Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Skok w konflikt / Skok w wizję

Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Cykl: Skoki (tom 1)
Wydawnictwo: Mag
6,8 (44 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
4
8
10
7
10
6
14
5
2
4
2
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Gap into Conflict: The Real Story / The Gap into Vision: Forbidden Knowledge
data wydania
ISBN
9788374802659
liczba stron
656
język
polski
dodała
Oceansoul

Angus Thermopyle miał najgorszą reputację spośród tych kosmicznych piratów, którzy zachowali jeszcze prawo do dokowania na stacji. Plotka głosiła, że każdy, kto został jego partnerem, załogantem czy wrogiem, kończył martwy albo w pudle. Nick Succorso był jego przeciwieństwem. Cieszył się reputacją pirata raczej zuchwałego niż krwiożerczego. Osobisty wdzięk sprawiał, że mężczyźni robili o co...

Angus Thermopyle miał najgorszą reputację spośród tych kosmicznych piratów, którzy zachowali jeszcze prawo do dokowania na stacji. Plotka głosiła, że każdy, kto został jego partnerem, załogantem czy wrogiem, kończył martwy albo w pudle. Nick Succorso był jego przeciwieństwem. Cieszył się reputacją pirata raczej zuchwałego niż krwiożerczego. Osobisty wdzięk sprawiał, że mężczyźni robili o co poprosił, a kobiety dawały mu to, czego chciał.
Do czasu pojawienia się Morny Hyland nie wchodzili sobie w drogę. Później stało się jasne, że w Sektorze Delta jest miejsce tylko dla jednego z nich.
I to jest dopiero początek tej historii...

 

źródło opisu: http://mag.com.pl/

źródło okładki: http://mag.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 366
Julie Wellings | 2013-01-29
Przeczytana: 29 stycznia 2013

Ostatnio na naszym rynku nieśmiało zaczyna pojawiać się science–fiction. Kroczy ono pomału, bo wie, że stąpa po kruchym lodzie. Dlatego wydawnictwa czasami wolą po prostu odświeżyć jakąś już wydaną pozycję, bo wiedzą, że szansa na jakieś ciekawe dochody z niej wzrośnie. Jest to też okazja dla tych, którzy dopiero od niedawna interesują się tym gatunku (w tym ja) i nie mają szansy zdobycia starych wersji, więc kiedy wydawnictwo Mag wznowiło serię Skoków Stephena Donaldsona moje podekscytowanie wzrosło i postanowiłam zmierzyć się z dwoma pierwszym tomami tego cyklu, które w Polsce zostały wydane w jednej książce. Po pasjonującym początku reszta powieści stała się… no właśnie, jaka?

Jestem wzrokowcem i często patrząc na okładkę szukam w niej odzwierciedlenia tego, co znajduje się w książce. Jeśli na takiej zasadzie miałabym oceniać Skok w konflikt/Skok w wizje to stwierdziłabym, że ta powieść musi być mocno poplątana i tak w gruncie rzeczy to wygląda. Głowni bohaterowie, czyli Angus Thermopyle i Nick Succorso również prości w odbiorze nie są i trudno zrozumieć ich charaktery i prawdziwe cele, które poznajemy tak naprawdę dopiero pod koniec historii. Mimo, że są wrogami łączy ich wiele wspólnych cech i mimo, że oni nie zdają sobie z tego do końca sprawy, to działają dość podobnie. Tak naprawdę gdyby nie Morna Hyland nigdy nie weszliby sobie w drogę, ale kiedy już się pojawiła nie było powrotu i wiedzieli, że tylko jeden z nich wyjdzie z tego boju zwycięsko.

Panuje powszechne przekonanie wśród ludzi, którzy nie czytają science–fiction, że te książki opowiadają głównie o rakietach, statkach i technologii, kiedy tak naprawdę, te rzeczy stanowią tło większości historii. Tak jest również w tym przypadku; cała technologia i promy skokowe są na drugim planie. Jednak oczywiście autor nie pogardził opisaniem nam zasad działania wielu urządzeń, dzięki czemu to wszystko staje się nam bliższe i bardziej rzeczywiste. Owszem, było tego sporo, ale to właśnie zaleta tego gatunku. Bez tych wszystkich kilometrowych opisów i wielowątkowości zostałoby tylko fiction, bez naszej kochanej nauki na początku.

Donaldson przez tą książkę udowodnił, że każdy facet (nie ważne czy kosmiczny pirat, czy pijak w pobliskim barze) lubi piękne kobiety. Często dla takiej poświęca resztki godności, albo jak w przypadku Skoków wsadza swojego przeciwnika do więzienia). Oczywiście warto patrzyć na tę tezę z przymrużeniem oka i nie traktować jej dosłownie, jednak uważam, że autor bardzo ciekawie i ironicznie oddał stosunki damsko–męskie przenosząc je na Sektor Delta. Pokazał swój punkt widzenia, który według mnie jest bardzo trafny i prawdziwy, lecz chwilami dość okrutny i brutalny. Nie opisał tu pięknego love story, ale prawdziwą bitwę o życie i pożądanie, bo tak naprawdę trudno powiedzieć, że Nickiem i Angusem kierowali się kiedykolwiek miłością.

Pisarz w niezwykły sposób opisuje wszystkie zdarzenia. Czasami cofa się do historii, którą już wcześniej opisywał i dodaje do niej kolejne szczegóły, by jeszcze bardziej nasz sfrustrować i zaintrygować. Przez to niekiedy miałam wrażenie, że słucham historii opowiadanej przez kogoś, kto lubi wtrącać między zdania opisy tego, co już było. Donaldson nie bał się również bardzo realnie opisywać wielu brutalnych scen, przez które niejednokrotnie miałam dreszcze. Najzabawniejsze jest to, że cała historia mogłaby się skończyć po dwustu stronach, bo tak naprawdę tylko końcówka książki pcha naprzód tę opowieść.

Nie jest to prosta historia i tak naprawdę przez te 600 stron autor dopiero się rozkręca. Dwa pierwsze tomy to naprawdę dopiero początek tej epickiej opowieści, która mnie urzekła już na samym początku i najchętniej wciskałabym ją wszystkim. Niestety wiem, że w naszym kraju science–fiction nie jest jeszcze zbyt popularne i dalej ma tylko niewielką grupkę fanów, nad czym ubolewam. Jednak, jeśli ktoś nie boi się trudnych i skomplikowanych powieści oraz lubi ten gatunek, to sądzę, że Skok w konflikt/Skok w wizje będą dla niego idealną pozycją. Lecz trzeba pamiętać o tym, że pomimo tego, że to dość ciekawa lektura, to można trawić ją naprawdę dość długo, jeśli nie boicie się zaryzykować, to namawiam was byście mimo swoich oporów przeczytali tą powieść. Naprawdę warto.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Luis Barnavelt i zegar czarnoksiężnika

Jako że trzydziestka powoli zaczyna się do mnie zbliżać, a więc wchodzę już w wiek, w którym pewnych rzeczy nie wypada, postanowiłam ostatni raz powró...

zgłoś błąd zgłoś błąd