PapierowyTygrys 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-08 18:01:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Duża trylogia vernowska (tom 3)

Ostatnia w tym roku pozycja dla młodzieży. Myślałem, że recenzja „Tajemniczej wyspy” pójdzie gładko jak mało która, że wpadnę wyłącznie we w pełni zasłużone ochy i achy, a tymczasem… No, mam z tą książką prawdziwy problem.

Z archaicznym stylem się liczyłem, w końcu w odległych czasach nieraz i nie dwa się tę powieść czytało, więc coś się tam pamięta. Spory ładunek naiwności gotów byłem zatem...
Ostatnia w tym roku pozycja dla młodzieży. Myślałem, że recenzja „Tajemniczej wyspy” pójdzie gładko jak mało która, że wpadnę wyłącznie we w pełni zasłużone ochy i achy, a tymczasem… No, mam z tą książką prawdziwy problem.

Z archaicznym stylem się liczyłem, w końcu w odległych czasach nieraz i nie dwa się tę powieść czytało, więc coś się tam pamięta. Spory ładunek naiwności gotów byłem zatem wybaczyć, uznać za smaczek literackiego zabytku. Jednak rzecz okazała się bardziej staroświecka niż sądziłem. Poziom naładowania treści nachalnym dydaktyzmem poraża. Na dodatek ta narracja, to nieustanne zwracanie się wprost do czytelnika, wychodzenie poza akcję, objaśnianie, wskazywanie palcem… Trudno się to czyta, zgrzytliwie.

Jakimś cudem zupełnie nie spodziewałem się natomiast, jak zaboli mnie treść, w szczególności ta z owych dydaktycznych eskapad. Słowo daję, od ekofaszyzmu jestem daleki, nie mam się za osobnika politycznie poprawnego, ale parę razy aż zaskomlałem, czytając co Autor ma do powiedzenia o przyrodzie. Toż z dzisiejszego punktu widzenia bohaterowie „Tajemniczej wyspy” uprawiali gospodarkę w stosunku do środowiska skrajnie rabunkową. A ta łatwość zabijania zwierząt, nieraz tylko po to, żeby zrobić więcej miejsca ludziom albo i dla czystej przyjemności!!! Brrr, naprawdę brrr.

Z drugiej strony motyw przetrwania, walki z przeciwnościami wrogi, otoczeniem, siły człowieczego charakteru i ludzkiego rozumu wykorzystał Verne w sposób popisowy. Na podobnie wysokim poziomie lokuje się sposób rozwijania intrygi i sama tejże konstrukcja. Rzecz jest z gatunku „samotłumaczących się”, więc nie będę rozwijał. Dość, że zgrzytając od czasu do czasu zębami (gdy nasilały się opisane wcześniej słabości powieści) przekładałem stronice z zainteresowaniem i nawet szczególnego rodzaju oczarowaniem.

Koniec końców chyba nadal powinni po tę lekturę sięgnąć zarówno starsi (dla przypomnienia), jak i młodsi. W najgorszym razie po to, by zobaczyć, jak od czasów Autora zmieniło się nasze pojmowanie tego, co słuszne i prawe, a także literacki warsztat. Ten ostatni w niektórych aspektach na lepsze, ale w niektórych niestety na gorsze.

pokaż więcej

 
2018-10-25 09:20:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Pan Samochodzik (tom 9)

Z przyczyn, które już kilkakrotnie wyjaśniałem recenzując literaturę dla młodzieży, często sięgam do pozycji z tego zakresu. Tym razem przyszła kolej na powrót do Nienackiego. Cóż, cokolwiek ktokolwiek myśli o autorze jako człowieku, seria z Panem Samochodzikiem pozostaje klasykiem i choć nieuchronnie starzeje się, dla młodszych czytelników nadal pozostaje lekturą obowiązkową. Koń jakim jest... Z przyczyn, które już kilkakrotnie wyjaśniałem recenzując literaturę dla młodzieży, często sięgam do pozycji z tego zakresu. Tym razem przyszła kolej na powrót do Nienackiego. Cóż, cokolwiek ktokolwiek myśli o autorze jako człowieku, seria z Panem Samochodzikiem pozostaje klasykiem i choć nieuchronnie starzeje się, dla młodszych czytelników nadal pozostaje lekturą obowiązkową. Koń jakim jest każdy widzi, więc nie ma sensu wdawać się w szczegóły. Po prostu: fabuła interesująco zapleciona wokół przygody i wątków kryminalnych, właściwa doza naturalnego humoru, edukacja z dzisiejszego punktu widzenia trochę nachalna, ale obiektywnie wciąż na poziomie. Rażą właściwie tylko ideologiczne zapędy, ale wyrobiony czytelnik potrafi przecież założyć na oczy (oraz mózg) odpowiedni filtr (jeśli nie sam, to z pomocą rodziców) i odcedzić tę warstwę.

