Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie

Tłumaczenie: Bartłomiej Pietrzyk
Wydawnictwo: Znak Horyzont
7,82 (62 ocen i 15 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
11
8
26
7
15
6
5
5
0
4
0
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Black Earth: The Holocaust as History and Warning
data wydania
ISBN
9788324030804
liczba stron
592
słowa kluczowe
Bartłomiej Pietrzyk
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

HOLOKAUST – ODLEGŁA PRZESZŁOŚĆ CZY NIEPOKOJĄCE OSTRZEŻENIE? O Holokauście napisano już praktycznie wszystko – znamy fakty, daty i liczby. Wciąż nie potrafimy go jednak zrozumieć. Zagładę przedstawia się jako niepowtarzalny i tragiczny efekt szaleństwa jednego człowieka, o którym nie da się mówić bez emocji i poczucia winy. Myśleliśmy, że Holokaust to przeszłość. Aż do teraz… Timothy Snyder...

HOLOKAUST – ODLEGŁA PRZESZŁOŚĆ CZY NIEPOKOJĄCE OSTRZEŻENIE?

O Holokauście napisano już praktycznie wszystko – znamy fakty, daty i liczby. Wciąż nie potrafimy go jednak zrozumieć. Zagładę przedstawia się jako niepowtarzalny i tragiczny efekt szaleństwa jednego człowieka, o którym nie da się mówić bez emocji i poczucia winy. Myśleliśmy, że Holokaust to przeszłość. Aż do teraz…
Timothy Snyder prezentuje nowatorskie, zaskakująco logiczne wyjaśnienie największej zbrodni XX wieku. Jak nikt dotąd, przejrzyście opisuje mechanizm Zagłady, nie pomijając przy tym perspektywy jej świadków, w tym Polaków.
Twierdzi, że źle odrobiliśmy lekcję ze zrozumienia Holokaustu, nie widząc realnego zagrożenia, przed którym stoimy dzisiaj. Początek XXI wieku, z niepokojami w różnych rejonach ziemi, zatrważająco bowiem przypomina świat, który zrodził Hitlera.
Paradoksem jest, że im lepiej poznajemy Holokaust, tym bardziej staje się on przerażający. Jeśli nie zrozumiemy jego historii, istnieje ryzyko, że się powtórzy. Nie możemy zlekceważyć tego ostrzeżenia.
Czarna ziemia to książka pasjonująca i mądra. Obowiązkowa lektura dla nas wszystkich.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1836

„Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach” Gustaw Herling-Grudziński

To właściwie pierwsza przeczytana przeze mnie książka, która mówi mi cokolwiek o tym, co tak naprawdę działo się w okupowanej podczas drugiej wojny światowej Europie Wschodniej. Dlaczego właśnie tam miał miejsce Holokaust, a przede wszystkim o relacji Polacy (i inne wschodnie narody)-Niemcy-Żydzi. Oczywiście jest masa książek na ten temat, od pozycji historyczno-chronologicznych (kto, gdzie i ile), po emocjonalną eseistykę (jednostronne „Sąsiedzi” Grossa, „Biedni Polacy patrzą na getto” Błońskiego). Pojawiają się także książki z przeciwnego bieguna, w duchu negacjonizmu, np. o tym że Polacy nie uczestniczyli w pogromie w Jedwabnem, nigdy nie byli antysemitami, w tym całkowicie już odlatujące w kosmos, o tym że Holokaustu w ogóle nie było, czy też jakieś obrzydliwe antysemickie i skrajnie prawicowe broszury. Wieńczy te stosy papieru wspomnieniowa masówka, zbyt często ocierająca się o wyciskacz łez, lub kiczowata proza obyczajowo-przygodowa, wykoślawiające ówczesną rzeczywistość (tym razem jako sztandarowy przykład niech posłuży film „Lista Schindlera”, który w warstwie fabularnej czy estetycznej nawet mi się podoba). Holokaustowy spam nie tylko nie służy faktom, ale nie służy również zrozumieniu.

„Czarna ziemia” została napisana z myślą o zachodnim czytelniku, dla którego kraje wschodnioeuropejskie to jądro antysemityzmu, i który kojarzy te kraje jedynie z Holokaustem, przy czym pamięć o Holokauście niemal całkowicie wypiera pamięć o pozostałych ofiarach nazizmu – cierpienia nie-Żydów są przemilczane, względnie nie ekscytują. Ale Snyder jest też dla polskiego czytelnika. Odnajdzie się w nim taki czytelnik, który uważa, że zarówno gorączkowe zaprzeczanie jakiemukolwiek udziałowi Polaków w Holokauście, jak i bijące się w pierś przyznawanie się do wszelkich win, dystansujące (jak mam niekiedy wrażenie) „dokonania” Niemców w tym zakresie, wywierają taki wpływ na poziom dyskusji na ten temat, jaki na skład porcelany wywiera słoń (osobiście uważam, że w Polsce mierzenie się z historią odbywa się nieumiejętnie, w stylu konfrontacyjnym, czego przykładem jest książka „My z Jedwabnego” Anny Bikont będąca relacją z ekspedycji rozliczeniowej przeprowadzonej przez Bikont wśród jedwabnego luda kilkadziesiąt lat po wojnie). W efekcie, pojawia się zmęczenie, zniechęcenie i irytacja (patrz „Mała Zagłada” Anny Janko), nie wspominając już o całkowicie niezamierzonym skutku ubocznym: wzroście postaw antysemickich.

Książka Snydera nie pomija żadnego kontekstu, uwzględnienia cierpienia całej ludności na wschodzie (Polaków, Ukraińców, Litwinów), nie tylko Żydów. To ze Snydera dowiedziałam się, że na Polakach przeprowadzono największą w dziejach kampanię eksterminacji członków mniejszości narodowej w okresie pokoju, w ramach tzw. „polskiej operacji” w latach 1937-1938 w Związku Radzieckim – najbardziej krwawej akcji etnicznej w ramach panującego wówczas Wielkiego Terroru. Generalnie przytłaczająca lektura, mnie kosztowała trochę zdrowia, ale nie żałuję.

Timothy Snyder to historyk, które całe zawodowe życie poświęcił historii Europy Wschodniej, przyjaciel Tony’ego Judta, znający kilka słowiańskich języków (żeby móc studiować dokumenty w oryginale), o wysokiej klasie intelektualnej. Ponadto, co uważam za nie mniej ważne niż wspominane wcześniej zalety, nie krępują go więzy emocjonalne; to mieszkaniec Środkowego Zachodu Stanów Zjednoczonych, nie mający rodzinnych związków z tą częścią Europy. To spojrzenie z zewnątrz, ufam, że pozbawione uprzedzeń. Nie lubię twierdzeń typu „obowiązkowa lektura dla …”, ale jeżeli ktoś zastanawia się nad udziałem Polaków w Holokauście, prowadzi dyskusje na ten temat, wykłóca się ze znajomymi, pomstuje na pismaków, jednocześnie nie chce jednak popadać w skrajności, ale chce mieć jakieś pojęcie na ten temat, to chyba nie ma innego wyjścia, jak sięgnąć do Snydera. Warto też dla samego kunsztu autora, zobaczyć co to znaczy warsztatowo bardzo dobra książka historyczna. Snyder odrzuca klasyczne narracje historyczne, łączy i interpretuje fakty w sposób wcześniej mi nie znany, to historia opowiedziana na nowo, w dużej mierze historia przedwojennej i wojennej Polski.

