Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Koniec warty

Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Cykl: Bill Hodges (tom 3)
Wydawnictwo: Albatros
7,03 (1588 ocen i 224 opinie) Zobacz oceny
10
79
9
125
8
336
7
529
6
343
5
124
4
31
3
14
2
5
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
End of Watch
data wydania
ISBN
9788379857531
liczba stron
480
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

SPEKTAKULARNE ZAMKNIĘCIE TRYLOGII O EMERYTOWANYM DETEKTYWIE BILLU HODGESIE Brady Hartsfield, zabójca odpowiedzialny za masakrę w „Panu Mercedesie”, znajduje się w stanie wegetatywnym w Klinice Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu. Zakończenie drugiego tomu trylogii sugeruje jednak, że w pokoju 217 przebudziło się coś złego –zabójca nie tylko odzyskał świadomość, lecz także zyskał nowe, śmiertelne...

SPEKTAKULARNE ZAMKNIĘCIE TRYLOGII O EMERYTOWANYM DETEKTYWIE BILLU HODGESIE

Brady Hartsfield, zabójca odpowiedzialny za masakrę w „Panu Mercedesie”, znajduje się w stanie wegetatywnym w Klinice Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu. Zakończenie drugiego tomu trylogii sugeruje jednak, że w pokoju 217 przebudziło się coś złego –zabójca nie tylko odzyskał świadomość, lecz także zyskał nowe, śmiertelne moce, które pozwolą mu siać niewyobrażalne spustoszenie bez opuszczania szpitalnego pokoju. Emerytowany detektyw Bill Hodges i wspierająca go Holly Gibney, którzy nadal prowadzą agencję detektywistyczną, zostają wciągnięci w najbardziej niebezpieczne ze swoich dotychczasowych dochodzeń, bowiem Brady Hartsfield powraca i planuje zemstę nie tylko na Billu Hodgesie i jego bliskich, ale na całym mieście.

TYM RAZEM STEPHEN KING SIĘGA PO TAK LUBIANE PRZEZ JEGO FANÓW ELEMENTY GROZY, ŁĄCZĄC MISTRZOWSKO LITERATURĘ DETEKTYWISTYCZNĄ Z NADNATURALNYM SUSPENSEM,
KTÓRY JEST JEGO ZNAKIEM FIRMOWYM

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 867

Utracone status quo

Każdy człowiek potrzebuje w swoim życiu pewności, kilku punktów, których zawsze może być pewien - wtedy utrzymuje jakoś swoje status quo, wraca do nich, kiedy na innych polach zaczyna dziać się coś niedobrego. Słowem - może na nich polegać i stanowią one pewne wytyczne, pozwalają utrzymywać nas na nogach dzięki naszej wierze w ich niezmienność. Takim właśnie niezmiennym punktem często jest dla nas miłość (rodzicielska, siostrzana czy ta partnerska), wieloletnia przyjaźń, świadomość, że zawsze możemy wrócić do domu, czy że jakaś osoba zawsze nam pomoże, kiedy będziemy w potrzebie. Z rzeczy bardziej przyziemnych może to być ulubiona marka odzieżowa czy kosmetyczna, na której nigdy się nie zawiedliśmy i do której zawsze możemy wrócić po nieudanych eksperymentach; może to być przepis, który zawsze nam wychodzić i dzięki któremu nie zepsujemy ważnego dla nas obiadu; może to być reżyser, na którego filmy chodzimy pewni, że pieniądze wydane na bilety nie będą zmarnowane. Takim stałym punktem może być też pisarz, którego książki zawsze są dobre, choćby nie wiadomo, co się działo. I takim pisarzem jest dla mnie Stephen King - miewał lepsze i gorsze tytuły, zawsze były to jednak albo rewelacyjne dzieła albo przynajmniej dobre. Niestety... równowaga w moim małym, prywatnym świecie literatury została zachwiana, kiedy ukazała się ostatnia część kryminalnego cyklu Króla Horroru, zatytułowana „Koniec warty”.

Trylogia „Pan Mercedes od samego początku budziła sprzeczne uczucia wśród fanów...

