Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Słonimski. Heretyk na ambonie

Seria: Fortuna i fatum
Wydawnictwo: W.A.B.
6,91 (69 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
6
8
10
7
23
6
19
5
6
4
2
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377476536
liczba stron
352
język
polski
dodała
Ag2S

Człowiek o niezwykłym poczuciu humoru. Homo politicus, pacyfista, marzący o świecie bez granic. Samotnik, chłodny intelektualista, ale jednocześnie fighter, żywiołowy buntownik. „Złapałem poezję i literaturę, jak łapie się katar czy grypę" - napisał Słonimski. I tak zarażony pozostał na zawsze. Żonglował poezją, dramatem, prozą, przeplatając powieść humoreską, recenzję tekstem kabaretowym,...

Człowiek o niezwykłym poczuciu humoru. Homo politicus, pacyfista, marzący o świecie bez granic. Samotnik, chłodny intelektualista, ale jednocześnie fighter, żywiołowy buntownik.

„Złapałem poezję i literaturę, jak łapie się katar czy grypę" - napisał Słonimski. I tak zarażony pozostał na zawsze. Żonglował poezją, dramatem, prozą, przeplatając powieść humoreską, recenzję tekstem kabaretowym, komentarz do rysunku felietonem... Od początkowej fascynacji światem malarstwa przeszedł do sztuki słowa, stając się członkiem Skamandra. Dowcipny, boleśnie złośliwy, prowokacyjny - zdobył rzesze fanów oraz grono zawziętych krytyków.
Joanna Kuciel-Frydryszak - obficie cytując materiały archiwalne, w dużej części dotąd niepublikowane - przedstawia koleje życia poety, od narodzin przy Niecałej w Warszawie aż do dnia, w którym trumna z jego ciałem nie zmieściła się do grobu... Poznajemy wybitnych przodków Słonimskiego, przyglądamy się jego dzieciństwu i okresowi edukacji, nigdy niezwieńczonej maturą. Z przymrużeniem oka patrzymy na wybryki młodości, spędzanej w kawiarni Ziemiańskiej oraz Pod Picadorem. Obserwujemy miłosne uniesienia, towarzyszące relacjom z Marią Morską, Ireną Baruch, wreszcie żoną, Janiną Konarską. Śledzimy okres emigracji oraz późniejsze lata trudnego lawirowania i prób odnalezienia się w ojczyźnianej rzeczywistości. Widzimy, jak kontroluje jego poczynania agent SB oraz jak Gomułka na oczach całej Polski każe mu się zastanowić, kim jest - Polakiem czy Żydem.

 

źródło opisu: Wydawnictwo W.A.B., 2012

źródło okładki: http://www.wab.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1748
Wojciech Gołębiewski | 2016-01-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 stycznia 2016

Na okładce, pod tytułem, cytat z Michnika:
"Patriota i kosmopolita, socjalista i liberał, liryczny poeta i autor felietonowych dowcipów. Sprzymierzeniec rozumu i wróg dogmatów.."
Bardzo trafna charakterystyka; takiego, i ja zapamiętałem. Zaglądam do mojego "Pod Ręcznika":
„SŁONIMSKI Antoni /1895-1976/: “Wychylałem się, wychylam i będę się wychylał. Ale za burtę nie wyskoczę”. Żałował swoich ataków na MIŁOSZA /w 1959 r./, i wiosną 1976 ogłosił list publiczny „List do Miłosza”. Przed wojną, po ogłoszeniu wiersza pt „Dwie ojczyzny” został pobity przez nacjonalistę IPOHORSKIEGO, zastrzelonego w czasie okupacji za współpracę z Niemcami”.

Ale najpierw o autorce i książce.... Niestety, nic nie znalazłem, jedynie z dat wydedukowałem z dużym prawdopodobieństwem, że autorka dobiega 40 (w 1997 wyróżnienie w "Trójce"). No cóż, porwała się na wyjątkowo ambitne zadanie, bo Słonimski złożoną postacią był.
Jak się wywiązała z tego zadania, to jedno, a jak ja mam napisać ciekawą recenzję - to drugie, i wcale nie łatwiejsze od pierwszego. Autorka zebrała olbrzymi materiał, jakoś się z nim uporała, aby teraz cały zwalił się na moją głowę powodując, już nie wiem, migrenę czy globusa.
Wy, Państwo, też dostaniecie, i to już po pierwszym cytacie, w którym Słonimski prowokuje, ale w jakimś stopniu (wg mnie b. dużym) ma rację, którą mu przyznacie jeśli odrzucicie obłudę i political correctness nakazujące nasze dziatki bezkrytycznie kochać. Wspomnę, że po przyjeździe do Kanady interesowałem się różnymi religiami i u baptystów wysłuchałem wspaniałego kazania pastora na temat syna marnotrawnego, w którym wskazał genezę zła w żądaniu syna na początku opowieści, słynnym „Daj mi”, bo dziecko nie ma żadnego prawa żądać, ani twierdzić, że mu się należy.. A Słonimski rąbie (s. 13):
"Dzieci są zakałą ludzkości. Jest to klasa nie produkująca, pasożytnicza, uprzywilejowana, chorowita, samolubna, pozbawiona wychowania i wykształcenia, niegrzeczna i brudna".

