Kamień na kamieniu

Seria: Proza
Wydawnictwo: Znak
8,14 (1592 ocen i 146 opinii) Zobacz oceny
10
314
9
424
8
350
7
327
6
94
5
53
4
10
3
13
2
3
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324009183
liczba stron
528
język
polski

Wznowienie jednej z najważniejszych powieści Wiesława Myśliwskiego, uznawanej za zwieńczenie tak zwanego nurtu wiejskiego. Burzliwe losy Szymona Pietruszki i jego brata, Michała, są punktem wyjścia do opowieści o polskiej wsi jej zawiłej historii i odchodzącej w przeszłość tradycji. Jak zawsze u Myśliwskiego najistotniejszy jest jednak wymiar symboliczny, w który zostajemy wprowadzeni od...

Wznowienie jednej z najważniejszych powieści Wiesława Myśliwskiego, uznawanej za zwieńczenie tak zwanego nurtu wiejskiego. Burzliwe losy Szymona Pietruszki i jego brata, Michała, są punktem wyjścia do opowieści o polskiej wsi jej zawiłej historii i odchodzącej w przeszłość tradycji. Jak zawsze u Myśliwskiego najistotniejszy jest jednak wymiar symboliczny, w który zostajemy wprowadzeni od pierwszych zdań: "Wybudować grób. To się tylko tak mówi. A kto nie budował, nie wie, co taki grób kosztuje. Choć grób, mówią, też dom, tylko że na tamto życie. Bo wieczność nie wieczność, ale swój kąt powinien człowiek mieć”

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2008

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 449
bppremiera | 2018-01-04
Przeczytana: 04 stycznia 2018

Dom to nie adres. Dom to człowiek, gdzie serce Twoje. Jakże wiele razy w życiu czułam się bezdomna, bo samotność wśród ludzi się zaczynała, włócząc ulicami, niejednokrotnie pod nogi upadała, i kręgosłup nakazywała naginać. Wyrosłam niczym Brzoza z liśćmi drżącymi jak Osika, ale też Sosna. Sosna pionowo pnąca w przestworza, korony po drodze nie rozkładając, by móc w innych drzewostanach się schować. To nic innego jak serca w których pomieszkuję, w zapomnieniu odchodzę, ale i po latach wracam. Wracam wspomnieniem, pijąc wodę z każdego strumienia życiodajnej rzeki. Tak i nasz bohater Szymek Pietruszka, wciąż na nowo mozaikę układa, tworząc drogę życia, na którą nas zaprasza. Wdrapujemy się po murach, które postawiliśmy sami, aby chociaż najmniejsze słowo oddać drugiemu, by rosło z nadzieją zapamiętania. Niekiedy te jedno słowo jest przekleństwem naszym, do zwad i nienawiści nakłania, gniewa, żal pozostawia. Niczym go nie przekreślisz, nie odbudujesz, a kiedy jest nadzieja, to na powrót połykamy słowa... I znów ucieka nam to jedno , bo ile może się tych niewypowiedzianych pomieścić w człowieku. Tak i Szymek składa nam swoje, niczym dom by budował, cegła po cegle, ostrożnie ważąc najmniejsze słowo, aby potem żadnego nie żałować. Przecież, on chce dla rodziny grób zbudować. Kosztuje go to całe życie, bo nierozerwalnie pamięć zło przywołuje, historia jedna za drugą mu oczy na świat miniony otwiera, łzami podejdzie, humorem połechta. Diabła chwilowy przyjaciel, z którym pod ramię nocą ciemną się prowadza, ten go pod dom, to na powrót Szymek z wdzięczności pod pałace go zaprowadza i tak przez noc całą chadzali rozmawiali, aż świt ich zastał i diabeł zniknął spod ramienia. I Szymek bez złej wiary został. A dobrą, to mu najczęściej ksiądz Franciszek przynosił, niejednokrotnie na mszalne posługi nie dotarł, bo Szpaki w lesie łapał i na opuszczony przez śpiewające ptaki cmentarz zanosił i karmił, by już na zawsze zostały. Bo co to za cmentarz, grób zza grobu wyrasta, a kiedy głowę do nieboskłonu wznosisz, ni szmeru, ni trelu, ni żadnego ptaka nie usłyszysz, bo jak wojna je przegoniła, tak do dziś nie wracają. A Franciszek, nie przestaje wierzyć, każdego dnia prosa podsypuje na ścieżki cmentarza i czeka, że las mu ptaki zwróci i kiedy w zadumie nad grobem przysiądzie, ptak nad jego głową poszybuje. Bo zmarli też mają życie, i trzeba im dom nowy budować, by nie zostawić ich w ziemi, a żeby wygodnie mieli, grobowiec postawić trzeba i dla rodziny całej najlepiej, nawet jeśli przed śmiercią zwady miedzy sobą mieli, to niechby po śmierci spokój zyskali, i przy jednym stole w zaświatach siadali.
O świętych krowach nam opowiada i nieboszczyku Lucyperem zwanym, który czapkę pilotkę zakładał i gnał swym automobilem po drodze, która we wsi jedyna była, kręta i dziurawa, gdzie krowy dostojnie środkiem chodziły i nie ustępowały. Nie jak teraz, gdy nową drogę pobudowali, niejednemu przy tym we wsi, pole pod nią zabrali, Akacje wycieli, które zawsze rosły, a teraz je piłą spalinową poucinali, rozgrabili, posprzedawali, i każdy sobie jakąś upatrzył, to na stół nowy, na wóz porządny, na koła... A te krowy teraz, to tylko brzeżkiem, brzeżkiem po tej nowej drodze i uszami na wszystkie strony strzelają, a skóra im drga po ciele, bo tak przestraszone, mijać te wszystkie zielone i niebieskie auta. Nowa droga wieś przedzieliła, i już nie jest jak kiedyś, gdy każdy na swój ganek, ławeczkę lub kamień przysiadał, i w nocne niebo z sąsiadem, spoglądał. Nowa droga, to jak rzeka która co rusz kolejno zabiera.
Dawna droga, to jak własna była, sama nogi nosiła, gdy po zabawie z wsi odległej Szymek wracał, to i całą noc z nim ta droga była, gdy on się zatrzymał to i droga stała, gdy przysnął pod drzewem na chwilę, i ona spała, zawsze z nim była. Tyle życia przeminęło, tyle drogi nachodził, tyle trwogi odnalazł, nadziei zmarnotrawił, a i tak żyć chciał wiecznie, bo mu to jak jedenaste Boga przykazanie było, żeby jak najdłużej po świecie chodzić, i życiu sił nie odbierać. Grób postawić, by następne życie żyć, już po za tym światem, gdzie zachorzał, miłość swą stracił, rodziców i braci pochował... i sam samiusieńki a wokoło pole jeszcze, na którym robić trzeba.
Mimo bólu i strat jakie opowiada Szymek, jest w tej książce niezwykłe piękno, nadzieja i humor, które odnajdujemy sami. To jakby nagroda, za wysłuchanie wszystkich dygresji będących mieszanką zręczności i bezsilności, odkryciem bolesnych wspomnień, które odkryć się nie chciały, a powolutku ujawniały. To urok wiejskiego krajobrazu, jakiego już dziś nie zaznamy. Złączenie wszystkich odnóg rzeki i przywrócenie jej życia. Zaraz jeszcze raz będę czytać, bo ta książka jakoś od środka na mnie działa, że rozstać z nią niepodobna, chęć jej treści powraca, i każde słowo każe układać, kolejno i bez pomyłek, roztrząsać i zbierać, niczym na grochu klęczeć w słowach przesiadywać, bo ból swój niosą ale i pocieszenie się na sercu odkłada.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Gniew

U Miłoszewskiego nie ma czegoś takiego, jak "słabsza" część cyklu, każdy z trzech tomów trzyma poziom, geniusz autora zdaje się nie mieć koń...

zgłoś błąd zgłoś błąd