Każdy człowiek potrzebuje w swoim życiu pewności, kilku punktów, których zawsze może być pewien - wtedy utrzymuje jakoś swoje status quo, wraca do nich, kiedy na innych polach zaczyna dziać się coś niedobrego. Słowem - może na nich polegać i stanowią one pewne wytyczne, pozwalają utrzymywać nas na nogach dzięki naszej wierze w ich niezmienność. Takim właśnie niezmiennym punktem często jest dla nas miłość (rodzicielska, siostrzana czy ta partnerska), wieloletnia przyjaźń, świadomość, że zawsze możemy wrócić do domu, czy że jakaś osoba zawsze nam pomoże, kiedy będziemy w potrzebie. Z rzeczy bardziej przyziemnych może to być ulubiona marka odzieżowa czy kosmetyczna, na której nigdy się nie zawiedliśmy i do której zawsze możemy wrócić po nieudanych eksperymentach; może to być przepis, który zawsze nam wychodzić i dzięki któremu nie zepsujemy ważnego dla nas obiadu; może to być reżyser, na którego filmy chodzimy pewni, że pieniądze wydane na bilety nie będą zmarnowane. Takim stałym punktem może być też pisarz, którego książki zawsze są dobre, choćby nie wiadomo, co się działo. I takim pisarzem jest dla mnie Stephen King - miewał lepsze i gorsze tytuły, zawsze były to jednak albo rewelacyjne dzieła albo przynajmniej dobre. Niestety... równowaga w moim małym, prywatnym świecie literatury została zachwiana, kiedy ukazała się ostatnia część kryminalnego cyklu Króla Horroru, zatytułowana „Koniec warty”.

Trylogia „Pan Mercedes od samego początku budziła sprzeczne uczucia wśród fanów pisarza z Maine. Byli tacy, którzy uważali, że King nie powinien porywać się z motyką na słońce, czyli brać się za pisanie kryminałów, tylko pozostać przy tym, co wychodzi mu najlepiej, a więc przy horrorach i ogólnie literaturze grozy, ewentualnie przy powieściach obyczajowych. Jakoś jednak przełknęli dwa pierwsze tomy - „Pan Mercedes” i „Znalezione nie kradzione - ale kiedy finał drugiej części jasno dał do zrozumienia, że tytułowy zabójca posiadł w wyniku wypadku nadnaturalne moce, czytelnicy znów podzielili się na dwie grupy. Jedni narzekali i kategorycznie sprzeciwiali się mieszaniu gatunków, w dodatku w cyklu, który od początku nakreślony został jako kryminał, drudzy natomiast upatrywali w tym szansy na podniesienie walorów historii o Bradym Hartsfieldzie i emerytowanym detektywie Billu Hodgesie. Teraz, kiedy książka została już wydana i przeczytana przez tych, którzy najbardziej jej wyczekiwali, a także po tym, kiedy pierwsze emocje już opadły, można ocenić zarówno ostatnią część, jak i cały, zakończony na dobre, cykl.

„Koniec warty” to powieść według mnie kiepska. Mówię to bez ogródek ze względu na to, że pozwala mi na to subiektywizm wypowiedzi podkreślony wyrażeniem: „według mnie”. Jedyne, co ją broni, to w zasadzie fakt, że na całe szczęście jest ostatecznym zakończeniem historii i nie będę musiała brnąć dalej w żywot Pana Mercedesa. Najbardziej zawiodłam się jednak na dwóch rzeczach - fabule i stylu, w jakim został napisany Koniec warty”. Przy czym pragnę zaznaczyć, że w momencie wydania pierwszej części trylogii, nie zaliczałam się do przeciwników i marud, nie narzekałam na gatunek, jaki wybrał King, a samego „Pana Mercedesaczytało mi się naprawdę dobrze. Nie był to King w najwyższej formie, ale lektura sprawiała mi przyjemność. Druga część, „Znalezione nie kradzione, okazała się lepsza od pierwszej. Pojawili się w niej nowi bohaterowie, którzy wzbudzili we mnie ogromną sympatię (w przeciwieństwie do większości postaci z otwierającego cykl tomu), a fabuła opierała się na nowej historii, dla której wydarzenia z Targów Pracy w 2009 roku, od których rozpoczynał się „Pan Mercedes”, były w zasadzie tłem. Byłam więc pewna, że finał trylogii będzie jeszcze lepszy, że autor zakończy historię w sposób porywający i godny zapamiętania. Niestety - Koniec wartyto najgorsza książka Stephena Kinga, jaką dane mi było czytać, i naprawdę przykro mi, że muszę to powiedzieć.