pokaż więcej

 
2018-10-25 08:14:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Sherlock Holmes (tom 2)
 
2018-10-25 08:14:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-25 08:13:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-25 08:13:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-25 08:11:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-25 08:03:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Sherlock Holmes (tom 3)

Kolejny odcinek nostalgicznych powrotów do lektur dzieciństwa i bardzo wczesnej młodości, tym razem kompletnie nieudany. "Pies (...)" ma wszystkie wady ramotki, a niewiele zalet. Papierowe, jednowymiarowe postaci, skrajnie naiwne motywacje, pretensjonalny styl, ciągnąca się jak makaron intryga, której rozwój jest nieustannie hamowany przez gadulstwo bohaterów, nie wyłączając tego głównego,... Kolejny odcinek nostalgicznych powrotów do lektur dzieciństwa i bardzo wczesnej młodości, tym razem kompletnie nieudany. "Pies (...)" ma wszystkie wady ramotki, a niewiele zalet. Papierowe, jednowymiarowe postaci, skrajnie naiwne motywacje, pretensjonalny styl, ciągnąca się jak makaron intryga, której rozwój jest nieustannie hamowany przez gadulstwo bohaterów, nie wyłączając tego głównego, który jakoby... gadułą nie jest. Z pozytywów zostaje w zasadzie wyłącznie urok starocia sam w sobie, ale to o wiele za mało, żeby dało się owo opowiadanie czytać. Odradzam. Lepiej zostawić wspomnienia takie, jakimi są, i nie konfrontować ich z rzeczywistością.

pokaż więcej

 
2018-10-22 11:31:56
Ma nowego znajomego: Barbara Bereżańska
 
2018-10-22 09:08:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Martin Servaz (tom 1)

Według mnie Bernard Minier to kandydat na Paolo Coelho literatury kryminalnej, ale…

Przede wszystkim strasznie pretensjonalne i patetyczne to dziełko.

Na początek kilka fragmentów (cytuję z pamięci, więc niedokładnie, ale sens i styl z grubsza zachowałem). W nocy mgła jak jakiś duch zagnieździła się tutaj – pisze Autor. A w innym miejscu – wraz z 30 tonami stali (ciężarówka – przyp....
Według mnie Bernard Minier to kandydat na Paolo Coelho literatury kryminalnej, ale…

Przede wszystkim strasznie pretensjonalne i patetyczne to dziełko.

Na początek kilka fragmentów (cytuję z pamięci, więc niedokładnie, ale sens i styl z grubsza zachowałem). W nocy mgła jak jakiś duch zagnieździła się tutaj – pisze Autor. A w innym miejscu – wraz z 30 tonami stali (ciężarówka – przyp. Papierowy Tygrys) otarła się o niego sama śmierć. Jeszcze zaś gdzie indziej, komentując przejście grupki roześmianych młodych ludzi pod oknami domu bohatera – z daleka przez jakiś czas dobiegał jeszcze ich śmiech jak echo minionej młodości. Wszystkie te figury i zawijasy są tak napuszone, że nie powstydziłaby się ich dziewiętnastowieczna pensjonarka (ten ostatni na dodatek kompletnie bez sensu). A przecież podobnych jest w książce mnóstwo – po kilka na stronicy. Brzemienne śniegiem jodły i brzozy – poważnie? Powieść aż puchnie od tych „perełek”, wśród których najczęściej (aż do znudzenia, widać to ulubione zabiegi Autora) reprezentowane są zimne (bądź lodowate, bądź też lodowe lub mroźne) pchnięcia, fale, dłonie, dotyki, powiewy, dreszcze i szpikulce (ponownie cytuję z pamięci, ale tak to mniej więcej szło) jako metafory strachu. Nie są to wszakże jedyne natrętnie powtarzające się metaforyczne motywy. Np. niewiele rzadziej czytelnik epatowany jest przeróżnymi formami dobijania się jakiejś idei do mózgu bohatera (coś mu tam na skraju mózgu się zagnieżdża albo podobnie).

