rozwiń zwiń

Gen atlantydzki

Okładka książki Gen atlantydzki
A.G. Riddle Wydawnictwo: Jaguar Cykl: Zagadka pochodzenia (tom 1) fantasy, science fiction
560 str. 9 godz. 20 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Zagadka pochodzenia (tom 1)
Tytuł oryginału:
The Atlantis Gene
Data wydania:
2016-04-13
Data 1. wyd. pol.:
2016-04-13
Liczba stron:
560
Czas czytania
9 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376863238
Tłumacz:
Zuzanna Byczek

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gen atlantydzki w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Gen atlantydzki

Średnia ocen
6,2 / 10
1047 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
798
394

Na półkach:

- Większej bzdury jak żyję nie słyszałem.
- Zatem opłacało się przyjechać aż z Ciechocinka.

Cytuję z pamięci, więc może niedokładnie, ale taki dialog z „Bruneta wieczorową porą” przypomniał mi się przy lekturze „Genu atlantydzkiego”.

Prywatna (należąca do międzynarodowej korporacji) elektrownia atomowa działa sobie we współczesnych Chinach, poza wszelką kontrolą tamtejszych władz. Prywatne drony (należące do tej samej korporacji) hulają w najlepsze po chińskim niebie, bez nijakiej reakcji ze strony chińskiego lotnictwa i chińskiej obrony rakietowej urządzając sobie kilkudniowe bombardowania. Hitlerowscy żołnierze panoszą się pod koniec lat trzydziestych XX wieku w Tybecie. Spółka z udziałem Niemców w praktyce włada podczas I wojny światowej strategicznym Gibraltarem.

Mało tych logicznych perełek? No to idźmy dalej.

Supertajna międzynarodowa organizacja antyterrorystyczna działająca jakoby za pieniądze światowych rządów, ale poza ich kontrolą, okazuje się przybudówką supertajnej organizacji terrorystycznej Incośtam, która stworzyła tę supertajną organizację antyterrorystyczną tylko po to, żeby ją potem zniszczyć (niczego nie zdradzam – to było oczywiste już po 30 stronach). I niszczy bez najmniejszego trudu, bo ci wszyscy przekazani do supertajnej organizacji antyterrorystycznej przez CIA, FBI, Navy Seals, MI5, MI6, SAS, FSR, Mosad i kogo tam jeszcze najlepsi z najlepszych agenci w liczbie ponad 10 tysięcy albo byli na usługach Incośtam, albo byli z byt głupi, żeby się zorientować. Z jakichś względów nie unicestwia tylko jednego uczciwego inteligentnego oficera supertajnej organizacji antyterrorystycznej będącego na tropie owej Incośtam (o czym ta Incośtam wie), chociaż mogła i na zdrowy rozum powinna to zrobić w pierwszej kolejności, zanim zabrała się za całą resztę i w ten sposób ostrzegła zdolniachę.

No i moje ulubione: supertajna organizacja Incośtam do tego stopnia jest supertajna, że posługuje się dziesiątkami spółek z Incośtam w nazwie.

Wciąż czujecie niedosyt? Proszę bardzo, brylancików ciąg dalszy.

Co do zasady cała intryga opiera się na tym, że w bardzo zamierzchłych czasach (gdy ludzie jeszcze niewiele różnili się od małp) zagrożonemu gatunkowi (czyli ludziom) pomocy udziela znacznie bardziej zaawansowana cywilizacja Atlantydów. Jakimś cudem część naszych małpich przodków zachowuje pamięć o owej pomocy i z niewiadomych powodów (każdym razie nie wytłumaczonych) uważa, że później Atlantydzi poszli sobie spać. Nadto część z tej części nie wiedzieć czemu dochodzi do wniosku, że gdy Atlantydzi się przebudzą, zniszczą ludzkość (tę samą, której wcześniej pomogli). Że niby zdziwią się, iż ludzie to już nie półmałpy. Dlaczego ci geniusze mieliby się zdziwić, nie wiadomo. No, psycholi nie brakuje, więc – jasne – ktoś tam mógł sobie takie zagrożenie ubzdurać. Ale to nie jest jakaś tak mała sekta. To organizacja zatrudniająca tysiące naukowców, żołnierzy i agentów (ta supertajna) połączonych owym dziwnym urojeniem.

Nadal mało klejnotów logiki?

Po ostatnim zlodowaceniu lodowce topniały w takim tempie, że proces ten wywoływał fale tsunami.

OK, przejdźmy do konstrukcji fabuły. W tej sprawie dwa zdania: leci to mniej więcej tak, że rozdział X kończy się wnioskiem w stylu „osoba A zginęła przygnieciona przez górę”, zaś rozdział X+2 zaczyna od „jednak osoba A nie zginęła, bo zdążyła odskoczyć spod zwałów”. Oczywiście upraszczam, ale niewiele.

A postaci i relacje międzyludzkie? Tak to z grubsza idzie, że:
- Nie ufam ci – mówi kobieta do mężczyzny. – Jesteś ubrany jak ci źli, masz broń i pierwszy raz cię widzę na oczy.
- Jestem ten dobry.
Spojrzała mu w oczy i dostrzegła w nich szlachetność i szczerość. Mogła mu zaufać.
- Ufam ci bezgranicznie, powierzam ci swoje życie.

Ja pitolę!!!!!!!! „I śmieszno, i straszno” – jak w znanym rosyjskim powiedzeniu. Kiedy administrator wprowadzi opcję gwiazdek ujemnych? To niesprawiedliwe, że muszę „Genowi” dać aż jedną gwiazdkę – tyle samo, ile innym książkom, wprawdzie złym, lecz o wiele lepszym od tej.

Trochę o tej powieści wiedziałem już wcześniej, więc nie kupiłbym jej z pewnością. Znalazłem ją porzuconą w pociągu, więc jakoś wypadało zajrzeć, a potem wpadłem w takie osłupienie, że nie mogłem przestać czytać. Po lekturze zerwałem jednak łańcuch nieszczęść i wrzuciłem tom do niszczarki. Niech już nikogo nie straszy.

Pewnie, bardzo to wszystko z mojej strony złośliwe, niekiedy przejaskrawione i z oczywistych względów skrajnie subiektywne. Ale tak to widzę, nic nie poradzę.

- Większej bzdury jak żyję nie słyszałem.
- Zatem opłacało się przyjechać aż z Ciechocinka.

Cytuję z pamięci, więc może niedokładnie, ale taki dialog z „Bruneta wieczorową porą” przypomniał mi się przy lekturze „Genu atlantydzkiego”.

Prywatna (należąca do międzynarodowej korporacji) elektrownia atomowa działa sobie we współczesnych Chinach, poza wszelką kontrolą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2004 użytkowników ma tytuł Gen atlantydzki na półkach głównych
  • 1 318
  • 654
  • 32
339 użytkowników ma tytuł Gen atlantydzki na półkach dodatkowych
  • 209
  • 47
  • 32
  • 16
  • 15
  • 10
  • 10

Tagi i tematy do książki Gen atlantydzki

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Gen atlantydzki

Więcej
A.G. Riddle Gen atlantydzki Zobacz więcej
A.G. Riddle Gen atlantydzki Zobacz więcej
A.G. Riddle Gen atlantydzki Zobacz więcej
Więcej