Najbardziej bolesne i niepokojące jest to, że w powieści brakuje przede wszystkim specyficznego dla autora „To” czy „Dallas ‘63” stylu - tego lekkiego, wyśmienitego pióra i gawędziarstwa, które niejednokrotnie sprawiało, że nawet, jeśli historia, którą nam przedstawiał, sama w sobie nie była porywająca, to czytało się ją świetnie, bo pisarzowi udawało się każdorazowo wybrnąć właśnie za sprawą stylu. Snute przez Stephena Kinga opowieści urzekały szczegółowością otoczenia i detalami ludzkiej psychiki, dialogi były wiarygodne i lekkie, a całość zawsze czytało się przyjemnie (nawet, jeśli z gęsią skórką). Tymczasem Koniec wartyto powieść męcząca, napisana topornym językiem, poszczególne zdania sprawiają wrażenie twardych i zgrubiałych, a dialogi są sztuczne, miałkie i często przypominają rozmowy z tandetnych filmów. W niektórych momentach King ewidentnie chciał wywołać u czytelnika wzruszenie, jednak zamiast tego - przynajmniej u mnie - pojawiała się konsternacja i początki gniewu na samego autora. Zachodzę w głowę, co się stało, co poszło nie tak i jak to w ogóle możliwe, że ta książka podpisana jest nazwiskiem Stephena Kinga. Zdarzyło mi się nawet zadać sobie pytanie, czy to absolutnie pewne, że to on ją napisał. Nie wyczuwam w niej Kinga, a uwierzcie mi - starałam się.

Fabuła zawodzi równie mocno, co z kolei sprawia, że powieść jest po prostu męcząca i nudna. Poprzednie dwie części połknęłam w maksymalnie trzy dni, tę natomiast czytałam chyba przez niecałe dwa tygodnie, z czego moje podejście do ostatnich kilkudziesięciu stron, zawsze wyglądało tak, że obiecywałam sama sobie, że: „dziś już na pewno skończę” - i tak przez tydzień. Szczerze mówiąc, nawet nie interesowało mnie, jak skończy się ta powieść. Ciekawa byłam jedynie prywatnych losów Billa Hodgesa, które ostatecznie potoczyły się dokładnie tak, jak można było się tego domyślać. Pomysł, który wdrożył w „Końcu wartyKing, może sam w sobie nie był zły, ale sposób jego rozpisania sprawił, że całość jest mało wiarygodna, a niekiedy nawet… śmieszna. Jak bowiem wynikało już z finału „Znalezione nie kradzione” Brady Hartsfield, czyli niepokojący Pan Mercedes, nie jest tak sparaliżowany, jak mogłoby się wydawać, a przynajmniej nie umysłowo. Po ciosie zaaplikowanym mu przez Holly na koncercie w pierwszej części trylogii, mózg zabójcy okazuje się pracować na pełnych obrotach. Co więcej, mężczyzna zdobył nowe zdolności, w które wpisuje się telekineza, a także możliwość hipnotyzowania pewnych osób, których ciała może ostatecznie przejąć i sprawować nad nimi kontrolę. A wszystko za sprawą niepozornych, mobilnych konsol do gier, Zappitów. Kiedy Brady odkrywa, co potrafi, postanawia dokończyć to, co zaplanował i zaczął w „Panu Mercedesie”. I oczywiście tylko Bill, irytująca Holly Gibney i niezbyt śmieszny Jerome mogą go powstrzymać.

Taki czytelniczy zawód nie zdarza się często. Na szczęście, bo musiałyby powstawać specjalne oddziały lub przynajmniej tabletki do każdorazowego uporania się z czymś takim. Mam szczerą nadzieję, że Stephen King powróci z czymś, co zatrze to niemiłe wspomnienie, co wydrapie mi z gardła tę nieprzyjemną, tępą gorycz, która została po lekturze „Końca warty”. Gdyby nie poprzednie dwie części, możliwe, że książkę oceniłabym jeszcze niżej, ale ostatecznie - da się ją jakoś przeczytać. Jednak drobne błędy, które popełnił King wcześniej w tej trylogii, w finale wiodą prym, a to, co sprawiało, że „Pan Mercedes” i „Znalezione nie kradzione” były dobrymi lekturami i które ostatecznie dawały satysfakcję - zniknęło i nie wiadomo, gdzie się podziało. Czekam z utęsknieniem na najnowszą powieść Króla - zbiór opowiadań, nowel, cokolwiek - i mam nadzieję, że następne jego dzieło poskleja to moje literackie status quo, które przez Koniec wartypotłukło się, rozsypało i straszy teraz ostrymi krawędziami.

Sylwia Sekret

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (3598)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 238
Paco | 2016-10-16
Na półkach: Przeczytane, King
Przeczytana: 16 października 2016

Utrapienie mnie dopadło.
Albo doczytam.
Albo pójdę poszperać w śmietniku.
W poszukiwaniu telewizora wyrzuconego.
Bo ta część ma zeza. Dlatego trudno z nią utrzymać kontakt wzrokowy.
I daleko mi do stanu nirwany. Jeżeli Kinga królem poprzez elekcję wybrano, sądzi , że to dożywotnia nobilitacja. By wierność poddanych utrzymać należy o nią zabiegać. Na laurach nie spoczywając. I duchami się nie zasłaniać. Bo skończy się abdykacją. Popytać może pana Augusta II Mocnego. Czym przekupstwo czytelnika skutkuje. Myślę, że jego detronizacja na włosku wisi. Nie idź tą drogą, Królu drogi, bo młodzi przywódcy opozycji pędzą co koń wyskoczy. I ani się nie obejrzysz... Tobie petardy prawdziwe potrzebne,
a nie kapiszony zwykłe. Gdyż sam, jakość wyśrubowałeś. A znów renomę na istotach bezcielesnych wspierasz. Czytanie prozy Twojej, to najczęściej takie małe ziemskie rozkosze były.
Były.
Bo same krasomówcze talenta, rąk zacierać nie pozwolą.
A frazesy okrągłe oklepane być się zdają.
Okultyzm nie...

książek: 197
Pinkiman | 2016-07-11
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2016
Przeczytana: 11 lipca 2016

Wyrobił się King w tym gatunku, a to jest tego dowód.

Czytając Pana Mercedesa, a później Znalezione nie kradzione nie mogłem wyjść z wrażenia, że King pisze te książki na siłę. Z tą było całkowicie inaczej i nie koniecznie przez dodany element paranormalny. Dodaje on powieści smaku, ale nie neguje gatunku, w którym była tworzona ta historia.

Książka jest napisana jak rasowy kryminał, z lekkim gawędziarstwem jak to u Kinga bywa. Kolejne elementy są dodawane stopniowo, a całość bardzo fajnie się zazębia wraz z postępami fabularnymi.

Większość postaci wyrobiła się od początku tej historii, a Holly jest solidną kandydatką, żeby kiedyś otrzymać swoją indywidualną powieść (na co szczerzę liczę).

Skoro wszystko jest tak dobrze skonstruowane, to dlaczego taka ocena?

Powieść najzwyczajniej w świecie nie wyróżnia się niczym na tle tego gatunku. Mamy bardzo dobrze skonstruowaną zagadkę, narrację z dwóch stron, ciekawe postacie, a całość jest napisana w naprawdę dobrym stylu. To stanowi...

książek: 495
Kiwi_Agnik | 2016-06-13
Przeczytana: 13 czerwca 2016

Trzecia część trylogii z detektywem Billem Hodgesem trzyma poziom.

W książce ujęte są elementy grozy, jest zło w najgorszej postaci, okrucieństwo i bezwzględność, jest akcja pełna napięć, a wszystko to "tworzy" piekielnie inteligentny psychopata, który planuje zemstę w najdrobniejszych szczegółach.

Powieść wciąga i ekscytuje, czyta się ją z wielką przyjemnością.
Pomysł na fabułę jest może trochę absurdalny i mało prawdopodobny, ale Pan King widocznie ma wielką i nieograniczoną wyobraźnię, a to się bez wątpienia ceni w literaturze.

Zatem polecam, przy "Końcu warty" nuda nie grozi.

książek: 1207

Różowe rybki grzecznie sobie pływają
Zgubione umysły chętnie zapraszają
W słowach zachęty chętnie się rozpływają

Chodź do nas popływaj z nami
Nie chcemy przecież pływać sami
Będziemy sobie na wieczność oddani

Różowe rybki grzecznie sobie pływają...

Pomiędzy nimi są niebieskie, czerwone i inne fantazyjne. Ale to różowe są najważniejsze. Najpierw się pokazują, by splątane spojrzenie widza w mig je dostrzegło, zauważyło. Następnie niczym lasso na szyję zgubionego bydlęcia, rzucaję pętlę swojej hipnozy na szyję swego obserwatora, po czym zaciskają się na niej i powoli, systematycznie, stopniowo się na niej zaciskając. Aż myśli tonąć zaczną w obłędzie, aż zadławią się nim...Tak zmanipulowany umysł jest o krok od totalnej samozagłady...
Choć różowe rybki jako narzędzie mordu Brada Hartsfielda służyły w książce innym celom, Kingowi pozwoliły jednocześnie przesłać swym czytelnikom przerażająco koszmarną prawdę, tak wszechobecną w naszych czasach...Tak przebrane metaforu w mojej opinii...

książek: 6163
allison | 2016-06-13
Na półkach: Przeczytane, Rok 2016
Przeczytana: 11 czerwca 2016

Trzecią część cyklu Kinga przeczytałam szybko dzięki wartkiej akcji, jednak z mniejszymi emocjami niż dwa pierwsze tomy. Od nadprzyrodzonych elementów, które się tu pojawiły, wolałam klasyczny kryminał (ale to, oczywiście, kwestia literackich upodobań i stosunku do twórczości pisarza - jego wierni fani i miłośnicy horrorów zapewne będą zadowoleni).

Niewiele można zarzucić tej powieści, jednak jeśli poznało się wcześniejsze części trylogii, siłą rzeczy dokonuje się porównań. W moim odczuciu na tle "Pana Mercedesa" i "Znalezionego, nie kradzionego" zamknięcie cyklu wypada nieco blado - część wątków jest przewidywalna, podobnie jak zakończenie. O ile przy lekturze wspomnianych dwóch pierwszych tomów do końca trzymana byłam w niepewności, to w przypadku "Końca warty" ze spokojem i pewnością swoich przewidywań przewracałam ostatnie strony.

Oczywiście, polecam powieść, zwłaszcza tym, którzy są już po lekturze dwóch części cyklu. "Koniec warty" czyta się szybko i lekko,...

książek: 885
nadzieja1925 | 2017-04-27
Przeczytana: 26 kwietnia 2017

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Brady zawsze lubił samobójstwa.

„Zaczną pływać ryby i zagra muzyczka. Stuknij w różowe ryby i dodawaj liczby.”

Tym razem postanawia doliczyć na swoje konto kolejne kilka istnień. Dzięki nowo zyskanym zdolnościom telepatycznym wchodzi w umysł nie jednej istoty, a za pomocą niezwykłego umysłu stwarza grę do zabijania.

Jego ciała na posyłki Doktor Z i Z-Boy będą miały pełne ręce roboty, a detektyw Hodges, z którego zdrowiem coraz gorzej, będzie musiał wkroczyć do sprawy, która już dawno zawładnęła jego życiem. Na szczęście Trzej Muszkieterowie są ciągle razem, a współpraca może uratować nie jedną sytuację bez wyjścia.

Wielkim minusem jest włączenie elementów paranormalnych, które nic nie mają wspólnego z poprzednimi częściami. Wszyscy się starzeją, chorują, a życie już nie jest takie jak kiedyś… Spodziewałam się innego zakończenia, ale no cóż…

książek: 1534
Blasphemer | 2016-06-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Recenzując - a przynajmniej starać się to zrobić! – „Koniec warty”, pozwolę sobie upiec trzy pieczenie przy jednym ogniu, i zrecenzować to jako trylogię.
Zatem na początku był „Pan Mercedes” – Stephen King postanowił popełnić powieść kryminalną. Czy Mercedesem mu się to udało? Uważam że jak najbardziej! Pomimo że nie było tu znaku firmowego Mistrza, czyli (samego w sobie) horroru z elementami fantastyki, to wyszedł z tarczą. Książkę czytało się wybornie. Wiadomo, że do jego najlepszych, firmowych tytułów, „… Mercedes” nie miał startu, ale i tak książkę wspominam bardzo pozytywnie.
Potem nastąpił czas „Znalezionego nie kradzionego”. Tutaj moim zdaniem King zstąpił jeden schodek w dół. Była to niby ta sama historia, w spektrum świata Mercedesa, ale jednocześnie inna. Inna nie znaczy zła, ale niestety jakościowo ciut gorsza. Ale w dalszym ciągu Kinga broni styl jego pisania – on przede wszystkim w „Znalezionym…” nie nudził. Choćby za to – pozytyw!
No i mamy Grande Finale trylogii,...

książek: 712
Reckless Bastard | 2016-09-21
Na półkach: Przeczytane, King, Stephen
Przeczytana: 30 sierpnia 2016