Snyder opowiada o tym, kim, a właściwie czym był Hitler, którego nazywa „biologicznym anarchistą”, i który „nawet nie był nacjonalistą” (co tłumaczy brak zainteresowania Hitlera losem niemieckiej ludności cywilnej pod koniec wojny, zdaję się w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy krzyczał, że naród niemiecki nie dorósł do wielkości, jest słaby, a jako taki może zginąć). Niemcy miały służyć jednemu celowi, a właściwie obsesji jednego człowieka: całkowitemu usunięciu Żydów, obwinianych za globalne kryzysy, a który to „projekt” miała charakter ekologiczny (usunięcie pasożytów niszczących Matkę Ziemię). Do tego „projektu” trzeba było przekonać Niemców. Sposób w jaki funkcjonowała propaganda nazistowska zadaje kolejny kłam twierdzeniu, że Niemcy nie zdawali sobie sprawy z eksterminacji Żydów i zbrodni na Wschodzie. Propaganda ta bowiem bez ogródek wbijała do głowy przeciętnego Niemca, że albo my albo oni, kończą się zasoby żywności i surowców, nie starczy dla wszystkich, musimy zaatakować i zniszczyć ich pierwsi, zanim oni zniszczą nas, w przeciwnym razie zginiemy („oni” to oczywiście Żydzi). Nie trudno się wobec tego domyślić, dlaczego jedna z tez postawionych przez Snydera głosi, że kolejny Holokaust, może się znowu wydarzyć i to w centrum krajów zachodnich. Wystarczy odkurzyć propagandę nazistowską, uwspółcześnić ją i wsadzić do mediów społecznościowych.

Snyder bardzo dużo pisze o Polsce, kraju, który w okresie międzywojennym zmagał się z poważnymi problemami ekonomicznymi i społecznymi. Wieś była przeludniona i panowało olbrzymie bezrobocie, brakowało ziemi rolnej. Na każdego zasymilowanego Żyda przypadało 10 niezasymilowanych, a ich liczba ogółem przekraczała 3 miliony. Był to podatny grunt na ziarno antysemityzmu, ale również polityczny powód dla polskich władz snujących plany pozbycia się Żydów. Naziści zaproponowali polskiemu rządowi wspólny atak na Związek Radziecki (kolebkę judeobolszewizmu i ostateczny cel Hitlera) i eksterminację Żydów. Polacy nie chcieli najeżdżać sowietów, a w odniesieniu do Żydów myśleli o deportacji (na Madagaskar albo na Bliski Wschód), a nie anihilacji. Oferta została przez Polaków odrzucona, jednak nie ze względu na jakieś szczególne uczucia względem Żydów. Warto o tym poczytać, bo wygląda na to, że w podręcznikach do historii przedstawia się grubo ciosane fakty polane obficie sosem propagandy nazistowskiej zmieszanej z propagandą sowiecka, przemaglowanej przez politykę historyczną środkowego PRL-u. Brak kolaboracji z Niemcami urósł do cnoty narodowej Polaków, podczas gdy był wynikiem przede wszystkim politycznych decyzji.

Snyder kreśli obraz wschodnich ziem (terytorium Polski, w tym obecnej Ukrainy, kraje nadbałtyckie, zachodni Związek Radziecki) pod rządami dwóch okupacji (a czasami nawet trzech: najpierw sowieci, potem naziści, a potem znowu sowieci), nazywając ten układ czasoprzestrzenny „czarną dziurą”. To był piekło na ziemi, w którym każda kolejna okupacja (a raczej najazd w stylu afrykańskiej kolonizacji, bo z dżentelmeńską okupacją na wzór francuski, nie miało to nic wspólnego) wprowadzała coraz większą anarchię. Tylko w takim miejscu, z którego wyrwano gwałtownie wszelkie reguły, gdzie przestały obowiązywać jakiekolwiek prawa i zasady, ludobójstwo było możliwe. Do takiego skutku doprowadziła polityka niemiecka, zaś lokalny antysemityzm czy też ludzka chciwość miały, zdaniem Snydera, drugorzędne znaczenie. Wspomnę tu jednak, że o ile Niemcy okradali Żydów na potęgę, to nie mogli wywieźć ze sobą nieruchomości; te ostatnie były bodźcem dla miejscowych, by denuncjować Żydów lub brać udział w pogromach. Również z tym pomaganiem Żydom trzeba jasno sobie powiedzieć, dlaczego było to tak bardzo niebezpieczne, zwłaszcza na wsi (aż do tego stopnia, że nawet ukrywani Żydzi dziwili się, że ktoś mógł siebie i swoją rodzinę aż tak narażać; wychodzi na to, że jedynie ludzie niefrasobliwi lub nieodpowiedzialni decydowali się pomagać i staje się jasnym, dlaczego większość Żydów wolała nie opuszczać gett nawet wówczas gdy nie były otoczone murem): „Dziedzictwem przedwojennego antysemityzmu szerzonego zarówno przez świecką prawicę, jak i Kościół rzymskokatolicki, była obawa tych Polaków, którzy chcieli pomagać Żydom, przed innymi Polakami.”

A oto słowa autora kierowane do czytelnika zachodniego:
„Jeżeli w mordowaniu w 1941 roku uczestniczyli miejscowi, czy mogło ono być wynikiem lokalnego antysemityzmu, a nie niemieckiej polityki? Jest to popularny sposób wyjaśniania Holokaustu bez potrzeby angażowania polityki: jako przewidywalnego z perspektywy dziejowej przejawu barbarzyństwa wschodnich Europejczyków. Ten rodzaj wyjaśnienia dodaje nam otuchy, gdyż pozwala sobie wyobrazić, że tylko wyjątkowi antysemici mogą uciec się do katastrofalnej przemocy. Ta pocieszająca, a zarazem zwodnicza myśl jest spuścizną nazistowskiego rasizmu i kolonializmu. Sugestia mająca takie korzenie, jakoby Holokaustowi początek dał żywiołowy wybuch prymitywnego antysemityzmu, stanowiła element nazistowskiej propagandy i apologetyki. (…) Istnieje pokusa wyobrażenia sobie, że prosta idea – zrodzona w umysłach prostych ludzi dziesiątki lat temu i tysiące kilometrów od nas – może wyjaśnić złożony ciąg zdarzeń. Pogląd, jakoby Żydów z Europy Wschodniej zabił lokalny, wschodnioeuropejski antysemityzm, u innych skutkuje poczuciem wyższości podobnym do tego, jakie niegdyś odczuwali naziści.”

Takie myślenie Snyder nazywa rasistowskim. Zachodni czytelnik nie zdaje sobie sprawy jak bardzo powszechny był antysemityzm przed wojną w całej Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych (bardzo ciekawie Snyder rozmawia o tym z Judtem w „Rozważaniach o wieku XX”), i gdyby nie konstelacje przeróżnych zdarzeń, to co wydarzyło się w Europie Wschodniej, równie dobrze mogłoby wydarzyć się we Francji czy w Wielkiej Brytanii.

Na koniec zaś cytat z dedykacją dla polskich nacjonalistów, samozwańczych patriotów wraz z pracą domową. Zapytajcie dziadka lub pradziadka, może być leciwa ciotka lub wiekowy wujcio, którzy pielęgnują historię rodziny, i ustalcie: kiedy dziadek z babcią postanowili zostać Polakami: „(…) nie jest jasne, ilu polskojęzycznych chłopów w 1939 roku utożsamiało się z narodem i państwem polskim. Dystans społeczny między chłopami a Żydami (choć mieszkali obok siebie) oraz między chłopami a polskimi urzędnikami (choć mówili tym samym językiem) był chyba większy, niż sugerowałyby nostalgiczne sentymenty czy życzeniowy nacjonalizm. Z pewną dozą pewności można stwierdzić, że po trzech latach rządów nazistów polskojęzyczni chłopi uznali polski porządek za miniony i nauczyli się żyć w niemieckim.”

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nie całkiem białe Boże Narodzenie

Trochę dziwią mnie wysokie oceny i pochlebne opinie tej książki. Mnie ona nie porwała i nie zachwyciła. Bo nie miała czym. Taka sobie przeciętna powi...

zgłoś błąd zgłoś błąd