Kto oburzony i dalej uważa, za dzieci t r z e b a kochać, choć nie bardzo wiadomo dlaczego i po co, niech dalej nie czyta, bo to dopiero początek bezeceństw. Na razie jednak zajmę się pierwszą, wielką miłością Słonimskiego, dla której pisał (s. 43):
Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
Mokre pachniały kasztany.
Zbyt długo mi w oczy patrzałaś -
Ogromnie byłem zmieszany.
I chwała autorce, że o tej miłości, muzie skamandrytów, Marii Morskiej napisała. Jej życie było tak fascynujące, że pozwalam sobie, na podstawie Wikipedii, parę słów napisać:
Maria Morska, właściwie Anna Frenkiel, wnuczka rabina, córka lekarza, nazywana Niutą, ur. 1895 (jak Słonimski) zaczęła grać w lubelskim kabarecie 'Wesoły Ul' u boku Hanki Ordonówny, po przeniesieniu się do Warszawy została deklamatorką utworów skamandrytów w warszawskiej kawiarni 'Pod Picadorem'. Łączył ją platoniczny romans z Antonim Słonimskim, podkochiwała się w niej Anna Iwaszkiewicz, przyjaźniła się z Marią Pawlikowską – Jasnorzewską i Ireną Krzywicką. W 1914 roku jej mężem został matematyk, profesor Bronisław Knaster. Od 1933 roku publikowała w 'Wiadomościach Literackich' felietony społeczno-polityczne jako 'Marjusz Dawn'.... ..Po wybuchu II w. św. wyjechała do Lwowa, gdzie ukrywała się w jednym pokoju wraz z mężem i kochankiem, lekarzem Hermanem Rubinrautem. Losy tej trójki zainspirowały Irenę Krzywicką do napisania opowiadania 'Zamurowany świat'. Zmarła w W-wie w 1945 r.
Przyznacie Państwo, że ta plejada sławnych nazwisk jest nader interesująca. Starając się wyłowić perełki, skaczę po tematach z nadzieją, ze Państwo mnie wybaczycie, bo muszę teraz przytoczyć wizję Słonimskiego z 1934 !!!! roku („Heretyk na ambonie” s.58), (tutaj s. 66):
„Może pewnego poranka płacić będziemy pieniądzem międzynarodowym i w komisariacie na Brackiej wydadzą nam dowód osobisty obywatela Stanów Zjednoczonej Europy, [..] Zniesienie zbrojeń, granic i barier celnych, pieniądz ogólnoświatowy i ogólnoświatowa rada gospodarcza normująca produkcję i organizująca konsumpcję wszystko to nam jest znacznie potrzebniejsze od lig napaści i obrony powietrznej.”
Przepiękna anegdota: gdy Słonimski.... (s. 73)
„....napisał recenzję 'Wariata i zakonnicy', którą zaczął zdaniem: 'Każda wielka sztuka deformuje życie, nie znaczy to jednak, aby każda deformacja była sztuką'. Witkiewicz wściekł się wtedy i przesłał Słonimskiemu zawiadomienie, że przenosi go na liście przyjaciół z numeru czwartego na miejsce numer trzydzieści siedem, czyli poniżej Chwistka...”