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

6/10 - DOBRA

Przebywający w Klinice Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu morderca z Mercedesa odzyskuje świadomość, a wraz z nią niespodziewanie nabywa potężne moce telekinetyczne i telepatyczne. Dzięki nowym możliwościom Brady Hartsfield staje się jeszcze bardziej niebezpieczny, ponieważ jest w stanie siać śmierć i zniszczenie nie wychodząc nawet ze szpitalnego łóżka. Ukrywając przed światem fakt odzyskania zmysłów, pacjent z pokoju nr 217 niespiesznie planuje swoją okrutną zemstę, której celem jest nie tylko detektyw Hodges, ale również społeczność całego miasta.

Ostatnia część trylogii o detektywie Billu Hodgesie to powieść łatwa, lekka i przyjemna, ale po za oczywistymi zaletami książki dostarczającej prostej rozrywki, nie niesie ona za sobą żadnych poważnych wartości. Mamy tu szybkie tempo akcji, budzącego sympatię głównego bohatera, bardzo przystępny styl autora plus kilka gotowych schematów literackiego thrillera. Niestety zawodzi potencjalnie największy atut serii, którym w...

książek: 469
Krzysztof | 2016-06-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 14 czerwca 2016

Zmęczyłem. Tylko tyle jestem w stanie napisać. Wynudziłem się jak mops. Koniec warty to jedna z najsłabszych książek Kinga jakie czytałem, a przeczytałem prawie pięćdziesiąt. Nie gra tutaj prawie nic. Nijaka fabuła, nijacy bohaterowie i finał. King od dawna nie jest w formie. Cóż miał przebłyski dawnego geniuszu (Pod kopułą i podobno Dallas 63). Tym razem się nie popisał. Miało być połączenie kryminału i wątków nadprzyrodzonych a wyszło kiczowato. Trzeba było skończyć na Panie Mercedesie. Czytając nowe książki Kinga czuć wypalenie, starczą gorycz i dużo sentymentalizmu. Gdybym pewnie był starszy o czterdzieści lat, zapewne lepiej oceniłbym tą książkę. Mam tylko cichą nadzieję, że King powróci na starość na stare śmieci i napisze jeszcze ze dwa mocne horrory, by zakończył swoją wartę z przytupem, a nie zamieniał się w Roberta DeNiro. Trzeba czekać na nową książkę, może będzie lepsza.

książek: 552
Roland | 2017-04-14
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 13 kwietnia 2017

Książę Samobójców

Stephen King lubi eksperymentować, o czym niejednokrotnie przekonał swych czytelników. Zarówno on sam, jak i mam nadzieję co raz więcej czytelników przestaje przyporządkowywać jego twórczość jedynie do gatunku grozy. King wiele razy uciekał od tej kategorii tworząc powieści czy opowiadania z zupełnie innej bajki. Taką odskocznią jest trylogia detektywistyczna. Owszem nie jest ona wyżynami literatury kryminalnej wszechczasów, ale nie o to w niej chodzi. Przede wszystkim gawędziarki styl oraz wartości i przemyślenia, które przekazuje nam autor są takimi perełkami, które tylko wprawne oko potrafi wyłowić. Nie ma nic złego w eksperymentowaniu, korekcji stylu, ewolucji warsztatu, dzięki temu czytelnik ma możliwość poznać wydawać by się mogło już poznane, nowe oblicze autora. King nie byłby sobą, gdyby wieńcząc swą trylogię nie zafundował swym wiernym czytelnikom czegoś nowego. „Koniec warty” nie jest klasycznym kryminałem w odróżnieniu do poprzednich tomów,...

zobacz kolejne z 3588 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Alek Rogoziński poleca na wakacje

Dzisiaj pięć zakurzonych książek na wakacje poleca Alek Rogoziński, autor bestsellerowej komedii kryminalnej „Jak Cię zabić, kochanie?” Alek z wykształcenia jest filologiem, z zawodu dziennikarzem, z pasji pisarzem kryminałów.


więcej
Czytanie w wannie to banał, czyli anatomia czytelnika

O intymności, uzależnieniu i radości czytania; personalizowaniu książek i grzechach czytelników; krytyce literackiej, ułomnościach rynku wydawniczego w Polsce i ważnej roli tłumacza, o festiwalu w Szczebrzeszynie - opowiada Justyna Sobolewska.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd