Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Baśnie włoskie. Tom 1

Cykl: Baśnie włoskie (tom 1)
Wydawnictwo: Czuły Barbarzyńca
8,18 (73 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
24
8
24
7
15
6
4
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Fiabe italiane
data wydania
ISBN
9788362676118
liczba stron
418
słowa kluczowe
baśń, baśń włoska
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
Artur Kiela

Inne wydania

Italo Calvino (1923–1985) przestudiował niezliczone opowieści ze wszystkich regionów Włoch, gromadzone i spisywane w ciągu stulecia przez badaczy folkloru. Tłumaczył je z dialektów, systematyzował, porównywał i opowiadał na nowo, uświetniając przekazy tradycji ludowej pisarskim kunsztem i pomysłowością. Powstało dzieło imponujące rozmachem, na miarę monumentalnej pracy braci Grimm, pozwalające...

Italo Calvino (1923–1985) przestudiował niezliczone opowieści ze wszystkich regionów Włoch, gromadzone i spisywane w ciągu stulecia przez badaczy folkloru. Tłumaczył je z dialektów, systematyzował, porównywał i opowiadał na nowo, uświetniając przekazy tradycji ludowej pisarskim kunsztem i pomysłowością. Powstało dzieło imponujące rozmachem, na miarę monumentalnej pracy braci Grimm, pozwalające z nowej perspektywy spojrzeć na autora powieści takich jak Jeśli zimową nocą podróżny czy Rycerz nieistniejący oraz Wykładów amerykańskich. Prezentujemy pierwsze pełne polskie wydanie dwustu baśni włoskich, opatrzone wstępem i komentarzami autora. Edycja trzytomowa. Ze Wstępu: "Niespodziewanie przedmiot moich dociekań usidlił mnie jak pająk w swojej sieci. Pochwycił mnie i wciągnął w swój świat, zmuszając, bym zmierzył się z jego najgłębiej ukrytymi właściwościami — niewyczerpaną rozmaitością i powtarzalnością. Jednocześnie zaś pewna część mnie coraz dobitniej zdawała sobie sprawę z tego, jak bogate, przejrzyste oraz różnorodne jest źródło ludowej baśni włoskiej i że w niczym nie ustępuje ona swoim słynniejszym krewniaczkom z krajów niemieckojęzycznych, skandynawskich czy słowiańskich (...). Wziąłem pod lupę również zagadnienia, takie jak: wdzięk, dowcip, sprawność i zwięzłość opisu, a także sposób, w jaki dana opowieść zadomawiała się w tradycji i w nią wrastała. Tak więc, im głębiej się zanurzałem, tym bardziej mój początkowo kontrolowany dystans się zmniejszał, a ja czułem się oczarowany i uszczęśliwiony tą podróżą, fanatyczna zaś i samotnicza pasja katalogowania ustępowała chęci podzielenia się z innymi ludźmi wszelkimi zaskakującymi wizjami, jakie ukazywały się moim oczom."

 

źródło opisu: http://sklep.czulybarbarzynca.pl/basnie-wloskie-tom-p-2272.html

źródło okładki: http://sklep.czulybarbarzynca.pl/basnie-wloskie-tom-p-2272.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Róża_Bzowa książek: 5702

Jak nie zostać zwyrodnialcem

Lektura tego interesującego, czerwonego tomiska, była dla mnie dość żmudna. Problem nie leżał, bynajmniej, w zawiłej treści, wręcz przeciwnie – ta była wciągająca, urozmaicona i obfitująca w zaskakujące zwroty akcji. Trudność polegała na przedzieraniu się w trakcie lektury przez meandry własnego umysłu: pagórki wiedzy zawodowej, wąwozy osobistych doświadczeń oraz morza skojarzeń wszelkich od podróżniczych po lingwistyczne. Ciężko mi już bowiem czytać baśnie (ale nie bajki) abstrahując od świadomości, jak wiele znaczeń ze sobą niosą, są one bowiem kopalnią wiedzy dla etnografów, folklorystów, antropologów, lingwistów czy psychoanalityków, że już nie wspomnę o historykach. Istnieją nawet specjalne międzynarodowe i narodowe systematyki typu bajkowego, nie wspominając o archetypach postaci czy opracowaniach wskazujących na problemy medyczne i psychiczne postaci baśni, przedstawione w sposób symboliczny (vide: pierwsza część świetnej książki A. i F. Brauner Dziecko zagubione w rzeczywistości. Historia autyzmu od czasów baśni o wróż...). Tym razem przy lekturze dodatkowo prześladowały mnie reminiscencje z przeczytanych wcześniej i wysłuchanych w dzieciństwie baśni, zdarzało się bowiem często iż ten czy inny motyw w baśni przypominał jako żywo fragmenty baśni braci Grimm. Wreszcie uderzały mnie różnice stylu językowego poszczególnych baśni: od poważnych w tonie (np. „Koszula człowieka szczęśliwego”), przez pełne grozy (np. „Giovannino nieustraszony”, „Ramię nieboszczyka”) po...

Lektura tego interesującego, czerwonego tomiska, była dla mnie dość żmudna. Problem nie leżał, bynajmniej, w zawiłej treści, wręcz przeciwnie – ta była wciągająca, urozmaicona i obfitująca w zaskakujące zwroty akcji. Trudność polegała na przedzieraniu się w trakcie lektury przez meandry własnego umysłu: pagórki wiedzy zawodowej, wąwozy osobistych doświadczeń oraz morza skojarzeń wszelkich od podróżniczych po lingwistyczne. Ciężko mi już bowiem czytać baśnie (ale nie bajki) abstrahując od świadomości, jak wiele znaczeń ze sobą niosą, są one bowiem kopalnią wiedzy dla etnografów, folklorystów, antropologów, lingwistów czy psychoanalityków, że już nie wspomnę o historykach. Istnieją nawet specjalne międzynarodowe i narodowe systematyki typu bajkowego, nie wspominając o archetypach postaci czy opracowaniach wskazujących na problemy medyczne i psychiczne postaci baśni, przedstawione w sposób symboliczny (vide: pierwsza część świetnej książki A. i F. Brauner Dziecko zagubione w rzeczywistości. Historia autyzmu od czasów baśni o wróż...). Tym razem przy lekturze dodatkowo prześladowały mnie reminiscencje z przeczytanych wcześniej i wysłuchanych w dzieciństwie baśni, zdarzało się bowiem często iż ten czy inny motyw w baśni przypominał jako żywo fragmenty baśni braci Grimm. Wreszcie uderzały mnie różnice stylu językowego poszczególnych baśni: od poważnych w tonie (np. „Koszula człowieka szczęśliwego”), przez pełne grozy (np. „Giovannino nieustraszony”, „Ramię nieboszczyka”) po lekko frywolne (np. „I siedem!”, „Sztuka zbijania bąków”) i dowcipne (np. „Broda Hrabiego”, „Ludzie spod Bielli są uparci…”).

Italo Calvino, znany później jako twórca eksperymentów literackich oraz członek grupy OuLiPo (Warsztatu Literatury Potencjalnej), jako młody pisarz został poproszony o zebranie baśni z różnych regionów Włoch i opracowanie ich, aby można je było wydać i by trafiły pod strzechy, jak baśnie Grimm w Niemczech czy baśnie Puszkina w Rosji. Istniało bowiem wiele zbiorków baśni regionalnych, ale były one rozproszone i nikomu nie udało się przejrzeć ich, dokonać selekcji odrzucając powtarzające się treści i wspólnie wydać. Pisarz podjął się tego zadania zrazu z umiarkowanym entuzjazmem, jak pisze we Wstępie, jednak z biegiem czasu przerodził się on w obsesję w poszukiwaniu konkretnych wariantów danej baśni czy choćby jej fragmentu. Okazało się bowiem, że niektóre baśnie w całości lub pojedyncze motywy w nich zawarte powtarzają się w różnych regionach półwyspu. Zadaniem Calvino było wybranie najlepszej, najciekawszej lub najbardziej reprezentacyjnej wersji danej opowieści. Autor nie stronił również od własnych poprawek – tu zmienił rekwizyt głównej postaci, ówdzie dodał jakieś drugoplanowe postaci lub pozmieniał imiona – które miały na celu uczynienie tekstu bardziej przejrzystym i uniknięcie powtórzeń tych samych elementów w różnych baśniach. Efekt możemy ocenić sami. Z pewnością jednym z najciekawszych zabiegów jest umieszczenie na końcu niektórych baśni wierszowanego lub prozą odautorskiego finału, swoistego podsumowania: Obaj długo królowali a mnie nic nie darowali („Pałac małp”); I choć działy się tam figle-migle, drzwi trzymały mocne rygle. Zjeść poszedłem do gospody, taki koniec mej przygody („Wąż”); I wszyscy się cieszyli, i łzy radości lali, ale mnie, choć tam byłem, niczego nie dali („Trzy zamki”). Zastanawiająca jest ta niedola narratora, zważywszy na fakt, iż to dzięki niemu opowieść została przekazana dalej. Może wtrącenia te miały obrazować trud opowiadacza - pisarza, pracującego o głodzie i chłodzie, w czasie gdy inni się beztrosko bawią. Uderza to tym bardziej, iż znane nam skądinąd opowieści, baśniowe i nie tylko, kończyły się zazwyczaj opisem uczty czy wesela a potem formułą o zgoła przeciwnym traktowaniu opowiadającego: I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem. A com widział i słyszał, w księgi umieściłem (A. Mickiewicz „Pan Tadeusz”).

Dwuletnia praca pisarza – zbieracza baśni przyniosła owoce: udało mu się zebrać aż 200 utworów, z czego 65 zamieszczono w powyższym tomie, następne ukażą się w dwóch kolejnych. Utwory upiększają zamieszczone w tomie ilustracje Giuseppe Marii Mitelli’ego, przywodzące na myśl stare sztychy i nadające baśniom pewien ponadczasowy wymiar. Co ciekawe - również dwie setki opowieści zawiera dwutomowe wydanie Baśni braci Grimm, opublikowane w 1982, będące jedną z książek mojego dzieciństwa. Wyznaję, iż dziecięciem będąc karmiona byłam przez rodziców lekturą tych okropieństw i to w dodatku tuż przed snem. Wszystkie te odcięte kończyny, rozłupane głowy, ludzie zamieniani w potwory, pożerani przez zwierzęta i złe moce nie tylko nie zakłóciły mojego błogiego snu, ale w dodatku ukształtowały moją (chorą?) wyobraźnię i wrażliwość jako człowieka i czytelniczki. W dodatku, co już zupełnie nieprawdopodobne, nie zostałam ani zwyrodniałą morderczynią, ani miłośniczką horrorów, a nawet – co może dziwić – wciąż lubię ludzi. Co więcej, głęboko wierzę w to, że dzięki tym właśnie baśniom „nie dla dzieci”, nie tylko zrozumiałam złożoność świata i jego nieprzewidywalność (raz zostaje nagrodzone dobro, innym razem wygrywa zło; czasem szczęście przychodzi do tego, który jest pracowity i wiele wycierpiał, ale również do sprytnych próżniaków i sobków), ale również zaspokoiłam swoje zapotrzebowanie na makabrę z nawiązką, dzięki czemu teraz mnie ona nie pociąga. Pomyślmy bowiem, co jest dla dziecka bezpieczniejsze: usłyszeć w czasie czytania i wyobrazić sobie samemu męczenie zwierząt i ludzi czy zobaczyć to po raz pierwszy na podwórku? Co dziecko uchroni przed niebezpieczeństwem lepiej niż wiedza o tym, że ono istnieje? Co jest bliższe życia: baśń z motywem dobra i zła oraz nagroda za wysiłki czy bajeczka z różową lalką w pałacu, z różowym kucykiem u boku (w mieszkaniu!)? Wreszcie co jest bardziej okrutne i rzeczywiste: siostra zazdroszcząca siostrze czy miły czarny kotek wbijający młotkiem równie miłego żółtego ptaszka w ziemię kilka razy pod rząd (a ptaszek za każdym razem jest tak samo żywy)?

Chcesz nauczyć dziecko życia, w całej jego różnorodności, mieszczącej i piękno, i brzydotę? Czytaj mu baśnie.

Jowita Marzec

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (570)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2611
8_oclock | 2014-08-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2014
Przeczytana: 06 sierpnia 2014

Italo Calvino zebrał 200 baśni z różnych regionów Włoch, usystematyzował, opowiedział. Wydawnictwo Czuły Barbarzyńca w całości wydało je po polsku w trzech tomach, z których w moje ręce wpadł tom drugi. Wydanie jest bardzo staranne, są tu na końcu przypisy autora (ciekawe), bibliografia, twarda okładka, ilustracje i odpowiadająca im czcionka, nawet zakładka w formie tasiemki. Autorem ilustracji jest Giuseppe Maria Mitelli, który tworzył głównie w XVII wieku. Są to czarno-białe grafiki, wyrafinowane, czasem z napisami (nie wiem, włoskimi albo łacińskimi), odwołujące się bardziej do intelektu. Zabrakło mi spisu ilustracji i ich źródła (bo ich związek z baśniami jest co najmniej luźny). Ogólnie jest to wysmakowane wydanie, tyle, że bardzo trudno mi jest wyobrazić je sobie dla dziecka.

Baśnie czasem mi się podobały, czasem odnajdowałam zmienione, ale znajome wątki z dzieciństwa, czasem dziwiły, a zdarzało się, że i nużyły, jeśli za dużo było powtarzających się wątków.

PS: Nie wiem,...

książek: 1151
ermanism | 2015-01-18
Na półkach: Przeczytane

"Baśnie włoskie" Italo Calvina to dwieście baśni, wydobytych przez wybitnego Włocha głównie z etnologicznych i folklorystycznych monografii, rozłożonych na trzy duże tomy, baśni, które są dokładnie takie, jakie powinny być wszelkie baśnie: cudowne i pożyteczne, czarujące i lekkie, łagodne i czasem okrutne, dla dzieci i dla starców, dowcipne i straszne, magiczne i wyzwalające. O każdej porze dnia czy nocy można chwycić dowolny tom, aby otworzyć dowolnie wylosowaną stronę; każda historia, bez wyjątku, uzupełnia wewnętrzne zasoby witalne oraz reguluje prawidłowe funkcjonowanie wyobraźni.
To, że baśnie są włoskie, nie wprowadza żadnych zasadniczych zmian w klasycznie europejskim imaginarium tego gatunku: występują królewny i królowie, księżniczki i książęta, wspaniałe pałace i bohaterskie podróże, tajemniczy starcy, magiczne rośliny, przebiegli wieśniacy, wzruszająco dobrzy ludzie, głupcy, zakochani żołnierze itd; gdyby bohaterowie nie nazywali się Giovanni bądź Giuseppe, gdyby nie...

książek: 4121
Kaklucha | 2013-12-31
Przeczytana: 31 grudnia 2013

Święta to dobry czas na czytanie bajek :-). W tym zbiorze Calvino zawarł baśnie, które nie musiałyby być wcale baśniami włoskimi - ich motywy znamy z baśni z wielu innych rejonów świata.

książek: 119
monasco | 2017-04-01
Przeczytana: 01 kwietnia 2017

Umieszczenie tej pozycji na półce "przeczytane" jest o ile nie kłamstwem, to przynajmniej sporym niedopowiedzeniem. Wszystko z prostej przyczyny: to nie jest książka do czytania. Można się nią zachwycać, można popadać w zdumienie, z całą jednak pewnością nie jest to CZYTANIE. Autor zabiera nas w podróż po- zdaje się- odmiennych stanach umysłowych autorów baśni. Obiecałeś swemu podwładnemu się nie zdenerwować na jakiego propozycję? Ah tak. Gwoli konsekwencji nie możesz wtrącić go do lochu (ah, jakąż masz ochotę!), więc... niewolisz własne córki. W celi, do której wchodzi się przez studnię. Czy nie brzmi to onirycznie? Alicja z Krainy Czarów wymięka z tą swoją marną króliczą norką i herbatkami. Italo Calvino organizuje jazdę bez trzymanki po włoskiej niezrozumiałej i absolutnie fantastycznej krainie pomysłów. Kto ma ochotę na przejażdżkę, niech nie zapina pasów!

książek: 2548
BetiFiore | 2013-01-08
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Czytałam wersję oryginalną. Ciągle powracam. Piękna rzecz.

książek: 1765

A dziś Was na pewno zaskoczę. Bo zamierzam zaprezentować Wam książkę, o której istnieniu pewnie nikt nie wiedział. Tak, tak... to nowość nie tylko tego wydawnictwa, ale według mnie - ogólnie nowość w literaturze dziecięcej. Bo czy ktoś słyszał już o bajkach włoskich? Znamy przecież baśnie braci Grimm (baśnie niemieckie), Andersena (baśnie duńskie) czy Charlesa Perraulta (baśnie francuskie). Znane są nam także baśnie rosyjskie czy arabskie (Baśnie z tysiąca i jednej nocy). Ale włoskie?