Nie mam wątpliwości, że z awansu eo ipso Leona Chwistka kpił najbardziej jego adwersarz (patrz „Pałuba”) Karol Irzykowski.
Dewiza Słonimskiego (s. 79):
„Bóg nam powierzył humor Polaków”
Gdy Słonimski pisał przez długie lata felietony w „Wiadomościach Literackich” pod tytułem „Kroniki tygodniowe” następowała ewolucja jego poglądów (s. 88):
„To w 'Kronikach' w pełni zademonstruje swój pacyfizm, nie jako odmowę walki w obronie kraju - jak często mu się zarzuca - a jako postawę sprzeciwu wobec wszelkiej przemocy politycznej i terroru państwa. Zamiłowanie do pacyfizmu stanie się jego znakiem rozpoznawczym.
'Kroniki' są doskonałym zapisem ewolucji poglądów Słonimskiego, jego rozczarowań i utraty sympatii do Piłsudskiego, gdy wychodzi na jaw, jak traktowani są więźniowie polityczni w twierdzy brzeskiej, i gdy nie ulega już wątpliwości, że polityka Marszałka zmierza w kierunku rządów autorytarnych...”
Warto tutaj przytoczyć wysoką ocenę 'Kronik tygodniowych” przez Gombrowicza ('Dziennik' (1953 – 1956, s. 216), (tutaj: s. 89):
„.....uważam za ważne i ciekawe: że Boy i Słonimski ta bodaj jedyna proza w niepodległości sprawnie funkcjonująca, była ściąganiem z wyżyn w dół na grunt zdrowego rozsądku i przeciętnego trzeźwego myślenia. Siła ich polegała na nakłuwaniu balonów – ale do tego nie potrzeba większej siły.”

Słonimski przyjaźnił się m. in. z Bolesławem Wieniawą – Długoszowskim. Przytoczmy ciekawy fragment na ten temat (s. 111):
„..O Wieniawie krążyły setki anegdot, ale Słonimski już u schyłku życia w 'Alfabecie wspomnień' odkłamywał mit Wieniawy jako bawidamka i fanfarona.
'Warto przypomnieć – pisał - że nieprawdą jest, jakoby Wieniawa po pijanemu konno wjechał na parkiety Adrii, natomiast prawdą jest, ze był tłumaczem Baudelaire'a, lekarzem z wykształcenia, dzielnym żołnierzem i szlachetnym człowiekiem'.”

Na początku recenzji wspominałem o antysemicie Ipohorskim, który miał się za polskiego nacjonalistę. Historię jego, opisaną na stronach 152 -154, autorka kończy słowami:
„...Zygmunt Ipohorski zginął w 1944 roku, zastrzelony z wyroku AK za kolaborację z Niemcami.”

Tak to bywa, gdy „zwykły” antysemityzm przykrywa się hasełkami o swoim patriotyzmie czy nacjonalizmie. W Polsce nasilający się antysemityzm po śmierci Piłsudskiego, w 1939 r wybuch wojny, a dla Słonimskiego emigracja, w końcu do Londynu, gdzie nie idzie mu dogadać się że starym przyjacielem Grydzewskim, którego instynkt samozachowawczy (chyba) pchnął w kierunku endecji.

s. 185: „Koniec wojny stawia Słonimskiego w sytuacji najtrudniejszego życiowego wyboru: czy pozostać w Londynie,,, bez większych perspektyw, czy konsekwentnie popierać Polskę, która się rodzi pod protektoratem ZSRR..”
Po przeprowadzeniu rekonesansu, licznych kontaktach, w tym z wszechwładnym Borejszą, dochodzi do powrotu w 1951 roku, który Leszek Kołakowski tak oceniał (s. 203):
„Jestem pewien, że w sumie opłaciło się zarówno Polsce, jak i Antoniemu, że do kraju wrócił”.

Rola Słonimskiego w podtrzymywania ducha inteligencji polskiej jest nie do przecenienia, brak miejsca nie pozwala na rozwinięcie tego tematu, a zdawkowo nie wypada, toteż wspomnę tylko, że ostatnie lata spędził w towarzystwie mego idola, Adama Michnika, o czym opowiada Tadeusz Konwicki (s. 299):
„Więc ten Antoni, taki cierpki, taki nieprzystępny, taki już klasyczny i legendarny, więc ten Antoni przygarnął Adasia albo go Adaś podbił i zniewolił. I odtąd już chodzili we dwóch. Do kawiarni i podważać system. Do knajpy i wysadzać państwo w powietrze”.

Gratulacje dla autorki za niesamowita pracowitość i wykazanie starań w celu uniknięcia przekłamań, tak łatwych, w przypadku kogoś tak kontrowersyjnego jak Słonimski. A minusik za prawie całkowity brak szmoncesu, z którego Słonimski (obok Tuwima) słynął.

PS. Postanowiłem dodać, że o Słonimskim mamy obowiązek pamiętać, choćby ze względu na jego "List 34" z 1964, który wymagał wielkiej odwagi, determinacji i prawdziwego polskiego patriotyzmu

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Gdzie jesteś, Leno?

Tak się jakoś niefortunnie złożyło, że miałam okazję studiować polonistykę na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie (nie polecam nikomu) i w c...

zgłoś błąd zgłoś błąd