Skoro już o strachu… Protagoniści tak zgodnie podlegają działaniu owych dreszczy i szpikulców, że zdają się być wykrojeni spod jednego szablonu. Byle co i już się boją. Takie nieustannie drżące niebożątka.

Do tego dołóżmy skłonność do używania literackiej kalki w szerszym ujęciu, dzięki czemu mamy psychopatę sprawiającego wrażenie mentalnego brata bliźniaka Hannibala Lectera, przemysłowca rodem ze złych snów antyglobalistów, opętanych męskim szowinizmem niedobrych policjantów, przełożonych w typie tanich karierowiczów, dręczące policję niedoinwestowanie. Czytając tę powieść miałem nieustannie wrażenie, że Autor usiłował wtłoczyć w nią jak najwięcej jak najbardziej powszechnych gatunkowych schematów i że… niestety mu się to udało.

Na okrasę mamy wszechpotężny zbieg okoliczności – a to policjant zostawi pistolet w skrytce w najmniej odpowiednim momencie, a to w równie nieodpowiednim wyładuje mu się bateria w telefonie, a to „dla odmiany” inna postać ni stąd ni zowąd znajdzie kanał podsłuchowy (w sensie dosłownym), a to wreszcie pies wyskoczy na drogę, żeby spowodować wypadek i utrudnić bohaterowi zadanie. Itd. itp.

No i ta piramida naiwności, na której szczycie stoi źródło intrygi, czyli niezwykle skomplikowana metoda działania ZŁA, ściągająca na nie uwagę, chociaż miało owo ZŁO wszelkie środki i możliwości, by rzecz załatwić inaczej – prosto, elegancko i skrycie. A na niższych szczeblach nie lepiej. Ot, choćby OCZY (tak, oczy – nie mowa ciała, nie odwracanie, czy spuszczanie wzroku), w których główny bohater realnie czyta jak w księdze, wyciąga realne wnioski i na których podstawie podejmuje realne działania. Wymknęła się Autorowi ta metafora spod kontroli i zaczęła żyć realnym życiem. No nie – domniemany błysk w oku może być przyczyną nieuprawnionej emocji gimnazjalistki, ale nie intelektualnej reakcji detektywa.

Finał – jak wiadomo – wieńczy dzieło. Tu zaś w finale każdy ze złoczyńców uznaje za stosowne (bez nijakiej merytorycznej potrzeby) wyjawić wszystkie swe motywy i sposób działania… Znacie ten motyw? Trzyma łobuz protagonistę na muszce i zamiast nacisnąć spust (raczej jest w pośpiechu) wdaje się w gadki i opowiada, opowiada, opowiada. Ech!

Wszystko przebija jednak narratorskie monologowanie. Czy Autor nie wie, że powieść polega na pokazywaniu, a nie na opisywaniu? Czy naprawdę każdy znaczniejszy bohater musi każde wydarzenie wałkować w myślach jak ciasto, rozkładać je na czynniki pierwsze i składać mozolnie z powrotem, byle tylko czytelnik nadążył i zrozumiał, jakie jest znaczenie nowego faktu? A przede wszystkim, czy każde uczucie bohatera musi być poddawane podobnej sekcji? Zabrakło w tym wszystkim skrótu, wiary w inteligencję czytelnika, „samotłumaczących się” reakcji bohaterów, objaśniających motywy i naturę emocji. Bla, bla, bla – bez końca.

Źle, bardzo źle, a jednak AŻ 4 gwiazdki. Dlaczego? Dlatego, że Autorowi się chce. Włożył w tę powieść mnóstwo pracy. Nieomal namacalnie czuje się, iż się starał, bardzo chciał zrobić coś niepowierzchownego, napisać książkę, która na dłużej zostanie w pamięci czytelnika, skłoni go do myślenia. Coś, co nie polega na młóceniu się po gębach (udało się) i co miałoby logiczną (udałoby się, gdyby nie naiwności i zbiegi okoliczności), mocno osadzoną w kontekście akcję. To znaczy bardzo wiele, bo z manieryzymów i błędów fabularnych można dość łatwo wyrosnąć jeśli nie brakuje chęci (na co znam wiele przykładów i czego również Autorowi życzę), a z lenistwa i zamierzonej tandety znacznie trudniej. Nie lekceważąc słabości pisarstwa Miniera, dam mu więc z pewnością przynajmniej jedną szansę. Koniec końców jest bowiem Minier zjawiskiem w literaturze popularnej może nie nowatorskim, ale lekko odświeżającym, a to już coś. Jeśli kolejna powieść nie okaże się lepsza od tej, niestety bardzo się nie zdziwię, ale będę Autorowi kibicował.

pokaż więcej

 
2018-10-12 21:24:52
Ma nowego znajomego: Nozomi
 
2018-10-12 20:54:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Silny wpływ stylu Prestona niestety się czuje, ale nie to jest najgorsze. Sam pomysł trąci nietypową dla Crichtona nutą infantylizmu - w tym problem. Sukces opowieści o ludziach skonfrontowanych z gigantycznymi zwierzętami trzeba było jakoś dalej dyskontować, a dinozaury się czytelnikom przejadły, więc rach ciach Autor skierował rzecz w dokładnie drugą stronę - zamiast wielkich gadów mamy mini... Silny wpływ stylu Prestona niestety się czuje, ale nie to jest najgorsze. Sam pomysł trąci nietypową dla Crichtona nutą infantylizmu - w tym problem. Sukces opowieści o ludziach skonfrontowanych z gigantycznymi zwierzętami trzeba było jakoś dalej dyskontować, a dinozaury się czytelnikom przejadły, więc rach ciach Autor skierował rzecz w dokładnie drugą stronę - zamiast wielkich gadów mamy mini ludzi, przy których zwykłe owady są gigantyczne. A w tych dekoracjach niestety wiele nieprzystającej Crichtonowi i jego pamięci miałkości. Nadal lepsze od większości konkurencyjnych dokonań, ale jak na tego twórcę rozczarowujące. Smutne pożegnanie.

pokaż więcej

 
2018-10-12 20:41:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Napisane raczej sprawnie, choć nie bez warsztatowych wpadek (w niektórych przypadkach dość irytujących bardziej wymagającego czytelnika) i wycieczek w stronę grafomanii. W swoim gatunku mimo wszystko byłaby to rzecz powyżej naszej smutnej krajowej średniej, gdyby traktowała o czymkolwiek więcej niż tylko o wojennej odwadze, żołnierskim honorze i braterstwie broni. No tak, moim zdaniem to... Napisane raczej sprawnie, choć nie bez warsztatowych wpadek (w niektórych przypadkach dość irytujących bardziej wymagającego czytelnika) i wycieczek w stronę grafomanii. W swoim gatunku mimo wszystko byłaby to rzecz powyżej naszej smutnej krajowej średniej, gdyby traktowała o czymkolwiek więcej niż tylko o wojennej odwadze, żołnierskim honorze i braterstwie broni. No tak, moim zdaniem to niestety powieść dla nastoletnich chłopców, na rynku jakimś nieszczęsnym cudem kierowana jednak do znaczniej szerszej grupy czytelników. Wobec braku głębszego przesłania natrętne epatowanie przez Autora mnóstwem cudacznych nazw (nieraz po prostu infantylnych) wywołuje zgrzytanie w mózgu. Te wszystkie wyróżnienia i nagrody... Ech, czasy... Kiedyś to naprawdę trzeba było zasłużyć.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
311 76 1222
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (25)

Ulubieni autorzy (9)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd