Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Tak sobie myślę...

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,76 (1412 ocen i 229 opinii) Zobacz oceny
10
87
9
85
8
203
7
455
6
359
5
126
4
49
3
31
2
9
1
8
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308049587
słowa kluczowe
dziennik, aktor, Jerzy Stuhr
język
polski
dodała
malineczka74

Jerzy Stuhr znów pisze! Wydawnictwo towarzyszy znanemu aktorowi w kontynuowaniu pracy literackiej. Po historiach rodzinnych – wyznania osobiste, z trudnego czasu dla aktora. Od października 2011 roku powstaje dziennik pt. Tak sobie myślę… – refleksja, humor, oburzenie, krytyka i gwałtowna irytacja, niezliczone anegdoty. A wszystko razem pokazuje nowe oblicze Jerzego Stuhra –...

Jerzy Stuhr znów pisze!

Wydawnictwo towarzyszy znanemu aktorowi w kontynuowaniu pracy literackiej. Po historiach rodzinnych – wyznania osobiste, z trudnego czasu dla aktora.

Od października 2011 roku powstaje dziennik pt. Tak sobie myślę… – refleksja, humor, oburzenie, krytyka i gwałtowna irytacja, niezliczone anegdoty. A wszystko razem pokazuje nowe oblicze Jerzego Stuhra – pełnego pasji aktora, czułego taty, wrażliwego człowieka.


Znakomicie się czyta!

 

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie, 2012

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/

pokaż więcej

książek: 2842
a_psik | 2013-02-03
Przeczytana: 03 lutego 2013

Zapoznałam się z tą lekturą w postaci audiobooka. W genialnym wykonaniu – samego Autora! Słuchając tego dziennika z wypiekami na twarzy, doszłam do smutnego wniosku, że autor – Jerzy Stuhr – należy do ginącego pokolenia erudytów. Jako jeden z nielicznych - krytykując, wyrażając oburzenie i irytację na otaczający go świat - czyni to z niesamowitym wdziękiem inteligenta (jak sam siebie czasami nazywa). Poznajemy pana Stuhra nie tylko jako aktora, ale również czułego ojca (i dziadka), a przede wszystkim niezwykle wrażliwego człowieka.

Jerzy Stuhr wnikliwie, z nostalgią, ale i humorystycznie opisuje wydarzenia kulturalne, społeczne, obyczajowe. Nie słodzi nikomu, nie stara się przypodobać, jednym słowem – nie jest lizusem, co mnie osobiście ogromnie cieszy. W niektórych sprawach zabiera głos, stając wręcz po drugiej stronie barykady, nie boi się iść pod prąd. Obrywa się więc i jego uczniom (aktorom, celebrytom) – niektórych wymienia prawie po nazwisku; tożsamości innych można się domyślić po ich rolach, które pan Stuhr bezlitośnie ocenia. Daje więc niektórym „prztyczka” w nos. Ale nie są to oceny wyssane z palca. Ma w tych swoich opiniach sporo racji. Obrywa się również recenzentom, których aktor nazywa tchórzami.

Początkowo autor zarzeka się, że nie będzie zajmował się aktualnymi wydarzeniami ze świata polityki. Szybko jednak zmienia zdanie, bo uważa, że nie można obok nich przechodzić bezrefleksyjnie i obojętnie. Mamy więc wzmianki o Smoleńsku, czy o refundacji leków. Szerokie jest spectrum tematów, które pan Stuhr porusza. Pisze również o religii, zakłamaniu Polaków i ich bezwstydzie. Lektura „Tak sobie myślę…” uzmysławia, jak bardzo pewne standardy zachowań, pewna kultura (już nie wspomnę, że również – osobista) odeszły w mętny niebyt. Jaka wielka szkoda!

Miał to być „Dziennik czasu choroby”, jednak odniosłam wrażenie, że nie do końca nim jest (samo słowo „rak” pojawia się w książce dosłownie raz, no może - dwa). Opisuje autor niektóre swoje zmagania z chorobą, jednak myślałam, że będzie ich więcej. Pewną radą, która wypływa z lektury, jest zalecenie, by trzymać się z rodziną. To ona może być (i najczęściej jest) oparciem w trudnych chwilach oraz inspiracją do różnych artystycznych zadań. Skoro o rodzinie mowa, spodziewajcie się kilku wzmianek o dzieciach aktora, Mariannie i Maćku (taaaak, tym przystojniaku;-) )

Jeżeli już mowa o chorobie, to wiadomym jest, iż często łączy się ona ze śmiercią. Autor stara się jednak optymistycznie traktować tę resztę życia, która mu pozostała. Z bólem (który można było „usłyszeć”) notuje w swym dzienniku daty śmierci osób, które znał. Nie przechodzi obok tych momentów obojętnie.

Pan Stuhr jak z rękawa sypie ciekawymi anegdotami. Osobiście najbardziej spodobały mi się trzy: przygoda na lotnisku, śmierć kota znajomych oraz rektor Stuhr jako osiołek z bajki „Shrek”. Szczegółowo ich nie opiszę, bo po co psuć komuś zabawę. Lektura – zapewniam – będzie dla Was, drodzy czytelnicy, pyszna!
Ciekawa pozycja nie tylko dla fanów aktora. Z przyjemnością zagłębiłam się w jego świat.
Ps. Swoją drogą zamierzam więcej książek poznawać poprzez audiobooki. Moje oczy też muszą odpoczywać :-)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Perfekcjonista

Do "Perfekcjonisty" przymierzałam się odkąd przeczytałam drugi tom cyklu - "Dobrzy ludzie muszą umrzeć". Ta druga spodobała mi się...

zgłoś błąd zgłoś błąd