Czy potraficie wymienić choć jednego bajkopisarza z Włoch? Bo ja nie. A jak się okazuje, włoskie zbiory baśni pojawiły się wcześniej niż inne. Byłam więc baaaardzo ciekawa co też kryje w sobie ta księga. Jakie historie zawiera i jakich bohaterów będę miała okazję poznać tym razem?

I tak rozpoczęłam lekturę. Muszę przyznać, że od samego początku czekało mnie moc niespodzianek. Przede wszystkim zaskoczyły mnie gabaryty tej książki. Jest spora i baaardzo gruba. Nie spodziewałam się, że istnieje tak...

książek: 28
mysza | 2013-09-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 listopada 2012

Recenzja pochodzi z portalu kulturaonline.pl

W języku polskim ukazał się niedawno ich pierwszy tom. Zebrane i na nowo opowiedziane przez Italo Calvino ludowe przekazy uczą, przestrzegają i bawią. A autor dowodzi, że historia baśni zaczęła się właśnie we Włoszech.

Nawet jeśli myśleliśmy, że najstarsze są bajki Perraulta, La Fontaine’a, czy braci Grimm, słynny włoski pisarz Italo Calvino wyprowadził nas z błędu. W słonecznej Italii baśń pojawia się bowiem nie w XVII wieku, ale już w połowie XVI wieku i to w postaci, która zainteresowałaby niejednego miłośnika fantastyki. Znalazły się w niej motywy gotyckie i orientalne, widoczne były inspiracje Boccacciem.

Calvino najpierw przyznał się, że skok w świat baśni, które miał zbierać i ocalić od zapomnienia był podróżą w nieznane. Szybko jednak dosłownie oszalał na punkcie tego, bądź co bądź, nietypowego projektu. "Gotów byłem oddać całego Prousta za nowy wariant osła dającego złote monety"- ujawniał we wstępie do I tomu "Baśni...

książek: 291
Marysia | 2013-06-17
Na półkach: Przeczytane, Dolce vita
Przeczytana: 17 czerwca 2013

najlepsze w tych opowiastkach jest to że nie starają się mnie wychować, nie udzielają dobrych rad, nie mówią co jest dobre a co złe. Książę z Bajki to taki gość, co gra za płotem w piłkę, Księżniczki Przecudnej Urody marudzą przy wyborze mężów, Dzielne Panny mówią dziękuję za ślub, wkładam okulary i idę w świat udawać lekarza, Turcy są leniwi. Lekko i motylo. Jeśli włoskim szkrabom czyta się takie bajki od kołyski to nic dziwnego że włoskie wzory najpiękniejsze na świecie są. Elegancko, bez pretensji, uśmiech i zainteresowanie; słuchacz jest wartością, nie ma sensu grożenie palcem.

książek: 114
Kropka | 2016-02-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 lutego 2016

Jeżeli kiedykolwiek pomyślałeś sobie, że powyżej pewnego wieku czytanie baśni to wstyd i oznaka ogólnego nieogarnięcia życiowego, mylisz się. Każdy czasem potrzebuje małej odskoczni od codzienności, ucieczki do świata, w którym dobro zawsze zwycięży zło, a najmłodsza córka biedaka może być w stu procentach pewna, że pewnego dnia u jej drzwi stanie najprawdziwszy królewicz. Włosi nie różnią się w tym od reszty świata, jednak baśniowe historie snują w sposób, który może nieco zdziwić polskiego czytelnika. Zwłaszcza, jeżeli jest on przykładnym rodzicem.

Ciąg dalszy recenzji na http://wsalonie.blogspot.com/2016/02/basnie-woskie-recenzja.html

książek: 23
Mark | 2017-07-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 lipca 2017
zobacz kolejne z 560 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd