeszłam trochę sceptycznie. Takie to krótkie, takie to cienkie, takie to nijaki. Co może wydarzyć się fascynującego przez raptem 100 stron ? Jak można opowiedzieć jakąkolwiek historię, mając tak mało miejsca. Jak można ją rozpocząć, aby czytelnik chciał kontynuować swoją przygodę. Mam nauczkę!
Znakomita. Historia wielkiego pasjonaty książek. Kochał książki, podziwiał, szanował, były dla niego wszystkim. Nadał im duchowego charakteru, przeżywał je, kolekcjonował, pochłaniał.
Czy książki mogą być niebezpieczne? Ano mogą. Czy mogą przynieść zgubę, obłęd, szaleństwo? Ano mogą. Czy warto czytać, kochać, kolekcjonować? Jasne, że tak.
Dom z papieru napisany jest prostym językiem, trafiającym w sedno, bez zbędnych metafor i udoskonaleń.Historia opowiedziana znakomicie.
Byłam dogłębnie wzruszona, zaskoczona.
Odejmuję gwiazdkę, bo czułam lekki niedosyt.
Cóż, książka bardzo, ale to bardzo mnie rozczarowała, bo spodziewałam się jakiejś historii z klimatem (co wyraźnie sugeruje recenzja na okładce), a tymczasem autor zaserwował niezbyt strawne danie (bo ucztą duchową tej lektury na pewno nie nazwę).
Przede wszystkim nieliczne wątki bardzo się rozłażą i przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem ideę tej mini powieści. Bo, że pasja do książek może i niszczyć, i budować - to wie każdy średnio oczytany człowiek. Oczywiście można tę myśl rozwijać i pisarze wciąż to robią, ale z różnym skutkiem. Jedni tworzą piękne i mądre książki o książkach, innym wychodzą popłuczyny. I do tych drugich należy "Dom z papieru". Moim zdaniem, nie ratują go nawet nieliczne ładnie brzmiące fragmenty o bibliotekach, czytelnikach i zamiłowaniu do czytania - bo Ameryki autor nimi nie odkrył.
Pomysł na powieść może i dobry, ale realizacja do bani!
Książka opowiada o podróży,a opisywane postaci mają niesłychane zamiłowanie do książek.
Jedna ze słynnych książek o książkach. Króciutka,szybko się czyta,ale szczerze mówiąc nie mogłam się skupić,czytając Dom z papieru ... Ciut ciut nudna.Na pewno jeszcze powrócę do tej lektury :) Początkowo nie za bardzo wiedziałam o co chodzi.Nie ciągnęło mnie do niej.Nie wiem,co mogę jeszcze dodać. Cóż... warto przeczytać :)
przedziwna. doceniona za drugim podejściem.
Genialna! Znakomita! Urokliwa! Mądra! Maleńka książka (objętościowo), ale diamencik. Weszła we mnie i - mam nadzieję – nigdy nie wyjdzie. I cóż za genialny pomysł! Nie zdradzę go, choć niektórzy już to zrobili pisząc recenzję tej książki. Przeczytajcie „Dom z papieru” koniecznie!
I tylko na koniec, ze smutkiem, zdziwię się, że książka mogła się nie podobać. Cóż, de gustibus…
Książka z ciekawym pomysłem, może i bez wartkiej akcji, może i bez wielkich emocji, jednak jest to mądra opowieść dla wszystkich tych którzy kochają książki i tym osobom chciałbym tą historię polecić. Inni czytelnicy nie znajdą w niej nic interesującego.
By czytać tę książkę, należy być oczytanym.
Istna orgia cytatów i odwołań do literatury światowej.Książka o książkach i miłości do nich. O obsesji i zupełnym zatraceniu się. Nietuzinkowa fabuła, porywająca i niestety krótka.
Sam pomysł dobry, ale książką zdecydowanie za krótka, zupełnie nierozwinięta...
Jednym słowem - dramat.
Nie polecam, strata czasu i pieniędzy.
Chudziutki "Dom z papieru" to mój przerywnik pomiędzy grubymi tomiskami, cegłami, które - powiem szczerze - uwielbiam. Przepadam za długo ciągnącymi się, bogatymi w słowa powieściami, z bohaterami, do których mogę się przywiązać.
Ta niewielka książeczka jako przedmiot jest bardzo ładna, pięknie wydana, wyraźny (brązowy!) druk, marginesy z oddechem, przyjemnie jest wziąć ją do ręki; cegły z niej jednak nie będzie, za cienka jest :-)
Czy książki mogą się stać prawdziwymi cegłami? Największy bibliofil Urugwaju w przypływie szaleństwa zamienia swe książki na cegły - buduje ze zbieranych całe lata woluminów (a ma ich - bagatela! około dwudziestu tysięcy) dom na odludziu, a potem usiłuje znaleźć pewną książkę, którą chce wysłać kobiecie i....
Tę historię opowiada inny miłośnik książek, narrator - profesor literatury, który ma piękny, uporządkowany, codziennie odkurzany księgozbiór, nigdy nie bazgrze po książkach a gdy czyta jedną z nich korzysta jeszcze z co najmniej dwudziestu kojarzących się w jakiś sposób z tą czytaną...
Ciekawa historia (choć króciutka, takie właściwie opowiadanie), którą przeczytałam w parę dni, jeżdżąc tramwajem do pracy. Nie była to chyba najlepsza sceneria dla tej historii, której czytanie wymagałoby na przykład wygodnego fotela z widokiem na własny księgozbiór, świecy, wina...
Książka, powiem szczerze, jest trochę przerażająca, można poczuć ciarki na plecach. I jest bardzo iberoamerykańska, pełna magii. Tym razem magia dotyczy książek, o których Domingues pisze głównie jak o przedmiotach, które się gromadzi, pożądliwie zbiera, wydaje na nie wszystkie pieniądze, stawia we wszystkich kątach w domu lub na luksusowych regałach, buduje się wokół tego całe życie... Uwaga - jednak to tylko książki - każda z nich jest podróżą, ale nie zastąpią życia...
Ale jak w sobie pokonać tę dziwną pazerność, jak ugasić płomień w oczach, gdy widzę tę, którą tak chciałabym mieć...
Niewielka książeczka, a jednak wzbudziła we mnie wiele przemyśleń. Na przykład takie, że nie jest mi obojętne jak książka jest wydana, jaka jest wielkość czcionki, czy strony nie są przeładowane tekstem, czy zachowany jest rytm graficzny. Książka to też piękny przedmiot, który się ogląda, wiele razy dotyka, a nawet wącha :-) - o tym wiedzą już polscy wydawcy, na przykład Świat książki, który wydał "Dom z papieru", wydawnictwa Znak, WAB czy Smak słowa. A te ich piękne okładki tak kuszą... Kiedyś bardzo lubiłam serię Kameleon wydawnictwa Zysk i S-ka, jednak teraz zniechęca mnie drobny druk, broszurowe okładki. Wydajcie proszę moje ulubione książki ponownie!
Dom z papieru to krótkie opowiadanie przedstawiające tezę, że książki potrafią wnikać w rzeczywistość i zmieniać ludzkie życie.
Czy autor ją obalił czy potwierdził?
Jak najbardziej potwierdził, a narracja prowadzona w pierwszej osobie, już sama w sobie stanowiła jej potwierdzenie. Mamy bowiem wrażenie, że wydarzenia opisane w książce są prawdziwe.
Dominguez ukazuje jak książki potrafią wpłynąć na człowieka, pokazuje również złe skutki "choroby czytelniczej". To mogłoby spotkać każdego z nas, każdego z moli książkowych.
Obsesyjne kupowanie, pochłanianie książek całymi dniami, niemal zerwanie ze światem rzeczywistym, oderwanie od rzeczywistości, rozmowy z nielicznymi przyjaciółmi poświęcone jedynie książkom, kupowanie, czytanie, kupowanie, czytanie...
Aż w końcu książki niszczą człowieka, prowadzą do obłędu...
Przyznam, że historia głównego bohatera, a zwłaszcza jej końcówka mnie mocno zaskoczyła. Nie spodziewałam się spotkać na kartach Domu z papieru takiego człowieka, a tym bardziej tego, że tytuł ma całkowicie inne znaczenie niż sobie wyobrażałam.
Mimo, że uwielbiam czytać i jestem molem książkowym to nigdy nie przedkładam książki nad spotkanie z przyjaciółmi. Myślę, że mam zdrowe podejście do książek, owszem czasem mam takie okresy, że je wręcz pochłaniam, ale zawsze traktuję jako rozrywkę. Mimo tego wszystkiego kiedy wieczorem skończyłam tę krótką książeczkę długo nie mogłam zasnąć i czułam nieokreślony niepokój. Czy obawiałam się, że mogę skończyć tak jak bohater Domu z papieru? Pewnie podświadomie tak.
Szczerze mówiąc sama nie wiem czy książka Domingueza mi się podobała czy nie. Ta książka jest... dziwna. Poczytałam trochę recenzji na LC i wiele osób czuje niedosyt. Wprawdzie klimat książki z pozoru nie jest jakiś straszny, ale jeśli się wczytać, jeśli się wczuć to można poczuć ciarki na plecach. A przecież kiedy się ją odkłada... o czym się myśli...?
Krótka historia o miłości do książek, która jest silniejsza od innych uczuć. Pożyczyłam ją od siostry jakiś czas temu i mając wolną chwilę między “książką, a książką” zatopiłam się w opowiadaniu. Autor, Carlos Maria Dominguez, miał bardzo ciekawy pomysł - chciał pokazać jak uzależnienie od książek może wpłynąć na ludzkie życie.
Bohaterka, o której dowiadujemy się po jej śmierci - ginie wpadając pod samochód zaczytana w poezji Dickinson. Jej przyjaciel, a jednocześnie kolega z pracy, odbiera po jej śmierci dziwną przesyłkę. Jest ona zaadresowana do zmarłej, a zawiera książkę “Smuga cienia” Josepha Conrada. Jednak nie jest to “zwykła” książka. Brudna, cała w cemencie i innych “odpadkach” leży i czeka na odkrycie swojej historii. Nasz bohater ulega jej urokowi i przelatuje pół świata, by odnaleźć człowieka, który nadał tę paczkę. Dobry, mocny początek. Bardzo dobry.
Ale niestety, to by było chyba na tyle. Jak wspominałam - pomysł fajny, wykonanie już “takie sobie”. Za mało, za krótko. Często nijako. Historia doprowadza nas do miejsca, z którego w sumie niewiele wynika poza chorobliwą miłość do książek, która potrafi pomieszać zmysły. Czy skutecznie Dominguez ostrzegł nas przed bibliofilstwem? No nie wiem. Mi, osobiście, żal było przede wszystkim mnóstwa zmarnowanych tomów, które zamiast niszczeć mogły posłużyć innemu maniakowi. A pomieszanie zmysłów - no cóż, pasja do książek może wiele zdziałać, zawalić nam półki w pokoju, mocno uszczuplić portfel lub zafundować wiele nieprzespanych nocy, ale żeby było aż tak groźne jak chce nasz autor? No wątpie :)
Na półkach
Cytaty z książki
- „Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie” - 62 osoby to lubią
- „Nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której ju...” - 61 osób to lubi
- „Jako czytelnicy szpiegujemy biblioteki przyjaciół, choćby tylko dla rozrywki. Czasami po to, żeby od...” - 39 osób to lubi

Albertus
Selkar
Matras
Empik
Weltbild
Zinamon























